Czy matura w ogóle ma sens?

 

Zasta­na­wia­łem się, czy publi­ko­wać ten tekst, bo moi czy­tel­ni­cy zazwy­czaj matu­rę mają za sobą. Ja sam ją zda­wa­łem tak daw­no temu, że w MTV lecia­ła jesz­cze muzy­ka. Ale nie­któ­rzy z Was pew­nie mają dzie­ci w wie­ku oko­ło­ma­tu­ral­nym i jeśli cza­sem zada­ją Wam one tytu­ło­we pyta­nie, to pokaż­cie im, co wujek Wam napi­sał, bo wujek mądry chło­pak jest. Dodat­ko­wo wujek w cza­sie nie­daw­nej Wiel­ka­no­cy grze­bał w swo­ich sta­rych rze­czach i zna­lazł takie fiku­śne przy­pin­ki i wzię­ło wuj­ka na wspo­min­ki. Oraz na prze­my­śle­nia. Bo za chwi­lę cały kraj, jak co roku, będzie wąchać kwit­ną­ce kasz­ta­ny oraz prze­ży­wać tema­ty z pol­skie­go i trud­ne zada­nia z mat­my.

 

matura

Na stud­niów­ce czło­wiek taki pięk­ny, a 100 dni póź­niej na matu­rze jakiś taki zmar­no­wa­ny…

 

Nadciąga matura.

Blą­ge­rzy jak co roku udzie­lą z dupy wzię­tych rad, żeby się nie przej­mo­wać, bo to nie naj­waż­niej­szy życio­wy egza­min albo wręcz prze­ciw­nie, bo to furt­ka do karie­ry w wyma­rzo­nej kor­po-fabry­ce i nie moż­na sobie jej ole­wać.

Por­ta­le main­stre­amo­we na gorą­co infor­mu­ją wszyst­kich o trud­no­ściach, o odpo­wie­dziach, o wpad­kach, o matu­rach z ubie­głych lat i to wszyst­ko z pięk­ny­mi info­gra­fi­ka­mi czy wykre­sa­mi, któ­rych nikt nie oglą­da.

Nie wiem, co robi tele­wi­zja, bo nie posia­dam tako­wej, ale na pew­no też coś mądre­go dzien­ni­ka­rze o matu­rach ser­wu­ją i pew­nie zapra­sza­ją kogoś mądre­go albo i nie, zale­ży jaka sta­cja.

Nie chce mi się dys­ku­to­wać, czy kie­dyś było łatwiej, czy trud­niej. Czy tak zwa­na mło­dzież to teraz głup­sza, czy mądrzej­sza niż kie­dyś. Mniej czy bar­dziej rosz­cze­nio­wa. Czy lepiej przy­go­to­wa­na do tak zwa­ne­go doro­słe­go życia, czy gorzej.

Bo to nie ma tak napraw­dę zna­cze­nia. Zna­cze­nie ma to, czy w ogó­le ją zdasz.

Ale też nie takie zno­wu duże. Dla­cze­go? Ano po kolei.

 

Sky is the limit, matura is the beginning…

Idąc do szko­ły śred­niej jakoś sobie pro­fi­lu­jesz to, co chcesz w życiu robić. Koń­czysz daj­my na to kla­sę o pro­fi­lu mate­ma­tycz­no-fizycz­nym, bo chcesz być w przy­szło­ści infor­ma­ty­kiem. Jesteś dobry z mat­my, bo mia­łeś zaje­bi­ste­go nauczy­cie­la i sła­by z fizy­ki, bo nauczy­ciel­ka była taka se. Dodat­ko­wo nie wie­dzieć cze­mu jesteś bar­dzo dobry z pol­skie­go, cho­ciaż to mało mate­ma­tycz­ne czy infor­ma­tycz­ne. Z bar­dzo dobry­mi wyni­ka­mi zda­jesz matu­rę, dosta­jesz się na upa­trzo­ne stu­dia, niech to będzie np. Infor­ma­ty­ka i Zarzą­dza­nie na wro­cław­skiej Poli­bu­dzie. Już w poło­wie pierw­sze­go roku oka­zu­je się, że jesteś tyl­ko nume­rem w indek­sie, np. 76794 i niko­go nie obcho­dzisz, a już w dru­gim seme­strze oka­zu­je się, że ta cała infor­ma­ty­ka to nie dla Cie­bie. Dodat­ko­wo wykła­dow­ca przy­kła­do­wo Logi­ki dla Infor­ma­ty­ków ma pro­ble­my oso­bi­ste i uwa­la z jakie­goś dur­ne­go poczu­cia zemsty jakieś na oko 85% roku, co nawet dzie­ka­nat tro­chę wner­wia. A potem jest jesz­cze przy­jem­niej. Zaci­ska­jąc zęby i męcząc się strasz­nie koń­czysz stu­dia z dobry­mi wyni­ka­mi i dosta­jesz się np. do upra­gnio­ne­go kor­po-ban­ku na sta­no­wi­sko np. admi­ni­stra­to­ra sys­te­mów ban­ko­wych. Masz jakieś 25 lat i sta­ty­stycz­nie jesz­cze jakieś 50 lat życia przed sobą. I jakieś 40 do eme­ry­tu­ry. Lata te prze­pra­cu­jesz robiąc coś, cze­go nie lubisz, bo tak zde­cy­do­wa­łeś mając jakieś 12 lat. No, chy­ba, że w pew­nym momen­cie zosta­niesz dizaj­nu­chem, a potem blą­ge­rem.

Albo wybie­rasz kla­sę o pro­fi­lu bio­lo­gicz­no-che­micz­nym, zda­jesz nie­źle matu­rę, dosta­jesz się na upra­gnio­ną wete­ry­na­rię. Koń­czysz ją z dobrym wyni­kiem i wra­casz do swo­jej nie­wiel­kiej rodzin­nej miej­sco­wo­ści, gdzie oka­zu­je się, że nie ma za bar­dzo co robić, bo na wsiach zwie­rzą­tek coraz mniej. Masz jakieś 24 lata i nie wiesz, co dalej, bo zapo­wia­da się, że następ­ne 41 lat do eme­ry­tu­ry spę­dzisz jakoś tak byle jak. I podej­mu­jesz decy­zję o wyjeź­dzie daj­my na to do Sta­nów, gdzie zosta­jesz sto­la­rzem i robisz ludziom meble. Zakła­dasz tam rodzi­nę i stać Cię na nor­mal­ne życie, bez licze­nia każ­dej zło­tów­ki dola­ra do pierw­sze­go.

Albo wybie­rasz kla­sę o pro­fi­lu bio­lo­gicz­no-che­micz­nym, zda­jesz sła­bo matu­rę, ale pomi­mo tego dosta­jesz się na pra­wo, koń­czysz, dosta­jesz się na apli­ka­cję, zakła­dasz kan­ce­la­rię i kosisz gru­be sia­no. Bo ktoś Cię odpo­wied­nio klep­nął w plec­ki i szep­nął słów­ko tu i tam.

Albo wybie­rasz kla­sę o pro­fi­lu mate­ma­tycz­no-fizycz­nym, zda­jesz matu­rę i nie dosta­jesz się na upra­gnio­ną Woj­sko­wą Aka­de­mię Tech­nicz­ną. Rok się bujasz po stu­diach, przy­go­to­wu­jesz się do egza­mi­nów, po roku zda­jesz na WAT i możesz zostać ofi­ce­rem WP, bo takie od zawsze było Two­je marze­nie. Awan­su­jesz i zosta­jesz nie­złą mun­du­ro­wą szy­chą.

Albo robisz coś, co abso­lut­nie nie ma związ­ku z tym, jaki pro­fil sobie wybra­łeś w liceum albo jakie stu­dia skoń­czy­łeś. Nie ma to też żad­ne­go związ­ku z tym, czy w ogó­le coś skoń­czy­łeś czy nie. Ale jest Ci dobrze i żyjesz sobie cał­kiem przy­zwo­icie, a do MOP­Su puka­łeś tyl­ko po beci­ko­we.

 

No to czy warto zdać maturę?

No pew­nie, że tak! Ale jeśli jej nie zdasz, to wca­le nie czy­ni Cię to gor­szym czło­wie­kiem i nie prze­kre­śla Two­jej przy­szło­ści. Masz dopie­ro 19 lat – matu­ra z mat­my jest obo­wiąz­ko­wa, więc sam sobie policz, ile jesz­cze życia przed Tobą. Od Cie­bie głów­nie zale­ży, co ze swo­ją przy­szło­ścią zro­bisz. I czy się nie pod­dasz, kie­dy napo­tkasz trud­no­ści. Poza tym mam wra­że­nie, że ten egza­min, nazy­wa­ny szum­nie egza­mi­nem doj­rza­ło­ści ostat­nio jak­by wca­le do szczę­ścia, karie­ru, fej­mu czy pie­nię­dzy nie jest potrzeb­ny. Wszyst­ko zale­ży od tego, jaką dro­gę dla sie­bie widzisz i ile będziesz mieć siły i zapar­cia, żeby nią podą­żać. No i oczy­wi­ście szczę­ścia.

I – nie obraź się pro­szę – w wie­ku 19 lat tak napraw­dę gów­no wiesz o życiu. Nie wiesz jaki­mi dro­ga­mi poto­czą się Two­je losy i co w życiu będzie Ci potrzeb­ne, któ­ry papie­rek się kie­dyś przy­da. Dla­te­go owszem, brak matu­ry to nie koniec świa­ta, ale uwa­żam, że powi­nie­neś ją po pro­stu zdać, bo ona otwie­ra Ci dodat­ko­we drzwi, przez któ­re możesz przejść. Ale wca­le nie zamy­ka tych, któ­re i tak by były otwar­te. Jak nie zdasz teraz, to zdasz póź­niej, no pro­blem. Ba – podob­no z roku na rok jest prost­sza, więc wygrasz podwój­nie.

Tak napraw­dę to tyl­ko bilet do tego, żeby móc iść dalej w kon­kret­nym kie­run­ku - na stu­dia i do upra­gnio­nej kor­po- lub nie­kor­po- pra­cy. Ale jeśli nie­ko­niecz­nie tak sie­bie widzisz w przy­szło­ści, to cza­sa­mi lepiej iść do pra­cy, a stu­dia (albo i matu­rę) robić w trak­cie. Bo w wie­ku 30 lat możesz (ale nie musisz) lepiej na tym wyjść, bo będziesz mieć zawód i doświad­cze­nie, a to bywa dużo war­te niż te kil­ka lite­rek przed nazwi­skiem. Dzi­siaj sam mgr czy inż. przed nazwi­skiem nie powo­du­je siku po nogach pra­co­daw­cy, poza liter­ka­mi trze­ba jesz­cze coś umieć. Ale bez cie­nia wąt­pli­wo­ści brak tych lite­rek ewen­tu­al­ny posik wstrzy­mu­je jesz­cze bar­dziej, czę­sto per­ma­nent­nie.

A na koniec Cię pocie­szę – matu­rę zdasz, to napraw­dę nie jest trud­ne.

Trud­ne poja­wia się póź­niej.

 

PS. Ja napraw­dę nie wiem, dla­cze­go wszy­scy tak się napi­na­ją na te kasz­ta­ny, u mnie w cza­sie matur zawsze kwi­tły wiśnie – ślicz­ne, nie?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Po co Ci matura? – AG Words and Crafts()

  • Jak pisa­łem matu­rę, to kom­ple­nie nie mia­łem poję­cia co chcę od życia i co ze sobą po niej zro­bić. Na szczę­ście zda­wa­łem przed­mio­ty na roz­sze­rze­niu (mate­ma­ty­ka, geo­gra­fia, angiel­ski), któ­re pozwo­li­ły mi swo­bod­nie wybie­rać spo­śród wie­lu opcji 🙂

    • Ja zawsze powta­rzam moje­mu dziec­ku, że naj­waż­niej­sze są:
      – pol­ski, bo trze­ba umieć się popraw­nie wysło­wić w języ­ku ojczy­stym;
      – angiel­ski, bo to język mię­dzy­na­ro­do­wy i wszę­dzie się doga­da;
      – mat­ma, bo w życiu musisz umieć liczyć.

      Świat się zmniej­szył, więc dorzu­cę geo­gra­fię 🙂

      • Ja to bym zamiast geo­gra­fii dał umie­jęt­ność poru­sza­nia się w inter­ne­cie, bo świat się zmniej­szył, ale wir­tu­al­nie 🙂
        Wię­cej sie­dzi­my na dupie fizycz­nie, wię­cej podró­żu­je­my przy pomo­cy kom­pu­te­ra.
        A napraw­dę ręce opa­da­ją, jak nie­któ­rzy sobie nie radzą z kom­pu­te­rem, prze­glą­dar­ką, googla­mi. I to wca­le nie sta­rzy, jak by się wyda­wa­ło. Mło­dzi też. Niby poko­le­nie komó­rek i table­tów a ciut bar­dziej skom­pli­ko­wa­na rzecz roz­kła­da ich na łopat­ki.

        • A to nie wiem, czy przy­pad­kiem nie leni­stwo – jak mamu­sia pod­su­nie pod nos albo się poja­wi na szczy­cie wyni­ków wyszu­ki­wa­nia, to klik­ną, ale jak trze­ba coś pokom­bi­no­wać i trosz­kę umysł wysi­lić, to się już nie chce i za cięż­ko.

  • Nie wspo­mi­nam matu­ry jako cze­goś trud­ne­go ani nawet szcze­gól­nie stre­su­ją­ce­go.. gorzej z tymi życio­wy­mi wybo­ra­mi, o któ­rych piszesz. Na szczę­ście wro­dzo­ne leni­stwo powstrzy­ma­ło mnie od wpa­ko­wa­nia się do nie­chcia­nej pra­cy w kor­po na kolej­ne 40 lat. Nie­ste­ty nie­wie­le dając w zamian. No, ale widać było mi dane być mądrą dopie­ro na sta­rość 😉

    • Widzisz, czas zało­żyć zdro­we i vege KFC i zawo­jo­wać świat, bo puł­kow­nik San­ders tez mło­dzień­cem nie był, kie­dy star­to­wał z knajp­ką 🙂

  • Heh, matu­rę zda­wa­łam rok temu. Nie wiem, czy była łatwa, u mnie w szko­le chy­ba wszy­scy zda­li, acz­kol­wiek sta­ty­sty­ki mówi­ły, że jeste­śmy jacyś dziw­ni w tym. No i fakt, nic trud­ne­go. Acz­kol­wiek matu­ra ład­nie poka­zu­je kto umie radzić sobie ze stre­sem, kto jest odpo­wie­dzial­ny i zarad­ny, kto uczy się roz­sąd­nie a kto na ostat­nią chwi­lę, no i kto jest na tyle zdol­ny żeby mieć to gdzieś i zdać bez nauki. Więc moim zda­niem egza­min ten ma zasad­ni­czy sens.
    Na swo­jej polo­ni­sty­ce spo­ty­kam ludzi po tech­ni­kum infor­ma­tycz­nym, a daw­na zna­jo­ma z pro­fi­lu huma­ni­stycz­ne­go jest na eko­no­mii. Szcze­rze mówiąc, wystar­czy być ogar­nię­tym albo zdol­nym. Jasne, po olim­pia­dzie z pol­skie­go będziesz o level wyżej od wszyst­kich na roku, ale sam pro­fil w liceum tego nie zapew­ni.
    Heh, cza­sa­mi chcia­ła­bym postu­lo­wać za obo­wiąz­ko­wą matu­rą z histo­rii, acz­kol­wiek czu­ję, że ten pomysł nie przej­dzie 😛

    • Jezu­uu, z histo­riiiiiii? Nie­eeee 🙂

      Mam cał­ko­wi­tą rację – matu­ra bar­dziej chy­ba spraw­dza wszyst­ko poza wie­dzą, bo tej ostat­nio jak­by trze­ba coraz mniej. I dosko­na­le potem to przy­go­to­wa­nie wyła­zi na stu­diach – pamię­tam, że pod­cho­dzi­łem do egza­mi­nów prze­waż­nie na luza­ku albo odpo­wied­nio mia­łem przy­go­to­wa­ne wspar­cie mojej nie­wie­dzy 🙂 I prze­waż­nie takie podej­ście skut­ko­wa­ło zali­cze­niem, a nie­ko­niecz­nie zale­ża­ło mi na oce­nach, bo już na pierw­szym roku stwier­dzi­łem, że to nie to, co chcę robić do koń­ca życia, ale jak się już powie­dzia­ło A… 😉

  • Tak się zasta­na­wiam, po co sys­tem każe ludziom zda­wać egza­mi­ny w kon­kret­nym cza­sie. Wiesz, naj­więk­szą krzyw­dą jest w szko­le to, że przej­ście o level wyżej wyzna­cza wiek, a nie poziom, jaki uczeń repre­zen­tu­je. Bez sen­su jest kazać komuś zada­wać matu­rę w tym roku, sko­ro on nie jest do niej przy­go­to­wa­ny. Tak samo nie widzę jakie­goś kon­kret­ne­go celu w tym, że zdasz matu­rę teraz, a tak napraw­dę nie wiesz, co z życiem dalej robić. Matu­ra to nie przy­mus, a furt­ka, któ­re cza­sa­mi otwie­ra inne moż­li­wi­ści. War­to dobrze roze­znać co nam jest w życiu potrzeb­ne.

    • Bo to moim zda­niem naj­lep­sza opcja albo naj­mniej­sze zło – kto i na pod­sta­wie jakich kry­te­riów okre­ślał­by, czy już jesteś goto­wy do tej matu­ry, czy nie? Zda­wał­byś egza­min, żeby móc zdać matu­rę? Wypeł­niał testy?

      No i co z tymi, któ­rzy goto­wi nie są? Kolej­ne lata liceum? Od począt­ku? Od poło­wy? Do woj­ska? Na stu­dia nie wezmą, więc co?

      Aku­rat tutaj dobre­go wyj­ścia z sytu­acji nie widzę, bo jakoś trze­ba te kil­ka lat nauki pod­su­mo­wać i aku­rat matu­ra to dobry spraw­dzian. Choć jak­by jej nie było i zamiast tego np. kon­kurs świa­dectw na stu­dia, to też było­by to jakieś roz­wią­za­nie, ale teraz weź pod uwa­gę, że w róż­nych szko­łach śred­nich jest róż­ny i poziom i cza­sa­mi trója z jed­ne­go może ozna­czać wię­cej wia­do­mo­ści i wie­dzy u ucznia, niż piąt­ka w innym.

      Ale z tym, że się w tym wie­ku nie bar­dzo wie, co robić z życiem, to się zgo­dzę w peł­nej roz­cią­gło­ści 🙂

      • Może dobrym roz­wią­za­niem był­by powrót do egza­mi­nów wstęp­nych na stu­dia poza matu­rą? Do tego jesz­cze jakiś test psy­cho­lo­gicz­ny, czy na pew­no się do tego zawo­du nada­jesz 🙂

  • Ja z matu­ry pamię­tam tyl­ko wyj­ścia na piwo po każ­dym egza­mi­nie. 🙂 a mimo że mam trzy liter­ki przed nazwi­skiem, to naj­wię­cej nauczy­ło mnie życie, popeł­nio­ne błę­dy łącz­nie z wybo­rem stu­diów. Wybra­łem i skoń­czy­łem stu­dia, któ­re są kom­plet­nie nie­zwią­za­ne z obec­ną pra­cą i kie­run­kiem w któ­rym podą­żam. Ale ze wszyst­kich błę­dów trze­ba wycią­gać wnio­ski, nawet z naj­gor­szych oraz naj­głup­szych decy­zji.
    A cie­ka­we jest to że w trak­cie zda­wa­nia matu­ry była to naj­waż­niej­sza i naj­bar­dziej stre­su­ją­ca rzecz w moim życiu, a potem oka­za­ło się że jed­nak są trud­niej­sze rze­czy w egzy­sten­cji 🙂

    • To jest chy­ba coś, co się nazy­wa doj­rze­wa­niem i doro­sło­ścią – patrzysz na coś z per­spek­ty­wy cza­su, co było strasz­nie stre­su­ją­ce i widzisz, że to nie był koniec świa­ta, bo potem bywa­ło gorzej. Ale potem tez to się uda­ło przejść i teraz coraz mniej rze­czy Cię stre­su­je 🙂 Tyle teo­ria 🙂

  • To ja doło­żę swo­ją cegieł­kę aneg­do­ty.
    Wybra­łam kla­sę o pro­fi­lu dwu­ję­zycz­nym z wykła­do­wym fran­cu­skim. Zda­łam z bar­dzo dobry­mi wyni­ka­mi matu­rę z fran­cu­skie­go na pozio­mie dwu­ję­zycz­nym i roz­sze­rzo­ną z histo­rii sztu­ki. Poszłam na upra­gnio­ną histo­rię sztu­ki na UWr, po 1,5 roku stwier­dzi­łam, że jest tra­ge­dia, bo nic, co mogę robić po hszu mnie nie inte­re­su­je. Zaczę­łam więc rów­no­le­gle filo­lo­gię fran­cu­ską, bo “język obcy zawsze się przy­da­je” i w sumie uczyć lubi­łam… Prze­czoł­ga­łam się przez 5 lat stu­diów, w mię­dzy­cza­sie robiąc licen­cjat z hszu i pra­cu­jąc: kół­ko fran­cu­skie­go w pry­wat­nej pod­sta­wów­ce, szko­ła języ­ko­wa, typo­we biu­re­stwo i roz­li­cza­nie fak­tur… A teraz jestem blą­ger­ką, piszę do e-maga­zy­nu, a zarob­ko­wo pra­cu­ję w mar­ke­tin­gu w bran­ży tury­stycz­nej.
    Rację mia­ła moja mama, powta­rza­jąc mi, że więk­szość ludzi i tak nie pra­cu­je w bran­ży, do któ­rej się kształ­ci­li 😉

    • Widzę, że “blą­ger” się przy­jął 😉

      Mama mądra kobie­ta jest – mam mnó­stwo zna­jo­mych, któ­rzy tak napraw­dę nie pra­cu­ją w zawo­dzie wystu­dio­wa­nym, a co dopie­ro mówić o pro­fi­lach w liceum? I wca­le przez to nie mają życia gor­sze­go czy zarob­ków niż­szych niż ci, któ­rzy od począt­ku kon­se­kwent­nie w coś szli, bo tak chcie­li w wie­ku 12 lat i tak im pozo­sta­ło. Waż­ne jest chy­ba to, żeby w odpo­wied­nim cza­sie się zorien­to­wać i mieć jesz­cze siłę zmie­nić to, co nam nie pasu­je.

      To w ogó­le jest jakoś tak nie­lo­gicz­nie poukła­da­ne, że o całym swo­im życiu decy­du­jesz tak napraw­dę na jego począt­ku, kie­dy nie wiesz nawet o nim 1/10, nie? 🙂

  • Cięż­ka roz­k­mi­na nad kasz­ta­no­wą napin­ką 😀 Dobra, a tak poważ­nie, to ja jestem takim dzie­łem przy­pad­ku. Ale nie, że moich rodzi­ców, tyl­ko tak.…moje życio­we dro­gi to jakieś takie błą­dze­nie po omac­ku, gdzie zawsze osta­tecz­nie uda­je mi się wyka­ra­skać. Tak oto dziew­czy­na, któ­ra pła­ka­ła nad zagro­że­niem z mat­my, skoń­czy­ła poli­bu­dę i ma tytuł magi­stra eko­no­mii (o zgro­zo!). Typo­wa huma­nist­ka póź­niej przy­pad­kiem dowie­dzia­ła się o ist­nie­niu OCRG, a potem przy­pad­kiem zosta­ła zapro­szo­na na roz­mo­wę o pracę…i tak przy­pad­kiem nasza fuja­ra bawi się do dziś w logi­sty­ka. LOGISTYKA, czu­jesz to? Ja nie potra­fię popraw­nie prze­nieść zaku­pów z pół­ki do wóz­ka skle­po­we­go, ale nad­zo­ru­je wysył­ki nasze­go towa­ru po całej PL. Cóż…widać, jak się chcę to się potra­fi 🙂

    • Pew­nie, że tak – patrz na mnie, infor­ma­tyk po poli­bu­dzie pro­jek­tu­je wnę­trza i ściem­nia w inter­ne­tach 🙂

      Na szczę­ście cza­sy mamy takie, że już nie idziesz do jed­nej pra­cy i nie ryrasz w niej do eme­ry­tu­ry. Mogli­by jesz­cze jakieś doradz­two zawo­do­we wpro­wa­dzić w szko­łach, żeby moż­na było się jakoś mniej wię­cej cho­ciaż spro­fi­lo­wać, bo potem ok – rzu­casz to, cze­go nie lubisz i zaczy­nasz robić to, co lubisz, ale stra­co­nych lat już nikt Ci nie wró­ci, praw­da? Z dru­giej stro­ny takie stra­co­ne lata to czę­sto bez­cen­ne doświad­cze­nie.

  • Żeby nie zdać dzi­siej­szej matu­ry, trze­ba być napraw­dę debi­lem nad debi­la­mi. Ja chy­ba mia­łem trud­niej­szy egza­min wstęp­ny do tech­ni­kum.

    Co do bra­ku celu czy wybo­ru kie­run­ku, to po czę­ści jest to wina szko­ły. Zamiast tyl­ko uczyć nas jak naj­bar­dziej ogól­nie (nie kry­ty­ku­ję tego, cie­szę się, że mam dzię­ki temu sze­ro­kie hory­zon­ty zamiast wąskiej spe­cja­li­za­cji) powin­ni od same­go począt­ku zachę­cać do szu­ka­nia wła­snej dro­gi, eks­pe­ry­men­to­wa­nia itp.

    Ja (tu chy­ba jestem wyjąt­kiem) od 3 kla­sy pod­sta­wów­ki (wte­dy widzia­łem pierw­szy kom­pu­ter w życiu) wie­dzia­łem, że chcę pro­gra­mo­wać (pisa­łem o tym kil­ka razy u sie­bie, ale nie będę spa­mo­wać lin­ka­mi). Gdy­bym był świa­dom (i znał tro­chę przy­szłość) wybrał­bym liceum o pro­fi­lu mat-fiz i po 4 latach mógł­bym iść na stu­dia. Za namo­wą rodzi­ciel­ki posze­dłem do tech­ni­kum, bo “żeby umieć pro­gra­mo­wać, trze­ba znać pod­sta­wy a więc elek­tro­ni­kę”. Głu­pi uwie­rzy­łem w to, stra­ci­łem 5 lat ucząc się cze­goś, co zupeł­nie nie jest mi potrzeb­ne, w dodat­ku rok życia w ple­cy w sto­sun­ku do liceum.

    W zasa­dzie dopie­ro po stu­diach wró­ci­łem do reali­za­cji dzie­cię­cych marzeń, a od 7 lat robię w 100% to, co chcia­łem robić 30 lat temu 🙂

    A co do tytu­ło­we­go pyta­nia. Matu­ra ma sens. Co wię­cej, sens mają stu­dia. Nawet jeśli nie zawsze uczą zawo­du (mnie nie nauczy­ły), to na pew­no uczą radze­nia sobie w życiu, roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i szu­ka­nia tych roz­wią­zań (o tym też pisa­łem u sie­bie). Pra­co­wa­łem kie­dyś z ludź­mi po stu­diach i tych po liceum. Ci pierw­si zawsze sami sobie radzi­li, dru­dzy woła­li o pomo­cy, sia­da­li i cze­ka­li aż ktoś za nich to zro­bi. Nawet nie zada­wa­li sobie mini­mum tru­du, żeby same­mu pró­bo­wać coś zro­bić.

    • Ja na infor­ma­ty­kę chcia­łem iść od czwar­tej kla­sy pod­sta­wów­ki, a były to lata Elw­ro Junior i ZX spec­trum – wyprze­dza­łem swo­je cza­sy 🙂 A po pierw­szym roku już wie­dzia­łem, że to nie dla mnie. Może też dla­te­go, że na wro­cław­skiej poli­bu­dzie na począt­ku jest mało infor­ma­ty­ki, a dużo mat­my, fizy­ki i mnó­stwa innych śred­nio przy­dat­nych rze­czy? No i prze­miał strasz­ny, wszyst­ko leci na masę i na sztu­kę.

      W peł­ni zgo­dzę się z Tobą, że stu­dia naj­bar­dziej uczą życia – nie­ko­niecz­nie kom­bi­no­wa­nia, ale w ogrom­nej czę­ści zarad­no­ści i kre­atyw­no­ści (zaspa­łeś na ter­min popraw­ko­wy naj­bar­dziej poje­ba­ne­go przed­mio­tu w cią­gu stu­diów – co zro­bisz, żeby zdać? i jak to zro­bi­łeś, że dosta­łeś 3.5, gdzie 40% mia­ło kurs popraw­ko­wy, bo nie zda­ło?). Samo życie 🙂

      Co do szko­ły to nie wiem, czy powin­ni zachę­cać do eks­pe­ry­men­to­wa­nia, co bar­dziej poma­gać dostrzec swo­je moc­ne stro­ny i w tym kie­run­ku podą­żać. Ale w szko­łach tez jest sztu­ka i z tego co widzę, poziom naucza­nia spa­da na łeb. Nie wiem, któ­re podej­ście było lep­sze, ale ja do tej pory pamię­tam czym się róż­ni układ krwio­no­śny pta­ków od ssa­ków, cho­ciaż do nicze­go mi to nie jest potrzeb­ne. “Inwo­ka­cję” tez bym pew­nie sobie przy­po­mniał, choć to już jest total­nie bez sen­su, zna­cze­nia i pożyt­ku jakie­goś 🙂

      • Ja nie mia­łem szczę­ścia widzieć ani Elw­ro ani ZX – znam je tyl­ko ze zdjęć.

        Zna­jo­my miał Ata­ri 65XE. A żeby było śmiesz­niej, 10 lat póź­niej to był tak­że mój pierw­szy kom­pu­ter.

        A wła­śnie przez to, że posze­dłem do tech­ni­kum, to mia­łem mniej infor­ma­ty­ki niż zna­jo­mi w liceum. Na poli­bu­dzie w sumie mia­łem nie­wie­le wię­cej. A kie­run­ki typo­wo infor­ma­tycz­ne otwo­rzo­no dopie­ro, jak skoń­czy­łem naukę. Peszek…

        Tak więc pro­gra­mo­wa­nia nauczy­łem się cał­kiem sam, z ksią­żek. Bo inter­ne­tu też wte­dy nie było zbyt wie­le. A w domu mam dopie­ro od 10 lat.

        Ja przez Poli­bu­dę prze­śli­zną­łem się w zasa­dzie fuk­sem. Nawet nie musia­łem kom­bi­no­wać. W sumie od począt­ku stu­diów do dzi­siaj wszyst­kie waż­ne eta­py życia wygry­wam dzię­ki szczę­ściu (zapra­szam na mój wpis “Wię­cej szczę­ścia niż rozu­mu”). Szko­da, że to nie doty­czy toto­lot­ka 🙁

        Ale fak­tem też jest, że na stu­diach nauczy­łem się kom­bi­no­wać (w tym pozy­tyw­nym zna­cze­niu), kre­atyw­nie myśleć, szu­kać roz­wią­zań i takie tam…

        Może z tym eks­pe­ry­men­to­wa­niem prze­sa­dzi­łem, ale cho­dzi­ło mi o wspie­ra­nie indy­wi­du­al­no­ści, wła­snych zain­te­re­so­wań. W sumie eks­pe­ry­men­to­wa­nia też. Lepiej wcze­śniej coś spraw­dzić i prze­ko­nać się czy to jest TO, czy nie­ko­niecz­nie, niż przez lata żało­wać. Ale tam po pro­stu rów­na się w dół. Żeby każ­dy zdał.

        Żona uczy na UMC­Sie i mówi, że z roku na rok stu­den­ci przy­cho­dzą coraz głup­si. Już kil­ka lat temu mówi­ła, że poło­wa z nich nie powin­na zdać matu­ry, bo nie zna­ją pod­staw. Ale tacy przy­cho­dzą. A co gor­sza ona musi też jakiś mini­mal­ny pro­cent prze­pu­ścić rok wyżej, bo jak nie będzie stu­den­tów to ona nie będzie mia­ła pra­cy. Pro­ste. A stu­den­ci to wyko­rzy­stu­ją i zamiast uczyć się dla sie­bie uczą się “byle zali­czyć”…

        Ech, dopie­ro co pisa­łem, że stu­dia nas uczą zarad­no­ści a teraz opi­su­ję coś wręcz odwrot­ne­go. Napraw­dę poziom wszyst­kie­go leci w dół i aż się dzi­wię, że ta cywi­li­za­cja jesz­cze nie pier­dyk­nę­ła.

        • Nie mów hop – mam wra­że­nie, że sta­cza­my się po rów­ni pochy­łej i to coraz szyb­ciej.

          Ale może komuś o to cho­dzi? Ostat­nio czy­ta­łem książ­kę o teo­riach spi­sko­wych i może misię rzu­cać na mózg 🙂

          • To żad­na teo­ria spi­sko­wa. Nie od dziś wia­do­mo, że naj­le­piej rzą­dzi się ludź­mi głu­pi­mi a nie wykształ­co­ny­mi. Aż dziw, że w ogó­le cywi­li­za­cja idzie naprzód. No ale to sa ludzie, któ­rzy się wyła­mu­ją. Zauważ, że więk­szość (jeśli nie wszy­scy) tych osób, któ­re w życiu coś osią­gnę­ły, w szko­le była nie­po­kor­na i nie dała się stłam­sić sys­te­mo­wi.

            • To jest fakt – podob­no w Sta­nach na nie­któ­rych uczel­niach nie ma ani jed­ne­go doktora/doktoranta, któ­ry by nie był obce­go pocho­dze­nia.

              Nie wiem, czy coś osią­gną­łem, ale jak sobie przy­po­mnę ile razy lądo­wa­łem na dywa­ni­ku… 🙂

              • Jeśli nie sie­dzisz na eta­cie bez­myśl­nie robiąc codzien­nie te same czyn­no­ści, to na 100% osią­gną­łeś 🙂

                Ja co praw­da dywa­ni­ki omi­ną­łem, ale mogę się pochwa­lić oce­na­mi nie­współ­mier­ny­mi do posia­da­nej wie­dzy. Kil­ka razy byłem zagro­żo­ny, bo nie myśla­łem (i nie mówi­łem) tego co chciał nauczy­ciel a na pol­skim ZAWSZE mia­łem “udo­wod­nio­ne”, że cze­goś nie czy­ta­łem, bo nie wie­dzia­łem co autor miał na myśli 🙂
                Pamię­tam, że jako JEDYNY Z CAŁEJ SZKOŁY (wszyst­kie rocz­ni­ki) mia­łem tró­ję z geo­gra­fii – przed­mio­tu, z któ­re­go trud­no było dostać mniej niż czwór­kę, bo geo­gra­fi­ca była dyrek­tor­ką i przed­miot po pro­stu sobie ole­wa­ła. Ale jak widać, moż­na było się i z tego wyła­mać 🙂

                • W taką defi­ni­cję się wpi­su­ję 🙂

                  Ja stop­nie mia­łem zawsze bar­dzo dobre z wyjąt­kiem zacho­wa­nia. Ale że się dobrze uczy­łem, to zacho­wa­nie zawsze dawa­ło się jakoś nacią­gnąć 🙂

                  • Ja wprost prze­ciw­nie. Do wzo­ro­we­go bra­ko­wa­ło mi tyl­ko 100% fre­kwen­cji, poza tym zawsze ucho­dzi­łem za “grzecz­ne­go chłop­ca”. Na wyciecz­kach szkol­nych prze­my­ca­łem alko­hol, bo byłem jedy­ną oso­bą, któ­re nikt nie spraw­dzał. Nie­ste­ty skoń­czy­ło się, gdy wychó­wa zoba­czy­ła mnie pija­ne­go na rów­ni z inny­mi 🙂
                    A stop­nie… Leni­stwo. Po pierw­szy latach pod­sta­wów­ki oka­za­ło się, że jestem na tyle zdol­ny, że nie muszę się uczyć. Więc prze­sta­łem. A potem oka­za­ło się, że jed­nak trze­ba, ale byłem już zbyt roz­le­ni­wio­ny. I to mi zosta­ło do dziś. Swój CMS napi­sa­łem, żeby nie uczyć się Joom­li i Word­Pres­sa 🙂

                    • Na szczę­ście byłem prze­wod­ni­czą­cym samo­rzą­du szkol­ne­go i moje nie­obec­no­ści zawsze dawa­ło się jakoś wytłu­ma­czyć 😉

  • Z matu­rą jest jak z pra­wem jaz­dy. Moż­na ją zro­bić i daje teo­re­tycz­nie jakieś upraw­nie­nia do tego by coś robić dalej, ale to i tak życie nas dopie­ro uczy co i jak, a nie szko­ła czy kurs na pra­wo jaz­dy 🙂

    • Dokład­nie tak – żeby dobrze jeź­dzić, trze­ba jeź­dzić, a nie tyl­ko zdać na praw­ko 🙂

  • Przez ostat­nie 15 lat, któ­re mine­ły od mojej matu­ry wyda­rzy­ło się tyle, że ta matu­ra to mi potrzeb­na była jak… cho­ciaż nie. Dzię­ki niej wiem, że nie stu­dia a doświad­cze­nie zro­bi­ło ze mnie doj­rza­łe­go czło­wie­ka 🙂

  • Ja w dzie­więć­dzie­sią­tym pią­tym dopie­ro dwa lat­ka mia­łam 😉
    A matu­ra z per­spek­ty­wy cza­su z każ­dym rokiem wyda­je się łatwiej­sza (mam na myśli tę, któ­rą ja pisa­łam). I coraz mniej poważ­na. A szło się na galo­wo i w ogó­le. I ze stre­sem, że komi­sja wyrzu­ci za drzwi, bo będę podej­rza­nie wyglą­dać. Ach te pro­ble­my 😛

    • A potem przy­szła sesja na stu­diach i dopie­ro się oka­za­ło, jak wyglą­da trud­ny egza­min 😉

    • a za moich cza­sów” to laski się nawet nie opa­la­ły na wio­snę, żeby nauczy­cie­le nie powie­dzie­li, że się nie uczy­ły tyl­ko opa­la­ły i nie usa­dzi­li.

      • Uśmia­łam się, bo to tro­chę absur­dal­ne, ale po głęb­szym zasta­no­wie­niu… 🙂

        • Teraz pew­nie by to pod­pa­da­ło pod jakąś dys­kry­mi­na­cję 🙂

        • Bo to było absur­dal­ne 🙂 Ja oczy­wi­ście na odwrót; nie dość, że się opa­la­łam, to jesz­cze tuż przed matu­rą wło­sy prze­far­bo­wa­łam, to jesz­cze matu­rę ku zasko­cze­niu wszyst­kich z wyróż­nie­niem zda­łam 😀 A te ble­dziu­chy led­wo led­wo! Mówię, że wita­mi­na D jest potrzeb­na by lepiej się myśla­ło! 😀

          • Bar­dzo zdro­we podej­ście 🙂

            Mnie rodzi­ce gania­li po wiel­kiej dział­ce i sadzie, na zaku­wa­nie było mało cza­su – widać dotle­nie­nie jest lep­sze niż zaku­wa­nie 😀

  • Ja matu­rę i stu­dia mam daw­no za sobą, a nadal szu­kam celu w życiu i… nie prze­szka­dza mi to wca­le! Matu­ra to krok dalej, ale nie wiesz, w któ­rą stro­nę idziesz. Za to – nie cofasz się cho­ciaż

  • Pew­nie matu­rę zdać war­to, szcze­gól­nie w przy­pad­ku gdy się doczła­pa­ło do tej ostat­niej kla­sy. Coś ta matu­ra otwie­ra przed czło­wie­kiem, ale… Znam ludzi, któ­rym dobrze się powo­dzi nie mając matu­ry i takich, co po stu­diach bie­dę kle­pią…

    • Zga­dza się – sam fakt zda­nia czy nie zda­nia matu­ry jesz­cze nicze­go defi­ni­tyw­nie nie prze­są­dza, choć jej zda­nie kil­ko­ro drzwi wię­cej otwie­ra w życiu. Podob­nie jest ze stu­dia­mi, ale tego nie napi­szę na głos, bo jesz­cze moje dziec­ko prze­czy­ta i mi zacy­tu­je moje wła­sne sło­wa za 2 lata 🙂

  • I – nie obraź się pro­szę – w wie­ku 19 lat tak napraw­dę gów­no wiesz o życiu”

    Mam ponad 2 razy wię­cej, a poziom tej wie­dzy – jak stał, tak stoi 😉

  • Ja matu­rę zda­wa­łam nie­daw­no. Jakieś… 4–5 lat temu? Chcia­łam zali­czyć ten egza­min za wszel­ką cenę żeby potem iść na stu­dia… Sądzi­łam, że ukoń­cze­nie Admi­ni­stra­cji coś mi da, i co z tego wyszło? Jestem na IV roku i wiem, że raczej w zawo­dzie pra­co­wać nie będę.
    Nie­mniej jed­nak matu­rę war­to zdać bo zawsze ma się otwar­tą dro­gę. Moż­na kon­ty­nu­ować naukę, ale war­to pamię­tać, że ukoń­cze­nie stu­diów nie zapew­ni prze­pust­ki do lep­sze­go życia. 🙂

    • To masz podob­nie – ta histo­ria powy­żej o gościu na Infor­ma­ty­ce to o mnie 🙂

      Rzu­ci­łem dobrą pra­cę kor­po w wie­ku 30lat (nie, uro­dzi­ny i cyfer­ka nie mia­ły tu nic do rze­czy) i zosta­łem dizaj­nu­chem. A w wie­ku 38 dizaj­nu­chem-blą­ge­rem. Nigdy nie jest za póź­no, choć ja oso­bi­ście jestem prze­ciw­ni­kiem rzu­ca­nia się na rym­pał i raczej jestem za tym, żeby ryzy­ko­wać mając solid­ną podu­chę pod tył­kiem 🙂

      • Teraz aby mieć tą solid­ną podu­chę to potrzeb­ne są albo zna­jo­mo­ści albo pie­nią­dze. Cho­oociaż jak ktoś ma gada­ne to nawet i gdy mu drzwi zamkną przed nosem – wej­dzie oknem.
        Nawet jeże­li nie ma się pew­ne­go star­tu, a każ­do­ra­zo­we pój­ście do pra­cy jest dla nas męką, nie powin­ni­śmy nawet się zasta­na­wiać i postą­pić tak jak Pan 🙂

        • Nie “pan”, pro­szę, bo się czu­ję jesz­cze sta­rzej 🙂

          Cza­sa­mi wystar­czy nie mieć wyj­ścia – wte­dy po pro­stu musisz i wte­dy naj­mniej­szy nawet suk­ces sta­je się ogrom­ny 🙂

  • Ja coraz czę­ściej optu­ję za Gap Year tak jak to bywa* w Sta­nach czy­li po ostat­nich egza­mi­nach rok wol­ny- zauwa­ży­łam, oglą­da­jąc pro­gra­my podróż­ni­cze, gdzie pozna­je­my czło­wie­ka, któ­ry robi coś, co czę­sto byśmy chcie­li np.prowadzi jedy­ną piz­ze­rię na małej, lecz cud­nej wyspie – że to wła­śnie prze­rwa w nauce przy­czy­ni­ła się do pój­ścia za gło­sem swo­ich marzeń.
    Trze­ba by się czło­wie­ko­wi w ogó­le dowie­dzieć, JAK chce żyć i GDZIE chce żyć- ale na to potrze­ba odwa­gi, ryzy­ka i …cza­su 🙂

    *nie jest to bowiem regu­łą.

    • Tyl­ko tutaj powsta­je chy­ba pro­blem kasy – nie każ­de­go było­by stać na rok nic­nie­ro­bie­nia.

      No i wyda­je mi się, że o ile stu­dent jest w wie­ku odpo­wied­nim, to chy­ba matu­rzy­sta jest jesz­cze za mło­dy do Gap Year. Ale może mi się tak wyda­je, bo moje dziec­ko za dwa lata będzie pisać 🙂

      • Pod­czas tego Gap year wie­lu mło­dych ludzi wyjeż­dża, ale tam zara­bia na sie­bie, lub podej­mu­je wolon­ta­riat – więc wie­rzę, że da się to połą­czyć 🙂

        • Jezu­uu, był­bym prze­ra­żo­ny jako ojciec, jak­by mi 18-latek wybył w świat. Ale jaki dum­ny, jak­by sobie pora­dził!! 🙂

          • 😀
            Mogę jedy­nie podej­rze­wać, że da się dzie­cia­ka do tego przy­go­to­wać przez lata wcze­śniej :-)) ps. ponad­to to nie musi być jakiś tam wiel­ki świat, Route66 😀

            • Był chy­ba kie­dyś taki film i chy­ba z Garym Old­ma­nem – speł­niał on czy­jeś życze­nia, ale w prze­wrot­ny spo­sób. I tam wła­snie jakiś taki mło­dy koleś szu­kał swo­jej życio­wej dro­gi. Cie­ka­we, jak­by mój Mło­dy się tam odna­lazł 😉

  • Ech… Kie­dy ja zda­wa­łem matu­rę, gene­rał Jaru­zel­ski stu­dio­wał kon­sty­tu­cję PRL i zasta­na­wiał się, czy jest jakiś patent na to, żeby wpro­wa­dzić stan wojen­ny mimo bra­ku woj­ny.

    Oby­dwu nam się uda­ło – ja zda­łem, a on jakieś pół roku potem zro­bił Pola­kom nie­spo­dzian­kę. ☭

    • Oj, to ja BWP’y na uli­cach oglą­da­łem z per­spek­ty­wy przed­szko­la­ka. Nie powiem, to była wiel­ka fraj­da dla dzie­cia­ków, tym bar­dziej, że te mło­de chło­pa­ki w mun­du­rach pozwa­la­ły nam po nich ska­kać.

      A tak z cie­ka­wo­ści – wywi­ną­łeś się od służ­by woj­sko­wej? Bo prze­cież była obo­wiąz­ko­wa.

      • Nie, odsłu­ży­łem rok (jako absol­went wyż­szej uczel­ni) w SPR (Szko­le Pod­cho­rą­żych Rezer­wy) i na “prak­ty­ce” w JW. Jeśli gdzieś mnie nauczo­no miga­nia się od robo­ty, to wła­śnie w woj­sku, jestem za to LWP ser­decz­nie wdzięcz­ny 🙂