Syndrom Paryski, czyli dlaczego Paryż nie zachwyca?

 

Poje­chać z Małą­Żon­ką na roman­tycz­ny wypad do Pary­ża”. Moja lista marzeń i rze­czy do zro­bie­nia zawie­ra taki punkt.

Odwie­dzić z uko­cha­ną kobie­tą moje­go życia mia­sto prze­sy­co­ne wręcz atmos­fe­rą miło­ści na poły namięt­nej, na poły roman­tycz­nej. Mia­sto czu­łych spoj­rzeń w oczy przy lamp­ce dobre­go wina w kli­ma­tycz­nych knajp­kach nad Sekwa­ną. Mia­sto peł­ne malow­ni­czych i tajem­ni­czych zauł­ków, kli­ma­tycz­nych malut­kich knaj­pek z dosko­na­łym jedze­niem, bo prze­cież Paryż jest nie tyl­ko świa­to­wą sto­li­cą sztu­ki, ale też koleb­ką naj­lep­szej kuch­ni świa­ta. Mia­sto, gdzie kró­lu­je moda, a kobie­ty sta­wia­ne są za wzór uro­dy, dobre­go sma­ku i kobie­ce­go sex appe­alu. Mia­sto sły­ną­ce z natchnio­nych arty­stów pozu­ją­cych na klo­szar­dów, bo odda­li się sztu­ce, uszczę­śli­wia­ją nią innych i nie przy­wią­zu­ją uwa­gi do dóbr docze­snych. Mia­sto, gdzie nawet nawet ci klo­szar­dzi noszą beret i pasia­sty sza­lik, a wszyst­ko to dosko­na­le wpi­su­je się w nastrój metro­po­lii tęt­nią­cej deka­den­cją i zmy­sło­wo­ścią.

Czyż to nie jest cudow­ne miej­sce na to, żeby spę­dzić z Uko­cha­ną roman­tycz­ny week­end? W dodat­ku w 17 rocz­ni­cę ślu­bu? No ba!

 

Paryż nie zachwyca

Paryż, Sekwa­na i kłód­ki będą­ce sym­bo­lem miło­ści aż po grób…

Paryż nie zachwyca

Kli­ma­tycz­ne kamie­nicz­ki, roman­tycz­ne zauł­ki, cze­go chcieć wię­cej na week­end z Uko­cha­ną?

Paryż nie zachwyca

Czyż może być coś bar­dziej roman­tycz­ne­go od kola­cji zje­dzo­nej w przy­tul­nej knajp­ce w sto­li­cy Fran­cji?

Paryż nie zachwyca

Cudow­na zbie­ra­ni­na indy­wi­du­ów blu­esu­ją­co-jaz­zu­ją­co-jazgo­czą­ca two­rzy odpo­wied­ni kli­mat…

 

No raczej kurwa nie!

Pew­nie wiesz, kto to taki Woody Allen? No wstyd nie wie­dzieć. Jego “O pół­no­cy w Pary­żu” czy “Wszy­scy mówią: kocham cię” koja­rzysz? Załóż­my, że tak.

A “Ame­lię” z mło­dziut­ką i sło­dziut­ką jak cukie­rek Audrey Tau­tou? A “Moulin Rouge!” z Nico­le Kid­man jesz­cze zanim poko­cha­ła zastrzy­ki z botok­su? A “Zako­cha­ny Paryż” pełen tylu zna­nych nazwisk, że mam za mało miej­sca w tym wpi­sie, żeby wszyst­kie wymie­nić?

Nawet u Disneya jest kil­ka fil­mów ani­mo­wa­nych z Pary­żem w roli co naj­mniej dru­go­pla­no­wej – “Rata­tuj” cho­ciaż­by.

Paryż nie zachwyca

Wąskich uli­czek ci tu dosta­tek.

Wie­cie co łączy te wszyst­kie fil­my? Dokład­nie to, co napi­sa­łem powy­żej – roman­tycz­na miłość, namięt­ne unie­sie­nia, cia­sne zauł­ki z kli­ma­tycz­ny­mi knajp­ka­mi pach­ną­cy­mi świe­żo zmie­lo­ną kawą i pla­ce peł­ne arty­stów w sza­li­kach.

Czy ja byłem w innym mie­ście??

 

Bonjour Paris

Co się na dzień dobry rzu­ca w oczy, to wszech­obec­ny syf. Paryż jest po pro­stu brud­ny – wszę­dzie wala­ją się śmie­ci, odpad­ki wyle­wa­ją się ze śmiet­ni­ków, a opa­ko­wa­nia po żar­ciu i piciu leżą nie tyl­ko w tych roman­tycz­nych wąskich ulicz­kach, ale zaśmie­ca­ją też głów­ne uli­ce, zwłasz­cza te przy atrak­cjach tury­stycz­nych. I tak, mwiem, że to w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści “zasłu­ga” tych wszyst­kich tury­stów, któ­rzy tłum­nie przy­je­cha­li zachwy­cać się sto­li­cą Fran­cji, ale jed­nak nie zmie­nia to fak­tu, że jest brud­no. Lokal­si też dokła­da­ją swo­je i to tak, że o ja pier­do­lę – nie zro­bi­łem zdjęć, ale przy­pad­ków lania na zapar­ko­wa­ne samo­cho­dy czy wale­nia kloc­ka na traw­nik widzia­łem kil­ka. Cen­tral­nie w środ­ku dnia.

Następ­ne, co nie rzu­ca się w oczy, tyl­ko ata­ku­je nos, to smród i smog. Co praw­da do smro­du Bang­ko­ku mu dale­ko i jest taki jak­by bar­dziej euro­pej­ski, ale i tak po pew­nym cza­sie męczy. Te wszyst­kie śmie­ci i odpad­ki bez­za­pa­cho­we nie są. Podob­nie jak ludzie w metrze. I nawet jeśli nie tra­fi Wam się bez­dom­ny na sie­dzon­ku obok, to i tak kok­tajl per­fum, che­mii z pły­nów do płu­ka­nia ubrań czy lakie­rów do wło­sów, jedze­nia, fajek i alko­ho­lu na dłuż­sza metę powo­du­je mdło­ści. Albo ból gło­wy.

Paryż nie zachwyca

Nigdy i nigdzie wcze­śniej nie widzia­łem bez­dom­nych śpią­cych cen­tral­nie na chod­ni­ku przy pra­wie głów­nej uli­cy.
A ten koleś na dole po lewej przy­kry­wa­ją­cy kar­to­na­mi i szma­ta­mi dziec­ko (był koniec paź­dzier­ni­ka) wrył mi się w gło­wę chy­ba do koń­ca życia…

 

Potem pory­wa Cię nie­prze­bra­ny tłum. Wspól­ne to dla wszyst­kich słyn­nych miast na całym świe­cie, bo prze­cież jeśli jakieś jest atrak­cją tury­stycz­ną, to nie ma dziw­ne, że peł­no w nim tury­stów. To samo widzia­łem w Medio­la­nie, Pra­dze czy Bang­ko­ku i zawsze mi to prze­szka­dza. Ponie­waż ozna­cza kilo­me­tro­we kolej­ki, ścisk w metrze i na uli­cy czy choć­by głu­pią nie­moż­ność zro­bie­nia faj­ne­go zdję­cia, bo wyła­pa­nie kadru bez czy­jejś ręki albo gło­wy gra­ni­czy z cudem.

Jeśli spo­dzie­wasz się tam szy­ku, kla­sy i ele­gan­cji, wymu­ska­nych mode­li z pierw­szych stron ilu­stro­wa­nych pism, to się sro­go roz­cza­ru­jesz. Wszę­dzie peł­no jest ludzi ubra­nych dokład­nie tak samo, jak wszę­dzie indziej (choć chy­ba wszy­scy w sza­li­kach), o wszel­kich moż­li­wych kolo­rach skó­ry i wło­sów, ale wszy­scy mają zmę­czo­ne spoj­rze­nie. Jedy­nie tury­ści mie­wa­ją jesz­cze błysk w oku, ale z cza­sem coraz słab­szy.

Paryż nie zachwyca

Wie­ża Eif­fla – nie ma wiel­kich tłu­mów, bo było świę­to. Czu­je­cie? Nie ma wiel­kich tłu­mów…

Paryż nie zachwyca

Idąc sobie do Luw­ru sze­ro­ką alej­ką nie wie­rzy­łem, że “dzi­siaj nie ma tłu­mów, bo świę­to”.
Dopie­ro kie­dy ujrza­łem puste barier­ki kie­ru­ją­ce kolej­ką to uwie­rzy­łem.

 

A na koniec wykań­cza­ją Cię ceny. Jest nie­przy­zwo­icie wręcz dro­go. Bilet bez żad­nych zni­żek na metro albo RER (taka kolej­ka pod­miej­ska) kosz­tu­je 1,80€, pakiet 10 sztuk 14,10€, co na nasze wschod­nio­eu­ro­pej­skie warun­ki jest zdzier­stwem. Dro­gie są też noc­le­gi i jedze­nie, jeśli zale­ży Wam na tym, żeby były w mia­rę porząd­ne.

Nato­miast ceny atrak­cji to już kwe­stia punk­tu widze­nia (np. wjazd na Wie­żę Eif­fla 17€, bilet do Luw­ru 15€), bo tutaj aku­rat moim zda­niem wiel­kiej krzyw­dy nie ma, a w pakie­cie dolicz sobie przy­naj­mniej 45 minut sta­nia w kolej­ce gra­tis, jeśli masz szczę­ście i jest aku­rat mała. Zjeść roman­tycz­nie nad Sekwa­ną możesz tyl­ko na bar­kach-restau­ra­cjach, gdzie obo­wią­zu­je godzin­na rezer­wa­cja, a zestaw dla dzie­ci, czy­li nuget­t­sy z kur­cza­ka i fryt­ki z colą kosz­tu­ją 35€.

Paryż nie zachwyca

Roman­tycz­ne i kli­ma­tycz­ne bar­ki-restau­ra­cje za milio­ny monet…

 

Syndrom Paryski

Wie­cie, co to takie­go? Wiki­pe­dia mówi:

dole­gli­wość wystę­pu­ją­ca u tury­stów, naj­czę­ściej japoń­skich, któ­rzy odwie­dza­jąc Paryż odkry­wa­ją, że mia­sto nie speł­nia ich ocze­ki­wań, a ich wyma­rzo­ny czy zna­ny z mediów obraz Pary­ża róż­ni się w zna­czą­cy spo­sób od rze­czy­wi­sto­ści.

Podob­no kon­trast mię­dzy wyima­gi­no­wa­ną sto­li­cą Fran­cji, jaką zna­ją i pamię­ta­ją z roman­tycz­nych fil­mów czy ilu­stro­wa­nych pism a tym, jak to wyglą­da napraw­dę, budzi w nich tak głę­bo­ką fru­stra­cję, że wywo­łu­je ona wręcz fizycz­ne obja­wy cho­ro­bo­we – dusz­no­ści, zawro­ty gło­wy czy przy­spie­szo­ne bicie ser­ca. Obja­wów u sie­bie nie odno­to­wa­łem, ale cała resz­ta się zga­dza.

Paryż nie zachwyca

Wie­ża Eif­fla robi pio­ru­nu­ją­ce wra­że­nie, ale pod­świe­tlo­na Wie­ża Eif­fla to dozna­nie magicz­ne…

Paryż nie zachwyca

Ide­al­nie syme­trycz­ne nie jest, ale już bli­sko…

 

I żeby nie było – zachwy­ci­łem się Wie­żą Eif­fla, zro­bi­ła na mnie kolo­sal­ne (to bar­dzo dobre sło­wo) wra­że­nie. Doce­ni­łem to, jak bar­dzo pary­skie metro jest spraw­ne i wygod­ne. Nowo­cze­sne kon­struk­cje w La Défen­se nie­sa­mo­wi­cie ura­do­wa­ły moje dizaj­nu­cho­we oko, podob­nie jak Luwr, któ­ry prze­cież nowo­cze­sny nie jest (tyl­ko ja uwa­żam, że ta pira­mi­da szkla­na szpe­ci całość?). Na temat Moulin Rouge się nie wypo­wiem, bo obraz mówi wię­cej, niż tysiąc słów – za to podob­no show wszyst­ko rekom­pen­su­je. Nie wiem, nie byłem.

Paryż nie zachwyca

Ktoś tu posza­lał z wier­tar­ką…

Paryż nie zachwyca

Nowo­cze­sna wer­sja Łuku Trium­fal­ne­go na La Défen­se

Paryż nie zachwyca

Luwr jest pięk­ny…

Paryż jest przereklamowany

…nawet pomi­mo tej szkla­nej pasku­dy.

Paryż nie zachwyca

Moulin Rouge – jakoś z zewnątrz nie wyglą­da na te wszyst­kie bur­le­sko­we beze­ceń­stwa, jakie mają miej­sce wewnątrz, praw­da?

 

Zabyt­ki (tak nazwij­my to umow­nie) rze­czy­wi­ście nie pozo­sta­wia­ją obo­jęt­nym, zachwy­ca­ją czy to roz­ma­chem, czy kunsz­tem, czy arty­zmem, ale gdzie ta roman­tycz­ność i namięt­ność?? Gdzie wśród obsra­nych i oszcza­nych ulic peł­nych śmie­ci ci wszy­scy nie­za­leż­ni arty­ści (czy­taj: nie­ko­mer­cyj­ni, nie sprze­da­ją­cy nachal­nie chiń­skie­go badzie­wia tury­stom) i malow­ni­cze zauł­ki Mont­mar­tre?? Jak doce­nić tę teo­re­tycz­nie dobrą kuch­nię sie­dząc na malut­kim krze­seł­ku przy malut­kim sto­licz­ku na chod­ni­ku o sze­ro­ko­ści pół metra, po któ­rym cią­gle łażą ludzie i trą­ca­ją Cię, kie­dy jesz (na szczę­ście zna­jo­my zapro­wa­dził nas do takiej, gdzie dało się smacz­nie i w mia­rę wygod­nie pojeść – dzię­ki Daniel)?? Jak spę­dzić roman­tycz­ny wie­czór nad Sekwa­ną przy lamp­ce wina, kie­dy nad Sekwa­ną wła­ści­wie nie ma żad­nych knaj­pek (#tru­ein­fo: nad­se­kwań­skie kawia­ren­ki widzia­ne w fil­mach to fake – są roz­kła­da­ne na czas krę­ce­nia fil­mów i potem demon­to­wa­ne, jak to fil­mo­we deko­ra­cje)??

Paryż nie zachwyca

W cen­trum… sam nie wiem cze­go

 

To nie tak, że mnie Paryż nie zachwy­ca, bo nie i już. Po pro­stu Paryż nie zachwy­ca tak, jak obie­cu­je, zanim się go odwie­dzi. Paryż dla mnie to takie jaj­ko Faber­gé – wydmusz­ka pięk­na z zewnątrz i nie­przy­zwo­icie wręcz dro­ga. Może to wła­śnie kwe­stia kasy, któ­rej trze­ba mieć po pro­stu bar­dzo, bar­dzo dużo, żeby móc sobie pozwo­lić na spo­koj­ne i kom­for­to­we podzi­wia­nie jego pięk­na? Bo moż­na sobie pozwo­lić na to, żeby nie widzieć jego brzy­do­ty i pust­ki? A może po pro­stu jadąc tam trze­ba odrzu­cić całe to roman­tycz­nie pier­do­lo­lo i sku­pić się na tym, co Paryż ofe­ru­je bez dośpie­wy­wa­nia sobie cze­goś, cze­go nie ma?

 

Na razie Paryż mam odha­czo­ny i mi to wystar­czy na dłuż­szy czas. Jed­na rzecz mnie mar­twi:

Pora na Nowy Jork??

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Jedziesz nad Bałtyk? Nie bądź Januszem! | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Co trzeba wiedzieć jadąc do Tajlandii? | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: BEFORE I DIE chciałbym...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Jemy na Mieście: MANEKIN w Poznaniu | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Mam podob­ne odczu­cia odno­śnie Lon­dy­nu, też syf, śmier­dzi i tłu­my ludzi. Metro kosz­tu­je 5 fun­tów za jed­ną prze­jażdż­kę, a jed­nal odle­gło­ści są dość spo­re. West­min­ster wia­do­mo robi wra­że­nie, ale otocz­ka jed­nak za bar­dzo przy­tła­cza. 🙂

    • W Lond­ku Zdro­ju nie byłem, ale na pew­no mam w pla­nach. Dzię­ki Tobie nie będę się jakoś szcze­gól­nie nasta­wiał 🙂

  • W świe­tle ostat­nich wyda­rzeń “roman­tycz­ność” i czar Pary­ża pry­sło niczym bań­ka, podob­nie jak marze­nie o cie­płym cro­asn­cie – żegnaj glu­te­nie.

  • Syn­drom pary­ski jest mi obcy, mia­sto mnie zachwy­ci­ło. A o roz­bi­tym na chod­ni­ku klo­ze­cie ujrza­nym pod­czas noc­ne­go spa­ce­ru sta­ram się nie pamię­tać… 😉

  • Ja muszę przy­znać, że we Fran­cji byłam dwa razy – raz jako dziec­ko i raz kil­ka lat temu (Lazu­ro­we Wybrze­że), ale jakoś do Pary­ża spe­cjal­nie mnie nie cią­gnie. No nie powiem, że bym nie chcia­ła, bo to było­by kłam­stwo, ale nie jest też tak, że jest on na mojej liście “do odwie­dze­nia”. Z pew­no­ścią kie­dyś tam zawi­tam, bo to chy­ba jed­nak dla każ­dej oso­by kocha­ją­cej podró­że tzw. ‘must see‘ 🙂

  • Chcia­ła­bym kie­dyś zoba­czyć Paryż, jed­nak pod­cho­dzę do nie­go z rezer­wą. Sza­łu nie ma, choć ponoć raz w życiu war­to tam być.

    • No wiesz jak jest – pew­ne rze­czy przed śmier­cią zoba­czyć trze­ba 😉

  • Piotr Nosal

    Syf fak­tycz­nie wszę­dzie. Ale ogól­nie mam pozy­tyw­ne wspo­mnie­nia z Pary­ża 🙂

    • Ja tak widzę, jak się dru­gi raz zasta­no­wię, że byłem za krót­ko i tyl­ko na pierw­szym wra­że­niu pole­gam. Co praw­da nie da się zro­bić pierw­sze­go wra­że­nia dru­gi raz, ale moż­na je tro­chę przy­kryć dobry­mi wspo­mnie­nia­mi 🙂

  • Pamar Tra­vel

    Życzę Tobie i sobie 😉 aby pew­ne­go dnia Paryż powa­lił nas na kola­na… jak w fil­mach 🙂

  • Wła­śnie ostat­nio czy­ta­łam o tym syfie pary­skim. Nie wiem, dla­cze­go wciąż poka­zu­je się Paryż jako to pięk­ne i roman­tycz­ne mia­sto. Jest tyle miast, któ­re bar­dziej zasłu­gu­ją na to mia­no, a Paryż trzy­ma je w swo­ich szpo­nach.
    Chy­ba war­to sze­rzyć świa­do­mość 🙂

    • To tro­chę jak w kawa­le ze szczu­rem i cho­mi­kiem – inne mia­sta mają gor­szy PijaR 🙂

  • W takim razie ja na roman­tycz­ną podróż we dwo­je wybio­rę się do Wro­cła­wia. 🙂
    I to wca­le nie jest żart. 🙂

    • Bar­dzo dobry wybór. Jeśli będziesz pla­no­wać i poja­wią się pyta­nia, to wal jak w dym 🙂

      • Latem ewen­tu­al­nie. Ale już możesz zacząć szu­kać dla mnie dobre­go keba­ba. 😀

  • W Pary­żu byłem raz przez 10 dni. Nie lubię miast, nie zno­szę tłu­mów, ale raz na jakiś czas daję się prze­ko­nać do zwie­dza­nia jakiejś sto­li­cy. I muszę przy­znać, że Paryż mi się podo­bał, ba poje­chał­bym tam jesz­cze raz. Nie wiem co spra­wi­ło, że sto­li­cę Fran­cji ode­bra­łem tak dobrze? Oczy­wi­ście było kil­ka miejsc z któ­rych ucie­kłem z krzy­kiem: Moulin Rouge czy Pola Eli­zej­skie. Ale resz­ta? Super. Urzekł mnie Mon­tr­mar­tre, d’Orsay czy muzeum Rodi­na (a szcze­gól­nie park). Podo­ba­ła mi się atmos­fe­ra wokół Wie­ży Eif­fe­la w pobli­żu któ­rej na roz­le­głych traw­ni­kach leże­li ludzie na kocach i bez pośpie­chu pili wino ( u nas natych­miast zgar­nę­ła­by ich straż miej­ska). Naj­le­piej czu­łem się na Mara­is – nie­mal cen­trum, a świet­na atmos­fe­ra, mało ludzi i kli­ma­tycz­ne knajp­ki. I ludzie – nie było ich tak dużo. Dla­te­go, że byłem w czerw­cu? W metrze chy­ba nie jecha­łem nigdy w ści­sku, kolej­ki były śred­nie, podo­ba­ło mi się, że w każ­dej chwi­li moż­na było uciec z wiel­ko­miej­skie­go gwa­ru w jakiś pusty zaką­tek. I nie odczu­łem wca­le tej goni­twy, jaką gołym okiem widać w Lon­dy­nie czy War­sza­wie. Paryż żyje na znacz­nym więk­szym luzie. Czy było brud­no? Oczy­wi­ście brud­niej niż w Kopen­ha­dze czy w Miń­sku na Bia­ło­ru­si, ale przy­zwy­cza­jo­ny do pol­skie­go syfu, Paryż spe­cjal­nie mnie nie prze­ra­ził. Bez­dom­ni miesz­ka­ją­cy w kar­to­nach pra­wie wszę­dzie za to zadzi­wi­li.
    Nie wiem czy mój ogląd Pary­ża wyni­ka z nasta­wie­nia (nie nasta­wia­łem się na żaden roman­tyzm) czy po pro­stu z tego, że mia­łem szczę­ście? Nie wiem, ale odnio­słem zupeł­nie inne wra­że­nie 🙂

    • Może cza­su było wię­cej i mogłeś sie po pro­stu powłó­czyć? Zoba­czy­my, co będzie za czas jakiś, bo szy­ku­je mi się nie­co dłuż­sza powtór­ka 🙂

  • no wła­śnie mia­łam spu­en­to­wać- co Ty prze­ży­jesz w Nju Jor­ku zatem? 😛 😀

    • Myślę, że nic strasz­ne­go, bo to IMHO nawet na mili­metr nie jest mia­sto roman­tycz­ne 🙂

  • W Pary­żu bylam daw­no temu z 8–9lat. Slu­zbo­wo dwa dni. Plus byl taki, ze cały jeden moglam prze­zna­czyć na zwie­dza­nia. Odczu­cia mam podob­ne. Zasko­czyl mnie brud i sla­ba zna­jo­mość angiel­skie­go. Zachwy­ci­ły zabyt­ki.

    • Z angiel­skim jest róż­nie, ale mam wra­że­nie, że Pary­ża­nom się nie chce za bar­dzo wysi­lać, bo rozu­mieć rozu­mie­ją, ale czę­sto i tak odpo­wia­da­li po fran­cu­sku. I fakt – archi­tek­tu­ra zachwy­ca, ludzie jakoś nie bar­dzo 🙂

  • Do Pary­ża jesz­cze nie­ste­ty nie dotar­łam, ale zapew­ne kie­dyś tam poja­dę. Jestem cie­ka­wa jakie będą nasze wra­że­nia z Pary­ża. Pew­nie trze­ba się odpo­wied­nio nasta­wić na to mia­sto, aby się zbyt­nio nie roz­cza­ro­wać. Dzię­ki Tobie przy­naj­mniej wiem co mnie cze­ka 🙂

    • Wiesz, na roman­tycz­ne unie­sie­nia się nie nasta­wia­łem, ale i tak mia­sto mnie roz­cza­ro­wa­ło. A wła­ści­wie to, co ludzie z tym mia­stem robią – bo naj­bar­dziej prze­szka­dzał mi brud i smród. Tłu­my też, ale to aku­rat nor­mal­ne dla wszyst­kich miast tury­stycz­nych – moż­na tego nie lubić, ale moż­na i przy­wyk­nąć.

  • Ewa Maj­chrzyk-Hes (Bon­zai)

    Moja zna­jo­ma mia­ła podob­ną przy­go­dę w .. Czę­sto­cho­wie. Ale­je pro­wa­dzą­ce na Jasną Górę wyda­wa­ły jej się takie ślicz­ne i jasne. Słoń­ce cud­nie prze­świe­ca­ło wśród koron rów­niut­ko przy­strzy­żo­nych drze­wek. Poszła jesz­cze sobie zoba­czyć Bek­siń­skie­go w BWA, potem jesz­cze coś i jesz­cze i nie­bacz­nie skrę­ci­ła w ulicz­kę pro­sto­pa­dłą do Alei. Tak, tam kar­to­nów nie było na uli­cy, były w oknach.

    • Każ­de mia­sto ma swo­je ciem­ne zauł­ki, ale faj­nie by było, gdy­by mia­sta nazwij­my je “tury­stycz­ne” swo­je zauł­ki prze­nio­sło gdzieś dalej od szla­ków tury­stycz­nych, nie?

  • Mar­ta Wilk

    Tak czy­tam to co tu piszesz o tym roman­tycz­nym Pary­żu i docho­dzę do wnio­sku, że mój mąż wca­le mnie nie znie­chę­ca bo nie chce kasy wyda­wać ;p Mój B na każ­dą pró­bę wycią­gnię­cia go do Pary­ża mówi: prze­re­kla­mo­wa­ny, obskur­ny, brud­ny, dro­gi… Teraz ma popar­cie w Two­im poście 🙂 Skre­ślam Paryż z listy miejsc do zoba­cze­nia. Wiem, że wró­ci­ła­bym wście­kła 😀 Taka jestem wybred­na, że nie czu­ję się dobrze w takich miej­scach.

  • Ponie­dzia­łek, Świę­ta na wid­no­krę­gu, w nowy tydzień z opty­mi­zmem, nadzie­ja­mi i pie­śnią na ustach. Lecz nie u Cie­bie Karo­lu. Jak narze­ka­łeś, tak narze­kasz. Będzie może ciut ostro i zno­wu się pobok­su­je­my. Bo cho­ciaż faj­ny chłop z Cie­bie, ale wciąż sły­szę czter­dzie­sto­let­nie­go tetry­ka. Karol! Qrwa! Do piczy, obudź się!
    Wszel­kie opi­nie, poglą­dy, wra­że­nia sytu­acji zasta­nych są rze­czą indy­wi­du­al­ną i dowol­ną. Rozu­miem. Nie­mniej, jest to tekst pisa­ny z per­spek­ty­wy oso­by, któ­ra spę­dzi­ła w Pary­żu 3, 4, 5 dni. Śred­nio obiek­tyw­ny. Wybie­rasz się do Pary­ża, któ­ry:
    Po pierw­sze pri­mo) Zatło­czo­ny jest zawsze (w sierp­niu nie­co mniej) i jest to jego cecha od chwi­li powsta­nia
    Po dru­gie pri­mo) Powyż­sze nie jest tajem­ni­cą raczej dla niko­go
    Po trze­cie pri­mo) Ceny ofe­ro­wa­nych atrak­cji są wyso­kie, ale nie wyż­sze niż w innych mia­stach, w podob­ny spo­sób oblę­żo­nych przez najeźdź­cę tury­stycz­ne­go

    Jak napi­sa­łeś, miał to być wypad nazna­czo­ny roman­ty­zmem i miło­snym unie­sie­niem. Z posta­wą wiecz­ne­go mal­kon­ten­ta i oso­by nie­ustan­nie narze­ka­ją­cej, z zało­że­nia nie mógł się powieść.
    Ja bym pró­bo­wał porzu­cić posta­wę rosz­cze­nio­wą i zmie­nić nasta­wie­nie, aby mimo wszyst­ko dostrzec tą peł­ną poło­wę szklan­ki, nie pustą. Co zro­bi­łeś Karo­lu by było po pary­sku i roman­tycz­nie? Czy usia­dłeś z Żoną w par­ku na ław­ce? Wycią­gną­łeś z tor­by kozik, pokro­iłeś ser, bagiet­kę, nala­łeś wina? Tak spo­ży­ty posi­łek sma­ku­je dużo lepiej i na dłu­żej pozo­sta­je w pamię­ci niż reali­za­cja z góry zało­żo­nych pla­nów. Nic o tym nie piszesz.
    Zamiast sku­pić się na atmos­fe­rze pary­skich knaj­pek, gdzie mogli­ście napić się wina, calva­do­su, poczuć jak boha­te­ro­wie książ­ki Rema­rqua, sku­pi­łeś się na bez­dom­nych. Wpraw­dzie nie znam rów­nie zapusz­czo­nych lot­nisk jak oba pary­skie, ale Paryż to wie­lo­mi­lio­no­wa metro­po­lia i niczym szcze­gól­nym się nie wyróż­nia na polu zacho­wa­nia czy­sto­ści. Zapew­niam Cię, w Lon­dy­nie i NY ujrzysz iden­tycz­ne obraz­ki.
    Podą­żasz śle­po za tłu­mem szu­ka­jąc oczy­wi­stych atrak­cji, współ­two­rzysz go (już o tym pisa­łem). Psio­czysz jed­no­cze­śnie, że ist­nie­je. Że nie usłu­chał i nie znik­nął wraz z Two­im przy­by­ciem, bo prze­cież nie powin­no go być w chwi­li kie­dy przy­jeż­dżasz.
    Odrzu­cił­bym rów­nież impe­ra­tyw „muszę”. Gościsz w Pary­żu kil­ka dni, ale upar­cie przesz w naj­więk­szy tłum. Nikt poza samym sobą Ci tego nie naka­zu­je. Bo fot­ki na Insta trze­ba?
    Może lepiej wyrzu­cić prze­wod­nik do kosza i spró­bo­wać odna­leźć swój Paryż. Tym bar­dziej, że to nie jest trud­ne. Paryż kilo­gra­ma­mi roz­dzie­la uro­cze miej­sca, w któ­re tury­sta nie zaglą­da bądź robi to rzad­ko. Tyl­ko trze­ba odro­bi­nę zmie­nić nasta­wie­nie.

    • I jak tu nie wie­rzyć, że czło­wiek czło­wie­ko­wi Wil­kiem? 😉

      Sam nie wiem, czy się punk­to­wać, czy lecieć na żywioł, a wypunk­tu­je się samo, więc chy­ba wybio­rę bram­kę nr 2. Co do cen atrak­cji jako takich pisze wyraź­nie: “Nato­miast ceny atrak­cji to już kwe­stia punk­tu widze­nia (np. wjazd na Wie­żę Eif­fla 17€, bilet do Luw­ru 15€), bo tutaj aku­rat moim zda­niem wiel­kiej krzyw­dy nie ma”. Wiem, wyty­ka­nie tego, że ktoś nie umie czy­tać ze zro­zu­mie­niem jest rów­nie burac­kie, co wyty­ka­nie błę­dów orto­gra­ficz­nych, ale jed­na­ko­woż na tym się całość zasa­dza. Podob­nie jak zało­że­nie, że wszyst­ko co piszę piszę ze śmier­tel­ną powa­gą – emo­tek w tek­stach nie uży­wam, pozwa­lam sobie na takie eks­tra­wa­gan­cje jedy­nie w komen­ta­rzach.

      Po dru­gie, nie mam zie­lo­ne­go poję­cia, skąd u Kole­gi obraz mnie wiecz­nie narze­ka­ją­ce­go. Może to kwe­stia tego nie­zro­zu­mie­nia? I zaufaj mi – szklan­ka u mnie zawsze peł­na albo za chwi­lę się napeł­ni.

      Po trze­cie – wybacz, ale ani dla mnie, ani dla Pani Mat­ki jedze­nie na ław­ce wśród tłu­mów roman­tycz­ne nie jest. Jedze­nie może być owszem, przy­jem­no­ścią wiel­ką, ale roman­tycz­ne nie jest za grosz. No i zno­wu cytu­ję sam sie­bie, co może mało jest ele­ganc­kie, ale chy­ba się nie obej­dzie: “na szczę­ście zna­jo­my zapro­wa­dził nas do takiej (restau­ra­cji – przyp. auto­ra), gdzie dało się smacz­nie i w mia­rę wygod­nie pojeść”. Kole­dze przy ska­no­wa­niu nagłów­ków musia­ło umknąć. Nie pili­śmy też ani wina, ani calva­do­su, bo wybacz, ale fran­cu­skich trun­ków nie cier­pi­my, za to mie­li napraw­dę przy­zwo­ite piwo, któ­re­go spró­bo­wa­li­śmy kil­ku­krot­nie, tak­że w jedy­nej chy­ba knajp­ce nad Sekwa­ną, lek­ko jak­by stu­denc­kiej, gdzie spę­dzi­li­śmy faj­ny wie­czór i spo­rą cześć nocy na plot­ko­wa­niu i pochła­nia­niu pro­cen­tów wraz ze zna­jo­my­mi. Nie piszę o tym, bo cokol­wiek by o blo­gu nie pisać, to jed­nak nie pamięt­ni­czek i nie muszę się całym moim życiem publicz­nie dzie­lić.

      Po czwar­te – tak, podą­żam za tłu­mem, bo chcę pew­ne rze­czy zoba­czyć. I to wca­le nie dla­te­go, jak Kole­ga pró­bu­je mi tu impu­to­wać, żeby się na Insta lan­so­wać, tyl­ko żeby je po pro­stu zoba­czyć. I tak, zali­czam atrak­cje pobież­nie nie wgłę­bia­jąc się, bo nie mia­łem na to cza­su. Może kie­dyś, w przy­szło­ści, kto wie, ale na razie chcia­łem zoba­czyć coś, cze­go nigdy moje oczy nie widzia­ły. I jak­by kole­ga uważ­niej czy­tał, to by zoba­czył, że się pary­ski­mi budow­la­mi zachwy­cam. Tłu­ma­mi nato­miast nie. I tak jest wszę­dzie, czy to Paryż, czy Pra­ga, czy Medio­lan. I ot, para­doks – wca­le to, że jestem czę­ścią tego tłu­mu nie prze­szka­dza mi tego tłu­mu nie cier­pieć.

      Po pią­te – w Pary­żu gości­łem dnia pół­to­ra. Sam przy­znasz, że to za mało cza­su, żeby poszu­kać “swo­je­go Pary­ża”, ale wystar­cza­ją­co dużo, żeby doj­rzeć jego brzy­do­tę.

      No, to by było na tyle i życzę Kole­dze w nowym roku 2017 wszyst­kie­go, co naj­lep­sze 🙂 Serio­se­ro 🙂

      • Dzień Dobry Panie Dzie­ju. Przy­szło nam postrze­lać do sie­bie jesz­cze w sta­rym roku. Jak­że miło.
        Widzę Karo­lu, że odpo­czyn­ku zaży­łeś, sił nabra­łeś i cza­sem dys­po­nu­jesz, nie­odzow­ny­mi atry­bu­ta­mi do wyko­na­nia szar­ży osta­tecz­nej, mają­cej odrzu­cić wro­ga od gra­nic. Przy­znam, puści­łem już daw­no w zapo­mnie­nie mój komen­tarz, bo to i gorącz­ko­we przy­go­to­wa­nia świą­tecz­ne mną zawład­nę­ły, wizy­ta Miko­ła­ja, nostal­gia wyni­ka­ją­ca koń­cem roku, a Ty sal­wę odpa­lasz, jak­by nie­co ponie­wcza­sie. Eh, Karol.

        - „…Wiem, wyty­ka­nie tego, że ktoś nie umie czy­tać ze zro­zu­mie­niem jest rów­nie burac­kie, co wyty­ka­nie błę­dów orto­gra­ficz­nych, ale jed­na­ko­woż na tym się całość zasa­dza…” – Zabij mnie Karol, za cho­le­rę nie wiem o co cho­dzi w tym zda­niu. Że co, że niby czy­tam tekst bez zro­zu­mie­nia jego tre­ści? Dra­ma­tu bym powie­dział nie ma. Wpi­su­ję się w ogrom­ną część spo­łe­czeń­stwa, któ­rej to doty­czy. Chy­ba nawet ponad 60% jego czę­ści. Spo­ro. Bierz to więc pod uwa­gę Karo­lu pro­wa­dząc ze mną pole­mi­kę i kon­stru­uj zda­nia prost­sze w for­mie eli­mi­nu­jąc ozdob­ni­ki. Ja ze swej stro­ny obie­cu­ję, że ze swą ułom­no­ścią będę wal­czył z rów­ną zażar­to­ścią jak Kmi­cic vel. Babi­nicz ze Szwe­dem.

        - „…Po dru­gie, nie mam zie­lo­ne­go poję­cia, skąd u Kole­gi obraz mnie wiecz­nie narze­ka­ją­ce­go. Może to kwe­stia tego nie­zro­zu­mie­nia…” – I zno­wu to nie­zro­zu­mie­nie. Karol, bo zacznę Cię podej­rze­wać o obse­sję. Skąd obraz Karo­la, Kró­la narze­ka­nia? Pro­ste pyta­nie, jesz­cze prost­sza odpo­wiedź. Bo narze­kasz. Narze­kasz wię­cej niż prze­wi­du­je unij­ny pro­mil narze­ka­nia wyra­żo­ny na jed­ne­go czło­wie­ka. Odrzu­co­ny pro­jekt usta­wy zakła­dał wię­zie­nie dla takie­go pozio­mu. Sar­kazm i drwi­na, ulu­bio­na broń tetry­ków, dopeł­nia obra­zu.

        - „…Po trze­cie – wybacz, ale ani dla mnie, ani dla Pani Mat­ki jedze­nie na ław­ce wśród tłu­mów roman­tycz­ne nie jest..” – Karo­lu, owa ław­ka to jedy­nie przy­kład. Przy­kład mają­cy pobu­dzić wyobraź­nię. Znów widzisz tyl­ko tą zatło­czo­ną ław­kę. A ja idę o zakład i był­bym gotów Ci wska­zać wie­le zacisz­nie poło­żo­nych ławek, kil­ka­na­ście uro­czych skwer­ków, na któ­rych tury­sta jest ewe­ne­men­tem. Wystar­czy spoj­rzeć mniej sza­blo­no­wo.
        W dal­szym cią­gu Karo­lu nie rozu­miem zaś obu­rze­nia na tłum, cokol­wiek on zna­czy. To tro­chę, jak­byś w wyści­gu F1 wystar­to­wał Fia­tem 126p i narze­kał, że prze­gra­łeś. Nie chcesz tłu­mów. Nie jedziesz do Pary­ża. Tłum się przed Tobą nie roz­stą­pi. To nie morze Czer­wo­ne, podob­nie jak Ty nie jesteś Moj­że­szem. Chy­ba, że się ukry­wasz.

        - „…na szczę­ście zna­jo­my zapro­wa­dził nas do takiej (restau­ra­cji – przyp. auto­ra), gdzie dało się smacz­nie i w mia­rę wygod­nie pojeść…” – to ura­do­wa­łeś moje ser­ce. Nic gor­sze­go, niż prze­cha­dzać się po Pary­żu głod­nym. Przy­pusz­czam jed­nak, że Paryż to nie Saha­ra i strze­lam w ciem­no, ale funk­cjo­nu­je w nim wię­cej niż jed­na knajp­ka, gdzie da się smacz­nie i w mia­rę wygod­nie zjeść. Bo wygo­da to pod­sta­wa.

        - „…Kole­dze przy ska­no­wa­niu nagłów­ków musia­ło umknąć…” – to aku­rat było mało wyszu­ka­ne. Usa­do­wi­łeś to zda­nie na pogra­ni­czu pro­stac­twa Karo­lu. Udam, że nie zauwa­ży­łem.

        - „…Nie pili­śmy też ani wina, ani calva­do­su, bo wybacz, ale fran­cu­skich trun­ków nie cier­pi­my, za to mie­li napraw­dę przy­zwo­ite piwo, któ­re­go spró­bo­wa­li­śmy kil­ku­krot­nie, tak­że w jedy­nej chy­ba knajp­ce nad Sekwa­ną, lek­ko jak­by stu­denc­kiej, gdzie spę­dzi­li­śmy faj­ny wie­czór i spo­rą cześć nocy na plot­ko­wa­niu i pochła­nia­niu pro­cen­tów wraz ze zna­jo­my­mi. Nie piszę o tym, bo cokol­wiek by o blo­gu nie pisać, to jed­nak nie pamięt­ni­czek i nie muszę się całym moim życiem publicz­nie dzie­lić…” – Rozu­miem, a jak­że Karo­lu, to nie pamięt­nik, ale cie­szy mnie, że jak­by nie było źle w tym Pary­żu, uszczk­ną­łeś nie­co życia towa­rzy­skie­go. A wstręt do fran­cu­skich trun­ków oczy­wi­ście Ci wyba­czam.

        - „…I jak­by kole­ga uważ­niej czy­tał, to by zoba­czył, że się pary­ski­mi budow­la­mi zachwy­cam…” – Karo­lu dostrze­gam. Na kilo­me­try cią­gnie z Two­je­go tek­stu wraż­li­wą duszą este­ty.

        - „…Po pią­te – w Pary­żu gości­łem dnia pół­to­ra. Sam przy­znasz, że to z a mało cza­su, żeby poszu­kać “swo­je­go Pary­ża”, ale wystar­cza­ją­co dużo, żeby doj­rzeć jego brzy­do­tę…” – Karo­lu, sty­ka­my się wła­śnie z mode­lo­wym przy­kła­dem narze­ka­nia i złe­go nasta­wie­nia. Wca­le nie za mało cza­su. Powie­dział­bym, wystar­cza­ją­co na zła­pa­nie przy­czół­ków. Dostrze­głeś brzy­do­tę, bo chcia­łeś ją dostrzec. A cho­dzi o to, nie uży­wa­jąc para­fra­zy ze zna­ne­go fil­mu, by przy wszyst­kich man­ka­men­tach dostrzec pięk­ny cha­rak­ter Pary­ża. Poma­lo­wać go sobie bar­dziej rado­sny­mi bar­wa­mi. Bo Paryż jest pięk­ny i uro­czy. Nie wcho­dzić w buty smer­fo­we­go maru­dy, któ­ry w pierw­szym odru­chu dostrze­ga to co złe.

        Wybacz moją może nie­co obce­so­wą odpo­wiedź, ale czas nagli. Wybie­ra­my się by nóż­ką potu­pać w ryt­mie disco, a tu po miesz­ka­niu hula ban­da upier­dli­wych bacho­rów niczym na dra­gach. Koszu­le muszę wypra­so­wać, cze­go nie cier­pię. Na ulu­bio­nej mary­nar­ce, w któ­rej liczę, że wyglą­dam bosko, i w któ­rej zamie­rza­łem pod­bić par­kiet, pla­ma. Zanio­słem wczo­raj do pral­ni, ale nadziei mi nie robi­li. Za chwi­lę muszę iść spraw­dzić, czy sobie pora­dzi­li. Wcze­śniej za pra­so­wa­nie nie ma co się zabie­rać, bo wia­do­mo jaka koszu­la, jeśli mary­nar­kę inną będę musiał przy­wdziać? I takie kło­po­ty pierw­sze­go świa­ta.
        Karol, uwierz mi na sło­wo. Jam Ci przy­ja­ciel, nie wróg. Wyczu­łem lek­kie wzbu­rze­nie w Two­jej odpo­wie­dzi. Nikt nie lubi być kry­ty­ko­wa­nym. Fakt. Moc­na zadra musia­ła w Tobie sie­dzieć, sko­ro po kil­ku­na­stu dniach nie zapo­mnia­łeś i zdo­by­łeś się na kontrę. Dobrze tyl­ko, jeśli taka odpo­wiedź nie jest nace­cho­wa­na niskich lotów docin­ka­mi.

        Za życze­nia dzię­ku­ję. Ja nato­miast życzę Ci, w zasa­dzie całej Waszej dizaj­ner­skiej fami­lii, by w Nowym Roku 2017 było jak naj­mniej wzbu­rze­nia. By pla­ny same się reali­zo­wa­ły, a marze­nia speł­nia­ły. By za rok o tej samej porze, rok 2017 był wspo­mi­na­ny przez Cie­bie jako rok suk­ce­su. By cele zdo­by­te przy­gnia­ta­ły te, któ­rych osią­gnąć się nie uda­ło.
        Kon­ty­nu­acji naszych słow­nych poty­czek i obu­stron­nie wymie­rza­nych fang, a tak­że miłej atmos­fe­ry i dobrej zaba­wy dzi­siej­sze­go wie­czo­ra i nocy.

  • Choć Paryż chcie­li­by­śmy bar­dzo zoba­czyć, tak nie robi­my z nie­go prio­ry­te­tu wła­śnie ze wzglę­du na takie jego opi­sy. To już nie pierw­szy raz kie­dy sły­szę, że roman­tycz­ny Paryż to jest na fil­mach a w realiach brud i smród 😞 tak czy siak kie­dyś tam Paryż odwie­dzi­my 😊

  • Wia­do­mo jak to jest – peł­no tury­stów i nie­ste­ty wszyst­ko, co się z nimi wią­że (i dobre­go i złe­go).

    PS. Wła­śnie czy­tam o Two­im Duba­ju i cho­ciaż to już dru­gi raz, to zno­wu aż zgłod­nia­łem 🙂

    • Niom jakos ludzie w tych zachod­nich sto­li­cach cza­sa­mi zatra­cja nie­ste­ty pod­sta­wo­we war­to­sci swo­jej egzy­ten­cji takie jak czy­stość – zbyt duzo wygo­dy 😉 Dubaj powia­dasz … takie one off thing chy­ba jak dla mnie… chy­ba, ze prze­jaz­dem w inne kie­run­ki 😉 Ale nigdy nie mowie nigdy! Pozdra­wiam, Daria xxx

  • Mi się wyda­je że nie ma miejsc ide­al­nych, zawsze będą plu­sy i minu­sy każ­de­go, naważ­niej­sze to dobra nasta­wie­nie i cie­sze­nie się cza­sem spę­dzo­nym z bli­ską oso­bą. I przyj­najm­niej już wiesz jak jest tam na praw­dę 🙂

    • Kie­dyś pew­nie poja­dę jesz­cze raz, może na spo­koj­niej i na dłu­żej, może się do Pary­ża prze­ko­nam 🙂

  • Paryż to tyl­ko mia­sto. Mia­łam przy­ja­cie­la w Pary­żu. Opo­wia­dał o śmie­ciach na uli­cach itp. Ale roman­ty­cy i tak poczu­ją magię 😉

    • Bo roman­tyzm jest w kimś, nie gdzieś. Tak mi się wyda­je. Ja się uro­man­tycz­ni­łem z Panią Mat­ką na fran­cu­skim wybrze­żu Atlan­ty­ku, może już nie wystar­czy­ło na sto­li­cę? 🙂

      • Mia­łam podob­ne wra­że­nia – magia jest raczej w nas niż w tym mie­ście 🙂 Na pew­no jest ina­czej, wizu­al­nie ład­niej i spój­niej, przy­naj­mniej jeśli cho­dzi o archi­tek­tu­rę. Co do jedze­nia i cen, tez mia­łam wra­że­nie, że jest tro­che za dro­go – muzea za to – war­te każ­dej ceny!

        • Ano wła­śnie – sama archi­tek­tu­ra, budyn­ki, nazwij­my to atrak­cje, świet­ne. Ale te wszyst­kie tłu­my powo­du­ją, że moc­no tra­ci­my przy­jem­ność z oglą­da­nia. Z dru­giej stro­ny – sami ten tłum two­rzy­my, sami jeste­śmy jego czę­ścią, więc trosz­kę trą­ci hipo­kry­zją narze­ka­nie na nie­go. Ale co ja pora­dzę na to, że mi prze­szka­dza? 🙂

  • Byłam w Pary­żu trzy­krot­nie. Raz prze­jaz­dem pod­czas wymia­ny w liceum – zali­czy­li­śmy wte­dy wszyst­kie obo­wiąz­ko­we atrak­cje w mia­rę spraw­nie i mam z gło­wy. Dru­gi raz na tygo­dnio­wym wyjeź­dzie z kole­żan­ka­mi ze stu­diów – 7 dni, 7 bab i spo­koj­ne zwie­dza­nie mia­sta głów­nie na pie­cho­tę (no, poza Wer­sa­lem i LaDe­fen­ce, gdzie jed­nak doje­cha­ły­śmy kolej­ką); bez przy­mu­su obej­rze­nia wszyst­kie­go, za to z odkry­wa­niem poza­ma­in­stre­amo­wych miejsc. No i ostat­ni raz – poka­zy­wa­łam mia­sto mojej mamie, łącząc zale­ty obu poprzed­nich wyjaz­dów 😉
    Co do bru­du na uli­cach… to nie­ste­ty chy­ba spe­cy­fi­ka więk­szo­ści fran­cu­skich miast. Przy­kro mi potwier­dzać ste­reo­typ, ale byłam w kil­ku mia­stach we Fran­cji, mniej­szych i więk­szych, i wszę­dzie był z tym pro­blem. Tłu­mów też nie lubię, ale co zro­bić? Naj­słyn­niej­sze mia­sto na świe­cie, trud­no ocze­ki­wać, że będzie pusto i nastro­jo­wo jak w roman­tycz­nych fil­mach. Jeśli cho­dzi o kolej­ki do zabyt­ków – war­to zaopa­trzyć się w kar­tę Paris Museum Pass: daje wstęp do 60 obiek­tów w Pary­żu i oko­li­cach na 2, 4 lub 6 dni, pozwa­la omi­nąć kolej­ki (są osob­ne wej­ścia dla osób z kar­tą) i zaosz­czę­dzić tro­chę euro 🙂
    A jedze­nie? Nie wiem, może pomo­gła mi zna­jo­mość języ­ka tubyl­ców, ale cał­kiem spo­koj­niut­ko i bar­dzo przy­zwo­icie jada­łam za oko­ło 10–15 euro za obiad/os. (śnia­da­nia i kola­cje raczej we wła­snym zakre­sie = zakup­ki w spo­żyw­cza­ku i pysz­ne wina za pół­dar­mo ^^).
    Tłu­my i brud na pew­no odbie­ra­ją mia­stu spo­ro uro­ku, ale i tak uwiel­biam Paryż i chęt­nie do nie­go wra­cam. Bio­rę go, jaki jest, bez ocze­ki­wań nie wia­do­mo jak pod­nio­słych, arty­stycz­nych i roman­tycz­nych. Podzi­wiam kon­se­kwent­ną i spój­ną archi­tek­tu­rę naj­zwy­klej­szych kamie­nic i układ urba­ni­stycz­ny (wiel­ka prze­bu­do­wa Pary­ża autor­stwa Haus­sman­na mnie fascy­nu­je… ile trze­ba odwa­gi, żeby zbu­rzyć pół mia­sta i roz­pla­no­wać je na nowo!). Fil­tru­ję tury­stów, sprze­daw­ców wież eif­fla we wszyst­kich roz­mia­rach i kolo­rach, auto­mat z pamiąt­ko­wy­mi mone­ta­mi w przed­sion­ku Notre Dame i skle­pi­ki z tan­de­tą na Mont­mar­tre. I Paryż jest dla mnie impo­nu­ją­cy, fascy­nu­ją­cy i jakiś… mój.

    • I tego Ci powiem szcze­rze zazdrosz­czę. Może mi się odcza­ru­je kie­dyś, w przy­szło­ści. W sumie chciał­bym, bo to prze­cież Paryż 🙂