#klajenci, którzy mniej lub bardziej działają na nerwy.

 

Wie­cie, jed­nym z powo­dów, dla któ­rych wymik­so­wa­łem się z kor­po-ban­ku i zaczą­łem pro­jek­to­wać ludziom wnę­trza było to, że mia­łem już tro­chę dość pra­cy z ekra­ni­kiem zamiast z tymi ludź­mi wła­śnie. Z nie­wiel­ki­mi wyjąt­ka­mi wolę kon­takt face to face, niż bez­dusz­ne kle­pa­nie w kla­wi­sze. Wyci­ska­nie rapor­tów z baz danych nie daje tego, co kon­takt z dru­gim homo sapiens.

Dla­te­go prze­waż­nie lubię swo­ich klien­tów. Prze­waż­nie ozna­cza jakieś 99,9%, bo też i ludzie z natu­ry nie chcą być poje­ba­ni, praw­da? Ale jed­nak ten kawa­lą­tek pro­cen­ta potra­fi cza­sa­mi tak napsuć krwi, że ręce i nogi opa­da­ją. Masz ocho­tę wal­nąć jakimś cięż­kim przed­mio­tem w ten pusty łeb i tyl­ko siłą woli się powstrzy­mu­jesz. Tęsk­nisz wte­dy za tymi pięk­ny­mi cza­sa­mi jakieś 25 tysię­cy lat temu, kie­dy w takich sytu­acjach wycią­ga­ło się solid­ny kawał lagi i zała­twia­ło spra­wę od ręki. Naj­le­piej od pra­wej i z porząd­nym zamachem.

Ale wiek mamy XXI i takie meto­dy uzna­je się za deli­kat­nie prze­sta­rza­łe. Na szczę­ście mój wewnętrz­ny radar odpo­wied­nio wcze­śnie włą­cza w gło­wie czer­wo­ne świa­teł­ko i prze­waż­nie się nie myli. Dla­te­go Ci pomo­gę, może roz­po­znasz symp­to­my odpo­wied­nio wcze­śnie i zaosz­czę­dzisz sobie ner­wów, a ja będę miał zasłu­gę gdzieś tam na górze.

 

Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem

To naj­czę­ściej ktoś na wyso­kim stoł­ku, któ­ry nie ma cza­su na rze­czy tak pro­za­icz­ne, jak urzą­dza­nie swo­je­go ogni­ska domo­we­go czy sie­dzi­by fir­my, bo jego gło­wę zaprzą­ta­ją Spra­wy Dużo Waż­niej­sze. I gadasz wte­dy z kimś, kogo do tak przy­ziem­nych spraw odde­le­go­wał. I taki asy­stent usta­la z Tobą pier­dy­lion rze­czy, któ­re potem oka­zu­ją się nie do koń­ca po myśli sze­fa. W zależ­no­ści od momen­tu, w któ­rym wszyst­ko wyj­dzie na jaw czy od tego, jak jest skon­stru­owa­na umo­wa, taka spra­wa zała­twi się mniej lub bar­dziej milu­sio. A cza­sa­mi zupeł­nie nie milusio.

TIP: ustal (naj­le­piej w spo­sób, któ­ry zosta­wia ślad, czy­li np. mailo­wo), z kim i w jakim zakre­sie masz się kon­tak­to­wać i kto jest w jakich kwe­stiach decy­zyj­ny. To nie grzech, że ktoś ma ina­czej poukła­da­ne prio­ry­te­ty i waż­niej­sze rze­czy na gło­wie, ale dla­cze­go to Ty masz pono­sić tego ewen­tu­al­ne konsekwencje?

 

Żona swojego Męża

To tro­chę pod­ga­tu­nek tego powyż­sze­go, ale moim zda­niem dużo groź­niej­szy. Naj­czę­ściej Pan Mąż jest jakąś waż­ną szy­chą, wła­ści­cie­lem dużej fir­my czy innym CEO, a urzą­dza sobie gniazd­ko z kobie­tą, któ­ra ma dużo niż­szą pozy­cję w życiu czy w fir­mie. A jest z nią, bo na przy­kład faj­niej­sza była niż żona wcze­śniej­sza. I jak­kol­wiek sek­si­stow­sko by to nie brzmia­ło, zazwy­czaj nie­wie­le wię­cej poza faj­no­ścią ma do zaofe­ro­wa­nia. I dla­te­go nad­ra­bia kurew­ską wred­no­ścią, bar­dzo czę­sto trak­tu­jąc wszyst­kich z góry wręcz na gra­ni­cy cham­stwa. Do wszyst­kie­go się przy­pie­prza, nic jej się nie podo­ba, nic nie jest wystar­cza­ją­co dobre dla jej misia. Bo prze­cież naj­lep­sza jest ona. I musi to sta­le udo­wad­niać, żeby miś nie wymie­nił na lep­szy model. Przy­naj­mniej nie za pręd­ko. Na każ­dym eta­pie współ­pra­cy jest to dro­ga przez mąkę.

TIP: naj­le­piej przy­wa­lić cenę zapo­ro­wą, żeby zre­zy­gno­wa­li. Jeśli nie zre­zy­gnu­ją, to przy­naj­mniej wiesz, za co się męczysz. Albo wprost podzię­ko­wać za współ­pra­cę. Nie wie­dzieć cze­mu takie jasne posta­wie­nie spra­wy jest nie­mi­le widzia­ne, więc użyj magicz­nej for­muł­ki “nie­ste­ty, z uwa­gi na wcze­śniej pod­ję­te zobo­wią­za­nia, nie będę w sta­nie poświę­cić Pań­stwu wystar­cza­ją­co dużo cza­su, żeby sumien­nie wywią­zać się z warun­ków współ­pra­cy”. Powin­no pomóc.

 

Jestem Legendą

Zno­wu szy­cha. Cza­sa­mi napraw­dę, czę­sto tyl­ko tak mu się wyda­je, ale bez wyjąt­ku dupek. Ma takie mnie­ma­nie o sobie, że jak­by go cof­nąć do sta­ro­żyt­no­ści, to Neron z wra­że­nia pod­pa­lił­by się sam zamiast spa­lić Rzym. Taki Pan i Wład­ca czę­sto wręcz upo­ka­rza czy obra­ża innych – nie­rzad­ko np. żonę, z któ­rą do nas przy­szedł. Wszyst­ko mu się nale­ży, a sam fakt, że przy­szedł sko­rzy­stać z Two­ich usług powo­du­je, że jesteś jego wła­sno­ścią i słu­żą­cym. Frag­ment maila od takie­go klien­ta da Ci lep­szy ogląd:

Może powi­nien się Pan cof­nąć na stu­dia biz­ne­so­we, aby poznać tech­ni­ki roz­mo­wy z klien­tem ponie­waż nie mówi się do klienta,aby się nie spóź­nił, Pana obo­wiąz­kiem jest cze­kać jak pies bo taka jest Pana pra­ca.”

TIP: jak wyżej. Choć ja uwa­żam, że naj­le­piej się z tego wymik­so­wać – szko­da życia, ner­wów i zdro­wia. Im wcze­śniej, tym lepiej.

 

Wszystko wiem najlepiej i sam mógłbym sobie to zrobić

Po co on do mnie przy­szedł, to ja nie wiem. Wszyst­ko ma już obmy­ślo­ne, wszyst­ko zapla­no­wa­ne, wszyst­ko wie naj­le­piej i nic, co pró­bu­jesz mu prze­tłu­ma­czyć nie dzia­ła. Pod­wa­ża wszyst­ko to, co mówisz, kwe­stio­nu­je Two­je doświad­cze­nie i w zależ­no­ści od nastro­ju – albo zaczy­na być cham­ski, albo nagle sta­je się ole­wi­stycz­ny i dener­wu­ją­co lek­ce­wa­żą­cy z takim uśmiesz­kiem pier­dol, pier­dol, ja i tak wiem lepiejPan Wszyst­ko­wie­dzą­cy zała­pał się już kie­dyś u mnie na wpis.

TIP: musisz podejść do spra­wy z peł­nym pro­fe­sjo­na­li­zmem zmie­sza­nym z oce­anem cier­pli­wo­ści i, w zależ­no­ści od stop­nia ska­że­nia klien­ta nie­omyl­no­ścią, albo uzna on Two­je doświad­cze­nie i wie­dzę, albo nie. Nie­ste­ty, nawet w tym pierw­szym przy­pad­ku cała współ­pra­ca może iść jak po gru­dzie. I pew­nie pójdzie.

 

Przeczytałem w internecie.

Dome­na infor­ma­ty­ków – google to nowa wyrocz­nia, a fora inter­ne­to­we to skarb­ni­ca wie­dzy. To nic, że na temat pro­jek­to­wa­nia mebli wypo­wia­da się gdzieś na Gol­den­Li­ne daj­my na to Busi­ness Intel­li­gen­ce Deve­lo­per & Requ­ire­ments Engi­ne­er, któ­ry nie­ko­niecz­nie się na tym zna, ale się wypo­wie. Ktoś taki kupi elek­tro­nicz­ną suw­miar­kę, żeby zmie­rzyć śred­ni­cę prze­wo­du w ścia­nie, bo prze­czy­tał w necie, że do pie­kar­ni­ka powin­no być 3×2,5 i musi się prze­ko­nać, czy na pew­no ma #tru­esto­ry. Czy taki #kla­jent będzie dla Cie­bie dener­wu­ją­cy, to wła­ści­wie tyl­ko kwe­stia Two­je­go nasta­wie­nia, bo zazwy­czaj oni nie robią tego ze złej woli. Ja, jako infor­ma­tyk z wykształ­ce­nia rozu­miem ich dosko­na­le – pro­gram albo jest dobrze napi­sa­ny i dzia­ła, albo źle i nie dzia­ła. No chy­ba, że to Windows.

TIP: spo­kój Cię ura­tu­je. Gość nie jest upier­dli­wy, tyl­ko naj­czę­ściej prze­ję­ty nową rolą i czu­je się w niej lek­ko nie­pew­nie, więc cier­pli­wie tłu­macz, wyja­śniaj, pro­stuj krę­te ścież­ki i wresz­cie zostań w jego oczach eks­per­tem. Wte­dy współ­pra­ca będzie bajecz­na, a Ty zdo­bę­dziesz wier­ne­go klien­ta na wie­ki, zaufaj mi. I to nic, że wszyst­ko co powiesz spraw­dzi póź­niej w necie.

 

Pan Rabat

To wszyst­ko wina Micha­ła Sza­frań­skie­go, któ­ry pol­skie umy­sły zara­ził ideą mania pie­nię­dzy i wyda­wa­nia mniej. A tak już poważ­niej – ja wiem, rozu­miem, nawet wręcz popie­ram oszczę­dza­nie, więc nie obru­szam się abso­lut­nie, kie­dy ktoś w trak­cie współ­pra­cy o raba­tach roz­ma­wia i o raba­ty pyta. Sam to robię, bo to żaden obciach. Ale obcia­chem już jest, kie­dy takie pyta­nie pada bez gra­ma choć­by kla­sy czy wyczu­cia, naj­le­piej na pierw­szym (bez­płat­nym) spo­tka­niu, gdzie oma­wia się zakres i warun­ki współ­pra­cy. Albo wręcz sta­je się szan­ta­żem (“albo dasz rabat, albo pój­dę gdzie indziej”).

TIP: a to zale­ży od Cie­bie, ja tam za dar­mo to mogę wpi­sy na blo­ga robić, ale nie pra­co­wać. Oh, wait…

– No dobrze, a co będę miał w tym pro­jek­cie gra­tis?
– Gra­tis ma Pan dzi­siej­szą roz­mo­wę ze mną.

 

Yyyyyyyyyyyyyyy

– Chce Pan mieć fron­ty w kuch­ni w lakie­rze na wyso­ki połysk, czy mato­we?
– Yyy­y­y­y­y­y­y­y­y­y­y­yy

– Bar­dziej się Pani podo­ba­ją tona­cje w brą­zach czy w sza­ro­ściach?
– Yyy­y­y­y­y­y­y­y­y­y­y­yy

– Styl tej kuch­ni to taki bar­dziej retro/glamour, czy nowo­cze­sny?
– Yyy­y­y­y­y­y­y­y­y­y­y­yy

TIP:
– Doli­czę 50% za nie­zde­cy­do­wa­nie, ok?
– Yyy­y­y­y­y­y­y­y­y­y­y­yy

 

Pew­nie taka lista to tyl­ko wierz­cho­łek góry lodo­wej, więc pod­py­tam – jak to jest u Was?

Spo­ty­ka­cie się z taki­mi #kla­jen­ta­mi np. w swo­jej pra­cy? Może z innymi?

A może sami nimi jesteście?

Hmmm?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pra­co­wa­łam w księ­go­wo­ści (biu­ro rachun­ko­we) i z uwa­gi na naj­krót­szy staż byłam wysy­ła­na do naj­bar­dziej nie­wdzięcz­nej roli, czy­li wła­śnie pierw­sze­go kon­tak­tu z nowy­mi klien­ta­mi (nikt nie chciał tego robić). Nie zapo­mnę sytu­acji, w któ­rej przy­szedł taki wła­śnie “Jestem Legen­dą”, któ­ry chciał tu i teraz natych­miast pod­pi­sać umo­wę pomię­dzy biu­rem a spół­ką z o.o. Z uwa­gi na nasze ści­słe pro­ce­du­ry, nie byłam w sta­nie mu pomóc – mogła­bym jedy­nie wziąć od nie­go wszyst­kie dane w posta­ci for­mu­la­rza, a następ­nie for­mu­larz ten prze­słać elek­tro­nicz­nie do dzia­łu zaj­mu­ją­ce­go się spo­rzą­dza­niem umów (w innym oddzia­le biu­ra, w innym mie­ście!). Nie mia­ła­bym pra­wa ani spo­rzą­dzić umo­wy, ani nawet jej z nim pod­pi­sać. Gościu się wku­rzył i był nie­praw­do­po­dob­nie nie­przy­jem­ny, rzu­cał pre­ten­sja­mi i już dosłow­nie na mnie KRZYCZAŁ co to ma w ogó­le zna­czyć, że on przy­cho­dzi pod­pi­sać umo­wę i nie może. Mało tego, w tam­tym momen­cie nie było niko­go, kto mógł­by mi jak­kol­wiek pomóc – sze­fo­wej nie było (to też nor­ma, czło­wiek wid­mo, może łaska­wie przyj­dzie do pra­cy, a może nie – wca­le nie z waż­nych powo­dów), biu­ro zaraz było zamy­ka­ne (tuż przed 16). Osta­tecz­nie poje­chał do tam­te­go “oddzia­łu wyżej” i tam prze­kie­ro­wał swo­ją złość. Co lep­sze, te bar­dziej “życz­li­we” kole­żan­ki-lizy­du­py sze­fo­wej (kole­żan­ki to duże nad­uży­cie) tak roz­dmu­cha­ły sytu­ację, oczy­wi­ście ją kolo­ry­zu­jąc, że ja takie­go gru­be­go klien­ta nie obsłu­ży­łam, że wyszedł nie­za­do­wo­lo­ny (cie­ka­we kto bar­dziej – ja, drob­na dziew­czy­na, któ­ra była uprzej­ma, a zosta­ła zje­ba­na jak pies, czy ten palant), mia­łam wte­dy zdro­wo prze­je­ba­ne i cała góra mi to wypo­mi­na­ła przez następ­ne mie­sią­ce. Jedy­nie te praw­dzi­wie życz­li­we (już nie w cudzy­sło­wie) cał­ko­wi­cie przy­zna­ły mi rację, że zna­la­złam się w sytu­acji, w któ­rej nie mogłam nic zro­bić, bo moje upraw­nie­nia mnie po pro­stu zblo­ko­wa­ły. Gdy­bym się nie zasto­so­wa­ła do pro­ce­dur, to by było dopie­ro. Całe szczę­ście, że dzia­łasz na wła­sną rękę i sam możesz podej­mo­wać decy­zję o obsłu­że­niu lub kul­tu­ral­nym nie­ob­słu­że­niu Klien­ta. No i się powtó­rzę – nie jestem w sta­nie zro­zu­mieć ludzi, któ­rzy wyła­do­wu­ją się na innych, pozy­tyw­nie nasta­wio­nych oso­bach. Jesz­cze mi się raz tra­fi­ła nie­zrów­no­wa­żo­na psy­chicz­nie oso­ba, któ­ra jed­ne­go dnia pro­sto w oczy bar­dzo mnie chwa­li­ła, dzię­ku­jąc za pomoc i wychwa­la­jąc mnie pod nie­bio­sa jak to super, że jej tak pomo­głam, a na dru­gi dzień zadzwo­ni­ła do sze­fo­wej z proś­bą o zmia­nę Opie­ku­na Klien­ta. Zno­wu mia­łam prze­rą­ba­ne za niewinność.

    • Moim zda­niem zro­bi­łaś dokład­nie to, co trze­ba było zro­bić. Lepiej mieć nie­za­do­wo­lo­ne­go klien­ta i małą burzę w pra­cy, niż prze­kro­czyć wła­sne kom­pe­ten­cje i potem mieć z tego kło­pot na pół życia. Inna spra­wa, że w Pol­sce jest mnó­stwo sytu­acji, kie­dy to do urzęd­ni­ka nale­ży inter­pre­ta­cja prze­pi­su i w takiej sytu­acji klient może być prak­tycz­nie pewien tego, że prze­pis ów zosta­nie zin­ter­pre­to­wa­ny w spo­sób moż­li­wie naj­bar­dziej dokucz­li­wy i nie­ko­rzyst­ny klien­to­wi. Sam wie­le razy byłem w takiej sytu­acji (nie­ste­ty, jako klient), raz nawet opi­sa­łem to na blo­gu (tu moż­na poczy­tać: https://xpil.eu/rzepka/ – a kon­kret­nie punkt numer 4) i wiem jakie to jest fru­stru­ją­ce. Twój klient albo był zbyt pew­ny sie­bie (“co to nie ja!”), albo też był po pro­stu prze­ko­na­ny, że odma­wiasz mu wyłącz­nie po to, żeby zro­bić mu pod gór­kę. Tak czy siak, nie­przy­jem­na sytuacja.

      • No wła­śnie, z per­spek­ty­wy cza­su też myślę, że wła­śnie tak nale­ża­ło zro­bić, dzię­ku­ję 🙂 Nie­ste­ty masz rację z tymi prze­pi­sa­mi pra­wa, ja aku­rat mia­łam na myśli wewnętrz­ne pro­ce­du­ry fir­mo­we, ale znam też temat inter­pre­ta­cji prze­pi­sów. Wal­czy­my z mężem o moż­li­wość budo­wy gara­żu na wła­snej dział­ce od jesie­ni. Ale nie tej, co była teraz, tyl­ko rok temu 😉 Dopie­ro nie­daw­no garaż zaczął powsta­wać i było to spo­wo­do­wa­ne tym, że za każ­dym razem urzęd­nik mówił co inne­go (zale­ży, kto sie­dział za biur­kiem). Co mie­siąc skła­da­li­śmy nowe wnio­ski na pod­sta­wie wytycz­nych uzy­ska­nych od urzęd­ni­ków i za każ­dym razem otrzy­my­wa­li­śmy decy­zję odmow­ną, więc prze­cią­ga­ło się dłu­go. Z tym Klien­tem, sta­wia­ła­bym na nad­mier­ną pew­ność sie­bie, wła­śnie wspo­mnia­ne “co to nie ja!”, taki się wła­śnie wyda­wał… Idę prze­czy­tać Two­ją sytuację 🙂

    • Tak też się spraw­dza kla­sę czło­wie­ka – jak trak­tu­je tych, któ­rzy są od nie­go zależ­ni albo aku­rat w jakiś spo­sób niżej w hie­rar­chii. Kasa tutaj dużo rze­czy­wi­ście zmie­nia, ale to też w dużej mie­rze kwe­stia charakteru. 

      Mamy czę­sto klien­tów napraw­dę z wier­chusz­ki, któ­rzy zosta­wia­ją w meblach rów­no­war­tość dobre­go samo­cho­du i pamię­tam jak dziś face­ta, któ­ry wysiadł z Cay­en­ki na wiel­gach­nym pod­jeź­dzie wła­snej rezy­den­cji i w gaje­rze za rów­no­war­tość auta pomógł mi, bo widział, że tar­go­lę sam zmy­war­kę. I jesz­cze się śmiał, że wresz­cie ma tro­chę ruchu, bo sie­dzi cią­gle za biur­kiem i że to niezdrowe. 

      A pamię­tam też kobie­tę, któ­ra wie­ki temu kupi­ła kuch­nię za 3,5K (naj­tań­sza, jaką w życiu sprze­da­li­śmy) i gdzie była fabrycz­na ska­za na lami­na­cie bla­tu, któ­rej po pro­stu nikt wcze­śniej nie zauwa­żył. Oczy­wi­ście powie­dzia­łem, że blat zosta­nie wymie­nio­ny, ale że nie tak za godzi­nę, tyl­ko w przy­szłym tygo­dniu, bo musi­my nowy zamó­wić, obro­bić itd. Wydar­ła się na mnie, że “prze­cież ona dała aż trzy tysią­ce za kuch­nię!!” i co to ma zna­czyć i tak dalej. Powie­dzia­łem jej, że czy wyda­ła na kuch­nię 3 koła czy 30, to tyle samo cza­su to musi potrwać i kwo­ta nie ma tu nic do rze­czy. Skła­ma­łem jak pies, bo mia­łem jej ocho­tę powie­dzieć “pani kocha­na, metry kwa­dra­to­we kuch­ni, na któ­rych sto­ją meble są wię­cej war­te i my szaf­kę do łazien­ki pod umy­wal­kę robi­my za więk­sze pie­nią­dze, więc nie krzycz na mnie, bo sam nie wiem co wstą­pi­ło w naszą pro­jek­tant­kę, że w ogó­le taką umo­wę pod­pi­sa­ła”. Ale nie wol­no, trze­ba trzy­mać fason.
      Życie, nie poradzisz 🙂

      • Tak, zde­cy­do­wa­nie dało to nie­zły obraz jego oso­bo­wo­ści 🙂 Nie­zła sytu­acja z tą zmy­war­ką, moż­na odzy­skać wia­rę w ludzi 😉 Takie momen­ty zapa­da­ją w pamięć. A ta kobie­ta… szko­da gadać, to rów­nież o niej odpo­wied­nio świad­czy, tym bar­dziej, że z Waszej stro­ny wszyst­ko było w porząd­ku, sko­ro zapro­po­no­wa­li­ście wymianę…
        No niestety 🙂

  • Co praw­da, w ban­ku nie pra­cu­ję, ale czę­sto spo­ty­kam się z taką oto sytuacją:
    Dłu­ga kolej­ka, klien­tów przyj­mu­je tyl­ko jed­na oso­ba, nato­miast resz­ta pra­cow­ni­ków, co praw­da sie­dzi przy kom­pu­te­rach, ale aku­rat zaj­mu­je się czymś innym. Star­sze panie zaczy­na­ją narze­kać. “A tam­ta co tam sie­dzi mogła­by podejść do tego okien­ka, było­by szyb­ciej!”, “No tak! We 3 są, jed­na pra­cu­je, a resz­ta nic nie robi, tyl­ko kaw­kę popijają!”
    No szlak mnie trafia.

  • Na żonę aka “wujek z szu­war”, bo to może być jakiś pra­cow­nik czy inny wkur­wia­ją­cy czło­nek rodzi­ny, jest jesz­cze jeden spo­sób. Hard­ko­ro­wy, ale cza­sa­mi war­to posta­wić wszyst­ko na jed­ną kar­tę. Powie­dze­nie: “naj­moc­niej prze­pra­szam, ale jestem zwo­len­ni­kiem roz­mów syme­trycz­nych – jeden usłu­go­daw­ca, jeden klient. Oczy­wi­ście cie­szę się, że czu­ją się Pań­stwo obo­je zaan­ga­żo­wa­ni we współ­pra­cę, ale chciał­bym unik­nąć cha­osu infor­ma­cyj­ne­go na czas spo­tka­nia”. Jak mi mój facet powie­dział o tej meto­dzie, to onie­mia­łam, jak to ma niby dzia­łać?! No i spró­bo­wa­łam. No i zadzia­ła­ło :O
    Oczy­wi­ście dru­gi z moż­li­wych sce­na­riu­szy to foch jak cho­le­ra, ale bio­rąc pod uwa­gę, że i tak raczej w takich warun­kach nie chce­my pracować… 😀

  • 21:50, Wiel­ka­noc, kawiar­nia czyn­na jesz­cze 10min,zapierdol all day, przy­cho­dzi dupek ze swo­ją #dupą
    i zama­wia- na miej­scu ( trze­ba odcze­kać aż wypi­je, pozmy­wać, oprócz oczy­wi­ście pier­dy­liar­da inn­cy rzeczy)

    - Czy dosta­nie­my jakiś rabacik?
    – Za kawę, o tej godzi­nie w świe­ta?? Chy­ba cenę SPECJALNĄ.

    😛

    Ehh, pra­ca z ludźmi 😉

    • Ja pier­dziu, i to ja cza­sa­mi narzekam…

      A w ryj nie możesz takie­mu dać, nie? 😉

      • no niestety..ironia jedy­ną bronią 😉

        • To jak znam Cie­bie, tak im współ­czu­ję, bo pew­nie powy­żej dałaś wer­sję ocenzurowaną 😉

  • mgr inż. Anioł

    Ja mam bar­dzo spe­cy­ficz­ne bo jed­no­stron­ne “spo­tka­nia” z klien­ta­mi. Choć na codzień dużo, a w zasa­dzie wciąż pra­cu­ję z ludź­mi, to nie są nimi bez­po­śred­nio klien­ci. Od tych jestem oddzie­lo­ny gru­pą ludzi dedy­ko­wa­nych do roz­mo­wy z nimi. Ja mogę ich tyl­ko czy­tać, zosta­wia­ją np oce­ny, mię­dzy inny­mi mojej pra­cy, w posta­ci gwiaz­dek i komen­ta­rzy w róż­nych Apple­Sto­rach i Google­Play­ach. I powiem Ci… chwa­ła Bogu! Co praw­da cza­sem jak czy­tam to mi kisz­ki skrę­ca, ale nie­jed­no­krot­nie, gdy­bym miał moż­li­wość odpo­wie­dzieć to… dłu­go bym nie popra­co­wał 🙂 więc szcze­rze podzi­wam tych, któ­rzy cier­pli­wie zno­szą takich typów o jakich piszesz 🙂

    • Kwe­stia wpra­wy i chy­ba doświad­cze­nia. No i tro­chę cha­rak­te­ru – ja zawsze mia­łem podej­ście, że klient jest w moim zyciu epi­zo­dem, cza­sem powra­ca­ją­cym. I dla­te­go trze­ba spra­wę zała­twić spraw­nie, pro­fe­sjo­nal­nie, ale jakoś za dużo takich bliż­szych, oso­bi­stych emo­cji nie anga­żu­ję, bo te mam zare­zer­wo­wa­ne na rze­czy i oso­by, któ­re w moim życiu są na sta­łe. Dla­te­go zawsze powta­rzam, że tak napraw­dę mnie wner­wić potra­fi tyl­ko Pani Matka 🙂

      • mgr inż. Anioł

        Rozu­miem Cię dosko­na­le 🙂 na doda­tek Pani Mat­ki nie da się trak­to­wać jako epizod 🙂

  • Szy­mon | pomensku

    Ja współ­pra­cu­ję głów­nie b2b i zawsze mam tyl­ko jed­no marze­nie – aby oso­bą kon­tak­to­wą w fir­mie była kobie­ta. Męż­czyź­ni to nie­mal zawsze mięk­kie faje i nigdy nie wie­dzą cze­go chcą, nie potra­fią podej­mo­wać decy­zji, a jed­no­cze­śnie chcie­li­by ucho­dzić za poważ­nych panów na wyso­kich sta­no­wi­skach. Z kobie­ta­mi nigdy nie mia­łem tego problemu 🙂

    • A to nie zale­ży tro­chę od wie­ku? Bo mam wra­że­nie, ze tacy dwu­dzie­sto­kil­ku­lat­ko­wie w oko­li­cach 25+ zamie­ni­li się płcia­mi i rze­czy­wi­ście czę­sto, nie zawsze, ale widać trend, face­ci to pipy, co przy­cho­dzą z mamu­sia­mi i naj­lep­sze są tek­sty “nie, to ci się prze­cież nie podo­ba”. Ja rozu­miem, że jak ktoś pierw­szy raz pro­jek­tu­je wnę­trze, to pew­nych rze­czy może nie wie­dzieć i doświad­cze­nie rodzi­ców wte­dy jest bez­cen­ne, ale to bar­dziej kwe­stia prak­tycz­no­ści czy ergo­no­mii, ale “nie podo­ba ci się”??
      Ja też wolę pra­co­wać z kobie­ta­mi, ale naj­bar­dziej kie­dy klient, bez wzglę­du na płeć, wie cze­go chce 🙂

      • Szy­mon | pomensku

        Cięż­ko powie­dzieć, bo dzia­ły mar­ke­tin­gu z któ­ry­mi mam kon­takt, to zawsze zakres wie­ko­wy w oko­li­cy trzy­dziest­ki. Tyl­ko kobie­ty bywa­ją młod­sze. Róż­ni­ca bar­dziej wyni­ka z podej­ścia do pra­cy. Kobie­ty po pro­stu robią swo­ją robo­tę, reali­zu­ją kon­kret­ne zada­nia, a męż­czy­znom się wyda­je, że wła­śnie pra­cu­ją nad wyna­le­zie­niem koła.

        Przy­kład z ostat­niej chwi­li: Trze­ba zro­bić gra­fi­kę świą­tecz­ną na fir­mo­wy fanpage.
        1. Kobie­ty przy­sła­ły mi gra­fi­ki z jaj­ka­mi i kró­licz­ka­mi, któ­re im się podo­ba­ją i chcą coś w tym stylu.
        2. Facet przej­rzał milion fan­pej­dży kon­ku­ren­cji z zeszłe­go roku, spraw­dził jakie są tren­dy na 2017, prze­ana­li­zo­wał dotych­cza­so­we wyni­ki akcji rekla­mo­wych, po czym w ostat­niej chwi­li stwier­dził, że ma w gło­wie kom­plet­ny mętlik i mam wymy­ślić coś sam.

        Gene­ra­li­zu­ję, ale w więk­szo­ści wypad­ków tak to u mnie wygląda 🙂

        • U mnie i tu i tu tra­fia­ją się tacy, któ­rzy naoglą­da­ją się zdjęć w necie i chcą potem w kuch­ni blo­ko­wej o powierzch­ni 7–8 m.kw. zmie­ścić to, co widzie­li na eks­po­zy­cji 30-metro­wej. A w ogó­le to podo­ba im się i to, i to, i jesz­cze to, i wszyst­ko ma się w tej małej kuch­ni zmie­ścić i do sie­bie pasować 🙂

          • Szy­mon | pomensku

            I pew­nie jesz­cze wyspa z hoke­ra­mi, nie? 😉

  • Wszyst­kie typy tych ludzi dopro­wa­dza­ją mnie oso­bi­ście do sza­łu, dla­te­go sta­ram się takich deli­kwen­tów skrzęt­nie omi­jać. Póki co się uda­je, ale nie­ste­ty oba­wiam się, że jak już pój­dę do pra­cy, to moje ner­wy zosta­ną wysta­wio­ne na nie­złą pró­bę. Już sobie wyobra­żam mie­szan­kę wszyst­kich tych ludzi, któ­rych opi­sa­łeś i mnie, pró­bu­ją­ce­go zacho­wać kamien­ną twarz, ale za to wybu­cha­ją­ce­go od środka.

    • Nie pocie­szę Cię – pra­cu­jąc z ludź­mi wcze­śniej czy póź­niej tra­fisz na kogoś, kto Ci ner­wa zru­szy. Kwe­stia tego, jak bar­dzo i czy uda Ci się zacho­wać kamien­ną twarz. Nie­ste­ty, ale nie da się nie spo­tkać na swo­jej dro­dze choć­by jed­ne­go. Pocie­sza­ją­ce jest to, że od pew­ne­go momen­tu życia masz na takich wywa­lo­ne, bo co oni Ci mogą?

      • I wła­śnie w taki spo­sób postrze­gam ludzi od jakie­goś czasu 🙂

    • A to nie bedziesz w przed­szko­lu or sth pracował? 😉

      • Taki jest plan, ale dla­te­go muszę nad moją cier­pli­wo­ścią cią­gle pra­co­wać, bo jak spo­tkam taką nauczy­ciel­kę, co mi powie, że ona to woli z dzieć­mi ryso­wać kred­ka­mi świe­co­wy­mi niż wypró­bo­wać meto­dę malo­wa­nia dzie­się­cio­ma pal­ca­mi, to no…sama chy­ba rozu­miesz, że w takich momen­tach zaczy­nam się gotować 🙂

        • To dłu­ga dro­ga przed Tobą w opa­no­wy­wa­niu zdenerowania 🙂

        • Czło­wie­ku- Two­ją cier­pli­wość to wyćwi­czą DZIECI nie doro­śli!! Ja nie wiem, czy dasz rade..#niechmocbędziezTobą 😛

          • Dobrze powie­dzia­ne – ja do swo­ich cza­sem nie mam cier­pli­wo­ści, obce bym chy­ba zamknął w szafie 🙂

            • Dawid zyje chy­ba w bań­ce mydla­nej, albo po pro­stu NADAL JEST STUDENTEM :DD
              Ja uczy­łam przed­szko­la­ki angiel­skie­go, wspól­cze­śnie, szko­ła pry­wat­na- zna­czy chu­chaj i ani się waż unoś gło­su; dzie­ci boga­tych rodziców=z pro­ble­ma­mi; ahh się dzia­ło! 2 lata i NIGDY WIĘCEJ 😀

              • Nie chcia­łem tego na głos mówić, żeby nie zabi­jać ide­ałów, ale to dzie­ci naj­bar­dziej dają w dupę 🙂

                • Nie chcia­łem tego na głos mówić, żeby nie wyjść na cha­ma, ale gdy­by dawać w dupę to by nie było dzieci… 😉

              • Mi się w szko­le parę razy obe­rwa­ło linij­ką po łapach za gów­nia­rza i jakoś żyję, i nie mam skrzy­wio­nej psy­chi­ki (w każ­dym razie nie bar­dziej, niż resz­ta…). A teraz kur­na za gło­śno bąka puścisz przy uczniu i już lądu­jesz na dywa­ni­ku. W dupach się poprzewracało…

  • Kasia Moty­ka Koci­ko­wa Dolina

    Też pra­cu­ję z kla­jen­ta­mi na codzień, bywa­ją róż­ni, nie­kie­dy baaaar­dzo­ooo… ale mając żył­kę han­dlow­ca oraz psy­cho­lo­gię domo­ro­słą, sto­so­wa­ną jako as w ręka­wie… jakoś ogar­niam tema­ty i robię swo­je. Sama będąc po dru­giej stro­nie, zazwy­czaj wiem cze­go ocze­ku­ję… sko­ro już sta­ję się tą klajentką 🙂
    Pozdro Jacek 🙂

    • Haha, wiesz, klient a kla­jent to wiel­ka róż­ni­ca 🙂 Ja bar­dzo lubię klien­tów wyma­ga­ją­cych, któ­rzy wie­dzą cze­go chcą, a nawet jeśli nie wie­dzą, to potra­fią mi np. powie­dzieć – to mi się podo­ba, a to nie, tego zde­cy­do­wa­nie nie chcę, a tam­to jest super. Bar­dzo czę­sto jest tak, że kla­jen­ci sami ze sobą (albo z bli­ski­mi) mają pro­ble­my i ja tyl­ko dosta­ję tak jak­by przy­pad­kiem. Na szczę­ście przy­da­je się ta psy­cho­lo­gia, o któ­rej mówisz. No i tro­chę tumi­wi­sizm, bo w sumie dla­cze­go mam tra­cić ner­wy przez kogoś, kto będzie w moim życiu w sumie epizodem? 🙂

  • pani Mon­dro

    ooo takie men­dy to się w każ­dej robo­cie tra­fia­ją… jeśli masz nad sobą jakie­goś pra­co­daw­cę to jest jesz­cze typ, któ­ry infor­mu­je, że zna Two­je­go sze­fa i oczy­wi­ście ocze­ku­je, że się zesrasz i natych­miast zaczniesz wokół nie­go ska­kać jak dur­ny kundelek 😛

    • A to ja Ci powiem, że jeśli rze­czy­wi­ście zna­jo­mość z sze­fem mia­ła­by powo­do­wać takie ska­ka­nie, to szef sam jest do bani i czas się gdzieś wyautować 🙂

      • pani Mon­dro

        noo o sze­fach men­dach też by moż­na było nie­zły tekst napisać 😉

  • Tak się zasta­na­wiam, do jakie­go gatun­ku klien­tów byś mnie zaliczył 😛

  • Haha, uśmia­łam się 🙂 No nie­ste­ty cza­sem tra­fia­ją się nie­złe ory­gi­na­ły. Ja już się nauczy­łam poten­cjal­nych klien­tów prze­pusz­czać przez filtr, a jak już ktoś przej­dzie do II eta­pu to dobra umo­wa i potem jakoś leci 🙂

    • To jest wła­snie to – jak już wszyst­ko na kwi­cie stoi, to potem nie ma za dużo sapa­nia. Ale i tak się zda­rza – z mądrzej­szy­mi się doga­dasz, głup­szym cza­sa­mi musi do rozu­mu prze­mó­wić sąd (nie­ste­ty się zda­rza­ło). Życie 🙂

  • Kla­jent z dnia wczorajszego:

    Posia­dam goto­wą pra­cę licen­cjac­ka napi­sa­ną na 60 stron, lecz nie mogę
    oddać jej w wer­sji 1:1.
    Dla­te­go zwra­cam się z zapy­ta­niem czy ist­nie­je moż­li­wość zamówienia
    prze­re­da­go­wa­nia tego tekstu?
    Temat: Budo­wa­nie mar­ki oso­bi­stej w opar­ciu o mar­ke­ting internetowy”

    !!!

    • Prze­pi­sy­wa­nie czy­jejś pra­cy w kon­tek­ście tema­tu tej pra­cy to cał­kiem cie­ka­wy heheszek.

      • Może to jakiś wydział kome­dio­wy szko­ły aktor­skiej? Kie­ru­nek STAND-UP 🙂

    • Niech Pan wyrzu­ci co dru­gie sło­wo, będzie 1:2 🙂

  • nie­ste­ty, z uwa­gi na wcze­śniej pod­ję­te zobo­wią­za­nia, nie będę w sta­nie poświę­cić Pań­stwu wystar­cza­ją­co dużo cza­su, żeby sumien­nie wywią­zać się z warun­ków współpracy”

    Moc 😉

    Jak to było? Dyplo­ma­ta to ktoś, kto potra­fi powie­dzieć “spier­da­laj” w taki spo­sób, że poczu­jesz dresz­czyk pod­nie­ce­nia na myśl o cze­ka­ją­cej Cię podróży…

    Pozdra­wiam zza blo­go­wej miedzy.

    • A mówi­li mi – idź na pre­zy­den­ta, nadasz się. Co ja pora­dzę, że za uczci­wy jestem na polityka? 🙂

      • … no powta­rzam i powta­rzam, a Ty nic! Mogę być Two­im wier­nym przy­bocz­nym, od nosze­nia tecz­ki z guzi­ka­mi i koda­mi do rakiet (choć­by i śnież­nych), albo z kanap­ka­mi i socz­kiem. Howgh!

        • Będziesz moim gho­stw­ri­te­rem, bo kodów do rakiet nie ma co nosić – każ­dy zapa­mię­ta IDDQD, nie? 🙂

          • Tak, to będzie dla mnie zaszczyt, choć Cie­bie się nie da pod­ro­bić, to wykry­je każ­dy czy­tel­nik z IQ>100 a innych prze­cież tu nie ma 🙂 IDKFA też “robi robo­tę”, ale to też każ­dy pamięta 😉

            • z IDKFA trze­ba uwa­żać, wcho­dzi w krew i potem czło­wiek ma nie­spo­dzian­kę w kolej­nej wersji…