Szata zdobi człowieka, choć przysłowie uczy inaczej

 

Dzi­siej­szy wpis moż­na bez wiel­kiej prze­sa­dy pod­cią­gnąć pod kate­go­rię SPONTAN. A jako tagi wrzu­cił­bym #burak_ w_BMW oraz #stereotypy_skądś_się_biorą. Moż­na by też deli­kat­nie otrzeć się o MĄDROŚCI LUDOWE, albo PRZYSŁOWIA w XXIw. TRACĄ NA WYMOWIE. A to wszyst­ko dla­te­go, moje dro­gie Czy­tel­nicz­ki, że dzi­siaj naocz­nie oraz nausz­nie się prze­ko­na­łem, że porze­ka­dło nie sza­ta zdo­bi czło­wie­ka, lecz czło­wiek sza­tę moż­na sobie o kant dupy potłuc, bo jed­nak nie jest tak do koń­ca praw­dzi­we. Z dru­giej stro­ny, jak­by było, to więk­szość sza­fia­rek stra­ci­ła­by robo­tę, praw­da? Ale do adre­mu.

Moim wier­nym czy­tel­nicz­kom zna­ny jest fakt, iż jakiś czas temu, z duże­go stu­dia z wiel­ki­mi witry­na­mi i eks­po­zy­cja­mi prze­nie­śli­śmy się do cia­sne­go, ale wła­sne­go miesz­ka­nia, któ­re na stu­dio adap­to­wa­li­śmy i zamie­ni­li­śmy na biu­ro pro­jek­to­we. Kupi­li­śmy lokal na par­te­rze, widocz­ny z uli­cy, z wiel­ki­mi okna­mi bal­ko­no­wy­mi wycho­dzą­cy­mi na… no wła­snie. Kupu­jąc chat­kę dosta­li­śmy w pakie­cie 90m² ogród­ka. Celo­wo nie piszę zgod­nie z aktem nota­rial­nym “tere­nu zie­lo­ne­go”, bo choć wio­sna na dwo­rze i w ser­cu się zie­le­ni, to jed­nak nasz “teren zie­lo­ny” ma to w swo­jej zie­mi­stej dupie i pięk­ną zie­lo­ną tra­wą zazie­le­nić się nie ma zamia­ru. Może to dla­te­go, że po budo­wie zosta­ło w nim tyle cegieł, resz­tek pusta­ków, gru­zu i kamul­ców, że spo­koj­nie wystar­czy­ło­by na wybu­do­wa­nie altan­ki i wybru­ko­wa­nie do niej dróż­ki? A może dla­te­go, że pomi­mo ewi­dent­nych prze­szkód w posta­ci cegieł, resz­tek pusta­ków, gru­zu i kamul­ców wyro­sło na nim tyle chwa­stów, że na tra­wę już nie bar­dzo jest miej­sce?

szata zdobi człowieka

Widać bar­dzo waż­ny kawa­łek moje­go sta­no­wi­ska pra­cy – czy­li EKSPRES DO KAWY

 

Tak czy siak nad­szedł ten pięk­ny moment, kie­dy sie­dząc w swo­im naresz­cie skoń­czo­nym i odpi­co­wa­nym biu­rze, czu­li­śmy lek­ki dyso­nans wyglą­da­jąc przez wiel­kie okno bal­ko­no­we wycho­dzą­ce na… no wła­śnie. Niby to jakoś szcze­gól­nie nie­przy­jem­ne nie jest, ale ogól­ne odczu­cie jest tro­chę takie, jak­by obok na łóż­ku sie­dzia­ła ską­po odzia­na Lisa Ann i zmy­sło­wym ruchem dło­ni gła­dzi­ła mnie po gło­wie, zamiast… no wła­śnie. Poza tym wszyst­kie dział­ki obok już się pięk­nie zasło­ni­ły drew­no­po­dob­ny­mi płot­ka­mi sprze­da­wa­ny­mi w casto­ra­mie za 79,86 PLN/sztuka, a nasza jakoś tak goli­zną świe­ci przed ocza­mi prze­chod­niów. A że pło­tu robić nie zamie­rza­my, bo my jeste­śmy fir­ma otwar­ta fron­tem do klien­ta, to cho­ciaż odpi­co­wa­ny traw­nik sobie zafun­du­je­my. Ale wcze­śniej wybu­du­je­my sobie taras, bo ma taki taras pro­szę ja Was same plu­sy dodat­nie – moż­na sto­lik posta­wić, na sto­li­ku pif­f­ko i od razu roz­mo­wa z klien­tem jak­by lżej idzie. A po któ­rymś­tam pif­f­ku z kolei to i pro­jek­ty mogą cie­kaw­sze wycho­dzić. O tak pro­za­icz­nej spra­wie jak mniej­sza powierzch­nia do kosze­nia odpi­co­wa­nej tra­wy nawet nie będę wspo­mi­nać, bo to nie­god­ne Waszej uwa­gi jest. A taka odpi­co­wa­na tra­wa może prze­cież ucier­pieć w trak­cie prac budow­la­nych przy tara­sie, więc kolej­ność robót zacho­wa­na być musi.

A pra­ce budow­la­ne przy tara­sie to: wyko­pa­nie dołów i zro­bie­nie sza­lun­ków pod beto­no­we pod­po­ry, poło­że­nie na nich lega­rów, na lega­rach desek, a na deskach takich śmiesz­nych kom­po­zy­to­wych pane­li tara­so­wych. Wyce­na od fir­my, któ­ra zaj­mu­je się tym mniej lub bar­dziej zawo­do­wo – kil­ka­na­ście tysię­cy z mate­ria­łem. Gdzie sza­cun­ko­wy koszt mate­ria­łów to jakieś 5–7 tysię­cy. Jako nie­odrod­ny syn inspek­to­ra nad­zo­ru budow­la­ne­go i mąż magi­ster inży­nier archi­tekt, oraz magi­ster inży­nier we wła­snej oso­bie stwier­dzi­łem, że jesz­cze mnie nie powa­li­ło do resz­ty, dwie ręce mam, nie­ko­niecz­nie lewe i taki taras to sobie spra­wię jak to się mówi wła­snym sump­tem. Czy­li ręca­mi tymi i pal­cy­ma. A za zaosz­czę­dzo­ne mone­ty gdzieś się wybio­rę na majów­kę dalej lub bli­żej. Tak BTWmacie może jakieś pomy­sły na majów­kę, kie­dy na dwo­rze tem­pe­ra­tu­ry jak z lute­go?

Nie będę Was opro­wa­dzał po pro­ce­sie pla­ni­stycz­no-pro­jek­to­wym, bo śmiesz­ny był bar­dzo i prze­cho­dził róż­ne sta­dia oraz fazy skom­pli­ko­wa­nia sobie całej tej robo­ty. Pro­ces kopa­nia w zie­mi peł­nej cegieł, resz­tek pusta­ków, gru­zu i kamul­ców miał się odbyć lek­ko, łatwo i przy­jem­nie takim faj­nym świ­drem do wier­ce­nia w zie­mi, ale z powo­du zie­mi peł­nej cegieł, resz­tek pusta­ków, gru­zu i kamul­ców przy­po­mi­nał wyda­la­nie stol­ca przez oso­bę cier­pią­ca od kil­ku lat na ostre zatwar­dze­nie. Wolę nie fun­do­wać sobie kosz­ma­rów i wyobra­żać jak­by to było, gdy­bym miał wyko­pać te dziu­ry łopa­tą. Po kil­ku godzi­nach nie­rów­nej wal­ki z grun­tem uda­ło nam się osa­dzić w tym­że takie fiku­śne kar­to­no­we rury, do któ­rych nawrzu­ca­li­śmy potłu­czo­nych cegieł, resz­tek pusta­ków, gru­zu i kamul­ców, a całość zala­li­śmy zgrab­nie wła­sno­ręcz­nie ukrę­co­nym beto­nem B20 za pro­mo­cyj­ne 8,48 PLN za 25-kilo­gra­mo­wy worek z casto­ra­my. Ale nam się coś pote­go­wa­ło w wyli­cze­niach i 7 wor­ków nale­ża­ło­by do mar­ke­tu oddać, coby inni mogli swój cen­ny czas poświę­cić na beto­no­wa­nie.

szata zdobi człowieka

Ta audy­cja może i zawie­ra loko­wa­nie pro­duk­tu, ale nie powsta­ła we współ­pra­cy z pew­ną zna­na sie­cią mar­ke­tów budow­la­nych…

 

Nie wiem jak Wy, ale ja zazwy­czaj do pra­cy, w któ­rej poten­cjal­nie mogę się upier­dzie­lić jak świ­nia w bło­cie ubie­ram ciu­chy, któ­rym to upier­dzie­le­nie bar­dzo nie zaszko­dzi. Dzi­siej­sze wyle­wa­nie beto­nu nie nale­ży do wyjąt­ków, więc ima­ge mia­łem lek­ko sfa­ty­go­wa­ny i cokol­wiek nie­dba­ły, nie­ste­ty bez tej hip­ster­skiej non­sza­lan­cji, któ­ra nawet podar­te spodnie naka­zu­je mieć czy­ste i zapra­so­wa­ne w kan­cik. Mówiąc krót­ko mia­łem na sobie ciu­chy robo­cze i wyglą­da­łem jak­bym wła­snie zlazł z rusz­to­wa­nia. W takiej to wła­śnie sty­li­za­cji poje­cha­łem oddać te kil­ka wor­ków beto­nu do pobli­skiej casto­ra­my, z któ­rej mam dosłow­nie 5 minut spa­cer­kiem do stu­dia.  A jako że bus był potrzeb­ny chło­pa­kom na mon­ta­żu, to pod­rzu­ci­li mnie razem z cemen­tem i zosta­wi­li tak same­mu sobie, żebym stam­tąd wró­cił na wła­snych nogach i o siłach wła­snych.

Przed samiut­kim stu­diem jest ron­do, do któ­re­go wio­dą dwa pasy ruchu, przez któ­re prze­bie­ga przej­ście dla pie­szych, w poło­wie któ­re­go znaj­du­je się roz­kosz­na wysep­ka dla zmę­czo­nych prze­pra­wą. I ja, jako pie­szy, poczu­łem się w peł­ni upraw­nio­ny do tego, żeby przez owo przej­ście przejść. Wbi­łem ja na wysep­kę, rzu­ci­łem okiem, czy moż­na prze­pra­wiać się dalej – przed pasa­mi grzecz­nie zatrzy­ma­ła się Xara Picas­so, czy­li jedy­ne zna­ne mi auto, w któ­rym nie wia­do­mo, gdzie jest przód, a gdzie tył. Poczu­łem się wyraź­nie zachę­co­ny, więc tupię dalej, aż tu nagle piiiisk opon i pra­wie na mnie zatrzy­mu­je się tłu­sta beem­ka w kolo­rze, a jak­że, czar­nym. A za kie­row­ni­cą tej­że sie­dzi łysy dżen­tel­men ubra­ny w sty­lo­we dre­sy z łyż­wą i zaczy­na machać do mnie ręka­mi oraz bar­dzo gwał­tow­nie poru­szać usta­mi. Na co ja wzru­szy­łem ramio­na­mi i już zamie­rza­łem iść dalej, a tutaj drzwi się otwie­ra­ją i wypa­da dre­si­wo na dro­gę i drze na mnie ryja:

- Gdzie mi się wpier­da­lasz przed maskę fra­je­rze pier­do­lo­ny?!?!

Koleś był lek­ko pokrzyw­dzo­ny w pio­nie i jak­by zało­żył buty na obca­sie, a nie odbla­sko­we naja­cze, to może by mi nie prze­cho­dził pod pachą, dla­te­go posta­no­wi­łem go potrak­to­wać w mia­rę łagod­nie, bo natu­ra i tak go strasz­nie pokrzyw­dzi­ła:

- Panie kocha­ny, nie dość, że zapier­da­lasz pan tą bej­cą tak, że się asfalt topi, to jesz­cze mijasz pan samo­chód, któ­ry zatrzy­mał się na przej­ściu, żeby prze­pu­ścić pie­sze­go. Czy­li kur­wa mnie. Jak­by tu przy­pad­kiem jakieś miś­ki sta­ły, to byś pan dostał tyle punk­tów, że zabra­li­by od razu praw­ko i do domu byś pan pisz­czał buta­mi po chod­ni­ku, a nie guma­mi po asfal­cie. Ciesz się pan, że hamul­ce masz dobre i z maski mnie pan nie zbie­rasz, bo w naj­lep­szym razie dostał­byś pan wyrok w zawia­sach, a w naj­gor­szym już by się kum­ple spod celi ucie­szy­li na takie cia­cho gład­ko golo­ne.

- Kur­wa, nie będzie mnie jakiś jeba­ny bez­dom­ny pouczał, jak mam jeź­dzić i jakie są prze­pi­sy!!

I wie­cie, mia­ła tu być jakaś mądra i reflek­syj­na poin­ta na temat zacho­wa­nia jeż­dżą­ce­go w BMW bez­wło­se­go pana odzia­ne­go w mar­ko­wy strój spor­to­wy. Oraz tego, jak łatwo jest kogoś fał­szy­wie oce­nić na pod­sta­wie mikre­go wycin­ka rze­czy­wi­sto­ści jakim jest ubra­nie, a oce­ną taką skrzyw­dzić bar­dzo.

Ale w sumie to zabra­kło mi weny i poin­ty nie będzie.

Dopisz­cie ją sobie sami, dobra?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Klamka, klamka, ty ch***! | dizajnuch.pl - blog faceta o rzyci...dizajnuch.pl – blog faceta o rzyci…()

  • fol­low cre­ati­vi­ty now

    Rozu­miem, że taras stoi, tudzież leży, jak ta lala, a pana z BMW, nawet jak­by przy­szedł po pro­jekt to ole­jesz 😀

    • A w życiu, to nie­pro­fe­sjo­nal­ne. Przy­wa­lę mu potrój­ną staw­kę 🙂

  • Nie­ste­ty, kie­row­cy BMW są bardzo…rozpoznawalną gru­pą osób 😉

  • Jaki masz roz­miar? Mam kil­ka mary­na­rek, któ­re chcę oddać w dobre rącz­ki:)

    • Roz­miar bar­dzo dyna­micz­ny, bo się die­tu­ję i coraz mnie mniej 🙂
      Ale i tak celo­wał­bym w DUŻY ze wska­za­niem na BARDZO DUŻY 🙂

  • Dobre.:D

  • Moc­ne 😀 Z przy­tu­pem i płę­ty nie wyma­ga 😀 Płę­ta zawar­ta jest bowiem w ostat­nim wyra­zie wypo­wie­dzi pana z BMW 🙂 Kła­nia się “dobre”, sta­ro­pol­skie wycho­wa­nie… Men­tal­ność z komu­ni­stycz­ne­go pie­kła rodem. Mnie ten tekst w ogó­le nie roz­ba­wił i bar­dzo się cie­szę, że tym razem niko­mu nic się nie sta­ło. Pozdra­wiam z ulgą 🙂

    • Kto wie, może gdy­by nie to, że ze mnie kawał misio­ra, to mogło­by być ina­czej. Ale powiem Ci, że kie­dyś podob­nie potrak­to­wa­ła mnie paniu­sia z błysz­czą­cej Q7, któ­ra wca­le nie wyglą­da­ła na dre­so-pato­lo­gię, a nawet bar­dziej obsta­wiał­bym kli­ma­ty kor­po-praw­ni­cze i to na wyso­kim stoł­ku.
      Miłej resz­ty week­en­du 🙂

  • Jacek- jesteś od dzi­siaj Mistrzem Cię­tej Ripo­sty!! Padłam :DD Dasz mi kor­ki or sth?;)
    Ja to myślę że łysy karzeł wró­cił do swo­jej dupy w wypa­sio­nej i tan­ded­nej zara­zem cha­łu­py i tak zary­bi­ło..” Qur­wa, ten bez­dom­ny nie dość ze mnie pouczył to jesz­cze obra­ził” :DD

  • Tu miał być jakiś mądry komen­tarz połą­czo­ny z kiwa­niem gło­wą na nutę, że tak, co to z tym świa­tem i o tem­po­ra o mores, ale chy­ba mi wit­ki opa­dły do zie­mi, bo niżej nie mogły, a sło­wa spi­to­li­ły. Grunt, że koleś jestem-taki-kie­row­ca-męski-zwy­cię­ski-i-och-ach-klę­kaj­cie-naro­dy wyha­mo­wał i w cie­bie nie wje­chał.

  • Ale ty masz sil­ną psy­chi­kę! Zaje­bi­ście sil­ną. Patrzy­łeś mu w oczy, kie­dy z nim roz­ma­wia­łeś, nie wyko­ny­wa­łeś nie­po­trzeb­nych ruchów. Wystar­czy­ło Ci jego dzie­sięć pierw­szych słów, pięć pierw­szych gestów i już wie­dzia­łeś, że w jego psy­chi­ce czai się strach. On jesz­cze nie zda­wał sobie spra­wy, że wkrót­ce będzie miał peł­ne por­t­ki. A wiesz, dla­cze­go? Dla­te­go, że jego sła­ba psy­chi­ka już wysła­ła mu maila do nad­cią­ga­ją­cej kupy, że spo­tka­nie jest w spodniach.
    To nie­sa­mo­wi­te… ”
    Ps. Cytat tro­chę prze­ro­bi­łam na potrze­by puen­ty. 😉

    • Kof­fa­na, sta­re dobre pol­skie kome­die to mi z ręki jadły. Skąd to było­by za pro­ste – ale ja wiem, ze to mówił nie­ja­ki Deląg bez “s” 🙂

      • Ja nawet nie oglą­da­łam “Chło­pa­ki nie pła­czą”, ale na ten cytat natknę­łam się wczo­raj i bar­dzo mnie roz­ba­wił. 😀
        I paso­wał mi tu. 🙂

        • Bo ja twar­dy gośció­wa jestę 😉

          • No ba.:)
            Ten też mi tu paso­wał 🙂
            “– Wczo­raj jecha­łem tędy, tych pasów jesz­cze nie było.
            – Tak mówi­cie? A gdy­by tutaj sta­rusz­ka prze­cho­dzi­ła do domu star­ców, a tego domu wczo­raj by jesz­cze nie było, a dzi­siaj już by był, to wy byście sta­rusz­kę prze­je­cha­li, tak? A to być może wasza mat­ka!” 🙂
            A swo­ją dro­gą mógł­byś nie obra­żać bura­ka porów­ny­wa­niem go do tego tu cha­mo­wa­te­go osob­ni­ka? Prze­cież burak to takie faj­ne warzy­wo jest. 😉

            • Oj no wiesz, prze­cież to wpis o ste­reo­ty­pach 😉

              • No dobra, to niech puen­ta bedzie taka:
                Może i sza­ta (bmw) zdo­bi czło­wie­ka, lecz nie świad­czy o jego mądro­ści. 🙂
                Ład­ne­mu we wszyst­kim ład­nie – to o Tobie :), lecz nie każ­dy burak (no trud­no, niech będzie) pozna się na pięk­nie. 🙂

                • Jaaa, ale mi zro­bi­łaś dobrze… 😀
                  podzię­ko­wał :*

                  • To zadość­uczy­nie­nie za to, że Ci cia­gle doku­czam. 🙂 Ale mam jesz­cze dwa pyta­nia:
                    1. ten dru­gi cytat to z…wiem, ze to for­mal­nol­nośc, ale niech for­mal­no­ści sta­nie się zadość. 🙂
                    2. Kie­dy zaczniesz bie­gać? 😛

                    • Spo­ko, lubię inte­li­gent­ne docin­ki 🙂
                      1. Nie koja­rzę, zapy­tam moje­go Miś­ka 😉
                      2. Zaraz po tym, jak kupię sobie porząd­ne buty, co nastą­pi zaraz po tym, jak spraw­dzę co z rowe­ra­mi i oka­że się, że nie muszę kupo­wać nowych. Obie­cu­ję 🙂

                    • Deal. 🙂 Ps. W cyta­cie jest zmie­nio­ne jed­no sło­wo, ale wyszu­ki­war­ka wie o co cho­dzi. 😉

                    • Ja wyszu­ki­wa­łem we wła­snej gło­wie – ta wyszu­ki­war­ka jest odpor­na na takie błę­dy 😉

                    • A jaki jest efekt wyszu­ki­wa­nia? 🙂

                    • Misia­sty 🙂

                    • Haha­ha, czy “czy nie koja­rzę, zapy­tam moje­go Miś­ka” było już odpo­wie­dzią? 😀

                    • A i owszem 🙂

                    • Tro­chę mnie zdzi­wi­ło, że mistrz cyta­tów fil­mo­wych będzie pytał syna o tak oczy­wi­sty frag­ment fil­mu, no ale może ma gor­szy dzień ;-). Spryt­ne to było, przy­zna­ję. 😀
                      Tym razem wygra­łeś. 😀 Cho­ler­cia, że ja od razu nie zaja­rzy­łam :-D, no cóż, lepiej póź­no niż wca­le. 😛
                      A! Już wiem, ta obiet­ni­ca w punk­cie dru­gim tak mnie zaśle­pi­ła. 😀

                    • Po piąt­ko­wej wizy­cie u leka­rza nie wiem, czy doży­ję tej chwi­li 🙂

                    • Doży­jesz, my sil­ne poko­le­nie jeste­śmy. 🙂
                      No ale wiesz, taka wymów­ka od bie­ga­nia poświad­czo­na przez leka­rza jest nie do pod­wa­że­nia. 😉

                    • Ha! Dla­te­go przez moją wro­dzo­ną prze­ko­rę coś tu namie­szam 😉

        • Omg! Nie jestem jedy­na któ­ra nie oglą­da­ła “Chło­pa­ków” 😀
          ps. I tak- zno­wu noc­ny patrol 😀

  • Przed­nie 🙂 I jak­że czę­sto spo­ty­ka­ne przez pro­jek­tan­tów 😀

    Nie dalej, jak 2 mie­sią­ce temu wra­ca­ły­śmy z O. z mie­rze­nia piw­nic, bo cze­góż by inne­go 😛
    Jedzie­my auto­bu­sem, wyma­ra­szo­ne tyn­kiem, paję­czy­na­mi i bli­żej nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ną sub­stan­cją nie­gdyś orga­nicz­ną.
    I się jakaś kobi­ta na O. rzu­ca! Że jej płaszcz pobru­dzi, że ma brud­ny ple­cak, że będzie musia­ła się po tym umyć (!!!) i jak w ogó­le moż­na w takim sta­nie jeź­dzić komu­ni­ka­cją miej­ską.
    Nosz, nie była­bym sobą, gdy­bym nie wtrą­ci­ła kil­ku słów od sie­bie.
    Że chwa­ła tym, co oszczę­dza­ją na mydle, bo to eko­lo­gicz­ne. Że jak to faj­nie mieć czy­stą pra­cę. I jak faj­nie rato­wać budyn­ki, by się komuś na gło­wę nie zawa­li­ły. Zwłasz­cza drą­cym się babom w auto­bu­sie 😛
    Zamil­kła.

    • I pew­nie wró­ci­ła do domu pona­rze­kać na dzi­siej­szą mło­dzież, że nie dosc, że nie­wy­cho­wa­na, to jesz­cze się nie myje 😉

  • cia­cho gład­ko golo­ne” oooo tak, ubó­stwiam takie hasła. Z budow­la­nych przy­gód to sie­dzę sobie kie­dyś na pod­ło­dze w stro­ju pro­le­ta­riac­kim i takim ręcz­nym dra­pa­kiem zdra­pu­ję far­bę z par­kie­tu, któ­ry został kil­ka­dzie­siąt lat wcze­śniej poma­lo­wa­ny na zie­lo­no a kil­ka­na­ście lat póź­niej na czer­wo­no. No i dra­pię klep­kę po klep­ce odzie­ra­jąc z kolo­rów, bo pan cykli­niarz odmó­wił, bo mu się to palić w maszy­nie ponoć będzie. Drzwi się otwie­ra­ją i wcho­dzi jak do sie­bie nagwiz­da­ny sąsiad z góry i … pyta ile bio­rę od metra? Nie mógł bie­da­czek zro­zu­mieć cze­mu ja się tur­lam po pod­ło­dze ze śmie­chu, cóż nie poznał mnie w “arbaj­tan­cu­gu” 😉

    • Sku­sił Cię jakąś kon­kret­ną staw­ką? ;))

      • nie nego­cjo­wa­łem. Popro­si­łem, żeby się odbeł­ko­tał w kie­run­ku swo­je­go lokum 🙂

  • Bosko! Uśmia­łam się, że hej! 😉
    Na majów­kę war­to wbić do Pozna­nia: trwa akcja Poznań za pół ceny. Dużo faj­nych miejsc, tyl­ko trze­ba spraw­dzić JUŻ i rezer­wo­wać: od Bro­wa­ru Lecha, poprzez gro­tę sol­ną (dzie­cia­ki lubią), Ter­my, restau­ra­cje itd itp. 🙂

    • A na zdro­wie 🙂
      O widzisz, przez Poznań zazwy­czaj prze­la­tu­ję tyl­ko i nigdy jakoś tak na dłu­żej nie byłem. Zaraz się roz­do­wiem, gdzie co moż­na obej­rzeć i poagi­tu­ję rodzin­kę. Dzię­ki za cynk 🙂