Jak wybrać wykonawcę mebli kuchennych? [DIY – zaprojektuj sobie kuchnię #2]

 

Po pod­pi­sa­niu wyśnio­ne­go aktu nota­rial­ne­go na uko­cha­ne miesz­ka­nie sta­je­cie nagle przed pro­ble­mem, jak te puste metry kwa­dra­to­we wypeł­nić, żeby to było ład­nie i funk­cjo­nal­nie, oraz żeby nie kosz­to­wa­ło milio­nów monet.  Bez wzglę­du na to, czy pamię­ta­li­ście o mojej radzie, że pro­jekt wnę­trza nie jest kosz­mar­nie dro­gi i pro­fe­sjo­na­li­sta zro­bi go lepiej i szyb­ciej, niż Wy, czy oka­za­li­ście się na tyle nie­mą­drzy, żeby zapro­jek­to­wać sobie kuch­nię sami i stwo­rzy­li­ście pro­jek­to­we­go kosz­mar­ka, czy wresz­cie oka­za­li­ście się na tyle mądrzy, że w swo­jej nie­mą­dro­ści poczy­tać do koń­ca mój cykl wpi­sów DIY – zapro­jek­tuj sobie kuch­nię i Wasz pro­jekt ma ręce i nogi, to ktoś te meble do tej kuch­ni będzie musiał wyko­nać, praw­da? Jeśli zakła­da­cie, że to aku­rat nie jest taka pro­sta spra­wa, żeby te meble kuchen­ne wypro­du­ko­wać i zamon­to­wać, to macie rację.

O tym, jak wybrać pro­jek­tan­ta kuch­ni czy wnętrz jako takich jest osob­ny wpis, któ­ry sobie może­cie klik­nąć. W tym sku­pi­my się nad tym, jak wybrać wyko­naw­cę mebli do kuch­ni. Wła­ści­wie do wybo­ru są trzy głów­ne opcje, któ­re potem są mniej lub bar­dziej mody­fi­ko­wa­ne: sto­larz, wiel­ko­po­wierzch­nio­wa sie­ciów­ka albo stu­dio mebli kuchen­nych? Są też goto­we meble za kil­ka­set zło­tych w mar­ke­tach budow­la­nych, ale to jest tak wiel­kie badzie­wie, że zby­wam ich ist­nie­nie pogar­dli­wym pfffff.

Jakie są róż­ni­ce? Jakie za i prze­ciw?

 

Stolarz (zwany garażowcem)

To naj­czę­ściej pan Jur­ku do spół­ki ze szwa­gru i z gorzej lub lepiej zaopa­trzo­nym warsz­ta­tem sto­lar­skim czy też czę­sto gara­żem. Naj­czę­ściej kupu­je­cie u nie­go kota w wor­ku, ale za to bar­dzo tanio, bo sto­larz czę­sto bazu­je na tym, że i tak nie macie poję­cia, co tak napraw­dę zama­wia­cie i ile to kosz­tu­je. Są w tej gru­pie praw­dzi­wi fachow­cy – znam kil­ku, któ­rych szcze­rze mógł­bym pole­cić i czę­sto pole­cam, ale po pierw­sze ci napraw­dę dobrzy już rzad­ko są dużo tań­si, niż pozo­sta­łe opcje, a po dru­gie to raczej BARDZO rzad­ki wyją­tek, niż regu­ła.

Sto­larz ZAWSZE będzie naj­tań­szy (z bar­dzo nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi).
Sto­larz NIGDY nie zro­bi Wam­cie­ka­we­go pro­jek­tu ani tym bar­dziej wizu­ali­za­cji (z bar­dzo nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi).
Sto­larz NIGDY nie będzie chciał się bawić w rze­czy trud­ne czy cza­so­chłon­ne (z bar­dzo nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi).
Sto­larz BARDZO CZĘSTO zni­ka, kie­dy macie rekla­ma­cję albo jakiś pro­blem (z bar­dzo nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi).

 

Sieciówka (bez nazw, bo pewnie mam słabszych prawników)

Czy­li meble w pacz­kach, goto­we prak­tycz­nie od ręki, do tego miła pani robią­ca “indy­wi­du­al­ny” pro­jekt kuch­ni w 15 minut i w pakie­cie facho­wa eki­pa mon­ta­żo­wa, któ­ra dzien­nie potra­fi zmon­to­wać u klien­ta 2–3 kom­ple­ty. Meble są poka­za­ne na hek­ta­rach eks­po­zy­cji, moż­na sobie otwie­rać i zamy­kać do woli, wsta­wiać kubecz­ki i patrzeć, jak to wyglą­da, dobie­rać kolo­ry­stycz­nie tale­rze do kolo­ru fron­tów, przy­kła­dać róż­ne uchwy­ty i szu­kać, któ­ry zestaw bar­dziej pasu­je. No plac zabaw na całe­go. A jak się zmę­czy­cie łaże­niem, to nawet moż­na zjeść na obiek­cie zamor­skie spe­cja­ły w pro­mo­cyj­nej cenie i dostać kawę gra­tis. Ale tyl­ko w hap­py hours, bo poza nimi 2,50 za czar­ną bez mle­ka.

Wszyst­ko jest pięk­nie, dopó­ki się nie oka­zu­je, że szaf­ka ma mieć 59,2cm sze­ro­ko­ści a nie 60cm. Albo potrze­bu­je­cie blat o dłu­go­ści 3,75 metra. Albo głę­bo­ko­ści 71,8cm. Albo ścia­ny w domu są krzy­we i trze­ba tro­chę te bla­ty dociąć pod kątem. Albo zapo­mnia­ło Wam się, że na ścia­nie jest gniazd­ko i szaf­ka wyma­ga pod­cię­cia. I wte­dy zaczy­na­ją się scho­dy, bo my kopyt­ki nie psie­da­je­my. Bo fir­mom tego typu nie opła­ca się tra­cić cza­su na kogoś, kto wyma­ga nie­stan­dar­do­we­go podej­ścia. Albo za takie podej­ście doli­cza­ją eks­tra, co z kolei nie opła­ca się Wam. 

Kwe­stia jako­ści – hmm… Opo­wiem Wam histo­ryj­kę.

Jakiś czas temu, pod­czas mon­ta­żu kuch­ni u klient­ki, popro­si­ła nas ona o przy­cię­cie z głę­bo­ko­ści kil­ku cen­ty­me­trów rega­łu na książ­ki. Chło­pa­ki oczy­wi­ście w takich sytu­acjach ode­sła­li ją do mnie, bo a nuż się oka­żę twar­dy jak smo­leń­ska brzo­za i będą mie­li mniej robo­ty? Ale nie­ste­ty, my zawsze fron­tem do klien­ta, nie dupą, więc się zgo­dzi­łem. Ale wcze­śniej powy­py­ty­wa­łem skąd ten regał i powie­dzia­łem, że przy świad­kach, czy­li moich mon­ta­ży­stach, zwal­nia mnie z odpo­wie­dzial­no­ści, jeśli coś się z tym badzie­wiem zadzie­je. No i się zadzia­ło – cała pły­ta w środ­ku, poza kil­ko­ma cen­ty­me­tra­mi na brze­gach była pusta i nie­ste­ty pół­ki po przy­cię­ciu boku nie mają się cze­go trzy­mać. Ponie­waż aku­rat mie­li­śmy nie­wiel­ki odpad popro­duk­cyj­ny w tym samym kolo­rze, to klient­ce doro­bi­li­śmy ten bok, a za to ona zgo­dzi­ła się na zabra­nie kawał­ka sie­ciów­ko­we­go badzie­wia do poka­zy­wa­nia przy­szłym klien­tom, skąd się bie­rze róż­ni­ca w cenie.

Mam go w stu­diu, jeśli chce­cie, to zapra­szam. Nie­któ­rzy z Was już ten słyn­ny kawa­łek sie­ciów­ko­we­go badzie­wia widzie­li.

 

Meble goto­we, za kil­ka­set zł sprze­da­wa­ne w mar­ke­tach budow­la­nych to w ogó­le osob­na histo­ria, bo tam liczy się już tyl­ko cena i nie ist­nie­je coś takie­go, jak jakość. Cięż­ko mi to coś nawet uznać za meble kie­dy widzę, jak bar­dzo jest to byle jakie – w sam raz do tanich miesz­kań na wyna­jem, gdzie szko­da wsta­wić coś porząd­niej­sze­go, bo i tak stu­den­ci zaraz to prze­pi­ją.

Ale raczej na pew­no wyj­dzie Wam to taniej, niż meble zamó­wio­ne w stu­diu mebli kuchen­nych.

 

Studio (salon) mebli kuchennych

Meble tzw. na wymiar (bo inne to są na oko, nie?) indy­wi­du­al­nie zapro­jek­to­wa­ne i wyko­na­ne w stu­diu (salo­nie) mebli kuchen­nych uzna­wa­ne są powszech­nie za roz­wią­za­nie z jed­nej stro­ny naj­droż­sze, a z dru­giej naj­bar­dziej pre­sti­żo­we. Szcze­rze mówiąc to już nie te cza­sy, kie­dy i jed­no, i dru­gie było tak do koń­ca praw­dą. Bo i owszem, w nie­któ­rych fir­mach meble kuchen­ne mogą kosz­to­wać tyle, co nie­zły samo­chód (czy­li w oko­li­cach 150.000 PLN czy wię­cej, i to bez AGD). Owszem, ci, któ­rych na to stać, wyda­ją taką kasę tyl­ko po to, żeby poka­zać innym met­kę z logo, coś jak zna­czek Lexu­sa na masce. Ale i klien­tów takich jest mało (szko­da) i firm takich jest tyl­ko kil­ka (na szczę­ście). To jakiś pro­mil całe­go ryn­ku.

Zde­cy­do­wa­na więk­szość to fir­my, gdzie zapła­ci­cie za meble nie­wie­le wię­cej niż w sie­ciów­ce, ale otrzy­ma­cie w pakie­cie obsłu­gę i pro­dukt ści­śle dopa­so­wa­ny do Waszych potrzeb i wyma­gań. Przede wszyst­kim dosta­nie­cie wybór, jakie­go wbrew pozo­rom nie ma w wiel­ko­po­wierzch­nio­wych skle­pach z mebla­mi. Takie skle­py mają pod­pi­sa­ną umo­wę z jed­nym tyl­ko wytwór­cą pły­ty meblo­wej na kil­ka deko­rów i tłu­ką mebli owszem, na kilo­me­try, ale tyl­ko w tych kil­ku kolo­rach czy wzo­rach. No i w stan­dar­do­wych wymia­rach, bo prze­cież nie opła­ca się prze­sta­wiać całej linii pro­duk­cyj­nej na wypro­du­ko­wa­nie jed­nej szaf­ki węż­szej o cen­ty­metr, praw­da?

W ogó­le nie bał­bym się też o jakość – śred­nie fir­my, zwłasz­cza w tej bran­ży, dzia­ła­ją głów­nie na pole­ce­niach, więc trak­tu­ją zado­wo­lo­nych klien­tów jak inwe­sty­cję na przy­szłość. Takich firm nie stać na wywa­le­nie kupy sia­na na kam­pa­nie rekla­mo­we, bo to klient jest ich rekla­mą, kie­dy przy­śle następ­nych. Pod warun­kiem oczy­wi­ście, że jest zado­wo­lo­ny. I tak kół­ko pole­ceń się zamy­ka. To dłu­ga dro­ga, bo trze­ba cią­gle trzy­mać jakość, ale mar­ke­ting szep­ta­ny jest naj­lep­szy i przy­no­si naj­lep­sze rezul­ta­ty.

Stu­dio mebli kuchen­nych to naj­czę­ściej front line zakła­du mniej­sze­go lub więk­sze­go, któ­ry meble pro­du­ku­je. Może też być biu­rem pro­jek­to­wym wiel­kiej, ogól­no­pol­skiej fabry­ki, ale w takich przy­pad­kach raczej trud­no o roz­wią­za­nia nie­stan­dar­do­we, albo są one sło­no płat­ne. Cza­sa­mi to fran­czy­za, cza­sa­mi stu­dio patro­nac­kie, a cza­sa­mi zewnętrz­na fir­ma, któ­ra po pro­stu pośred­ni­czy pomię­dzy Wami, klien­ta­mi a pro­du­cen­tem, przy­tu­la­jąc za to kil­ka pro­cent war­to­ści mebli. Ale zawsze decy­du­jąc się na takie roz­wią­za­nie spo­ty­ka­cie się z pro­jek­tan­tem, któ­ry ma za zada­nie pro­jekt Waszej kuch­ni wyko­nać.

 

Podsumowując

To, na jakie roz­wią­za­nie się zde­cy­du­je­cie zale­ży w dużej mie­rze od zasob­no­ści port­fe­la i potrzeb. Jeśli chce­cie mieć nie­po­wta­rzal­ne wnę­trze dopa­so­wa­ne do Waszych potrzeb, to według mnie wybo­ru duże­go nie ma. Jeśli to miesz­ka­nie na dwa lata, a potem je i tak wynaj­mie­cie, to nie war­to w nie za dużo inwe­sto­wać. Jeśli w ogó­le szu­ka­cie mebli do miesz­ka­nia na wyna­jem, to kupie­nie goto­we­go zesta­wu w casto­ra­mie albo w obi za kil­ka­set zł tez będzie dobrą opcją, ale trze­ba pamię­tać o tym, że to strasz­li­wy chłam.

Obo­jęt­nie jaką opcję wybie­rzesz, prze­czy­taj mój wpis o tym, jak dobrze pod­pi­sać umo­wę na meble kuchen­ne, bo solid­ny papier ratu­je tyłek nie tyl­ko w kiblu.

A na koniec poszpa­nu­ję naszy­mi reali­za­cja­mi, tro­chę pry­wa­ty nie zaszko­dzi.

Faj­ne?

DSC_92992

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Sto­larz, to była naj­więk­sza zmo­ra moje­go miesz­ka­nia. Jed­ni byli gara­żo­wi, inni sta­li chy­ba pół­kę wyżej, bo ogar­nia­li kil­ka obiek­tów i mie­li swo­ją eki­pę. Jak hydrau­li­cy i kafel­ka­rze raz byli lep­si, raz gor­si, to sto­la­rze mie­li do per­fek­cji opa­no­wa­ną zdol­ność zni­ka­nia. Pierw­si zni­ka­li, zanim zdą­ży­li zro­bić pomia­ry, kolej­ny pomie­rzył i też znik­nął, do dzi­siaj mam jego miar­kę, któ­rej zapo­mniał. Ostat­ni zro­bił u mnie pra­wie wszyst­ko, ale natych­miast znik­nął, gdy dostał wszyst­kie pie­nią­dze. Na szczę­ście z nie­do­rób­ka­mi sam sobie pora­dzi­łem.

    • No nie­ste­ty, tacy sto­la­rze-gara­żow­cy bez biu­ra pro­jek­to­we­go to naj­czę­ściej zmo­ra strasz­li­wa. Psu­ją nam nie tyl­ko opi­nię, ale i rynek, bo zawsze wycho­dzą taniej, a nie­ste­ty rzad­ko kto patrzy na poziom obsłu­gi, jakoś mate­ria­łów czy mon­ta­żu i dopie­ro po fak­cie wali face­pal­ma, że moż­na było parę zło­tych wię­cej dopła­cić i mieć świę­ty spo­kój. A w razie cze­go jest gdzie przyjść pokrzy­czeć, bo to nie fir­ma krzak.

      Nie powiem, i u nas zda­rza­ją się róż­ne wpad­ki, ale nigdy nie zosta­wia­my klien­ta same­mu sobie, tym bar­dziej z naszy­mi błę­da­mi i ostat­nią część zapła­ty bie­rze­my dopie­ro po pod­pi­sa­niu pro­to­ko­łu odbio­ru bez uste­rek 🙂

  • Pingback: 7 rad, jak dobrze podpisać umowę na meble kuchenne...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Master of GEBERIT...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: 7 rad, jak dobrze podpisać umowę na meble kuchenne...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Biuro projektowe to nie sklep...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • the­rion

    Loading out­stan­ding com­ment in pro­gress.….. 3% (ple­ase wait). Dzień dobry (z bar­dzo nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi).

  • Klau­dia

    Sto­larz – tym wpi­sem krzyw­dzisz wie­lu porząd­nych STOLARZY, któ­rzy na to nie zasłu­gu­ją, a łat­kę już mają. Gra­tu­lu­ję Dizaj­nuch, to się popi­sa­łeś! Nie ma to jak wspie­rać małe przed­się­bior­stwa. naj­le­piej zdep­tać i oszka­lo­wać! BRAWO TY!!!

    • Pocze­kaj, bo albo Ty nie umiesz czy­tać ze zro­zu­mie­niem, albo ja nie rozu­miem tego, co napi­sa­łaś.
      “Są w tej gru­pie praw­dziwi fachow­cy, znam kil­ku, któ­rych szcze­rze mógł­bym pole­cić, ale aku­rat w TEJ gru­pie to raczej BARDZO rzad­ki wyją­tek, niż regu­ła.” to ja.
      “tym wpi­sem krzyw­dzisz wie­lu porząd­nych STOLARZY, któ­rzy na to nie zasłu­gu­ją, a łat­kę już mają” to Ty
      Widzisz sprzecz­ność, czy to tyl­ko moja wyobraź­nia? No i łat­ka koja­rzy się raczej źle, w tym kon­tek­ście chcia­łaś pew­nie użyć sło­wa “met­ka”. Albo “mar­ka”.

      Tak BTW – zarzu­casz face­to­wi, któ­ry ma nie­wiel­ką fir­mę sto­lar­ską pro­du­ku­ją­cą meble to, że dep­cze i szka­lu­je nie­wiel­kie zakła­dy sto­lar­skie? WTF??

    • A tak w ogó­le – czyż­bym miał pierw­sze­go hej­te­ra? Jupp­pi, to ozna­ka sła­wy 😀