Jedziesz nad Bałtyk? Nie bądź Januszem!

 

Wró­ci­łem wła­śnie znad Bał­ty­ku. Krót­ki to był wyjazd, bo rap­tem week­en­do­wy – trze­ba było Dzie­cię prze­rzu­cić z obo­zu judo we Wła­dy­sła­wo­wie na kolo­nie w Łukę­ci­nie, bo te pierw­sze się koń­czy­ły tego same­go dnia, kie­dy zaczy­na­ły te następ­ne, a że pew­nie auto­bu­sy z mia­sta A do mia­sta B jecha­ły ina­czej niż z mia­sta A do mia­sta C, to w grę nie wcho­dzi­ła zamia­na po dro­dze. Ten krót­ki rys histo­rycz­ny jest potrzeb­ny do tego, żeby­ście wyła­pa­li kon­tekst i cel wyjaz­du – nad Bał­tyk poje­cha­li­śmy raczej nie wypo­czyn­ko­wo, a gra­fik był usta­wio­ny dość ciasno.

Jed­nak w tym całym pla­nie napię­tym jak liny na Moście Mil­le­nij­nym zna­leź­li­śmy tro­chę cza­su, żeby sobie usiąść na pia­secz­ku i nie tyl­ko, zato­pić spoj­rze­nie w bez­kres nie­ba oraz sto­py w bez­kres wody i poob­ser­wo­wać nie­ja­ko z boku, bez zaan­ga­żo­wa­nia. I dojść do wniosków.

 

nad Bałtyk

Mia­łem coś wspo­mi­nać o trój­ką­cie, ale patrzę na mapę i mam wątpliwości.

 

Janusz end Grażyna on de bicz

Z brzu­cha­ste­go, wąsa­te­go Janu­sza w za cia­snych kąpie­lów­kach i jego wytip­so­wa­nej Gra­ży­ny w stro­ju zde­cy­do­wa­nie nie dopa­so­wa­nym do peł­nej figu­ry u boku wszy­scy się śmie­ją. Że ciut świt, kie­dy led­wie Eos Jutrzen­ka Róża­no­pal­ca oświe­tli pro­mie­nia­mi zie­mię i morze, to bie­gną zagro­dzić swo­je 25 em kwa­drat pla­ży para­wa­nem wiel­ko­ści woj­sko­wych namio­tów. Że tyl­ko sma­żą się na słoń­cu wysma­ro­wa­ni kre­mem z fil­trem 50+ kupio­nym z Bie­drze na pro­mo­cji za kasę z 500+. Że z rekla­mów­ka­mi z tej­że słyn­nej skle­po­wej sie­ci bie­ga­ją wszę­dzie i wycią­ga­ją z niej pro­mo­cyj­ne bro­wa­ry albo wód­kę Lodo­wą (tu się wtrą­cę nie­ja­ko z offu – w życiu nie pij­cie tego gów­na!! Już lepiej kupić wodę brzo­zo­wą w Ros­sma­nie), bo prze­cież wia­do­mo, że urlop nie może się zmar­no­wać, więc zaraz po przy­jeź­dzie trze­ba popaść w bło­gi stan upo­je­nia alko­ho­lo­we­go, z któ­re­go wyzwo­li takie­go Janu­sza dopie­ro dzień wyjaz­du. Że motłoch za piń­cet+ wyrwał się ze swo­je­go zadu­pia i robi nam wstyd na cały świat. I tak dalej, i tak dalej.

A ja się pytam:

 

I co z tego, że ktoś ma taki właśnie model spędzania urlopu?

Czy to, że ktoś cały rok cięż­ko pra­cu­je, odbi­ja kar­tę w fabry­ce i skła­da kasę na dwa tygo­dnie waka­cji z rodzi­ną to coś złego?

Czy to, że ktoś, nazwij­my to deli­kat­nie, nie do koń­ca oby­ty w świe­cie, chce odpo­cząć po całym roku orki to coś złego?

Czy to, że ktoś nie czu­je się na tyle samo­dziel­ny czy pew­ny sie­bie, żeby wyje­chać zagra­ni­cę to coś złego?

Czy to, że ktoś uwa­ża, że na waka­cje zagra­ni­cą go nie stać, to coś złe­go? (Inna ink­szość, że waka­cje nad Bał­ty­kiem wca­le nie muszą wyjść taniej. I zazwy­czaj nie wyjdą)

Czy to, że ktoś np. boi się latać, to coś złego?

Czy to, że ktoś boi się Ara­bów, bo w tele­wi­zji poka­zu­jo, że to źli ludzie i wybie­ra nasze pol­skie morze zamiast plaż Szarm el-Szejk, to coś złego?

 

Jak my się kochamy dopierdalać i krytykować…

…żeby przez jed­ną krót­ką chwil­kę poczuć, że jeste­śmy od kogoś lep­si. Albo nie, że oni są gor­si. Patrzy­my na ten plebs z naszej, świa­to­wej prze­cież, bo gdzie my to nie byli­śmy, per­spek­ty­wy i pogar­dli­wie komen­tu­je­my takie­go Janu­sza z jego Grażyną.

I ja też przez chwi­lę, nawet dosyć dłu­gą, patrzy­łem na tego, kolej­ne­go i jesz­cze następ­ne­go Janu­sza cią­gną­ce­go wózek zaje­ba­ny po dach para­wa­na­mi, dmu­cha­ny­mi pił­ka­mi, zło­żo­ny­mi leża­ka­mi, skrzyn­ką piwa #tru­esto­ry, tor­ba­mi, sia­ta­mi i oczy­wi­ście nie­śmier­tel­ną rekla­mów­ką z Bie­dry. A obok drep­ta­ły kolej­ne Gra­ży­ny z metro­wy­mi tip­sa­mi poma­lo­wa­ny­mi na wszyst­kie kolo­ry neo­no­wej tęczy. Patrzy­łem i mia­łem wzrok pełen pogar­dy dla ludzi, któ­rzy piel­grzym­ku­ją na pla­że, nad ten paź­dzie­rzo­wy zim­ny Bał­tyk, dźwi­ga­jąc na ple­cach poło­wę zaku­pio­ne­go na pro­mo­cjach waka­cyj­no-tury­stycz­ne­go dobyt­ku jak jakieś wysma­ro­wa­ne kre­mem z fil­trem śli­ma­ki. Z wyra­zem nie­opi­sa­ne­go udrę­cze­nia na twa­rzy od dźwi­ga­nia tego całe­go mandżuru.

A potem zoba­czy­łem te janu­szo­wo-gra­ży­no­we dzie­cia­ki, któ­re na buzi umo­ru­sa­nej roz­to­pio­nym lodem mia­ły wyraz takie­go szczę­ścia, że aż zaczą­łem zazdro­ścić. I pomy­śla­łem sobie, że stać mnie może i na waka­cje w cie­płych kra­jach zamor­skich, gdzie wypo­czy­wa się tro­chę ina­czej, ale czy to daje mi pra­wo do tego, żeby wypo­czy­wa­ją­cych ina­czej kry­ty­ko­wać? Żeby się z nich nabi­jać? Żeby nimi gar­dzić? Wystar­czy­ła odro­bi­na zasta­no­wie­nia i dobrej woli, żeby takich ludzi zro­zu­mieć. Żeby w ogó­le chcieć zrozumieć.

 

Parawaning, plażing, smażing, przyjebing.

Nie, to nie jest praw­da, że para­wa­ny są tyl­ko na pol­skich pla­żach, bo każ­dy i w każ­dym kra­ju, chce mieć osło­nę od wia­tru, cza­sa­mi od słoń­ca i zawsze od ludzi sypią­cych pia­skiem po oczach, kie­dy leżysz. Fakt, na zagra­nicz­nych czę­sto zamiast para­wa­nu jest ogrom­ny para­sol skrzy­żo­wa­ny z namio­tem, czy­li spor­t­brel­la. I nikt tam nie robi z tego tytu­łu zagad­nie­nia. Fakt, w takich np. Chi­nach czy na słyn­nej Copa­ca­ba­nie nie ma zja­wi­ska para­wa­nin­gu, ale głę­bię iro­nii tego zda­nia poj­miesz dopie­ro, kie­dy klik­niesz w linki.

Czy to źle, że ktoś chce mieć kawa­łek pla­ży dla sie­bie? Moim zda­niem samo w sobie to złe nie jest, ja też nie lubię, jak mi ktoś łazi po gło­wie. Ale ja bym prę­dzej oci­piał, niż wstał o 6 rano na urlo­pie, żeby sobie zagro­dzić para­wa­nem kawał pla­ży dla sie­bie. Tro­chę nie chce mi się w to wie­rzyć, ale na Zakyn­thos ręcz­ni­ki na przy­ba­se­no­wych leża­kach widzia­łem już koło 7 rano, więc nic mnie tu nie zdzi­wi. Tak, to jest janu­szyzm nad­bał­tyc­ki czy­stej, że tak powiem, wody. Podob­nie jak wszę­dzie wala­ją­ce się kie­py, kap­sle czy po pro­stu śmie­ci po takich Janu­szach zawa­la­ją­ce pla­że. Ale z dru­giej stro­ny, nie tyl­ko nad Bał­tyk jadą ludzie, któ­rym przy­da­ło­by się tro­chę kul­tu­ry. Burac­two jest aku­rat cechą ponad podzia­ła­mi. I wła­śnie to burac­two bym tępił. To prze­szka­dza­nie wszyst­kim wokół, to sze­ry­fo­wa­nie na pla­ży. A nie że ktoś w klap­kach kubo­tach i z wiel­kim owło­sio­nym boj­le­rem zamiast sze­ścio­pa­ku sma­ru­je się olej­kiem i sma­ży na czer­wo­no popi­ja­jąc pro­mo­cyj­ne piwo z Biedry.

Sła­be jest też to, że te para­wa­ny są roz­bi­ja­ne według niko­mu nie­zna­nej myśli urba­ni­stycz­nej pla­żo­wi­czów, co cza­sa­mi może bar­dzo utrud­niać ratow­ni­kom dobie­gnię­cie do toną­cych czy potrze­bu­ją­cych pomo­cy. Ale tutaj ja widzę bar­dziej roz­wią­za­nie sys­te­mo­we – wyty­czo­ne alej­ki, gdzie nie ma pra­wa poja­wić się kawa­łek para­wa­no­we­go pali­ka. I nie ma tutaj gada­nia, że pla­ża sze­ro­ka i mogę – nie kur­wa, nie możesz, wypad za linię, bo może się zda­rzyć, że będziesz się Janu­szu topił, a ratow­nik zaplą­cze się w Twój para­wan i nie dobie­gnie na czas. Ale powtó­rzę – to już powin­ny regu­lo­wać sto­sow­ne czyn­ni­ki, nie wła­ści­cie­le parawanów.

 

Cebulizm, taka nasza swojska cecha…

Dla­cze­go też tak wie­le gło­sów kry­tycz­nych wobec naszych roda­ków, któ­rzy (tu już obo­jęt­ne, czy na pla­żach kra­jo­wych czy zagra­ma­nicz­nych) uwa­la­ją się plac­kiem i kar­mią czer­nia­ka cały dzień sma­żąc się w słoń­ca bla­sku i trzy­ma­jąc przez cały czas odpo­wied­ni poziom nawod­nie­nia wyso­ko­pro­cen­to­wy­mi trun­ka­mi? Skąd pogar­da dla kogoś, kto zaraz po przy­jeź­dzie w obce miej­sce nie zakła­da tra­pe­rów, kor­ko­we­go heł­mu tro­pi­kal­ne­go z nie­śmier­tel­ną moski­tie­rą i uzbro­jo­ny jedy­nie w fin­kę nie popier­da­la w sam śro­dek nicze­go, gdzie spać będzie przy­kry­ty śpie­wem pta­ków i księ­ży­ca lśnie­niem, a jeść będzie tyl­ko to, co sobie wygrze­bie z zie­mi, zerwie z krzacz­ka czy wła­sno­ręcz­nie uśmierci?

W czym jeden model jest lep­szy od dru­gie­go? W czym wyle­gu­ją­cy się na dwóch z pół­to­ra tysią­ca dar­mo­wych leża­ków sto­ją­cych w rząd­ku i patrzą­cy na pal­my plaż Bor­neo Kry­stian i Domi­ni­ka są lep­si od Janu­sza i Gra­ży­ny leżą­cych za dwu­set­nym para­wa­nem na pla­ży w Miel­nie? Dla­cze­go Kry­stian rzy­ga­ją­cy po orygi­nal­nym i praw­dzi­wym keba­bie w Duba­ju (inna flo­ra bak­te­ryj­na to nie w kij pier­dział) jest lep­szy od Janu­sza jedzą­ce­go świe­żut­kie­go, dopie­ro co zło­wio­ne­go hali­bu­ta ze sma­żal­ni w Łebie (w Bał­ty­ku o hali­bu­ta cięż­ko, więc zawsze będzie z mro­żon­ki – lepiej wybierz tur­bo­ta)? A czy Domi­ni­ka jest lep­sza od Gra­ży­ny tyl­ko dla­te­go, że ona swo­ją pod­rób­kę toreb­ki Lui Vitą kupi­ła na maro­kań­skim souku, a nie na osie­dlo­wym bazarze?

Dotar­ło do mnie, że od jakie­goś już cza­su leże­nie przy base­nie na leża­ku i zaży­wa­nie świę­te­go spo­ko­ju to opcja, któ­ra po jed­nym, góra dwóch dniach mnie zaczy­na męczyć. Że od jakie­goś już cza­su wolę ten basen i ten leżak prze­pla­tać polką-galop­ką po nie­zna­nych mi oko­li­cach czy wizy­ta­mi w lokal­nych odpo­wied­ni­kach naszych swoj­skich żar­ło­daj­ni korzy­sta­jąc z tego, że mam żołą­dek wyło­żo­ny teflo­nem i żad­na egzo­tycz­na cho­le­ra mi nie­strasz­na. Że cią­gnie mnie do ruin, jaskiń, dziw­nych miejsc czy miejsc pięk­nych, gdzie moż­na poczuć miej­sco­wy kli­mat i z lokal­sem poga­dać, pośmiać się, strze­lić sel­fi­ka czy spró­bo­wać cze­goś dobre­go, cze­go zazwy­czaj tury­ści z koł­kiem w dupie nie mają szans spró­bo­wać. Gdzie nie ma tych prze­wa­la­ją­cych się tłu­mów, jak w Pary­żu na przy­kład. Ale czy to aku­rat powód do tego, żebym miał się z tego powo­du mia­no­wać lep­szym? No bez jaj…

nad Bałtyk

Zapo­mnia­łem para­wa­nu – zaj­mę naj­wię­cej, jak się da!

 

Pomyśl chwilę. To nie boli.

Czy­ta­jąc tytuł tego wpi­su pew­nie przy­szło Ci do gło­wy, że poje­dzie­my sobie wspól­nie po nad­bał­tyc­kich Janu­szach, bo to taki wdzięcz­ny temat do dar­cia łacha czy robie­nia memów. Fakt, temat wdzięcz­ny, bo z wyżyn fri­lan­ser­stwa czy gru­be­go kor­po-haj­su łatwo jest gar­dzić tymi, któ­rzy na taki wyjazd bez 500+ nie mogli­by sobie pozwo­lić. Łatwo jest, będąc we świe­cie bywa­łym, kpić z ludzi, któ­rzy dopie­ro nie­daw­no pierw­szy raz wyściu­bi­li nosy ze swo­ich pipi­dów. Łatwo śmiać się z ludzi, któ­rych kor­po­ra­cję nie roz­piesz­cza­ły wyjaz­da­mi inte­gra­cyj­ny­mi i któ­rzy nie bar­dzo wie­dzą, jak się zacho­wać w miej­scach dla nich nowych. To aku­rat bar­dzo łatwo.

Ale wie­cie, co jest trud­ne? Trud­ne jest przy­zna­nie im pra­wa do tego, żeby tacy byli. Bo mogą, bo chcą, bo nie umie­ją ina­czej, bo to wol­ny kraj i im wol­no. Bo nie każ­dy musi być taki, jak my chce­my, żeby był. Tak po prostu.

 

Dla­te­go nie bądź Janu­szem, któ­ry drze łacha z innych Janu­szy, bo czu­jesz się od nich lepszy.

Tak po prostu.

 

 

Fot: foto­lia, autor: olly


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: [KONKURS książkowy] PigOut „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera” | dizajnuch.pl - blog faceta w pewnym wiekudizajnuch.pl – blog faceta w pewnym wieku()

  • rade­ma­che­ra

    Tak sobie czy­tam w sobot­ni pora­nek komen­ta­rze pod postem i w gło­wie myśli mi się mie­lą. Niby potę­pia­my i śmie­je­my się z janu­szo­stwa, ale przy­znaj­cie się! Kto z nas nigdy w życiu, ale to NIGDY nie oka­zał się Janu­szem? Kto nie rzu­cił ANI JEDNEGO peta, czy inne­go śmie­cia na traw­nik? Kto z nas ma waka­cyj­ną prze­szłość bez zma­zy i nigdy nie nasi­kał do jezio­ra? Albo np. powstrzy­mał się od pale­nia w ogród­ku piw­nym widząc obok dzie­ci wci­na­ją­ce frytki?
    Wszy­scy jeste­śmy cza­sem Januszami…

    • Ja!

      A sor­ki, z tym jezio­rem to nie do końca…

      • rade­ma­che­ra

        Nie stre­suj się. Ja też 🙂 Bura­ki z nas…

  • rade­ma­che­ra

    Jasne. Racja świę­ta jak Jan Paweł. I złe­go oka już nie zawie­szę na Janu­szach ze swo­imi Gra­ży­na­mi jak tyl­ko prze­sta­ną strze­lać peta­mi po pla­ży. I jak zabio­rą ze sobą pusz­ki po piwie tro­skli­wie zapa­ko­wa­ne w uży­tecz­ne sia­tecz­ki z logo por­tu­gal­skiej sieci…
    Dopó­ki Janu­sze się tego nie nauczą, będę łacha drzeć. I żaden owło­sio­ny zbior­nik na piwo nie będzie przy mnie bezpieczny…

  • Taka pol­ska men­tal­ność, że chy­ba w naro­do­wy gen wpi­sa­ne mamy:narzekanie, zawiść i pró­by porów­ny­wa­nia się z innymi…

  • Jadę w przy­szłym tygo­dniu nad Bał­tyk. Co praw­da więk­szość cza­su spę­dzę na See Blog­gers, ale na pla­żę pew­nie któ­re­goś dnia się wybio­rę. Ach, już nie mogę się docze­kać jak spo­tkam jakie­goś Janu­sza ze swo­ją Graż­ką! <3 😀

    • Nie zapo­mnij para­wa­nu – u nas po pro­stu nie­sa­mo­wi­cie wręcz gwiździ 🙂

      • rade­ma­che­ra

        Piź­dzi. Pew­ne rze­czy war­to nazy­wać po imie­niu. Nad morzem PIŹDZI! Łeb ury­wa. Drob­ne z kie­sze­ni wywie­wa. PIŹDZI i basta!

        • Dziec­ko mi ostat­nio powie­dzia­ło, że za dużo brzyd­kich wyra­zów ostat­nio uży­wam, więc sta­ram się powstrzymywać 🙂

          • rade­ma­che­ra

            Dzie­cię cze­pia się nie­słusz­nie. “Piź­dzi” to nie jest brzyd­kie sło­wo! W każ­dym kalen­da­rzu wyraź­nie i duży­mi lite­ra­mi stoi- PIŹDZIERNIK!
            Nazwa pocho­dzi od wia­trów pomorskich…

  • Piotr Fra­nie­czek

    Mie­rzy­my innych swo­ją mia­rą. Trze­ba sobie jed­nak uświa­do­mić, że ta oso­ba któ­rej wła­śnie zacho­wa­nie komen­tu­jesz (obra­biasz dupę), w tej­że ma Two­je zda­nie na swój temat. Temat poru­sza­ny na wie­lu spo­tka­niach, któ­re pamię­tam i pew­nie na wie­lu, o któ­rych zapo­mnia­łem. Wie­le razy się na tym zła­pa­łem, że jestem gdzieś, nie wiem jak się zacho­wać, wie­le rze­czy robi­łem po raz pierw­szy i pew­nie nie­udol­nie. Wie­le razy też nabi­ja­łem się z takich osób, czy­li z same­go sie­bie w koń­co­wym roz­ra­chun­ku. Jak­bym miał się nazwać po ksy­wie, to wybie­ram – Franusz 😀 😛

  • Pingback: PanDa Ramen we Wrocławiu - odrobina Japonii w sercu Wrocławiadizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Kasia Moty­ka Koci­ko­wa Dolina

    Ten wpis wraz z naszy­mi komen­ta­rza­mi powi­nien być opu­bli­ko­wa­ny na szer­szą ska­lę… może wszyst­kie za i prze­ciw dotar­ły­by do zainteresowanych 🙂
    Temat świet­ny do maglo­wa­nia w tą i z powrotem 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • Haha, moż­na na wyko­pa wrzu­cić, będzie używanie 🙂

      • Kasia Moty­ka Koci­ko­wa Dolina

        🙂

  • Jestem wła­śnie nad nie­miec­kim morzem. Jest płat­ne wej­ście na pla­że, ale jest to dobre: każ­dy ma posprzą­ta­ne, są namio­ty dla dzie­ci zamiast para­wa­nów, wóz­ki z tobo­ła­mi na pla­żę czy całe namio­ty niczym na daw­nym Sta­dio­nie Dzie­się­cio­le­cia. I wszy­scy mają innych gdzieś! I to jest piękne!

    • Ano wła­śnie o to cho­dzi – żeby patrzeć na sie­bie, a nie na innych, bo co to kogo obcho­dzi, jak ktoś wypo­czy­wa? Oczy­wi­ście dopó­ki nie robi bar­da­chu i trzo­dy na plaży.

  • Dla mnie esen­cją janu­szow­stwa, umow­nie mówiąc, nad­bał­tyc­kie­go jest uprzy­krza­nie innym wypo­czyn­ku – dar­cie ryja, śmie­ce­nie, pusz­cza­nie muzy­ki z komór­ki tak, że sły­chać jesz­cze za wydma­mi. Mi tam nic do tego, że ktoś woli o 6 rano zagro­dzić sobie para­wa­nem pół pla­ży i przy­pie­kać się potem cały dzień w towa­rzy­stwie pro­cen­tów. Nic nie mam do beb­zo­na nad spe­edo­sa­mi, wąsa, skar­pe­ty w san­da­le, tip­sów i tor­by z bie­dry. Mogą sobie nawet tę tor­bę na dupę nacią­gnąć, byle by mi pozwo­li­li rów­nież odpo­cząć i nie odsta­wiał sałat­ki warzyw­nej z bura­ka i cebuli.

    • No i wła­śnie o to cho­dzi – niech sobie będą jacy są, niech sobie odpo­czy­wa­ją jak chcą, ale niech nie robią wokół sie­bie obo­ry i nie zatru­wa­ją odpo­czyn­ku innym.

  • Ziom, jak dziś poważ­nie u Cie­bie. Cięż­ko się nie zgo­dzić z Two­im punk­tem widze­nia, ale na moje idziesz teraz w dru­gą skraj­ność, czy­li cał­ko­wi­te wybie­la­nie. Na moje to nie idzie zero-jedyn­ko­wo. Moż­na być nie­oby­tym i popeł­niać fuc­ku­py przez niewiedzę/szok kul­tu­ral­no-kul­tu­ro­wy (przy­kła­do­wo za dzie­cia­ka poje­cha­łem na kolo­nie do Holan­dii, tam zabra­li nas do cen­trum han­dlo­we­go, gdzie ja i cała moja gru­pa chy­ba pierw­szy raz w życiu zoba­czy­li­śmy rucho­me scho­dy, no i jak­by to deli­kat­nie powie­dzieć, zaczę­li­śmy odpie­przać wieś, bo ktoś tam wjeż­dżał na sie­dzą­co, ktoś inny uwie­szał się na porę­czach, etc. Uspo­ko­ili­śmy się dopie­ro, kie­dy facet­ka sprze­da­ła nam spe­ech na ogar­nię­cie), z dru­giej stro­ny moż­na być gościem, któ­ry odpier­da­la krzy­we akcje na peł­nej świa­dom­ce. Nie wiem, czy sły­sza­łeś o kole­siu, któ­ry w Chor­wa­cji pró­bo­wał prze­krę­cać restau­ra­cje – zama­wiał, zja­dał 3/4, po czym pod­rzu­cał na talerz roba­la i wyska­ki­wał z ryjem do kel­ne­ra, że on pła­cić za to nie będzie. Spraw­dzi­li moni­to­ring i video poszło świat, oczy­wi­ście z łat­ką, że #typo­wy­Po­lak­na­Wa­ka­cjach. Co się żona i dziec­ko naja­dły (wsty­du), to ich. Dru­ga akcja mia­ła miej­sce w Egip­cie i byłem jej naocz­nym świad­kiem. Otóż na ladzie w hote­lo­wej restau­ra­cji stał koszyk z sosa­mi. Był jeden na całą knaj­pę, więc gene­ral­nie wszy­scy sobie na miej­scu zapo­da­wa­li klek­sa z ket­chu­pu i szli dalej. Wtem jeden gość wziął koszyk do swo­je­go sto­li­ka i prze­trzy­my­wał, co wku­rzy­ło dru­gie­go gościa, bo on tez chciał. Od sło­wa do sło­wa i wywią­za­ła się bój­ka, ale taka, że sto­ły lata­ły, a ludzie wycho­dzi­li. O ket­chup! To aku­rat byli Pola­cy, ale ludzie z innych kra­jów też potra­fią pójść w takie kli­ma­ty. “Janusz” nie doty­czy naro­do­wo­ści, to stan umy­słu. Moje zda­nie jest takie, że póki nie wcho­dzisz niko­mu na gło­wę, póty rób co chcesz i odpo­czy­waj jak lubisz.

    • A nie, pato­li nie wybie­lam, bo ja w środ­ku za bar­dzo jestem porząd­ny i pew­nie dla­te­go mnie przy­ro­da dyma w dupę na każ­dym kro­ku, więc jak widzę gościa zako­pu­ją­ce­go butel­kę w pia­sku, to bym mu pod­szedł i tą butel­ką zaje­bał. Tego od gasze­nia kie­pów w pia­sku, rzu­ca­nia kap­sli czy zako­py­wa­nia pam­per­sów też. Podob­nie bym potrak­to­wał tego typa z Chor­wa­cji, a dru­gie­go liścia bym sprze­dał jego kobie­cie, że na to pozwa­la, choć na samą myśl o pod­nie­sie­niu ręki na kogo­kol­wiek, a na kobie­tę czy dziec­ko szcze­gól­nie, mam telepawkę.

      Mi wła­śnie cho­dzi o takich Janu­szy nie­świa­do­mych – bo już nawią­zu­jąc do moje­go pomy­słu z alej­ka­mi – jak­by taki gostek się w tej ratun­ko­wej alej­ce roz­bił nie­świa­do­mie (bo pierw­szy raz nad morzem, łote­wer) i przy­cho­dzi jakiś porząd­ko­wy, każe mu się prze­nieść, a ten idzie grzecz­nie, bo nie wie­dział – spo­ko, z takich wła­snie bym się nie śmiał, bo to taki koleś z 500+ i jest lek­ko nie­ogar­nię­ty, może śmiesz­ny i pociesz­ny, ale gene­ral­nie wpo­rzo. Ale jak taki pon­ton w kubo­tach zaczął­by z dupy strze­lać, bo mu się nale­ży, to bym mu sprze­dał kil­ka gum na ple­ry, żeby się ogarnął. 

      Bar­dziej więc cho­dzi mi o to, żeby nie wrzu­cać wszyst­kich do jed­ne­go wora, bo jak sam powie­dzia­łeś, taki Janusz może być w sumie nie­szko­dli­wy, bo jest po pro­stu nie­świa­do­my, a nie że ma za dużo genu skur­wy­syń­stwa. Ale weź tu poznaj, któ­ry jest który? 

      Tak mnie naszło, bo jak sobie popa­trzy­łem na te bedu­iń­skie kara­wa­ny z tym całym man­dżu­rem, jak­by wcze­śniej deca­th­lo­na obro­bi­li, to mia­łem takie myśli, że to strasz­li­wy plebs, a ja jestem zaje­bi­sty, bo jeż­dżę sobie po Gre­cjach czy innych sre­cjach na peł­nym wypa­sie, jak pani­sko. I zaje­bi­ście mi się taka myśl nie spodo­ba­ła, bo ja zazwy­czaj nie chcę i nie lubię się czuć lep­szy od innych, bo nie mam żad­nych podstaw. 

      Więc sobie poukła­da­łem w gło­wie, żeby się usta­wić z powro­tem do pionu 🙂

  • Może to tro­chę tak, że my, blo­ge­rzy sie­dzi­my sobie dużo bar­dziej w cyfro­wym świat­ku, niż pozo­sta­ła, ta “nor­mal­niej­sza” cześć spo­łe­czeń­stwa? I przez to czy­ta­my wię­cej click­ba­ito­we­go gów­na, któ­re chcąc nie chcąc tro­chę prze­kła­mu­je rze­czy­wi­stość. Jak popa­trzysz na Insta, to potem za cho­le­rę nie możesz odna­leźć się na pla­ży peł­nej ludzi, para­wa­nów, cel­lu­li­tu i mię­śni piwnych :))
    A pomię­dzy nimi bie­ga wła­śnie ta dzie­ciar­nia, o któ­rej mówisz – taka nor­mal­na, nie­zma­nie­ro­wa­na i nie zepsu­ta kasa swo­ich starych.

  • Wszyst­ki­mi noga­mi i ręca­mi się podpisuję! :)))

  • No pro­szę- Jacek obrońca! 😉
    A tak na serio, wiesz co jest naj­lep­sze, że Ci ludzie mają abso­lut­nie wyje­ba­ne co inni o nich myślą i nie czu­ją obciach- są sobą i już 🙂

    • A bo jakoś tak mi się same­mu ze sobą zro­bi­ło dziw­nie na ten widok. Bo wiesz, pośmiać się to ja zawsze, mogę też drzeć łacha, nie ma spra­wy, ale niech to będzie bez tej wszech­obec­nej pogar­dy i wywyż­sza­nia się. Poza tym ja też nie tak daw­no temu popy­la­łem po Ust­ce z wóz­kiem obła­do­wa­nym sprzę­tem plażowo-turystycznym 🙂

      • Ja lubię szy­dzić ale naj­bar­dziej i naj­czę­ściej robię to z samej sie­bie tak­że znam swo­je miej­sce na zie­mi jbc 🙂

  • Ja chcę znisz­czyć sys­tem i zostać Janu­szem nad Pol­skim morzem na zawsze. Od 2012 roku uda­je mi się to z prze­rwa­mi, ale zmie­rzam do perfekcji 😉
    Jakaś cześć mnie nie tyl­ko nie ma nic prze­ciw­ko, ale wręcz lubi ten cały kicz à la Miel­no, z dys­ko­te­ka­mi, disco-polo, pla­sti­ko­wy­mi del­fi­na­mi, sta­ry­mi keba­ba­mi i pio­sen­ka­mi Krzysz­to­fa Kraw­czy­ka. Koja­rzy mi się to z dzie­ciń­stwem i poważ­nie się zasta­na­wiam czy sobie takie­go tri­pa nie zrobić.
    Są takie pla­że w Pol­szy, gdzie nawet nie ma potrze­by roz­kła­da­nia para­wa­nu. Bro­nią je zastę­py nagich kobiet. Nie­ste­ty, trze­ba znać hasło, aby się tam przedostać :/

    • Pra­gnę i pożą­dam… zdradź mi hasło i namia­ry, pliiiiiiz 🙂

      • @rademachera:disqus @dizajnuch:disqus Mam dobrą i złą wia­do­mość rów­no­cze­śnie 😉 W ostat­niej Poli­ty­ce pisa­li, że 70% natu­ry­stów, to face­ci. No i podob­nie dwie takie pla­że są w Łebie. W Gdań­sku też jest 😉

    • rade­ma­che­ra

      A są takie z nagi­mi facetami?
      Wyka­zu­ję czy­sto nauko­we zainteresowanie.

  • Nie­ste­ty już tacy jeste­śmy, że nabi­ja­my się z tego co inne, bądź ostro to kry­ty­ku­je­my. Tak, wła­śnie po to by poczuć się lep­szym. Albo po to żeby sobie pohe­hesz­ko­wać. Nie­ste­ty wciąż mam wra­że­nie, że Pola­cy są mało otwar­ci na inność. Dużo mówi się o tole­ran­cji, bo to mod­ne sło­wo, tyl­ko nie sto­su­je się go w praktyce.
    Na waka­cjach sto­su­ję luz total­ny jeśli cho­dzi o odzież. Po pla­ży cho­dzi­łam w klap­kach i bia­łych skar­pe­tach, bo zro­bi­ło się zim­no. 😛 Mia­lam wywa­lo­ne na to co powie­dzą inni. Tam gdzie poja­dę, od razu szu­kam bie­dron­ki i w dupie mam co kto powie o moich rekla­mów­kach z biedry.
    Jed­ne­go nie cier­pię. Syfu jaki zosta­wia­ją po sobie pla­żo­wi­cze. Wiesz, że nie raz zda­rzy­ło mi się zbie­rać po kimś śmieci?
    A że piją na waka­cjach? A czy Pola­cy potra­fią się dobrze bawić bez alkoholu? 🙂

    • Ano wła­śnie – dopó­ki ktoś nie zacho­wu­je się wul­gar­nie czy nie­zgod­nie z pra­wem, nie szko­dzi i nie prze­szka­dza innym, to niech nawet leży wysma­ro­wa­ny wiśnio­wą gala­ret­ką i w kubotach 🙂
      A z tym śmie­ce­niem to masz rację, nie jest miło wdep­nąć w kap­sla czy pobi­te szkło.

      Nie wiem. Ja potrafię :))))

  • Bra­wo!!! Nasza Pol­ska men­tal­ność – zawsze szu­ka­my kogoś z kogo może­my się śmiać. Cią­gle oce­nia­my się po wyglą­dzie, muzy­ce i zawsze jed­ni uwa­ża­ją sie za lep­szych, bo ciuch fir­mo­wy, bo para­sol nie para­wan, bo san­da­ły bez skar­pet i rock a nie disco polo. W grun­cie rze­czy wszy­scy jeste­śmy tacy sami i choć­my­śmy się zała­twi­li bry­lan­ta­mi, a inni zło­tem i tak wszy­scy umrzemy 😂

  • Ty dzi­siaj o janu­szo­wa­niu mor­skim, ja o gór­skim. Może we mnie jest mniej zro­zu­mie­nia dla pew­nych spraw, ale sądzę, że jeśli Two­je zacho­wa­nie prze­szka­dza lub robi krzyw­dę innym (ludziom/zwierzętom/naturze), to trze­ba je pięt­no­wać i koniec! Co inne­go cie­pły Har­naś w Brzeź­nie i ryba na tygo­dnio­wym ole­ju – nic mi do tego, niech jedzą i bawią się jak lubią.

    • Dla­te­go pięt­nu­ję śmie­ce­nie czy zasta­wia­nie dro­gi, któ­rą mógł­by biec ewen­tu­al­ny ratow­nik do ewen­tu­al­ne­go topiel­ca. A poza tym? Jak ktoś lubi się wysma­ro­wać jakimś mazi­dłem i zalec w pro­mie­niach UV, to co mi do tego? 🙂
      Zakle­py­wa­nie ciut świt leża­ków i miej­sca na pla­ży tez jest burac­kie, ale to aku­rat kwe­stia kul­tu­ry jako takiej, a nie robie­nia komuś krzyw­dy. Przy­naj­mniej mi żad­na krzyw­da nie przy­cho­dzi do głowy.

  • A wiesz? Ja to nawet tym Janu­szom zazdrosz­czę. Zawsze mi cięż­ko uzbie­rać kasę na dwu­ty­go­dnio­wy wypad nad pol­skie morze. Wia­do­mo, jak­bym tyłek spię­ła i nie była taka leni­wa, pew­nie by się coś tam odło­ży­ło, ale zawsze znaj­dą się inne prio­ry­te­ty. Mówisz, że 500+. Nie­któ­rzy nawet mają inne dar­mo­we dat­ki, a nie wyjeż­dża­ją, bo wolą sobie wódę za to kupić. Wia­do­mo, że jest moda, aby sobie kpić z tych ludzi i tego raczej się teraz nie pozbę­dzie­my. Waż­ne, żeby Janu­sze się nie przej­mo­wa­li i mimo wszyst­ko robi­li swoje 😉

    • I tu masz rację – prze­sta­ję rozu­mieć powo­dy, dla któ­rych my tych ludzi kry­ty­ku­je­my. Albo ina­czej – rozu­miem cały czas, ale już chy­ba sta­ram się tego nie robić. Wolę inne spo­so­by udo­wad­nia­nia sobie, że jestem w czymś lep­szy od innych. Bo zazwy­czaj nie jestem 🙂

      • Otóż to! Ludzie, któ­rzy nie mają nic lep­sze­go do zaofe­ro­wa­nia, kry­ty­ku­ją Janu­sza, żeby poczuć się lepiej 😉 To jest naj­niż­szy poziom z najniższych.

        • Bo tak naj­pro­ściej, a komu się chce w dzi­siej­szych cza­sach wysilać?