Gdzie dobrze zjeść w Tajlandii?

 

Bez zbęd­ne­go prze­dłu­ża­nia i nie­po­trzeb­nych spoj­le­rów odpo­wiedź brzmi:

WSZĘDZIE!

Ale jeśli temat tro­chę roz­wi­nąć, to tak nie do koń­ca. Dla­te­go dam Wam kil­ka rad jak się kuli­nar­nie poru­szać po Taj­lan­dii. Abso­lut­nie jakimś wiel­kim eks­per­tem nie jestem, ale sie­dzę tu już dru­gi tydzień i zdą­ży­łem zała­pać regu­ły. Nie zdą­ży­łem tez zała­pać sracz­ki ani zatru­cia pokar­mo­we­go, więc chy­ba jestem wia­ry­god­ny. Albo mam żel­be­to­wy żołą­dek, co też nie jest wykluczone.

Nie znam się total­nie na zróż­ni­co­wa­nej kuch­ni regio­nów mor­skich pozo­sta­ją­cych w kon­tra­punk­cie do suro­wej kuch­ni regio­nów górzy­stych. Ale my o jedze­niu mówi­my, a nie o gastro-pier­do­lo­lo w sty­lu kre­owa­nia sma­kówbesos, praw­da?

 

1. Unikaj ĄĘ restauracji i żarcia hotelowego.

Jedy­ne jedze­nie, jakie zja­dłem w Taj­lan­dii i nie było dobre (tzn. nie było nie­do­bre, ale nie było też dobre – kuma­cie róż­ni­cę?), to były hote­lo­we śnia­da­nia. Restau­ra­cję zali­czy­łem jed­ną, z owo­ca­mi morza i dru­gą przy oka­zji rewii lady-boy­ów (o czym będzie nie­dłu­go). Nie­do­bre to nie było, wręcz prze­ciw­nie, ale za to dro­gie jak cho­le­ra. Pew­nie dla­te­go, że zje­dzo­ne na nor­mal­nych taler­zach, a nie na sty­ro­pia­no­wych tac­kach. Poza tym róż­nic brak. A jeśli tak, to po co prze­pła­cać, jak mawia słyn­na pol­ska rekla­ma? No, chy­ba, że masz par­cie na obru­sy i srebr­ną zasta­wę, wte­dy śmia­ło – poczu­jesz peł­ność żołąd­ka i lek­kość portfela.

tajska kolacja

Restau­ra­cyj­ne jedzon­ko, pięk­nie poda­ne, ale na mie­ście za tyle jadł­bym przez tydzień.

thai restaurant

Obru­sy? Są! Praw­dzi­we tale­rze? Są! Dziu­ra w port­fe­lu jest? JEST!

 

2. Jedz tam, gdzie lokalsi.

Uwierz mi, nie stru­jesz się, nawet jeśli na widok lokal­nej żar­ło­daj­ni inspek­tor sane­pi­du dostał­by skur­czu przed­sion­ków i tiku ner­wo­we­go mał­żo­win usznych. A pojesz za nie­du­że pie­nią­dze i do tego bar­dzo smacz­nie. Gene­ral­nie jeśli za por­cję liczą wię­cej, niż 100 bah­tów (10 bah­tów ≈ 1 PLN), to prze­pła­casz i zmień lokal (chy­ba, ze to jakieś homa­ry albo inne wykwint­ne pasku­dy – to kosz­tu­je nie­ste­ty wszę­dzie). Zresz­tą – w Taj­lan­dii czy zjesz z wóz­ka, z łód­ki, czy w knajp­ce na uli­cy, to zawsze dają jeść dobrze, świe­żo i ostro. A właśnie…

khao san road

Khao San Road w Bang­ko­ku – tutaj za nie­du­że pie­nią­dze się naj­esz, ubie­rzesz i jesz­cze zła­piesz tuk­tu­ka na jakieś laski i ping pong show.

thai food

A z udki to dobre panie? Dobre, dobre!

thai food

Kolo­ro­wy ryż? Kolo­ro­wy maka­ron? Cze­mu nie?

thai food

Sma­żo­na bana­na z łód­ki? A kto boga­te­mu zabroni?

thai food

Co?? Ham­bur­ge­ra??

 

3. Nigdy nie zamawiaj spicy!!

W Taj­lan­dii wszyst­ko jest spi­cy z defi­ni­cji, ale jak sobie eks­tra zaży­czysz, to Ci tak dowa­lą z ostro­ścią, że dzi­siaj przy jedze­niu zja­ra Ci kub­ki sma­ko­we na górze, a jutro na kiblu zja­ra Ci rurę na dole. Teraz już wiem, dla­cze­go w Taj­lan­dii kible urzą­dzo­ne są na spo­sób ame­ry­kań­ski, czy­li masz musz­lę peł­ną wody, do któ­rej sobie rado­śnie plum­kasz to, co wytwo­rzył Twój układ pokar­mo­wy. Bez tego prze­ja­ra­ło­by glazurę.

thai spicy food

Kur­wa, mnie nikt nie ostrzegł…

 

4. Nie przejmuj się, jeśli nie wiesz co zamawiasz.

Tajo­wie zwłasz­cza deko star­si nie bar­dzo kuma­ją w len­głi­dżu, a w kwe­stiach tłu­ma­cze­nia tępe­mu bia­ła­so­wi zawi­ło­ści rodzin­nej recep­tu­ry to już w ogó­le, więc zapo­mnij, że się dowiesz co zjesz. Naj­le­piej pokaż pal­cem. To dzia­ła zawsze. I zawsze jest dobre.

thai food

To z lewej good? Good! To biorę!

thai food

A to tutaj to mien­so? Bierę!!

 

5. Koniecznie spróbuj owoców.

Podob­no tutaj jest inna flo­ra bak­te­ryj­na i nie zale­ca się jeść owo­ców, ale ja to mam głę­bo­ko w dupie, bo są pysz­ne. Do tego jest ich ogrom­ny wybór. Do tego są świe­żut­kie, dopie­ro co obie­ra­ne. Do tego są takie, któ­rych w Pol­sce nie ma albo są pie­ruń­sko dro­gie. Do tego owo­ce to wita­mi­ny i cukry pro­ste, więc nie świ­ruj, tyl­ko wpy­laj. A jak jesz­cze Ci to zmik­su­ją w pysz­ne smo­othie, to mucha nie sia­da. Aha, taki pro­TIP – raczej nie kupuj goto­wych i spa­ko­wa­nych na tac­kach, bo podob­no to są te star­sze z pood­kra­ja­ny­mi zepsu­ty­mi kawał­ka­mi – naj­le­piej wybierz sobie świe­ży i niech Ci obiorą.

thai fruits

Nie przej­muj się, jeśli nie do koń­ca wiesz, co jesz – i tak będzie dobre.

thai fruits

Serio, jeśli roz­po­zna­jesz coś poza bana­na­mi, to jestem pod wrażeniem…

 

6. (nie)koniecznie spróbuj duriana.

Czy jest ktoś, kto nie wie co to jest durian? No dobra, opuść­cie ręce. Durian to taki owoc – bar­dzo w Azji cenio­ny z uwa­gi na smak. Nie było­by w tym nic dziw­ne­go gdy­by nie to, że śmier­dzi on jak pała reni­fe­ra. A nawet pew­nie bar­dziej – ja oso­bi­ście opi­sał­bym jego zapach tak:

Byłem kie­dyś w Mal­bor­ku, gdzie prze­wod­nicz­ka poka­za­ła nam zam­ko­wy kibe­lek – taka nie­du­ża basz­ta z dziu­rą w pod­ło­dze, gdzie wali­ło się kloc­ka, któ­ry następ­nie spa­dał sobie do fosy i pły­nął w świat nieść krzy­żac­ką myśl tech­nicz­no-wodo­cią­go­wą. Ale w zimie fosa zama­rza­ła i te wszyst­kie rycer­skie stol­ce spa­da­jąc na lód two­rzy­ły malow­ni­czą zamar­z­nię­tą pira­mid­kę, któ­ra cze­ka­ła sobie do wio­sen­ne­go słon­ka, żeby się roz­pu­ścić i roz­to­czyć wokół woń roz­pa­du i zepsu­cia. I teraz wyobraź sobie taką gów­nia­ną kul­kę wsa­dzo­ną do takiej fest sta­rej skarpety. 

Tak mniej wię­cej śmier­dzi durian (nic dziw­ne­go, że nie moż­na go prze­wo­zić samo­lo­tem, a nawet win­dą). Ale jak masz katar, to w sma­ku przy­po­mi­na lek­ko skrzy­żo­wa­nie wani­lio­we­go mydła z gala­ret­ką mali­no­wą. Moż­na sobie daro­wać i zamiast tego spró­bo­wać smo­cze­go owo­cu albo świe­żut­kie­go man­go. Tym bar­dziej, że lokal­si liczą duria­na kil­ka razy dro­żej, niż inne owoce.

durian

Durian – nie­sa­mo­wi­te wra­że­nia orga­no­lep­tycz­ne w pakiecie.

 

7. Koniecznie spróbuj owoców morza…

nawet jak wyglą­da­ją jak­by alien zgwał­cił pre­da­to­ra. Nawet jak nie wiesz, co to tak napraw­dę jest. Ani jak to jeść. Na pew­no będzie pysz­ne. I na pew­no się nie strujesz.

thai-sea-food

No nie do koń­ca to wyglą­da jak isto­ta z pla­ne­ty Ziemia…

15302499_2011236252436580_847557588_o

…ale to wca­le nie zna­czy, że nie chcą być kochane.

thai-sea-food-2

Potra­fisz nazwać choć trzy z tych stworzeń?

 

8. Koniecznie spróbuj tajskich słodkości.

Cho­ciaż czę­sto są nie­sa­mo­wi­cie słod­kie. Dziw­ne pącz­ki wyglą­da­ją­ce jak kul­ki, koko­so­we pan­kej­ki wyglą­da­ją­ce jak kul­ki, koko­so­we lody w kul­kach, owo­co­we szej­ki, nale­śni­ki z jaj­kiem i bana­nem, bana­ny sma­żo­ne, ryżo­we cia­stecz­ka – jest tego mnó­stwo, a wszyst­ko pycha. I nie wszyst­ko w kulkach.

thai sweets

Koko­so­we gofry, dziw­ne nale­śni­ki z nadzie­niem bana­no­wo-jajecz­nym i nale­śni­ko­we lody ulu­bio­ne przez moje­go Pana Tymońskiego.

thai coconut icecream

Koko­so­we lody – z orzesz­ka­mi, papa­ją, fio­le­to­wym słod­kim ryżem i czer­wo­ną fasol­ką na słod­ko. Dziw­ne, nie?

thai donuts

Środ­ko­wy i pra­wy – koko­so­we pącz­ko-pan­kej­ki nie­przy­zwo­icie pysz­ne. A po pra­wej zagad­ka – z czym są te pącz­ki? Dla uła­twie­nia dodam, że pola­ne są ket­chu­pem i majo­ne­zem, a posy­pa­ne wodorostami.

thai dry

Prze­pysz­ne suszo­ne i sma­żo­ne owo­ce czy ciasteczka.

 

9. (nie)koniecznie spróbuj robali, skorpionów czy pająków.

Wia­do­mo, że w kuch­ni azja­tyc­kiej żad­ne żyjąt­ko nie może czuć się bez­piecz­ne, ale tak napraw­dę to atrak­cja dla tury­stów, któ­rzy pła­cą sło­no w batach za moż­li­wość wyrzy­ga­nia się po zje­dze­niu skor­pio­na. Albo za zro­bie­nie z nim zdję­cia i wrzu­ce­nie na fej­sa. A potem oczy­wi­ście wyplu­cie, bo o ile sza­rań­cza jesz­cze daje radę, to skor­pion jest nie­do­bry. Pająk kosz­tu­je 500 batów – daro­wa­łem sobie.

Gdzie dobrze zjeść w Tajlandii

Dacie wia­rę, że cwa­niacz­ki za samo zro­bie­nie zdję­cia śpie­wa­ją sobie 10 batów? Pew­nie wię­cej trze­pią na zdję­ciach, niż na samych robalach.

 

10. Uważaj przy jedzeniu mięcha w kawałkach.

Tajo­wie nie zawra­ca­ją sobie gło­wy tak pro­za­icz­ną czyn­no­ścią, jak oddzie­la­nie mię­cha od kości – kro­ją tasa­ka­mi wszyst­ko i wrzu­ca­ją jak leci. Więc jeśli nie chcesz potem dać zaro­bić den­ty­ście na zła­ma­nym zębie, to gryź i żuj z nale­ży­tą uwagą.

thai food

A potem to mię­sko tym tasa­kiem ciach ciach i do miseczki…

 

11. KFC, Burger King czy MCDonald’s to tutaj mega wypas

Serio – jedy­ne żar­cie droż­sze niż w Pol­sce. Ale odpo­wiedz sobie na jed­no, zaje­bi­ście waż­ne pyta­nie – czy przy­je­cha­łeś do Taj­lan­dii jeść w fast­fo­odo­wych sieciówkach??

thai_fastfood

Jak widać po cenach 2 for U za 5,50 PLN to nie jest.

 

To by było tyle z moich rad – nawet jeśli nie pla­nu­je­cie wypra­wy do Taj­lan­dii, to zawsze może­cie popa­trzeć na zdję­cia. A jeśli jed­nak nie­dłu­go się wybie­ra­cie, to zapa­mię­taj­cie sobie, co wujek pora­dził, bo może to Wam ura­to­wać gat­ki, a dale­ko od domu cięż­ko z pra­niem, prawda?


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Życie to same paradoksy i sprzeczności – sami nie wiemy czego chcemydizajnuch.pl - blog faceta w pewnym wieku()

  • Pingback: Jedziesz nad Bałtyk? Nie bądź Januszem! | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Dwa lata blogowania minęło, jak jeden dzień... | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Och Wycho­wa­nie

    Bar­dzo prak­tycz­ne rady, fan­ta­stycz­ne zdjęcia 🙂

  • MrsGrono.com

    Super rady! Będę pamię­tać jeże­li kie­dyś sie wybie­rze­my do Tajlandii 🙂

    • Wydru­kuj, zabierz ze sobą, jak zapo­mnisz, to zawsze będziesz mia­ła papier pod ręką 🙂

  • Bar­dzo cie­ka­we rady, aż nabra­łam sma­ku na Tajlandię 🙂

    • War­to. Nawet jak Cię nie ruszy kraj jako kraj, to kuch­nia na pewno 🙂

  • Intry­gu­ją­ce te lody z fasol­ką. 😉 W sumie wła­śnie mi się taka fasol­ka ugo­to­wa­ła, koko­so­we pro­duk­ty mam, bana­na też, ryż też… 😉

  • Noooo sma­ko­wi­ty wpis. Nie wybie­ram sie w naj­bliż­szym cza­sie, ale zdję­cia jedze­nia z przy­jem­no­ścią oglą­da­łam. Oprocz tego ze skor­pio­na­mi i pajakami. 

  • Naro­bi­łeś sma­ka – czas odkła­dać na wyjazd. 😉

  • Cie­ka­we, czy kie­dyś przy­da­dzą mi się te infor­ma­cje! Zde­cy­do­wa­nie przy­dat­ne wia­do­mo­ści. Zazdrosz­czę takiej podróży 🙂

    • Na pew­no się przy­da­dzą, bo niby dla­cze­go by nie? 🙂
      Loty coraz tań­sze, na miej­scu też nie­dro­go – co ma się nie udać? 🙂

  • Mar­ta Stankiewicz

    tak bar­dzo chcia­la­bym si etam zna­lesc i spró­bo­wac tego wszystkiego!

    • Nie ma rze­czy nie­moż­li­wych – Emi­ra­tes ma teraz pro­mo­cję i w cał­kiem roz­sąd­nych pie­nią­dzach wozi do Bang­ko­ku i z powro­tem. Uda się, trzy­mam kciuki 🙂

  • Naturalnie_Witalni

    Świet­ne pora­dy! Jeśli ktoś się wybie­ra do Taj­lan­dii, powi­nien się z Two­im tek­stem obo­wiąz­ko­wo zapo­znać. Ja w kuch­ni Taj­skiej jestem zako­cha­na. Pad thai jadłam pra­wie codzien­nie. Ze słod­ko­ści pole­cam ryż z man­go (stic­ky rice with man­go) – nie­ziem­ski deser!!! A ze skor­pio­nem się zgodzę.…bardzo mnie roz­cza­ro­wał 😉 Ane­ta K.

    • Oo tak, przy­po­mi­na mi się 🙂 I zaraz też przy­po­mi­na mi się man­go kupio­ne w Tesco, któ­re jadłem ostat­nio i nijak nie przy­po­mi­na­ło tamtego 🙂
      A na pają­ka się skusiłaś?

      • Naturalnie_Witalni

        Po degu­sta­cji nija­kie­go skor­pio­na, mój zapał do pró­bo­wa­nia larw, pają­ków czy świersz­czy zma­lał 😛 Odpu­ści­łam. A co do man­go, fak­tycz­nie nie ma porów­na­nia z tym, co mamy w super­mar­ke­tach. Bole­sny jest też brak malut­kich (baby) bana­nów. Ane­ta K.

  • Jedz tam, gdzie lokal­si – ta zasa­da chy­ba wszę­dzie się sprawdza 🙂

    • To się zga­dza. Ale cze­mu w knaj­pach typo­wo tury­stycz­nych taki tłok zawsze, to ja nie wiem 🙂

      • Tego też racjo­nal­nie nie jestem w sta­nie wytłu­ma­czyć. Pew­nie są “na szla­ku”, łatwiej dostęp­ne, albo zachwa­la­ne w przewodnikach.

        • Albo się boją poka­zać, że nie mają poję­cia co jeść i zama­wia­ją pod obrazki 🙂

  • Kolo­ry tęczy wszę­dzie 😉 Ja wszyst­kie warzyw­ka i owo­ce to chęt­nie bym schru­pa­ła <3

    • Już nie­dłu­go poja­wią się nasze i będzie moż­na sobie pod­jeść 🙂 Bo te egzo­tycz­ne jedzo­ne tam, a spro­wa­dzo­ne tutaj to nie­bo a ziemia.

  • Taj­lan­dia – chcia­ła­bym zoba­czyć ten kraj. Więc dobrze jest wie­dzieć na co uwa­żać jeśli cho­dzi o żar­cie 🙂 Dobry tekst i świet­ne zdjęcia! 🙂

  • Zgo­dzę się z tym, że naj­le­piej jeść tam gdzie lokal­si i pró­bo­wać róż­no­rod­nych potraw :), a w kuch­ni raj­skie jest ich wie­le 🙂 Spi­cy tak­że, cze­mu nie? 🙂 Pozdra­wiam ser­decz­nie 🙂 Aneta

  • Ania in progress

    Extra!!! pamię­tam jak pisa­łeś u mnie na blo­gu, że się wybie­rasz na uro­dzi­ny 🙂 super! widać plan się ziścił, gra­tu­lu­ję i wszyst­kie­go dobre­go z oka­zji okrą­głych urodzin 🙂

  • Iwo­na Siekierska

    Tak się naoglą­da­łam, że chęt­nie bym poje­cha­ła w taką kuli­nar­ną podróż. Zwłasz­cza dla owo­ców i innych pysz­no­ści. Roba­li nie tknę­ła­bym nawet, gdy­by mi dopła­ca­li. P.S. Czy Twój den­ty­sta, o któ­rym ostat­nio pisa­łeś na blo­ga ma coś wspól­ne­go ze zjedzoną/nadgryzioną kością? 😉

    • Z kością nie, z podró­żą tak – w samo­lo­cie do Taj­lan­di ząb pękł mi na mięk­kiej bułecz­ce, sam nie wiem, jak ja to zro­bi­łem. A ponie­waż jadłem cały czas dru­gą stro­ną, to mi się też coś poro­bi­ło i tam, a w efek­cie do robie­nia obie strony :/

  • Przy­da się na pew­no w razie wyciecz­ki do Tajlandii 😉

    • Pole­cam zaglą­dać, może pod­pa­su­ję Ci z czymś jeszcze 🙂

  • Roba­ków bym zde­cy­do­wa­nie nie spró­bo­wa­ła, ale wystrze­ga­nie się jedze­nia hote­lo­we­go i pró­bo­wa­nie spe­cja­łów “z uli­cy” jest dobrym pomy­słem. Ja zawsze idę tam gdzie jest dużo lokal­nej spo­łecz­no­ści, bo oni sami naj­le­piej wie­dzą gdzie dobrze moż­na zjeść.

  • Ostat­nio oglą­da­łam pro­gram o jedze­niu w Taj­lan­di i tak też potwier­dzi­li Two­je słowa.

  • Pingback: Co trzeba wiedzieć jadąc do Tajlandii? | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Ile cza­su byłeś na waka­cjach życia? 🙂

  • Nom, owo­ców to mi naj­bar­dziej bra­ku­je, bo teraz u nas niby bana­ny też są, ale jakieś takie inne 🙂

    PS. Dowo­dy tro­ski i miło­ści z Two­jej stro­ny mnie wzruszyły :)))))))

  • Kry­sia

    Kawał dobrej roboty!

  • Agniesz­ka

    Zupeł­nie inne kli­ma­ty, niż u nas. Faj­na wyciecz­ka, zazdrosz­czę. Lubię pozna­wać nowe miejsca 🙂

    • Mama nadzie­ję, że uda­ło się co nie­co zoba­czyć dzię­ki temu wpisowi 🙂

      • Agniesz­ka

        Zoba­czyć to ja bym chcia­ła w natu­rze. Jak tak Ci pozaz­drosz­czę dłu­żej, to może kie­dyś się zbio­rę i też wyjadę 🙂

  • Jesteś. Pół kró­le­stwa jest Two­je, dru­gie pół sza­now­nej Żony 🙂

    PS. Wpis poczy­tam tak jakoś w week­end pew­nie, chy­ba, że wcześniej.

  • No tak, zima, roda­cy Dale­ki Wschód zaatakowali.
    A pro­pos duria­na. Mówie­nie, że śmier­dzi, to powie­la­nie obie­go­wych opi­nii. Sza­ty kró­la; sko­ro wszy­scy mówią, że śmier­dzi, powiem i ja. Owszem, durian wydzie­la moc­no inten­syw­ną woń, któ­ra dla nie­któ­rych jest zno­śna dla innych może być męczą­ca. Ale cho­dzi głów­nie o tą inten­syw­ność. Jeśli się do tego przy­wyk­nie, sam zapach nie rusza.

    • Bo Bli­ski ostat­nio ofe­ru­je tyl­ko bom­bo­we atrak­cje, a nie każ­dy lubi się aż tak rozerwać.
      Opi­ni obie­go­wych nie zwy­kłem przy­ta­czać, zado­wa­lam się wła­sny­mi. Fakt fak­tem, że duria­ny sprze­da­wa­ne np. przy Khao San albo w nnych miej­scach pod tury­stów chy­ba już się solid­nie prze­wie­trzy­ły, bo led­wie je było czuć. Ale kie­dy w Hua Hin tra­fi­łem na taką budę, gdzie wła­ści­wie byli sami lokal­si i gdzie uczyn­ny Taj otwo­rzył mi świe­że­go duria­na, to od jego smro­du pra­wie zwy­mi­ki­to­wa­łem. A i smak był bar­dziej intensywny.
      A do zapa­chu każ­de­go moż­na przy­wyk­nąć po odpo­wied­nio dłu­gim cza­sie – spy­taj bez­dom­ne­go, czy czu­je, że śmierdzi.

      • I w Taj­lan­dii bywa nie­spo­koj­nie. Wpraw­dzie nie bom­bo­wo, ale rów­nie nie­bez­piecz­nie. Może tyl­ko prze­kaz medial­ny nie docie­ra w takim natę­że­niu do Euro­py. Nie wiem czy Taj­lan­dia znaj­du­je się w wyka­zie pol­skie­go MSZ jako kraj odra­dza­nych celów podró­ży, ale jed­nak… Mniej wię­cej na dwa lata przed śmier­cią kró­la trwa­ły zamie­ra­ją­ce i powra­ca­ją­ce ze zdwo­jo­ną siłą zamiesz­ki o sche­dę. Wyko­rzy­sty­wa­no armię, poli­cję. Były ofia­ry i zamknię­te lot­ni­ska. To nie wyglą­da­ło i nie było prze­py­chan­ka­mi z kibi­ca­mi, tyl­ko regu­lar­ną woj­ną. Wszę­dzie się moż­na nadziać na łupnia.
        A odczu­cia… rzecz subiek­tyw­na. Wciąż sto­ję na stra­ży swo­je­go zda­nia. Durian nie tyle śmier­dzi, ile wydzie­la bar­dzo inten­syw­ną woń. I to bywa męczą­ce dla naszych zmy­słów niż raczej jego nie­przy­jem­ny zapach.
        A bez­dom­ne­go pytać nie muszę. Ludz­ki umysł to cwa­na gapa, mniej wię­cej 30 sekund zaj­mu­je mu akcep­ta­cja zapa­chu oto­cze­nia w jakim prze­by­wa. Już po 30 sekun­dach fetor prze­sta­je być dla nasze­go nosa uciąż­li­wy. Takie mądro­ści drop­sa gdzieś wygrzebałem.
        Co do owo­ców, to nie do koń­ca się z Tobą zgo­dzę, bo ste­ru­jesz ludzi na minę. Widzia­łem wie­lu choj­ra­ków, któ­rzy przy­jeż­dża­li na dwa tygo­dnie i wyda­wa­ło im się, że wie­dzą wszyst­ko o zabi­ja­niu. Nie myli owo­ców, jedli wprost z ulicz­ne­go sten­du obra­ne, nie uży­wa­li butel­ko­wa­nej wody itd. Zawsze wyda­je się, że mnie to nie doty­czy, ale przy­pa­dłość żoład­ko­wa kosi nagle i nawet się nie spo­dzie­wasz i nie zdą­żysz dobiec na sedes z bakelitu.
        Na czer­wo­nym świe­tle tak­że zdo­łasz prze­je­chać i niko­go przy tym nie zabi­jesz. Następ­nym razem się nie uda. Po co zosta­wiać rzecz przy­pad­ko­wi. Jak naj­bar­dziej korzy­stać z dobro­dziejstw natu­ry, ale z głową.
        Mor­skie stwo­rze­nia ze zdję­cia potra­fię nazwać wszyst­kie bez wyjąt­ku. Co wygry­wam? A stend przed któ­rym pozu­jesz gustow­nie, jed­no­znacz­nie suge­ru­je, że jest nasta­wio­ny na wyła­pa­nie tury­sty nie awan­tu­ru­ją­ce­go się.
        Mię­so z kość­mi dla­te­go, ponie­waż dla azja­tów jest to toż­sa­me ze świe­żo­ścią mię­sa. Jest to nawet przed­miot żar­tów, że my, tzw. wester­ni jemy mię­so bez kości.
        Ofer­ta roba­cza­na, jak je nazwa­łeś, na Two­im zdjąt­ku fak­tycz­nie wymie­rzo­na jest raczej w tury­stę. Ale tam gdzie jest bie­da, cho­ciaż nie tyl­ko, jedze­nie ich jest czymś natu­ral­nym. Są boga­te w dużą ilość skład­ni­ków odżywczych.
        Tak czy owak, wypra­wa jak wska­zu­je humor się uda­ła i tyl­ko pogratulować.

        • A widzi kole­ga, w samym Hua Hin, w któ­rym byłem nie tak daw­no temu wybu­chło kil­ka bomb, więc bywa i bom­bo­wo. Ale i tak IMHO bez­piecz­niej niż w Egip­cie czy Tune­zji. Z dru­giej stro­ny wró­ci­łem też nie­daw­no z Pary­ża – czy tam jest bez­piecz­nie, pomi­mo tego, że to prze­cież “cywi­li­zo­wa­na” Euro­pa? Na dobrą spra­wę tak napraw­dę bez­piecz­na to teraz jest chy­ba tyl­ko Antark­ty­da, ale to temat wręcz na osob­ny wpis…
          Widzisz, z tym jedze­niem co popad­nie to przy­znam Ci rację – rulet­ka. Może nie rosyj­ska, bo od sracz­ki się prze­waż­nie nie umie­ra, ale ryzy­ko ist­nie­je. Może ja aku­rat mam żołą­dek z tegoż bake­li­tu, bo mnie żad­na cho­le­ra nie bra­ła gdzie­kol­wiek bym nie żarł (choć wodę piję tyl­ko butel­ko­wa­ną, to już do mycia zębów uży­wam takiej z kra­nu). Ale tak samo nikt z tur­nu­su nie zali­czył dłu­gie­go i namięt­ne­go sie­dze­nia na tro­nie, więc ja zary­zy­ku­ję i powiem, że jak ktoś nie ma bar­dzo wraż­li­we­go żołąd­ka, to raczej nic mu nie grozi.
          W kwe­stii duria­na przy­znam Ci rację rów­nież, niech stra­cę – inten­syw­na woń czy smród, to w moim odczu­ciu jed­no i to samo, bo nawet nad­miar Cha­nel nr 5 może być ode­bra­ny jako smród, czy tez jak wolisz – woń inten­syw­na. Wiem, bo mi aku­rat ten nume­rek śmierdzi.

          Ale w kwe­stii mor­skich stwo­rzo­nek zawo­łam “spraw­dzam”. Nie mam wca­le inten­cji puścić Cię w samych gat­kach, co bar­dziej sam jestem cie­ka­wy. Zwłasz­cza tego alie­na, co to go miły Taj trzy­ma tez powy­żej, ale i ostat­nie­go zdję­cia na dole, po pra­wej, bo choć mówi­li na to “shrimps”, to jed­nak na kre­wet­kę to mi nie wyglą­da, choć­by z racji roz­mia­rów. Jak to jest?

  • Pingback: BEFORE I DIE chciałbym...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Jaaaaaaaa, jaki post! Aż zgłod­nia­łam 🙂 Kie­dyś na pew­no się do Taj­lan­dii wybio­rę, więc post zapi­su­ję na przy­szłość. Dzięki! 🙂

  • W Taj­lan­dii nie byłam ale powyż­sze zasa­dy sto­su­ję podró­żu­jąc wła­ści­wie po każ­dym obcym kra­ju. Jed­nak Taj­lan­dia to moje marze­nie, wła­śnie ze wzglę­du na róż­no­rod­ność kulinarną

    • No jeśli cho­dzi o jedze­nie, to Taj­lan­dia jest zie­mią obiecaną 🙂

  • Pingback: Czego NIE oglądać w Tajlandii? | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Punkt 9 – OMG!!!
    A tak w ogó­le to nie­do­bra pora na czy­ta­nie i oglą­da­nie tego co tu zaser­wo­wa­łeś. W dodat­ku to już dru­gi dzi­siaj taki wpis. Janek ze Stay Fly poczy­nił podob­ny. Chło­pa­ki, coś Wam powiem. Zma­sa­kro­wa­li­ście dzi­siaj wszyst­kie moje zmy­sły, bo uwiel­biam taj­skie jedze­nie, a o Taj­lan­dii marzę od lat i wiem, że kuli­nar­nie tam total­nie przepadnę.

  • Ha ha 😉 Super wpis! Poczy­ta­łam i uśmia­łam się do łez! Naj­lep­sza jest pała reni­fe­ra! 🙂 No i pięk­ne zdję­cia żar­cia na łódkach…aż ślin­ka ciek­nie! Chcę do Taj­lan­dii!! Od dziś lubię dizajnucha!

  • Po Two­im wpi­sie mam wra­ze­nie że oni tam mają wszyst­ko. Dzię­ki za ostrze­że­nie z ostrym jedze­niem bo chy­ba bym nie prze­ży­ła tego… Ale słod­ko­ści i owo­ce kuszą 🙂

  • WOW WOW WOW! Bogac­two kolo­rów i sma­ków! Nie ma to jak jeść wła­śnie tam, gdzie lokel­si (faj­nie to okre­śli­łeś) Mię­cha nie jem, więc śmierć mi nie groź­na 😉 Faj­na podróż, a Taj­lan­dia na mojej liście miejsc do odwie­dze­nia. Pozdra­wiam cie­plut­ko rodzin­kę, Daria x

  • Jedze­nie na uli­cy w Taj­lan­dii jest tanie i pysz­ne:) Pamię­tam, że za rybę pła­ci­łam 5 zł!!!

  • Doro­ta Para

    uwiel­biam Two­je posty.…tak lek­ko się je czyta 🙂

  • Tra­fio­ne! Jedze­nie azja­tyc­kie śni mi się po nocach, co ozna­cza, że czas na powrót! Roba­le zde­cy­do­wa­nie nie były i nie będą moim przy­sma­kiem, a przy opi­sie zapa­chu duria­na pra­wie się popłakałam 🙂

    • Ja się popła­ka­łem jak się nim zacią­gną­łem. Ale dzię­ki temu prze­sta­ło mnie jarać po ostrej sałat­ce z owo­ca­mi morza 🙂

  • Ewa Kamiń­ska

    Chcia­ła­bym żeby kie­dyś te infor­ma­cje przy­da­ły­by się rów­nież mi 😉

    • Na pew­no się przydadzą 🙂
      A wte­dy wpad­niesz tu zno­wu do mnie i powiesz, że było zaje­biasz­czo i nie mia­łaś kło­po­tów z żołąd­kiem, ok? 🙂

  • Suge­stie nr 1 i 3 doty­czą chy­ba wszyst­kich kra­jów dalekowschodnich

  • Z naci­skiem na szczęście

    W Taj­lad­ni nie mia­łam oka­zji byc ale zapo­wia­da sie bar­dzo pysz­nie. Nic nie robić tyl­ko jeść 😀 Na razie moim marze­niem jest Islan­dia ale kto wie co się wydarzy.
    Pozdrawiam

    • Tam też dają dobrze pojeść? 🙂

      • Z naci­skiem na szczęście

        Tego to nie wiem. Naj­le­piej prze­ko­nac się na wła­snej skórze. 🙂

        • To koniecz­nie opisz u siebie 🙂

          • Z naci­skiem na szczęście

            Jeśli się uda na pew­no taki post się pojawi. 🙂

  • To zdję­cie z cen­ni­kiem za Pad­Tha­ia, to na Khao San? Jestem na 99%, że jadłem na tym stra­ga­nie. Niby wszyst­kie wygla­da­ją tak samo, ale ten szyld i cen­nik dziw­nie znajome.

    • Tak, to Khao San. Ja w ogó­le mam wra­że­nie, że ten był lep­szy niż ten w Hua Hin, ale co było lep­sze nie wiem. To bar­dzo ulot­ne wrażenie.
      A nale­śni­ki z bana­nem zmie­sza­nym z jaj­kiem? Kom­po­zy­cje kar­ko­łom­ne, ale zawsze pyszne.

  • Aż ślin­ka ciek­nie na sam widok. Jestem cie­ka­wa co naj­bar­dziej Ci sma­ko­wa­ło? Jest coś, co marzy Ci się spró­bo­wać jesz­cze raz?

    • Koko­so­we kul­ko-pan­kej­ki chy­ba. I zupa z mle­kiem koko­so­wym. I owoce 🙂

  • popro­szę dużą por­cję lodów koko­so­wych! naj­le­piej zaser­wo­wa­nych z łód­ki 😉 wszyst­ko wyglą­da egzo­tycz­nie i smacznie.
    Faso­la na słod­ko jest świet­na, ja ją lubię jako doda­tek do brownie

  • Zga­dzam się cał­ko­wi­cie! Przed wyjaz­dem byłam prze­ra­żo­na pora­da­mi – jedz na uli­cy, gdzie warun­ki wyglą­da­ją śred­nio, ale nie zawio­dłam się. A jedze­nie mają przepyszne… 🙂

    • Kwe­stia prze­ła­nia euro­pej­skich ste­reo­ty­pów i wszyst­ko wte­dy wyglą­da inaczej 🙂

  • Ale Ci zazdrosz­czę! Wspa­nia­ły wpis, jeden z naj­lep­szych jakie w życiu czy­ta­łem. Każ­da jego liter­ka, każ­dy wyraz, każ­de zda­nie, każ­dy aka­pit wywo­łu­je we mnie nie­opa­no­wa­ne pra­gnie­nie rzu­ce­nia wszyst­kie­go i prze­pusz­cze­nia całe­go mająt­ku na wizy­tę w Taj­lan­dii! Oso­bi­ście nie doświad­czy­łem nigdy swo­bo­dy poru­sza­nia się po lokal­nych kuch­niach. Nie­ste­ty tam gdzie byłem ceny sku­tecz­nie mnie odstra­sza­ły. Poza kacz­ką po kan­toń­sku w Lon­dy­nie i fiszand­czip­sem na połu­dniu Anglii 🙂 Dzię­ki za tą wspa­nia­łą wyciecz­kę po zaka­mar­kach taj­skiej kuch­ni. A może jakiś prze­pi­sik uda Ci się zdo­być? Na pamiąt­kę dla blo­go­we­go kolegi? 😀

    • Ślicz­nie dziękuję 🙂
      Podej­rze­wam, że kosz­to­wo było­by podob­nie, jak w Lon­dy­nie, kwe­stia prze­lo­tu – hote­le tu są tanie, pokój dwu­oso­bo­wy w 3* ze śnia­da­niem to 500–800 batów (tak do max 100zł), podej­rze­wam, że hoste­le jesz­cze tań­sze. Żar­cie to już w ogó­le tanio­cha. Naj­wię­cej kasy idzie na bile­ty i pamiątki 🙂
      A po prze­pis zaj­rzyj do Pigo­uta – gdzieś u sie­bie roz­k­mi­nił pata­ta­ja. Mam parę fil­mi­ków – wrzu­cę w domu na swoj kanał yt 🙂

  • Świet­ny wpis! Oso­bi­ście od jakie­goś cza­su coraz poważ­niej myślę o podró­ży do Taj­lan­dii, więc jeśli do tego doj­dzie – na pew­no powró­cę do tej tre­ści :). A poka­zy­wa­nie pal­ca­mi zde­cy­do­wa­nie naj­le­piej się spraw­dza… w zasa­dzie to chy­ba wszędzie.

  • To ja sobie popa­trzę na zdję­cia póki co 🙂 jak to moż­li­we, że żar­cie robio­ne w total­nie innych warun­kach niż pol­skie, a do tego urą­ga­ją­cych higie­nie, nie powo­du­je roz­stro­ju żołąd­ka? Moja przy­ja­ciół­ka też żar­ła taj­ski stre­et food i nic jej nie było. Dla mnie to fascynujące :))

    • Nie mam zie­lo­ne­go poję­cia, ale wszyst­ko jest pysz­ne i nie gania do kibla. Może to kwe­stia tego, że robio­ne jest na bie­żą­co i ze świe­żut­kich składników? 🙂

  • Jacek, ja myśla­łąm że już wró­ci­łeś! Spodo­ba­ło Ci się i nie wracasz?? 😉
    ps.Nie ma pro­ble­mu z netem tam?

    • Spodo­ba­ło mi się, ale chy­ba nie chciał­bym tu miesz­kać na sta­łe. A poza tym wysła­li­by za mną listy gończe 🙂
      Nigdzie nie ma free wifi, wszę­dzie hasła, ale netu­ję tyl­ko w hotelu.

      • Listom byś uciekł, pyta­nie czy wkurw..małżonce któ­rej byś wszyst­ko na gło­wie zostawił 😀
        ps.A ile jesz­cze fczasujesz?

        • Coś Ty, nie wytrzymałbym 🙂
          Jutro wra­cam, jesz­cze tyl­ko 23 godzi­ny lotu i home, swe­et home 🙂

  • Uwiel­biam ostre przy­pra­wy i zawsze mnie cie­ka­wi­ło, jaką była­by moja gra­ni­ca ostro­ści w Taj­lan­dii. Cho­ciaż, bio­rąc pod uwa­gę, że zjem coś, co brzyd­ko wyglą­da, tyl­ko pod warun­kiem, że sama to przy­go­to­wa­łam albo jest to gro­chów­ka woj­sko­wa, to jest duża szan­sa, że się nie przekonam. 

    • Możesz zjeść coś ostre­go, co ład­nie wygląda 🙂
      Dla mnie “not spi­cy” już było ostre wystar­cza­ją­co, tzn. pod­kre­śla­ło smak, ale nie jara­ło. “Low spi­cy” już jara­ło rurę, ale jesz­cze dało się wytrzy­mać. Kole­ga po “spi­cy” płakał 🙂

  • Super zesta­wie­nie! Jestem zachwy­co­na! Zapy­tam z cie­ka­wo­ści w jaki spo­sób je się tego stwo­ra w kształ­cie Soko­ła Milenium? 😀

    • Je się tyl­ko jego ikrę, przy­naj­mniej tak zro­zu­mia­łem, bo sam nie jadłem 🙂

      • To jedzon­ko ze zdjęć wyglą­da obłęd­nie. Lubię ostre jedzon­ko, ale chy­ba nie sku­si­ła­bym się na dodat­ko­wą por­cję „spi­cy” żeby nie spa­lić ukła­du pokarmowego 😀

  • Wow,zajebiste zesta­wie­nie no może poza roba­ka­mi 😱bedzie wię­cej wpi­sów z Taj­lan­dii? Ach to pew­nie waka­cje życia? Mój kie­ru­nek jak dzie­ci podrosna 😀

  • Pora­dy 40latki

    Zdję­cia są po pro­stu mega, nie­sa­mo­wi­cie przy­bli­ża­ją i zachę­ca­ją do wypra­wy. Taj­lan­dia nigdy nie była na mojej liście, gdyż panicz­nie boje się wszel­kiej maści robac­twa. Ale to co widzę na zdję­ciach wyglą­da tak zachę­ca­ją­co, że kto wie, może jednak…

    • Robac­twa w sen­sie kara­lu­chów i ich kole­gów? W hote­lach jest czy­sto i nie zauwa­ży­łem ich jakoś szcze­gól­nie dużo, a na uli­cach owszem – syf jest, ale nie przy­glą­da­łem się 🙂
      Jak Cię nie ponie­sie do dżun­gli, to nie ma się cze­go bać 🙂

      • Pora­dy 40latki

        Jakoś szcze­gól­nie dużo…”, to brzmi przerażająco 😉

  • Faj­ny, przy­dat­ny wpis. Zawsze jak gdzieś wyjeż­dżam to mam pro­blem gdzue zjeść by dobrze zjeść i się nie otruć 😀

  • Fan­ta­stycz­ne zdję­cia… wypra­wa nie­za­po­mnia­na z pew­no­ścią! No marzy się wypra­wa do Fran­cji i zwie­dza­nie ich cukierni 😂

    • Z Pary­że­wa zale­gła rela­cja nie­dłu­go, ale nie o jedze­niu tym razem 🙂

  • Zdję­cia świet­nie odda­ją taj­ski kli­mat. My rów­nież jedli­śmy na sto­iskach ulicz­nych i bar­dzo nam sma­ko­wa­ło. Potwier­dzam, że warun­ki zapew­ne prze­ra­zi­ły­by inspek­to­rów sane­pi­du, ale my się tym zbyt­nio nie przej­mo­wa­li­śmy. Nie cier­pie­li­śmy na żad­ne dole­gli­wo­ści żołąd­ko­we itp. Owo­ców i świe­żo zro­bio­nych soków tak­że sobie nie odma­wia­li­śmy. Były prze­pysz­ne! A jedze­nie w Taj­lan­dii w KFC czy Bur­ger Kin­gu uwa­żam za cięż­kie przewinienie 😉

    • Mia­łem ocho­tę zgrze­szyć, ale ceny mnie odstra­szy­ły, bo za jed­ne­go ham­bur­ge­ra mam gril­lo­wa­ne lan­gu­styn­ki i to dwa razy 🙂

  • Owo­com morza mówię sta­now­cze nie. I roba­lom takoż. Nawet tym mar­twym, na tale­rzu. Cała resz­ta – z przy­jem­no­ścią (o ile nie trze­ba za to dopła­cać :P). No i w egzo­tycz­nych miej­scach podob­no zło­tą zasa­dą jest jeść tam i w taki spo­sób jak tubyl­cy. Jak odkła­da­ją na brzeg tale­rza tę uro­czą paprycz­kę, nie upie­raj się, żeby ją zjeść. Na stó­wę mają ku temu jakiś powód 😉

    • Noo, tyl­ko nie zawsze sku­bań­cy odkła­da­ją 🙂 Ale zagry­złem owo­ca­mi i jakoś przeżyłem 🙂

  • Podej­rze­wam, że ich poziom łagod­ny to jest moja gra­ni­ca wytrzy­ma­ło­ści 😀 Acz­kol­wiek chęt­nie bym spró­bo­wa­ła, mimo wszyst­ko war­to pozna­wać nowe smaki.

    • Dla nie­za­pra­wio­nych w bojach Euro­pej­czy­ków to taki bez­piecz­ny poziom 🙂

  • Mam nadzie­ję, że kie­dyś mi się te rady przy­da­dzą. Nara­zie nie­ste­ty nie mam w pla­nach żad­nej wycieczki. 

    • Zawsze masz tu miej­sce, gdzie możesz w przy­szło­ści zaj­rzeć po porady 🙂