Porozmawiajmy tak trochę o pedałach…

 

Ponie­waż tytuł jest wybit­nie click­ba­ito­wy, to nie trzy­mam Was w nie­pew­no­ści o co kaman i powiem Wam, że jeż­dże­nie rowe­rem faj­nym jest zaję­ciem, ale nawet pomi­mo tego, że Wro­cław ście­żek rowe­ro­wych ma mno­gość, to jed­nak nie do koń­ca bez­piecz­nym. Zwłasz­cza, jak ktoś chce prze­je­chać się na Rynek w celach tury­stycz­no-kon­sump­cyj­nych, tudzież towa­rzy­skich, co prze­cież nie wyklu­cza się nawza­jem abso­lut­nie. Poroz­ma­wiaj­my więc o peda­łach w kon­tek­ście roz­wią­zań urba­ni­stycz­nych cen­trum mia­sta Wrocławia.

Śre­dnio­wiecz­na zabu­do­wa miej­ska oraz świa­tłe umy­sły urba­ni­stycz­ne cza­sów inkwi­zy­cji jakoś nie do koń­ca jesz­cze wte­dy ogar­nia­ły dro­gi dla rowe­rów, a jedy­nie dla koni oraz ruchu pie­sze­go. Nie do koń­ca wiem, pod co się łapał taki śre­dnio­wiecz­ny pry­wat­ny przed­się­bior­ca, któ­ry konia nie mając, sam cią­gnął swój wózek wyła­do­wa­ny śre­dnio­wiecz­ną rze­pą, ale ja dzi­siaj nie o tym. Koń gaba­ry­to­wo zbli­żo­ny jest do śred­niej wiel­ko­ści auta na dłu­gość i do gru­be­go har­ley­ow­ca na sze­ro­kość, więc kie­dy rewo­lu­cja prze­my­sło­wa zastą­pi­ła bied­ne cha­be­ty koń­mi mecha­nicz­ny­mi, to oka­za­ło się, że zmo­to­ry­zo­wa­ni mają gdzie jeź­dzić nawet jak się prze­sią­dą z pojaz­dów napę­dza­nym owsem na diesle.

Z rowe­ra­mi tak dobrze nie było, bo to cał­kiem świe­ży wyna­la­zek w porów­na­niu do ist­nie­ją­cych we Wro­cła­wiu kamie­ni­czek, więc nie ma dziw­ne, że i dróg dla nich nie ma. Tak już tro­chę wybie­gam na manow­ce, ale do któ­re­go śre­dnio­wiecz­ne­go środ­ka trans­por­tu moż­na by porów­nać dzi­siej­sze rowe­ry? Do wozu dra­bi­nia­ste­go? Za mały. Do wozu zaprzę­żo­ne­go w babę? Za szyb­ki. Do jeźdź­ca na koniu? Też jak­by za mały i do tego chy­ba za wol­ny, ale tego pew­ny nie jestem. Do lek­ty­ki nie­sio­nej przez pół­na­gich, umię­śnio­nych ciem­no­skó­rych i sma­gło­li­cych nie­wol­ni­ków? Może, ale u nas raczej by chło­pa­kom zim­no było. Chy­ba, że to dźwi­ga­nie na grzbie­cie lek­ty­ki ze ską­po odzia­ną nie­wia­stą solid­nie roz­grze­wa, cze­go wyklu­czyć nie mogę. Ale do adremu.

Cho­dzi o to, że kie­dy na świe­cie poja­wi­ły się bicy­kle, to któ­rę­dyś musia­ły jeź­dzić. I to któ­rę­dyś wypa­da­ło aku­rat tymi dro­ga­mi, któ­ry­mi kie­dyś pomy­kał na koniu kurier car­ski Michał Stro­go­now, za nim kola­sa z jaśnie­pa­nią patrzą­ca z góry na plebs i motłoch, a na koń­cu baba cią­gną­ca wóz z rze­pą oraz swo­im ślub­nym panem i wład­cą trzeź­wie­ją­cym po wczo­raj­szej bibie u Jan­kie­la. A dzi­siaj pomy­ka­ją nimi kurie­rzy z Woopi­ta pomię­dzy audi­ka­mi Q7 z kor­po-bicza­mi w środ­ku papla­ją­cy­mi przez swo­je ajfo­ny i patrzą­cy­mi z góry na plebs i motłoch, któ­ry tram­wa­ja­mi wra­ca trzeź­wie­jąc po wczo­raj­szym melan­ży­ku u zna­jo­me­go Sebixa.

A że mamy tro­chę jak­by rów­ność i bra­ter­stwo, to rowe­ry gdzieś też tu się musia­ły podziać i w efek­cie zabra­no cen­ną prze­strzeń jezd­ną samo­cho­dom, sku­te­rom, moto­rom, busom, vanom i SUV’om z kor­po-bicza­mi w środ­ku. A ci są z tego powo­du strasz­li­wie nie­szczę­śli­wi i wkur­wie­ni, że sami sto­ją w neve­ren­ding kor­ku dooko­ła ryn­ku, a tu dro­gą dla rowe­rów popier­da­la rado­śnie cykli­sta w dupie mając ich wkurw. I korek też.

 

W tym przydługim wstępie chodzi o jedno.

Jakiś czas temu, kie­dy sobie zgod­nie z prze­pi­sa­mi jecha­łem dro­gą dla rowe­rów pod­kre­ślo­ną oczo­jeb­ną czer­wie­nią na asfal­cie, kie­dy na zie­lo­nym świe­tle, peł­no­kur­wa­kr­wi­stym zie­lo­nym, nie jakiejś zie­lo­nej strzał­ce pie­przo­nej do skrę­tu jecha­łem sobie przez skrzy­żo­wa­nie, kie­dy na uszach brzmia­ły mi deli­kat­nie słod­kie dźwię­ki Faith No More (deli­kat­nie, bo ja nigdy, ale to NIGDY, jadąc rowe­rem nie mam w uszach muzy na full, bo to tro­chę się może sła­bo skoń­czyć, kie­dy nie usły­szę np. syre­ny albo wybu­chu pasa sza­hi­da), kie­dy nic nie wska­zy­wa­ło na to, że coś się może stać – sta­ło się.

Babi­szon pie­przo­ny, kur­wa­bicz kor­po­ra­cyj­na w dupie mając prze­pi­sy dro­go­we pra­wie mnie sucz jed­na roz­je­cha­ła i tyl­ko dzię­ki temu, że mam refleks jak man­gu­sta egip­ska wpie­prza­ją­ca jado­wi­te kobry na dru­gie śnia­da­nie nie wylą­do­wa­łem babie pod koła­mi, tyl­ko się odbi­łem od boku wiel­kie­go jak sto­do­ła Paje­ro i wyje­ba­łem na chod­nik bole­śnie tłu­kąc sobie dupę, zdzie­ra­jąc tro­chę skó­rę z kola­na i łok­cia oraz dzię­ki niech będą naj­wyż­sze­mu mia­łem na gło­wie peł­ne słu­chaw­ki, więc nie przy­grza­łem o bruk cen­tral­nie gło­wą, tyl­ko słu­chaw­ka­mi właśnie.

porozmawiajmy

Nie że rany jakieś śmier­tel­ne, ale już czas poszu­kać ochra­nia­czy na żywot­ne czę­ści ciała.

Kie­dy już się pozbie­ra­łem do mniej wię­cej kupy, zsyn­chro­ni­zo­wa­łem pion z pozio­mem i zogni­sko­wa­łem swe spoj­rze­nie, to zoba­czy­łem jedy­nie dupę wiel­kie­go jak sto­do­ła Paje­ro w kolo­rze chy­ba błę­kit­nym i może meta­licz­nym zni­ka­ją­cą za malow­ni­cza chmur­ką spa­lin. Nawet się bladź pie­przo­na nie zatrzy­ma­ła, żeby spraw­dzić, czy żyję, czy jestem w jed­nym kawał­ku i czy słu­chaw­ki jesz­cze dzia­ła­ją (dzia­ła­ły). Nic, total­na wyjebka.

Przez gło­wę prze­le­cia­ła mi taka myśl, że cie­ka­we, czy mnie pin­da w ogó­le zauwa­ży­ła? A nawet jak zauwa­ży­ła, to spier­do­li­ła ze stra­chu, że kogoś zabi­ła łama­ne na uszko­dzi­ła, czy po pro­stu mia­ła to cen­tral­nie w dupie, bo prze­cież pogar­da dla motło­chu jadą­ce­go rowe­rem, ergo słab­sze­go użyt­kow­ni­ka dro­gi publicz­nej, to taka cecha osob­ni­cza wpo­jo­na w kor­po­bi­czow­ski tępy łeb?

 

W tym przydługim rozwinięciu chodzi o dwie rzeczy.

Po pierw­sze czas kupić kask i wca­le się nie przej­mo­wać tym, że wyglą­dam głu­pio i że mnie ciśnie w łeb. Jak­bym nie miał przy­pad­kiem na gło­wie słu­cha­wek peł­nych, a nie tych malu­chów dousz­nych, to dostał­bym wstrzą­su zawar­to­ści gło­wy i ta nit­ka co mi spi­na uszy mogła­by pęk­nąć, a sami przy­zna­cie, że głu­pio bym wyglą­dał bez uszu.

 

A po dru­gie kochaj­my się kur­wa na dro­dze i sza­nuj­my, dobrze?

 

 

Fot: foto­lia, autor: Adam Wasi­lew­ski

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Tak a pro po ochra­nia­czy. Jakiś czas temu mia­łem wypa­dek, ale na rol­kach i w ochra­nia­czach. Wyobraź sobie, że przez 5 lat nie mia­łem ochra­nia­czy i przez te 5 nie mia­łem żad­ne­go wypad­ku. Ale za namo­wą zna­jo­mych i spo­ra­dycz­ne­go przy­pły­wu roz­sąd­ku, posta­no­wi­łem takie ochra­nia­cze nabyć i co? Mając je dru­gi raz na sobie wybi­łem sobie palec…

    • Może to kwe­stia tego, że jak jesteś zabez­pie­czo­ny, to mniej uwa­żasz? Ekhem, be podtekstów 🙂

  • A ja napi­szę to co już powta­rzam od dłuż­sze­go cza­su, że jak już Janusz, czy Gra­ży­na chcą uczest­ni­czyć w świe­cie ulicz­nym to powin­ni uczy­nić z sie­bie tro­istość posta­ci i być pie­szym, kie­row­cą i rowe­rzy­stą w jed­nym. Kropka.

  • Pingback: Alfabet studenta we Wrocławiu...dizajnuch.pl – blog faceta w pewnym wieku()

  • Ty jak Ty, jesteś kie­row­cą, to i tro­chę ina­czej poru­szasz się po dro­gach jako rowe­rzy­sta, niż tacy prze­cięt­ni rowe­rzy­ści. A z takim to już mia­łam tyle histo­rii, że ho-ho! Aż dziw, że po żad­nym nie mam jesz­cze wgnie­ce­nia na masce. Total­ny brak wyobraź­ni, nie­zna­jo­mość zasad ruchu dro­go­we­go i poczu­cie, że jest się świę­tą kro­wą na dro­dze oraz jakieś takie, mam wra­że­nie, dziw­ne prze­świad­cze­nie, że mają pierw­szeń­stwo w każ­dej sytu­acji. A, na ich nie­szczę­ście, w więk­szo­ści nie mają.

    • Ja i przed­tem jeź­dzi­łem tak, żeby nie zro­bić krzyw­dy jakie­muś uło­mo­wi, któ­ry zamiast patrzeć co się dzie­je na dro­dze popy­la laj­wa na sna­pie, jak mu się zaje­bi­ście jedzie. I może dla­te­go wyda­je mi się, że inni jeż­dżą tak samo – zauwa­ża­jąc innych na dro­dze i uwa­ża­jąc na innych na drodze.
      Tak­że tych, któ­rzy jeż­dżą jak piz­dy i wład­cy szos. Ja aku­rat tak nie jecha­łem, ale widać nie­wia­sta w Paje­ro tak. Pech chciał, że mia­łem mniej­szy i słab­szy pojazd. Ale kar­ma to dziw­ka, kie­dyś to ona będzie jechać na rowe­rze, a ktoś inny nie.

  • rade­ma­che­ra

    Rozu­miem Twój ból i cięż­ki wkurw, ale na litość bogów! Nie każ mi się kochać na dro­dze! Prze­ca są takie faj­ne łóżka…

  • Kor­po­bicz – sub­tel­ne, deli­kat­ne i soczy­ste w wymo­wie. 🙂 Nie­ste­ty takich co raz wię­cej na dro­gach. Nie raz lądo­wa­łem na zde­rza­ku – po wie­lo­kroć obi­ja­jąc mój łeb o beton, aż dziw że jesz­cze dzia­ła, coś tam się poprze­sta­wia­ło nie­od­wra­cal­nie, ale może to tak już mia­łem od począt­ku. Nie­ste­ty 90% przy­pad­ków spie­prza z miej­sca zda­rze­nia szyb­ciej niż prze­la­tu­ją­cy samo­lot. Cho­ciaż zda­rza­ją się tacy co prze­pro­szą – tak, są jesz­cze takie ewenementy.

  • Nie­bie­ski meta­lik i wszyst­ko jasne. Nie­na­wi­dzę tego typu ludzi.

    • Tro­chę ste­reo­ty­po­wo, a tro­chę nie bar­dzo, ale w takich furach to ja się naj­bar­dziej boję kobiet – face­ci rzad­ko kie­dy mają wyje­ba­ne na tych słab­szych na dro­dze i rza­dziej się zaga­pia­ją. Chy­ba o tym napiszę 🙂

      • Wiem, że ste­reo­ty­po­wo, ale nie mogłam się powstrzymać 😉

        Napisz. “Co mówi o Tobie płeć i kolor samochodu” 😛

        • Samo­chód Sko­da Fabia płci żeń­skiej spotkasz? 

          Wkur­wa wiel­kie­go dosta­niesz i pia­ny na ryj! 😉

    • Kurve­łe, a ja mam nie­bie­ski plastik 😀

      • Ład­nie to tak ludzi rozjeżdżać? 😉

        • Roz­jeż­dżam tyl­ko tych, któ­rzy po lewej i pra­wej stro­nie jezd­ni mają ścież­kę dla rowe­rzy­stów, a cisną dro­gą two­rząc kilo­me­tro­wy korek 😀 #sza­tan #zło i #minia­tu­ro­wa

      • Haha, spo­koj­nie, Ty masz moje błogosławieństwo 😛 😀

  • Piotr Fra­nie­czek

    Andrze­ju, nie dener­wuj się, to się wykle­pie…” a tak cał­kiem serio, to dobrze, że cały jesteś, kup kask, ścią­gnij te słu­chaw­ki i jak to kie­dyś usły­sza­łem od instruk­to­ra – sta­raj się nie wyko­rzy­sty­wać wszyst­kich praw rowe­rzy­sty – a może poży­jesz wię­cej niż te 40-kil­ka. Zdro­wia życzę 🙂

    • W trzech skle­pach już cho­le­ra jasna mie­rzy­łem i zawsze za mały – może jakieś wodo­gło­wie mam ukry­te? Poszu­kam na Ali 🙂

  • Kasia Moty­ka Koci­ko­wa Dolina

    Jest tekst zaj****ty , temat na cza­sie i cho­ler­nie potrzebny.
    Trze­ba trą­bić na czte­ry stro­ny świa­ta, albo na osiem i wię­cej, że jaz­da na rowe­rze to nie alter­na­ty­wa dla jaz­dy luk­su­so­wym wozem, ale zdro­wy styl życia, eko­no­mia, przy­jem­ność, radość zmę­cze­nia i moż­li­wość uwol­nie­nia endor­fin, by pozy­tyw­nie patrz­reć w życie 🙂
    Babi­szo­nom nadę­tym sta­now­cze nie !!! Tym­bar­dziej śle­pym od prze­dłu­ża­nych rzęs !!!
    Mam nadzie­ję, że zapa­mię­ta­łeś choć dwie cyfry nume­ru rejestracyjnego 😉

    • Zapa­mię­ta­łem tyl­ko DW, ale to też pew­ny nie jestem. Za to jestem w 95% pew­ny, że to była blon­dyn­ka i to nie tyl­ko mentalna 🙂

      Fakt jest fak­tem, że od kie­dy sam robię te kil­ka­na­ście kilo­me­trów rowe­rem pra­wie codzien­nie, zupeł­nie ina­czej patrzę na rowe­rzy­stów, kie­dy jadę samo­cho­dem. Nigdy jakoś nie było tak, że byłem bura­kiem na dro­dze, ale teraz już w ogó­le powi­nie­nem dostać odzna­kę dżen­tel­me­na szos 🙂 Wie­lu kie­row­com by się przy­da­ło pope­da­ło­wać tro­chę po mie­ście, żeby zoba­czy­li, że to wca­le nie jest ani takie pro­ste, ani nie­ste­ty bezpieczne.

  • Bosz, to ja 3 lata peda­łu­ję i żyję- tfu tfu..;).
    Ale dzi­siaj pra­wie mnie prze­je­chał tak­siarz, po czym dopę­dził mnie i mówi że mnie zauwa­żył l date­go oca­lił, ale inni by zabi­li to to była dro­ga pierw­szeń­stwa. Na co mu podzię­ko­wa­łam, a on, żebym uwa­ża­ła bo szko­da taką ład­ną osób­kę zabić ;).

  • Ja, na szczę­ście, nigdy nie mia­łam “przy­jem­no­ści” spo­tkać się z takim babi­szo­nem, ale ja głów­nie noca­mi po Wro­cła­wiu na rowe­rze się szla­ja­łam, a i wte­dy było z tym róż­nie, mimo wszyst­ko. Miesz­ka­jąc teraz w Pozna­niu, tęsk­no mi do tych ście­żek rowe­ro­wych, bo przy­naj­mniej było ich we Wro spo­ro, tutaj… no róż­nie z tym jest, a nie jestem jakaś super odważ­na, by śmi­gać wśród aut na ruchli­wych uli­cach :c

    • O widzisz, a Poznań ponoć bar­dziej roz­wi­nię­ty od Wro­cła­wia. Widać w inne rejo­ny cywi­li­za­cji idą z tym roz­wo­jem, niż ścież­ki rowerowe 🙂

      • Są tutaj ścież­ki, tego nie moż­na powie­dzieć, że nie, ale wyda­je mi się, że są zro­bio­ne tro­chę na “odwal się”. W nie­któ­rych miej­scach jest ścież­ka, potem nagle się koń­czy i zno­wu jest. Są faj­ne tra­sy rowe­ro­we wokół jezior itp, ale im dalej od tych bar­dziej par­ko­wych oko­lic to już róż­nie z tym bywa. Jest gdzie pojeź­dzić, tyl­ko nie­kie­dy cięż­ko się tam dostać, bo te ścież­ki są cza­sem tak dziw­nie roz­lo­ko­wa­ne xD przy­naj­mniej w mojej oko­li­cy (bo wszyst­kich jesz­cze nie znam). I jest tutaj strasz­nie dużo aut – we Wro mia­łam wra­że­nie, że ludzie czę­ściej jed­nak wybie­ra­ją tram­wa­je i auto­bu­su, tutaj jest na odwrót (cze­mu się nie dzi­wię, bilet nor­mal­ny to 5 zł a i komu­ni­ka­cja nie jest jakość super zor­ga­ni­zo­wa­na). Za to, co zauwa­ży­łam, Poznań jest bar­dziej przy­ja­zny zwie­rza­kom. Moż­na się wybrać na rower z psem (są tacy, któ­rzy to bar­dzo lubią) i zawsze jest gdzie się zatrzy­mać z pupi­lem i odsap­nąć. To jest plus.

        Więc są plu­sy i minu­sy, ogól­nie (jak zawsze).

        • To chy­ba w ogó­le jest bolącz­ka cen­trów miast – kie­dyś nikt się rowe­ra­mi nie przej­mo­wał, to i dróg dla nich spe­cjal­nie nie robio­no. Kie­dy jadę wała­mi, to wszyst­ko pięk­nie gdzie były robio­ne nowe nabrze­ża albo remon­to­wa­ne mosty, ale tam, gdzie są jesz­cze sta­re, to dojeż­dżasz do uli­cy i cze­kasz, aż Cię ktoś prze­pu­ści. Ale i tak i tak wro­cław­scy rowe­rzy­ści mają mało powo­dów do narze­kań – w zasa­dzie da się prze­je­chać z jed­ne­go koń­ca na dru­gi ścież­ka­mi, nawet jak są czę­ścią dro­gi. Nie jest źle, tyl­ko kie­row­cy mogli by być tro­chę bar­dziej uważni 🙂

          • Coś w tym jest. Może za x cza­su i kie­row­cy zaczną być bar­dziej uważ­ni. Nie jestem pew­na czy uczą tego w szko­łach jaz­dy, czy ogól­nie panu­je prze­ko­na­nie, że jak są ścież­ki to rowe­rzy­sta musi radzić sobie sam etc. I w ogó­le powin­no się od dziec­ka wpa­jać, że jak jest ścież­ka rowe­ro­wa to się po niej nie cho­dzi xD To też mnie zawsze rozwala.

  • Szy­mon | pomensku

    Niech się sucz cie­szy, że ma Paje­ro, bo zna­jąc Two­je słusz­ne ucie­le­śnie­nie to Fia­ta 500 owi­nął­byś sobie wokół szyi 😀

    • Nie musiał­bym owi­jać – zgro­mił­bym wzro­kiem i nie było­by co zbie­rać, ani w co się wbi­jać od boku 😉

  • Rower, czy­li takie coś z koła­mi i prze­rzut­ką, znam! Mia­łem nawet i codzien­ne poko­ny­wa­lem tra­sę z Olszan­ki do Łopien­ni­ka. To zaraz koło Wro­cła­wia. Tyl­ko z 550 kilo­me­trów w bok. Ten pra­wy bok, sto­jąc na dole od Wro­cła­wia i górę na nie­go patrząc. Muszę stwier­dzić, że jesteś szczę­ścia­rzem, mimo spo­tka­nia z zadkiem Paje­ro. Ja kie­dyś w Żuka przy­je­ba­łem. Wiesz, tego co pomi­do­ry do Pana Fran­ka przy­wo­ził. Aż strach pomy­śleć co by było, gdy­bym wte­dy jechał rowe­rem? Swo­ją dro­gą, to zasta­na­wia mnie, dla­cze­go uchodź­cy nie przy­jeż­dża­ją rowe­ra­mi, tyl­ko z buta idą. Może boją się o swo­je ajfo­ny? Mogli­by prze­ciez zor­ga­ni­zo­wać stu­ty­siecz­ny pele­ton i powie­dzieć, że w Tour de Polo­gne star­tu­ją. Pew­nie któ­ryś z nich by wygrał, ale warun­kiem musia­ło by być, że za wygra­ną jest zasiłek..

    • Ciesz się, że to nie był Żuk Ska­ra­be­usz z wonie­ją­cym ładun­kiem, bo by Ci kible nie pomo­gły ani cho­in­ki zapachowe 😀

      Ja wiem – peda­ło­wać przez cała Euro­pę, uwa­żać na TIR’y, tirów­ki i nacjo­na­li­stycz­ne bojów­ki za 997,40 zł na rękę? Phi…

      • No wiesz.. Mamy w Pol­sce gru­pę ludzi, któ­ra pła­ci za to, żeby przez dwa tygo­dnie zapier­dzie­lac z buta, tyl­ko po to, żeby się pomo­dlić. To ja już wolę rower, tirow­ki i tysia­ka do kieszeni.

        • Jak to pła­ci? To piel­grzym­ki nie są za Bóg zapłać?!?!?!

          • Bóg zapłać to było, jak ksiądz do mnie po kolę­dzie przy­szedł. Powie­dzia­łem, że nie zapła­cę, bo mnie nie stać, a na dowi­dze­nia powie­dzia­łem Bóg zapłać. Czy zapła­cił, to nie wiem, ale do mnie przy­naj­mniej ksiadz juz nie przychodzi:)

  • Chuj­ców i biczy peł­no jest na dro­gach niestety.
    Ja to sobie w nie­któ­rych miej­scach Wro­cła­wia w ogó­le nie wyobra­żam, by jeź­dzić rowerem.

    • Ja ostat­nio tyl­ko wała­mi – na szczę­ście z Koza­no­wa mam pięk­ną tra­sę do ZOO i z powro­tem cza­sem też 🙂

  • Bez kasku jeź­dzisz? Wstydź się! No mer­cy Mistrzu, znam oso­bi­ście dwa przy­pad­ki osób, któ­re zaje­biasz­czo jeź­dzi­ły na rowe­rze i lądo­wa­ły w szpi­ta­lu ze wstrzą­śnie­niem mózgu (i nie tyl­ko) z racji bar­dzo agre­syw­nych kie­row­ców. Kup, uży­waj, nie znasz dnia i godzi­ny niestety…

    • Panie Kocha­ny, wstyd mi bar­dzo i sam bym się jeb­nął w gło­wę za swo­ją głu­po­tę, gdy­by i tak mnie nie bolał 🙂
      Tyl­ko muszę roz­miar zna­leźć, bo widać jakąś mam puchli­nę mózgo­wą i się nie mieszczę 🙂

      • Kole­ga ma rację. Mój wujek dwa lata temu zła­mał krę­go­slup na pro­stej dro­dze, bo jakiś piach był na dro­dze i koło ucie­kło. Na szczę­ście rdze­nia nie prze­rwal, jed­nak peł­ni wla­dzy w jed­nej ręce nie odzy­ska nigdy. W sumie w tym przy­pad­ku kask by nie pomógł i tak.. Ale ostrzec warto:)

        • Fakt, następ­nym razem mogę mieć mniej far­ta i albo inne słu­chaw­ki, albo jeb­nę tak moc­no, że i tak nie pomogą.

    • yy, ja tez bez 😉

      • Nie polu­bię tego, no nie. Jed­ne­go kole­gę podmuch prze­jeż­dża­ją­ce­go TIRa wdmuch­nął do rowu – OIOM i wstrząs mózgu plus szwy. Gdy­by był kask, to by otrze­pał gacie i poje­chał dalej. o dru­gim nawet nie piszę 😉

        • I tu ma Kole­ga sza­now­ny rację w 100% 🙂

        • Kole­ga miał wypa­dek, przez to że miał kask- zaha­czył lin­ką o kie­row­ni­ce i zła­ma­nie żuchwy z przemieszczeniem..auć jak sam mówił- bez kasku było by tyl­ko otarcie

          • A widzisz, kwe­stia szczę­ścia albo jego braku.
            Pamię­tam, jak zna­jo­mek opo­wia­dał, że gdzieś tam na budo­wie jakiś zadzior na jakiejś sta­lo­wej linie się nawi­ja­ją­cej tam na jakiś bęben zacze­pił gościa ubra­ne­go w gru­be ręka­wi­ce ochron­ne i wcią­gnę­ło mu tę łapę i zmiaż­dży­ło. Gdy­by nie miał, to by mu roz­ora­ło łapę i tyle. Z kaskiem tak samo, ale chy­ba czę­ściej dobrze go mieć, niż nie mieć 🙂

            • O rany, aż mnie palu­chy zabo­la­ły- auć!
              ps.Pewnie że lepiej mieć niż nie 🙂

          • Przez kask, jak przez kask, ale co robił że kaskiem wylą­do­wał w oko­li­cach linki 😉