Dlaczego Twój lajk jest dla mnie ważny?

 

Ten blog żyje już jakiś czas. Miał wzlo­ty i upad­ki, gor­sze i cał­kiem złe chwi­le, tek­sty lep­sze i cał­kiem dobre. Ale jakiś czas temu przy­sia­dłem na chwi­lę, przyj­rza­łem się sta­ty­sty­kom i coraz czę­ściej zaczy­nam się zasta­na­wiać, czy to ma sens. Bo jest ogrom­ny roz­dź­więk pomię­dzy ilo­ścią komen­ta­rzy, sta­ty­sty­ka­mi blo­ga, a tymi na fej­sie czy Insta­gra­mie. Chwi­lę się nad tym zamy­śli­łem, spodo­ba­ło mi się, więc zamy­śli­łem się jesz­cze raz. I wymy­śli­łem: wy nie­ko­niecz­nie wie­cie, jak waż­ny dla blo­ge­ra jest Wasz lajk czy komen­tarz.  

Moi czy­tel­ni­cy, co poka­za­ła ankie­ta oraz moje wni­kli­we szkieł­ko i oko, dzie­lą się mniej wię­cej na dwie gru­py. Pierw­sza to ludzie w ten czy inny spo­sób zwią­za­ni z blo­gos­fe­rą i media­mi socjal­ny­mi. Albo sami two­rzą coś w sie­ci i wie­dzą jak to dzia­ła, albo po pro­stu dużo cza­su w sie­ci spę­dza­ją. I też wie­dzą jak to dzia­ła. Nie­ko­niecz­nie do Was jest dzi­siej­szy wpis, ale nie zaszko­dzi, jak poczy­ta­cie, kto wie, może napi­szę coś mądre­go? A jeśli macie to samo zda­nie, to może pod­lin­ku­je­cie mój tekst swo­im odbior­com, kto wie, może się przy­da?

Dru­ga gru­pa to moi zna­jo­mi i rodzi­na z reala. Ponie­waż lat mam tyle, ile mam, to natu­ral­ne jest, że moi zna­jo­mi są mniej wię­cej w takim wła­śnie wie­ku. Aku­rat ja mam stycz­ność z kom­pu­te­ra­mi i netem dłu­żej, niż na tym łez pado­le żyje gim­ba­za (a nawet wstyd się przy­znać – stu­den­ci pierw­sze­go roku), ale skoń­czy­łem infor­ma­ty­kę na Wro­cław­skiej Poli­bu­dzie. I na mojej uczel­ni pew­ne rze­czy były po pro­stu natu­ral­ne. Nie­wie­lu moich zna­jo­mych koń­czy­ło uczel­nie tech­nicz­ne, więc dla nich spo­tka­nie z netem nastą­pi­ło wte­dy, kie­dy w życiu ma się naj­mniej cza­su, czy­li kil­ka lat po stu­diach. Wte­dy czło­wiek się dora­bia, zapier­da­la po godzi­nach i w koń­cu zaczy­na się roz­mna­żać – na sie­dze­nie w necie naj­nor­mal­niej w świe­cie tego cza­su brak. Ci ludzie nie są jesz­cze digi­tal nati­ves, czy­li nie trak­tu­ją inter­ne­tów jak cze­goś naj­na­tu­ral­niej­sze­go na świe­cie. A nawet bar­dziej – cze­goś, bez cze­go nie wyobra­ża­ją sobie życia, jak to ma dzi­siej­sza gim­ba­za. I to do Was dzi­siaj piszę, bo mam wra­że­nie, że brak Wam wie­dzy, czym ten lajk jest.

 

Czym jest lajk?

Moż­na śmia­ło powie­dzieć, że jest to mone­ta dzi­siej­szych cza­sów oraz mier­nik popu­lar­no­ści i suk­ce­su. Face­bo­ok stał się nie­od­łącz­nym ele­men­tem nasze­go życia, jak np. jedze­nie bez glu­te­nu czy męskie spodnie rur­ki i nie da się go z tego życia cał­kiem wyeli­mi­no­wać. Tak samo jak laj­ki, któ­re od dawien daw­na są jego inte­gral­ną czę­ścią. Ale mam wra­że­nie, że ludzie star­si, albo tacy, któ­rzy z netem mie­li póź­no stycz­ność trak­tu­ją go z naboż­ną czcią (i net, i fej­sa, i laj­ka). Na klik­nię­cia łap­ki w górę zasłu­gu­je jedy­nie coś tak zaje­bi­ste­go, jak brak kaca po ostrym piciu, jak ta cyca­ta sąsiad­ka, do któ­rej się śli­nisz w win­dzie, jak wygra­na w tot­ka czy kró­li­czek Play­boya w Two­im łóż­ku. Jak­by klik­nię­cie tej­że łap­ki (teraz moż­na i mord­ki, ale nie utrud­niaj­my) od razu jakoś kogoś defi­nio­wa­ło i sta­wia­ło po któ­rejś stro­nie jakiejś wydu­ma­nej bary­ka­dy. A tym­cza­sem lajk to po pro­stu sygnał dla tego, u kogo łap­kę kli­kasz – faj­nie sta­ry, dobra robo­ta. Nie ma sen­su dora­biać do tego nie wia­do­mo jakiej ide­olo­gii. To też tro­chę kwe­stia tłu­ma­cze­nia – “I like it” nie­ko­niecz­nie ozna­cza “lubię to”, jak ktoś w pol­skim fej­sie prze­tłu­ma­czył. Bar­dziej “podo­ba mi się to”, ale chy­ba za dłu­gie było i się nie przy­ję­ło. Lajk to lajk – kciuk w górę, jest OK, dobra robo­ta, podo­ba mi się. I tyle. Ale i aż tyle.

 

Co Twój lajk może zrobić dla Ciebie?

Przede wszyst­kim fejs to już nie śmiesz­ny por­ta­lik do wrzu­ca­nia głu­pich zdjęć z meblo­ścian­ką w tle i głę­bo­kich życio­wych sen­ten­cji ścią­gnię­tych z kwej­ka albo innych demo­ty­wa­to­rów. To narzę­dzie komu­ni­ka­cji glo­bal­nej, za pomo­cą któ­re­go mamy wgląd we wszyst­ko to, co nas inte­re­su­je na świe­cie. Nie­ste­ty też czę­sto w to, co nas zupeł­nie nie inte­re­su­je. Dla­cze­go tak się dzie­je? Bo tak napraw­dę fejs jest już na tyle mądry, że bar­dzo dokład­nie przy­glą­da się temu, co Ty na jego pokła­dzie wypra­wiasz. Co kli­kasz, co oglą­dasz, co udo­stęp­niasz, co komen­tu­jesz. I na pod­sta­wie tego na kil­ka spo­so­bów Cię pro­fi­lu­je i pod­rzu­ca Ci tre­ści podob­ne do tych, któ­re wywo­ła­ły Two­ją reak­cję. Jeśli lubisz kogoś czy­tać, ale od dłuż­sze­go cza­su z Two­jej stro­ny nie było żad­ne­go dzia­ła­nia, to fejs prze­sta­je Ci poka­zy­wać te tre­ści, bo algo­ryt­my mu pod­po­wia­da­ją, że prze­sta­ło Cię to inte­re­so­wać. To nie tak, że ten ktoś prze­stał te tre­ści publi­ko­wać. Więc to Ty masz real­ny wpływ na to, co będzie Ci się wyświe­tla­ło. Wpły­wasz na algo­ryt­my fej­sa dając laj­ki pod sta­tu­sa­mi. Skąd fejs ma “wie­dzieć” co Ci poka­zy­wać, jeśli Ty nie poka­zu­jesz jemu, co Ci się podo­ba?

 

Co Twój lajk może zrobić dla mnie?

No wła­śnie. Nie wiem czy wie­cie, ale jeśli jakiś fan­pejdż ma 1000 fanów, to wca­le nie zna­czy, że wszy­scy oni jak leci zoba­czą to, co zosta­ło opu­bli­ko­wa­ne. Jeśli w kil­ka minut od wrzu­ce­nia dane­go sta­tu­su nikt nie zare­agu­je, albo będzie to rap­tem kil­ka osób, to pozo­sta­łym się on nawet nie wyświe­tli. Dla małych blo­ge­rów, takich jak ja, ozna­cza to, że zamiast zdo­by­wać nowych czy­tel­ni­ków – sys­te­ma­tycz­nie ich tra­cą. A dla blo­ge­ra zasię­gi to czę­sto być albo nie być. Bo nawet jeśli ktoś mówi ina­czej, to my pisze­my dla Was. A jeśli nie mamy żad­ne­go odze­wu w posta­ci laj­ka, komen­ta­rza czy udo­stęp­nie­nia, to blo­go­wa­nie prze­sta­je spra­wiać przy­jem­ność, bo czy­tać same­go sie­bie to sła­ba przy­jem­ność. Ten lajk od Cie­bie to dla mnie nagro­da, poka­zu­jesz mi, że war­to – “jest OK sta­ry, ciśnij dalej”. Zna­czy on dla mnie, że zro­bi­łem dobrą robo­tę i Ty to doce­niasz. No i oczy­wi­ście dzię­ki swo­je­mu laj­ko­wi pozwa­lasz mi dotrzeć do więk­szej licz­by odbior­ców, bo Twoi zna­jo­mi widzą, co Ci się podo­ba i cza­sa­mi sami do mnie zaj­rzą.

 

Dlaczego to całe “dawanie lajków” jest takie ważne?

Bo poma­gasz mi roz­wi­jać blo­ga. Naj­wię­cej czy­tel­ni­ków tra­fia tu z fej­sa – takie mamy cza­sy i nie ma co nad tym pła­kać. Ale jeśli na fej­sie nikt moje­go tek­stu nie laj­ku­je, to zajaw­ka o nim tra­fia do coraz mniej­szej licz­by odbior­ców i w efek­cie mam coraz mniej czy­tel­ni­ków (sta­ty­stycz­nie w pory­wach do 25%, naj­czę­ściej w oko­li­cach 15%). Co strasz­li­wie dołu­je, kie­dy sobie raz na jakiś czas spoj­rzę na sta­ty­sty­ki, bo nie śle­dzę ich codzien­nie. Nawet nie co tydzień. I kie­dy widzę licz­bę coraz to niż­szą, to jakoś się ode­chcie­wa, wie­cie?

Uwiel­biam Was – moich komen­ta­to­rów i czy­tel­ni­ków za humor, za łapa­nie moich cza­sem nie­źle popie­przo­nych prze­no­śni, dow­ci­pów czy skró­tów myślo­wych, za nie­cze­pia­nie się kurew, chu­jów i elfich woza­ków. To jest świet­ne – każ­dy komen­tarz pod wpi­sem na blo­gu czy na fej­sie doda­je mi skrzy­deł. Poważ­nie. I może dla­te­go tak mnie te spa­da­ją­ce sta­ty­sty­ki dobi­ja­ją? Bo pro­wa­dze­nie blo­ga przy wła­snej fir­mie, wła­snej żonie i wła­snej (mam nadzie­ję) dwój­ce dzie­ci to spo­ry wysi­łek. Nie skar­żę się – uwiel­biam to. Nie mógł­bym już chy­ba ina­czej. I to Wy w dużej mie­rze jeste­ście moją siłą i moty­wa­cją.

I dla­te­go zwra­cam się wła­śnie do tej dru­giej gru­py moich czy­tel­ni­ków – tych star­szych i mniej neto­wych. Teraz już nie powie­cie, że nie wie­dzie­li­ście, po co te laj­ki są i co one robią. Są mi potrzeb­ne, tak po pro­stu. Do tego, żebym mógł dalej pisać i cie­szyć się tym, że Wy się tym cie­szy­cie. Fakt, jeśli nie wiesz co powie­dzieć albo nie chcesz – nie komen­tuj. Nie musisz. Ale nie bądź men­tal­nym sta­rym pier­do­łą i klik­nij laj­ka pod postem na fej­sie. Jeśli uwa­żasz, że to, co wła­śnie napi­sa­łem jest coś war­te i któ­ryś z Two­ich zna­jo­mych też mógł­by tu zna­leźć coś war­te­go prze­czy­ta­nia, to udo­stęp­nij dodat­ko­wo, żeby rósł zasięg ludzi, do któ­rych tra­fiam. O TUTAJ masz lin­ka do moje­go pro­fi­lu, a po pra­wej masz taki zmyśl­ny gadżet – to pro­ste. Podo­ba Ci się to kli­kasz LUBIĘ TO na górze i BOB jest Two­im wujem.

Daj laj­ka, bo mi to po pro­stu pomo­że być coraz lep­szym.

Dla sie­bie. I dla Was.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Tak zwa­ne “żebro­laj­ki”.
    Oba­wiam się iż blo­gi sta­ją się kata­lo­giem reklam a nie opo­wie­ścia­mi pisa­ny­mi z pasją.

    • Na szczę­ście nie wszyst­kie, co się pew­nie tez prze­ło­ży na to, że te kata­lo­gi będą jakoś mniej lub bar­dziej uni­ka­to­we i ory­gi­nal­ne. Coś jak kata­log Kor­sa i gazet­ka z Tesco 🙂

  • Szy­mon | pomen­sku

    Trze­ba się tak­że pogo­dzić z tym, że blo­gi to już prze­ży­tek 🙂 W zasa­dzie tra­dy­cyj­na for­ma blo­ga, czy­li swe­go rodza­ju pamięt­ni­ka, zbio­ru prze­my­śleń, pisa­nej tre­ści roz­ryw­ko­wej, już daw­no zosta­ła wchło­nię­ta przez Youtu­be (w for­mie vlo­gów) lub Face­bo­ok (w for­mie “szyb­kich strza­łów”). Blo­gi pozo­sta­ły zaś cał­kiem dobrym miej­scem dla rekla­mo­daw­ców lub dla osób dzie­lą­cych się kon­kret­ną wie­dzą, vide Michał Sza­frań­ski. Dziś roz­ryw­ka czy­ta­na jest relik­tem wąskie­go gro­na inter­ne­to­wych sta­rusz­ków, czy­li nas 😉 I to pew­nie dla­te­go nawet wiel­cy blo­ge­rzy mają nie­po­rów­ny­wal­nie mniej­szą licz­bę zaan­ga­żo­wa­nych fanów niż vlo­ge­rzy czter­dzie­ste­go sze­re­gu. Weź­my pierw­sze­go z brze­gu, Jaso­na Hun­ta – 65 tys. fanów na FB. Youtu­be­rzy wbi­ja­ją tyle w tydzień.

    • Myślę (czy­taj: mam nadzie­ję), że blo­gi jako takie nie umrą – cią­gle jesz­cze jesz­cze mnó­stwo ludzi w róż­nym wie­ku, któ­rzy lubią czy­tać bar­dziej, niż oglą­dać pran­ki czy jak ktoś ciu­pie w Mine­cra­fta. Ja mam trosz­kę tez inną nadzie­ję – ludzie 40+, czy­li w moim wie­ku do tej pory nie­ko­niecz­nie odczu­wa­li potrze­bę uży­wa­nia inter­ne­tu. Widzę po zna­jo­mych, że wie­lu z nich dopie­ro zaczy­na dostrze­gać, że inter­net to nie tyl­ko te dur­no­wa­te fil­mi­ki, o któ­rych piszesz i któ­re oglą­da­ją ich dzie­ci. Do tego dołóż senio­rów, bo uni­wer­sy­te­ty trze­cie­go wie­ku sta­ją się powo­li nor­mą i mamy nisze do zago­spo­da­ro­wa­nia 🙂

  • No wiesz, że ja zawsze daje laj­ka! Może dla­te­go, że wiem jak to dzia­ła, ale raczej pasu­je mi to, co piszesz. Podam dalej. 😉

  • Jak­bym czy­tał sie­bie. Też kie­dyś mia­łem wpis, gdzie zasta­na­wia­łem się jak to jest, że przy blo­gach ludzie zacho­wu­ją się jak­by laj­ki były sztab­ka­mi zło­ta i to w limi­to­wa­nych ilo­ściach, po czym poja­wiał się fej­ko­wy pro­fil w sty­lu “Krzycz Tryb­son”, “Zbie­ra­my rekor­dy polu­bień”, albo jakaś mar­na gra­fi­ka i boom pier­dy­liard laj­ków. Ogól­nie w stycz­niu mia­łem dobry czas i nie mogę narze­kać, ale przed syl­we­strem wypisz, wyma­luj iden­tycz­na sytu­acja. I też nie­raz chcia­łem rzu­cić to całe blo­go­wa­nie w piz­du, bo wia­do­mo ile to cza­su kosz­tu­je, a moż­na by zamiast pustych prze­bie­gów coś obej­rzeć, na play­sta­tion pograć, z ludź­mi się spo­tkać. I jak tu ludziom sprze­dać powiedz­my książkę/artykuł/etc za pie­nią­dze, jak oni nawet laj­ka­mi nie­chęt­nie pła­cą?

    • Ja ostat­nio mia­łem jak­by wię­cej cza­su na myśle­nie i dosze­dłem do wnio­sku, że żeby coś się tutaj zapi­na­ło z brzę­czą­cą mamo­ną, to albo musisz pójść w coś mega pro­fe­sjo­nal­ne­go, jak Michał Sza­frań­ski i do tego musi to być dla ludu, a nie dla spe­cjal­sów od mediów socjal­nych albo fri­ków od moty­wa­cji, albo w coś poważ­ne­go z zało­że­niem jak powy­żej (o związ­kach np., bo prze­cież wszy­scy albo szu­ka­ją, albo są, albo wła­śnie byli).

      Albo trze­ba się prze­rzu­cić na coś total­nie od pały, przy czym gim­ba­za znie­sie jaj­ko, bo nie ma się co oszu­ki­wać, ale zasię­gi w necie robią ludzie w wie­ku 10–18 lat, bo sie­dzą cały­mi dnia­mi i oglą­da­ją jakieś dur­no­ty. Nawet stu­den­ci mają mniej cza­su, bo wię­cej piją.

      Dosze­dłem tez do wnio­sku, że choć­bym się zesrał na rzad­ko, to nie­ste­ty blog nie zosta­nie moim zło­tym źró­deł­kiem, bo nie mam ani zna­jo­mo­ści odpo­wied­nich, ani wie­dzy, ani cza­su – pomysł na kanał yt mam od daw­na, ale jak mam do wybo­ru obsłu­żyć klien­ta i zaro­bić kon­kret­ne sia­no, to jakoś rachu­nek jest pro­sty – hob­by nie nakar­mi moich żar­łocz­nych dzie­ci.

      • Michał Sza­frań­ski ma licz­ną i zaan­ga­żo­wa­ną spo­łecz­ność, co na pew­no uła­twia spra­wę. Oni rozu­mie­ją, że za pra­cę się pła­ci, z kolei on wyko­nu­je kawał dobrej robo­ty. Spi­na się z obu stron. Dru­ga opcja to “bycie bra­nym pod uwa­gę przez agen­cje pod­czas two­rze­nia kam­pa­nii”. O tym aku­rat Komin pisał w swo­ich książ­kach. Blo­ge­rzy rekla­mu­ją róż­ne pro­duk­ty, ale zazwy­czaj kam­pa­nia­mi ste­ru­ją te same agen­cje i wybie­ra­ją w kół­ko te same blo­gi. Tutaj nie trze­ba mieć nawet sta­ty­styk z kosmo­su, bar­dziej wska­za­ne są zna­jo­mo­ści. To raczej dzia­ła tak, że pierw­szy raz idziesz z reko­men­da­cji, a jak się spraw­dzisz, to jesteś już w obie­gu.

        Powiem Ci, że trze­ba mieć jaja ze sta­li, żeby posta­wić wszyst­ko na blo­go­wa­nie. Nawet jak dzi­siaj się krę­ci, to jutro może się urwać i jesteś w dupie.

  • Przy­ja­zne Życie

    Punkt widze­nia zale­ży od punk­tu sie­dze­nia 😀 Wcze­śniej tro­chę czy­ta­łam i pod­glą­da­łam co inni robią i tyl­ko cza­sem dawa­łam znać, że mi się coś tam podo­ba lub nie. Teraz zaczy­na­jąc swo­ją przy­go­dę z blo­go­wa­niem widzę jakie to waż­ne. Pozdra­wiam 🙂

    • Ano widzisz, po pierw­sze blo­ge­ra kle­piesz po plec­kach, a po dru­gie fejs poka­zu­je Ci lepiej to, co chcesz, żeby Ci poka­zy­wał. I to też praw­da – inter­ne­to­wi twór­cy o tym wie­dzą dużo czę­ściej, niż tyl­ko tacy “czy­ta­ją­cy” 🙂

  • Waż­ny temat poru­szy­łeś. Ja nie­daw­no zaczę­łam two­rzyć w Inter­ne­cie, więc wiem, że laj­ki są mega potrzeb­ne.

    • Two­rzą­cy w necie czę­sto o tym wie­dzą, ale odbior­cy tre­ści już nie­ko­niecz­nie 🙂

  • Chwi­la-moment, Ty jesteś małym blo­ge­rem?

  • Dokład­nie, lajk doda­je skrzy­deł, a kie­dy nie jest z gro­na przy­ja­ciół cie­szy podwój­nie. Nato­miast lajk, na któ­ry cze­ka­my od bli­skiej oso­by, a on wciąż się nie poja­wia przy­no­si roz­cza­ro­wa­nie.

    • Aku­rat moi bli­scy są naj­czę­ściej mało fejs­bu­ko­wi, więc tutaj mnie nie boli 🙂

  • Ula z pro­sto­ofi­nan­sach

    Laik każ­de­mu doda­je skrzy­deł. Nie waż­ne czy pisze­my blo­ga, czy po pro­stu zamie­ści­li­śmy zdję­cie z waka­cji. To taka mała infor­ma­cja, że jeste­śmy kimś dla tego świa­ta 😉

  • Jak tu się nie zgo­dzić? Oczy­wi­ście lajk zmie­nia wszyst­ko i doda­je skrzy­deł jest dla kogo pisać 🙂

    • No i jest zaraź­li­wi – zaraz patrzy­my, co tez ten nasz zna­jo­my polu­bił 😉

  • to praw­da. jeden mały lajk nic nie kosz­tu­je, a może wie­le zmie­nić i mieć ogrom­ne zna­cze­nie dla twór­cy.

    • Moi czy­tel­ni­cy, z racji wie­ku (35+), nawet o tym nie wie­dzie­li 🙂

  • Waż­ne, aby lajkowali/udostępniali ci, któ­rzy mają zamiar jesz­cze do nas wró­cić, ich zna­jo­mi też pew­nie mają po czę­ści podob­ne upodo­ba­nia i mogą zostać sta­ły­mi czy­tel­ni­ka­mi – a lajk na siłę to już nie taki, na jaki byśmy cze­ka­li

    • To praw­da – naj­lep­si czy­tel­ni­cy to nie jed­no­ra­zo­we kome­ty, tyl­ko ci zaan­ga­żo­wa­ni. Cięż­ko się na takich pra­cu­je, ale potem satys­fak­cja naj­więk­sza.

  • Przy­łą­czę się do zda­nia, że sama do tej pory wędro­wa­łam po necie nie zosta­wia­jąc po sobie śla­du. Podej­ście zmie­ni­ło mi się kie­dy sta­nę­łam po dru­giej stro­nie bary­ka­dy. Wcze­śniej nie zda­wa­łam sobie spra­wy, jak waż­ny może być ten przy­sło­wio­wy like, czy komen­tarz.

    • To aku­rat powszech­ne, dla­te­go napi­sa­łem taki post, któ­ry prze­cież dla blo­gu­ją­cych jest oczy­wi­sty 🙂

  • Też przez lata czy­ta­łam …i nic wię­cej. Od cza­su kie­dy jestem po dru­giej stro­nie – zmie­ni­łam podej­ście 🙂

    • Ano wła­śnie – nie­wie­le osób sobie w ogó­le zda­je spra­wę z “mocy” laj­ka 🙂

  • :)) spo­ro napi­sa­les na ten temat. Tez to tłu­ma­czę zna­jo­mym:)

  • A o dru­gim waż­nym aspek­cie laj­ków, nawet dawa­nych z kont, któ­re nie lubią fan­pej­dża pisa­łem u sie­bie 🙂 taki trick dla wła­ści­cie­li stron, żeby zwięk­szyć licz­bę polu­bień. Co do same­go tek­stu to – jeśli możesz – daj znać, np pod moim komen­ta­rzem, czy speł­nił swo­je zada­nie ^^

    • Spryt­nie to prze­my­ci­łeś, ale że aku­rat bar­dzo mi się przy­da tema­ty­ka jaką poru­szasz u sie­bie, to przy­mknę oko 😉

      Śred­nio – był zryw, ale uci­chło. Więk­szość moich wier­nych czy­tel­ni­ków jest nie­zbyt neto­wa i mogą tro­chę nie ogar­niać. Ale ja już kie­dyś pisa­łem, że bar­dziej od zasię­gów wolę ludzi i komęt­ki. Przy­naj­mniej dopó­ki się nie sprze­dam 🙂

      • Hmm w sumie nie tyle chcia­łem robić auto pro­mo, co dać Ci znać o faj­nym tric­ku z zapra­sza­niem ludzi któ­rzy polu­bi­li wpis ale nie fan­pej­dża

        • Tak czy siak dzię­ki, że wpa­dłeś, bo ja Two­je­go blo­ga wrzu­cam teraz do kate­go­rii “prze­czy­tać, zro­zu­mieć, sto­so­wać” 🙂

  • Oh so true. Jakiś czas temu potknę­łam się na Medium bodaj­że o arty­kuł, któ­ry rzecz laj­ko­wą cią­gnął nawet dalej do stwier­dze­nia, że w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku udo­stęp­nie­nie mate­ria­łu daje auto­ro­wi wię­cej niż komen­tarz pod nim. Ot taka suge­stia, żeby cza­sem robiąc dru­gie zro­bić pierw­sze, no bo zasię­gi wła­śnie. Oso­bi­ście uwiel­biam dosta­wać komen­ta­rze i odpi­sy­wać na nie, ale udo­stęp­nie­nie na FB tyż grze­je ser­du­cho 😉

    • Pod wzglę­dem zasię­gów rze­czy­wi­ście fej­sik udo­stęp­nie­nia punk­tu­je wyżej, ale ja lubię kon­takt z ludź­mi, więc oso­bi­ście wolę komęt­ki, na któ­re mogę odpo­wie­dzieć 🙂

  • Laj­ki, wia­do­mo­ści, komen­ta­rze, udo­stęp­nie­nia, dobre sło­wo… taki mały znak, że coś się podo­ba, to napraw­dę bar­dzo wie­le. Chce się coś robić, chce się dzia­łać, two­rzyć; pisać, to jest praw­da 🙂 Bo fak­tycz­nie, skąd mogę wie­dzieć, że coś komuś się podo­ba, że chęt­nie mnie czy­ta sko­ro tego w żaden spo­sób nie komu­ni­ku­je?

    • Nawet jeśli nie bar­dzo wia­do­mo, co napi­sać po prze­czy­ta­niu cze­goś, to war­to dać znać, że się podo­ba­ło wła­snie choć­by taką łap­ką w górę. Mam tak czę­sto, że czy­tam coś, jest to świet­ne, ale jakoś nie mam pomy­słu, jak mógł­bym mądrze sko­men­to­wać – zwłasz­cza u Cie­bie, bo ja jestem jesz­cze dłu­go przed pierw­szym eta­pem, o któ­rym ostat­nio pisa­łaś i mam wra­że­nie, że z moim cyni­zmem komen­tarz mógł­by mi się wymknąć spod kon­tro­li 🙂

  • oj tak. Mi laj­ki śnią się po nocach. Mam ich milio­ny, a moje tek­sty docie­ra­ją do każ­de­go. 😀 ;p