Mam problem z hasztagiem #metoo

 

Jak zresz­tą z każ­dą akcją vira­lo­wą w necie, w sty­lu na przy­kład tęczo­we­go awa­ta­ra na fej­sie. Nie pamię­tasz za dobrze, o co cho­dzi­ło w tej akcji? No wła­snie…

Z jed­nej stro­ny zało­że­nia #metoo są bar­dzo szczyt­ne i szla­chet­ne, pro­blem waż­ny i wca­le nie wyssa­ny z pal­ca przez nie­do­pchnię­te femi­nist­ki, jak to nie­daw­no prze­czy­ta­łem w necie u jakie­goś pew­nie solid­nie pchnię­te­go w reszt­ki mózgu anty­fe­mi­ni­sty. Nie – kwe­stia mole­sto­wa­nia, prze­kra­cza­nia gra­ni­cy nie­ty­kal­no­ści oso­bi­stej i god­no­ści nie jest wydu­ma­na, ist­nie­je i nie­ste­ty czę­sto jest zamia­ta­na pod dywan, zarów­no przez spraw­ców, jak i przez ofia­ry. Czy to ze wsty­du, czy z nie­mo­cy, czy ze stra­chu cho­ciaż­by.

#Metoo roz­la­ło się po necie sze­ro­ko, bar­dzo sze­ro­ko i to dobrze, bar­dzo dobrze. Łatwiej jest napi­sać coś, niż o tym opo­wie­dzieć. Łatwiej chy­ba prze­pra­co­wać swo­ją krzyw­dę w ten spo­sób, bo nie trze­ba szu­kać pre­tek­stu, żeby swo­ją histo­rią się podzie­lić z inny­mi. Pre­tekst poja­wił się sam i oby, oby to naświe­tli­ło ska­lę zja­wi­ska do tego stop­nia, że już nigdy, niko­mu przez myśl nie przej­dzie nawet cokol­wiek zwią­za­ne­go z prze­mo­cą sek­su­al­ną, jaka­kol­wiek by ona nie była.

Abso­lut­nie nie pod­le­ga tutaj dys­ku­sji, że pro­blem jest, że ska­la tego zja­wi­ska jest ogrom­na i że trze­ba z nim wal­czyć. I ja oso­bi­ście biję bra­wo temu, kto na pomysł #metoo wpadł, bo to dobre jest i potrzeb­ne. Nie będę ana­li­zo­wał zja­wi­ska, przy­ta­czał pro­cen­tów i tak dalej, bo to robi dooko­ła każ­dy chy­ba. To też jest dobre, bo im wię­cej o mole­sto­wa­niu pod każ­dą posta­cią mówi­my, tym lepiej – zerwa­nie tego cału­nu wsty­du i uprze­dzeń oraz takie­go heloł? o co my tu bije­my pia­nę, prze­cież ona wca­le nie pro­te­sto­wa­ła moc­no pozwo­li przede wszyst­kim dotrzeć nie tyl­ko do zatwar­dzia­łych zaku­tych łbów pokro­ju tego powy­żej, ale też do tych wszyst­kich, któ­rym się do tej pory wyda­wa­ło, że mają czy­ste ręce. Czę­sto z nie­wie­dzy, że robią dru­giej oso­bie krzyw­dę, bo to wca­le nie zna­czy, że jeśli lite­ral­nie nie zgwałcił/zgwałciła (bo to nie jest zja­wi­sko płcio­wo czar­no-bia­łe, choć nie­ste­ty my, męż­czyź­ni czę­ściej jeste­śmy tymi zły­mi), to nie ma pro­ble­mu.

A nawet jeśli wie­dzą (nikt mi nie wmó­wi, że wujek-oblech łapią­cy za tyłek na wese­lu świa­do­mo­ści nie ma), to niech prze­sta­ną czuć się bez­kar­ni. Serio, kastro­wał­bym przy samej dupie i już. Bo nie potra­fię sobie wyobra­zić, jak wiel­kim chu­jem trze­ba być (ale­go­rycz­nie, roz­miar nie ma tu zna­cze­nia), żeby komuś, mło­dej kobie­cie, dziew­czy­nie, znisz­czyć i zohy­dzić świat budzą­cej się atrak­cyj­no­ści fizycz­nej, sek­su­al­no­ści i pew­no­ści sie­bie, jako kobie­ty.

Ale tu się poja­wia­ją moje wąt­pli­wo­ści nie tyle odno­śnie całej akcji, któ­rą, powta­rzam, uwa­żam za potrzeb­ną bez dwóch zdań, choć­by po to, żeby uświa­da­miać nie­uświa­do­mio­nych, co bar­dziej…

 

…ja mam wątpliwości wobec intencji biorących w niej udział.

Bo wie­cie, chciał­bym wie­rzyć, że żyje­my w ide­al­nym świe­cie. Świe­cie, gdzie poru­sza­nie takich tema­tów jak #metoo w ogó­le nie powin­no mieć miej­sca, bo niko­mu by nie przy­szło nawet przez myśl mole­sto­wa­nie, naru­sza­nie czy­jejś nie­ty­kal­no­ści, nazwij­my to umow­nie – fizycz­nej i psy­chicz­nej. Albo nawet w mniej ide­al­nym świe­cie, w któ­rym taka akcja ma miej­sce, bo ludzie jed­nak są skur­wy­sy­na­mi i sytu­acje prze­mo­cy sek­su­al­nej mają miej­sce, ale cho­ciaż komen­tu­ją­cy akcję i hasz­ta­gu­ją­cy skur­wie­la­mi nie są do tego stop­nia, żeby nie wyko­rzy­sty­wać całą akcję do zaist­nie­nia czy przy­po­mnie­nia swo­im przy­ku­rzo­nym fanom o sobie. Żeby te wszyst­kie blo­ger­ki mało zna­ne, nie­zna­ne czy już nie tak zna­ne jak by chcia­ły, nie robi­ły sobie zdjęć z kar­tą #metoo i nie dzie­li­ły się ze świa­tem swo­imi histo­ria­mi tyl­ko po to, żeby zga­dza­ły się kli­ki i hajs na kon­cie. A takie mam wra­że­nie.

Jak zwy­kle dia­beł tkwi w szcze­gó­łach i cho­dzi o inten­cje. Nie ma nic, ABSOLUTNIE nic złe­go w tym, że akcja jest sze­ro­ko komen­to­wa­na na blo­gach i pew­nie w bar­dziej main­stre­amo­wych kana­łach. Wręcz prze­ciw­nie – to wiel­ki suk­ces całej akcji. Wiel­ki sza­cu­nek dla kobiet, któ­re dzie­lą się ze świa­tem swo­imi histo­ria­mi, czę­sto mniej lub bar­dziej bole­sny­mi, bo chcą swo­ją trau­mę prze­pra­co­wać i oswo­ić na tyle, na ile się to da zro­bić i dodat­ko­wo edu­ku­ją innych, co może robić krzyw­dę. Bo zno­wu się powtó­rzę – cza­sa­mi oso­ba, któ­ra się dopusz­cza prze­mo­cy sek­su­al­nej w ogó­le sobie z tego nie zda­je spra­wy. Wiel­kie wyra­zy uzna­nia dla tych, któ­rzy piszą z potrze­by ser­ca czy rozu­mu (zaj­rzyj­cie na taki wpis Nie­ide­al­nej Anny na przy­kład, któ­ra dosad­nym języ­kiem poka­zu­je nam, face­tom pew­ne nasze zacho­wa­nia – maj­stersz­tyk dobre­go pisa­nia), bo im czę­ściej i wię­cej na jakiś temat tabu roz­ma­wia­my, tym mniej sta­je się on tabu.

Ba, ja sam, choć wytę­żam pamięć i nie mogę zna­leźć sytu­acji, w któ­rej sie­bie posta­wił­bym w roli tego, któ­ry krzyw­dzi, to wca­le nie mogę wyklu­czyć, że jed­nak ktoś moje sło­wa, żar­ty czy zacho­wa­nie w ten spo­sób ode­brał. Mało tego – prze­glą­da­jąc swo­je wpi­sy widzę, że cza­sa­mi moc­no jadę po ban­dzie i może być tak, że dla nie­któ­rych tę gra­ni­cę prze­kra­czam. Nigdy nie mia­łem inten­cji takiej, żeby kogoś skrzyw­dzić, ale prze­cież nie każ­dy może moje inten­cje odczy­ty­wać tak, jak ja bym chciał, żeby były odczy­ta­ne, praw­da?

Nato­miast jeśli ktoś to robi tyl­ko po to, żeby zaist­nieć, to mi ręce i nogi opa­da­ją. Cięż­ko jest to zwe­ry­fi­ko­wać, cięż­ko udo­wod­nić, że dana sytu­acja nie mia­ła miej­sca i dany wpis na fej­sie czy blo­gu powstał tyl­ko pod publicz­kę. Może w tym momen­cie bar­dzo te oso­by krzyw­dzę takim myśle­niem, ale czy­ta­jąc nie­któ­re histo­rie nie mogę pozbyć się wra­że­nia, że to ście­ma wymy­ślo­na tyl­ko na potrze­by poka­za­nia się. Nie wiem, z cze­go to wyni­ka – może za mało mi w tych sło­wach, któ­re czy­tam, emo­cji? Może całość jest zbyt szcze­gó­ło­wa i jakoś cięż­ko mi uwie­rzyć, że po dzie­się­ciu-pięt­na­stu-dwu­dzie­stu latach ktoś jest w sta­nie pamię­tać takie deta­le? Nie wiem, jak dzia­ła psy­chi­ka, może to zda­rze­nie tak głę­bo­ko ryje się w pamięć, że rze­czy­wi­ście to moż­li­we.

To tyl­ko moje odczu­cie, powta­rzam, może total­nie nie­praw­dzi­we, ale cza­sa­mi włą­cza mi się bul­l­shit detec­tor. Nie poka­zu­ję pal­cem w niko­go, bo to bez sen­su, rzu­cać oskar­że­nia­mi na pod­sta­wie li tyl­ko wra­że­nia, ale dla mnie moje emo­cje i moje wra­że­nia są fak­tem, więc o nich mówię.

Cho­dzi mi jesz­cze po gło­wie kwe­stia tego, że coraz trud­niej mówić kom­ple­men­ty, bo do tego trze­ba nie tyl­ko odro­bi­ny wro­dzo­ne­go baje­ru, ale też ogrom­nej ilo­ści tak­tu i wyczu­cia. Ale to chy­ba temat na osob­ny wpis, bo tego, co mi się w gło­wie kłę­bi w tym tema­cie jest dużo wię­cej, niż na jeden aka­pit.

Mamy tez dru­gą stro­nę meda­lu, czy­li głów­nie (nie­ste­ty) face­tów, któ­rzy na hehesz­kach z całej akcji chcą… a chuj nawet nie wiem, co chcą, bo nawet pie­przo­na roz­wie­lit­ka jest mądrzej­sza od tych poje­bów. Spusz­czę na nich zasło­nę mil­cze­nia, bo tekst w zało­że­niu miał być kul­tu­ral­ny i nie­co inne­go kali­bru, a tu mi się chce kur­wa­mi rzu­cać.

#metoo

#lans na #metoo

To podob­ne zja­wi­sko do powyż­sze­go, ale nie­co słab­sze­go kali­bru. Tutaj nie ma histo­rii z życia, są tyl­ko sel­fi­ki z odpo­wied­nim tagiem. Zdję­cia wrzu­ca­ne bez gra­ma reflek­sji, o co tutaj cho­dzi. Wszy­scy mają, to ja też, bo to lans, a kto nie ma ten leszcz. To taki pusty gest, w ogó­le nie pod­par­ty chwi­lą nawet zasta­no­wie­nia się nad celem akcji, jej przy­czy­ną i skut­ka­mi oraz tym, czy i jak waż­ne spo­łecz­nie kwe­stie poru­sza. Bez­kry­tycz­ne i bez­re­flek­syj­ne gonie­nie za modą, jak kolej­ka za buta­mi Kaj­ni Łesta, gdzie cho­dzi tyl­ko o to, żeby się poka­zać.

#metoo

I choć samo to w sobie nie czy­ni chy­ba niko­mu krzyw­dy, to jed­nak zno­wu cho­dzi mi o inten­cje, któ­re prze­wi­ja­ją mi się przez cały wpis – uwa­żam, że jeśli się coś popie­ra, to powin­no się popie­rać świa­do­mie i całym sobą, ale nie dla­te­go, że taka moda i inne zna­jo­me gim­bu­sy tak robią.

Oczy­wi­ście wia­do­mo, że moż­na zmie­nić zda­nie, ale do tego aku­rat będzie potrzeb­ny nowy hasz­tag, nie?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Jak czy­tam te wszyst­kie komen­ta­rze na temat kobiet, któ­re umie­ścił swo­ja histo­rię i ozna­czy­ły hasz­ta­giem to sła­bo mi się robi. Kie­dy ten sto­pień głu­po­ty zaczął funk­cjo­no­wać w naszym spo­łe­czeń­stwie.
    Przy­kre to i smut­ne, ale nie­ste­ty te brzyd­kie i kale­kie też są mole­sto­wa­ne.

    • Nie­ste­ty, ale w niczym tak na świe­cie nie ma rów­no­upraw­nie­nia, jak w głu­po­cie.

  • Akcja uświa­do­mi­ła nam ska­lę zja­wi­ska. Dziew­czy­ny zaczę­ły mówić. Nie­ko­rzy męż­czyź­ni zasta­no­wią się czy nie prze­sa­dza­ją w swo­ich rubasz­nych żar­tach ( inna spra­wa, że nie­któ­re kobie­ty je lubią :-)) Ja jed­nak mam tro­chę wąt­pli­wo­ści. Owszem, akcja to wyraz sta­now­cze­go NIE! To też for­ma wyrzu­ce­nia z sie­bie trau­my oso­by mole­sto­wa­nej. Tyl­ko czy fb to dobre miej­sce na pisa­nie o tym zwłasz­cza na pro­fi­lu publicz­nym? Czy takie obna­że­nie się nie spo­wo­du­je złych kon­se­kwen­cji?
    Myślę że skut­kiem takiej akcji powin­ny być gru­py wspar­cia dla mole­sto­wa­nych kobiet, lub męż­czyzn. Zamknię­te gru­py z pomo­cą praw­ną i psy­cho­lo­gicz­ną. Czy takie są? Nie wiem, bo mimo akcji na dużą ska­lę nigdzie nie widzia­łam infor­ma­cji o tym.

    • Oba­wiam się, że nie ma, bo jak każ­da akcja vira­lo­wa w necie prze­mi­nie, za chwi­lę inna będzie mod­na i o tej nikt już nie będzie pamię­tać.
      Sam nie wiem, bo tak napraw­dę zachwy­ca­my się szcze­ro­ścią i odwa­gą tych kobiet, ale nikt nie myśli o kon­se­kwen­cjach – a jak jej facet nagle stwier­dzi, że nie chce mieć z taką do czy­nie­nia? Try­wia­li­zu­ję, ale o minu­sach całej akcji nikt nie myśli.

  • No to ja wbi­ję tro­chę kij w mro­wi­sko, bo w sumie to nigdzie o tym ani sło­wem, więc napi­szę sobie u Cie­bie. Może nikt nie prze­czy­ta :-p 😉

    Ska­la zja­wi­ska jest ogrom­na i szcze­rze powie­dziaw­szy gra­ni­ca też jest cien­ka, zarów­no prze­kra­cza­nia przez męż­czyzn, kobie­ty zresz­tą też, jak i tego co uzna­my za wła­ści­we uży­wa­jąc hasz­ta­ga #metoo.

    Myślę, że każ­da, abso­lut­nie każ­da kobie­ta doświad­czy­ła jakiejś przykrej/niekomfortowej/dziwnej/niezrozumiałej/nieakceptowalnej sytu­acji w życiu, ja rów­nież, ale nie każ­da ma potrze­bę obno­sze­nia się z tym/pisania (nie­wy­god­ne sło­wo skre­ślić) w socja­lach.

    Tro­chę boję się, że akcja #metoo zosta­ła spły­co­na para­dok­sal­nie przez swój zasięg. Ozna­cza­ją się już pra­wie wszy­scy, młod­si, star­si, kobie­ty, męż­czyź­ni, a ja myślę sobie, że nie­do­brze się sta­ło, że do jed­ne­go wora wrzu­co­no nie­dwu­znacz­ną pro­po­zy­cje czy poka­za­nie fiut­ka w par­ku z fak­tem, że było się mole­sto­wa­nym w dzie­ciń­stwie. Dru­gie w prze­ci­wień­stwie do pierw­sze­go nie­sie znacz­nie poważ­niej­sze ze sobą skut­ki. Nigdy nie ośmie­li­ła­bym się opo­wia­dać, o tym, że kie­dy byłam nasto­lat­ką obna­żył mi się facet w pocią­gu (pamię­tam ten widok do dziś, nie­ste­ty), a potem w par­ku, przez któ­ry codzien­nie prze­cho­dzi­łam cze­kał na mnie gość, któ­ry miał naj­wy­raź­niej wiel­ką potrze­bę zapre­zen­to­wa­nia się w nie­ty­po­wy spo­sób i że były też pro­po­zy­cje w sytu­acjach, któ­re nie powin­ny mieć w ogó­le miej­sca i mnó­stwo moc­no nie­kom­for­to­wych sytu­acji w pra­cy jako trau­mie porów­ny­wal­nej do mole­sto­wa­nia.

    Śmiem wyczu­wać w nie­któ­rych przy­pad­kach nacią­gnię­cie swo­jej histo­rii tak, by paso­wa­ła do #metoo. Czy to lans? Wąt­pię, raczej głu­po­ta.

    • O widzisz, mi też przy­szło do gło­wy, że dopa­so­wu­je­my hasz­tag do sytu­acji o zupeł­nie róż­nym kali­brze, ale ponie­waż ja jestem face­tem, czy­li nale­żę do płci, któ­ra jak­by nie było czę­ściej jest napast­ni­kiem, niż napa­sto­wa­nym, to nie chcia­łem tego tema­tu poru­szać, żeby nie było, że pro­blem baga­te­li­zu­ję albo bio­rę stro­nę tych, któ­zy mówią, że jak się facet zain­te­re­so­wał, to kobie­ta win­na być mu wdzięcz­na.

      Boję się, że takie jed­no­li­te patrze­nie na wszyst­ko, co się wią­że z rela­cja­mi dam­sko-męski­mi, bez jakie­goś zestop­nio­wa­nia, spo­wo­du­je nie­dłu­go, że napraw­dę nie będzie moż­na powie­dzieć kobie­cie kom­ple­men­tu (oczy­wi­ście mówię o kom­ple­men­cie, a nie o sebi­xo­wym “masz zaje­bi­ste cyc­ki”), bo zacznie to być odbie­ra­ne jako napa­stli­we. Z dru­giej stro­ny gra­ni­ca pomię­dzy kom­ple­men­tem spra­wia­ją­cym przy­jem­ność i takim cham­skim, bez wyczu­cia tez jest płyn­na i czę­sto zmien­na nawet u jed­nej kobie­ty czy jed­ne­go face­ta.

      Bądź tu mądry 🙂

  • Bo ja wiem, czy tutaj jakieś zmia­ny zaj­dą.. to raczej wszyst­ko po to, żeby ten temat w ogó­le pod­nieść i o nim poga­dać, co się chy­ba uda­ło. Może przy oka­zji uświa­do­mić jakie­muś mło­de­mu czy dwóm, że zadzie­ra­nie spód­nic kole­żan­kom może nie być śmiesz­ne dla tych kole­ża­nek. Sądzę że z grub­sza każ­dy i tak pozo­sta­nie przy swo­im zda­niu, czy­li ci, co łapią za tyłek, dalej będą wole­li twier­dzić, że to dla kobie­ty kom­ple­ment albo że sama chcia­ła. Chy­ba żaden łań­cu­szek w necie jesz­cze nie spo­wo­do­wał czy­je­goś gwał­tow­ne­go nawró­ce­nia na dobrą dro­gę, na pew­no było­by to war­te oddziel­ne­go wpi­su gdy­by taki przy­pa­dek powstał. W to, czy­je histo­rie są praw­dzi­we a któ­re nacią­ga­ne, w ogó­le nie chce mi się wni­kać, bo jestem anty­fej­mo­wa, niko­go nie laj­ku­ję i zda­rzy­ło mi się czy­tać głów­nie histo­rie swo­ich kole­ża­nek.

    • Ja mam nadzie­ję, że ten łań­cu­szek nie zro­bi wię­cej zła, niż dobra, bo jak ci, co i tak robią to świa­do­mie się prze­ko­na­ją, że to tak powszech­ne zja­wi­sko, to się bar­dziej ośmie­lą – jak choć­by ten koleś z nie­bie­skie­go rower­ka, o któ­rym pisa­łaś. A ci, któ­rzy robi­li to nie­świa­do­mie poczu­ją dresz­czyk emo­cji i będą robić tak czę­ściej. Ja jakoś kiep­sko mam z wie­rze­niem w dobrą część natu­ry ludz­kiej 🙂

  • A widzisz, a ja mam mie­sza­ne uczu­cia – bo o ile zało­że­nia takie­go kara­nia są szczyt­ne, bar­dzo, i może da to takim naga­by­wa­nym dziew­czy­nom czy kobie­tom oręż do wal­ki z wyjąt­ko­wo tępy­mi ado­ra­to­ra­mi, to z dru­giej stro­ny jakoś nie do koń­ca widzę rolę pra­wa w czymś, co powin­no być roz­wią­za­ne kul­tu­ro­wo. Nie wiem, czy wystar­cza­ją­co jasno to napi­sa­łem – uświa­da­mia­nie, że “NIE zna­czy NIE” jak naj­bar­dziej. Mało tego – uświa­da­mia­nie tak, żeby kobie­ta nie musia­ła mówić tego NIE, pew­nie nawet i bar­dziej.

    Ale cho­le­ra włą­cza­nie w to pra­wa to już sze­ro­kie pole do nad­użyć, a nikt face­to­wi, któ­ry napraw­dę jest nie­win­ny, nie uwie­rzy, kie­dy skon­fron­tu­je­my go z kobie­tą chcą­cą go w coś wro­bić. Fakt fak­tem, my face­ci lata całe na to kur­de pra­co­wa­li­śmy.

    PS. Twój kom­ple­ment prze­my­co­ny mimo­cho­dem cudow­ny – wysłał­bym Ci :*, ale wiesz… 😉

    • Całuj zawsze, choć może nie wszę­dzie! 🙂 Cał­kiem rozu­miem Twój punkt widze­nia, bo – nie­ste­ty- zawsze tam, gdzie się będzie zmie­nia­ło coś, co teraz nie hula, będą nad­uży­cia. Ostat­nio mi cio­cia pisa­ła, że w Kana­dzie wpro­wa­dzi­li coś takie­go, że jak dziew­czyn­ka 10-let­nia i wzwyż uzna, że jest chłop­cem i będzie chcia­ła to zmie­nić na papie­rze, a rodzi­ce jej nie pozwo­lą, to przyj­dzie opie­ka spo­łecz­na na cha­tę, o ile rezo­lut­na dziew­czyn­ka zgło­si, że sta­rzy jej nie pozwa­la­ją być kim chce. A kto jak kto, ale Ty na pew­no po latach mał­żeń­stwa wiesz, że dziew­czyn­ki po pierw­sze – są rezo­lut­ne, a po dru­gie – focha strze­lać lubią:P. No i masz tu taką cór­kę, któ­ra chce kucy­ka Pony, czy co tam chcą dziew­czy­ny, Ty jej, że nie, a ona, że chce być chłop­cem, Ty znów, że nie, a ona dzwo­ni po opie­kę. No głu­pie. Ale znów: co zro­bić, żeby dać oso­bom trans­sek­su­al­nym poczu­cie, że są tacy sami jak my? Zawsze w dro­dze o rów­no­upraw­nie­nie, będą nad­uży­cia, ale czy war­to z tej wal­ki rezy­gno­wać? No chy­ba nie.

      P.S. OFC chłop­cy kana­dyj­scy też mogą na sta­rych nasłać opie­kę, ale żeby było w tema­cie, trzy­ma­łam się dziew­czy­nek 🙂

  • Przede wszyst­kim bar­dzo dzie­ku­je za wzmian­ke <3

    Zaczne od kon­ca. Prze­ja­wy heheszkowania,lansu i fejmu:sa,byly i beda. Nie zba­wi­my swiata,ale moze­my ogar­niac nasze pod­wor­ko. I tutaj z cale­go ser­ca ci dziekuje,ze mowisz o bla­skach i cie­biach akcji. Ze lad­nie ukie­run­ki­wa­les swo­je zasie­gi, popu­ar­no­ac i sym­pa­tie i ze dasz czy­tel­ni­kom do mysle­nia.

    Co do samej akcjii. Uwazam,ze jesli cho­ciaz jed­na kobie­ta poczu­la sie lepiej,bo zrzu­ci­la sie­bie ciezar,to war­to bylo to zro­bic. Jesli cho­ciaz jeden facet zrozunie,ze robil zle, bylo war­to…

    • Z ostat­nim zda­niem w peł­ni się zga­dzam i nawet moje poczu­cie wewnętrz­ne­go żenua dla tych lan­su­ją­cych się powo­li kła­dzie po sobie uszy i idzie sobie hen…

      Bo cza­sa­mi cel uświę­ca środ­ki.
      I powtó­rzę się – napi­sa­łaś to świet­nie 🙂

  • Ech, mia­łem już dość oso­bi­sty komen­tarz, ale dla dobra ogó­łu ska­so­wa­łem. Jeśli ta akcja wpły­nie choć­by na to, że kil­ka kobiet nie będzie pod­da­nych nie­dwu­znacz­nym pro­po­zy­cjom, bo jeden z dru­gim skór­ko­jad sobie przy­po­mni, że nie jest już taki bez­kar­ny, to będzie suk­ces i ja będę kla­skał. Bo więk­szość wpi­sów jest upior­nie praw­dzi­wa. A na fali tego hasz­ta­gu pró­bu­ją wysko­czyć jed­nost­ki – kto jed­nak myśli choć tro­chę, zaraz te nie­udol­ne pró­by wyłapie.No i inter­net pamię­ta, praw­da?
    Znie­na­wi­dzi­łem uczel­nię i pewien wydział, bo tam była total­na pato­lo­gia. Męska kadra i 95% stu­den­tek. Pewien dok­to­rek, pewien asy­stent, nie­dwu­znacz­ne pro­po­zy­cje wobec kobiet, kle­ją­cy wzrok, alu­zje – uwie­rzysz, że rwa­łem się jechać i zro­bić krzyw­dę? Ale musia­łem obie­cać, że nie zro­bię nicze­go, bo tyl­ko zaszko­dzę. Po latach tam­tej­szy ukła­dzik roz­wią­za­no, a naj­więk­szy wieprz kop­nął w kalen­darz. Cie­kaw jestem czy na fali #metoo poja­wi się jego nazwi­sko.

    • Powiem Ci, że chy­ba mi lek­ko emo­cje opa­da­ją, bo o ile rano po prze­czy­ta­niu o jed­nej takiej niby to zna­nej blo­ger­ce tro­chę mi gul sko­czył, to teraz zaczy­nam przy­zna­wać rację tym, któ­rzy mówią – niech się lan­su­ją, jeśli ma to komuś pomóc, choć jed­nej oso­bie, to niech się lan­su­ją.

      Naj­gor­sze w tym, co piszesz jest to, że jak­byś wysko­czył to byś napraw­dę zaszko­dził. To jest upior­ne wręcz, jak bar­dzo sil­na jest w nas takie podej­ście “nic się nie sta­ło”. Maka­bra.

  • Sie­dzę, jak ta mysz pod mio­tłą. Zga­dzam się dziew­czy­na­mi, któ­re doświad­czy­ły mole­sto­wa­nia Trze­ba takie rze­czy nagła­śniać, by spraw­ca, nie czuł się bez­kar­ny. Co do lan­su, mam to samo odczu­cie. Tyl­ko jak oddzie­lić ziar­no od plew? Ale te co korzy­sta­ją na czy­imś nie­szczę­ściu, wsa­dzi­ła­bym do jed­ne­go wora z tymi “dżen­tel­me­na­mi” powy­żej, co nawet nazwi­ska swo­je­go nie poda­dzą, ale w gębie są moc­ni.

    • Ano wła­śnie, chy­ba oddzie­lić się nie da, bo jak to zro­bić? Mam wiel­ką nadzie­ję, że nie wysko­czy za chwi­lę z powo­du tego lan­su na czymś poważ­nym jakiś kło­pot, albo wszyst­kim się opa­trzy i zapa­nu­je znie­czu­li­ca.

  • Do wszyst­kich akcji hasz­ta­go­wych pod­cho­dzę z ogrom­nym dystan­sem.
    Na począt­ku zawsze mówi się o tym, że akcja super, ludzie zaczy­na­ją pisać, dzia­łać, potem ktoś węszy na tym odro­bi­nę popu­lar­no­ści i dołą­cza do akcji nie z potrze­by ser­ca, ale z potrze­by laj­ków. Za tą oso­bą idzie cała masa, pró­bu­jąc wyłu­skać odro­bin­kę uwa­gi na wła­sną oso­bę. Potem poja­wia­ją się dzie­ci i młod­sza mło­dzież, nie do koń­ca rozu­mie­ją­cy isto­tę pro­ble­mu, dołą­cza­ją­cy hasz­tag “bo tak w modzie”. A na koń­cu akcja dogo­ry­wa pod ogrom­ną kry­ty­ką ludzi, któ­rzy albo nie zro­zu­mie­li isto­ty akcji, albo przez wypa­cze­nie zna­cze­nia hasła.
    Dla­te­go nie wzię­łam udzia­łu i nie wezmę, choć dosko­na­le rozu­miem pobud­ki i zało­że­nia całej akcji.

    • Masz świę­ta rację – takie akcje wybu­cha­ją co jakiś czas, ale czy zmie­nia­ją świat na lep­sze? Nie wiem, ale chciał­bym, żeby tak było.

  • Kur­czę, łapię o co Ci cho­dzi, ale nie do koń­ca się zga­dzam. Jeśli ktoś kła­mie, to jest chu­jo­we i zosta­wia­my to, bo kła­ma­nie jest sła­be i nie ma co o nim gadać. Choć z dru­giej stro­ny, jak­by taka Cho­da­kow­ska napi­sa­ła, że była mole­sto­wa­na, a załóż­my, że nie była, a jej post poniósł­by się po necie i komuś tam pomógł, to nie było­by to takie naj­gor­sze. To tro­chę tak jak­by zna­ny aktor napi­sał: ja już wpła­ci­łem na cho­rą Karo­lin­kę, Ty też to zrób. No i w sumie czy waż­ne jest, że tak napraw­dę nie wpła­cił? Moral­nie tak, ale dla rodzi­ców dziec­ka liczy się to, czy laj­ku­ją­cy go tłum otwo­rzy port­fe­le, bo tłum to wię­cej niż jeden aktor, więc kij z nim. Choć jak mówię, nie jestem jakąś zwo­len­nicz­ką ście­my, tak sobie tyl­ko gdy­bam.

    No ale jak ktoś chce zaist­nieć na takiej akcji albo odku­rzyć sie­bie i wrzu­ca swo­ją histo­rię, to co w tym jest złe­go? Tym spo­so­bem moż­na zabić każ­dą ini­cja­ty­wę, a wła­ści­wie każ­dy tekst. Dla lan­su, heheh, wpier­ni­cza te bur­ge­ry. Pew­nie liczy, że za następ­ne­go nie zapła­ci, a może jesz­cze colę dosta­nie. Nie wspie­ra PiS-u? Jasne! Na pew­no wspie­ra, tyl­ko się lan­su­je. Chwa­li książ­kę zna­ne­go dziennikarza/blogera? Tia, pew­nie liczy, że mu tro­chę sła­wy kap­nie. Pisze o sek­sie? Wia­do­mix, seks się kli­ka.

    A in the end wia­do­mo, ze każ­dy, kto pisze, nie chce tego robić tyl­ko dla żony/męża i zna­jo­mych, więc szu­ka tema­tów, któ­re się ponio­są. Jak to jest dobra, faj­na akcja, to ja jestem za, nawet jak doda­je kil­ka punk­tów do lan­su i parę tysię­cy wyświe­tleń w jeden wie­czór (u mnie, u mnie :D).

    • Tyl­ko widzisz, ja się boję efek­tu odwrot­ne­go od tej wpła­ty na cho­rą Karo­lin­kę. Że ban­da tych wszyst­kich dewian­tów, któ­rzy takie rze­czy robią świa­do­mie jesz­cze bar­dziej się ośmie­li, bo w kupie siła (jak nigdy pasu­je mi tu ana­lo­gia kupa=gówno). Do tego boję się, prze­ra­żo­ny wręcz jestem tym, co suge­ru­je Andrzej poni­żej, że oni potrak­tu­ją cała akcję jak prze­pis na suk­ces. Czy­ta­łem wpis na Igi­Ma­gu jed­nej z Two­ich kole­ża­nek redak­to­rek o tym, że dziew­czyn­ki na jed­nym z osie­dli lata temu już wie­dzia­ły, że jak wyrzu­ca­ją śmie­ci i spo­ty­ka­ją takie­go jed­ne­go, to mają go walić od razu wia­drem w sła­bi­znę. Faj­nie, tyl­ko kto teraz cho­dzi z wia­drem wyrzu­cać śmie­ci? Wiesz, o co mi cho­dzi?

      Ja wiem, ja mam cynizm level poza ska­lą i ni cho­in­ki nie widzę w ogó­le spo­łe­czeń­stwa dobra, co naj­wy­żej dobre jed­nost­ki i może po pro­stu dra­ma­ty­zu­ję?

      I tak, biję się w pier­si, przy­zna­ję Ci rację – jeśli cała akcja przy­nie­sie sku­tek taki, że po pierw­sze pri­mo nie­świa­do­mi face­ci zro­zu­mie­ją, że robią źle, a face­ci świa­do­mie to robią­cy, tfu, to nie face­ci, to jakieś siu­sia­ki zakom­plek­sio­ne, z męż­czy­zną to nie ma nic wspól­ne­go. No więc jeśli te poje­bu­sy zro­zu­mie­ją, że nie są bez­kar­ni, to wali mnie to, że hasz­ta­ga powa­znej akcji uży­wa nawet jakaś gim­bu­sia­ra pyta­jąc o zada­nie z che­mii 🙂

      PS. Sam się doklik­ną­łem do tych tysię­cy słow­nie razy 4, bo ja lubię sobie poczy­tać dobre rze­czy, nawet po wie­lo­kroć 😉

      • Za PS cału­ję! A cała resz­ta – tro­chę przy­ta­ku­ję, tro­chę nie 🙂 Ale tak to jest jak się cynik z Pol­ly­an­ną zga­da­ją 🙂

        • Ty weź, bo facet też może się czuć zmo­le­sto­wio­ny, nie? 😉
          Tak BTW – ja uwiel­biam się tak pięk­nie z kimś nie zga­dzać. Serio­se­rio 🙂

          • Tyl­ko mi tu z #metoo nie wyska­kuj za jed­ne­go wir­tu­al­ne­go cału­sa 🙂 BTW – zga­dzam się, że to nie­zga­dza­nie się faj­nie nam wyszło 🙂

      • Co do PS.2 – to nie tak jak myślisz. WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST PRZYPADKOWE! 🙂 Serio:)

  • pierw­sze co zro­bię po zosta­wie­niu komen­ta­rza, to usu­nę to, co zaczą­łem pisać, bo z grub­sza, to był­by bar­dzo podob­ny tekst. Zga­dzam się cał­ko­wi­cie. Nie będę się za bar­dzo roz­pi­sy­wał, bo w tym tema­cie zosta­ło powie­dzia­ne już wie­le. Tak. Jest to ponie­kąd lans. To rów­nież może być dro­ga do zaist­nie­nia.. nie­ste­ty. Wiesz co jest w tym wszyst­kim naj­gor­sze – pew­nie wiesz..: P Za nie­dłu­gi czas nikt o tym hasz­ta­gu nie będzie mówił. Nikt nie będzie wrzu­cał swo­ich histo­rii. Nikt nie będzie wrzu­cał zdjęć na insta z kawał­kiem papie­ru. Życie wró­ci do nor­mal­no­ści i tyle.. Cie­ka­wy jestem efek­tu tej akcji, któ­ra jest słusz­na jak naj­bar­dziej, ale… Wyda­je mi się, że może ona przy­nieść sku­tek odwrot­ny do zamie­rzo­ne­go. Może zwy­rod­nial­com pod­su­wać nowe pomy­sły na ata­ko­wa­nie kobiet, no bo te nie­któ­re histo­rie wyglą­da­ją cza­sa­mi na “plan dosko­na­ły”. Nie wyda­je mi się, że na takich ludzi to zadzia­ła. Spójrz – coraz wię­cej mówi się o pedo­fi­li, a im wię­cej się mówi, tym wię­cej ich łapią. Jakim cudem? Pra­wo popy­tu i poda­ży. Na nor­mal­nych ludzi, te wszyst­kie sytu­acje wpły­ną – tak. We mnie i wie­lu ludziach budzą tyl­ko obrzy­dze­nie, ale na tych, któ­rzy tak robią, to nie zro­bi to żad­ne­go wra­że­nia.. Prze­cież to tyl­ko kle­pa­nie w tyłek, czy zła­pa­nie za cyc­ka..