Przecież to biznesowa śmierć!!

Nie ma mnie. Od pra­wie dwóch tygo­dni zapie­przam jak per­szing na wyso­ko­ści lam­pe­rii, bo chcę przed urlo­pem poza­my­kać wszyst­kie tema­ty i mieć spo­koj­ne sumie­nie oraz mało minut wyga­da­nych w roamin­gu, kie­dy powlo­kę się na zagra­ma­nicz­ny urlop. Dla­te­go na blo­gu poza wpi­sa­mi o Zakyn­thos wia­ter duje i jest prze­ciąg, a na Insta­gra­mie nawet żar­cia nie wrzu­cam, bo nie ma kie­dy. Dobrze, że się uda­ło rodzin­nie spa­ce­rek jakiś usku­tecz­nić, bo by czło­wiek oci­piał przy tym ekra­nie. Taki zapier­dol panie maj­ster, że nie ma cza­su taczek zała­do­wać. A żeby było śmiesz­niej zno­wu zosta­łem prze­su­nię­ty z ramie­nia na czo­ło i muszę wspo­móc chło­pa­ków na pro­duk­cji, bo nam się jeden pra­cow­nik ze śpiew­nym ukra­iń­skim akcen­tem zwol­nił, bo mu było za cięż­ko w pra­cy i teraz będzie han­dlo­wał samo­cho­da­mi, bo to łatwiej.

Ale tym­cza­sem, w sobo­tę, kie­dy aku­rat tra­fi­ła się krót­ka prze­rwa pomię­dzy klien­tem z 10:00 a tym z 12:00, otwie­ra­ją się drzwi do stu­dia i wcho­dzi koleś, z twa­rzy podob­ny zupeł­nie do niko­go, z sza­ty jakoś też nie za bar­dzo na sza­fiar­kę by się nada­wał i zaczy­na do mnie z japą.

 

- Nie moż­na do was tra­fić, nie ma tablicz­ki na drzwiach ani żad­ne­go szyl­du. Jak wy tu w ogó­le funk­cjo­nu­je­cie, prze­cież do was klien­ci nie tra­fia­ją!

- Dzień dobry. A w jakiej spra­wie Pan do nas przy­cho­dzi?

- To chy­ba oczy­wi­ste, że w spra­wie kuch­ni!

- No to jakoś Pan prze­cież tra­fił, praw­da?

- Ale ile ja się musia­łem naszu­kać! Wca­le nie macie rekla­my!

- Mamy, jest na wiel­kim bil­l­bo­ar­dzie przed stu­diem, a dru­ga na barier­ce scho­dów i jeśli ktoś chce do nas tra­fić, to tra­fia bez pro­ble­mu. A jeśli nawet ma z tym kło­pot, to zawsze moż­na zadzwo­nić do któ­re­goś z nas i my wte­dy dokład­nie pokie­ru­je­my, bo bazu­je­my na klien­tach z pole­ce­nia, któ­rzy tra­fia­ją do nas albo przez naszych wcze­śniej­szych klien­tów, albo z inter­ne­tu.

- Ale na drzwiach nic nie ma, skąd ja mam wie­dzieć, czy to tutaj?! 

Jezuu, panie kocha­ny, ja mam w pier­ni­ki robo­ty, nie mam cza­su gadać o taj­ni­kach rekla­my i tablicz­kach na drzwiach.

- Ok, dobrze, tra­fił Pan w koń­cu do mnie, czy łatwo czy trud­no nie ma już w tej chwi­li zna­cze­nia, w czym mogę Panu pomóc? 

- No mam pro­jekt kuch­ni, robię remont w blo­ku, ja sobie wszyst­ko sam zapro­jek­to­wa­łem, bo ja już wszyst­ko wiem co chcę.

- I chce Pan, żebym to wyce­nił?

- Nie, chce żeby pan rzu­cił okiem i powie­dział, czy tu wszyst­ko jest dobrze.

Rzu­cam okiem…

- Nie, nie jest dobrze. Tak napraw­dę trze­ba by było wszyst­ko prze­pro­jek­to­wać, bo w tej chwi­li jest nie­prak­tycz­nie i nie­wy­god­nie.

- Ale jak to? Prze­cież ja wiem, cze­go chcę.

- OK, ma Pan duża rodzi­nę?

- Nie, jestem sam.

- To po co Panu wiel­ka lodów­ka side-by-side w kuchen­ce blo­ko­wej? Ma Pan zlew w tym samy naroż­ni­ku, co zmy­war­kę – to nie­prak­tycz­ne, bo nie może Pan wyrzu­cić z tale­rza resz­tek do kosza przed wsa­dze­niem go do zmy­war­ki, bo naraz może być otwar­te albo jed­no, albo dru­gie. Po co Panu dwu­ko­mo­ro­wy zle­wo­zmy­wak z wiel­kim ocie­ka­czem, sko­ro ma Pan zmy­war­kę – pra­wie Pan nie ma bla­tu robo­cze­go…

- Ale ja prze­cież dokład­nie wiem, cze­go chcę!!

- To po co Pan do mnie przy­cho­dzi, sko­ro Pan już dokład­nie wie, cze­go chce?

- No bo ja chcę, żeby pan rzu­cił okiem i powie­dział, czy tu wszyst­ko jest dobrze.

- No, ale nie jest. To się total­nie kupy nie trzy­ma.

- Ale ja tak chcę!

- No dobra, mam to Panu po pro­stu wyce­nić? 

- Nie, chcę, żeby pan rzu­cił okiem i powie­dział, czy tu wszyst­ko jest dobrze.

Jezu­uusic­ku ratuj…

- To po co Pan do mnie przy­cho­dzi, sko­ro Pan już dokład­nie wie, cze­go chce?

- No bo ja chcę, żeby pan rzu­cił okiem i powie­dział, czy tu wszyst­ko jest dobrze. Bo z takim podej­ściem jak pan ma, to pew­nie nikt u was nie chce zama­wiać!

- Wie Pan, jest koniec lip­ca, a my przyj­mu­je­my już zle­ce­nia na trze­ci tydzień paź­dzier­ni­ka, więc chy­ba klien­tów mamy.

- No to całe szczę­ście, że ja meble będę zama­wiał u zna­jo­me­go sto­la­rza, a nie u was!

Aaaaa, mebli z tego nie będzie, pro­jek­tu też pan nie chce, bo wie wszyst­ko naj­le­piej, więc trze­ba się wspiąć na wyż­szy poziom dyplo­ma­cji, bo tu za chwil­kę klien­ci umó­wie­ni przy­cho­dzą…

- OK, to mebli Pan u nas zamó­wić nie chce?

- Nie, mam zna­jo­me­go sto­la­rza.

- Pro­jekt też Pan ma?

- Tak, sam zro­bi­łem, bo ja wszyst­ko wiem cze­go chcę.

- Aaaaa, to Pan po pro­stu potrze­bu­je kon­sul­ta­cji archi­tek­ta wnętrz??

Koleś się roz­pro­mie­nił jak sło­necz­ko w Tele­tu­bi­siach…

- No tak. Tak, chcę, żeby pan rzu­cił okiem i powie­dział, czy tu wszyst­ko jest dobrze.

Teraz nade­szła moja pora na to, żeby się sze­ro­ko uśmiech­nąć…

- Pro­szę bar­dzo, tutaj jest cen­nik – “Kon­sul­ta­cja archi­tek­to­nicz­na w zakre­sie roz­pla­no­wa­nia funk­cjo­nal­ne­go pomiesz­cze­nia plus dobór mate­ria­łów – 300zł.” Cie­szę się, że wresz­cie się doga­da­li­śmy…

- No wie pan co?!?! Tyle pie­nię­dzy?!?! Z takim podej­ściem to pana cze­ka biz­ne­so­wa śmierć!! Do widze­nia!!

Mogłem mu powie­dzieć, że to kau­cja zwrot­na przy zamó­wie­niu mebli kuchen­nych i nigdy w życiu nie wzią­łem żad­nych pie­nię­dzy za wstęp­ne spo­tka­nie pro­jek­to­we…

Jestem strasz­nym skur­wie­lem,

Do tego mar­twym…


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • rade­ma­che­ra

    No i kla­pa. Nie będę się cze­piać Two­jej facho­wo­ści, ale masz pro­blem z komu­ni­ka­cją wer­bal­ną. Prze­cież pierw­sza zasa­da to “mów ludziom to co chcą usły­szeć”. Kla­jent wyraź­nie zasy­gna­li­zo­wał potrze­bę doce­nie­nia zdol­no­ści. Wystar­czy­ło powie­dzieć “Tak, jest dobrze”. Lub “świet­nie pan się spi­sał”. On by wyszedł zado­wo­lo­ny( może nawet pole­cił by fir­mę poten­cjal­ne­mu KLIENTOWI?), a Ty byś zaosz­czę­dził mnó­stwo cza­su.
    Tyl­ko ja bym żało­wa­ła, bo wpi­su by nie było…

    • Jak­bym mówił ludziom, co chcą usły­szeć, to już daw­no był­bym kró­lem blo­gos­fe­ry :))

      • rade­ma­che­ra

        To co Cię powstrzy­mu­je? Bądź tym kró­lem…

        • Sumie­nie.

          • rade­ma­che­ra

            To bądź sumien­nym kró­lem. To chy­ba to samo?

            • Król to poli­tyk, nie? Sumien­ny poli­tyk? Eee..

              • rade­ma­che­ra

                No co Ty?! Nie­dzi­siej­szy?! Król nie jest poli­ty­kiem. Zero wła­dzy. Zero decy­zyj­no­ści. Za to jaki pre­stiż… Łatwo być sumien­nym. Żyć i nie umie­rać!

  • Pingback: Anonimowość gwarantuje święty spokój. | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: #klajenci, którzy mniej lub bardziej działają na nerwy. | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Przychodzi informatyk do projektanta wnętrz | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Ewa_ta

    Pomóc może? Jakoś męczy mnie jeden, któ­ry noto­rycz­nie poja­wia się na blo­gu: “w każ­dym bądź razie” Według naby­tej prze­ze mnie wie­dzy być powin­no: “w każ­dym razie” lub też “bądź co bądź” 😉 Kie­dy pije­my? 🙂

    • No i jak sło­wo daję masz rację, aż spraw­dzi­łem w słow­ni­ku nie­po­praw­nej pol­sz­czy­zny.
      A co lubisz do picia? Poza meli­są? 🙂

      • Ewa_ta

        chęt­nie napi­ję się krwi Wil­ka 🙂 Może w koń­cu wam­pi­rzy­cą zosta­nę 😉 Pomo­żesz? 😉

        • Szyb­ko sprzy­mie­rzeń­ców zmie­niasz. Krew najem­ni­ka w Tobie buzu­je. Oj, nie moż­na Ci ufać. Widział­bym Cię na sto­sie jako cza­row­ni­cę, ale… Two­je sza­leń­stwo coraz bar­dziej mi się podo­ba.

        • Taka duża dziew­czyn­ka i potrze­bu­je pomo­cy z jakimś kudła­czem? Prze­cież Ty z takich robisz prze­ką­ski 🙂

    • Teraz, teraz wspar­cie ofe­ru­jesz? Kie­dy już na deskach byłem liczo­ny i kurz po wal­ce daw­no opadł? W każ­dym bądź razie dzię­ku­ję. Co zna­czy świe­że i wni­kli­wie spoj­rze­nie na spra­wę. Zasa­dzi­my się jesz­cze na Karo­la i przy­dy­bie­my w innym miej­scu.
      Na jaki adres prze­słać butel­czy­nę? Póki co, przy­zna­je Ci peł­no­wy­mia­ro­wy order z ziem­nia­ka, za zło­śli­wość wyssa­ną z mle­kiem mat­ki.

      • Picie beze mnie? A bana chce­cie obo­je??

        • Ewa_ta

          Jacuś – zno­wu babo­la walisz 🙂 Lite­rów­ka zakra­dła się w Two­jej wypo­wie­dzi 😉 Bana­na powin­no być – bana­na 😉 Ja tam chcę 🙂 Wilk pew­nie wolał­by krew – naj­le­piej moją :))))

          • Myślę, że Czer­wo­ny Kap­tu­rek z Cie­bie raczej nie jest, wiec czy jest sens Wil­ka się oba­wiać? 😉

      • Ewa_ta

        Oj wil­ku dro­gi!!! (choć w tym wypad­ku nick Twój powi­nien brzmieć np. Sza­kal czy też bar­dziej wymow­nie: Hie­na 😉 )
        Zaafe­ro­wa­na – zaofe­ro­wa­łam Tobie swo­ją pomoc, a Ty jadem we mnie plu­jesz??? Tak..??? Taka wdzięcz­ność?! Zło­śli­wo­ści wciąż się uczę od naj­lep­szych. Zatem Tobie mój dro­gi przy­zna­ję order z Cebu­li 😉 Prze­cież nie wypa­da być dłuż­nym 🙂 Od dziś będę Ci mówić (pisać) MISZCZU 😉

        • Jadem?! Ja, jadem?! Naj­bar­dziej milu­sie dziec­ko w całym przed­szko­lu. Skąd takie przy­pusz­cze­nia? W roz­wa­ża­nie pod­da­łem jedy­nie zwło­kę. Odsiecz przy­by­ła za póź­no. Nie­ja­ko po fak­cie, gdy wróg zdą­żył już doko­nać spu­sto­szeń.
          Nato­miast koali­cję i przy­mie­rze chcę z Tobą budo­wać. Wspól­nie na Karo­la się zasa­dzić i z luśni w jego stro­nę odpa­lić. Trun­ki, mio­dy i napit­ki chce Ci wysy­łać i Ty to nazy­wasz jadem? Trud­ne do poję­cia.
          Miszcz brzmi dum­nie; order rów­nież przyj­mu­je, niczym Jagieł­ło mie­cze pod Grun­wal­dem.

  • Iza

    -Czy tu jest wszyst­ko dobrze? -Nie jest, 300 zł się nale­ży. Była kon­sul­ta­cja? Była! 😉 Przy takich staw­kach śmierć biz­ne­so­wa Ci nie gro­zi. 😀 😉

    • 300 jest u mnie za pomiar + kon­sul­ta­cje, ale jakoś nie mia­łem siły wyja­śniać 😉

  • 🙂 jak mogłeś nie doce­nić takie­go arty­sty 🙂 no coś pięk­ne­go stwo­rzył a Ty go nie pochwa­li­łeś – nie­do­bry chło­pak 🙂 i do tego zim­ny jak trup 😀

  • Mam nadzie­ję, że sprę­żę się z remon­tem kuch­ni przed Two­ją biz­ne­so­wą śmier­cią. Kon­sul­ta­cje przez Sky­pe też robisz?

    • Urlop mi się koń­czy i powo­li zmar­twych­wsta­ję, pośpie­chu ni ma 😉

  • Oj mój dro­gi, nie idź­my w tym kie­run­ku, bo u Cie­bie już kil­ka zna­la­złem 🙂

    Orto­gra­fa u mnie raczej nie znaj­dziesz (a nawet jeśli, zasta­nów się, czy to nie celo­we dzia­ła­nie – cza­sa­mi mam taki chy­try plan, choć teraz nie pamię­tam jaki), oczy­wi­ście sty­li­stycz­nie i inter­punk­cyj­ne cza­sa­mi kule­ję, ale zwy­kle w gra­ni­cach sze­ro­ko rozu­mia­nych norm popraw­nej pol­sz­czy­zny. Umów­my się, że ordy­nar­nych lite­ró­wek się nie cze­pia­my skła­da­jąc je na karb wre­do­ty cho­chli­ka dru­kar­skie­go.

    • Błąd jest błąd; woj­na jest woj­na. Jeń­ców nie bie­rze­my. Lite­rów­ki, sty­li­sty­kę, inter­punk­cje gre­mium posta­no­wi­ło zaak­cep­to­wać awan­sem. Plan jaki­kol­wiek by nie był, chy­try, czy też nie, nie ma zna­cze­nia. Tnie­my wszyt­ko na wyso­ko­ści źdźbła tra­wy, o ile kon­tekst wypo­wie­dzi nie rzu­ca koła ratun­ko­we­go.
      Nato­miast te kil­ka, to chy­ba moc­no nacią­ga­na teo­ria. Ura­żo­ne ego, wespół z cie­ka­wo­ścią i żył­ką poke­rzy­sty naka­zu­je mi powie­dzieć – spraw­dzam.
      Gdy­by się jed­nak oka­za­ło, że jest tego zbyt wie­le, mniej… tfu, miej litość i odstąp od punk­to­wa­nia.

    • Ewa_ta

      Jacuś wybacz – nie mogłam się powstrzy­mać 🙂
      Wiesz prze­cież, że to nie jest zdro­we 😘

      • No nie jest, nie jest 🙂

        • Ewa_ta

          to teraz już koniec!!! Wła­sną pier­sią będę Cię bro­nić!! Żad­ne­go kumo­ter­stwa z krwio­żer­czy­mi bestia­mi :))) Obie­cu­ję!

  • To jak TY już teraz taki dead’nięty, w sen­sie uśmier­co­ny za życia, to ja cze­kam na jakieś zmar­twych­wsta­nie z pom­pą. Tzn. spo­śród mebli porząd­nych i roju zawia­sów. 😉

    • Oj to chy­ba dopie­ro po powro­cie z Lego­lan­du i innych doj­czyń­skich par­ków roz­ryw­ki – ktoś mi pole­cał, wiesz, muszę spraw­dzić 😉

  • Śmierć za życia, to w sumie bar­dzo mistycz­ne dozna­nie 😀

  • Sko­ro żeś mar­twy to musi­my poszu­kać nowej oso­by do pro­jek­tu 51. ;D

  • Dobrze by się czy­ta­ło, cho­ciaż… w zasa­dzie dobrze się czy­ta. Na mój gust tyl­ko nie­co za dużo nacią­ga­ne­go dow­ci­pu czer­pa­ne­go z kie­sze­ni Karo­la Stras­bur­ge­ra, wytar­tych cyta­tów fil­mo­wych i kre­owa­nych na siłę błę­dów fone­tycz­nych. Są prze­ja­skra­wio­ne i „za bar­dzo”. Poza tym histo­ria się bro­ni. Jest w tem­pie, z ikrą i z życia wzię­ta. W gatun­ku – nasz kly­ent, nasz per pan. Faj­ne.

    • Takie było zało­że­nie cyklu #kla­jen­ci – jak widać dzia­ła 🙂

      • Okej, rozu­miem zamysł i ideę przy­świe­ca­ją­cą Auto­ro­wi. Lecz, czy dzia­ła…? Z tym już bym pole­mi­zo­wał. Wciąż sto­ję na stra­ży swe­go sta­no­wi­ska, jako ten Zawi­sza co na Krzy­ża­ków pod Grun­wal­dem z orę­żem ruszył (choć pew­no­ści nie mam czy to był on) i czołg Rudy w jed­nym, że dow­ci­py Karo­la Stras­bur­ge­ra śmie­szą tyl­ko Karo­la Stras­bur­ge­ra.
        Faj­nie Ci wycho­dzi pisa­nie, a wykli­ka­ne przez Cię tek­sty zgrab­nie się czy­ta i sta­no­wią przy­jem­ną roz­ryw­kę. Nie mniej, wspo­mi­na­ne­go dow­ci­pu jest za dużo, za bar­dzo. W pew­nej chwi­li się prze­ja­da. Nie wszyst­ko musi być śmiesz­ne, nie wszyst­ko musi być zabaw­ne. Oczy­wi­sta spra­wa, jest to moja subiek­tyw­na opi­nia.

        • Toteż cał­kiem spo­ro mam tek­stów poważ­nych, co to żar­tem sa led­wo tyl­ko muśnię­te. W kate­go­rii DUMAJĄC naj­czę­ściej, a sze­rzej real-life – jeśli znaj­dziesz chwi­lę, to zapra­szam.

          PS. “Nie mniej” w tym zna­cze­niu na pew­no roz­łącz­nie? Nie mam słow­ni­ka po ręką i na tel nie spraw­dzę, ale jakoś mi się nie widzi…

          • the­rion

            Następ­nym razem pro­po­nu­ję Ci Dizaj­nu­chu wysłać tekst do kole­gi Wil­ka, żeby rzu­cił okiem, czy wszyst­ko jest dobrze. 😀 (of cour­se bez ura­zy kole­go Wilk – kon­struk­tyw­na kry­ty­ka jest zawsze cen­na, ale nie mogłem się powstrzy­mać 🙂 )

            • Pan Kole­ga sza­now­ny wie, że mnie żad­na kry­ty­ka nie wytrą­ci ze słod­kie­go sta­nu samo­uwiel­bie­nia 🙂

              • the­rion

                Wiem 🙂 Pod tym wzglę­dem jeste­śmy ule­pie­ni z tej samej gli­ny 🙂

            • Oczy­wi­ście kole­go The­rion, żad­nej ura­zy. Dość mamy wojen pol­sko-pol­skich. Jed­na wię­cej nam nie potrzeb­na. Szczę­śli­wie nie znam owe­go dzi­kie­go języ­ka „of cour­se” i nawet gdy­byś mi ubli­żał trwał­bym w nie­świa­do­mo­ści. Zawsze to miło posłu­chać, a w tym przy­pad­ku poczy­tać mądre­go. Mimo wszyst­ko (to już chy­ba na bank pisa­ne oddziel­nie), Autor jak dedu­ku­ję osią­gnął wiek, w któ­rym zdo­łał się wyka­ra­skać z pia­skow­ni­cy. Adwo­kat nie jest w tym przy­pad­ku potrzeb­ny. Autor vel. Dizaj­nuch sam zdo­ła się wypo­wie­dzieć i jak widać na załą­czo­nym obraz­ku, pora­dził sobie cał­kiem tip top.
              Docho­dzi­my kole­go The­rion do miej­sca, któ­re­go nie rozu­miem. Niby uwa­ga kon­struk­tyw­na, a jed­nak przy­tyk? Pro­wo­ka­cja?
              Gdy­by zaist­nia­ła nato­miast potrze­ba, spie­szę donieść, jestem gotów zacią­gnąć hono­ro­we zobo­wią­za­nie i pod­jąć się odpo­wie­dzial­nej funk­cji recen­zen­ta. Nie sądzę jed­nak, aby ini­cja­ty­wa zna­la­zła apro­ba­tę Auto­ra. Radzi sobie wyśmie­ni­cie. Oczy­wi­ście żad­nej ura­zy, of cour­se. I zno­wu się cze­goś nauczy­łem.
              To się miło poba­wi­li­śmy przed lan­czem.

  • Coś czu­ję, że ci trud­ni kliec­ni, któ­rzy tak bar­dzo nie lubią wyska­ki­wać z pie­niąż­ków, koniec koń­ców i tak dadzą Ci zaro­bić. Wystar­czy, że opu­bli­ku­jesz potycz­ni­ki z nimi w for­mie ksiaż­ki, ebo­oka, albo jakiejś płat­nej sub­skryp­cji. Best­sel­ler gwa­ran­to­wa­ny.

    • Ee, blą­ge­rów czy­ta­ją tyl­ko inni blą­ge­rzy, a i to nie za dar­mo, więc mogło­by się nie opła­cać i tak.

      • Teraz każ­dy jest blą­gie­rem, więc gru­pa doce­lo­wa zacna. Musisz zapo­ży­czyć stra­te­gię od dile­rów nar­ko­ty­ko­wych, naj­pierw dar­mo­wa prób­ka, a póź­niej #pie­nią­żek. Jestem fanem Two­ich histo­rii oko­ło fir­mo­wych. Raz, że jest to taki mini wyci­nek naszej men­tal­no­ści, a dwa, napraw­dę lek­ko się to czy­ta. Cze­kam na następ­ne.

  • O w more­lę 😛
    Dobrze wie­dzieć, że nie tyl­ko ja przed urlo­pem zapim­pa­lam 48h/dobę. I po co to wszyst­ko? Ano po to, by w cza­sie 10-o dnio­we­go urlo­pu zale­d­wie 2 dni spę­dzić w pra­cy 😛

    A kil­l­jent przed­ni. Może kon­ku­ren­cja nasła­ła szpie­ga? 😉

    • Mi ten klient wyglą­dał na wizjo­ne­ra. Miał swo­ją wizję i … to wszyst­ko co miał w życiu 😀

      • Wizje są nie­bez­piecz­ne, taki jeden ma wizję i patrz co sie dzie­je 🙂

    • Ja też jestem zda­nia, że na urlo­pie się nie pra­cu­je dłu­żej, niż 8 godzin dzien­nie 🙂

      Takie­go jemio­ła?? Oj, to źle z tą kon­ku­ren­cją 🙂

      • J, z kon­ku­ren­cją zawsze jest źle 🙂

        • Tyl­ko czy bez niej było­by lepiej? 🙂

          • Przy­naj­mniej jest weso­ło 😀 Wystar­czy spoj­rzeć na te wszyst­kie rekla­my tele­fo­nii komór­ko­wej jak się prze­ści­ga­ją by nawza­jem sobie dopip­cyć, ale by w peł­ni kul­tu­ral­nie i by nie było afe­ry, że “a oni porów­nu­ją ofer­ty, a nie woool­no­oooo!” 😀

  • Jak na zom­bie faj­nie piszesz. Ale lepiej sobie pul­su nie mierz i ciśnie­nia nie spraw­dzaj, bo jesz­cze się oka­że, że odczy­tów brak – no i będzie amba­ras, gdy się ZUS (i żona) dowie­dzą. Uda­ne­go urlo­po­wa­nia!