Konsultacje

 

Wie­cie, jak się ma tych parę­dzie­siąt lat, to i zna­jo­mych się róż­nych zbie­ra­ło po dro­dze, bo to wia­do­mo – szko­ła jed­na, dru­gą, trze­cia, dru­ży­na har­cer­ska, koło gospo­dyń wiej­skich, kurs pierw­szej pomo­cy i oddy­cha­nia usta-usta, klub miło­śni­ków ska­ka­nia przez ogni­sko czy szpi­tal­ny oddział ratun­ko­wy ratu­ją­cy w szpi­ta­lu od opa­rzeń.

Z jed­ny­mi to się tak czło­wiek zna na zasa­dzie, a cze­kaj, cze­kaj, to ten co to wte­dy tego, nie? Niby wiesz, że gdzieś w swo­im życiu się spo­tka­li­ście, ale rów­nie dobrze mógł­by to być ojciec inne­go dziec­ka ze żłob­ka, albo pani z dzie­ka­na­tu. Albo jed­no i dru­gie jed­no­cze­śnie, nie ogra­ni­czaj­my się i nie zamy­kaj­my na nowe opcje dostęp­ne nowo­cze­snej medy­cy­nie, a to wyczu­jesz w dzi­siej­szych cza­sach?

Z inny­mi umę­czon do gra­nic pojem­no­ści butel­ki czło­wiek wra­cał bla­dym świ­tem do aka­de­mi­ka nie wie­dzieć jakim cudem posu­wa­jąc się do przo­du, bo każ­dy z pod­trzy­mu­ją­cej się trój­ki led­wo stał na nogach, ale widać co sześć nóg to nie dwie i jakoś dzię­ki temu cały układ dzia­ła anty­gra­wi­ta­cyj­nie jed­no­cze­śnie nie myląc tra­sy na azy­mut, bo wia­do­mo, że każ­de zwie­rzę, nawet naj­bar­dziej upodlo­ne, wra­ca do swe­go leża, choć­by wcze­śniej zro­bi­ło trzy pętle w noc­nym, aż w koń­cu motor­ni­czy scho­dząc ze zmia­ny kazał wypier­da­lać, bo tram­waj to nie noc­le­gow­nia dla pija­ków na pętli na dru­gim koń­cu mia­sta i poło­wę dro­gi prze­je­cha­ło się wóz­kiem z Tesco czy inne­go Gean­ta, zna­le­zio­nym gdzieś po dro­dze, nie wie­dzieć jakim cudem miesz­czą­cym aż trzech face­tów, a nikt nie chciał się przy­znać, że był fra­je­rem i pchał pozo­sta­łych. Kto nigdy nie jechał wóz­kiem z Tesco niech pierw­szy rzu­ci kamie­niem. Ten z Aucha­na też się liczy, tyl­ko z Bie­lan do aka­de­mi­ków jak­by dalej i sza­cun.

A z jesz­cze inny­mi toczy­ło się do bia­łe­go rana filo­zo­ficz­ne dys­pu­ty (nie­ko­niecz­nie na trzeź­wo, nie prze­sa­dzaj­my) o wyż­szo­ści algo­ryt­mów aprok­sy­ma­cyj­nych nad heu­ry­stycz­nym i jak się to ma do pro­ble­mu pokry­cia wierz­choł­ko­we­go. Co praw­da potem, w cią­gu dnia, kie­dy czło­wiek wytrzeź­wiał i o takiej nocy na faj­ce pod wydzia­łem wspo­mi­nał z podzi­wem nad wpły­wem alko­ho­lu na dzia­ła­nie pół­kul mózgo­wych gene­ru­ją­cych nie­ist­nie­ją­ce pro­ble­my wagi co naj­mniej super­cięż­kiej, to się tak jakoś usta­wiał w kółecz­ku, żeby noc­ny dys­ku­tant broń Bodziu nie pod­szedł, bo on w świe­tle dzien­nym i na trzeź­wo nawi­jał tak samo i tak samo super­cięż­ko.

Też macie takich, praw­da?

Raz na jakiś czas się zda­rza, że spo­ty­ka­cie takie­go zna­jo­me­go po latach i wte­dy w zależ­no­ści od powyż­szej kla­sy­fi­ka­cji koń­czy­cie na ner­wo­wym uśmie­chu zakło­po­ta­nia (kto to kur­wa jest?? mor­da zna­jo­ma, ale WTF???), ner­wo­wym uśmie­chu ze stra­chu przed żoną (ja pier­do­lę, od jutra nie piję, a na pew­no nie mie­szam piwa z whi­sky i nie popi­jam ⇒tequ­ilą, kocha­nie obie­cu­ję!!), albo na uśmie­chu poli­to­wa­nia (20 lat minę­ło, a koleś dalej filo­zo­fu­je o algo­ryt­mach, zamiast pójść i coś zali­czyć, póki jesz­cze mu sta­je. Zdro­wia zna­czy).

I nie­ste­ty nie­daw­no los mnie zetknął z takim jed­nym ziom­kiem z trze­ciej gru­py, z któ­rym napraw­dę kie­dyś potra­fi­li­śmy do rana sie­dzieć nad pro­jek­tem na zali­cze­nie i zasta­na­wiać się, co z tymi algo­ryt­ma­mi, dłu­biąc jed­no­cze­śnie w kodzie pro­gra­mu, bo nam nie­ko­niecz­nie wycho­dzi­ło to, co powin­no. Jeśli do stu­diów mie­li­ście sto­su­nek tak prze­ry­wa­ny, jak ja, to zapa­mię­taj­cie dobrą radę i przy dziw­nych pro­jek­tach wyko­ny­wa­nych gru­po­wo dopi­suj­cie się do kogoś, kto mądrzej­szy jest w tema­cie, niż Wy. Duma do kie­sze­ni, zali­cze­nie w indek­sie nie bie­rze jeń­ców.

Tyle, że od tam­tej pory ja już się nie zasta­na­wiam nad rze­cza­mi zupeł­nie mi nie­po­trzeb­ny­mi, a on dla odmia­ny został jakimś dok­to­rem docen­tem od zarzą­dza­nia pięt­na­ście razy poha­bi­li­to­wa­nym. Los nie­przy­chyl­ny spra­wił, że aku­rat mogli­śmy przy­siąść na drin­ku na czas dłuż­szy i poga­dać o życiu. Kie­dy już powspo­mi­na­li­śmy kto z kim się naje­bał, kie­dy i gdzie, jak było na obro­nie, ile mamy żon i dzie­ci (oka­za­ło się, że ja mam mniej dzie­ci, niż on miał żon) oraz jak się poto­czy­ło nasze życie pod kątem ścież­ki karie­ry, to zaczę­li­śmy narze­kać, jak to Pola­cy. On na kobie­ty, ja na pra­cę. I wte­dy jeba­niut­ki stwier­dził, że da mi dużo dobrych rad, bo on szpec jest, a w koń­cu tyle już firm zre­struk­tu­ry­zo­wał, że jed­na wię­cej nie robi mu spe­cjal­nie róż­ni­cy i odpa­li mi swo­je bar­dzo dro­gie kon­sul­ta­cje za dar­mo. Jakoś nie doga­da­li­śmy, czy w zamian ja mu mia­łem udzie­lić kon­sul­ta­cji w tema­cie związ­ków.

 

- A dla­cze­go Ty mój dro­gi nie zatrud­niasz han­dlow­ców?
- Po co?
- Żebyś miał wię­cej klien­tów.
- A kto ma tych klien­tów obsłu­żyć pod kątem pro­jek­tów, sko­ro nie wyra­bia­my na zakrę­tach już teraz?
- To zatrud­nij pro­jek­tan­tów.
- Po pierw­sze dobrzy pro­jek­tan­ci, a innych nie ma nawet sen­su zatrud­niać, są dro­dzy, co spo­wo­du­je, że zosta­nie mi dużo mniej, niż teraz, a kło­po­tów wię­cej (tutaj opo­wie­dzia­łem mu ⇒opo­wieść o pro­jek­tant­ce, któ­ra moc­no nas wydy­ma­ła) , po dru­gie nie szu­ka­ją pra­cy, bo pra­cu­ją na wła­sny gar­nu­szek, po trze­cie pro­duk­cja już nie wyra­bia na zakrę­tach, żeby obro­bić zle­ce­nia gene­ro­wa­ne przez nas.
- To zatrud­nij ludzi na pro­duk­cję.
- Po pierw­sze dobrzy sto­la­rze meblo­wi, a innych nie ma nawet sen­su zatrud­niać (tutaj opo­wie­dzia­łem mu ⇒opo­wieść o dziw­nym Maciu­siu nad­uży­wa­ją­cym sub­stan­cji), są dro­dzy, co spo­wo­du­je, że zosta­nie mi dużo mniej, , a kło­po­tów wię­cej, po dru­gie nie szu­ka­ją pra­cy, bo pra­cu­ją na wła­sny gar­nu­szek, po trze­cie gdzie ja ich wszyst­kich pomiesz­czę?
- To kup albo wynaj­mij więk­sza halę i wstaw maszy­ny, któ­re zauto­ma­ty­zu­ją pro­duk­cję.
- Ty, te fir­my, co to je niby ana­li­zu­jesz to mają wuj­ka szej­ka z Duba­ju czy wygra­ły w Euro Jack­pot, że mają tyle kasy na cią­głe kupo­wa­nie i zatrud­nia­nie?
- A nie wiem, od ana­li­zy finan­so­wa­nia inwe­sty­cji to już ktoś inny zawsze był…

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

Close