Dlaczego się rozstajemy?

 

Wpis to szcze­gól­ny, bo chy­ba po raz pierw­szy uchy­lam nie­co rąb­ka zasło­nię­tej tajem­ni­cy albo tajem­ni­czej zasło­ny, któ­rą odgra­dzam moje życie pry­wat­ne od tego, co ujaw­niam na blo­gu czy fany­pej­czu. Dzi­siaj tro­chę wię­cej niż zwy­kle poopo­wia­dam Wam o sobie i o mojej Małej­Żon­ce. A wła­ści­wie to o tym, dla­cze­go się roz­sta­je­my. O tym, jak te wszyst­kie lata razem łączą, by w efek­cie podzie­lić. I jak jedy­nym moż­li­wym spo­so­bem na to, żeby zacho­wać jako tako zdro­wie psy­chicz­ne i nie dosta­wać na widok dru­giej oso­by skrzy­wie­nia mor­dy, jest się rozstać.

I nie, wca­le nie potrze­ba jakie­goś strasz­ne­go wyda­rze­nia, cza­sa­mi po pro­stu wystar­czy usiąść i się chwi­lę spo­koj­nie zasta­no­wić nad wspól­nym życiem, prze­szło­ścią i przy­szło­ścią. I wte­dy roz­sta­nie pozo­sta­je jedy­nym sen­sow­nym wyj­ściem, nie tyl­ko dla nas samych. Waż­ne jest, żeby do tego podejść z gło­wą, bo ina­czej będzie to pro­ces bole­sny. W sumie bez­bo­le­sny nie jest nigdy, pyta­nie tyl­ko jak bar­dzo zaboli.

 

Brzmi strasznie, prawda?

Jeśli mnie tro­chę znasz z blo­ga czy poza nim, i tro­chę lubisz, to pew­nie w tym momen­cie się zasta­na­wiasz, jak to dalej będzie, co z dzieć­mi, z fir­mą i cała resz­tą rze­czy, któ­re to w związ­ku są wspól­ne, a po roz­sta­niu już nie.

Jeśli mnie tro­chę znasz z blo­ga czy poza nim, i nie lubisz, to pew­nie w tym momen­cie nazy­wasz mnie zakła­ma­nym kuta­fo­nem, któ­ry obie­cy­wał na blo­gu nie kła­mać, a prze­cież sło­wa tu nie ma na temat jakie­go­kol­wiek roz­sta­nia i wszyst­ko wyglą­da cukierkowo.

A jeśli mnie nie znasz i jesteś tu pierw­szy raz, to Ci to wisi. I ponie­kąd słusz­nie, bo każ­dy ma dosyć swo­ich pro­ble­mów, żeby jesz­cze się cudzy­mi przejmować.

Ale nic nie zmie­ni fak­tu, że się rozstaliśmy.

 

Co potem?

No niby życie się toczy się dalej, ale nic już nie jest takie samo i nie­któ­re, a może raczej wszyst­kie spra­wy trze­ba jakoś poukła­dać na nowo.

Trze­ba jakoś roz­wią­zać kwe­stię opie­ki nad Dzie­cior­ka­mi, praw­da? Bo nagle pozo­sta­ją pod opie­ką tyl­ko jed­nej oso­by, a tu star­szy do liceum, młod­szy do szko­ły w zupeł­nie inne miej­sce. Do tego o róż­nych godzi­nach zaczy­na­ją i o róż­nych koń­czą. Ten ma dodat­ko­wo angiel­ski, tam­ten judo. A basen co tydzień, na któ­ry cho­dzą obaj, zresz­tą do spół­ki ze mną? Co z week­en­da­mi, kie­dy jeden chce do kina, a dru­gi z kole­ga­mi pograć na Xbo­xie, a prze­cież obaj są nie­let­ni i w teo­rii nawet moje­go 16,5-latka nie powi­nie­nem zosta­wiać bez opie­ki doro­słe­go? Posił­ko­wać się zna­jo­my­mi? Wia­do­mo jak to z nimi jest, niby chcie­li­by pomóc, ale jakoś nie chcą się anga­żo­wać, bo prze­cież mają swo­je wła­sne spra­wy, wła­sne życie. I trud­no ich winić, trud­no mieć za złe.

Nawet głu­pia spra­wa – kto będzie w domu goto­wać? Na szczę­ście ja nie mam tego pro­ble­mu, bo lubię i podob­no umiem, ale robie­nie zaku­pów już zaczy­na być kło­po­tem. Tym bar­dziej, że zno­wu – jeden lubi to, a dru­gi tam­to i chy­ba tyl­ko parów­ki albo płat­ki z mle­kiem wcią­ga­ją zgod­nie. Cięż­ko to nazwać zbi­lan­so­wa­ną die­tą, prawda?

Roz­li­cze­nia, opła­ty, rachun­ki itd. pomi­nę mil­cze­niem, bo dżen­tel­men nie roz­ma­wia o tak bła­hych rze­czach. Co nie zna­czy, że nie sta­ją się kło­po­tem, bo dba­nie o finan­se we dwo­je jest dużo prost­sze, zgo­dzi­cie się ze mną?

 

Dlaczego?

Jeże­li prze­by­wasz z kimś 24 godzi­ny na dobę, to w pew­nym momen­cie niby nic się strasz­ne­go nie dzie­je, ale nagle zaczy­nasz się z tym kimś męczyć. Draż­ni Cię, wner­wia, iry­tu­je samą obec­no­ścią i nie możesz tego uczu­cia w sobie zwal­czyć, cho­ciaż jak to się poetyc­ko mówi – inne uczu­cia nie wyga­sły. Dorzuć­cie do tego nawał obo­wiąz­ków zwią­za­nych z pro­wa­dze­niem wła­snej fir­my, nasze cha­rak­te­ry, czy raczej cha­rak­ter­ki i macie bar­dzo wybu­cho­wy kok­tajl, któ­ry cięż­ko prze­cho­dzi przez gar­dło. I w koń­cu się nim udławisz.

Pamię­ta­cie, co mówił Osioł ze Shreka?

Wiesz, co jesz­cze wszy­scy lubią? Kre­mów­ki. Znasz kogoś, co jak mu powiesz: „Ej, chodź­my na kre­mów­ki”, to mówi „Nie, sta­ry, nie lubię kre­mó­wek”. Kre­mów­ki są pycha!

Tyl­ko zacznij te kre­mów­ki jeść na śnia­da­nie, obiad i kola­cję. Codzien­nie, w nie­dzie­lę i świę­ta, trzy razy dzien­nie albo pięć, jak żyjesz zdro­wo i słu­chasz die­te­ty­ków. Możesz kochać kre­mów­ki, ale mając je cią­gle i bez prze­rwy w takiej ilo­ści, w koń­cu je znie­na­wi­dzisz i na samą myśl o kre­mo­wym przy­sma­ku będzie Ci niedobrze.

Od ponad 20 lat się zna­my (choć podob­no pozna­li­śmy się wcze­śniej na olim­pia­dzie z fizy­ki, no com­ments), od ponad 19 miesz­ka­my ze sobą (z prze­rwa­mi na waka­cje w cza­sie stu­diów, bo wie­cie, przed ślu­bem nie wol­no podob­no), od ponad 17 jeste­śmy mał­żeń­stwem, a od pra­wie 10 wspól­nie wal­czy­my na polu kapi­ta­li­stycz­ne­go krwio­żer­cze­go wyzy­sku mas pra­cu­ją­cych. Cią­gle wspól­nie, cią­gle razem, 24 godzi­ny na dobę, 7 dni w tygo­dniu, 12 mie­się­cy w roku. Bez prze­rwy, non stop. Nie prze­ja­dło­by się Wam? Nie mie­li­by­ście dość? My wła­ści­wie mieliśmy…

 

…i dlatego się rozstaliśmy…

…na jakiś czas.

Czy­tasz to, co powy­żej i wyglą­da to jak sce­na­riusz do remake’u “Spra­wy Kra­me­rów”. Ale Mała­Żon­ka jest ład­niej­sza od Meryl Stre­ep a ja wyż­szy od Dusti­na Hof­f­ma­na, więc spo­koj­nie – tu cho­dzi “tyl­ko” o to, że wyje­cha­li­śmy osob­no na urlo­py. Dwa tygo­dnie spę­dzi­łem zagra­ma­ni­cą ja, dwa razy po tygo­dniu Mała­Żon­ka, a w tym cza­sie to dru­gie dziel­nie ogar­nia­ło codzien­ną sza­rą rzeczywistość.

I wiesz, pierw­szą reak­cją wszyst­kich zna­jo­mych było wiel­kie zdzi­wie­nie i zawsze komen­tarz w sty­lu “zupeł­nie nie było widać, że się mię­dzy wami nie ukła­da”, “nic nie mówi­li­ście, że macie jakieś pro­ble­my”. Nie mamy. Na pew­no nie jakieś więk­sze, niż prze­cięt­na rodzi­na, w któ­rej o 6:30 dzwo­ni budzik goniąc wszyst­kich do szko­ły i wyry­wa­jąc ze słod­kich objęć Mor­fe­li­ny, patron­ki sen­nych polucji.

Urlop z dzieć­mi i ze współ­mał­żon­kiem, cho­ciaż nie­wąt­pli­wie ma cała kupę plu­sów dodat­nich ma też kil­ka ujem­nych – mię­dzy inny­mi to, że nie możesz się tak do koń­ca ode­rwać od tego, co jest Two­ją codzien­no­ścią. Zosta­wiasz niby za sobą pra­cę, niby zmie­niasz oto­cze­nie, ale jed­nak nie do końca.

Bo cią­gle musisz uwa­żać na mało­let­nich, żeby toto nie wpa­dło pod samo­chód, nie uto­pi­ło się albo nie nawy­wi­ja­ło pod wpły­wem i nie zosta­ło przed­wcze­śnie rodzi­cem. Idziesz coś zjeść i cho­ciaż masz ocho­tę na owo­ce morza, to jed­nak idziesz do piz­ze­rii, bo smar­ka­te­ria nie je roba­li. Pla­nu­jesz zoba­czyć wschód słoń­ca nad morzem, to jed­ne­go dnia zanim wszy­scy się zbio­rą zasta­je Cię połu­dnie, a dru­gie­go, kie­dy wyka­zu­jąc się mądro­ścią idziesz bez człon­ków rodzi­ny, prze­ży­wasz solar­ne unie­sie­nia o 3:30 nad ranem i wra­casz do łóż­ka, żeby to ode­spać, to o 6:30 Cię budzą, bo aku­rat wol­ne, a prze­cież w wol­ne trze­ba wcze­śniej wstać, żeby było dłu­żej wol­ne, nie?

Bo masz ocho­tę słod­ko nic­nie­ro­bić, albo czy­tać książ­kę, albo po pro­stu posie­dzieć nad bro­war­kiem czy lamp­ką wina i pobyć sam na sam ze swo­imi myśla­mi, a tutaj Połów­ce Two­jej, bez wzglę­du na płeć lep­szej zbie­ra się na amo­ry. Albo na gada­nie o życiu, Któ­re to gada­nie o życiu czę­sto koń­czy się mniej­szą lub więk­sza awan­tu­rą. Albo nawet jak się nie koń­czy, to nie masz kom­plet­nie ocho­ty na cięż­kie tema­ty, bo wła­śnie patrzysz jak mor­skie fale roz­bi­ja­ją się o molo albo jak faj­nie ukła­da się biki­ni na tam­tej blon­dyn­ce. Ot, masz nastrój na wra­że­nia este­tycz­ne, a nie na pier­do­lo­lo o tru­dach żywota.

I wca­le nie cho­dzi o to, że masz ocho­tę prze­te­sto­wać, jak szyb­ko ta blon­dyn­ka z tego biki­ni wysko­czy. Masz ocho­tę pobyć we wła­snym towa­rzy­stwie. Tyl­ko wła­snym. I tyle. Bez pod­tek­stów, bez dru­gie­go dna. To oczy­wi­ście tez jest kwe­stia zaufa­nia, ale o zaufa­niu może napi­szę kie­dy indziej, co?

 

Odpoczywasz…

Od Dzie­cior­ków, któ­re kochasz nad życie, ale “mamo­ooooo” czy “tato­oooo” sły­sza­ne po sto pięć­dzie­siąt sześć razy dzien­nie powo­du­je u Cie­bie wysypkę.

Od Połów­ki, któ­rą kochasz nad życie, ale aku­rat teraz masz ocho­tę pole­żeć do góry koła­mi, a nie iść gdzieś wspól­nie roman­tycz­nie poła­zić, bo ile moż­na tak leżeć, pole­żeć to sobie możesz w domu, a nie na waka­cjach, za któ­re pła­cisz kupę kasy?

 

Odpo­czy­wasz od… wszyst­kie­go. I zaczy­nasz tęsk­nić… I jak się cie­szysz, kie­dy wró­cisz do domo­wej codzien­no­ści i tych, któ­rych kochasz, hoho… Ja się na ten przy­kład na nowo zako­chu­ję. Pięk­nie, nie?

Pole­cam. Bar­dzo polecam!!

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Tro­chę zosta­łam wkrę­co­na, a tro­chę nie, bo co to za roz­sta­nie jak razem byli­ście na BCP :p Wyjaz­dy bez dru­giej poło­wy poma­ga­ją utrzy­mać deli­kat­ną psy­chi­kę w rów­no­wa­dze :p , widzę to po wszyst­kich razem pra­cu­ją­cych parach jakie znam, sztuk dwie, teraz trzy, a ja nie­ste­ty o tym nie wie­dzia­łam, dobrze cho­ciaż że teraz już się dowiedziałam 🙂

    • Widzisz? Mam gdzieś tam wyso­ko jeden dobry uczy­nek wię­cej na koncie 🙂

      Haha, po BCP mogło mi się nazbie­rać bęc­ków za te wszyst­kie wiel­bi­ciel­ki prze­cież. Na szczę­ście jest ich nie­du­żo, za to wierne :)))

  • Kasia Moty­ka Koci­ko­wa Dolina

    Od pierw­szych liter wie­dzia­łam jaki będzie finał wpi­su… jakoś tak potra­fię czy­tać mię­dzy wier­sza­mi, trchę wyczu­cia a przy tym podo­bień­stwo men­tal­ne zadzia­ła­ło. Też mie­wam podob­nie i w dokład­nie taki sam spo­sób ładu­ję akumulatory

    • A może po pro­stu masz kobie­cą intuicję 🙂

      O patrz, i nie poga­da­li­śmy 🙁 Tro­chę duża to impre­za, nie wiem, czy nie za duża – spo­ro osób mia­łem na rada­rze i jakoś mi zni­kły w tłu­mie. Do nad­ro­bie­nia w przy­szło­ści, nie?

      • Kasia Moty­ka Koci­ko­wa Dolina

        Tak sądzę 🙂 Impre­za rze­czy­wi­ście duża, nie mniej jed­nak każ­dy coś tam sobie zna­lazł cie­ka­we­go dla siebie 🙂

  • Zazdrosz­czę 😉 wie­dzia­łam, że coś krę­cisz z tym rozstaniem.

  • nie­przy­zwo­it­ka

    Jacek, mimo, że “znam Cię” od bar­dzo bar­dzo nie­daw­na to jed­nak prze­czy­ta­łam tro­chę Two­jej rado­snej tffur­czo­ści i powiem Ci, że od pierw­sze­go zda­nia wie­dzia­łam, że robisz nas w bam­bu­ko. A potem trium­fal­nie wznio­słam kie­li­szek dobrej wody pro­sto z kra­nu za Two­je zdro­wie bo wyszło na moje. Kon­cept z waka­cja­mi super! W ogól­nym roz­ra­chun­ku zbli­ża jesz­cze bardziej 🙂

    • Kolej­na mądra dziew­czyn­ka do mnie zawi­ta­ła na dłu­żej, co mnie cie­szy strasznie 🙂
      Tro­chę pogra­łem emo­cja­mi, wiem. Ale czy nie o to cho­dzi w blogowaniu? 🙂

      • nie­przy­zwo­it­ka

        dokład­nie o to! a Ty umiesz w blo­go­wa­nie:))) Mówi­łam Ci, że zosta­ję – czy tego chcesz, czy nie!

        • Muszę jakieś taj­ni­ki maki­ja­żu poznać, coby to się rumie­nie­nie na licu ukryć 🙂
          Dzię­ku­ję i czuj się jak u siebie

  • Tro­chę za dłu­go Cię czy­tam żeby uwie­rzyć w to co chcia­łeś żebym uwierzyła. 😛 🙂
    Znów mądrze pra­wisz panie Jac­ku. Patrz jak Ci z wie­kiem przy­by­wa mądro­ści. Ach strach pomy­śleć co będzie na sta­rość. 🙂 Masz cał­ko­wi­tą rację, od cza­su do cza­su trze­ba odpo­cząć od ludzi, rze­czy i zja­wisk, któ­re się kocha. Mnie też się ostat­nio wyda­je, że powin­nam odpo­cząć od.…kebabów. 🙂 Spo­wsze­dnia­ły mi. 

  • I wła­śnie dla­te­go, żeby się nie zadła­wić, usku­tecz­niam od cza­su do cza­su krót­kie wyjaz­dy bez męża i cór­ki. Od naj­bliż­szych osób też trze­ba odpocząć.

  • Eew Hry­dzie­sh­ko

    Natra­fi­łam cał­kiem przy­pad­kiem na ten wpis, ale chy­ba zacznę śle­dzić Two­je­go blo­ga 🙂 Rewe­la­cyj­nie , czy­ta się jedym tchem! Pozdra­wiam ser­decz­nie i powo­dze­nia w prze­ży­wa­niu 247 🙂

    • Zapra­szam w takim razie – roz­gość się i czuj jak u siebie 🙂

      • Eew Hry­dzie­sh­ko

        Na pew­no będę tu zaglądać 🙂

  • Podo­ba mi się ten styl pisa­nia, a zwo­dzić umiesz zawo­do­wo 😉 Co do tema­tu – dobrze cza­sem od sie­bie odpo­cząć – to zdro­we dla każ­de­go związ­ku, taka chwi­la tyl­ko dla sie­bie, kie­dy nie obcho­dzi Cię nikt i nic poza wła­sny­mi potrzebami 😉

    • Jestem pro­jek­tan­tem, muszę mieć bajer 😉
      Masz rację – nie da się słu­chać dru­giej oso­by, jak nie mamy jak posłu­chać sie­bie, prawda?

    • No bo jak ina­czej słu­chać innych (głów­nie bli­skich), kie­dy nawet cza­su na posłu­cha­nie sie­bie brak? 🙂

  • fol­low cre­ati­vi­ty now

    To mój ulu­bio­ny cytat ze Shre­ka ;D i uwiel­biam kre­mów­ki… ale ja też cię podzi­wiam, miłość to nie uwią­za­nie 247. Zwa­rio­wa­ła­bym gdy­bym tak musia­ła. Zde­cy­do­wa­nie czas dla sie­bie, dzień lub week­end, z kole­żan­ka­mi czy bez, z kum­pla­mi jak to face­ci lubią na obżar­stwie piz­zą i bro­wa­rach bez spoj­rzeń, że przy­ty­jesz i bez wyrzu­tów sumie­nia że 5 piw to już prze­sa­da. Raz na jakiś czas nie zaszko­dzi, każ­dy się musi zre­se­to­wać from time to time… to w tych cza­sach nie jest norma?

    • To chy­ba nie kwe­stia cza­sów, co bar­dziej moż­li­wo­ści – kie­dy masz dwój­kę dzie­ci, a bab­cie obie 600km od sie­bie, to tak tro­chę sumie­nie męczy, kie­dy zosta­wiasz dru­gą oso­bę samą z tym bała­ga­nem. Na szczę­ście już to mamy przepracowane 🙂

  • odpo­czy­nek nawet i co week­end 😉 Polecam

  • 20 lat przez 247 to ja Was zde­cy­do­wa­nie podzi­wiam. Nigdy nie chcia­ła­bym tyle spę­dzać z moim mężem, bo wiem, że to nie zdro­we dla związ­ku i w koń­cu moż­na się “prze­jeść.” Każ­dy potrze­bu­je swo­je­go cza­su, nawet w pra­cy. Ale jest to bar­dzo potrzeb­ne. W sumie nie waż­ne czy jest się mał­żeń­stwem czy przy­ja­ciół­mi, zna­jo­my­mi. Miesz­ka­jąc z kimś, pra­cu­jąc, bawiąc się. Spę­dza­jąc tyle cza­su razem – mała prze­rwa jest potrzebna.

    • Nie no, 20 lat to nie 24/7, tyl­ko kil­ka ostat­nich lat. Ale to i tak dużo, jak się okazuje 🙂

  • Bosz, umiesz pisać to wiesz, ale że tak wpusz­czać w mali­ny ludzi?? 😛
    I tak- 24h/dobę od 20 lat to strasz­nie dużo! Podzi­wiam- ja bym współ­wha­te­ver zabi­ła już chyba 😀
    Tri­py rób­cie cze­sciej osob­no żeby nie zwa­rio­wa­ći doce­nić co macie 🙂

    • Aj tam w mali­ny, nie mów, że się nabrałaś 🙂

      Taki jest plan, cho­ciaż jest i dru­gi, któ­ry zeżre kasę na ten pierwszy 🙂

  • Wiesz co? Prze­ży­łam jed­no mał­żeń­stwo zakoń­czo­ne po bli­sko 20 latach bycia razem-osob­no. Prze­ży­wam dru­gie, znacz­nie mądrzej­sze. Cza­sa­mi trze­ba odpo­cząć od sie­bie dla zwy­czaj­nej higie­ny emo­cjo­nal­no-psy­chicz­nej. W prze­ciw­nym razie może polać się krew i włosy ;))))
    Masz bar­dzo zdro­we podej­ście do życia, to zauwa­ży­łam już daw­no. Trzy­mam kciu­ki, aby rów­no­wa­ga Was nie opuszczała 🙂

    • Dzię­ku­ję bardzo 🙂
      Mam nadzie­ję, że mądrze prze­ży­ję to pierw­sze, bo jest tak… fajnie 🙂

  • Karol, wiesz, że Cię nie lubię jak mało kogo. Sko­ry do pochwał nie jestem, ale nie­ste­ty, co przy­cho­dzi mi z dużym tru­dem i poprzez zaci­śnię­te zęby, Karol to bodaj naj­lep­szy tekst jaki u Cie­bie prze­czy­ta­łem. Świet­ny. Jak nie silisz się na nacią­ga­ny dow­cip, to wycho­dzi Ci rewe­la­cyj­nie. Napraw­dę bar­dzo faj­ny i prze­wrot­ny. Jest w nim ikra.
    Co do same­go tema­tu roz­stań i powro­tów, to jako eks-mary­narz mógł­bym dłu­go i z werwą roz­pra­wiać. Mię­dzy mity i opo­wie­ści z mchu i papro­ci wsa­dził­bym opo­wie­ści jako­by mia­ły cemen­to­wać związki.
    Kie­dy prze­nie­śli­śmy się do Sin­ga­pu­ru, pierw­sze pół roku było fatal­ne. W mie­sią­cu widy­wa­li­śmy się kil­ka dni. Żona kur­so­wa­ła do Szan­gha­ju, ja do Austra­lii. Ale taka była umo­wa. Po mniej wię­cej 6 mie­sią­cach powie­dzie­li­śmy – dość! Dłu­żej tak nie wytrzymamy.
    Ale praw­da, w ubie­głym roku, część waka­cji spę­dzi­li­śmy oddziel­nie. Żona poszy­bo­wa­ła do Sin­gu na spo­tka­nia z daw­no nie widzia­ny­mi kole­żan­ka­mi. Ja zaś wybra­łem ciszę i samot­ność. Wzią­łem od kole­gi, przed­sta­wi­cie­la tru­stów, kar­te­li oraz wyzy­ski­wa­czy spo­łecz­nych, klu­cze od domu poło­żo­ne­go tuż przy pla­ży i tam spę­dzi­łem bli­sko dwa tygo­dnie sam. Goli­łem się patrząc na wyła­nia­ją­ce z morza słoń­ca, żegna­łem je kie­dy w nim zni­ka­ło, przy butel­ce wina, z książ­ką i dobrym jedzeniem.
    Po dwóch tygo­dniach, stę­sk­nio­ny ode­bra­łem Żonę z nie­wiel­kie­go lot­ni­ska w Lame­zii i jesz­cze dwa tygo­dnie włó­czy­li­śmy się razem po Sycy­lii. To były pięk­ne waka­cje. I te razem, i te osob­no, a chwi­la odde­chu bar­dzo nam się przydała.
    Regu­lar­nie prze­cho­dzi­my pro­ces krót­ko­trwa­łych sepa­ra­cji. Pod­czas gdy ja uda­je się w sam­czym gro­nie na week­en­do­we wypa­dy, naj­czę­ściej by obej­rzeć jakiś inte­re­su­ją­cy mecz na żywo. Bywa­ją rów­nież męskie wyjaz­dy na nar­ty, z róż­ni­cą, że pierw­sze są bar­dziej roz­ryw­ko­we. Żona zaś, raz na kwar­tał spo­ty­ka się w róż­nych miej­scach kon­ty­nen­tu, choć nie tyl­ko, na dam­skich spo­tka­niach. Fak­tycz­nie, dobrze nam to robi.

    • A Ty wiesz, że ja wła­śnie nie wiem co powie­dzieć? Dziękuję 🙂

      • I tyle wystar­czy. Psze bar­so. Nie popad­nij tyl­ko w samozachwyt.

  • Dzień dobry, ja tu pierw­szy raz, więc tak mniej wię­cej w poło­wie zorien­to­wa­łam się, co się świę­ci. Praw­do­po­dob­nie, jeśli czas pozwo­li, pobę­dę trosz­kę, to się lepiej zapo­znam ze sty­lem. I może tro­chę lepiej się zorien­tu­ję, co też po gło­wie moje­mu uko­cha­ne­mu mał­żon­ko­wi cho­dzi, bo przy­znam, że cza­sa­mi cał­kiem nie wiem. Gra­tu­lu­ję talen­tu i nie tyl­ko Jacku

    • W takim razie witaj i roz­gość się u mnie.
      I wiesz, co do tej gło­wy sza­now­ne­go Mał­żon­ka – uwa­żaj z tłu­ma­cze­niem pew­nych rze­czy na zawar­tość jego gło­wy z mojej, bo jestem tro­chę nie­nor­mal­ny i mogą wyjść przekłamania 🙂

  • Dobrze napi­sa­ne 🙂 Dałam się nabrać na począt­ku, a potem nagłe olśnienie.
    Uwiel­biam takie roz­sta­nia, krót­sze i dłuż­sze. Zde­cy­do­wa­nie przy­naj­mniej kil­ka razy w roku.
    Co wię­cej, uwa­żam, że wła­śnie roz­sta­nia poka­zu­ją czy w związ­ku nadal wszyst­ko dzia­ła, czy nie.
    (A dzie­ciom to się fun­du­je waka­cje “obóz-bab­cia-obóz-bab­cia…” – jak się czło­wiek za nim i stęskni…)

    • Myślę, że masz rację co do tego, że takie roz­sta­nie jest świet­nym ter­mo­me­trem mie­rzą­cym tem­pe­ra­tu­rę związ­ku. A naj­bar­dziej to widać PO takim rozstaniu 🙂
      Bab­cie mamy nie­ste­ty dale­ko, pra­wie 600km od Wro­cła­wia, więc to nie jest takie pro­ste u nas, ale nie zna­czy, że niemożliwe 🙂

  • Oj Ty to masz dar pisa­nia Jac­ku 🙂 chy­ba jed­nak zdą­ży­łam tro­chę poznać Twój styl. Czy­ta­jąc tekst zasta­na­wia­łam się “co ten dizaj­nuch wykom­bi­no­wał?” i jak gąb­ka chło­ne­łam treść, głod­na zakoń­cze­nia. Jak zawsze na począ­tek dnia: kaw­ka z rana i wypo­ci­ny dizaj­nu­cha. Miłe­go dzionka 😉

    • Dzię­ku­ję ślicznie 🙂
      No nie­ste­ty nie dam rady witać Cię przy kawie codzien­nie, więc musisz sobie do kawy np. dorzu­cić rogalika 🙂

  • Ja pole­cam czę­ściej niż waka­cje raz w roku 🙂 Week­end raz w mie­sią­cu – bar­dzo zdrowo 😉

  • reflek­syj­nie się zrobiło

    • Cza­sa­mi trze­ba sobie zro­bić prze­rwę od pale­nia głupa 🙂

  • Dobry tekst. Ja też ładu­ję aku­mu­la­to­ry, kie­dy wyjeż­dżam służ­bo­wo, oddy­cham i odpo­czy­wam od codzien­nej ruty­ny… Nie­ste­ty prze­ży­łam roz­sta­nie na zawsze, takie na amen. A nie tak mia­ło być 

    • Ech, wybacz, jeśli mój wpis poru­szył bole­sne stru­ny, nie takie mia­łem inten­cje. Mam nadzie­ję, że jest dobrze i żę to tak daw­ne dzie­je, że już się wszyst­ko poukładało…

      • Hej, wszyst­ko OK. Dzie­je nie­daw­ne. Ale nie o to cho­dzi. Cho­dzi o to, ze roz­sta­nia są róż­ne. I praw­da jest, ze każ­dy potrze­bu­je chwi­li samot­no­ści i bycia tyl­ko ze sobą. Nie każ­dy jed­nak ma odwa­gę się do tego przy­znać. Z róż­nych powo­dów, praw­da? Nie zawsze też doce­nia­my nasze kre­mów­ki. Dopó­ki ich nie zabrak­nie😉 Wszyst­kie­go dobrego. 

  • Kata­rzy­na Wój­cik Respendowicz

    Oh, takie chwi­lo­we roz­sta­nie było­by mi potrzeb­ne:) zwłasz­cza od cią­głe­go mamoooooo!

  • Daw­no nic nie komen­to­wa­łem… Tak­że to będzie swo­iste roz­dzie­wi­cze­nie. Tak się zasta­na­wiam, co by było gdy­by zakoń­cze­nia nie było 🙂 lecz powstał dru­gi tekst zwa­ny cią­giem dal­szym opu­bli­ko­wa­ny za jakieś sie­dem dni… Współ­czu­cie, zła kobie­ta to była i zdję­cia gołych pier­si zale­wa­ją­ce two­ją skrzyn­kę mailo­wą. – Kan­to­we pier­si były­by pierw­sze. Pole­cia­ło udostępnienie.

    • To ja powiem tak – daw­no nie wie­dzia­łem, co powie­dzieć. Dziękuję…

      PS. Dru­giej czę­ści bym nie dożył 🙂

  • Cze­ka­łam na jakie­goś twi­sta 🙂 i się nie zawiodłam

    Jestem z moją połów­ka za krót­ko, żeby chcieć tęsk­nić. Poza tym jesz­cze razem nie miesz­ka­my (jesz­cze kil­ka mie­się­cy), więc tym bar­dziej nie mam w tej kwe­stii nic do powie­dze­nia. Poza tym, że dobrze cza­sem odpo­cząć nawet od tego, co się ubó­stwia. Nawet, jeśli to czekolada.

  • Jestem w związ­ku mał­żeń­skim pra­wie dwa­na­ście lat i chy­ba nie mia­łam takiej potrze­by żeby odpo­cząć, może dla­te­go że nie spę­dza­my ze sobą 24 h na dobę. Mąż pra­cu­je cały­mi dnia­mi i w sumie to tyl­ko wie­czo­ry mamy dla sie­bie, no i weken­dy, kie­dy i tak każ­dy robi swoje,bo w domu zawsze jest jakaś robo­ta. Jeśli cho­dzi zaś o dzie­ci, to prze­waż­nie ja spę­dzam z nimi całe dnie i mam cza­sem ocho­tę od nich odpo­cząć i zatęsknić.

    • No widzisz, rozu­miesz więc mniej wię­cej, o co tu cho­dzi­ło, pomi­mo takie­go zwod­ni­cze­go początku 🙂

  • Tak się zasta­na­wia­łam, w któ­rym momen­cie nastą­pi komin­gałt 🙂 Bo ciut już Cie­bie pozna­łam i nie uwie­rzy­ła­bym w ani jed­no sło­wo, gdy­byś napi­sał, że to koniec 😉

    Ad rem – zga­dzam się co do meri­tum: czło­wiek potrze­bu­je cza­sem pobyć sam ze sobą. Tyl­ko dla­cze­go do cho­le­ry w moim związ­ku tym czło­wie­kiem jest li i jedy­nie mąż? Co ja komu złe­go zro­bi­łam, że los się uparł nad­zo­ro­wać mnie non stop? 😉

    • Nic złe­go, jesteś nagra­dza­na jak Pene­lo­pa za trwa­nie na stra­ży domo­we­go ogniska 😉

      Cho­le­ra, a tak się sta­ra­łem, tak pilnowałem 🙂

      • Umów­my się, Pene­lo­pa była zwy­czaj­nie głu­pia… życie ją ominęło.

        • Ty wiesz, jak mnie kie­dyś na jakiejś impre­zie laski zry­pa­ły za takie mówie­nie?? Paczaj, kolej­ny raz się prze­ko­nu­ję, że taka jesteś mądra dziewczynka 🙂

          • A co? Za wier­no­ścią do gro­bo­wej deski były? Że taki wspa­nia­ły przy­kład i fogó­le? Hehe.

            • No prze­cież, bo to rap­tem 20 lat w celi­ba­cie, co to by było dla nich 🙂

              • Pikuś nie?

                • Nie wiem, nie mam doświad­cze­nia – nie dane mi było w całym moim krót­kim życiu prze­żyć 20 lat ciur­kiem w celibacie 🙂

  • To jest bar­dzo dobre podej­ście do związku. 🙂

    • No prze­ca – zwią­zek związ­kiem, ale spra­wie­dli­wość musi być po naszej stronie 🙂

  • Albo Cię za dobrze znam, albo umiem lepiej czy­tać mię­dzy wier­sza­mi niż mi się wyda­je, ale nie zadrża­ła mi bro­da jak prze­czy­ta­łam, że się rozstaliście.
    Moim zda­niem to nor­mal­ne. Z całym sza­cun­kiem, ale bycie 24 na dobę ze sobą nie jest zdro­we dla związ­ku, bo żeby kochać z taką samą inten­syw­no­ścią, albo moc­niej, trze­ba cza­sa­mi za tą dru­ga połową
    ZATĘSKNIĆ 🙂
    pozdro­wie­nia dla MŻ 😀

    • Oj, bo Ty jesteś bar­dzo mądrą dziew­czyn­ką i chy­ba rze­czy­wi­ście za dobrze mnie znasz 🙂
      Ale wyszło mi nie? Powiedz, powiedz, bo ostat­nio mi spa­da… PRAWIE wszyst­ko i muszę sobie podnieść. :)))))))

      • Takie życie po 40 🙂 no tro­chę Ci wyszło, ale chy­ba nikt ze sta­łych czy­ta­czy tego nie łyknął 😀

        • Też tak mi się wyda­je. Za krysz­ta­ło­wy jestem i za czę­sto się wyga­du­ję, jak mi dobrze w tym słod­kim cierpieniu 🙂

    • To ja już pra­wie nicze­go nie napi­szę, bo mam szczę­ście, że Rena­ta była pierw­sza. O!

    • Też już znam Cię na tyle, że wie­dzia­łem, w któ­rą stro­nę to zmie­rza, co nie zmie­nia fak­tu, że zapo­da­łeś kawał bar­dzo dobre­go sto­ry­tel­lin­gu. Stop­nio­wa­nie emo­cji na proposie.

      • Coś mnie kusi tup­ta­nie w tę stro­nę, ale jak w to wpa­so­wać tek­sty na przypale?

        • Dam Ci taką samą radę, jaką sam dosta­łem od kole­żan­ki z “4everMoments”, kie­dy tar­ga­ły mną podob­ne wat­pli­wo­ści: “Pisz, nie pierdol” 😉

  • La Blon­de Vita

    Zga­dzam się! Cho­ciaż razem, to jed­nak war­to zro­bić sobie “prze­rwę”, dla sie­bie i dla tej dru­giej osoby.

    • Ano tak, dla zdro­wia psy­chicz­ne­go to jest bar­dzo zalecane 🙂