Czy wypada przewijać dziecko w restauracji?

 

SPOJLER: Pewnie, że wypada!

Wypada przewijać dziecko w restauracji, w galerii handlowej, w banku czy w kawiarni.

Ale…

 

Bo taki pam­pers na pupie dziec­ka to znak tego, że jest ono jesz­cze za małe na to, żeby kon­tro­lo­wać czyn­no­ści fizjo­lo­gicz­ne i po pro­stu wali kloc­ka wte­dy, kie­dy potrze­bu­je, a nie wte­dy, kie­dy może. I trze­ba mu tego klo­ca zabrać, pup­cię umyć i zało­żyć nową pie­lu­chę. Tyl­ko tyle. I aż tyle.

Co jakiś czas przez inter­ne­ty prze­wa­la­ją się prze­róż­ne nomen omen gów­no­bu­rze. A to pani po neu­ro­bio­lo­gii pra­cu­ją­ca ambit­nie jako szat­niar­ka, dosta­je od face­ta w płasz­czu Hugo Bos­sa 16gr napiw­ku i obra­ża się na kraj, któ­ry nie zapew­nił jej pra­cy i zawi­ja się do Nor­we­gii, bo tam zaro­bi na arty­ku­ły pierw­szej potrze­by jaki­mi są według niej bile­ty do kina na fil­my 3D i mlecz­ko koko­so­we. A to ktoś wkle­ił Anję Rubik w zdję­cie ofiar obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go i afe­ra, czy aby nie za gru­ba i czy pasu­je, bo ona w swe­trze. A to sze­fu Apple przy­znał się, że jest gejem i że jest z tego dum­ny i wszy­scy się zasta­na­wia­ją, czy bycie hete­ro to od dziś powód do wsty­du. A to ktoś wła­mał się do tegoż Apple i wykradł zdję­cia nagich cele­bry­tek i to ich wina, bo prze­cież jak­by nie foto­gra­fo­wa­ły sobie cyca, to nie było­by wła­ma­nia, bo niko­go nie inte­re­su­ją zdję­cia nie­cy­ca niecelebrytek.

Jakoś do tej pory nie komen­to­wa­łem takich prze­py­cha­nek, bo uwa­żam je za #problemy_pierwszego_świata, czy­li zawra­ca­nie dupy i robie­nie na siłę pro­ble­mów z nicze­go. Tro­chę mi to przy­po­mi­na dra­mat głów­ne­go boha­te­ra “Sali samo­bój­ców”. Chło­pak miał tak prze­je­ba­ne życie w tym swo­im wychu­cha­nym przez nadzia­nych rodzi­ców świat­ku, że aż trze­ba było nakrę­cić o tym film. Ale z dru­giej stro­ny czę­sto kusi mnie, żeby jakoś to sko­men­to­wać. Bo w sumie czym­że ma być ten blog, jak nie miej­scem, w któ­rym wyra­żam swo­je zda­nie na jakiś temat? Mię­dzy inny­mi oczywiście.

I jed­nym z ostat­nich tema­tów jest “czy moż­na prze­wi­jać dziec­ko w restau­ra­cji?”. W restau­ra­cji moż­na, trze­ba nawet.

 

Ale nie kurna na stole!

Do restau­ra­cji cho­dzę zazwy­czaj po to, żeby coś zjeść i widok gów­na na sto­li­ku obok, a jesz­cze nie daj Bodziu jego zapach do tego jedze­nia mi bar­dzo nie pasu­je. Bo gów­no, nawet takie­go słod­kie­go boba­ska po pro­stu śmier­dzi gów­nem, a nie fioł­ka­mi. I nawet jeśli ja, jako femi­ni­stycz­ny i nowo­cze­sny ojciec, jestem do takie­go zapa­chu przy­zwy­cza­jo­ny, bo obsłu­ga kąpie­lo­wo-kupo­wo-śpio­cho­wa dziec­ka to dla mnie pikuś, a dzie­ci mam dwój­kę, to innym może się on kłó­cić z zawar­to­ścią tale­rza. Zresz­tą mi też się kłó­ci. O wyglą­dzie nie wspo­mnę. Bo nie dość, że obrzy­dza się jedze­nie innym, to jesz­cze w jakiś spo­sób naru­sza się intym­ność dziec­ka. I napraw­dę mało to waż­ne, że taki kil­ku­mie­sięcz­ny dzia­bąg nie­wie­le kuma. Ręka w górę, kto nie wsty­dzi się, kie­dy mamu­sia na zdję­ciach poka­zu­je wszyst­kim dooko­ła jak to pięk­nie jej maleń­stwo wyglą­da­ło kie­dy robi­ło kup­kę do noc­nicz­ka. Coś nie widzę lasu rąk.

Uwa­żam, że rodzi­ce, idąc z dziec­kiem do restau­ra­cji, powin­ni się tym dziec­kiem zająć. To ozna­cza rów­nież, że taki bobas nie powi­nien bie­gać samo­pas po sali i zacze­piać wszyst­kich dooko­ła, z kel­ne­ra­mi włącz­nie. To, że robi wokół sie­bie chlew, to nie­ste­ty nor­ma, bo bała­gan i dziec­ko to wła­ści­wie wyra­zy bli­sko­znacz­ne. Tak to jest i nic nie pora­dzi­my. Ale to rodzi­ców obo­wiąz­kiem jest ten chlew potem jako tako ogar­nąć. Choć­by z grub­sza, bo nie wyma­gam gania­nia z mopem po pod­ło­dze czy pra­nia obru­sów. Pamię­tam, co mały Tymoń­ski sie­dząc w krze­seł­ku dla malu­chów robił z maka­ro­nem, kie­dy byli­śmy na waka­cjach w kra­jach zamor­skich. I ile potem cza­su zaj­mo­wa­ło mi sprzą­ta­nie, bo nie do pomy­śle­nia dla mnie było, że zosta­wiam takie poje­bo­wi­sko po sobie. Nawet jeśli śnia­do­li­cy kel­ne­rzy mówi­li OK mister, aj klin, bju­ti­ful bej­bi i robi­li sobie z Małym zdję­cia, bo taki ślicz­ny blon­da­sek z nie­bie­ski­mi oczka­mi i oni po słod­kim bej­bi posprzą­ta­ją, no pro­blem. Dla mnie był to pro­blem, bo nie posia­dam genu świę­tej krowy.

Bo cho­ciaż uwiel­biam dzie­ci i podob­no mam do nich podej­ście, to kie­dy idę gdzieś bez moich chło­pa­ków, ostat­nią rze­czą jakiej pra­gnę, to zaj­mo­wać się dzieć­mi wła­śnie. Jesz­cze cudzy­mi. I na nich uwa­żać, bo aku­rat gów­nia­rzo­wi zechce się cią­gnąć za obrus na moim sto­li­ku i może sobie talerz z gorą­ca zupą wylać na malut­ki głu­piut­ki łepek. Tak jak pierw­szą rze­czą, któ­rą robi­łem kie­dy sze­dłem gdzieś z malut­ki­mi chło­pa­ka­mi było uwa­ża­nie na nich. Choć­by po to, żeby nie zro­bi­li sobie krzyw­dy, ani tym bar­dziej nie uprzy­krza­li życia i nie psu­li przy­jem­no­ści innym.

Bo moje dziec­ko to moja odpowiedzialność.

Tak­że za jego kupy.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Moja Trój­ca już daw­no nie nosi pam­per­sów, ale w restau­ra­cjach bywa­my czę­sto i u nas (Bel­gia) nie spo­tka­łam się jesz­cze ani razu (nie obi­ło mi się też o uszy) ani z prze­bie­ra­niem baj­tla na sali (w kiblach czę­sto są prze­wi­ja­ki), ani z anty­dzie­cio­wym nasta­wie­niem. Ludzie przy­cho­dzą do resto z dzieć­mi i z psa­mi. Dzie­ci się wygłu­pia­ją, śmie­ją i hała­su­ją, cza­sem wła­żą pod sto­ły albo sta­ją na krze­słach, ale nie gania­ją jak dzi­ki po sali. Obsłu­ga trak­tu­je dzie­ci jak doro­słych – poda­je im menu, zapy­to­wu­je smar­ka czy “panu” “pani” sma­ku­je, żar­tu­ją. Innym klien­tom też dzie­ci nie prze­szka­dza­ją. Psy (nawet wiel­ko­ści cie­la­ka) leżą pod sto­ła­mi i uda­ją, że ich nie ma. Z tym, że u nas jest taki wybór restau­ra­cji, że każ­dy znaj­dzie odpo­wied­nią dla sie­bie (bar­dziej dla dzie­ci, bar­dziej dla psów, bar­dziej dla gejów, czy bar­dziej dla doro­słych). Nie ukry­wam że kil­ka lat temu ja też nie wie­dzia­łam jak się mam zacho­wy­wać w restau­ra­cji, tym bar­dziej moje dzie­ci (w pl nawet na donal­da nie było mnie stać) – nie wie­dzia­łam co moż­na, co wypa­da, co nie. Jed­nak w życiu bym nie wpa­dła na to, że na stół w knaj­pie moż­na wykła­dać osra­ne dup­sko bacho­ra (nie jestem na bie­żą­co z pol­ski­mi tema­ta­mi gównoburz).To tak samo jak szczać pod skle­pem, wycie­rać smar­ki ręka­wem, wsia­dać do auto­bu­su czy pocią­gu nawa­lo­nym w 4 d*py, łazić nie­umy­tym i śmier­dzą­cym pomię­dzy ludź­mi albo wcho­dzić w biki­ni do skle­pu, kościo­ła czy urzę­du. Kwe­stia kul­tu­ry i oby­cia – sie je ma lub nie. Nic nie pora­dzisz 😉 Pozdrawiam.

    • Tutaj rze­czy­wi­ście – kwe­stia kul­tu­ry i to jest chy­ba pod­sta­wa, bo jeśli ktoś jest dobrze wycho­wa­ny i w jaki­kol­wiek spo­sób zazna­jo­mio­ny z nor­ma­mi spo­łecz­ny­mi, to pew­ne rze­czy po pro­stu nie przyj­dą mu nawet do głowy.
      Ale też dru­ga rzecz, o któ­ej piszesz – jeśli ktoś sobie nie życzy tego, żeby w restau­ra­cji, pod­czas gdy je, spo­ty­kać psy i bie­ga­ją­ce dzie­ci, to po pro­stu wybie­ra inną restau­ra­cję i ma taki wybór. To jest moim zda­niem świet­ne i abso­lut­nie nie uwa­żam, że restau­ra­cje z napi­sa­mi “BEZ DZIECI” to czy­ja­kol­wiek dys­kry­mi­na­cja. A jesz­cze odno­śnie psów – czy­ta­łem gdzieś o tym, że na zacho­dzie Euro­py psy są zupeł­nie ina­czej ukła­da­ne i też “wycho­wy­wa­ne” do tego, żeby umieć się zacho­wać w prze­strze­ni publicz­nej. U nas z tym jest róż­nie. Z dzieć­mi zresz­tą też 🙂

  • Amen!

  • No i tyle w tema­cie. Nie mam dzie­ci, ale nie zja­dam ich na śnia­da­nie, ba nawet umiem się z nie­któ­ry­mi doga­dać. Wie­le w życiu prze­szłam i pra­cu­ję w miej­scu w któ­rym doro­śli robią do pam­per­sów, tak­że temat kupy nie jest mi obcy, ale jak sobie pomy­ślę o kupie “boba­sa” na sto­li­ku obok to nóż (któ­re­go nota­be­ne nie mam) mi się w kie­sze­ni otwie­ra. Plu­nę­ła­bym jadem w ich stronę.

    • To teraz sobie wyobraź, że bia­ły hete­ro­sek­su­al­ny facet zwra­ca uwa­gę takiej mad­ce. Toż by mnie zeżar­ły wszyst­kie Dże­si­ki w okolicy 🙂

  • Pingback: Jestę blągerę | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Czy kobieta to towar?dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Wła­śnie ocze­ku­ję dzie­ciacz­ka i jed­nym z mych zmar­twień wła­śnie jest publicz­ne kar­mie­nie jak i prze­wi­ja­nie, więc dzię­ki wiel­kie za owe rozpisanie 🙂

    • Wiesz, wszyst­ko jest kwe­stią umia­ru, dys­kre­cji oraz tak­tu. Nikt nor­mal­ny nie powi­nien Ci powie­dzieć złe­go sło­wa, ale też nikt nor­mal­ny nie powi­nien tego robić osten­ta­cyj­nie na środ­ku sali peł­nej ludzi 🙂

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Zapraw­dę nie wiem cze­muż 😉 Ale świet­nie to rozu­miem. Sama tez się łapię na tym, ze zaczy­na­łam TEN temat u zna­jo­mych bezdzietnych…potem tak głu­pio sie robi­ło. No i sta­ra­łam sie szyb­ko zna­leźć inny temat.

  • zyciejakmuzykablog.wordpress.c

    Ach te kupy dzie­cię­ce. Sta­ją sie głów­nym tema­tem rodzi­ców do jakie­goś pierw­sze­go roku życia dziecka:P Dys­ku­sje o nich słu­cham co rusz, wśród nowych tatów i mam , i uśmie­cham się, że tak łatwo zmie­li­li­śmy tema­ty naszych daw­nych rozmów. 

    • Tyl­ko cze­muż, o cze­muż ci mło­dzi rodzi­ce nie mogą pojąć, że temat kup jest obrzy­dli­wy dla nie­ro­dzi­ców albo rodzi­ców sta­rych, któ­rych dzie­ci mają po naście lat? Też tak mam z nie­któ­ry­mi zna­jo­my­mi, któ­rzy póź­no wdep­nę­li z macie­rzyń­stwo i tacierzyństwo 🙂

  • Myśla­łam, że temat prze­wi­ja­nia dziec­ka na sto­le w knaj­pie już prze­brzmiał, a tu jed­nak. Spra­wa jest chy­ba dość oczy­wi­sta, bo doty­czy chy­ba bar­dziej zasad kul­tu­ry niż wycho­wa­nia dzie­ci. Zwy­czaj­nie tak się nie robi, bo raz sza­no­wać trze­ba intym­ność dziec­ka, a dwa ludzi wokół.

    • Co jakiś czas się budzi na zmia­nę z tema­tem kar­mie­nia pier­sią w miej­scach publicznych 🙂

  • hmmm… na sto­le w restau­ra­cji jesz­cze nie przebierałam 😉

    • I mi się nie zda­rzy­ło. Choć nie – raz sie­dzia­łem przy sto­li­ku obok i zda­rzy­ło mi się być świadkiem 🙂

  • Asia – Mat­ka w Kratkę

    Jak dla mnie – fak­tycz­nie gów­no­bu­rza… Zazwy­czaj uda­je się zna­leźć lep­sze roz­wia­za­nie niż prze­wi­ja­nie przy sto­li­ku. I tu obsłu­ga powin­na pomoc w zna­le­zie­niu jakie­goś zacisz­ne­go kąta. My czę­sto korzy­sta­my z bagaż­ni­ka w samo­cho­dzie:) Z dru­giej stro­ny – takie miej­sca jak sta­cje ben­zy­no­we powin­ny mieć prze­wi­ja­ki. I wca­le nie dzi­wi mnie zde­ner­wo­wa­nie rodzi­ców kie­dy ich nie ma…
    A co do zacho­wa­nia dzie­ci – to chy­ba trze­ba patrzeć gdzie się idzie. Bo jeśli to knaj­pa dzie­cio­wa – moim zda­niem z defi­ni­cji dzie­ci mogą bie­gać dooko­ła, no a przy­naj­mniej mię­dzy sto­li­kiem rodzi­ców a kąci­kiem zabaw. Waka­cje i wyjaz­dy – to trud­niej­sza spra­wa. Brak roze­zna­nych miejsc, czę­ste bra­ki krze­se­łek dla dzie­ci, a zjeść trze­ba. I tu pew­nie war­to o odro­bi­nę wyro­zu­mia­ło­ści dla rodzi­ców (oczy­wi­ście zakła­da­jąc że nie idą do bar­dziej ele­ganc­kiej restau­ra­cji, a np. sie­dzą w ogród­ku restauracyjnym). 

    • Co do pierw­sze­go – zgo­dzę się w peł­ni. Prze­wi­ja­ki to w zasa­dzie must have tak jak pod­jaz­dy dla nie­peł­no­spraw­nych np. I też nie dzi­wi mnie, że rodzi­ce mogą mieć ner­wa, kie­dy ich nie ma w obiek­tach uży­tecz­no­ści publicz­nej, czy­li też w restau­ra­cjach. No, ale póki co takie­go obo­wiąz­ku nie ma i tyl­ko od wła­ści­cie­la zale­ży, czy będzie, więc ten nerw tez nie może być na zasa­dzie NALEŻY MI SIĘ.
      Co do dru­gie­go – tro­chę się zgo­dzę, a tro­chę nie. Jeśli knaj­pa ma ozna­cze­nie, że jest przy­ja­zna dzie­ciom, to oczy­wi­ście wcho­dzi­my tam “na wła­sne ryzy­ko” 🙂 I jestem jak naj­bar­dziej za tym, żeby przy wej­ściu do knajp ozna­cze­nia jasno infor­mu­ją­ce o tym rodzi­ców się poja­wia­ły. Fakt, trosz­kę ład­niej brzmi i wyglą­da “knaj­pa przy­ja­zna dzie­ciom” niż “zakaz wstę­pu z mały­mi dzieć­mi”, ale tu aku­rat jak ktoś nie umie w PR i mar­ke­ting, to niech się sam mar­twi. Nie jest to dla mnie abso­lut­nie prze­jaw dys­kry­mi­na­cji a bar­dziej przy­dat­na infor­ma­cja. Więc tu zgoda.
      A nie do koń­ca zgo­dzę się z tym, że nawet w knaj­pach przy­ja­znych dzie­ciom mogą one ganiać samo­pas, bo nawet jeśli bie­ga­ją do kąci­ka zabaw, to i tak może im wylą­do­wać gorą­ca zupa na gło­wie i kto wte­dy jest win­ny tej sytuacji?
      I piszę to jako ojciec, któ­ry z Dzie­cior­ka­mi czę­sto-gęsto cho­dził i cho­dzi nadal wci­nać na mie­ście. Fakt, sied­mio­la­tek już wię­cej rozu­mie, niż dwu­la­tek, ale nawet wte­dy ich pil­no­wa­łem. Bar­dziej w tro­sce o ich bez­pie­czeń­stwo, niż kom­fort współ­je­dzą­cych, ale jednak 🙂

      • Asia – Mat­ka w Kratkę

        To chy­ba znaj­dzie­my wspól­ny front:) Dla mnie knaj­pa dzie­cio­wa – to taka skie­ro­wa­na przede wszyst­kim dla osób z dzieć­mi. I moim zda­niem wszy­scy tam obec­ni powin­ni liczyć się ze “wzmo­żo­nym” ruchem dzie­ci. Mam bar­dzo aktyw­ną trój­kę malu­chów – więc czę­sto wybie­ram takie miej­sca. Co inne­go knaj­py przy­ja­zne dzie­ciom – gdzie jest kącik, jest sprzęt, ale nie są ukie­run­ko­wa­ne głów­nie na rodzi­ny z malu­cha­mi. Tam moja czuj­ność jako rodzi­ca wzrasta:)

        • To do moje­go podzia­łu muszę dodać w takim razie jesz­cze jed­ną kate­go­rię i w takim przy­pad­ku peł­na zgoda 🙂

  • Oesu… jak mnie wku­rza­ją mat­ki, któ­re mają swo­je dzie­ci za świę­te kro­wy. Sor­ry, sama jestem mamą 2-let­niej łobu­zia­ry i jakoś nigdy nie musia­łam prze­wi­jać dziec­ka na sto­le w restau­ra­cji. Z każ­dej sytu­acji moż­na jakoś wybrnąć. Po pierw­sze jak wycho­dzę z dziec­kiem, to wybie­ram takie miej­sca, gdzie wiem, że znaj­dę prze­wi­jak czy kącik zabaw. Po dru­gie to, że mam dziec­ko nie ozna­cza, że wszyst­ko nam wol­no i każ­dy musi to tole­ro­wać, więc wybie­ram raczej miej­sca przy­ja­zne dzie­ciom. Po trze­cie po pro­stu uczę kul­tu­ry to małe stwo­rze­nie i choć anioł­kiem nie jest, to uda­je nam się unik­nąć nie­przy­jem­nych, ner­wo­wych sytu­acji w miej­scach publicz­nych. Znam na tyle swo­je dziec­ko, że wiem, kie­dy powin­ni­śmy zawi­nąć się do domu, bo ina­czej zaraz będzie masakra.
    No a to prze­wi­ja­nie… czy doro­śli jedzą obiad w toa­le­cie? Nie­smacz­nie napi­szę, że moje dzie­cię potra­fi tak aro­ma­tycz­nie naro­bić w pie­lu­chę, że sama cza­sem nie daję rady. Nie chcia­ła­bym, żeby kto­kol­wiek obcy musiał wdy­chać te zapa­chy. Poza tym nie chcia­ła­bym, żeby ktoś oglą­dał zafaj­da­ną pupę moje­go dziec­ka. Zresz­tą jak parę minut posie­dzi z peł­ną pie­lu­chą, to nic wiel­kie­go się nie sta­nie. Nie trze­ba prze­wi­jać dziec­ka instant.

    • Nic tyl­ko Ci przy­kla­snąć, bo dobrze gadasz 🙂
      Ja aku­rat jestem tatu­siem, któ­ry dużo cza­su spę­dzał z Dzie­cior­ka­mi, kie­dy gania­ły w pie­lu­chach i nawet przez myśl by mi nie przy­szła taka akcja. Poważ­nie, nawet mój sied­mio­la­tek się dziwił.

  • Mar­ta Gie

    prze­wi­ja­nie w restau­ra­cji zda­rzy­ło mi sie raz i nigdy tego w życiu nie zapo­mnę. byli­smy w toru­niu. mała knajp­ka , total­nie pusta. mała mia­ła wte­dy 4 mie­sia­ce leza­ła sobie w głę­bo­kim wóz­ku. zapy­ta­łam obsłu­gę czy mają prze­wi­jak ale tyl­ko spoj­rze­li na mnie jak na wariat­kę. wzię­łam wiec wózek i zacze­łam prze­py­chac się mię­dzy sto­li­ka­mi. kie­dy doje­cha­łam oka­za­ło się że do toa­le­ty za nic nie wja­dę w wóz­kiem. kobie­ta za barem zapro­po­no­wa­ła prze­bra­nie małej na sali. niko­go nie było, ucie­kłam w mały kąt i prze­bie­ra­łam dziec­ko z gęsią skó­rą, patrząc za okno na okrop­ną ule­wę któa mnie zmu­si­ła to tak kosz­mar­nych rze­czy. to dowiad­cze­nie nauczy­ło mnie jed­ne­go. jesz­cze bar­dzo dale­ko nam do szwecji.…i moze i jeste­smy pań­stwem pro rodzin­nym ale w restau­ra­cjach dopie­ro uczy­my się zauwa­żac naj­mniej­szych klien­tów jaki­mi są dzie­ci. prze­wi­jak, miej­sce dla mat­ki kar­mią­cej i nie­wiel­ki kącik malu­cha to zde­cy­do­wa­nie cos cze­go bra­ku­je jesz­cze w wie­lu, wie­lu lokalach.…i moze­cie mnie ganic ze wyma­gam zbyt wiele…ale worecz­ki na psie kupy jakos potra­fia sie zna­lexc na pol­skich osiedlach

    • Ja abso­lut­nie nie ganię, bo w knaj­pach powin­ny być takie “wyna­laz­ki” jak prze­wi­jak czy pokój dla mat­ki z dziec­kiem. A jeśli nie ma, to powi­nien być wyraź­ny komu­ni­kat przy wej­ściu, że knaj­pa nie jest przy­ja­zna rodzi­com z mały­mi dzieć­mi. Nie pochwa­lam takie­go podzia­łu, ale przy­naj­mniej jest jasność.
      Prze­wi­ja­łaś dziec­ko na sali, ale przy­naj­mniej nie na sto­le – mnie to ostat­nio spo­tka­ło. Trau­ma straszna 🙂

  • Prze­wi­jać dziec­ko na sto­le w restau­ra­cji? Noż kur­ka nie wpa­dla­bym na to. Chy­ba mało pomy­sło­wa jestem. 😉 Rozu­miem, że kupa z jedze­niem ma dużo wspól­ne­go, bo jest koń­co­wym efek­tem jego prze­two­rze­nia, ale publicz­ne połą­cze­nie począt­ku z koń­cem w tym wypad­ku jest niesmaczne. 😉

    • I zupeł­nie, ale to abso­lut­nie nie sprzy­ja zachwy­tom nad jedze­niem. Tym bar­dziej, że to napraw­dę nie­wiel­ka filo­zo­fia pójść do poko­iku dla mat­ki z dzieckiem.
      Ale co ja tam mogę wie­dzieć? Prze­cież ja nie matka 😀

      • Ja mat­ka, nawet jak­by nie było poko­ju z prze­wi­ja­kiem, to poszła­bym z dziec­kiem gdzieś w ustron­ne miejsce.Co inne­go kar­mić w miej­scu publicz­nym. Tu nie widzę prze­ciw­wska­zań. Wywa­lo­ny cyc mi nie prze­szka­dza. Cudzy cyc, bo swo­je­go już nie wywalam. 😛

  • Temat rze­ka.
    Odkąd mam dzie­ci nie lubię cho­dzić z nimi do knajp. Wła­śnie dla­te­go, że dzie­ci, jak to dzie­ci, zacho­wu­ją się nie­ko­niecz­nie jak­by wypa­da­ło. Męczy­my się z mężem, pró­bu­jąc ich przy­pil­no­wać, jed­no­cze­śnie jeść i pro­wa­dzić jakąś nor­mal­ną roz­mo­wę. Sor­ry, ale nie. Z moich obser­wa­cji wyni­ka, że więk­szość dzie­ci roz­ra­bia w restau­ra­cjach, barach, ale widać róż­ne reak­cje opiekunów…Tak jak­by fakt, że to dziec­ko, to mu wszyst­ko wol­no??? Nie.
    Ja wiem, że teraz jest taki trend, że cho­dzi się z dzieć­mi od uro­dze­nia (!!!) wszę­dzie, ale trze­ba pamię­tać o tych, co dzie­ci nie mają/ albo nie lubią, a chcą konsumować/odpoczywać/ słu­chać, czy bawić się w spo­ko­ju… Amen!

    • Ja tez śred­nio lubi­łem z mło­dy­mi cho­dzić po knaj­pach, bo robi­li strasz­ny gnoj 🙂 Ale nigdy nie było tak, że małe toto i mu wszyst­ko wol­no. No way. Ale nie­ste­ty coraz czę­ściej dzie­ci wycho­wu­ją sobie rodzi­ców, a nie odwrotnie.
      A tak ma mar­gi­ne­sie – tata z dziec­kiem malut­kim jakoś tak ścią­ga wię­cej spoj­rzeń dam­skich. Taki mały pro-tip dla zainteresowanych 😉

    • Kari­na Lech

      Szcze­rze, mama trój­kę i o wie­le bar­dziej lubi­łam cho­dzić z nimi do knajp jak byli mali, niż teraz jak są tacy prze­mą­drza­li i nie prze­pusz­czą oka­zji do szy­de­ry, narze­ka­nia, czy też obśmie­wa­nia się wza­jem. Jak byli mali, jacyś tacy bar­dziej ogar­nię­ci byli. Jacek, ale co z tym gów­nem, jestśs za, ale tak, żeby nie było widać i nie śmier­dzia­ło. Czy­li jak?????

      • Czy­li za rącz­kę i do łazien­ki, bo to natu­ral­ne śro­do­wi­sko dla kup 🙂
        I tak, uwa­żam, że prze­wi­jak powi­nien być w każ­dej knaj­pie, a jeśli go nie ma, to powin­no to być jakoś ozna­czo­ne. Albo na odwrót – ozna­czo­ne powin­no być posia­da­nie prze­wi­ja­ka. Nie mam nic nato­miast knaj­pom “bez dzie­ci” – nie uwa­żam tego za dyskryminację.

  • the­rion

    Ależ to była­by pięk­na sce­na – na sto­le obok mat­ka prze­wi­ja dziec­ko, a Ty wła­śnie sta­rasz się ogar­nąć bukiet wyśmie­ni­te­go Chianti 🙂 

    Dobry wie­czór, dobra­noc i smacznego 🙂

  • VQ

    ejmen. zdro­we podej­ście. jeśli kie­dy­kol­wiek będe mia­ła dziec­ko, też takie podej­ście chcę kul­ty­wo­wać. pozdro, łojciec!

    • A cze­mu masz nie mieć? Toż to kupa rado­ści z prze­wa­gą kupy.

      • VQ

        no, nie wiem, róż­nie bywa w życiu. póki co, mam koty i mam kupę rado­ści, z prze­wa­gą kupy hihiihi

        • Będziesz mia­ła kupy w com­bo packu 🙂

          • VQ

            już mi sty­ka w kuwe­to pac­ku hihihihi

            • Weź nie kracz, bo jak się Two­je przy­szłe bej­bi zaprzy­jaź­ni z kota­mi, to kuwe­ty zabraknie 🙂