Zbił mi się telefon! Jak żyć bez telefonu?

 

Ostat­nio natu­ra i los prze­wrot­ny na siłę wrzu­ca­ją mnie w offli­ne. Prze­dłu­żo­ny roman­tycz­no-rocz­ni­co­wy week­end w Gre­cji niby mnie cał­kiem od świa­ta i e-świa­ta nie odciął, bo w hote­lu było WiFi, ale jesz­cze nie zidio­cia­łem do koń­ca na tyle, żeby poje­chać na pięk­ną grec­ką wyspę Zakyn­thos i sie­dzieć cały­mi dnia­mi przy base­nie ze smar­ci­kiem w gar­ści. Albo raczej na fej­sie przy base­nie ze smar­ci­kiem w gar­ści. Czy­li do cywi­li­za­cji dostęp mia­łem jedy­nie wcze­snym ran­kiem i póź­nym wie­czo­rem, kie­dy byłem w hote­lu, bo nie­ste­ty jako blą­ger nie zara­biam jesz­cze tyle, żeby cały dzień się bujać zagra­ma­ni­cą z trans­mi­sją danych w roamin­gu. Z tegoż powo­du w moim e-życiu blą­ger­skim nała­pa­łem zale­gło­ści. Plu­sem dodat­nim całej sytu­acji jest to, że widzia­łem tak pięk­ne wido­ki, sfo­to­gra­fo­wa­łem tak pięk­ne foto­gra­fie i prze­ży­łem tak pięk­ne prze­ży­cia, że wystar­czy­ło mi na kil­ka wpi­sów, któ­re wpi­sa­łem na blo­ga ⇒ począ­tek  TUTAJ

Zresz­tą – popa­czaj­cie sobie poni­żej. Ktoś oddał­by te wido­ki za sie­dze­nie nad ekra­ni­kiem?

Serio? Idź stąd!

bez telefonu

♫ Morza szum, pta­ków śpiew, zło­ta pla­ża pośród skał… ♫

 

Po powro­cie jak zwy­kle zawa­li­ła mnie cała ster­ta rze­czy do nad­ro­bie­nia i jak zwy­kle przez bar­dzo krót­ki moment mia­łem myśli nie­god­ne, że po kie­go far­foc­la ja na ten urlop nie­spo­dzie­wa­ny rocz­ni­co­wy jecha­łem? Stan taki mam zawsze przez krót­ką chwi­lę, po czym orga­nizm zwal­cza szok i dosto­so­wu­je się do nowych realiów. Ale nie­ste­ty zno­wu cier­pi na tym moje e-życie, bo nie­ste­ty jako blą­ger nie zara­biam jesz­cze tyle, żeby cały dzień nad­ra­biać zale­gło­ści w necie kosz­tem zale­gło­ści w pra­cy, któ­ra kar­mi mnie i utrzy­mu­je oraz pozwa­la zaro­bić na raty za nowe Q7. Z tegoż powo­du w moim e-życiu blą­ger­skim nała­pa­łem zale­gło­ści.

A żeby było śmiesz­niej, kie­dy już mnie wię­cej ogar­ną­łem pożar w bur­de­lu zwa­nym pra­cą, to mój sta­ry i kocha­ny Sam­sung Gala­xy S4 wyko­nał lot koszą­cy na płyt­ki w przed­po­ko­ju i spo­tkał się z nimi rogiem gór­nym, lewym, co zaowo­co­wa­ło wła­ści­wie nie wiem czym, ale wyświe­tlacz powie­dział mi do widze­nia panu bar­dzo i poka­zał fakju. Moje roz­k­mi­ny odno­śnie kup­na nowe­go smar­ci­ka albo znaj­dą ujście w osob­nym wpi­sie, albo i nie, ale tym­cza­sem…

 

…z tegoż powodu w moim e-życiu blągerskim nałapałem zaległości.

Bo od kie­dy blą­gu­ję nie wyobra­żam sobie życia bez smart­fo­na. Szcze­rze mówiąc nie wyobra­żam sobie bez nie­go życia w ogó­le. Dla­cze­go? Bo dla mnie stał się on narzę­dziem nie tyl­ko w mojej neto­wej pisa­ni­nie, ale też w życiu codzien­nym i przede wszyst­kim w pra­cy. Fakt, sa plu­sy dodat­nie, ale chy­ba tych ujem­nych jest wię­cej. Eta­py bycia offli­ne się róż­ni­ły, bo i róż­ni­ły się warun­ki tego bycia offli­ne, ale gene­ral­nie więk­szość nie­do­god­no­ści się pokry­wa.

 

Co jest do dupy, kiedy jesteś bez telefonu?

Nigdzie nie zadzwo­nisz. Niby to oczy­wi­sta oczy­wi­stość, ale jak­że bole­sna, kie­dy musisz się z kimś skon­tak­to­wać. I to pil­nie, a dooko­ła nigdzie jak na złość nie ma bud­ki tele­fo­nicz­nej. Zawsze niby moż­na popro­sić przy­pad­ko­we­go prze­chod­nia, żeby pora­to­wał kil­ko­ma dar­mo­wy­mi minu­ta­mi, ale…

Nie znasz nume­rów ludzi, do któ­rych chcesz zadzwo­nić. Z ręką na ser­cu – pamię­ta­cie wię­cej niż jeden-dwa nume­ry Waszych naj­bliż­szych? A cza­sa­mi zadzwo­nić trze­ba do tych tro­chę dal­szych, praw­da? Czy taka insty­tu­cja jak biu­ro nume­rów jesz­cze ist­nie­je, to ja szcze­rze wąt­pię, ale nawet jeśli, to i tak mamy usta­wę o ochro­nie danych oso­bo­wych i raczej poza nume­ra­mi do urzę­dów i agen­cji towa­rzy­skich nicze­go się nie dowie­my.

Nikt nie zadzwo­ni do Cie­bie. Cza­sa­mi ktoś pil­nie musi się skon­tak­to­wać z Tobą i nie­ste­ty się nie da się. To aku­rat bywa plus, choć nie do koń­ca zdro­we jest i mądre nie mieć kon­tak­tu ze świa­tem, kie­dy pro­wa­dzisz wła­sną fir­mę. Bo na przy­kład klient dzwo­ni dopy­tać o nr kon­ta do prze­le­wu.

Nie masz też dostę­pu do SMS’ów. Mail od klien­ta “ok, to mamy doga­da­ne, a namiar na wyko­naw­ce wyślę smsem, żeby nie trze­ba było prze­kle­py­wać do tele­fo­nu” jakoś mimo dobrych chę­ci nie cie­szy…

Nie masz dostę­pu do maila. A cza­sa­mi klient chciał­by się pil­nie cze­goś dowie­dzieć, cza­sa­mi na mailu masz potwier­dze­nie prze­le­wu i kod odbio­ru prze­sył­ki ze skle­pu czy elek­tro­nicz­ny bilet w pdf’ie. A tak – dupa.

Nie możesz spraw­dzić waż­nych zano­to­wa­nych rze­czy. Kto z Was (poza mną) pamię­ta PESEL swój albo Małej­Żon­ki? A PESE­Le dzie­ci? A nume­ry NIP? A nume­ry dowo­dów albo pasz­por­tów? Nr kon­ta? Znam takich, co nawet PIN do kar­ty zapi­su­ją w tele­fo­nie…

Nie masz nawi­ga­cji. Dużo jeż­dżę po mie­ście, zwłasz­cza na pomia­ry na nowo­bu­du­ją­ce się osie­dla. A skąd ja mam do cho­le­ry jasnej wie­dzieć, jaka uli­ca jest na takim osie­dlu, gdzie jesz­cze rok temu pasły się kozy?

Nie możesz robić zdjęć. Ja nawet przed erą blą­go­wa­nia foci­łem wszyst­ko jak gupek, a teraz to już jak gupi gupek. A tu nie­ste­ty nie bar­dzo jest czym, bo póki co nie doro­bi­łem się kom­pak­ci­ka (i chy­ba się nie doro­bię, bo apa­rat w hła­łe­ju jest wię­cej, niż zacny). A nawet jeśli mam pod ręką lustrzan­kę, to…

Nie możesz się podzie­lić z resz­tą świa­ta zro­bio­nym zdję­ciem. Czy patrzysz wła­śnie na cudow­ny zachód słoń­ca, czy na spo­koj­ną morza toń, czy wcią­gasz żar­cie życia u Ama­ro, czy opier­dzie­lasz buk­sa w MaxDo­nal­dzie – nikt się o tym nie dowie i niko­mu się nie pochwa­lisz. A cza­sa­mi by się chcia­ło.

Nie możesz być na bie­żą­co z czy­tel­ni­ka­mi blo­ga. Poza kom­pem sta­cjo­nar­nym nie masz dostę­pu do por­ta­li spo­łecz­no­ścio­wych czy powia­do­mień mailo­wych o nowych komen­ta­rzach na blo­gu. Nie zare­agu­jesz na gim­bu­sa ani nie zba­nu­jesz hej­te­ra, bo jesteś odcię­ty.

Nie możesz pooglą­dać co sły­chać na fej­sie albo na czy­ta­nych blo­gach, kie­dy jesteś w podró­ży. Na szczę­ście ja jestem miło­śni­kiem ksią­żek papie­ro­wych i zawsze jakąś mam pod ręką, więc przy­naj­mniej odpa­da wiel­ka i przy­tła­cza­ją­ca nuda. Nie­dłu­go poczy­ta­cie recen­zje.

Nie wiesz, któ­ra jest godzi­na. Serio. Może ja już zbyt daw­no temu byłem u komu­nii, ale nie noszę zegar­ka od lat i bez tele­fo­nu zupeł­nie nie wiem jaki mamy czas. Czę­sto też nie wiem, jaka jest data.

Nie masz budzi­ka. Sko­ro zegar­ka nie mam, to i budzi­ka takoż. W efek­cie Tymoń­ski dłu­żej pospał, a ja dosta­łem bęc­ki za przy­pro­wa­dza­nie dziec­ka do przed­szko­la w środ­ku śnia­da­nia.

Nie wiesz, jaka będzie pogo­da. Pro­gno­za pogo­dy to funk­cja, z któ­rej korzy­stam codzien­nie – muszę prze­cież wie­dzieć, jak mam ubrać Tymoń­skie­go do peć­ko­la. A tele­wi­zji nie mam, więc poza obser­wo­wa­niem lata­ją­cych jaskó­łek, to jedy­ny spo­sób.

Nie masz na czym słu­chać muzy­ki. Ktoś jesz­cze uży­wa odtwa­rza­cza mp3 w ogó­le? A nawet jeśli, to nosisz go sta­le ze sobą, jak tele­fon?

 

I na koniec zosta­wiam naj­gor­szy ból:

Nic nie liczy Twoich kroków!  Rozumiecie to qrwa?  NIC!!   T-R-A-G-E-D-I-A!!

Ani kilo­me­trów prze­je­cha­nych rowe­rem!!

 

Jak żyć bez tele­fo­nu?

 

PS. A nie­dłu­go plu­sy uciecz­ki w offli­ne – stay tuned.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: Roztocze i rodzinny spływ kajakiem po Wieprzu aż do Zwierzyńcadizajnuch.pl – blog faceta w pewnym wieku()

  • Pingback: [KONKURS] Weekend z Rodziną: Roztocze i spływ kajakiem po Wieprzu | dizajnuch.pl - blog faceta o rzyci...dizajnuch.pl – blog faceta o rzyci…()

  • Pingback: 40 faktów o mnie na 40 urodziny (i Liebster Blog Award)... | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: Plusy życia bez telefonu... | dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Pingback: 40 faktów o mnie na 40 urodziny (i Liebster Blog Award)... - dizajnuch.pl - blog faceta...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Jak żyć, dro­gie Bra­vo, jak żyć. Dokład­nie taki sam los spo­tkał moje­go S3. Nie wytrzy­mał lotu na beton. Gupi. Wcze­śniej zaku­pi­łam co praw­da opa­ko­wa­nie pan­cer­ne dla koman­do­sów, ale nie mie­ści­ło się w toreb­ce. Pew­ne rze­czy, któ­re wymie­ni­łeś ciut pamię­tam, inne mam wyta­tu­owa­ne 😛 Ale i tak boli.

    • Te sam­sun­gi to w ogó­le jakie aero­dy­na­micz­ne bar­dzo, tyl­ko z lądo­wa­niem im nie idzie…

      PS. A ja myśla­łem, że jeno pta­ki masz wydzia­ra­ne, a tu pro­szę… 😉

      • No tej sztu­ki nie­ste­ty do koń­ca nie opa­no­wa­ły, choć­by w pod­sta­wo­wym zakre­sie 😉

        Ps Jak ktoś ma sła­bą pamięć, to się musi wspo­ma­gać 😉

        • No myśl tech­nicz­na kore­ań­ska widać nie się­ga tak dale­ko, jak nasza swoj­ska pod­ło­go­wo-lata­ją­ca 😉

  • Każ­de­mu dobrze robi odpo­czy­nek od tele­fo­nu, inter­ne­tu, elek­tro­ni­ki – nie waż­ne, czy pla­no­wa­ny, czy przy­mu­so­wy 🙂
    A Zakyn­thos jest prze­pięk­ny. Mam nadzie­ję, że kie­dyś tam jesz­cze wró­cę. Pozdra­wiam!

    • Ano wła­śnie wpis o plu­sach dodat­nich życia bez tele­fo­nu się pisze, ale jak­by cza­su cią­gle mało 🙂
      Możesz trosz­kę zbo­czyć wra­ca­jąc z Japo­nii 😉

  • Ty nawet nie wiesz jak ja Cię rozu­miem. 🙂 Pod­pi­su­ję się pod wszyst­ki­mi punk­ta­mi, jedy­nie waż­nych nume­rów typu pese­le, nume­ry kont nie zapi­su­ję w tele­fo­nie. Nie wyobra­żam sobie już życia bez smart­fo­na, a mam go dopie­ro 8 mie­się­cy. 🙂 Cze­kam na te plu­sy życia offli­ne. 🙂

    • Ja tam mam wszyst­ko. Nawet swo­je nagie zdję­cia i kom­pro­mi­tu­ją­ce nagra­nia znad tale­rza ośmior­ni­czek 😉
      Soon, na razie czas mi się pokur­czył za bar­dzo 🙂

      • A to z kur­cze­niem cza­su też rozu­miem. 🙂 Ale że nagie zdję­cia? I junior się cza­sa­mi bawi Two­im tele­fo­nem? Chcesz żeby nie­chcą­cy udo­stęp­nił? 😀

        • Ja tam co naj­wy­żej świe­cę łyd­ka­mi, bo dla więk­szej goli­zny jestem zbyt nie­śmia­ły 😉

          • Haha­ha. 😀 Gołe łyd­ki. Czu­ję się zawie­dzio­na. 😛

  • a ja żyję bez smart­fo­na. od lat. i nie zamie­rzam tego zmie­niać. chy­ba bym zwa­rio­wa­ła z tele­fo­nem, któ­ry muszę codzien­nie łado­wać. a co z Inter­ne­tem? na szczę­ście w 95% przy­pad­ków nie jest nie­zbęd­ny do życia i ze spraw­dze­niem cze­goś w sie­ci mogę spo­koj­nie pocze­kać do powro­tu do domu 😉

    • Bez smart­fo­na bym prze­padł jak Andzia w mali­nach. Może jesz­cze przed erą blą­go­wa­nia nie było tak tra­gicz­nie, ale w tej chwi­li nie wyobra­żam sobie bez nie­go życia. Nawet w Gre­cji dzia­łał w zasa­dzie tyl­ko jako nawi­ga­cja, ale jed­nak był. Zazdrosz­czę tro­chę 🙂

      • da się, serio 😉 wszyst­ko jest kwe­stią przy­zwy­cza­je­nia. ja wstrzy­mu­ję się przed zaku­pem smart­fo­na, bo nie potrze­bu­ję prze­dłu­że­nia ręki ;p

  • To licze­nie kro­ków… Naj­więk­sza tra­ge­dia ze wszyst­kich. Resz­tę jakoś bym prze­ży­ła, zega­rek kupi­ła, nawet gdzieś w domu znaj­dę sta­rą dzia­ła­ją­cą nokię… ale kro­ków to ona na pew­no nie liczy 🙁

    Zna­la­złeś już nową zabaw­kę w zastęp­stwo sgs4 czy nie? 😉

    • Zna­la­złem, ale się wsty­dzę powie­dzieć co to, bo takie brzyd­kie sło­wo na “h” 🙂

      • Ja też wła­śnie szu­kam, więc może poszu­kam wśród brzyd­kich słów na h 😀

        • Takie na “aj” mam do opchnię­cia w dobrej cenie, bo naj­pierw kupi­łem, a potem pomy­śla­łem 🙂

          • Ja też mam ten na h. I zga­dzam się, to jest brzyd­kie sło­wo, ale tele­fon jak dla mnie ok. 🙂

            • I robi zaje­biasz­cze zdję­cia 🙂

              • W nocy radzi sobie gorzej, z taki­mi pano­ra­micz­ny­mi. Bo z bli­ska jest ok. 🙂

                • W nocy jest ok, jeśli masz sta­bil­ne pod­par­cie – popa­czaj na moją burze na Insta, jaka ład­na wyszła 🙂

  • Wszyst­ko to pikuś ale ten brak licze­nia kro­ków może draż­nić oj może. … 🙂

    • O Bodziu, i to o mnie mówią, że mam do sie­bie dystans 🙂
      Cha­pe­au bas Renia, cha­pe­au bas 🙂

  • Bez tele­fo­nu nie zyjesz i juz 🙂
    ps. Ty wez sobie zamon­tuj licz­nik na rower 😛
    pps.Nowy smar­cik juz jest?:)

  • Ojej, to ja mój tele­fon nie wyko­rzy­stu­je nawet do 110 tego do cze­go słu­ży Twój 😛 Nor­mal­nie zgro­za jaki ten mój smar­tof­nik jest wygod­ny 😉

    • A jaki ból, jak gdzieś prze­pad­nie i trze­ba sobe­ie radzić ina­czej 😀

  • Choć tele­fon mam cały i spraw­ny, zda­rza mi się, że go nie bio­rę z sobą. Może jestem nie­dzi­siej­sza. W note­sie mam zapi­sa­ne waż­ne infor­ma­cje, z inter­ne­tu korzy­stam jak jestem w domu, z domu komu­ni­ku­je się ze zna­jo­my­mi, czy z rodzi­ną, a sza­leń­stwo, by robić wszę­dzie zdję­cia, prze­szło mi.

    Jed­nak, gdy wró­cę do pra­cy, to będę pil­no­wa­ła, by mieć go przy sobie zawsze, by spraw­dzić, czy w domu beze mnie dają sobie radę 😉

    • Ja jestem zde­cy­do­wa­nie nie­dzi­siej­szy, ale aku­rat smart­fo­na oku­pu­ję bar­dziej, niż mój 16-let­ni syn. Ale on jesz­cze nie blo­gu­je, może to dla­te­go 😉
      A zdję­cia robię od zawsze – kie­dyś lustrzan­kę tar­go­li­łem nawet idąc na spa­cer z Dzie­cior­ka­mi, teraz wła­śnie dzię­ki tele­fo­no­wi tyl­ko wte­dy, kie­dy idę w jakieś z zało­że­nia faj­ne miej­sce.
      Hihi, to chy­ba aku­rat argu­ment do zosta­wie­nia słu­chaw­ki w domu 🙂

      • Nawet jak­by czło­wiek chciał uciec od tej tech­ni­ki, to w dzi­siej­szym świe­cie nie da rady odciąć się od niej w stu pro­cen­tach. A jak już jest się blo­ge­rem, to w ogó­le mar­ne szan­se 🙂

        • A nawet jeśli ode­tnie Cię samo, to cier­pisz – blą­ge­rzy mają prze­wa­lo­ne 😉

  • Prze­my­sław Pią­tek

    Ja od kil­ku lat cho­dzę z dwo­ma smart­fo­na­mi. Jeden służ­bo­wy, a dru­gi pry­wat­ny. I to jest ból jak jeden z nich prze­sta­je dzia­łać. Masa­kra. Na szczę­ście nauczo­ny życio­wy­mi sytu­acja­mi, wszyst­ko zapi­su­ję w chmu­rze, od kon­tak­tów po zdję­cia. Więc nawet jak szlag tra­fi jeden z tele­fo­nów to nic stra­co­ne­go, jest dru­gi. Ale nie­ste­ty dla mnie nie ma życia bez smart­fo­na. Wszyst­ko tam jest tak jak napi­sa­łeś. Łatwiej chy­ba by było żyć bez ręki niż bez smart­fo­na. Cho­ro­ba cywi­li­za­cyj­na…

    • Ja nie mia­łem w chmu­rze nota­tek waż­nych (wszyst­kie nume­ry kont, dowo­dów itd.) i tyl­ko tro­chę mniej waż­nych (pomy­sły na wpi­sy na blo­ga, notat­ki z życia wzię­te, któ­re potem na blo­ga wrzu­cam), poza tym wszyst­ko będzie do odzy­ska­nia (chy­ba, że się prze­sią­dę z and­ka na ajfo­na, ale jakoś nie mam prze­ko­na­nia).
      Ale teraz będę mądrzej­szy, muszę tyl­ko jakąś mądra apkę zna­leźć 🙂

      • Prze­my­sław Pią­tek

        Notat­ki zapi­su­ję w google keep. Moż­na robić listy, notat­ki i doda­wać zdję­cia. Kie­dyś uży­wa­łem ever­no­te ale prze­sta­łem. A resz­tę rze­czy prze­cho­wu­ję na drop­box. Wszyst­kie waż­niej­sze pli­ki i zdję­cia. Nawet w pra­cy korzy­stam z drop­bo­xa żeby mieć wszyst­ko zapi­sa­ne i zawsze pod ręką. Chmu­ra jest bar­dzo przy­dat­na

        • Bez drop­bo­xa i dys­ku google to ja sobie życia nie wyobra­żam, a pra­cy to już w ogó­le – za dużo osób musi korzy­stać z tych samych pli­ków, żeby tego jakoś w chmur­kę nie puścić. Nawet chy­ba mam w wer­sji pro, ale to było daw­no temu i nie pamię­tam – teraz tyl­ko pła­cę fak­tu­ry i nie przej­mu­ję się miej­scem 🙂
          A google keep wypró­bu­ję, sko­ro pole­casz, dzię­ki za TIP.

          • Też korzy­stam z keep, ale ma tą wadę, że gdy coś nie­chcą­cy usu­niesz, to usu­nię­te. Nie­ste­ty nie bedzie pyta­nia, czy chcesz zapi­sać zmia­ny. Ale i tak korzy­stam. 🙂

            • Oj, to sła­bo, bo cza­sa­mi do moje­go tele­fo­nu dobie­ra się Dżu­nior i potra­fi namie­szać 🙂

              • To fakt, to jest sła­be. Trze­ba uwa­żać. Ale lubię.

                • Spraw­dzę, bo mam cza­sa­mi blo­go­we pomy­sły i jak widać zapi­sy­wa­nie w notat­kach bywa ryzy­kow­ne. Mój S4 odży­je za wię­cej kasy, niż kosz­tu­je nowy. Cie­ka­we, ile kosz­tu­je sen­ty­ment? 😉

                  • No wła­śnie, cie­ka­we. 🙂 Jak widać tele­fon nie jest dobrym miej­scem na prze­cho­wy­wa­nie sen­ty­men­tów. Przy­znam, że mimo iż kocham swo­je­go smart­fo­na, to jed­nak wciąż uży­wam kalen­da­rza papie­ro­we­go. Papier to papier. 🙂

                    • Ja mam czę­sto prze­bły­ski geniu­szu kie­dy jadę samo­cho­dem i wte­dy robię notat­ki gło­so­we. To kiep­ski czas na pisa­nie 🙂

  • O losie. Myśla­łam, że jestem zbyt przy­wią­za­na do swo­je­go tele­fo­nu, ale widzę, że nie jest ze mną tak źle. Odkąd wszyst­kie dane fru­wa­ją w chmu­rę, a w ład­ne miej­sca nie ruszam się bez lustrzan­ki, to – oczy­wi­ście nie życzę mu źle i doce­niam jego obec­ność – myślę, że gdy­by go nagle zabra­kło, mia­ła­bym fraj­dę z tego, że nikt nie może nic ode mnie chcieć. No ale ja nie mam fir­my, a blo­gu­ję przez kom­pa głów­nie. 😉

    • Hihi, plu­sy życia bez tele­fo­nu nie­dłu­go tez opi­szę, bo jed­nak są 🙂
      Ja mam sta­rą lustrzan­kę bez WiFi i mnie oso­bi­ście wner­wia koniecz­ność zgry­wa­nia zdjęć z kar­ty. No i nie wszyst­ko jesz­cze sie­dzi w chmu­rze – notat­ki z PESE­La­mi np. Ale (to kolej­ny plus) pad­nię­ty tele­fon to zawsze koniecz­ność upo­rząd­ko­wa­nia tego całe­go śmiet­ni­ka, któ­ry na nim był przed prze­siad­ką na nowy:)

      • Nawet nie wie­dzia­łam, że teraz na topie są lustrzan­ki z wifi 😉 jakoś koniecz­ność wło­że­nia kar­ty do lap­to­pa mnie jesz­cze nie obezwładnia:D a pese­le zapi­su­ję sobie w poczcie elek­tro­nicz­nej. I w głowie:D

        • Nie wiem, czy na topie, ale ja bym takie­go chciał 🙂
          Mój PESEL i Pani Mat­ki pamię­tam, NIPy też, ale już dowód tyl­ko swój. A Dzie­cior­ków PESE­Le to już w ogó­le – sta­rość 😉

  • Oj, bie­dac­two. 🙁
    Ostat­nio mój Sam­sung też tre­no­wał loty, ale szczę­śli­wie oby­ło się bez ofiar. Zdą­ży­łam pod­ło­żyć sto­pę w gumo-lacz­ku o zamor­ty­zo­wać. Bra­wo mój laczek!

    • No ja się nie wyka­za­łem czuj­no­ścią 🙁
      Ale z dru­giej stro­ny może prze­sta­nę narze­kać na jakość zdjęć do wpi­sów – always look on the bri­ght side of life 🙂

  • Iza

    Ja uto­pi­łam kie­dyś swój tele­fon w toa­le­cie (nie pytaj jak, wino przy­ćmi­ło wte­dy nie tyl­ko moją pamięć) ;). W dodat­ku toa­le­ta była w restau­ra­cji. A restau­ra­cja w Mon­te­vi­deo. A ja odzy­ska­łam zmy­sły dopie­ro na pro­mie do Buenos Aires. Do dzi­siaj mam schi­zy po pierw­sze – czy mam tele­fon (co chwi­la macam kie­szeń tor­by), po dru­gie – dru­gi raz bym takiej roz­łą­ki i stra­ty nie prze­ży­ła, bo ja nawet danych nie mogłam po tym wszyst­kim odzy­skać. 🙁 Nie pamię­tam abym wte­dy jakieś plu­sy bycia off zauwa­ży­ła. 😉

    • No widzisz, to tym bar­dziej mój nie­za­dłu­gi wpis o plu­sach bycia offli­ne będzie dla Cie­bie przy­dat­ny i może tako­we plu­sy zoba­czysz w odnie­sie­niu do sie­bie. W sen­sie na przy­szłość 🙂
      PS. To musia­ły być bale­ty. Zazdra­szam 😉

      • Iza

        Mam nadzie­ję nie testo­wać takich zda­rzeń w przy­szło­ści, 😉 ale na tekst cze­kam. 🙂 A co do bale­tów… Ja w tej restau­ra­cji byłam z mężem. Z mężem i jego 4 kole­ga­mi. Wszy­scy byli dla mnie bar­dzo mili, bo byłam jedy­ną kobie­tą uczest­ni­czą­cą w tej wypra­wie. No i wła­śnie z tego bycia miły­mi mi się tak zro­bi­ło. 😉 Wszy­scy tak o mnie dba­li, a dokład­niej o to abym mia­ła wino w kie­lisz­ku, że zapo­mnia­łam iż tele­fon mam w tyl­nej kie­sze­ni spodni (nie ja go tam wło­ży­łam) 😛 no i tele­fon zro­bił plusk. Cze­go zresz­tą wca­le nie odno­to­wa­łam. Po kil­ku dniach zadzwo­ni­li do nas z tej restau­ra­cji, bo sprzą­tacz­ka zna­la­zła tele­fon. 🙂 Nawet go na ryżu poło­ży­ła aby wysechł, tak na wszel­ki wypa­dek, gdy­bym jed­nak zapra­gnę­ła go odzy­skać. Takie to były bale­ty. Ale ja tak mam. Śred­nio raz na 5 lat pozwa­lam sobie dole­wać wina. To było w maju zeszłe­go roku, więc jesz­cze przez kil­ka lat zero bale­tów. 😉

        • Taaa, po ostat­nim rese­cie tez powie­dzia­łem, że przez naj­bliż­sze 10 lat nie bio­rę do ust alko­ho­lu 🙂

    • Pio­na Iza- ja też swoj w kiblu uto­pi­łam 😀

  • Kam­son

    Znam ten ból! Nie­daw­no spo­tka­ło mnie to samo – ekran zbi­ty cał­ko­wi­cie. Tele­fon odda­łem do ser­wi­su tele­to­rium i na szczę­ście jest już cały i zdro­wy ;p

    • U mnie się to tro­chę nie opła­ca (6 stów wyświe­tlacz, 6,5 stó­wy nowy). Ale może z sen­ty­men­tu go po pro­stu napra­wię 🙂

      • Kam­son

        Uuu, u mnie to wyszło taniej. Zapy­taj w tym tele­to­rium, może coś taniej wyj­dzie 🙂