NFZ chyba strasznie słabo płaci.

 

Wie­cie, moje ćmo­je-boje z naszą naro­do­wą służ­bą zdro­wia to chy­ba zasłu­gu­ją na osob­ną kate­go­rię na blo­gu. Bo bez wzglę­du na to, czy pobie­ra­li mi  wymaz na chla­my­dię, czy  ope­ro­wa­li zerwa­ne ścię­gno czy też po pro­stu skła­da­li do kupy mój pysk roz­wa­lo­ny deską, to zawsze było śmiesz­nie. Zasta­na­wiam się, jak ją nazwać, bo NFZ brzmi jakoś tak zbyt for­mal­nie. Może jak­by roz­wi­nąć ten skrót jakoś twór­czo, to wyglą­da­ło­by lepiej?

Może zor­ga­ni­zu­je­my mini kon­kur­sik na naj­bar­dziej kre­atyw­ne wyja­śnie­nie tych tajem­ni­czych lite­rek, hmm? Coś w sty­lu Nie Fundu­je­my Zabie­gów, Nowy Frajer Zaje­chał… Nad nagro­dą pomy­ślę, ale będzie rów­nie kre­atyw­na. Chęt­ni?

Ale wra­ca­jąc… Od kil­ku już lat mam pro­blem z nosem. To zna­czy nie, że jakiś taki szcze­gól­nie brzyd­ki czy nie­kształt­ny, cho­ciaż z wyglą­du przy­po­mi­na solid­ne­go kar­to­fla. Nie – po pro­stu coś mam napi­to­lo­ne w środ­ku i z tego wła­śnie powo­du cią­gle mi się przy­ty­ka, co powo­du­je róż­ne rze­czy. Jed­ną z nich jest to, że kie­dy się poło­żę ina­czej niż na pra­wym boku, to momen­tal­nie się duszę i muszę oddy­chać usta­mi.

A to z kolei powo­du­je, że spa­nie ze mną w jed­nym łóż­ku przy­po­mi­na spa­nie ze sła­bo naoli­wio­ną machi­ną zagła­dy z pie­kiel­nych cze­lu­ści, w któ­rej coś dyszy, sapie, char­czy, pisz­czy, świsz­cze i pusz­cza gazy (choć to aku­rat chy­ba nie­ko­niecz­nie zwią­za­ne jest z nosem). Jeśli kie­dyś oglą­da­li­ście Mie­cia albo “Hydro­za­gad­kę” i zasta­na­wia­cie się co kry­je się za sło­wa­mi niech ryczy z bólu ran­ny łoś”, to wystar­czy mnie posłu­chać kie­dy śpię i wszyst­ko jest jasne. Moje chra­pa­nie stra­szy nie­to­pe­rze w Jaski­ni Niedź­wie­dziej i prze­szka­dza w zde­rza­niu hadro­nów, oraz cza­sa­mi budzi nawet mnie same­go. O dusze­niu się nie wspo­mnę…

Żeby oszczę­dzić sobie, Małej­Żon­ce, sąsia­dom oraz hadro­nom męki, zapusz­czam kro­ple do nosa, któ­re to kro­ple zaje­bi­ście uza­leż­nia­ją, roz­pier­dzie­la­ją ślu­zów­kę i w ogó­le ich skut­ki ubocz­ne przy­po­mi­na­ją wybuch bom­by ato­mo­wej. No ale co z tego, sko­ro to jedy­ny spo­sób na to, żebym mógł nor­mal­nie prze­spać noc i chra­pać dopie­ro gdzieś od jej poło­wy? Dla­te­go pró­bu­ję coś z tym zro­bić, przy pomo­cy facho­wej pomo­cy lekar­skiej, ale u nas nie ma kur­wa tak, że jak mi coś się poje­ba­ło w nosie, to idę do laryn­go­lo­ga jako do spe­cja­li­sty od tych­że wła­śnie rejo­nów, bo laryn­go­log jest od tego(za cio­cią Wiki­pe­dią):

Oto­ry­no­la­ryn­go­lo­gia – dzie­dzi­na medy­cy­ny zaj­mu­ją­ca się roz­po­zna­wa­niem i lecze­niem cho­rób ucha (oros, otos), nosa (rhi­nos, rynos), krta­ni (laryn­gos), gar­dła (pharyn­gos) oraz innych narzą­dów gło­wy i szyi. Jej nazwa potocz­na to oto­la­ryn­go­lo­gia lub naj­czę­ściej uży­wa­na – laryn­go­lo­gia. (…) Lekarz zaj­mu­ją­cy się oto­la­ryn­go­lo­gią to oto­la­ryn­go­log (w skró­cie laryn­go­log).

W moim pro­stac­kim i naiw­nym mnie­ma­niu spra­wa wyglą­da tak, że ten­że laryn­go­log zaglą­da mi do nosa albo w oko­li­ce, po czym boga­ty w wie­dzę oraz doświad­cze­nie podej­mu­je tak zwa­ne kro­ki w posta­ci recept tudzież skie­ro­wań, mówi mi co robić dalej i wszy­scy są szczę­śli­wi, a szcze­gól­nie Mała­Żon­ka, któ­ra nie musia­ła­by się co noc męczyć się ze zdy­cha­ją­cym obok niej w męczar­niach dzi­kim wło­cha­tym zwie­rzem wyda­ją­cym ago­nal­ne dźwię­ki.

 

Nie ma tak prosto.

Dostęp do laryn­go­lo­ga jest nie­ste­ty limi­to­wa­ny i na jego stra­ży stoi tak zwa­ny lekarz rodzin­ny. Prze­cież nie­do­rzecz­nym jest zakła­dać, że doro­sły czło­wiek sam wie, co go boli albo co mu dole­ga i sam sobie wybie­rze wła­ści­we­go spe­cja­li­stę. Ponie­kąd słusz­ne to i spra­wie­dli­we, bo prze­cież nie zawsze jak boli ręka to boli ręka. Cza­sa­mi to ozna­cza pro­blem z nogą na przy­kład. Tak czy siak, został u mnie stwier­dzo­ny prze­rost mał­żo­win noso­wych, cokol­wiek to zna­czy i dosta­łem skie­ro­wa­nie na zabieg ich wyrżnię­cia w pień. Zna­czy wróć – naj­pierw dosta­łem skie­ro­wa­nie do laryn­go­lo­ga, żeby potwier­dził to, co pani dok­tor rodzin­na mi w nosie wykry­ła. Ale widać nie była za bar­dzo pew­na, bo napi­sa­ła “podej­rze­nie”. Dodat­ko­wo jako pamiąt­kę z Gre­cji po nur­ko­wa­niu na 7m w poszu­ki­wa­niu zgu­bio­nych oku­la­rów przy­wio­złem dziw­ne zacho­wa­nie się pra­we­go ucha, czy­li jest ono per­ma­nent­nie zatka­ne. Tutaj pani dok­tor rodzin­na nicze­go nie podej­rze­wa­ła, ale wypi­sa­ła dru­gie skie­ro­wa­nie do laryn­go­lo­ga. To się w sumie chwa­li – porzą­dek w papie­rach musi być i nie mie­szaj­my nosa z uchem. Welco­me to NFZ.

Jakoś tak nie bar­dzo mi się pali­ło do laryn­go­lo­ga iść, bo ja wiecz­nie nie mam cza­su, ale aku­rat przy­pad­kiem byli­śmy oby­dwo­je w oko­li­cy nowiuś­kie­go szpi­ta­la, a dodat­ko­wo Pani Mat­ka stwier­dzi­ła (nie bez racji), że jak tam mają przy­chod­nię i szpi­tal w jed­nym budyn­ku, to bar­dzo praw­do­po­dob­ne jest, że ten sam laryn­go­log, któ­ry mnie prze­ba­da będzie mi potem grze­bał jakimś ustroj­stwem w nosie i będzie jak­by bar­dziej w tema­cie. Mądre­go to i przy­jem­nie posłu­chać, więc pobra­łem zauto­ma­ty­zo­wa­ny nume­rek i roz­po­czął się dłu­gi pro­ces cze­ka­nia do reje­stra­cji.

NFZ

Wła­śnie wywo­ła­li R130 – dobrze, że mam komór­kę nała­do­wa­ną…

 

Po mniej wię­cej kil­ku recen­zjach Icha­bo­da dopcha­łem się do reje­stra­cji – ponie­waż mia­łem DWA skie­ro­wa­nia, więc pani mnie zapi­sa­ła na DWIE wizy­ty w DWÓCH zupeł­nie róż­nych ter­mi­nach. Przy­zwy­cza­jo­ny do nie­pu­blicz­nych zakła­dów opie­ki zdro­wot­nej, gdzie czas to pie­niądz i gdzie jak mam wizy­tę na 10:00, to wej­dę nie póź­niej niż 10:15 zdzi­wi­łem się nie­po­mier­nie, kie­dy pani wyzna­czy­ła ter­min wizy­ty mię­dzy 10:00 a 11:00. Welco­me to NFZNic to, sta­wi­łem się dziel­nie wyzna­czo­ne­go dnia o 9:55 pod drzwia­mi gabi­ne­tu, gdzie zoba­czy­łem na drzwiach taki obra­zek:

NFZ

Kie­dyś w “Kaj­ku i Koko­szu” przed inwa­zją Zbój­ce­rzy chro­nił bra­my magicz­ny napis – tutaj widać zerżnę­li pomysł…

 

No dobra, nie będę się z koniem kopał, cho­ciaż Oddział Ratun­ko­wy bli­sko. Pod­cho­dzę na twar­dzie­la do okien­ka i wie­cie co mi kobit­ka mówi? Że mam iść, pobrać nume­rek i pocze­kać na swo­ją kolej. Mówię, że mam ter­min wizy­ty zaraz, a ta na to, że “trze­ba było przyjść wcze­śniej”Welco­me to NFZ

Sta­łem kró­cej, niż poprzed­nio, bo tyl­ko pół godzi­ny, dopcha­łem się do kobie­ty w okien­ku, któ­ra łaska­wie potwier­dzi­ła, że rze­czy­wi­ście nie wci­skam jej ciem­no­ty i rze­czy­wi­ście mam za chwi­lę wizy­tę, po czym wycią­gnę­ła jakiś dru­czek, wypeł­ni­ła go i wsa­dzi­ła w koper­tę, na któ­rej wiel­kim pisa­kiem nasma­ro­wa­ła LARYNGOLOG i mój PESEL. Szcze­na mi opa­dła w oko­li­ce jajec oraz załza­wi­ło mi oczy, bo jako żywo przy­po­mnia­ły mi się cza­sy jakieś 30 lat temu. Kom­pu­te­ry kom­pu­te­ra­mi, ale co na papie­rze, to na papie­rze, nie? Welco­me to NFZ

Dosta­łem koper­tę w garść i potup­ta­łem pod gabi­net, po któ­rym nikt nie cze­kał, co nie powiem, tro­chę mnie ucie­szy­ło. Pocze­ka­łem kil­ka minut, zanim zapu­ka­łem i zła­pa­łem za klam­kę, bo może ktoś się w środ­ku bada (cho­ciaż na baje­ranc­kim wyświe­tla­czu nad drzwia­mi nic się nie wyświe­tla­ło). Bada­nie wła­sno­ręcz­ne wyka­za­ło nie­ste­ty, że drzwi są zamknię­te, co nie powiem, tro­chę mnie zanie­po­ko­iło. Dla uspo­ko­je­nia nie­po­ko­ju spraw­dzi­łem jesz­cze, czy aby na pew­no pan dok­tor nauk laryn­go­lo­gicz­nych dzi­siaj ma otwar­te dla pro­ste­go ludu, ale owszem, według roz­pi­ski miał. Co nie powiem, tro­chę mnie uspo­ko­iło.

NFZ

Dru­ty, zasie­ki oraz ści­śle limi­to­wa­ny dostęp do tajem­nej wie­dzy laryn­go­lo­gicz­nej…

 

Ponie­waż przez kolej­nych kil­ka­na­ście minut tajem­ne drzwi pozo­sta­wa­ły w sta­nie nie­tknię­tym i nikt przez nie nie wcho­dził w któ­rą­kol­wiek stro­nę, to po raz kolej­ny zła­pa­łem za klam­kę. Cud się nie wyda­rzył i drzwi pozo­sta­ły zamknię­te, co nie powiem, tro­chę mnie wkur­wi­ło. Pocze­ka­łem jesz­cze kil­ka minut, zanim potup­ta­łem z powro­tem do kobie­ty w okien­ku. Pró­bo­wa­ła zno­wu zażar­to­wać, żebym wziął nume­rek, ale nie powiem, tro­chę już byłem wkur­wio­ny, więc ja też zażar­to­wa­łem, że niech nawet nie żar­tu­je i nie wkur­wia mnie bar­dziej tyl­ko mi mówi, co z moją wizy­tą, bo w gabi­ne­cie nie ma żywej duszy od 20 minut. Kobie­ta podzwo­ni­ła i z peł­nym poli­to­wa­nia uśmie­chem powie­dzia­ła mi, że:

-Dzi­siaj dok­to­ra nie ma.

- Jak to (kur­wa – przyp. auto­ra) nie ma?? Prze­cież na drzwiach gabi­ne­tu są godzi­ny wizyt! Docho­dzi 11:00, więc powi­nien być! 

- No nie ma, co ja panu pora­dzę?

- Ale wyszedł gdzieś i wró­ci?

- Nie, od rana nie było.

- To po jaką cho­le­rę kaza­ła mi pani stać w kolej­ce do reje­stra­cji do leka­rza, któ­re­go dzi­siaj nie ma?!?!

- A skąd mia­łam wie­dzieć, że go nie ma?

I chuj. Zamio­tła mnie siłą argu­men­tu oraz roz­je­ba­ła na ato­my, aż osła­błem i opar­łem się ręką o blat. Nie była to sła­bość jed­nak, a wal­ka z samym sobą, żeby jej tego tle­nio­ne­go blond łba nie roz­pier­do­lić o ten­że blat, o któ­ry się opar­łem. Na szczę­ście mia­łem ter­min dru­giej wizy­ty wyzna­czo­ny na poju­trze, więc upew­ni­łem się, że jest aktu­al­ny i dok­tor-magik laryn­go­log nie spier­do­lił aby na Sesze­le. Niby tak i niby nie. Jedy­ne co, to już nie musia­łem stać po raz dru­gi do reje­stra­cji, bo mia­łem już wypi­sa­ną tajem­ni­czą koper­tę i tyl­ko mia­łem do niej podejść i się zamel­do­wać bez pobie­ra­nia numer­ka (jaki kur­wa dru­gi raz kobie­to??). Welco­me to NFZ

Z nie­po­ko­jem w ser­cu sta­wi­łem się poju­trze w nowiuś­kiej pla­ców­ce NFZ, w pogar­dzie mając tną­ce szpo­ny mro­zu i słoń­ce pusty­ni, wdar­łem się do naj­wyż­szej kom­na­ty w tej waszej prze­klę­tej wie­ży, czy­li do reje­stra­cji, gdzie kobie­ta chy­ba już mnie koja­rzy­ła, bo coś­tam od ręki spraw­dzi­ła, powie­dzia­ła, że dok­tor jest i że mogę iść na audien­cje. Zna­czy wizy­tę. Zamel­do­wa­łem się pod zna­nym z poprzed­nich obraz­ków poko­jem 213 gdzie zgad­nij­cie co zasta­łem? Bra­wo, zga­dli­ście – zno­wu kur­wa żywe­go ducha i zamknię­te drzwi. Wkur­wio­ny jak Hulk pole­cia­łem do reje­stra­cji i wbi­jam do tle­nio­nej blon­dy­ny. Tro­chę sobie poga­da­łem, uży­łem kil­ku słów uzna­wa­nych za wul­gar­ne oraz tro­chę kre­atyw­nych porów­nań i nagle się oka­za­ło, że ona zadzwo­ni i że dok­tor zaraz przyj­dzie, bo gdzieś wysko­czył. Zaraz ja wysko­czę z sie­bie. Welco­me to NFZ

Ok, wyzew­nętrz­ni­łem się tro­chę, wró­ci­łem pod gabi­net, usia­dłem i roz­po­czął się dłu­gi pro­ces ocze­ki­waw­czy. Sie­dzę i sie­dzę, aż nagle pod­cho­dzi jakiś na oko 60-let­ni siwie­ją­cy facet, w ali­ganc­kiej koszu­li i dżin­sach i pyta, czy cze­kam do laryn­go­lo­ga. Mówię, że i owszem, cho­ciaż tra­cę już nadzie­ję. A koleś wycią­ga klu­cze, otwie­ra drzwi i mówi żebym wła­ził do środ­ka. To chy­ba taka nowo­cze­sna medy­cy­na bli­żej ludzi, coby nie stwa­rzać nie­po­trzeb­ne­go dystan­su i roz­luź­niać pacjen­tów, bo ani far­tu­cha nie miał, coby nie stwa­rzać nie­po­trzeb­ne­go dystan­su i roz­luź­niać pacjen­tów, ani drzwi do gabi­ne­tu nie zamknął, coby nie stwa­rzać nie­po­trzeb­ne­go dystan­su i roz­luź­niać pacjen­tów. Dodat­ko­wo popa­trz­cie sobie, co miał w lodów­ce obok fio­lek z adre­na­li­ną, pew­nie coby nie stwa­rzać nie­po­trzeb­ne­go dystan­su i roz­luź­niać pacjen­tów…

NFZ

PIWO – nie ma lep­sze­go spe­cy­fi­ku, coby nie stwa­rzać nie­po­trzeb­ne­go dystan­su i roz­luź­niać pacjen­tów… Peł­na kul­tu­ra – schło­dzo­ne jak trze­ba…

 

- Szyb­ko, niech pan sia­da. Co panu dole­ga?

- Mam skie­ro­wa­nie z podej­rze­niem prze­ro­śnię­cia mał­żo­win noso­wych i zakwa­li­fi­ko­wa­nia do zabie­gu udroż­nie­nia nosa. A że tutaj szpi­tal, to sobie wymy­śli­łem, że lepiej przyjść tutaj do przy­chod­ni, bo pew­nie jak pan mnie bada to i pan mi będzie grze­bał w nosie.

- Ale co panu dole­ga? 

Cier­pli­wość mi się koń­czy ty kuta­si łbie!!

- Mam zatka­ny nos, odty­ka się tyl­ko kie­dy leżę na pra­wym boku, ble­ble­ble… Kro­ple do nosa ble­ble­ble… Do tego ucho ble­ble­ble…

- Dobra, zaj­rzy­my…

Ja pier­do­lę, do nale­wa­nia ben­zy­ny z kani­stra mam mniej­szy lejek niż to coś, co mi wsa­dził do nosa i do ucha. Poza­glą­dał, poświe­cił, powier­cił, przy­ło­żył mi jakieś pika­ją­ce gów­no do policz­ków, po czym stwier­dził:

- Ale pan ma tutaj jakiś obrzęk, a mał­żo­wi­ny noso­we powięk­szo­ne, ale ja bym ich jesz­cze nie ruszał.

- Jak nie ruszał, jak ja się duszę?

- Dłu­go tak pan ma?

- Dłu­go, kil­ka lat już.

- No to jesz­cze pan tro­chę wytrzy­ma, prze­pi­szę panu takie robio­ne kro­ple z anty­bio­ty­kiem. Jak nie zej­dzie obrzęk i nie udroż­ni się nos, to niech pan do mnie przyj­dzie i wte­dy zoba­czy­my, co dalej. Powin­no pomóc.

KURWA COOO?!?! POWINNO?!?!

- A jak nie pomo­że?

- To wte­dy niech pan do mnie przyj­dzie i skie­ru­je­my na zabieg, pan mło­dy jesz­cze jest, to szko­da tak od razu, lepiej spró­bo­wać to leka­mi napra­wić. Poza tym w tym szpi­ta­lu nie ma oddzia­łu laryn­go­lo­gicz­ne­go i tak będzie musiał pan jechać gdzie indziej na zabieg.

Chy­ba tym mło­dym mnie tak zamo­tał, że aż języ­ka w gębie zapo­mnia­łem z wra­że­nia po usły­sze­niu tej rewe­la­cyj­nej wia­do­mo­ści, bo dzi­wię się sam, że mu nie przy­je­ba­łem.

A w tym cza­sie pan dok­tor laryn­go­lo­gii sto­so­wa­nej pisze recep­tę. Taką kuma­cie, wypi­sy­wa­ną ręcz­nie. Wie­ki takiej nie widzia­łem. Kobie­ta w apte­ce kil­ka dni póź­niej też nie, mam nadzie­ję, że mi nie doda­ła do środ­ka cze­goś tru­ją­ce­go…

NFZ

Przy tym KOD LEONARDA DA VINCI to pikuś…

 

Ale, ale – pew­nie zasta­na­wia­li­ście się, co to za tajem­ni­cza bute­lecz­ka wid­nie­je na obraz­ku-zajaw­ce? Dok­tor sobie pisze i nagle pyta:

- Ma pan może 4zł?

- A odda pan?

- Niech pan sobie nie żar­tu­je. Tutaj ma pan bute­lecz­kę, do tego pan prze­le­je kro­ple te z recep­ty i będzie panu łatwiej je zakra­plać, bo to roz­py­la.

- No faj­nie, a w apte­ce nie mogą mi od razu w takiej zro­bić?

- Bie­rze pan czy nie? Bo jak nie, to sprze­dam komu inne­mu.

No i teraz wszyst­ko jasne. Też by mi się nie chcia­ło pra­co­wać, jak­bym zara­biał takie gro­sze, że musiał­bym sobie do mar­nej pen­sji dora­biać na sprze­da­wa­niu bute­le­czek za 4zł.

 

Jaka pła­ca, taka pra­ca…

 

 

PS. Naj­gor­sze kur­wa jest to, że kro­ple mi nie pomo­gły i cały ten cyrk muszę przejść od nowa…

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: 40 faktów o mnie na 40 urodziny (i Liebster Blog Award)… | dizajnuch.pl – blog faceta w pewnym wiekudizajnuch.pl - blog faceta w pewnym wieku()

  • Pingback: Ankieta coroczna, urodzinowa, tak dla zdrowotności mojej i Waszej | dizajnuch.pl – blog faceta w pewnym wiekudizajnuch.pl - blog faceta w pewnym wieku()

  • Pingback: 7 powodów i dowodów na to, że projektowanie wnętrz to nie je bajka...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: 39 przemyśleń na 39 urodziny -dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Romantyczna zabawa w doktora z okazji rocznicy ślubu.dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Dałeś cza­du tym wpi­sem – strasz­no i śmiesz­no. Przy­naj­mniej dowie­dzia­łam się, co to jest ta oto­ry­no­la­ryn­go­lo­gia 😉

  • Pozwól, że roz­sią­dę się wygod­niej i uśmiech­nę od ucha do ucha.
    Z tej stro­ny spe­cja­list­ka od wiecz­nie zatka­ne­go nosa, spo­wo­do­wa­ne­go zro­sta­mi, aler­gią na roz­to­cza i nad­uży­wa­niem kro­pli z pseu­do­efer­dy­ną (bra­łeś z pseu­do­efe­dry­ną czy xylo­me­ta­zo­li­nem? :D)

    Ile ja się nabie­ga­łam, ile napro­si­łam, ile naawan­tu­ro­wa­łam, ile skarg na pla­ców­ki napi­sa­łam (to ostat­nie lubię naj­bar­dziej), Ile łbów tępych mia­łam ocho­ty bli­żej zapo­znać z bla­ta­mi. Jeśli kie­dy­kol­wiek napi­szę swo­ją bio­gra­fię, jeden jej roz­dział zosta­nie poświę­co­ny prze­gro­dom noso­wym. A może by z tego zro­bić oso­bą serię? Prze­gro­dy Noso­we i Głu­pia Ci*a z pla­ców­ki na uli­cy *******. Kur­czę, to kusi i to nęci.

    Któ­re­goś dnia zre­zy­gno­wa­na i led­wie oddy­cha­ją­ca przez nos, ponie­cha­łam kon­tak­tów z Niech (się) Faka­ją (i) Znik­ną i zapi­sa­łam się na pakiet medycz­ny w LuxMe­dzie. Nagle oka­zu­je się, że moż­na cho­dzić do wszyst­kich leka­rzy jakich dusza zapra­gnie bez skie­ro­wa­nia, ile się chce i mieć za dar­mo bada­nia. Za dar­mo, czy­taj wszyst­ko za 79 zł mie­sięcz­nie. Czę­sto cho­dzę do leka­rza, bar­dzo mi się to opła­ca.

    Jak się skoń­czy­ło? Tak, że i tak cięż­ko mi rzu­cić nar­ko­ty­ko­we kro­ple zagła­dy, więc gdy jest bar­dzo źle, to nimi psi­kam, a potem daję ste­ryd dono­so­wo i mam spo­kój na jakieś 2–3 dni. Dużo nawil­żam (kro­ple z olej­ka­mi, alo­esem, pan­the­no­lem, sól mor­ska) i mój kom­fort życia nie­co się polep­szył. Widzę, że Twój wpis jest tro­chę sta­ry, jak tam więc Twój nos? 🙂

    • Mój nos dopó­ki nie zatka mi też dziu­ry do picia piwa chy­ba w takim sta­nie pozo­sta­nie.

      A tak na poważ­niej – jak spo­ty­kam takich kono­wa­łów, to mam z mety strach przed tym, że jak tra­fię na pseu­do­le­ka­rza co na stu­diach chlał zamiast wku­wać ana­to­mię, to zamiast napra­wić mi coś w nosie, spi­to­lą mi coś np. z pro­sta­tą i będę miał więk­szy pro­blem. Przy­mie­rzam się od jakie­goś cza­su do wizy­ty w takiej jed­nej bar­dzo dobrej kli­ni­ce laryn­go­lo­gicz­nej we Wro­cła­wiu, ale tam nie­ste­ty nie ma opcji NFZ, wszyst­ko leci z cięż­kiej krwa­wi­cy. A wiesz jak to jest – niby kro­pel­ki poma­ga­ją, więc na razie te trzy kół­ka są na inne wydat­ki. Dur­ne to, wiem, ale czy ktoś powie­dział, że ja jestem mądry? 🙂

      Xylo­me­ta­zo­lin – Otri­vin w sprayu i jecha­ne. Kie­dyś nawet odsta­wi­łem kro­ple na dobre pół roku chy­ba, ślu­zów­ka mi się pew­nie i odbu­do­wa­ła, ale co z tego, jak zno­wu przy spa­niu ina­czej niż na pra­wym boku mia­łem zatka­ny nos i się dusi­łem? O char­cze­niu (bo to już nawet nie chra­pa­nie) nie wspo­mnę.

      A cykl o przy­go­dach z NFZ to ja chęt­nie pośle­dzę – mój pierw­szy wpis na blo­gu był o pobie­ra­niu wyma­zu na chla­my­dię 🙂 Potem też kil­ka się poja­wi­ło i są w czo­łów­ce jeśli cho­dzi o zasię­gi. Dawaj!! 🙂

      • Ok, prze­my­ślę spra­wę! (i poczy­tam o chla­my­dii :D)

        No to wszyst­kie­go dobre­go noso­we­go życzę!

  • Pingback: Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy |dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: 40 faktów o mnie na 40 urodziny (i Liebster Blog Award)... - dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Prze­pra­szam Jac­ku Em, ale przy­zna­ję się 😀 😀 😀 wciąż się haham 😀 ale to może ta empa­tia taka ner­wo­wa ze śmie­chem psy­cho­la, bo ja do orto­pe­dy cho­dzi­łam ostat­nio 😀 też na O. Tyl­ko nie w lip­cu, więc nic nie było schło­dzo­ne, ale były za to 3 kolej­ki po 3 róż­ne usłu­gi w ramach zdję­cia gip­su 😀 ale się cie­szę jak głu­pi do sera, bo nie ma gip­su. Jest Twój opis rze­czy­wi­sto­ści WELCOME TO NFZ ( czy była kie­dyś taka pio­sen­ka WELCOME TO THE UNIVERSE?) A ja mam piwo w szklan­ce 🙂 Coż wię­cej mi trze­ba. (aaa i mąż dzi­siaj nie chra­pie) Pozdra­wiam!

    • Była “Welco­me to the jun­gle”, tez by paso­wa­ła 🙂
      A co w gip­sie wylą­do­wa­ło i czy wszyst­ko już ok?

      PS. Zazdrosz­czę nie­chra­pią­ce­go męża – moja Pani Mat­ka to cud, że jesz­cze się nie roz­wio­dła. Albo mnie kocha albo mam jakieś ukry­te zale­ty, o któ­rych nie wiem 🙂

      • Zapew­ne masz wiel­kie zale­ty, jak­kol­wiek to nie zabrzmia­ło wła­śnie 😀 a mój Mał­żon? Nie chra­pał wczo­raj 😀 Wyjąt­ko­wo …

  • Tak to jest, że jak nie wysto­isz, nie wyszar­piesz, nie wymo­dlisz do Jasnej Pan­ny Reje­stra­tor­ki, to nie będziesz mieć.…

  • Pol­ska służ­ba zdro­wia, ja mam coś z usza­mi, od dziec­ka mia­łam pro­ble­my ale w ostat­nich latach się nasi­li­ły i chy­ba nie pręd­ko zba­dam przy­czy­nę takie­go sta­nu rze­czy, bo moja uczel­nia zawa­la mnie zaję­cia­mi od 8–17 śred­nio i pro­jek­ta­mi po godzi­nach, więc nie mam cza­su zwy­czaj­nie, a dwa że jak mam się uże­rać z leka­rza­mi to zja­dę sobie chy­ba dogod­ny ter­min i w koń­cu pój­dę pry­wat­nie

  • Mag­da­le­na Woj­da­ła

    Cuudow­nie napi­sa­ne.

  • Śmie­chłam z powo­du bute­le­czek i z powo­du bez­czel­nej foto­gra­fii bro­wa­rów w lodów­ce 🙂 ale widać, że na NFZ daw­no nie byłeś. Tam, gdzie ja cho­dzę poza tymi bute­lecz­ka­mi róż­ne­go rodza­ju jest dokład­nie tak samo 🙂 A nie­któ­rzy leka­rze wyglą­da­ją jak nawie­dze­ni przez duchy 🙂 Następ­nym razem radzę zapi­sać się do inne­go laryn­go­lo­ga w tym miej­scu, może pra­cu­je wię­cej niż jeden? Ten dru­gi na pew­no będzie miał inne cie­ka­we pomy­sły. I jak coś, to nie potrze­bu­jesz już nowe­go skie­ro­wa­nia do tego same­go miej­sca.
    A jak bar­dzo musisz natych­miast, to jest taki trik, że się jedzie po 22 na pogo­to­wie i tam od ręki przyj­mu­ją bez skie­ro­wa­nia, ale tam to dopie­ro pra­cu­ją typy spod ciem­nej gwiaz­dy 🙂

  • Spo­ko, moja mama, jak idzie na kon­sul­ta­cję do swo­je­go Bar­dzo Waż­ne­go Leka­rza z NFZ, to tak jest reje­stro­wa­na, że ma wyzna­czo­ną godzi­nę mię­dzy 11:00 a 15:00, więc wca­le nie mia­łeś tak naj­go­rzej z kolej­ką, nie narze­kaj. 😉

    Któ­ry to szpi­tal? Pra­wie Mąż mógł­by coś zro­bić z krzy­wą prze­gro­dą noso­wą, naj­le­piej jesz­cze przed ślu­bem. Chcę wie­dzieć, dokąd zabro­nić mu iść, bo by wró­cił pew­nie, wzru­szył ramio­na­mi i powie­dział: “no co? Pró­bo­wa­łem prze­cież”.

    • Mar­ci­nia­ka na Fiel­dor­fa. Jeśli Pra­wie Mąż chce poważ­nie zro­bić taką ope­ra­cję, to lepiej potup­tać na Sien­kie­wi­cza do medi­cu­sa i zro­bić ją pry­wat­nie. Ja się przy­mie­rzam, ale nie chcę nic sobie robić przed wyjaz­dem do Taj­lan­dii, żeby się nie oka­za­ło, że coś mi się na miej­scu dzie­je i albo pła­cisz gru­be sia­no, albo my kopyt­ki nie psie­da­je­my 🙂

  • Uśmia­łam się! I tak wyglą­da dar­mo­wa służ­ba zdro­wia, z naci­skiem na służ­ba 🙂

  • 😉 Nie­źle się bawi­łeś! Taka impre­za, medy­ka­men­ty tanie, sado… A mnie tam nie było! 😉

  • Też mam skecz rodem z NFZ – śmiesz­no-strasz­ny… jak to w NFZ bywa…
    Idę sobie do przy­chod­ni, na któ­rej funk­cjo­no­wa­nie pła­cę co mie­siąc cał­kiem
    pokaź­ną część moich mar­nych zysków pocho­dzą­cych z pro­wa­dzo­nej od 10 lat
    jed­no­oso­bo­wej dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej. Ze
    skie­ro­wa­niem (żeby nie było, że chcę na krzy­wy ryj coś zała­twić).
    – Dzień dobry, chcia­łam się zapi­sać na zabieg x.
    – Ale zda­je sobie Pani spra­wę, że jak się pani zapi­sze i przyj­dzie tu w czerw­cu, to tu niko­go może nie być?
    – Yyy ale co ma Pani na myśli?
    – No jak to co? Wystar­czy się rozej­rzeć, chy­ba widać że pla­nu­je­my remont??? [mina pod tytu­łem “no heloł, śle­pa jesteś?”]
    Roz­glą­dam się.

    – Tak. Fak­tycz­nie, ale tak sobie pomy­śla­łam, że może dało­by się zapi­sać
    mnie już po remon­cie? Np. w lip­cu? Ewen­tu­al­nie może jesz­cze przed
    remon­tem. [w domy­śle – wszyst­kie jed­no kie­dy, ale żeby ktoś tu jed­nak
    był w wyzna­czo­nym przez przy­chod­nię ter­mi­nie]
    – Nie.
    – Dla­cze­go?
    – Bo ter­mi­ny są na czer­wiec.
    – No ale w czerw­cu pla­nu­ją też pań­stwo remont.
    – Dla­te­go ostrze­gam, że jak pani przyj­dzie, to może niko­go nie być.
    Nie poga­dasz…

    • Śmie­chłem 🙂 Cza­sa­mi mam wra­że­nie, że gadam do jakie­goś zepsu­te­go auto­ma­tu w tych taj­nych służ­bach zdro­wot­nych 🙂

  • Masa­kra… I jesz­cze tyle kasy się tra­ci na te czyn­no­ści “oko­ło­lecz­ni­cze”, ehhh!

  • Alek­san­dra Sta­warz

    Szcze­rze współ­czu­ję… taka nie­ste­ty jest nasza pol­ska służ­ba zdro­wia. Przy­znam też, że w więk­szo­ści przy­pad­ków te śmiesz­ne akcje, któ­re się przy­tra­fia­ją wca­le nie wyni­ka­ją z ludz­kiej zło­śli­wo­ści. Ci ludzie wal­czą z debil­nym sys­te­mem i sami są na nie­go wkur­wie­ni. Wiem, bo moja mama jest położ­ną, a teścio­wa pie­lę­gniar­ką i krew je zale­wa na to, co się dzie­je…
    A z przy­gód z NFZ też mam spo­ro do powie­dze­nia 😀 u mnie była ope­ra­cja kola­na… po jakichś 2 latach ocze­ki­wa­nia 😀 raz tra­fi­łam nawet na SOR, bo nie mogłam cho­dzić, ale pan dok­tór mądry stwier­dził “że ja mło­da, że dam radę” i wyzna­czył ope­ra­cję na… 9 mie­się­cy póź­niej! TADAM – welco­me to pol­ska służ­ba zdro­wia. 😀

    • Ja zazwy­czaj cho­dzę do NZOZ’u, gdzie jest nor­mal­nie – ok, cze­kasz do spe­cja­li­sty, wia­do­mo, ale jak masz być o jakiejś godzi­nie i masz wyzna­czo­ny ter­min, to tak jest. A publicz­ne to publicz­ne – wszy­scy mają wywa­lo­ne, leż i umie­raj 🙂

  • Chy­ba bym stra­ci­ła cier­pli­wość dużo wcze­śniej niż ty 😉

  • Strasz­ne czło­wiek zamiast zdro­wieć w tych szpi­ta­lach i przy leka­rzach to cho­ru­je na noto­rycz­ny wnerw. A te bab­ki z reje­stra­cji są gor­sze niż te z ZUS -u i skar­bów­ki razem wzię­te

    • To róż­nie bywa – czę­sto same nie do koń­ca mają na to wpływ. Zauwa­ży­łem, że uśmiech otwie­ra drzwi zawsze, bo nawet jeśli kobie­ta mnie spu­ści na drze­wo, to zawsze coś pod­po­wie albo dora­dzi 🙂

  • Śmiesz­no i strasz­no. Bo ten nasz NFZ to jed­na wiel­ka tra­gi­ko­me­dia. Jak muszę sko­rzy­stać, wkur­wa mam na samą myśl o tym, więc gra­tu­lu­ję umie­jęt­no­ści podej­ścia do tema­tu z humo­rem.

  • Halo, halo, Wro­cław jak mnie sły­szysz? Cynizm, sar­kazm, szczyp­ta humo­ru ostre­go jak brzy­twa, wro­dzo­na dezyn­wol­tu­ra. Dizaj­ner­ski sznyt. Roz­po­zna­wal­ny na koń­cu świa­ta.
    Ostat­nie tygo­dnie na roz­jaz­dach spę­dzi­łem i dłu­go nie zaglą­da­łem, cho­ciaż w przede dniu kolej­ne­go jestem, ale zdo­ła­łem wygo­spo­da­ro­wać chwil­kę by zer­k­nąć.
    Pastwisz się nad publicz­ny­mi służ­ba­mi medycz­ny­mi, oj pastwisz. Ja bym im jed­nak chy­ba nie­co odpu­ścił i ze zbyt­nim zwy­rod­nie­niem nie kopał leżą­ce­go. Wpraw­dzie cza­sy się zmie­nia­ją, obiek­ty dają­ce schro­nie­nie tej­że służ­bie wypięk­nia­ły, co i rusz powsta­ją nowe, ale rela­cje inter­per­so­nal­ne zadzi­wia­ją­co czę­sto nadal pozo­sta­ją na pozio­mie urzęd­nik (cze­go tu?!) – petent, zamiast – nasz kly­ent, nasz per pan. Mimo wszyst­ko biczo­wa­nie bym porzu­cił, bo nie ustę­pu­je­my na tym polu innym kra­jom, ani tym roz­wi­nię­tym, ani tym roz­wi­ja­ją­cym się.
    Oko­licz­no­ści wią­żą­ce się naj­czę­ściej z zamiesz­ka­niem raczy­ły mnie moż­li­wo­ścią kon­tak­tu orga­no­lep­tycz­ne­go z wymie­nio­ny­mi służ­ba­mi w róż­nych miej­scach. Tak sze­re­gi publicz­nej armii medycz­nej Kró­le­stwa Nider­lan­dów, jak rów­nież podob­ne Koro­ny Bry­tyj­skiej, zago­ny skon­so­li­do­wa­ne pod fran­cu­skim sztan­da­rem publicz­nej służ­by zdro­wia niczym pol­skiej zaim­po­no­wać nie mogą i czę­sto na próż­no szu­kać w ich poczy­na­niach logi­ki. Na tym polu ciut lepiej pre­zen­tu­je się obraz Skan­dy­na­wii, ale oku­pio­ny gigan­tycz­ny­mi podat­ka­mi. Wca­le nie dosko­na­le, jak nale­ża­ło­by wno­sić z legen­dar­ne­go dobro­by­tu bywa w Sin­ga­pu­rze. Cho­ciaż porów­na­nie z hin­du­ski­mi służ­ba­mi medycz­ny­mi wyraź­nie umiej­sca­wia NFZ na szczy­cie podium.
    Tyl­ko pie­niądz i pry­wat­na służ­ba zdro­wia zadba o nas jak mama. Krwio­żer­czy kapi­ta­lizm i wła­dza pie­nią­dza nawet w tym obsza­rze.

    • No nie pora­dzisz – taki mi się styl ukuł i takie­go się będę trzy­mał 🙂
      Powiem Ci, że naj­chęt­niej wszyst­kie publicz­ne lecz­ni­ce pseu­doz­dro­wot­ne omi­jał­bym sze­ro­kim łukiem, jak­kol­wiek pięk­ne i świe­żo postawione/wyremontowane/zrewitalizowane by nie były. Coś takie­go się zazwy­czaj robi w mózgach osób pra­cu­ją­cych w czym­kol­wiek “publicz­nym”, że zaczy­na­ją trak­to­wać wszyst­kich chcą­cych sko­rzy­stać z ich de fac­to usług jak “idź stąd”. Jak sam stwier­dzi­łeś – opa­ko­wa­nie się zmie­nia, ale rela­cje jaśnie­pań­stwo-chłop­stwo pozo­sta­ją.
      Czy to się zmie­ni? Cięż­ko powie­dzieć, ale idzie ku dobre­mu, bo na przy­kład nie­daw­no się publicz­nie szcze­pi­łem i publicz­nie robi­łem pasz­port i złe­go sło­wa powie­dzieć nie mogę – szyb­ko, miło, pro­fe­sjo­nal­nie. Mia­łem pra­cow­ni­ka z Ukra­iny, któ­ry stwier­dził, że nigdy przez całe życie nie spo­tkał tak miłych urzęd­ni­ków. Nie wiem, jak to wypa­da na tle innych kra­jów na wschód czy zachód, bo mia­łem w życiu szczę­ście nie mieć kon­tak­tu ani z zagra­ma­nicz­ny­mi urzęd­ni­ka­mi, ani leka­rza­mi.
      Ja oso­bi­ście nie mam nic prze­ciw­ko temu, żeby prze­stać wma­wiać wszyst­kim dooko­ła, że dostęp do służ­by zdro­wia jest bez­płat­ny i powszech­ny. Jestem tez bar­dzo za tym, żeby ją ucy­wi­li­zo­wać – lekarz chce pry­wat­nie (czy­taj za pie­nią­dze pacjen­ta tra­fia­ją­ce do jego kie­sze­ni), na pań­stwo­wym (czy­taj np. szpi­tal­nym) sprzę­cie leczyć? To niech szpi­ta­lo­wi za to pła­ci część tego, co zapła­cił pacjent. A w tej chwi­li naj­czę­ściej wyglą­da to tak, że nawet jeśli ktoś ma kasę, żeby zapła­cić, to odby­wa się to pokąt­nie i NFZ nic z tego nie ma. Temat-rze­ka…

      • Spo­ko. Styl tra­wię jak widać. Nikt mi czy­tać trzy­ma­jąc pisto­let przy skro­ni nie naka­zu­je. Gor­sze rze­czy zda­rza­ją się na świe­cie. Susze, powo­dzie, postę­pu­ją­ca bie­da, wycie­ki w reak­to­rach.

        Two­je roz­go­ry­cze­nie zwią­za­ne z wizy­tą w dol­no­ślą­skiej pla­ców­ce zdro­wia jest dla mnie zro­zu­mia­łe. Moż­na powie­dzieć, że dol­no­ślą­ska pla­ców­ka zdro­wia wpi­su­je się w poczet Bare­izmów.
        Kil­ka lat temu zda­rzy­ło mi się nie­szczę­śli­wie i dość moc­no w warun­kach domo­wych roz­ciąć nogę. Wyma­ga­ła zszy­wa­nia. Krew lała się stru­mie­nia­mi, trup ście­lił się gęsto. Żona wezwa­ła karet­kę. W mig poja­wił się super­no­wo­cze­sny, miły, uprzej­my i do bólu pro­fe­sjo­nal­ny zastęp ratow­ni­czy pry­wat­nej pla­ców­ki. Cze­mu tak? Taki dil. Do zgło­sze­nia kie­ro­wa­ny jest naj­bli­żej prze­by­wa­ją­cy zespół ratow­ni­czy, bez wzglę­du pry­wat­ny czy nie, a spra­wą NFZe­tu jest refun­da­cja. Tak się sta­ło i nów­ką sztu­ką, pięk­ną, czy­stą, na sygna­le pogna­li­śmy do szpi­ta­la, a za nami żona autem. Na odchod­nym jeden z ratow­ni­ków wyka­zał się nawet taką uprzej­mo­ścią, że udzie­lił wska­zó­wek jak usu­nąć pla­my krwi z dywa­nu.
        Była sobo­ta, tra­fi­łem do publicz­ne­go szpi­ta­la, któ­ry w ten dzień miał dyżur chi­rur­gii. Dra­mat. Spę­dzi­łem tam pół dnia, bez kolo­ry­zo­wa­nia. Opa­tru­nek, któ­rym dziel­ni ratow­ni­cy powstrzy­ma­li krwa­wie­nie, prze­siąkł. Zma­ga­li­śmy się z cham­stwem pie­lę­gnia­rek. Na ścia­nach widocz­ne śla­dy po kulach powstań­czych, a szpi­tal wyglą­dał jak­by Powsta­nie w nim zakoń­czy­ło się cał­kiem nie­daw­no. Ale w tym bigo­sie i ludzie prze­cho­dzą sami sie­bie. W kolej­ce ocze­ki­wał męż­czy­zna, któ­ry kil­ka dni wcze­śniej prze­wier­cił sobie wier­tar­ką dziu­rę w dło­ni. Zaszedł do szpi­ta­la na ostry dyżur, bo wra­ca­jąc z pra­cy było mu po dro­dze. Po to wła­śnie lekarz pierw­sze­go kon­tak­tu. Tak czy owak, wysze­dłem, w zasa­dzie wyszli­śmy, z nie­do­wie­rza­niem i (ja) bli­ski depre­sji. To był mój jedy­ny kon­takt z publicz­ną służ­bą zdro­wia w Pol­sce i obie­ca­łem sobie, że nigdy wię­cej. Co cie­ka­we, naj­wię­cej empa­tii oka­zy­wał mówią­cy łama­ną pol­sz­czy­zną, lekarz o śnia­dej skó­rze, któ­re­go wie­lu nazwa­ło­by bru­da­sem.
        Wiem, moż­na wie­szać koty, ale takie, w sen­sie finan­so­wa­ne z publicz­nej kasy, służ­by nigdzie nie dzia­ła­ją tip top. W pol­skim przy­pad­ku pew­nie to suma wie­lu czyn­ni­ków. Złej orga­ni­za­cji, niskich nakła­dów finan­so­wych, nie­kom­pe­ten­cji, w koń­cu zwy­kłe­go chciej­stwa. I chy­ba naj­bar­dziej boli ten brak chciej­stwa, oka­za­nia empa­tii. Temat fak­tycz­nie rze­ka na noc­ne roz­mo­wy Pola­ków przy butel­ce.

        • Ja rozu­miem, że to taka robo­ta, że po pew­nym cza­sie musisz się znie­czu­lić na ludz­ki ból i cier­pie­nie, bo ina­czej dosta­niesz pier­dol­ca. Nie da się wytrzy­mać. Ale czy to auto­ma­tycz­nie ma ozna­czać total­ną znie­czu­li­cę?
          Kie­dyś, przy oka­zji pal­ca-grze­bal­ca, pisa­łem o tym, jakie wido­ki mia­łem na izbie przy­jęć. Aż cięż­ko uwie­rzyć…

  • Chy­ba powin­ni­śmy stwo­rzyć cykl o bli­skich spo­tka­niach III stop­nia ze służ­bą zdro­wia. Za każ­dym razem mam podob­ne obser­wa­cje, cie­ka­we, że gdy się czło­wiek pry­wat­nie leczy to jest zupeł­nie ina­czej, nagle się “da”. To po co nam ta pań­stwo­wa służ­ba zdro­wia?

    • Haha, jestem za – nie będę musiał Ci odpa­lać dział­ki za inspi­ra­cję i roz­li­czy­my to bar­te­ro­wo 🙂

      No jest to bar­dzo dłu­gi i bole­sny temat, w któ­rym wyszły­by na jaw moje poglą­dy poli­tycz­ne będą­ce mie­szan­ką auto­ry­ta­ry­zmu i anar­chii 🙂

  • Ja wiem, że histo­ria mało śmiesz­na z Two­je­go punk­tu widze­nia, ale uśmia­łam się do łez. Co 2 mie­sią­ce mam pri­kaz sta­wiać się z Synem Młod­szym w porad­ni spe­cja­li­stycz­nej – wypisz wyma­luj ten sam kli­mat (o czym zży­mam się regu­lar­nie na blo­gu rów­nież 😉 ). Nie pocie­sza mnie to, że i w szpi­ta­lach “dla doro­słych” jest tak samo.

    • Moje przy­go­dy z NFZ to nie­usta­ją­ce jaj­ca i polew, co mi w sumie jakoś moc­no nie psu­je nastro­ju 🙂
      Niby to dla mnie nie jest powód do śmie­chu, ale za to dla Cie­bie i moich czy­tel­ni­ków tak, więc chy­ba się opła­ca 😉

  • masz cier­pli­wość … a ten tekst, że “powin­no” pomóc i trze­ba będzie gdzieś indziej poje­chać to już max NFZ … nowa sie­dzi­ba nawy­ki sta­re, jak za … e nie będę koń­czył, wiesz co mam na myśli

    • Oj wiem – u mnie jesz­cze dziw­na rzecz, bo ja cho­dzę zazwy­czaj do nie­pu­blicz­nych i tam jest zupeł­nie ina­czej. Ale raz na jakiś czas jest nie­zły folk­lor 🙂

  • Czy­li potwier­dza się, że aby cho­ro­wać trze­ba mieć „zdro­wie„ i aniel­ską cier­pli­wość. Wszyst­kie­go dobre­go 🙂

  • Nie Fun­du­je­my Zdro­wia 🙂

    • Dobre 🙂

      • ps. a czy Ty nie masz krzy­wej prze­gro­dy noso­wej aby?

        • Mam w mini­mal­nym stop­niu, ale nie ma to prze­ło­że­nia na moje się dusze­nie i chra­pa­nie. Na krzy­wy nos tez na szczę­ście nie 😀

          • hym, no to co jest przy­czy­ną sam­ro­ko­wa­nia i dusz­no­ści?

            • Zaro­śnię­te dziu­ry w nosie – muszę sobie wyja­rać jakieś mał­żo­wi­ny, czy coś takie­go 🙂

  • Pau­li­na

    Ah to jest nic…poszłam do neu­ro­lo­ga z bóla­mi gło­wy, a on prze­pi­sał mi leki na padacz­kę mimo, że nie mam żad­nych obja­wów…

    • Mi neu­ro­log na takie dziw­ne bóle gło­wy powie­dzia­ła, że mam iśc na rezo­nans i do tego cza­su i tak powin­no przejść 🙂

      • na bóle gło­wy – szcze­gól­nie migre­no­we pole­cam wizy­tę u sto­ma­to­lo­ga, któ­ry zaj­mu­je się sta­wa­mi skro­nio­wo-żuchwo­wy­mi 🙂 nakład­ka relak­sa­cyj­na do nosze­nia na noc i po mie­sią­cu napraw­dę wyraź­na róż­ni­ca… 🙂

        • Nie są migre­no­wa, to taki dziw­ny ból, jak­by na krót­ką chwi­lę ktoś Ci pod­łą­czył jakąś żył­kę pod prąd. Cięż­ko to wytłu­ma­czyć 🙂

  • To się nazy­wa sprze­daż wią­za­na. Dobrze, że zapro­sił Cię do kra­mi­ku z odświe­ża­cza­mi powie­trza, bo prze­cież w Two­im przy­pad­ku nie zaszko­dzi, a może pomóc. A na odświe­ża­czu lekarz wię­cej mógł­by zain­ka­so­wać mar­ży. Ehh, szko­da gadać.

    • W sumie to się zasta­na­wiam, czy narze­kać – cross-sel­ling to prze­cież znak naszych cza­sów i jest nadzie­ja, że NFZ nie­dłu­go wej­dzie w XXIw. Albo cho­ciaż w XX 😉

  • To ja pomil­czę, bo wszel­kie inne pró­by mego sko­men­to­wa­nia tej rewe­la­cji musiał­byś ocen­zu­ro­wać, coby przy­pad­ko­wo tu zaszłych nie­let­nich nie zgor­szy­ły. :O