Jedziesz nad Bałtyk? Nie bądź Januszem!

 

Wróciłem właśnie znad Bałtyku. Krótki to był wyjazd, bo raptem weekendowy – trzeba było Dziecię przerzucić z obozu judo we Władysławowie na kolonie w Łukęcinie, bo te pierwsze się kończyły tego samego dnia, kiedy zaczynały te następne, a że pewnie autobusy z miasta A do miasta B jechały inaczej niż z miasta A do miasta C, to w grę nie wchodziła zamiana po drodze. Ten krótki rys historyczny jest potrzebny do tego, żebyście wyłapali kontekst i cel wyjazdu – nad Bałtyk pojechaliśmy raczej nie wypoczynkowo, a grafik był ustawiony dość ciasno.

Jednak w tym całym planie napiętym jak liny na Moście Millenijnym znaleźliśmy trochę czasu, żeby sobie usiąść na piaseczku i nie tylko, zatopić spojrzenie w bezkres nieba oraz stopy w bezkres wody i poobserwować niejako z boku, bez zaangażowania. I dojść do wniosków.

 

nad Bałtyk

Miałem coś wspominać o trójkącie, ale patrzę na mapę i mam wątpliwości.

 

Janusz end Grażyna on de bicz

Z brzuchastego, wąsatego Janusza w za ciasnych kąpielówkach i jego wytipsowanej Grażyną w stroju zdecydowanie nie dopasowanym do pełnej figury u boku wszyscy się śmieją. Że ciut świt, kiedy ledwie Eos jutrzenka różanopalca oświetli promieniami ziemię i morze, to biegną zagrodzić swoje 25 em kwadrat plaży parawanem wielkości wojskowych namiotów. Że tylko smażą się na słońcu wysmarowani kremem z filtrem 50+ kupionym z Biedrze na promocji. Że z reklamówkami z tejże słynnej sklepowej sieci biegają wszędzie i wyciągają z niej promocyjne browary albo wódkę Lodową (tu się wtrącę niejako z offu – w życiu nie pijcie tego gówna!! Już lepiej kupić wodę brzozową w Rossmanie), bo przecież wiadomo, że urlop nie może się zmarnować, więc zaraz po przyjeździe trzeba popaść w błogi stan upojenia alkoholowego, z którego wyzwoli takiego Janusza dopiero dzień wyjazdu. Że motłoch za pińcet+ wyrwał się ze swojego zadupia i robi nam wstyd na cały świat. I tak dalej, i tak dalej.

A ja się pytam:

 

I co z tego, że ktoś ma taki właśnie model spędzania urlopu?

Czy to, że ktoś cały rok ciężko pracuje, odbija kartę w fabryce i składa kasę na dwa tygodnie wakacji z rodziną to coś złego?

Czy to, że ktoś, nazwijmy to delikatnie, nie do końca obyty w świecie, chce odpocząć po całym roku orki to coś złego?

Czy to, że ktoś nie czuje się na tyle samodzielny czy pewny siebie, żeby wyjechać zagranicę to coś złego?

Czy to, że ktoś uważa, że na wakacje zagranicą go nie stać, to coś złego? (Inna inkszość, że wakacje nad Bałtykiem wcale nie muszą wyjść taniej. I zazwyczaj nie wyjdą)

Czy to, że ktoś np. boi się latać, to coś złego?

Czy to, że ktoś boi się Arabów, bo w telewizji pokazujo, że to źli ludzie i wybiera nasze polskie morze zamiast plaż Szarm el-Szejk, to coś złego?

 

Jak my się kochamy dopierdalać i krytykować…

…żeby przez jedną krótką chwilkę poczuć, że jesteśmy od kogoś lepsi. Albo nie, że oni są gorsi. Patrzymy na ten plebs z naszej, światowej przecież, bo gdzie my to nie byliśmy, perspektywy i pogardliwie komentujemy takiego Janusza z jego Grażyną.

I ja też przez chwilę, nawet dosyć długą, patrzyłem na tego, kolejnego i jeszcze następnego Janusza ciągnącego wózek zajebany po dach parawanami, dmuchanymi piłkami, złożonymi leżakami, skrzynką piwa #truestory, torbami, siatami i oczywiście nieśmiertelną reklamówką z Biedry. A obok dreptały kolejne Grażyny z metrowymi tipsami pomalowanymi na wszystkie kolory neonowej tęczy. Patrzyłem i miałem wzrok pełen pogardy dla ludzi, którzy pielgrzymkują na plaże, nad ten paździerzowy zimny Bałtyk, dźwigając na plecach połowę zakupionego na promocjach wakacyjno-turystycznego dobytku jak jakieś wysmarowane kremem z filtrem ślimaki. Z wyrazem nieopisanego udręczenia na twarzy od dźwigania tego całego mandżuru.

A potem zobaczyłem te januszowo-grażynowe dzieciaki, które na buzi umorusanej roztopionym lodem miały wyraz takiego szczęścia, że aż zacząłem zazdrościć. I pomyślałem sobie, że stać mnie może i na wakacje w ciepłych krajach zamorskich, gdzie wypoczywa się trochę inaczej, ale czy to daje mi prawo do tego, żeby wypoczywających inaczej krytykować? Żeby się z nich nabijać? Żeby nimi gardzić? Wystarczyła odrobina zastanowienia i dobrej woli, żeby takich ludzi zrozumieć. Żeby w ogóle chcieć zrozumieć.

 

Parawaning, plażing, smażing, przyjebing.

Nie, to nie jest prawda, że parawany są tylko na polskich plażach, bo każdy i w każdym kraju, chce mieć osłonę od wiatru, czasami od słońca i zawsze od ludzi sypiących piaskiem po oczach, kiedy leżysz. Fakt, na zagranicznych często zamiast parawanu jest ogromny parasol skrzyżowany z namiotem, czyli sportbrella. I nikt tam nie robi z tego tytułu zagadnienia. Fakt, w takich np. Chinach czy na słynnej Copacabanie nie ma zjawiska parawaningu, ale głębię ironii tego zdania pojmiesz dopiero, kiedy klikniesz w linki.

Czy to źle, że ktoś chce mieć kawałek plaży dla siebie? Moim zdaniem samo w sobie to złe nie jest, ja też nie lubię, jak mi ktoś łazi po głowie. Ale ja bym prędzej ocipiał, niż wstał o 6 rano na urlopie, żeby sobie zagrodzić parawanem kawał plaży dla siebie. Trochę nie chce mi się w to wierzyć, ale na Zakynthos ręczniki na przybasenowych leżakach widziałem już koło 7 rano, więc nic mnie tu nie zdziwi. Tak, to jest januszyzm nadbałtycki czystej, że tak powiem, wody. Podobnie jak wszędzie walające się kiepy, kapsle czy po prostu śmieci po takich Januszach zawalające plaże. Ale z drugiej strony, nie tylko nad Bałtyk jadą ludzie, którym przydałoby się trochę kultury. Buractwo jest akurat cechą ponad podziałami. I właśnie to buractwo bym tępił. To przeszkadzanie wszystkim wokół, to szeryfowanie na plaży. A nie że ktoś w klapkach kubotach i z wielkim owłosionym bojlerem zamiast sześciopaku smaruje się olejkiem i smaży na czerwono popijając promocyjne piwo z Biedry.

Słabe jest też to, że te parawany są rozbijane według nikomu nieznanej myśli urbanistycznej plażowiczów, co czasami może bardzo utrudniać ratownikom dobiegnięcie do tonących czy potrzebujących pomocy. Ale tutaj ja widzę bardziej rozwiązanie systemowe – wytyczone alejki, gdzie nie ma prawa pojawić się kawałek parawanowego palika. I nie ma tutaj gadania, że plaża szeroka i mogę – nie kurwa, nie możesz, wypad za linię, bo może się zdarzyć, że będziesz się Januszu topił, a ratownik zaplącze się w Twój parawan i nie dobiegnie na czas. Ale powtórzę – to już powinny regulować stosowne czynniki, nie właściciele parawanów.

 

Cebulizm, taka nasza swojska cecha…

Dlaczego też tak wiele głosów krytycznych wobec naszych rodaków, którzy (tu już obojętne, czy na plażach krajowych czy zagramanicznych) uwalają się plackiem i karmią czerniaka cały dzień smażąc się w słońca blasku i trzymając przez cały czas odpowiedni poziom nawodnienia wysokoprocentowymi trunkami? Skąd pogarda dla kogoś, kto zaraz po przyjeździe w obce miejsce nie zakłada traperów, korkowego hełmu tropikalnego z nieśmiertelną moskitierą i uzbrojony jedynie w finkę nie popierdala w sam środek niczego, gdzie spać będzie przykryty śpiewem ptaków i księżyca lśnieniem, a jeść będzie tylko to, co sobie wygrzebie z ziemi, zerwie z krzaczka czy własnoręcznie uśmierci?

W czym jeden model jest lepszy od drugiego? W czym wylegujący się na dwóch z półtora tysiąca darmowych leżaków stojących w rządku i patrzący na palmy plaż Borneo Krystian i Dominika są lepsi od Janusza i Grażyny leżących za dwusetnym parawanem na plaży w Mielnie? Dlaczego Krystian rzygający po oryginalnym i prawdziwym kebabie w Dubaju (inna flora bakteryjna to nie w kij pierdział) jest lepszy od Janusza jedzącego świeżutkiego, dopiero co złowionego halibuta ze smażalni w Łebie (w Bałtyku o halibuta ciężko, więc zawsze będzie z mrożonki – lepiej wybierz turbota)? A czy Dominika jest lepsza od Grażyny tylko dlatego, że ona swoją podróbkę torebki Lui Vitą kupiła na marokańskim souku, a nie na osiedlowym bazarze?

Dotarło do mnie, że od jakiegoś już czasu leżenie przy basenie na leżaku i zażywanie świętego spokoju to opcja, która po jednym, góra dwóch dniach mnie zaczyna męczyć. Że od jakiegoś już czasu wolę ten basen i ten leżak przeplatać polką-galopką po nieznanych mi okolicach czy wizytami w lokalnych odpowiednikach naszych swojskich żarłodajni korzystając z tego, że mam żołądek wyłożony teflonem i żadna egzotyczna cholera mi niestraszna. Że ciągnie mnie do ruin, jaskiń, dziwnych miejsc czy miejsc pięknych, gdzie można poczuć miejscowy klimat i z lokalsem pogadać, pośmiać się, strzelić selfika czy spróbować czegoś dobrego, czego zazwyczaj turyści z kołkiem w dupie nie mają szans spróbować. Gdzie nie ma tych przewalających się tłumów, jak w Paryżu na przykład. Ale czy to akurat powód do tego, żebym miał się z tego powodu mianować lepszym? No bez jaj…

nad Bałtyk

Zapomniałem parawanu – zajmę najwięcej, jak się da!

 

Pomyśl chwilę. To nie boli.

Czytając tytuł tego wpisu pewnie przyszło Ci do głowy, że pojedziemy sobie wspólnie po nadbałtyckich Januszach, bo to taki wdzięczny temat do darcia łacha czy robienia memów. Fakt, temat wdzięczny, bo z wyżyn frilanserstwa czy grubego korpo-hajsu łatwo jest gardzić tymi, którzy na taki wyjazd bez 500+ nie mogliby sobie pozwolić. Łatwo jest, będąc we świecie bywałym, kpić z ludzi, którzy dopiero niedawno pierwszy raz wyściubili nosy ze swoich pipidów. Łatwo śmiać się z ludzi, których korporację nie rozpieszczały wyjazdami integracyjnymi i którzy nie bardzo wiedzą, jak się zachować w miejscach dla nich nowych. To akurat bardzo łatwo.

Ale wiecie, co jest trudne? Trudne jest przyznanie im prawa do tego, żeby tacy byli. Bo mogą, bo chcą, bo nie umieją inaczej, bo to wolny kraj i im wolno. Bo nie każdy musi być taki, jak my chcemy, żeby był. Tak po prostu.

 

Dlatego nie bądź Januszem, który drze łacha z innych Januszy, bo czujesz się od nich lepszy.

Tak po prostu.

 

 

Fot: fotolia, autor: olly


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Taka polska mentalność, że chyba w narodowy gen wpisane mamy:narzekanie, zawiść i próby porównywania się z innymi…

  • Jadę w przyszłym tygodniu nad Bałtyk. Co prawda większość czasu spędzę na See Bloggers, ale na plażę pewnie któregoś dnia się wybiorę. Ach, już nie mogę się doczekać jak spotkam jakiegoś Janusza ze swoją Grażką! <3 😀

    • Nie zapomnij parawanu – u nas po prostu niesamowicie wręcz gwiździ 🙂

  • Piotr Franieczek

    Mierzymy innych swoją miarą. Trzeba sobie jednak uświadomić, że ta osoba której właśnie zachowanie komentujesz (obrabiasz dupę), w tejże ma Twoje zdanie na swój temat. Temat poruszany na wielu spotkaniach, które pamiętam i pewnie na wielu, o których zapomniałem. Wiele razy się na tym złapałem, że jestem gdzieś, nie wiem jak się zachować, wiele rzeczy robiłem po raz pierwszy i pewnie nieudolnie. Wiele razy też nabijałem się z takich osób, czyli z samego siebie w końcowym rozrachunku. Jakbym miał się nazwać po ksywie, to wybieram – Franusz 😀 😛

  • Pingback: PanDa Ramen we Wrocławiu - odrobina Japonii w sercu Wrocławiadizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    Ten wpis wraz z naszymi komentarzami powinien być opublikowany na szerszą skalę… może wszystkie za i przeciw dotarłyby do zainteresowanych 🙂
    Temat świetny do maglowania w tą i z powrotem 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • Haha, można na wykopa wrzucić, będzie używanie 🙂

      • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

        🙂

  • Jestem właśnie nad niemieckim morzem. Jest płatne wejście na plaże, ale jest to dobre: każdy ma posprzątane, są namioty dla dzieci zamiast parawanów, wózki z tobołami na plażę czy całe namioty niczym na dawnym Stadionie Dziesięciolecia. I wszyscy mają innych gdzieś! I to jest piękne!

    • Ano właśnie o to chodzi – żeby patrzeć na siebie, a nie na innych, bo co to kogo obchodzi, jak ktoś wypoczywa? Oczywiście dopóki nie robi bardachu i trzody na plaży.

  • Dla mnie esencją januszowstwa, umownie mówiąc, nadbałtyckiego jest uprzykrzanie innym wypoczynku – darcie ryja, śmiecenie, puszczanie muzyki z komórki tak, że słychać jeszcze za wydmami. Mi tam nic do tego, że ktoś woli o 6 rano zagrodzić sobie parawanem pół plaży i przypiekać się potem cały dzień w towarzystwie procentów. Nic nie mam do bebzona nad speedosami, wąsa, skarpety w sandale, tipsów i torby z biedry. Mogą sobie nawet tę torbę na dupę naciągnąć, byle by mi pozwolili również odpocząć i nie odstawiał sałatki warzywnej z buraka i cebuli.

    • No i właśnie o to chodzi – niech sobie będą jacy są, niech sobie odpoczywają jak chcą, ale niech nie robią wokół siebie obory i nie zatruwają odpoczynku innym.

  • Ziom, jak dziś poważnie u Ciebie. Ciężko się nie zgodzić z Twoim punktem widzenia, ale na moje idziesz teraz w drugą skrajność, czyli całkowite wybielanie. Na moje to nie idzie zero-jedynkowo. Można być nieobytym i popełniać fuckupy przez niewiedzę/szok kulturalno-kulturowy (przykładowo za dzieciaka pojechałem na kolonie do Holandii, tam zabrali nas do centrum handlowego, gdzie ja i cała moja grupa chyba pierwszy raz w życiu zobaczyliśmy ruchome schody, no i jakby to delikatnie powiedzieć, zaczęliśmy odpieprzać wieś, bo ktoś tam wjeżdżał na siedząco, ktoś inny uwieszał się na poręczach, etc. Uspokoiliśmy się dopiero, kiedy facetka sprzedała nam speech na ogarnięcie), z drugiej strony można być gościem, który odpierdala krzywe akcje na pełnej świadomce. Nie wiem, czy słyszałeś o kolesiu, który w Chorwacji próbował przekręcać restauracje – zamawiał, zjadał 3/4, po czym podrzucał na talerz robala i wyskakiwał z ryjem do kelnera, że on płacić za to nie będzie. Sprawdzili monitoring i video poszło świat, oczywiście z łatką, że #typowyPolaknaWakacjach. Co się żona i dziecko najadły (wstydu), to ich. Druga akcja miała miejsce w Egipcie i byłem jej naocznym świadkiem. Otóż na ladzie w hotelowej restauracji stał koszyk z sosami. Był jeden na całą knajpę, więc generalnie wszyscy sobie na miejscu zapodawali kleksa z ketchupu i szli dalej. Wtem jeden gość wziął koszyk do swojego stolika i przetrzymywał, co wkurzyło drugiego gościa, bo on tez chciał. Od słowa do słowa i wywiązała się bójka, ale taka, że stoły latały, a ludzie wychodzili. O ketchup! To akurat byli Polacy, ale ludzie z innych krajów też potrafią pójść w takie klimaty. „Janusz” nie dotyczy narodowości, to stan umysłu. Moje zdanie jest takie, że póki nie wchodzisz nikomu na głowę, póty rób co chcesz i odpoczywaj jak lubisz.

    • A nie, patoli nie wybielam, bo ja w środku za bardzo jestem porządny i pewnie dlatego mnie przyroda dyma w dupę na każdym kroku, więc jak widzę gościa zakopującego butelkę w piasku, to bym mu podszedł i tą butelką zajebał. Tego od gaszenia kiepów w piasku, rzucania kapsli czy zakopywania pampersów też. Podobnie bym potraktował tego typa z Chorwacji, a drugiego liścia bym sprzedał jego kobiecie, że na to pozwala, choć na samą myśl o podniesieniu ręki na kogokolwiek, a na kobietę czy dziecko szczególnie, mam telepawkę.

      Mi właśnie chodzi o takich Januszy nieświadomych – bo już nawiązując do mojego pomysłu z alejkami – jakby taki gostek się w tej ratunkowej alejce rozbił nieświadomie (bo pierwszy raz nad morzem, łotewer) i przychodzi jakiś porządkowy, każe mu się przenieść, a ten idzie grzecznie, bo nie wiedział – spoko, z takich własnie bym się nie śmiał, bo to taki koleś z 500+ i jest lekko nieogarnięty, może śmieszny i pocieszny, ale generalnie wporzo. Ale jak taki ponton w kubotach zacząłby z dupy strzelać, bo mu się należy, to bym mu sprzedał kilka gum na plery, żeby się ogarnął.

      Bardziej więc chodzi mi o to, żeby nie wrzucać wszystkich do jednego wora, bo jak sam powiedziałeś, taki Janusz może być w sumie nieszkodliwy, bo jest po prostu nieświadomy, a nie że ma za dużo genu skurwysyństwa. Ale weź tu poznaj, który jest który?

      Tak mnie naszło, bo jak sobie popatrzyłem na te beduińskie karawany z tym całym mandżurem, jakby wcześniej decathlona obrobili, to miałem takie myśli, że to straszliwy plebs, a ja jestem zajebisty, bo jeżdżę sobie po Grecjach czy innych srecjach na pełnym wypasie, jak panisko. I zajebiście mi się taka myśl nie spodobała, bo ja zazwyczaj nie chcę i nie lubię się czuć lepszy od innych, bo nie mam żadnych podstaw.

      Więc sobie poukładałem w głowie, żeby się ustawić z powrotem do pionu 🙂

  • Może to trochę tak, że my, blogerzy siedzimy sobie dużo bardziej w cyfrowym światku, niż pozostała, ta „normalniejsza” cześć społeczeństwa? I przez to czytamy więcej clickbaitowego gówna, które chcąc nie chcąc trochę przekłamuje rzeczywistość. Jak popatrzysz na Insta, to potem za cholerę nie możesz odnaleźć się na plaży pełnej ludzi, parawanów, cellulitu i mięśni piwnych :))
    A pomiędzy nimi biega właśnie ta dzieciarnia, o której mówisz – taka normalna, niezmanierowana i nie zepsuta kasa swoich starych.

  • Wszystkimi nogami i ręcami się podpisuję! :)))

  • No proszę- Jacek obrońca! 😉
    A tak na serio, wiesz co jest najlepsze, że Ci ludzie mają absolutnie wyjebane co inni o nich myślą i nie czują obciach- są sobą i już 🙂

    • A bo jakoś tak mi się samemu ze sobą zrobiło dziwnie na ten widok. Bo wiesz, pośmiać się to ja zawsze, mogę też drzeć łacha, nie ma sprawy, ale niech to będzie bez tej wszechobecnej pogardy i wywyższania się. Poza tym ja też nie tak dawno temu popylałem po Ustce z wózkiem obładowanym sprzętem plażowo-turystycznym 🙂

      • Ja lubię szydzić ale najbardziej i najczęściej robię to z samej siebie także znam swoje miejsce na ziemi jbc 🙂

  • Ja chcę zniszczyć system i zostać Januszem nad Polskim morzem na zawsze. Od 2012 roku udaje mi się to z przerwami, ale zmierzam do perfekcji 😉
    Jakaś cześć mnie nie tylko nie ma nic przeciwko, ale wręcz lubi ten cały kicz a la Mielno, z dyskotekami, disco-polo, plastikowymi delfinami, starymi kebabami i piosenkami Krzysztofa Krawczyka. Kojarzy mi się to z dzieciństwem i poważnie się zastanawiam czy sobie takiego tripa nie zrobić.
    Są takie plaże w Polszy, gdzie nawet nie ma potrzeby rozkładania parawanu. Bronią je zastępy nagich kobiet. Niestety, trzeba znać hasło, aby się tam przedostać :/

  • Niestety już tacy jesteśmy, że nabijamy się z tego co inne, bądź ostro to krytykujemy. Tak, właśnie po to by poczuć się lepszym. Albo po to żeby sobie poheheszkować. Niestety wciąż mam wrażenie, że Polacy są mało otwarci na inność. Dużo mówi się o tolerancji, bo to modne słowo, tylko nie stosuje się go w praktyce.
    Na wakacjach stosuję luz totalny jeśli chodzi o odzież. Po plaży chodziłam w klapkach i białych skarpetach, bo zrobiło się zimno. 😛 Mialam wywalone na to co powiedzą inni. Tam gdzie pojadę, od razu szukam biedronki i w dupie mam co kto powie o moich reklamówkach z biedry.
    Jednego nie cierpię. Syfu jaki zostawiają po sobie plażowicze. Wiesz, że nie raz zdarzyło mi się zbierać po kimś śmieci?
    A że piją na wakacjach? A czy Polacy potrafią się dobrze bawić bez alkoholu? 🙂

    • Ano właśnie – dopóki ktoś nie zachowuje się wulgarnie czy niezgodnie z prawem, nie szkodzi i nie przeszkadza innym, to niech nawet leży wysmarowany wiśniową galaretką i w kubotach 🙂
      A z tym śmieceniem to masz rację, nie jest miło wdepnąć w kapsla czy pobite szkło.

      Nie wiem. Ja potrafię :))))

  • Brawo!!! Nasza Polska mentalność – zawsze szukamy kogoś z kogo możemy się śmiać. Ciągle oceniamy się po wyglądzie, muzyce i zawsze jedni uważają sie za lepszych, bo ciuch firmowy, bo parasol nie parawan, bo sandały bez skarpet i rock a nie disco polo. W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami i choćmyśmy się załatwili brylantami, a inni złotem i tak wszyscy umrzemy 😂

  • Ty dzisiaj o januszowaniu morskim, ja o górskim. Może we mnie jest mniej zrozumienia dla pewnych spraw, ale sądzę, że jeśli Twoje zachowanie przeszkadza lub robi krzywdę innym (ludziom/zwierzętom/naturze), to trzeba je piętnować i koniec! Co innego ciepły Harnaś w Brzeźnie i ryba na tygodniowym oleju – nic mi do tego, niech jedzą i bawią się jak lubią.

    • Dlatego piętnuję śmiecenie czy zastawianie drogi, którą mógłby biec ewentualny ratownik do ewentualnego topielca. A poza tym? Jak ktoś lubi się wysmarować jakimś mazidłem i zalec w promieniach UV, to co mi do tego? 🙂
      Zaklepywanie ciut świt leżaków i miejsca na plaży tez jest burackie, ale to akurat kwestia kultury jako takiej, a nie robienia komuś krzywdy. Przynajmniej mi żadna krzywda nie przychodzi do głowy.

  • A wiesz? Ja to nawet tym Januszom zazdroszczę. Zawsze mi ciężko uzbierać kasę na dwutygodniowy wypad nad polskie morze. Wiadomo, jakbym tyłek spięła i nie była taka leniwa, pewnie by się coś tam odłożyło, ale zawsze znajdą się inne priorytety. Mówisz, że 500+. Niektórzy nawet mają inne darmowe datki, a nie wyjeżdżają, bo wolą sobie wódę za to kupić. Wiadomo, że jest moda, aby sobie kpić z tych ludzi i tego raczej się teraz nie pozbędziemy. Ważne, żeby Janusze się nie przejmowali i mimo wszystko robili swoje 😉

    • I tu masz rację – przestaję rozumieć powody, dla których my tych ludzi krytykujemy. Albo inaczej – rozumiem cały czas, ale już chyba staram się tego nie robić. Wolę inne sposoby udowadniania sobie, że jestem w czymś lepszy od innych. Bo zazwyczaj nie jestem 🙂

      • Otóż to! Ludzie, którzy nie mają nic lepszego do zaoferowania, krytykują Janusza, żeby poczuć się lepiej 😉 To jest najniższy poziom z najniższych.