Weź interes swojego faceta we własne ręce! [KONKURS-ZAKOŃCZONY]

 

Wpis powstał w wyni­ku współ­pra­cy z łódz­kim Wydaw­nic­twem Feeria

 

Kie­dy w moje ręce tra­fi­ła przed­pre­mie­ro­wo książ­ka “Jego wyso­kość penis”, któ­rej auto­rem jest lekarz-uro­log Wit­t­kamp Vol­ker, zasta­na­wia­łem się, jak powin­na wyglą­dać jej recen­zja. Prze­cież nie będę nic pisał na temat fabu­ły i akcji, bo w tym przy­pad­ku akcja zale­ży od Cie­bie bez wzglę­du na to, jakiej jesteś płci, praw­da? Losy głów­ne­go boha­te­ra rów­nież są w Two­ich rękach i kie­ru­jesz nim w zależ­no­ści od potrzeb i upodo­bań. Dla­te­go posta­no­wi­łem nie recen­zo­wać samej książ­ki, co bar­dziej dzię­ki niej coś Wam Dziew­czy­ny uświa­do­mić. Tak, bar­dziej Wam, niż Waszym face­tom. Bo wie­cie, jaki facet jest…

Ale naj­pierw jed­na spra­wa. Nie cier­pię sło­wa penis. Brzmi strasz­nie for­mal­nie, medycz­nie i prze­raź­li­wie wręcz sztyw­no. Co praw­da w jego kon­tek­ście sztyw­ność do wad nie nale­ży, ale chy­ba rozu­mie­cie, o czym mówię – facet do swo­je­go naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la powi­nien się zwra­cać jakoś mniej for­mal­nie. Tyl­ko że ja za cho­le­rę nie wiem jak, bo po pierw­sze rzad­ko gadam sam do sie­bie, a po dru­gie nie­ste­ty u nas nazew­nic­two albo zaha­cza o pod­ręcz­nik ana­to­mii, albo podwór­ko­wą łaci­nę. I o tym tak­że poczy­ta­my na począt­ku książ­ki, bo prze­cież jakoś nasz męski organ i przed­miot dumy (albo i nie) nazwać trze­ba. I dla­te­go…

 

Penis męski ozdobny…

Tak wła­śnie, ozdob­ny. Bo jak­by nie było, kie­dy już zrzu­ci­my wszyst­kie ciu­chy i nie bar­dzo jest to już moment na szpa­no­wa­nie humo­rem czy faj­ną furą, a do szpa­no­wa­nia tech­ni­ką jesz­cze kawał dro­gi, to nie­wie­le nam pozo­sta­je atu­tów. Dla­te­go odwiecz­nym pro­ble­mem face­tów jest:

czy nie jest aby za duży?

Kwe­stie kształ­tu, śred­ni­cy, fry­zu­ry, wyglą­du czy tego, jak się ukła­da w dło­ni są dla nas waż­ne, ale jak­by tro­chę mniej. Z tego też powo­du prze­pro­wa­dzo­no sze­ro­ko zakro­jo­ne bada­nia, któ­re udo­wod­ni­ły, że panie myślą ina­czej. Dla nich naj­waż­niej­sze jest “ogól­ne wra­że­nie wzro­ko­we”. Krót­ko i kon­kret­nie, jak to kobie­ty, nie?

No dobra, już dobra, uświa­dom­cie swo­je­go face­ta, że prze­cięt­na dłu­gość męskie­go peni­sa we wzwo­dzie to 13,12 cen­ty­me­tra. Nie cala, jak na fil­mach XXX. I że jeśli nie ma mniej, niż 7 cen­ty­me­trów, to nie jest to mikro­pe­nis i nie musi się tak mar­twić. I że jak będzie mie­rzył, to niech linij­kę przy­kła­da od dołu – pomiar będzie tro­chę prze­kła­ma­ny, ale za to wynik zro­bi więk­sze wra­że­nie.

Sko­ro już o wyglą­dzie mowa, to zwróć uwa­gę, czy u Two­je­go face­ta nic nie odbie­ga od nor­my. My, męż­czyź­ni, może­my goły­mi ręka­mi ubić mamu­ta i nawet pomóc Ci wybrać sukien­kę na wese­le, ale we wszel­kich kwe­stiach zwią­za­nych z zawar­to­ścią maj­tek sta­je­my się dziw­nie wraż­li­wi, by nie rzec prze­wraż­li­wie­ni. Poza tym z przy­czyn natu­ral­nych nie może­my się sobie przyj­rzeć z bli­ska. Zna­czy przy­naj­mniej ja nie bar­dzo… Ale ja mam dużą wadę wzro­ku…

I nawet jeśli nie widzia­łaś wcze­śniej innych (jas­sne), to na kil­ka rze­czy powin­naś mu zwró­cić uwa­gę, zwłasz­cza jeśli powo­du­ją ból, dys­kom­fort albo utrud­nia­ją Wam robie­nie tych wszyst­kich przy­jem­nych rze­czy. Znaj­dziesz w książ­ce opis tego, czym jest stu­lej­ka, jakie skut­ki nie­sie za sobą nie­umie­jęt­nie wyko­na­ne obrze­za­nie,  co to jest hisz­pań­ski koł­nierz i co może się przy­tra­fić wędzi­deł­ku. Dowiesz się też, że penis może się zła­mać, cho­ciaż nie ma w nim żad­nej kości i dla­cze­go kil­ku­go­dzin­na erek­cja to wca­le nie tak dobra rzecz, jak by się mogło wyda­wać na pierw­szy rzut oka.

 

Niezłe jaja…

Co praw­da my face­ci jakoś nie bar­dzo lubi­my je eks­po­no­wać, bo to i wraż­li­we są na ata­ki i nie­wy­ględ­ne tro­chę, to jed­nak są nie­sa­mo­wi­cie waż­ne i dobrze by było, gdy­by­ście Dziew­czy­ny w trak­cie badań męskie­go peni­sa puści­ły oczko tro­chę niżej. Kie­dy czy­ta­łem ten roz­dział, to bola­ło mnie od same­go opi­su, dla­te­go pole­ci­my skró­tem – jeże­li cokol­wiek odbie­ga od norm, coś spu­chło, obrzę­kło, zaczer­wie­ni­ło się czy jest sino­gra­na­to­we, to trze­ba iść do leka­rza. Au…

Pora­dzić sama możesz nato­miast na przy­pa­dłość zwa­ną blue balls. Nie, nie cho­dzi tu o pisan­ki na Wiel­ka­noc. Kie­dy Twój facet utrzy­mu­je się w sta­nie dłu­gie­go pod­nie­ce­nia (3−4 godzi­ny), a kupi­li­ście nową pościel albo firan­ki i nie chce ich wybru­dzić, to po pew­nym cza­sie zsi­nie­ją mu jądra i poja­wi się rwą­cy, pro­mie­niu­ją­cy aż do pachwi­ny ból. To ozna­ka, że czas ulżyć Two­je­mu męż­czyź­nie. Zresz­tą heloł – po trzech godzi­nach już mu się chy­ba coś od Cie­bie nale­ży, nie? A sko­ro już o cza­sie mowa…

 

Penis męski wyczynowy…

Prze­cięt­ny czas, w jakim męż­czyź­ni docho­dzą to pięć minut.

Prze­pra­szam…

 

Wejdźmy trochę głębiej…

Książ­ka oma­wia wszyst­kie ele­men­ty ukła­du moczo­we­go, ale tutaj się zatrzy­ma­my, bo stresz­cze­nie dzia­ła­nia pęche­rza moczo­we­go czy nerek nie jest już tak medial­ne. Cho­ciaż muszę powie­dzieć, że strasz­li­wie mnie kusi­ło, żeby Wam napi­sać, gdzie jest męski punkt G, to jed­nak pozo­sta­wię Wam szu­ka­nie tej infor­ma­cji, bo książ­kę się kapi­tal­nie czy­ta. No wła­śnie – fabu­ły tutaj nie ma, ale jest język. Nie jest to nud­ne opra­co­wa­nie nauko­we, przy któ­rym zie­wa­my zaraz po prze­czy­ta­niu tytu­łu, a zasy­pia­my w poło­wie dłu­giej listy tytu­łów nauko­wych auto­ra. To świet­nie napi­sa­ny porad­nik pełen aneg­do­tek i cie­ka­wo­stek zarów­no o samych narzą­dach, jak i o ich dzia­ła­niu czy roli w naszym orga­ni­zmie.

Poczy­tasz tu o tym, jak nie­któ­rzy ludzie swo­je cia­ło trak­tu­ją i co z tego wyni­ka. Czy­taj – w jakich przy­pad­kach wizy­ta u leka­rza jest nie­zbęd­na. Uwierz mi, nie ma się cze­go wsty­dzić, bo leka­rze uro­lo­dzy nie takie rze­czy widzie­li i leczy­li. Po lek­tu­rze ina­czej spoj­rzysz nie tyl­ko na odku­rzacz, ale i na szczo­tecz­kę do zębów. Dowiesz się też, czy war­to mu do die­ty włą­czyć te słyn­ne ana­na­sy i w jak bar­dzo ory­gi­nal­ny spo­sób moż­na zaser­wo­wać kok­tajl Dia­mond Fizz.

Ale poza takim nomen omen robie­niem sobie jaj, Wit­t­kamp Vol­ker poru­sza przede wszyst­kim tema­ty poważ­ne, m.in. męskiej anty­kon­cep­cji, zabu­rzeń hor­mo­nal­nych czy cho­rób wene­rycz­nych roz­wie­wa­jąc wie­le mitów, jakie wokół ukła­du płcio­wo-moczo­we­go naro­sły. Nie­rzad­ko mitów wręcz szko­dli­wych. A przez to, że cała ta wie­dza poda­na jest w tak lek­kiej i przy­stęp­nej for­mie, książ­ka dosko­na­le prze­ła­mu­je barie­rę wsty­du, któ­rą w natu­ral­ny spo­sób ota­cza­my sfe­ry intym­ne nasze­go życia.

 

Dla kogo?

Na począt­ku wpi­su jest ode­zwa do Was dziew­czy­ny. Dla­cze­go? Bo facet w kwe­stii swo­ich klej­no­tów to czę­sto zawsty­dzo­ny chło­piec. To atry­bu­ty naszej męsko­ści i nie­chęt­nie przy­zna­my się do tego, że coś nam tam nie dzia­ła jak powin­no. Uwa­żam, że od pew­ne­go wie­ku to pozy­cja dla każ­de­go, bez wzglę­du na płeć, bo wszel­kie trud­no­ści i pro­ble­my w sfe­rze tak deli­kat­nej, jaką jest ludz­ka sek­su­al­ność rzu­tu­ją wła­ści­wie na każ­dy aspekt nasze­go życia i związ­ku. Dla­te­go war­to tę książ­kę mieć.

Ot, choć­by po to, żeby­ście zdo­by­ły wie­dzę i mogły o swo­je­go męż­czy­znę odpo­wied­nio zadbać tam, gdzie on się krę­pu­je, czy wsty­dzi.

W koń­cu robi­cie to też dla sie­bie, praw­da?

 

[KONKURS]

Książ­ka jest już od tygo­dnia do kupie­nia zarów­no w księ­gar­niach inter­ne­to­wych, jak i sta­cjo­nar­nych, a jeśli Was zacie­ka­wi­łem, to w szyb­kim kon­kur­sie może­cie ode mnie wygrać mój egzem­plarz. Otrzy­ma go ta doro­sła oso­ba, któ­ra do piąt­ko­wej pół­no­cy 31 mar­ca, w komen­ta­rzu poni­żej, naj­cie­ka­wiej i nie uży­wa­jąc za dużo wul­ga­ry­zmów, odpo­wie na pyta­nie:

Czy seks raz do roku to też regu­lar­nie?

Zwy­cięz­ca zosta­nie wybra­ny przez mnie i Małą­Żon­kę, a kto to będzie ogło­si­my w ponie­dzia­łek, 3 kwiet­nia tutaj i na fan­pej­dżu dizaj­nu­cha. Jeśli nikt nie weź­mie udzia­łu, to komuś ją obie­ca­łem, ale już nie pamię­tam komu.

Powo­dze­nia wszyst­kim.


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...