Bo to wszystko kwestia tego, że trzeba umieć się godzić

 

Każ­dy psy­cho­log Wam powie, że kłót­nie są dobre dla związ­ku.

O ile oczy­wi­ście poza tymi kłót­nia­mi jest jesz­cze jakiś zwią­zek, bo cza­sa­mi to już nie­ste­ty nie ma. Nawet kie­dy para tra­fia na tera­pię mał­żeń­ską, to nie­kie­dy tyl­ko po to, żeby się utwier­dzić w prze­ko­na­niu, że nie war­to i ⇒trze­ba się roz­stać, bo to będzie lep­szym roz­wią­za­niem dla oboj­ga, że o ewen­tu­al­nych dzie­ciach nie wspo­mnę.

Im zwią­zek jest głęb­szy i sil­niej­szy, tym uczu­cia łączą­ce parę są głęb­sze i sil­niej­sze, to nor­mal­ne, zgo­dzi­cie się? A prze­cież miłość i nie­na­wiść to dwie stro­ny tej samej mone­ty, więc moż­na wysnuć wnio­sek, że im bar­dziej kochasz, tym bar­dziej będziesz nie­na­wi­dzić, jak coś się popi­to­li i w miej­sce motyl­ków w brzusz­ku poczu­jesz, że się w Tobie krew gotu­je i zaraz odstrze­li Ci dekiel, jak to się dzia­ło, kie­dy Gniew przej­mo­wał kon­tro­lę nad czło­wie­kiem w tej baj­ce “W gło­wie się nie mie­ści”, gdzie pięć emo­cji rzą­dzi­ło czło­wie­kiem z cen­trum kon­tro­li umiesz­czo­ne­go w mózgu. Jeśli nie oglą­da­li­ście, to pole­cam. Ale do adre­mu.

 

A stąd już krok do awantury.

Ci sami psy­cho­lo­dzy (psy­cho­lo­go­wie?) mówią, że odpo­wied­nio popro­wa­dzo­na i przede wszyst­kim zakoń­czo­na kłót­nia oczysz­cza atmos­fe­rę w związ­ku jako ta burza z pie­ru­na­mi w par­ny, let­ni, upal­ny dzień, zamie­nia­ją­ca cięż­ki zaduch w świe­ży i rześ­ki wie­czór ze zjo­ni­zo­wa­nym powie­trzem. Oddy­chasz peł­ną pier­sią, cho­ciaż wcze­śniej chmu­ry spra­wia­ły wra­że­nie, jak­by Cię przy­gnia­ta­ły i odbie­ra­ły tlen oraz 78% azo­tu. I tyl­ko to gra­do­bi­cie i te gro­my trze­ba jakoś prze­żyć, a potem już będzie tyl­ko lepiej. Zazwy­czaj.

Po wszyst­kim już nie ma zna­cze­nia, kto zaczął, czy­ja była wina i kto komu pod­padł, bo zapa­mię­taj­cie to sobie pano­wie, że i tak ta wina zawsze jest nasza. I to jest abso­lut­nie nie­waż­ne, czy cze­goś nie powie­dzie­li­śmy na czas, nie zro­bi­li­śmy na czas, nie domy­śli­li­śmy się na czas czy też wręcz prze­ciw­nie – powie­dzie­li­śmy za dużo, zro­bi­li­śmy za dużo czy za dużo pomy­śle­li­śmy. Albo to wszyst­ko było na czas, ale nie po myśli naszych Połó­wek, naszych gwiazd zaran­nych i jutrze­nek róża­no­pal­cych. Bo gor­szy dzień mia­ły, albo ta Kaś­ka sucz pie­przo­na z dzia­łu obok aku­rat mia­ła ład­niej­szą sukien­kę. I tak mie­li­śmy prze­je­ba­ne, nawet jeśli nam się wyda­wa­ło, że mamy czy­ste sumie­nie. Nie wni­kaj­my w to jed­nak, gdyż już po wszyst­kim.

A że kobie­ta jest two­rem nie­ska­zi­tel­nym, nie­ska­la­nym i zawsze nie­win­nym, a do tego nie­skoń­cze­nie miło­sier­nym, to zawsze nam wyba­czy, przy­gar­nie na łono, po pup­ci pokle­pie, a może i łaska­wie wyj­dzie z tego całe­go zamie­sza­nia zmię­ta pościel, zaci­śnię­te pię­ści i wewnętrz­na bogi­ni naszej kobie­ty się roz­pad­nie, czy co tam ona robi­ła w ⇒cyklu o Greyu wewnątrz tej całej Any, kie­dy ich naszło na figle w dużym czer­wo­nym poko­ju.

Ale cza­sa­mi, pra­wie nigdy, ale jed­nak, jest tak, że przez nie­po­ka­la­nie czy­ste i cięż­kie zasło­ny swej nie­ska­zi­tel­no­ści taka kobie­ta dostrze­ga drob­ną ryskę wła­snej nie­do­sko­na­ło­ści. Oczy­wi­ście nie, że to od razu jej wina, co to, to nie, ale aku­rat mogło się PRZYPADKIEM zda­rzyć, że nie do koń­ca jest tak, że wszyst­ko złe na nie­bie i zie­mi uczy­nił ten nie­do­bry męż­czy­zna i po pro­stu PRZEZ NIEUWAGĘ albo zło­śli­wą kom­bi­na­cję czyn­ni­ków kosmicz­nych i tych przy­ziem­nych, ziem­skich, tro­chę ona sama czu­je się nie do koń­ca fair.

W skraj­nych przy­pad­kach może to dopro­wa­dzić do kolej­nej awan­tu­ry, bo co jak co, ale awan­tu­rę i sałat­kę to kobie­ta potra­fi zro­bić z nicze­go, a tutaj mamy aż wyrzu­ty sumie­nia – to wca­le nie jest takie nic. I jak dosta­tecz­nie dłu­go będą bied­ną nie­wia­stą szar­pać wewnętrz­nie, to w koń­cu się pod­da i zno­wu się przy­pie­przy do swo­je­go bied­ne­go chło­pa, któ­ry był na tyle głu­pi, że nie zauwa­żył symp­to­mów i nie zszedł jej pro­fi­lak­tycz­nie z oczu pod pre­tek­stem robie­nia jakiejś bar­dzo waż­nej spra­wy.

Tak jed­nak czy­ni kobie­ta nie­doj­rza­ła i nie­zbyt bie­gła w tema­tach dam­sko-męskich, bo awan­tu­ra bez powo­du, tyl­ko z powo­du wyrzu­tów sumie­nia pro­wa­dzi do kolej­nej awan­tu­ry bez powo­du, z powo­du wyrzu­tów sumie­nia. A cią­głe ner­wy źle wpły­wa­ją na uro­dę dam­ską i zno­wu ta Kaś­ka sucz pie­przo­na z dzia­łu obok powie, że “ooo, chy­ba masz kło­po­ty ze snem, bo i wory pod ocza­mi, i cera nie rumia­na jako brzo­skwi­ni owoc tyl­ko sza­ra i zie­mi­sta, krem ci pole­cę, sama uży­wam i zobacz, jakie wspa­nia­łe efek­ty haha­ha”.

To błęd­ne koło.

 

I wtedy na scenę wkraczają tak zwane “wiedza i doświadczenie”

Jak powie­dzieć face­to­wi prze­pra­szam tak, żeby abso­lut­nie mu nie przy­znać racji i nie poka­zać, że kobie­ta zro­zu­mia­ła, że nie do koń­ca była w porząd­ku. Oczy­wi­ście w stop­niu tak małym jak ato­my, jak elek­tro­ny, jak kwar­ki wręcz, bo prze­cież całe zło świa­ta pocho­dzi od face­tów (i od tej Kaś­ki suczy pie­przo­nej z dzia­łu obok) i takie malut­kie ska­zy, ryski te nie­wiel­kie jak ato­my, jak elek­tro­ny, jak kwar­ki wręcz na obli­czu nie­ska­la­nym są pomi­jal­nym błę­dem pomia­ru, nie do uchwy­ce­nia wręcz okiem gołym ni uzbro­jo­nym.

Jak to zro­bić, żeby wyko­rzy­stać ten wewnętrz­ny ogień wkur­wu, jakim gore­je ura­żo­ny facet i prze­kie­ro­wać to gorą­co tak, żeby cały roz­pły­nął się jak świe­ca i pozo­sta­wił po sobie jeno oga­rek gnie­wu, przy oka­zji odda­jąc całe to cie­pło i ten żar?

Ba! Jak to zro­bić w taki spo­sób, żeby jesz­cze wycią­gnąć z tej całej sytu­acji korzy­ści dla sie­bie?

Otóż moje dro­gie Czy­tel­nicz­ki, wystar­czy wysłać Wasze­mu męż­czyź­nie podob­ne zdję­cie z jakie­goś skle­pu, gdzie aku­rat sie­dzi­cie i koicie swój żal, i ból, i przy­gnę­bie­nie, a może i gniew, bo cóż może być lep­sze­go na dam­skie sko­ła­ta­ne ner­wy, niż nowa kiec­ka czy buty? Osta­tecz­nie toreb­ka? Zaku­py sty­mu­lu­ją ośro­dek przy­jem­no­ści w mózgu i spra­wia­ją, że świat jest pięk­niej­szy, więc nie kłóć­my się z natu­rą.

Ale to nie wszyst­ko, gdyż przez samo bycie na zaku­pach, przez tę nie­win­ną czyn­ność nara­ża­cie się na pre­ten­sje oraz dur­ne komen­ta­rze ze stro­ny tego Wasze­go małost­ko­we­go i cią­gle jak­by ura­żo­ne­go face­ta, w sty­lu “następ­ne buty???” albo “kolej­na sukien­ka?!?!? prze­cież już się nie mie­ścisz na wie­sza­kach!”. Co oczy­wi­ście za chwi­lę zaowo­cu­je kolej­ną awan­tu­rą, a prze­cież nie o to cho­dzi, praw­da? Wasz foch to i owszem, jest powód do kłót­ni, ale tak przy­ziem­na rzecz, jak pie­nią­dze?

Nie zapo­mnij­cie więc nie­win­ne­go dopi­sku:

“Poradź mi, bo Ty się naj­le­piej na tym znasz – któ­ry kolor by naj­le­piej na mnie wyglą­dał?”

trzeba umieć się godzić

♫ Morza szum, pta­ków śpiew ♫

 

Pano­wie, mały TIP. Naj­lep­szą odpo­wie­dzią na to pyta­nie jest:

Kocha­nie, pięk­nie Ci we wszyst­kim, więc kup sobie wszyst­kie”

 

P.S. Dro­gie Panie. Spraw­cie sobie jesz­cze taką kiec­kę, to wte­dy na bank ta Kaś­ka sucz pie­przo­na z dzia­łu obok dosta­nie megaw­kur­wa i to będzie pięk­ny dzień.

trzeba umieć się godzić

Nic tak nie cie­szy kobie­ty, jak dru­ga kobie­ta, któ­ra jej zazdro­ści…

 

 

Fot: depositphotos.com, autor: Wave­bre­ak­me­dia

 

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...