Kim jestem

Jestem strasz­nym gadu­łą, co się ste­ty, albo i nie, prze­le­wa na ekran Two­je­go moni­to­ra, bo to Ty mnie czy­tasz. I jeśli dzi­siaj aku­rat nie bar­dzo masz ocho­tę czy­tać do koń­ca, to Ci streszczę:

Facet świe­żo po czter­dzie­st­ce. Mąż, ojciecpro­jek­tant wnętrz. Foto­graf-ama­tor i wan­na­be blo­ger. Wła­ści­ciel nie­wy­pa­rzo­ne­go jęzo­ra i poczu­cia humo­ru w sty­lu noir, a cza­sa­mi black. Wiecz­nie na die­cie i wiecz­nie uja­ra­ny życiem…

 

Uro­dzi­łem się w miej­sco­wo­ści tak małej, że jest chy­ba tyl­ko na mapach szta­bo­wych. Bo to naj­da­lej na wschód wysu­nię­te pol­skie mia­sto i jed­no­cze­śnie naj­da­lej na wschód wysu­nię­ta jed­nost­ka woj­sko­wa. Jest to tak dale­ko od wszyst­kie­go, że tam nawet inter­net zawra­ca. Hru­bie­szów się nazy­wa – wiesz gdzie to jest? Nie wstydź się – nikt nie wie.

Po matu­rze poje­cha­łem w dale­ki świat na stu­dia. Do Wro­cła­wia aku­rat dla­te­go, że na uczel­nię był kon­kurs świa­dectw, a ja z liceum wynio­słem zaje­bi­stą śred­nią. Poza tym byłem wcze­śniej we Wro­cła­wiu i strasz­nie mi się spodo­bał, co zosta­ło mi do tej pory – uwiel­biam to miasto.

Z wykształ­ce­nia infor­ma­tyk po Poli­bu­dzie od zawsze w roman­sie z Archi­tek­tu­rą. Jesz­cze na stu­diach zosta­łem tatą i była to jed­na z trzech naj­szczę­śliw­szych chwil w moim życiu. Jesz­cze na stu­diach zaczą­łem też pra­co­wać w kor­po-ban­ku jako admin, a potem fachu­ra od bez­pie­czeń­stwa finan­so­we­go. Męczy­łem się strasz­nie, bo w mię­dzy­cza­sie się oka­za­ło, że raczej nie jestem umy­słem ści­słym i źle się czu­ję wci­śnię­ty pomię­dzy excel­lo­we tabel­ki a monitor.

Po kil­ku latach poja­wi­ła się szan­sa na zmia­nę i zaczą­łem wraz z Małą­Żon­ką pro­wa­dzić fir­mę zaj­mu­ją­cą się pro­jek­to­wa­niem wnętrz. Naj­pierw byłem dyrek­to­rem od spraw trud­nych i niko­mu się nie chce tego zała­twiać, a trze­ba, potem musia­łem zostać mon­ta­ży­stą, potem kie­row­ni­kiem pro­duk­cji, teraz pro­jek­tu­ję wnę­trza. Czy­li wiem co to SQL, wkrę­tar­ka, Auto­CAD i suro­wa sza­rość beto­nu prze­ła­ma­na żywą czer­wie­nią roz­świe­tla­ją­cą pomieszczenie. 

To nie jest blog paren­tin­go­wy, cho­ciaż pisu­ję o moich Dzie­cior­kach. A nawet jeśli będzie kie­dy­kol­wiek zba­czał w te rejo­ny, to na pew­no nie będę się zachwy­cał kup­ka­mi, bo nawet te dzie­cię­ce śmier­dzą. Nie do koń­ca doj­rza­łem do tego, żeby pisać wprost i jaw­nie o mojej RODZINIE, cho­ciaż prze­wi­ja się ona cały czas, bo ode­rwa­ny od Małej­Żon­ki czy moich cudow­nych dwóch synów umarł­bym. Po pro­stu. Zde­chł­bym i by mnie nie było.

To mój dru­gi (a wła­ści­wie trze­ci) blog. Pisa­łem kie­dyś (2006−2007) jako mickey1976 na blo­xie, wcze­śniej na inte­rii, potem blo­gi zli­kwi­do­wa­łem. Spo­ro ludzi mnie czy­ta­ło, spo­ro komen­to­wa­ło, spo­ro o moim blo­gu mówi­ło. Wiem, bo chcia­łem odszu­kać te sta­re tre­ści, ale zna­la­złem jedy­nie puste lin­ki, jakie ktoś komuś pole­cał na forach czy w komen­ta­rzach. Jeśli masz jakieś taj­ne cho­dy na któ­rymś z tych por­ta­li i jesteś w sta­nie wycią­gnąć takie wyko­pa­li­ska, to odwdzię­czę się na pew­no. Teraz pró­bu­ję ogar­nąć blo­go­wa­nie na nowo. Trud­no jest, bo to już nie tyl­ko takie sobie pisa­nie, ale całe social media. Ale się nie pod­da­ję. Bo uwiel­biam pisać. Mówić też uwielbiam.

Poza tym jesz­cze uwiel­biam, kocham wręcz pozna­wać. Nowych ludzi, miej­sca, wra­że­nia, doświad­cze­nia, nowe kra­je, nowe jedze­nie, nowe pozy­cje. Mam chy­ba coś w sobie z psy­cho­lo­ga, bo ludzie ze mną roz­ma­wia­ją i o róż­nych rze­czach mi mówią. A może to wiek i sta­tecz­ność? Co praw­da nie mam siwych wło­sów, bo mi wszyst­kie wypa­dły, ale z obli­cza bije mi ten wiek i ta stateczność.

Każ­dy blą­ger kocha swo­ich czy­tel­ni­ków pra­wie tak moc­no jak sie­bie same­go, więc nie bój się komen­to­wać, laj­ko­wać czy sze­ro­wać. Może kie­dyś dzię­ki Tobie zosta­nę cele­bry­tą i wal­nę sobie kil­ka fotek z dziub­kiem na ścian­ce? Jak masz jakieś pyta­nia albo chcesz pod­rzu­cić jakiś temat, to śmia­ło pisz na maila dizajnuch@dizajnuch.pl albo na moim fejs­bu­ko­wym pro­fi­lu.

Czu­ję głód życia. A na zegar­ku dopie­ro 40 lat. Pięk­ny wiek, uwierz mi…

A, zapo­mniał­bym – na imię mam Jacek.

Nie “pan”.

Jacek.