Teraz to same efekty specjalne w filmach i zero klimatu…

Co jakiś czas robię sobie sek­su­al­no-fil­mo­wy wie­czór czy week­end. I nie, nie pole­ga to na buszo­wa­niu po red­tu­be. Po pro­stu włą­czam sobie ciur­kiem 5 sezo­nów “Super­na­tu­ral” albo oglą­dam jakieś lek­ko już zardze­wia­łe hity i wszyst­ko inne pie­przę. I ostat­nio wrzu­ci­łem na tape­tę m.in. “Pamięć abso­lut­ną”, ale nie tą z Arnol­du Szwar­ce­ne­ge­ru tyl­ko tą z Coli­nu Farelu.

Potem z cie­ka­wo­ści poczy­ta­łem recen­zje, oce­ny i tro­chę się zdzi­wi­łem. Film jest głu­pi jak lato z radiem i nie­lo­gicz­ny jak skład­ki na ZUS, ale w mia­rę się go przy­jem­nie oglą­da, kobieł­ki cud mali­na (Kate Bec­king­sa­le kocham pra­wie jak Lisę Ann, tyl­ko jak­by bar­dziej pla­to­nicz­nie), efek­ty trzy­ma­ją kla­sę. Mia­sto moim zda­niem jest poka­za­ne w kapi­tal­nie cyber­pun­ko­wym kli­ma­cie. Ot, taki odmóż­dżacz na popo­łu­dnie. Ale został tak wszę­dzie strasz­li­wie zje­ba­ny, a naj­częst­sze argu­men­ty to: “teraz to same efek­ty spe­cjal­ne w fil­mach i nie ma kli­ma­tu”, “w porów­na­niu do ory­gi­na­łu syf”, “Coli­nu jest drew­nia­ny” czy “po co robi­li rema­ke, jak nie ma kli­ma­tu”. No bo prze­cież Arnol­du to aktor na  mia­rę Osca­ra, nie?

I tak sobie myślę – nasta­ła moda na kry­ty­ko­wa­nie fil­mów, któ­re wła­śnie się poja­wia­ją na ekra­nach i nawią­zu­ją jakoś (pre­qu­el, sequ­el, rema­ke, rebo­ot itd.) do tych, któ­re już kie­dyś były. Do tego były świet­ne i zapa­dły w pamięć jako dobre czy wręcz kul­to­we. Bo naj­czę­ściej poja­wia­ją­cym się argu­men­tem jest wła­śnie “nad­miar efek­tów spe­cjal­nych i zero kli­ma­tu”. Tyl­ko że moim zda­niem to nie sam film two­rzy kli­mat, to tyl­ko skła­do­wa, jakiś pro­cent ogól­ne­go wra­że­nia. Pozo­sta­ła część zale­ży nie od same­go fil­mu, ale od nas, widzów, od dłu­go­ści reklam, wresz­cie nawet od tego, gdzie, kie­dy i z kim się go oglą­da. “Kli­mat fil­mu” to wypad­ko­wa bar­dzo wie­lu rze­czy, nie same­go fil­mu (no fakt, to pew­nie jego naj­więk­sza, ale prze­cież nie jedy­na cząstka).

Pamię­tam, że kie­dyś wyj­ście do kina np. na Gwiezd­ne Woj­ny czy India­nę Jone­sa to było wyda­rze­nie. Nikt nie śmiał sior­bać coli i ciam­kać popcor­nem (inna rzecz, że wte­dy nie było mul­ti­plek­sów, a do kina się cho­dzi­ło oglą­dać film, a nie jak do paśni­ka). Nie było dostę­pu do fil­mów tak, jak teraz, gdzie wystar­czy smart­fon i faj­ny abo­na­ment, żeby sobie oglą­dać fil­my nawet sie­dząc w kiblu i waląc kloca.

Niech no mi ktoś wyja­śni, skąd u nas taka moda, żeby na siłę być mega-znaw­cą i mega kry­ty­kiem, zje­chać każ­dy film, któ­ry nie jest psy­cho­de­lą czy psy­cho­dra­mą mówią­ca o cięż­kim życiu, naj­le­piej nakrę­co­ną sta­rą komór­ką i naj­le­piej czar­no-bia­ły? Albo jesz­cze lepiej niech to będzie film bez sen­su, ale potem może­my poszpa­no­wać, jacy my jeste­śmy off i jak nas main­stre­am nudzi i draż­ni, a kino nie­za­leż­ne i arty­stycz­ne to nasza dru­ga miłość po red­tu­be i pacz­ce chusteczek.

Kie­dyś, na stu­diach jesz­cze, byłem w klu­bie foto­gra­ficz­nym i kie­dyś wybra­li­śmy się na jakiś pokaz fil­mów stu­den­tów z fil­mów­ki. Film wyglą­dał tak: gość (nie­wi­docz­ny, widać tyl­ko tors i ręce) wbi­ja do wiel­kie­go gara jaj­ko za jaj­kiem, któ­re to jaj­ka bie­rze z wiel­kiej kupy jajek, a sko­rup­ki wyrzu­ca na dru­gą kupę. Szcze­rze mówiąc poza kupą i jaj­ka­mi nicze­go inne­go w tym fil­mie nie było. Ale ponie­waż zapro­sze­ni byli­śmy, to dziel­nie prze­sie­dzie­li­śmy pra­wie pół godzi­ny i obej­rze­li­śmy do koń­ca jak ktoś te jaj­ka wybił do zera. I co było potem? TRZY godzi­ny roz­trzą­sa­nia sen­su życia według face­ta wbi­ja­ją­ce­go jaj­ka do gara. Poważ­nie – posie­dział­bym jesz­cze z pół godzi­ny i wyszedł­bym z goto­wym prze­pi­sem na życie wśród kupy i jaj. Nooo, ale kli­mat był, obowiązkowo.

Swe­go cza­su mia­łem podob­ne podej­ście – kie­dyś to było kino, a teraz to jest strasz­na lipa i tyl­ko efek­ty spe­cjal­ne w fil­mach zamiast… no wła­śnie. Cze­go? To fakt nie­za­prze­czal­ny, że opi­nia jest jak dupa i każ­dy ma swo­ją, więc oce­nia­my fil­my pod kątem naszych wła­snych odczuć czy doznań este­tycz­nych. Z tym się pole­mi­zo­wać nie da. Jeden woli panien­ki, inny jak mu nogi śmier­dzą i bar­dzo dobrze, bo nie jest nud­no. Dla­te­go jak naj­bar­dziej rozu­miem oce­ny fil­mów przez wła­sny pry­zmat – ina­czej się nie da, bo ludzi w peł­ni obiek­tyw­nych nie ma. Tyl­ko niech w tej oce­nie będzie też tro­chę mery­to­ry­ki, zarzu­tów nie­co bar­dziej kon­kret­nych, niż “brak kli­ma­tu”. No i do tego niech będą faj­nie poda­ne, żeby się to chcia­ło czy­tać, nie? Dla­te­go tak bar­dzo lubię czy­tać pigo­uta czy zwie­rza – piszą oby­dwo­je z jajem (cho­ciaż to zupeł­nie róż­ne jaja, pew­nie jed­no z lewym, dru­gie z pra­wym), nie boją się wyra­zić swo­jej opi­nii, ale to nie jest suche “nie podo­ba mi się”, mamy argu­men­ty mniej lub bar­dziej konkretne.

Fil­mem, któ­ry już jakiś czas temu prze­ła­mał u mnie to nasta­wie­nie był “Ava­tar”. I też – posze­dłem do kina z synem dla towa­rzy­stwa, z przy­mu­su pra­wie, dodat­ko­wo na 3D (cze­go nie zno­szę, bo noszę oku­la­ry i jak mam na nosie dwie pary pin­gli to tyl­ko cze­kam, kie­dy mi chrząst­ka pęk­nie) i byłem ocza­ro­wa­ny świa­tem, któ­ry zoba­czy­łem. Napraw­dę, zapa­dłem w świat Pan­do­ry i tak mi już zosta­ło. Nagle efek­ty spe­cjal­ne w fil­mach zaczę­ły mieć dla mnie ogrom­ne zna­cze­nie, a ich brak zaczął mi prze­szka­dzać. Sta­ły się dla mnie rów­no­rzęd­nym gra­czem w fil­mie, bez któ­re­go naj­lep­sze nawet aktor­stwo czy reży­se­ria nie pomo­że. Oczy­wi­ście mówi­my o pew­ne­go rodza­ju fil­mach, ale ja wie­lo­krot­nie pod­kre­ślam, że kocham sze­ro­ko rozu­mia­ną fan­ta­sty­kę, a do kina cho­dzę dla roz­ryw­ki, a nie żeby sobie psy­cho­lo­gicz­nie pogrze­bać pal­cem w dupie. Ale z dru­giej stro­ny – czy jest w tej chwi­li film krę­co­ny bez gra­ma efek­tów wizu­al­nych czy spe­cjal­nych? Prze­cież nawet Han­ka wje­ba­ła się w kar­to­no­we pudła, a nie w praw­dzi­wą ścia­nę, nie?

W ramach przy­po­mnie­nia wrzu­ci­łem sobie też ostat­nio na tape­tę sta­re Bon­dy, jesz­cze te z Seanem Con­ne­rym – sce­ny bija­tyk jesz­cze jakoś prze­ży­łem, cho­ciaż paź­dzierz potwor­ny, ale scen pości­gu nie znie­se. Wyłą­czy­łem film i stwier­dzi­łem, że daję sobie spo­kój, bo zabi­jam sobie w gło­wie wspo­mnie­nia o fil­mach wła­śnie kli­ma­tycz­nych, któ­re kie­dyś prze­ży­wa­łem, któ­ry­mi jara­łem się jesz­cze dłu­go, dłu­go po tym, jak wysze­dłem z kina.

I dla­te­go, moim zda­niem, okre­śle­nie „film ma kli­mat” jest tak bar­dzo subiek­tyw­ne, że tra­ci dla mnie na war­to­ści jako argu­ment merytoryczny.

Ale za to jak hip­ster­sko brzmi…

 

 

Fot: foto­lia, autor: vla­di­mir­ko­lens


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Najlepsze sceny batalistyczne w filmach...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • ma kli­mat” to coś co piszę, co praw­da głów­nie odno­śnie opo­wia­dań na forum, gdy podo­ba­ło mi się, ale nie umiem roze­brać tego podo­ba­nia się na czę­ści pierw­sze xD Hasło wytrych tro­chę wg mnie, z cze­go zda­ję sobie spra­wę, ale ciiii. W dodat­ku mON­drze brzmi 😉
    Brak kli­ma­tu zarzu­cam rzad­ko, bo jak coś nie gra to zwy­kle jakoś łatwiej daje się ziden­ty­fi­ko­wać xD

    • Tyl­ko wiesz, ten kli­mat to się czę­sto lubi roz­kli­ma­cić i wte­dy oglą­dasz coś, czym się jara­łaś daj­my na to 5 lat temu i zamiast wiel­kie­go jeb­nię­cia jest jakieś takie prrr 🙂

      • Dokład­nie. Dla­te­go to takie ład­ne puste okre­śle­nie na teraz. A potem jest potem 😉 Ale jeśli chce się napi­sać coś, co prze­trwa pró­bę cza­su, to… cóż xD

  • Oj tak. Cisza jest bar­dzo niedoceniana.

  • Kasia Moty­ka Koci­ko­wa Dolina

    Szalony…ale goła praw­da wywalona 🙂

  • Pisa­łem kie­dyś o efek­tach czy bar­dziej efek­ciar­stwie – efekt jako dopeł­nie­nie fil­mu, głów­na fabu­ła, aktor dokle­ja­ny na siłę. Lubię efek­ty spe­cjal­ne jed­nak­że oglą­da­jąc film, w któ­rym jest tyl­ko ta jed­na część moc­no eks­po­no­wa­na mnie nudzi. Kino ma teraz ogrom­ne moż­li­wo­ści (spe­cja­li­ści od f/x) i odno­szę wra­że­nie, że jest jak z muzy­ką disco pol- naj­pier melo­dia a potem słowa.

    • Bo ide­al­nie jest, kie­dy jed­no z dru­gim współ­gra. Według mnie “Łotr 1” wypeł­nił to zada­nie rewe­la­cyj­nie. Ale ten aku­rat film miał i łatwiej i trud­niej jed­no­cze­śnie – trud­niej, bo wia­do­mo, trze­ba zmie­rzyć się z legen­dą. A łatwiej, bo wystar­czy­ło, że Vader poja­wił się na chwi­lę na ekra­nie i wszy­scy się posi­ka­li (inna spraw, że wej­ście miał konkretne).

  • Ja jed­nak wolę “Pamięć” z Arnol­dem. Co pra­wa sce­no­gra­fia papie­ro­wa, ale jakoś kli­mat był głęb­szy. W nowej wer­sji są IMO fak­tycz­nie tyl­ko efek­ty. Gdy­by tak się dało połą­czyć efek­ty ze sta­rym kli­ma­tem to był­by hicior. Przy­naj­mniej dla star­sze­go (moje­go) poko­le­nia. Bo mło­de woli efek­ty. Zresz­tą to pod­sta­wo­we pra­wo mar­ke­tin­gu. Jest popyt, jest podaż. Sko­ro fil­my z samy­mi efek­ta­mi (bez koniecz­no­ści głęb­sze­go myśle­nia) się sprze­da­ją to zna­czy, że ludzie chcą takie oglądać.

    • A oglą­da­łeś może “Pamięć” jakoś tak nie­daw­no? Kie­dy już byłem dużym chłop­cem i tro­chę ina­czej patrzysz na fil­my? Ja ostat­nio oglą­da­łem “Łow­ce andro­idów” – film kul­to­wy i nie­sa­mo­wi­ty… do kie­dyś. Po obej­rze­niu po raz kolej­ny zasta­na­wiam się, o co takie halo? To strasz­ne jest, ale chy­ba nie ma co wra­cać do star­szych dobrych albo bar­dzo dobrych fil­mów, bo jest duże nie­bez­pie­czeń­stwo, że sta­ną się śred­nie albo takie se.

      • Nową pamięć oglą­da­łem jakoś tak nie­dłu­go po jej zrobieniu.
        Sta­rą odpa­lam sobie śred­nio raz w roku, żeby poczuć ten kli­mat, mimo iż widać na nim znak czasu 🙂
        Łow­cę widzia­łem chy­ba z rok temu. To jed­nak tro­chę nie mój kli­mat, film jakoś nigdy do mnie nie tra­fiał. Zbyt… hmm… psy­cho­lo­gicz­ny, a ja w fan­ta­sty­ce wolę jed­nak tro­chę wię­cej akcji. Nie­mniej i tak rok temu o wie­le bar­dziej mi się podo­bał niż kil­ka­na­ście lat temu. Może wię­cej zrozumiałem 🙂
        Jed­nak mimo wie­lu bra­ków tech­nicz­nych wciąż i tak uwa­żam je za lep­sze od współ­cze­snych. Do nich chce się wra­cać, bo współ­cze­snych niekoniecznie.
        Nawet taki Bour­ne dla przy­kła­du. Co jakiś czas robi­my sobie z żoną mara­ton 3 pierw­szych czę­ści. Ostat­nią obej­rza­łem raz i… chy­ba wystarczy 🙂

        • Cho­le­ra, zazdrosz­czę Ci. Bo ja co nie odpa­lę jakie­goś sta­ro­cia, to mam poczu­cie, że coś we mnie umar­ło albo ja się zesta­rza­łem – jedy­nie Gwiezd­ne Woj­ny się ucho­wa­ły, Obcy i India­na Jones. No i nie wie­dzieć cze­mu “Ja, robot” – uwiel­biam ten film i mogę oglą­dać i oglądać.

          • Obce­go też jakoś nigdy nie do koń­ca lubi­łem. Faj­ny, ale nie mój kli­mat. Z SW tro­chę prze­sa­dzi­łem (ale to przez cór­kę, któ­ra mia­ła fazę, że przez kil­ka mie­się­cy oglą­da­ła je dzień w dzień, cho­ciaż mia­ła wte­dy jakieś 3 lata i nie­wie­le rozu­mia­ła) i teraz nie­ko­niecz­nie mi leżą. Nawet Rogue One jesz­cze nie widzia­łem. IJ na szczę­ście wciąż oglą­dam z przy­jem­no­ścią, cho­ciaż… tyl­ko 3 pierw­sze czę­ści. Z ostat­niej faj­ne są nie­któ­re frag­men­ty, ale jako całość – słabo.
            Ja, Robot faj­ny, ale… tu dla mnie leży wyko­na­nie. Jest zbyt ste­ryl­ny (zwłasz­cza te robo­ty). Lubię, kie­dy w SF czuć “cię­żar” obiek­tów, tak jak w sta­rych SW. W Epi­so­dach I-III to wszyst­ko było nowe, czy­ste, ste­ryl­ne i takie… nieprawdziwe.

            • Ósmy pasa­żer Nostro­mo” mi nigdy nie leżał, ale “Decy­du­ją­ce star­cie” to dla mnie poezja. W sumie to jedy­ny Alien, któ­re­go kocham, resz­tę tyl­ko mniej lub bar­dziej lubię.
              A “Lotra 1” pole­cam z czy­stym sumie­niem – jest kli­mat sta­rych dobrych Gwiezd­nych Wojen, ale jest tez duzo tego “bru­du” o jakim mówisz i to nie tyl­ko w war­stwie wizu­al­nej, w fabu­lar­nej tez – nie jest to wszyst­ko takie czar­no-bia­łe, jak­by się mogło wydawać.

  • Dla mnie są fil­my dla efek­tów (i tu akcja może być nawet debil­na, byle akto­rzy dawa­li radę, a nie gra­li jak drew­no) i są fil­my z prze­sła­niem – jeśli zna­la­zła­bym prze­sła­nie w obra­zie wbi­ja­nia jajek to pew­nie bym taki obej­rza­ła. Przy­kła­do­wo takie “12 gniew­nych ludzi” czy now­sza “Rzeź” – fil­my zro­bio­ne w jed­nym pomiesz­cze­niu, tyl­ko z roz­mo­wą gro­mad­ki ludzi, a jakie wcią­ga­ją­ce! Nie poszła­bym na nie do kina – bo wła­śnie w kinie lubię oglą­dać efek­ty, ale na bank bym je obejrzała.

    • Mam to samo z nasta­wie­niem do cho­dze­nia do kina – lubię tam pójść i obej­rzeć film, któ­ry te metry kwa­dra­to­we i waty w gło­śni­kach wyko­rzy­sta dając mi niczym nie­skrę­po­wa­ną radochę.
      A ten film o jaj­kach nie wiem, jakie miał prze­sła­nie. Może ktoś chciał upiec ogrom­ny bisz­kopt albo zro­bić naj­więk­szy omlet w tej czę­ści Europy?

  • Kino lubię, bywam czę­sto, zmę­czy­łem „Kara­te­ków z kanio­nu żół­tej rzecz­ki” (poważ­nie), zatem uzur­pu­je sobie pra­wo do wypo­wie­dze­nia się.
    Nie zgo­dzę się z Tobą jako­by jakość/poziom fil­mu były deter­mi­no­wa­ne przez oko­licz­no­ści i czyn­ni­ki zewnę­trze, inne niż sam film. Nie nama­wiam Cię do zmia­ny zda­nia, ale w moim prze­ko­na­niu o tym czy film jest kasza­nia­sty czy nie, decy­du­je sam film.
    Agent Jej Kró­lew­skiej Mości? Mam podob­nie. Jestem Bon­do filem i każ­de­go nowe­go muszę obej­rzeć naj­szyb­ciej jak się tyl­ko da, ale pierw­szych odcin­ków z S. Con­ne­rym nie daję rady. Był czas, że cmo­ka­łem i w towa­rzy­stwie nazy­wa­łem je kul­to­wy­mi. Zna­la­złem więc kie­dyś pod cho­in­ką całą serię tych kul­to­wych Bon­dów. No i … odpu­ści­łem po kil­ku­na­stu minu­tach. To fak­tycz­nie zabi­ja­nie wspo­mnień. To nie jest żad­na kla­sy­ka, czy sztu­ka. To fil­my two­rzo­ne jako zwy­kła roz­ryw­ka, a nasze gusta oraz moż­li­wo­ści tech­nicz­ne wytwór­ni fil­mo­wych moc­no się pod tym kątem zmie­ni­ły i obec­nie egzy­stu­ją na innym puła­pie. Nie ma co się oszu­ki­wać, że cham­ska imi­ta­cja napa­rzan­ki rodem z ame­ry­kań­skich zapa­sów może być ekscytująca.
    A co do opi­nii, niby każ­dy może ją wyra­żać. Zabro­nić nie może­my. Ja tą bez­względ­ną kry­ty­kę, o któ­rej wspo­mi­nasz roz­cią­gnął­bym w sumie na wszyst­kie dzie­dzi­ny życia. W zasa­dzie to nie jest kry­ty­ka, bo za kry­ty­ką podą­ża­ją argu­men­ty, z któ­ry­mi się moż­na zga­dzać lub nie, ale jed­nak są. Nato­miast to o czym mówisz nazwał­bym depre­cja­cją. A depre­cja­cja to naj­prost­sza i naj­ła­twiej­sza dro­ga by się usta­wiać w pozy­cji eks­per­ta. Obni­żyć ran­gę cze­muś, komuś, zna­czy się znać na rze­czy. Pozerw­stwo maluczkich.

    • Coś w tym jest. Każ­dy może dzi­siaj być kry­ty­kiem wszyst­kie­go, zwłasz­cza blo­ge­rzy się w to bar­dzo moc­no bawią, ale nie tyl­ko. Poczy­taj sobie dys­ku­sje na film­we­bie na przy­kład – jadu jak na cobra show.

      • Masz rację, takie „eks­perc­kie” zacho­wa­nia sta­ły się nie­ste­ty rów­nież blo­ger­ską przy­pa­dło­ścią. Ale co się dzi­wić. Więk­szość blo­ge­rów to wyja­da­cze daw­nych forów róż­ne­go rodza­ju, gdzie takie coś kwi­tło. Obec­nie to blo­gi i komen­ta­rze nie­ja­ko prze­ję­ły taką rolę. Sam czę­sto łapie się na tym, że przy­bie­ram jakiś idio­tycz­ny men­tor­ski ton wypo­wie­dzi. Pal sześć jeśli mam coś do zako­mu­ni­ko­wa­nia, ale cza­sem gów­no wiem w tema­cie, a mędr­ku­je. Bro­ni mnie tyl­ko to, że mam świa­do­mość swo­je­go ułom­ne­go zacho­wa­nia. A zdia­gno­zo­wa­ny i roz­po­zna­ny pro­blem, to poło­wa sukcesu.
        Film­web omi­jam, bądź korzy­stam spo­ra­dycz­nie. Chy­ba tyl­ko w przy­pad­kach gdy chcę poznać pol­ski tytuł dane­go filmu/serialu. Zazwy­czaj z tego co moż­na tam wyczy­tać wyni­ka, że rzad­ko któ­ry film jest wart obej­rze­nia. Cza­sem szu­kam przy­jem­ne­go fil­mu na wie­czór, któ­ry będzie sta­no­wił dobrą roz­ryw­kę, a jed­no­cze­śnie nie będzie ani kasza­ną, ani Berg­ma­nem i oka­zu­je się, że taki nie ist­nie­je. Wszyst­ko musi być sztu­ką lub kultowe.

  • Aż chce się powie­dzieć “sor­ry, taki mamy klimat.” 😉

    Ale wróć­my do oce­nia­nia kine­ma­to­gra­fii, tej na wyż­szym i niż­szym poziomie.
    Owe­go cza­su zna­ny był film Atlas chmur rodzeń­stwa Wachow­skich, ekra­ni­za­cji powie­ści zresz­tą. Więk­szość film oce­ni­ła źle, żeby nie rzec, że wry­pa­ła w świe­że łaj­no w obo­rze. A ja? A ja się zako­cha­łam w fil­mie, prze­czy­ta­łam z ape­ty­tem powieść a oce­ny innych wsa­dzi­łam mię­dzy lewy a pra­wy mój pośla­dek, sek­sow­ny z resztą.
    Podob­nie z oce­na­mi Ava­ta­ra. Uwiel­biam! Chy­ba taka już jestem, jak ktoś coś źle oce­nia to muszę sama spraw­dzić dla­cze­go. To w pew­nym sen­sie mnie moty­wu­je do spraw­dze­nia co jest takie złe 😀
    Z jed­nym się tyl­ko muszę zgo­dzić – Hob­bi­ta spie­przy­li. Ale ten film aku­rat oce­niam nie tyl­ko z per­spek­ty­wy widza, ale i (a może przede wszyst­kim) miło­śnicz­ki twór­czo­ści Tolkiena.
    Rany, jak więk­szość zje­cha­ła Jack­so­na tak na 80%, to u mnie by dostał 150% dodat­ko­we dwie obo­ry. Z łajnem 😛

    • Ja aku­rat Tol­kie­na nie bar­dzo tra­wię, ale fil­my napraw­dę wymia­ta­ją. Choć przy­znam się, że Hob­bi­ta jesz­cze nie widzia­łem i nie tęsk­nię. Nie, że mam coś bar­dzo anty, po pro­stu nie jest jakoś wyso­ko na mojej liście.
      Ja może mam za niskie wyma­ga­nia co do fil­mów? A może roz­dzie­lam fil­my, w któ­rych o coś cho­dzi, od tych, któ­re po pro­stu są roz­ryw­ką? Widzę ich man­ka­men­ty (jak np. w Bat­ma­nie v Super­man), ale jakoś nie psu­je mi to rado­chy jakoś moc­no. Może to sta­rość i stateczność? 😉

      • Tak, to sta­rość i umie­jęt­ność podzia­łu fil­mów na lek­ko straw­ne po robot­ni­czym odmóż­dża­niu i na takie, któ­re pozwa­la­jąc się zamóż­dżyć i pomy­śleć 🙂 Przy tych ostat­nich przy­da­je się mózg, przy tych pierw­szych mózg został w pracy 😛

  • No cóż pra­gnę dodać że to zacho­wa­nie od wie­ki wie­ków w nas jest, Roz­k­mi­na dziu­ry w dziu­rze, ile Ulis­se­sa jest w Ulis­se­sie i o co kaman z man­da­ryn­ka­mi u Pro­usta. Zachwy­ca­my się sztu­ką przez wiel­kie SZ pusz­ką po zupie czy też malo­wa­niem faj­fu­sem. Musi­my szu­kać dru­gie­go dna nawet tam gdzie go nie ma. Po co? Nie mam za cho­le­rę poję­cia. Co praw­da prze­cho­dzi­łam ten sam etap co Ty u mnie to się nazy­wa­ło DKF i też cho­le­ra wie co oglą­da­li­śmy. Na szczę­ście obec­nie jestem na eta­pie “nic nie muszę” i roz­ryw­ka ma speł­niać swo­je zada­nie, czy­li mnie roz­ry­wać. Uwiel­biam fan­ta­sy, fil­my kata­stro­ficz­ne i inne pro­ste kino. Nie ma to jak włą­czyć sobie sla­she­ra i zapić pol­ską wód­ką (nie żad­ne JD) z tonikiem.

  • a mnie to jed­nak dener­wu­je. to, że two­rząc film, nie sta­ra­my się stwo­rzyć ory­gi­nal­nej fabu­ły, cze­goś cie­ka­we­go, tyl­ko idzie­my tyl­ko w efek­ty, two­rząc puste pro­duk­cje, któ­re są tyl­ko wyści­giem tech­no­lo­gii. nie wiem, może mówię tak, bo oso­bi­ście nie potra­fię się zachwy­cać taką rozrywką 🙂

    • Czy ta roz­ryw­ka ma zachwy­cać? Chy­ba nie takie zało­że­nie mają twór­cy – ma zapew­nić roz­ryw­kę i tyle. A, i kasę dać zarobić 🙂

      • no jasne 🙂 ja tyl­ko mówię, że do mnie to nie trafia.

  • To się bie­rze chy­ba z tej ten­den­cji do prze­ce­nia­nia sta­rych dobrych cza­sów – wcze­śniej­sze było lep­sze bo… byli­śmy wte­dy młod­si, bar­dziej peł­ni entu­zja­zmu, może mniej kry­tycz­ni. A wyda­je mi się, że gdy­by­śmy taką pierw­szą część z serii obej­rze­li po raz pierw­szy wła­śnie teraz, wca­le nie byli­by­śmy tak oczarowani. 

    Ostat­nio byłam na dru­giej czę­ści Tra­in­spot­ting. I wra­że­nie zro­bił na mnie chy­ba jesz­cze więk­sze, niż pierwsza.
    Pada tam aku­rat dobry cytat “To nostal­gia. Jesteś tury­stą we wła­snej młodości”.

    • To zda­nie dobre, bar­dzo dobre. Coraz czę­ściej się przy­ła­pu­ję na tym, że “za moich czasów…” 🙂
      I masz rację – sta­re, dobre fil­my, obej­rza­ne prze­ze mnie raz jesz­cze zazwy­czaj moc­no roz­cza­ro­wu­ją. Dla­te­go tak nie lubię najeż­dża­nia na nowe pro­duk­cje, ot tak, dla same­go najeżdżania.

  • A ja tam Bon­dy lubię. I wła­śnie przy­po­mnia­łam sobie, że w zeszłym roku mia­łam wszyst­kie obej­rzeć i zre­cen­zo­wać, ale na 15. (?) się zatrzy­ma­łam i ani rusz dalej. A mia­ło być tak pięknie.
    W fil­mach moż­na doce­niać róż­ne ele­men­ty, ja na przy­kład doce­niam, kie­dy albo poja­wia się mał­pa, albo jest wspo­mnia­na (tak samo w książ­kach). Dla­te­go w ostat­nim cza­sie pro­wa­dzę mały notat­nik, w któ­rym te mał­py odzna­czam. W Bon­dach nie­ste­ty małp ze świe­cą szukać.

    • No mnie wner­wia ta sztucz­ni­zna – biją się szy­ucz­nie, cału­ją się sztucz­nie, giną sztucz­nie, w ogó­le mam cza­sem wra­że­nie jak­bym szkol­ne przed­sta­wie­nie oglądał.
      A “Pla­ne­tę małp” widzia­łaś? Tę w oryginale?

      • Wyda­je mi się, że widzia­łam gdzieś na eta­pie 10 lat. Ale szcze­rze nic z tego nie pamię­tam. Domy­ślam się tyl­ko, że mał­po­lu­dów tam spo­ro i efek­ty, jak na te lata przystało 🙂

  • Uśmia­łam się 😀 Jakiś czas temu w mojej gło­wie poja­wi­ła się podob­na myśl – trud­no ją nazwać od razu roz­k­mi­ną, ale pamię­tam, że skoń­czy­ło się na tym, że jak ktoś chce to znaj­dzie coś dla sie­bie. Moż­na iść na festi­wal fil­mów alter­na­tyw­nych i ciur­kiem oglą­dać paki­stań­sko-gru­ziń­skie pro­duk­cje ; nawet bez lek­to­ra, albo potrze­bo­wać odmóż­dże­nia, ujścia emo­cji jakie­goś takie­go rese­tu i wybrać się na coś efekciarskiego.
    Mogła­bym jesz­cze dodać, że lubię fil­my z prze­ka­zem, po któ­rych coś tam myślisz głę­biej, ale sko­ro obej­rza­łam “Macze­tę” (nie chcia­łam, mąż oglą­dał, przy­sia­dłam się na chwi­lę) i zda­nie, któ­re zapa­dło mi w mózg i ser­ce brzmia­ło ; “Jest pra­wo i jest spra­wie­dli­wość” i na tych kil­ku sło­wach uświa­do­mi­łam sobie tę jed­no­cze­śnie okrut­ną jak i uwal­nia­ją­cą praw­dę, to zna­czy, że tak napraw­dę każ­dy film może mieć sens.

  • Co jakiś czas robię sobie sek­su­al­no-fil­mo­wy wie­czór czy week­end. I nie, nie pole­ga to na buszo­wa­niu po red­tu­be. Po pro­stu włą­czam sobie ciur­kiem 5 sezo­nów „Super­na­tu­ral” albo oglą­dam jakieś lek­ko już zardze­wia­łe hity i wszyst­ko inne pieprzę. ”

    Zasko­czy­łeś mnie i to nie­źle 🙂 Sądzi­łem, że to zda­nie zakoń­czy się w łóż­ku, a tu taka niespodzianka 😉

  • Omg, wbi­ja­nie jajek do garn­ka – fan­ta­stycz­ny pomysł na wie­ko­pom­ne dzieło 🙂

  • the­rion

    Obej­rza­łem set­ki fil­mów. A dokład­niej to obej­rza­łem kil­ka fil­mów set­ki razy. W kwe­stii kina to ja inży­nier Mamoń jestem. 

    Dzień dobry, cześć i czołem…

    • A tu się aby kole­dze arcy­dzie­ła kine­ma­to­gra­fii rodzi­mej nie potegowały? 😉