Pierdolnij korpo, załóż własną firmę, zarabiaj miliony i zacznij wreszcie żyć!

 

Mam ocho­tę w dzi­siej­szym wpi­sie kląć. Nie ze zło­ści jed­nak. Bar­dziej z tęsk­no­ty za tym, co minę­ło i chy­ba tro­chę smut­ku z powo­du tego, co już wiem i prze­ży­łem. Dla­cze­go tak? Bo coraz czę­ściej dopa­da mnie chęć poki­wa­nia z poli­to­wa­niem gło­wa nad ludź­mi młod­szy­mi ode mnie o 15–20 lat, któ­rzy wie­rzą, że wszyst­ko jest moż­li­we i że cały świat leży u ich stóp. I któ­rym się wyda­je, że wszyst­ko wie­dzą i wszyst­ko mogą. A tak napraw­dę ja już wiem, że to, co oni wie­dzą i mogą to całe gów­no. Ale tego aku­rat nie wie­dzą. I mam ocho­tę kląć, bo jestem pier­do­lo­nym cyni­kiem i nie­ste­ty ja już nie wie­rzę. I to jest kurew­sko smut­ne. I tak. Będę pew­nie dzi­siaj rzu­cał kur­wa­mi. I pew­nie nie tyl­ko. I pew­nie będzie długo.

Smut­no mi też dla­te­go, że dzi­siaj będzie taki tekst, jakich nigdy nie lubi­łem – takich peł­nych dobrych rad star­sze­go, faj­ne­go wuj­ka. Takich dobrych rad pró­bo­wał udzie­lać mi mój Ojciec i przez pierw­sze 25 lat życia się zasta­na­wia­łem, kie­dy wresz­cie skoń­czy pier­do­lić, bo tego się nie da słu­chać, a ja prze­cież wiem lepiej, bo On sta­ry jest i nie ogar­nia zawi­ło­ści współ­cze­sne­go świa­ta. Dzi­siej­szy wpis świad­czy o tym, że wsze­dłem z buta­mi w “doj­rza­łość i doro­słość”, gdzie nie ma już cza­su i miej­sca na słod­ką naiw­ność. I strasz­nie to jest do dupy powiem Wam. Nie tyle świa­do­mość wie­ku, bo mi to jakoś nie prze­szka­dza szcze­gól­nie, dopó­ki ja bez kło­po­tów rano wsta­ję i mi bez kło­po­tów sta­je. Do dupy jest to, że na buja­nie w obło­kach w moim życiu już po pro­stu nie ma miej­sca i wszyst­kie moje marze­nia muszą przejść przez filtr z napi­sem real­ność. Na szczę­ście mam przy­ziem­ne marze­nia. No cóż – przy­ziem­ny ze mnie człowiek.

Bez­po­śred­nie powo­dy do napi­sa­nia tego tek­stu były dwa. Wczo­raj byłem na szko­le­niu, gdzie sobie poga­da­łem z inny­mi ludź­mi, któ­rzy też mają fir­my, pro­jek­tu­ją wnę­trza, pro­du­ku­ją meble, zatrud­nia­ją ludzi i… też mają tego mniej lub bar­dziej dość. Dru­gi powód to dys­ku­sja, któ­ra mia­ła miej­sce na jed­nym z blo­gów, któ­ry czy­tam. Celo­wo i z pre­me­dy­ta­cją nie poda­ję jego nazwy i zama­za­łem dane oso­by, z któ­rą roz­ma­wia­łem – bar­dzo moż­li­we, że w tym wpi­sie będę tro­chę robił sobie pod­śmie­chuj­ki z takiej naiw­no­ści, a nie chcę, żeby ten ktoś wziął to do sie­bie, bo to nothing per­so­nal jak mawiał każ­dy capo di tut­ti capi na hame­ry­kań­skich fil­mach. Poza nic­kiem nie cia­cham niczego.

kariera i nadzieja

Słod­ka naiw­no­ści… Dla­cze­go już jej nie mam?

Na począt­ku się tro­chę wku­rzy­łem z powo­du men­tor­skie­go tonu i chcia­łem się moc­no odgryźć, bo co mnie gów­nia­ra będzie pouczać (21 lat – spraw­dzi­łem). Ale potem chwil­kę się zasta­no­wi­łem, uśmiech­ną­łem pod wąsem i stwier­dzi­łem, że ja kie­dyś też byłem bar­dzo mło­dy (teraz jestem już tyl­ko mło­dy) i bar­dzo naiw­ny, więc bez sen­su jest taka roz­mo­wa, bo dopó­ki ktoś nie dosta­nie po wła­snej dupie, to nie­ste­ty, ale pew­nych rze­czy nie zro­zu­mie i szko­da tra­cić ener­gię na jało­we dys­ku­sje. Do takie­go zro­zu­mie­nia nie­ste­ty trze­ba cza­su i nie­ste­ty, naj­czę­ściej doświad­czeń z gatun­ku nie­ko­niecz­nie przy­jem­nych (bo praw­dą jest, że poraż­ki uczą nas dużo wię­cej, niż suk­ce­sy). Ale wcze­śniej czy póź­niej każ­dy to poj­mie i prze­sta­nie żyć złu­dze­nia­mi. A to jest bole­sne i trudne.

Ba, teraz to chy­ba nawet jest gorzej, bo i dostęp do infor­ma­cji szyb­szy i łatwiej­szy. Kie­dy ja byłem na koń­ców­ce stu­diów, nie było wszech­obec­ne­go netu (ok, był, ale rzad­ko u kogo). Nie było też face­bo­oka. Tak, kie­dyś były takie cza­sy. A teraz jest i to powo­du­je m.in. dwie rze­czy. Pierw­sza to jest taka, że z każ­dej stro­ny, z każ­de­go por­ta­lu i każ­de­go ekra­ni­ku ata­ku­ją nas rekla­my w sty­lu “Schud­nij bez wysił­ku w 30 dni”, “Zara­biaj po 1000$ dzien­nie poświę­ca­jąc tyl­ko godzi­nę”, “Usuń zmarszcz­ki łyka­jąc te cudow­ne piguł­ki z jąder śli­ma­ka brzu­cho­no­ga”, “Pową­chaj kwiat­ki zerwa­ne o pół­no­cy w kra­inie, gdzie nie zapa­da zmrok i ciesz się wiecz­ną erek­cją”.  Efekt osią­gasz szyb­ko, sku­tecz­nie i kom­plet­nie bez wysiłku.

Z tych samych ekra­ni­ków ata­ku­ją nas też nazwi­ska Zuc­ken­berg (ten od fej­si­ka), Sil­ber­man (dla odmia­ny od Pin­te­re­sta), Systrom (od Insta­gra­ma) czy Kar­da­shian (od wiel­kiej dupy). I wie­cie, co mają ze sobą wspól­ne­go? Są sto­sun­ko­wo mło­dzi i mają na kon­tach bar­dzo dużo zer z $ na koń­cu i nic nie muszą. Zaro­bi­li kupę sia­na szyb­ko, sku­tecz­nie i kom­plet­nie bez wysił­ku leżąc do góry ante­ną. No dobra, Kim Kar­da­shian leża­ła na czy­jejś ante­nie. Tak to przy­naj­mniej wygląda.

I dru­gą rze­czą, któ­rą zawdzię­cza­my łatwo dostęp­nym ekra­ni­kom jest to, że nikt nie poka­zu­je tego, że do milio­nów czy miliar­dów na kon­cie trze­ba po pro­stu dojść. Cięż­ką pra­cą, umie­jęt­no­ścia­mi, zdol­no­ścia­mi, talen­tem, dawa­niem dupy, zna­jo­mo­ścia­mi i przede wszyst­kim cięż­ką pra­cą. I jesz­cze cięż­ką pra­cą. Z bar­dzo nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi, nikt nie mówi o tym, że trze­ba się nie­ziem­sko naha­ro­wać, żeby mieć te parę baniek zie­lo­nych i móc sobie kupić wil­lę z base­nem i gara­żem peł­nych błysz­czą­cych fura­ków. Poka­zu­ją Ci legen­dy o tym, że oni tacy pięk­ni, mło­dzi i zdol­ni i nagle doro­bi­li się miliar­dów. Nie zapier­da­lasz w pocie czo­ła i ści­sku dupy przez kil­ka, kil­ka­na­ście lat po to, żeby wresz­cie się doro­bić, tyl­ko nagle pstryk – tele­por­to­wa­łeś się z życia w wer­sji chuj­nia z grzyb­nią do życia w kla­sie luxu­ry. Bez wysił­ku, bez tru­du, bez poświę­ceń – sie­dzia­łaś sobie w swo­im sza­rym blo­ku z wiel­kiej pły­ty albo wzię­tym na kre­dyt rodzi­ców miesz­kan­ku i pyk!, Wróż­ka Chrzest­na mach­nę­ła różdż­ką i nagle ktoś na meczu zro­bi Ci zdję­cie i od dzi­siaj kró­lu­jesz na okład­kach pism z cyc­ka­mi. Żyłaś swo­im sza­rym życiem w sza­rym blo­ku, nagle wpadł Ksią­żę i oka­za­ło się, że krysz­ta­ło­wy pan­to­fe­lek ide­al­nie pasuje.

W bonu­sie robisz to, co kochasz, nic nie musisz przy oka­zji masz kupę sia­na i świet­ne życie bez trosk, tru­dów i zno­jów tego całe­go pleb­su, któ­ry od dzi­siaj Ci zazdro­ści patrząc na ekra­nik, na któ­ry wrzu­ci­łaś naj­now­szą fot­kę w butach Mano­lo Blah­ni­ka. A oczy­wi­ście do tego nie doj­dziesz sie­dząc w kor­po i mar­nu­jąc nie­prze­bra­ny swój poten­cjał. Roz­wi­nąć skrzy­dła kre­atyw­no­ści i przed­się­bior­czo­ści możesz prze­cież tyl­ko jako fri­lan­sjer albo hip­ster­ski CEO jakie­goś star­tu­pa względ­nie jako chef knajp­ki slow food i koniecz­nie vege. Prze­cież w kor­po to wyścig szczu­rów i jesteś tyl­ko try­bi­kiem w bez­dusz­nej machi­nie. Bo cytu­jąc moją roz­mów­czy­nię: “od Cie­bie i Two­jej kre­atyw­no­ści i przed­się­bior­czo­ści zale­ży, ile będziesz zara­biał”.

Suprajz dziew­czyn­ko – gów­no praw­da. To ile będziesz zara­biać zale­ży od tego, ile Ci ktoś zapła­ci. A żeby ktoś Ci zapła­cił, to musi mieć za co. Czy­li musisz temu komuś zapro­po­no­wać i wyce­nić coś, za co on wyło­ży sze­lesz­czą­cą mamo­nę bo uzna, że war­to. Ale żeby dojść do tego eta­pu, musisz się zdro­wo naza­pier­da­lać, bo takich samych kre­atyw­nych jest wszę­dzie peł­no i moż­na prze­bie­rać. Mamy jakiś taki dziw­ny pęd na to, żeby każ­dy był wyjąt­ko­wy i jedy­ny w swo­im rodza­ju, a że kor­po jest bez­dusz­ne i w każ­dym indy­wi­du­alizm zabi­ja, to kor­po­ra­cje są na potę­gę hej­to­wa­ne. Tyl­ko nie­wie­le osób potra­fi zro­zu­mieć fakt, że takich “wyjąt­ko­wych kre­atyw­nych” jest po pierw­sze mnó­stwo, a po dru­gie jak wyjąt­ko­wy będzie każ­dy, to tak napraw­dę nie będzie nikt. Poza tym – jeśli tyl­ko Ty (względ­nie jesz­cze mamu­sia i tatuś) jesteś prze­świad­czo­na, że jesteś zaje­bi­sta, to Cię roz­cza­ru­ję – naj­czę­ściej nie jesteś.

Nie­wiel­ki pro­cent z tych wszyst­kich kre­atyw­nych wybi­je się na tyle, żeby kre­atyw­nie zapier­da­la­jąc w mia­rę spo­koj­nie i dostat­nio żyć. Dla pozo­sta­łych “nie żyje się za pie­nią­dze rodzi­ców – to spo­ry krok w doro­słe życie” skoń­czy się jed­nak życiem na gar­nusz­ku rodzi­ców co naj­mniej do 30-ki, bo nawet kre­atyw­ni i wyjąt­ko­wi żreć muszą, a cią­gle się na Tobie nikt nie poznał na tyle, żeby te milio­ny Ci ofe­ro­wać. Naj­czę­ściej robiąc ten krok wyje­biesz się na gle­bę i stłu­czesz sobie dupę. Jeśli w oko­li­cy znaj­dzie się mamu­sia, któ­ra po pup­ci pokle­pie i przy­klei pla­ste­rek, to tyl­ko lepiej dla Cie­bie. I nie, to nie będzie “za pie­nią­dze rodzi­ców”, bo prze­cież pijesz za swo­je, a jedze­nie jest tak przy­ziem­ne, że się nie liczy. Chy­ba, że z food­truc­ków i moż­na się na fej­sie pochwa­lić znajomym.

Prze­ko­na­ni o wła­snej zaje­bi­sto­ści mają błęd­ne mnie­ma­nie o tym, że wystar­czy odro­bi­na szczę­ścia, mru­gnię­cie okiem opatrz­no­ści i nagle z nie­ba spad­nie OKAZJA. Ok, to nie jest nie­moż­li­we. Ale nawet jeśli spad­nie, to sama się w suk­ces nie prze­ku­je. Dla­cze­go zde­cy­do­wa­na więk­szość lot­to milio­ne­rów koń­czy jako ban­kru­ci? Dla­cze­go zde­cy­do­wa­na więk­szość osób, któ­re wygra­ły talent show, prze­pa­dły jak tramp­ki w szatni?

Jak duże pie­nią­dze zmie­ni­ły­by Two­je życie? Jeśli nie jesteś w sta­nie mieć na tyle sil­nej woli, żeby zmie­nić swo­je życie z mały­mi kwo­ta­mi, to duże tak­że go nie zmie­nią. A na pew­no nie na dłu­go. Ot, tak dopó­ki się nie skończą.

Nie­wiel­ki pro­mil z tych wszyst­kich kre­atyw­nych rze­czy­wi­ście wie­dzie życie takie jak na okład­kach gazet i fot­kach z Insta­gra­ma. Ale jeśli wyda­je Ci się, że nadal wte­dy “możesz wziąć wol­ne w każ­dym cza­sie” i leżeć do góry ante­ną i nic nie musisz, to masz rację – wyda­je Ci się. Wyda­je Ci się rów­nież, że sam milion dola­rów wystar­czy do tego, żeby bez wysił­ku stwo­rzyć coś, co oglą­dasz na swo­im ekra­ni­ku i zaczniesz wieść fabu­lo­us life. Nie, nie wystar­czy. Oni też, a nawet zwłasz­cza oni, musie­li dłu­go, bar­dzo dłu­go i cięż­ko pra­co­wać na to, co mają. I pra­cu­ją cięż­ko dalej. Nie tele­por­to­wa­li się do życia w kla­sie luxu­ry. Doszli do nie­go zapier­da­la­jąc, popeł­nia­jąc błę­dy, zno­sząc poraż­ki i sta­wia­jąc czo­ło przeciwnościom.

I jeśli śpiesz­no Ci do doro­sło­ści i doj­rza­ło­ści, jeśli śpiesz­no Ci do tego, żeby rzu­cić sta­bil­ną posad­kę w kor­po, bo prze­cież za chwi­lę zaczniesz nagle żyć życiem z Insta­gra­ma, to się zasta­nów. OK, może się to uda – nie­któ­rym się uda­je, Tobie też może. To nie jest niemożliwe.

Zasta­nów się jed­nak, czy jesteś goto­wa na dłu­gi i mozol­ny pro­ces, czy ocze­ku­jesz teleportacji.

 

 

PS. Coś mnie zaje­bi­ście w związ­ku z tym wpi­sem męczy­ło i już wiem co. Porów­na­nia do tele­por­ta­cji uży­łem zupeł­nie nie­świa­do­mie mając w gło­wie wpis Volan­ta, bo tam to pierw­szy raz prze­czy­ta­łem i to On jest jego auto­rem. Tak jak dłu­żej na to patrzę, to cały mój dzi­siej­szy tekst inspi­ro­wa­ny jest w dużej mie­rze tym prze­czy­ta­nym na Volan­ti­fi­ca­tion. Może nawet bar­dziej, niż dys­ku­sją z mało­la­tą, więc klik powy­żej i poczy­taj­cie czło­wie­ka, któ­ry jest w tym mistrzem.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

  • Pingback: 7 powodów i dowodów na to, że projektowanie wnętrz to nie je bajka...dizajnuch.pl – blog faceta…()

  • Bar­dzo dobry ten wpis, ale…
    Ale gdy­by­śmy wszy­scy rodzi­li się i wcho­dzi­li w doro­słość z entu­zja­zmem sie­dem­dzie­się­cio­let­nie­go pier­dzie­la, to nie było­by żad­nych Zuc­ker­ber­gów, Musków, ani nawet Kardashianów 😉
    Pozwól dziew­czyn­ce na odro­bi­nę złu­dzeń, jak doło­ży do tego ostry zapier­dol (bo wcze­śniej czy póź­niej jakiś odse­tek takich dziew­czy­nek i chłop­ców zaczy­na się orien­to­wać, że jed­nak bez zapier­do­lu się nie da), to może i zmie­ni świat, w któ­rym żyjemy 😉

  • a to ją fan­ta­zja ponio­sła … z dru­giej stro­ny wca­le się nie dzi­wię, że ma taką wyobraź­nie – jak piszesz – cud miód recep­ty – życie leży otwo­rem oby tyl­ko w ten wła­ści­wy weszła bo w prze­ciw­nym przy­pad­ku dopad­nie ją …

    • No wła­śnie, jak się nie myśli, to ten otwór może się oka­zać nie tym, co byśmy chcieli 🙂

  • Prze­my­sław Piątek

    Zga­dzam się z tobą w 100% i co naj­mniej 3 pro­mi­lach. 🙂 nikt niko­mu nic nie da za dar­mo, za dar­mo to moż­na w ryj dostać, ale aktu­al­nie dzie­cia­ki wie­rzą w baj­ki że każ­dy szyb­ko może zaro­bić swój milion. I to bez wysił­ku. Baj­ki jak z car­ton network. Jeśli ktoś wie­rzy że to tyl­ko szczę­ście to nie dalej wie­rzy w miko­ła­ja i wróż­kę zębusz­kę. Cięż­ka pra­ca jest dla­te­go że jest cięż­ka i wte­dy i tyl­ko wte­dy moż­na liczyć na jakieś rezul­ta­ty. No chy­ba że chcesz iść na sam szczyt dając dupy, to i tak tej dupy trze­ba użyć wie­lo­krot­nie, aż będzie otar­ta czer­wo­na i bolą­ca, bo nic za dar­mo nie przychodzi…
    tro­chę pesy­mi­stycz­nie, albo raczej realistycznie.
    pozdra­wiam. świet­ny tekst.

  • ehhhh jak się cho­dzi­ło do szko­ły to się chcia­ło iść do pra­cy, jak się zna­la­zło pra­cę to się chcia­ło robić na swo­im, jak się już robi na swo­im to się chce znów pra­co­wać u kogoś i nie mieć tego stre­sa lub ewen­tu­al­nie powró­cić do szkol­nej ławy i mieć wszyst­ko w zadku :d

  • Z naci­skiem na szczęście

    Zacząć coś wła­sne­go jest bra­dzo trud­no. Tak napraw­dę to pra­ca 24h. Jed­nak myślę, że warto!
    Pozdrawiam

    • To zale­ży – cza­sa­mi biz­nes pada po kil­ku latach cięż­kiej pra­cy i wyrze­czeń i wte­dy dopie­ro czu­je­my, jak życie moc­no kopie…

  • aż mnie trzę­sie takie emo­cje we mnie poru­szy­łeś. Tym stwier­dze­niem wygra­łeś, jesteś moim mistrzem po pro­stu “Naj­czę­ściej robiąc ten krok wyje­biesz się na gle­bę i stłu­czesz sobie dupę. Jeśli w oko­li­cy znaj­dzie się mamu­sia, któ­ra po pup­ci pokle­pie i przy­klei pla­ste­rek, to tyl­ko lepiej dla Ciebie.”

    Zasta­na­wiam się cza­sa­mi czy mój akt uro­dze­nia nie jest pod­ro­bio­ny, albo czy w szpi­ta­lu mnie nie pod­mie­ni­li z jakimś innym nowo­rod­kiem co naj­mniej o jed­no poko­le­nie star­szym. I nie wiem czy to dla­te­go że życie zdą­ży­ło mi już porząd­nie sko­pać dupę, czy po pro­stu inne war­to­ści mną kie­ru­ją. Ser­ce mnie boli, że od two­jej “dziew­czyn­ki” z roz­mo­wy nie wie­le star­sza jestem bo o całe 3 lata aż.. i w żołąd­ku mnie się fla­ki gotu­ją jak czy­tam takie pierdoły.
    Od 10 lat sama pra­cu­je na swo­je zachcian­ki i nie mogę pojąć skąd w dzi­siej­szej mło­dzie­ży takie prze­ko­na­nie, że im się wszyst­ko nale­ży. Myślą, że skoń­czą stu­dia i będą pro­wa­dzić luxu­ry życie, naoglą­da­ją się insta­gra­mo­wych księż­ni­czek i potem sia­no w mózgu zamiast prio­ry­te­tów. Albo co gor­sza gów­no z dupy żreć będą od face­tów w tur­ba­nach żeby tyl­ko być Lux. Bo to takie mod­ne i zaje­bi­ste jest. 

    Gdy­by to tak dzia­ła­ło, że nagle jakiś tele­port życio­wy mi się tra­fi to już daw­no pła­wi­ła­bym się w luk­su­sach.. zresz­tą ja nie muszę mieć wil­li z base­nem i wozić się bugat­ti.. Mam pomysł na swój biz­nes, któ­ry będzie wyma­gał nie dość, że od cho­le­ry poświe­ce­nia cza­su i wyrze­czeń to jesz­cze od cho­le­ry tych luxu­ry dola­rów, któ­rych szczę­śli­wie nie posia­dam, ale za to jaka satys­fak­cja mnie dopad­nie jak będę mogła spoj­rzeć na swo­je dzie­ła i powie­dzieć to moja cięż­ka pra­ca, dro­ga, pot krew i łzy, mnó­stwo zmar­no­wa­ne­go haj­su (toteż, trze­ba wziąć pod uwa­gę poraż­ki i nie tra­fio­ne inwe­sty­cje). I tak sobie czy­ta­łam ten wpis i taka kon­klu­zja mnie naszła, że ja to taki czło­wiek jestem, że nawet gdy­bym mia­ła moż­li­wość pła­wić się w luk­su­sach “od tak”, to wola­ła­bym to osią­gnąć swo­ją cięż­ką pra­cą. Jeśli otrzy­mu­jesz coś goto­we na tacy, to ani nie jest Two­je wła­sne, ani satys­fak­cji nie daje. Jedy­ny plus taki, że masz to od razu. Ale nie na tym rzecz prze­cież polega. 

    Tro­chę cha­otycz­nie zapew­ne mi to wyszło, sądzę jed­nak, że zro­zu­miesz co autor miał na myśli ;), ale tak to jest jak emo­cje buzu­ją i tysiąc myśli na minu­tę się pojawia.

    • Teraz jest bar­dzo duże par­cie na szkło – kie­dyś to ozna­cza­ło tyl­ko szkla­ny ekran tele­wi­zo­ra, gdzie się cięż­ko dostać nawet dzi­siaj, a teraz masz każ­dy ekra­nik jak ten tele­wi­zyj­ny i jest dużo łatwiej. Ale i tu i tu ludzie zro­bią wszyst­ko albo jesz­cze wię­cej, żeby się poka­zać – będą się wozić po Azji i robić z sie­bie debi­li, albo ska­kać do base­nu i robić jesz­cze więk­szych debi­li. Jest nato­miast róż­ni­ca, któ­rą cięż­ko ludziom pojąć – pro­fi­ty z poka­za­nia się w tv są zde­cy­do­wa­nie więk­sze i pew­niej­sze i cza­sa­mi robie­nie z sie­bie debi­la na ekra­nie smar­ci­ka nic nie da. Poza zro­bie­niem z sie­bie debila 🙂
      Nikt też nie myśli o ciem­nej stro­nie bycia cele­bry­tą – zero pry­wat­no­ści, cza­su dla sie­bie, cią­głe par­cie na wygląd, cią­głe oce­nia­nie. Ogól­nie sła­bo, ale wystar­czy popa­trzeć na dary losu i pie­nią­dze i nagle wszy­scy głupieją.
      Inna rzecz to lan­so­wa­nie wszę­dzie podej­ścia – jesteś kre­atyw­ny, świat stoi otwo­rem. Może i stoi, ale dopie­ro po pew­nym cza­sie czło­wiek się prze­ko­nu­je, którym 🙂

  • prze­cież zawsze jest lepiej tam, gdzie nas nie ma.… Kie­dyś moja Mama mi powta­rza­ła: “chcia­ła­bym być tyle lat, co ty z taką wie­dzą, jak mam teraz”. Dziś mam 35 lat i mogę powtó­rzyć te sło­wa z peł­nym prze­ko­na­niem. Pod­su­mo­wu­jąc, trze­ba żyć każ­dą chwi­lą, nie narze­kać i maru­dzić, tyl­ko wyci­snąć z każ­de­go momen­tu tyle, ile się da (czy­taj, pra­co­wać, uczyć się, wycią­gać wnio­ski) ale tak opty­mi­stycz­nie. Każ­da poraż­ka jest szan­są, że spró­bo­wać jesz­cze raz, ale mądrzej. Naj­bar­dziej mnie wku­rza maru­dze­nie, narze­ka­nie, szu­ka­nie dziu­ry w całym i mówie­nie, żeby się chcia­ło cze­goś inne­go niż jest – ale nic nie robiąc. Naj­wy­god­niej jest zawsze zrzu­cić odpo­wie­dzial­ność za swo­je życie na kogoś innego…

    • Masz świę­tą rację i uwa­żam, że naj­wię­cej maru­dzą zawsze ci, co nic nie robią w tema­cie zmia­ny swo­jej sytu­acji. I cze­ka­ją na gwiazd­kę z nie­ba. Bo prze­cież są tacy super, że powin­na spaść 🙂

  • Nata­lia Jaranowska

    skoń­czy się jed­nak życiem na gar­nusz­ku rodzi­ców co naj­mniej do 30-ki”? Ja to jed­nak żyję na innej planecie 🙂

  • Kto nie ryzy­ku­je ten nie ma. Praw­da jest taka, że kor­po to taki wam­pir co wysy­sa krew i ener­gię z czło­wie­ka. W pew­nym momen­cie czło­wiek docho­dzi do wnio­sku, że sie­dzi w wię­zie­niu praw, norm, regu­la­mi­nów i innych prze­pi­sów usta­la­nych przez kor­po co bar­dzo ogra­ni­cza ruchy. No ni cho­le­ry nie idzie się w peł­ni roz­wi­nąć (jakieś tam stop­nie roz­wo­ju moż­na zła­pać, no ale…). Oczy­wi­ście nie moż­na mówić tego o 100% kor­po bo są pew­ne wyjąt­ki gdzie pra­cow­ni­ka trak­tu­je się jak czło­wie­ka, a nie jak robo­ta czy ele­ment pędzą­cej taśmy pro­duk­cyj­nej. Być może za nie­ca­ły milion lat docze­ka­my cza­sów gdzie będzie moż­na na temat kor­po wypo­wia­dać się cie­plej­szy­mi sło­wa­mi. A teraz trze­ba się spi­nać i kom­bi­no­wać co inne­go. No chy­ba, że ktoś nie ma pomy­słu na sie­bie i swo­ją posad­kę uwa­ża za cie­płą i bez­piecz­ną to inna bajka.

    • Pomysł na sie­bie to nie wszyst­ko, trze­ba jesz­cze duużo wię­cej pra­cy, niż w kor­po i nie­skoń­czo­nych wręcz pokła­dów cier­pli­wo­ści i samo­za­par­cia. Tym bar­dziej, że w Pol­sce kli­mat do pro­wa­dze­nia fir­my jakiś niesprzyjający 🙂

  • A ja powiem ci tak, dobi­jam 30stki mam na kon­cie: męża, 2 koty, córę i lada moment kolej­ne­go nowo­rod­ka, W listo­pa­dzie koń­czy mi się etat w kor­po … mogła­bym wró­cić po 2 msc bycia mamą i pra­co­wać. Ha ha dobre obie. Posta­no­wi­łam iść na swo­je i trud­no zary­zy­ku­je. Mam zamiar w koń­cu zara­biać na sie­bie, trak­to­wać sie­bie na pozio­mie i w razie poraż­ki spoj­rzeć w lustro i powie­dzieć – nawa­li­łaś. Zary­zy­ku­je mimo wszystko.

    • I bar­dzo dobrze, bo to daje nadzie­ję na nie­złe życie. Ale nie uda się bez cięż­kiej pra­cy i nie­ste­ty musisz mieć tego świa­do­mość. Bo ta dziew­czyn­ka z komen­ta­rza chy­ba nie­ko­niecz­nie o tym pamię­ta­ła albo wiedziała 🙂

  • Wszyst­ko ma swo­je plu­sy i minu­sy. Bycie na swo­im to czę­sto cią­gła pra­ca, 24h/dobę, może za wyjąt­kiem prze­rwy na sen, któ­ra zazwy­czaj nie jest zbyt dłu­ga. A żeby odnieść suk­ces finan­so­wy, trze­ba wło­żyć w to wie­le wysił­ku albo po pro­stu mieć szczę­ście. Ale z dru­giej stro­ny, bycie na swo­im to zazwy­czaj zaj­mo­wa­nie się czymś co lubi­my, co spra­wia nam przy­jem­ność, sami jeste­śmy dla sobie sze­fem, nikt nie kon­tro­lu­je tego, co robi­my. Pra­ca w kor­po­ra­cji też ma swo­je bla­ski i cie­nie, jed­nak nie każ­dy potra­fi się w niej odna­leźć. To nie zawsze jest pra­ca do 16, któ­ra sta­no­wi cie­płą i docho­do­wą posadkę.

    • To aku­rat wiem, bo zanim zaczą­łem pra­co­wać na swo­im pra­co­wa­łem w kor­po, do tego na sta­no­wi­sku admi­na, na trzy zmia­ny, więc dosko­na­le znam i jed­no i dru­gie. Ale to dziew­czę jak widać nie znało 🙂

      • A ja Wam powiem, choć mogę się mylić, że to zale­ży od tego co dla kogo zna­czy szczę­ście. Mając wła­sną dzia­łal­ność, roz­r­kę­ca­jąc ją a nawet już po roz­krę­ce­niu – zawsze musisz z cze­goś zre­zy­go­no­wać, żeby się utrzy­mać. Nawet jeśli jest to robo­ta, któ­ra spra­wia Ci fraj­dę. W fir­mie musisz mieć tro­chę mniej­szy łeb, bo masz w koń­cu sze­fa – z pew­nych rze­czy rezy­gnu­jesz, ale też za cenę pew­nej wol­no­ści oso­bi­stej. Zale­ży co, kto lubi 🙂

        • Dokład­nie tak. A tutaj dziew­czę mnie uświa­da­mia­ło, że jak się rzu­ci kor­po to świat stoi otwo­rem. Może i stoi, pyta­nie tyl­ko którym 🙂

  • Ama Ndra

    Bar­dzo dobry wpis ! 🙂 Podziwiam

  • No i dobrze. Więk­szość z nas prze­cho­dzi­ła jakieś eta­py, Ci co wycho­wy­wa­li się jesz­cze w latach 80-tych to cho­ciaż nie mie­li złu­dzeń. A do swo­jej war­to­ści docho­dzi­li powo­li, ucząc się na błę­dach i widząc sza­cu­nek w oczach innych. Zapał i wia­ra waż­na rzecz, ale przej­ście od myśle­nia do dzia­ła­nia to cza­sa­mi kosmos. Zazwy­czaj kosmos. A kto mniej gada, a wię­cej robi, ten pozna­je życie od kuch­ni. I tyle. 

    Mówi­ła mat­ka, kobie­ta pra­cu­ją­ca, co to żad­nej pra­cy się nie boi 😉
    I czy te milio­ny takie waż­ne, no weźcie.

    • To jest wła­śnie to – “za moich cza­sów” (kocham to powie­dzon­ko) nikt nam nie poka­zy­wał, że wszyst­ko robi się samo, trze­ba było do wszyst­kie­go dojść, i każ­dy wie­dział, że cięż­ką pra­cą. Pro­jek­tu­ję wnę­trza i mam kon­takt z róż­ny­mi ludź­mi, powiem Ci szcze­rze, że takie poko­le­nie Insta­gra­ma jest naj­gor­sze – wszyst­ko wie­dzą naj­le­piej, cięż­ko im wytłu­ma­czyć, że w fol­de­rze jest kuch­nia za 50 tysię­cy na powierzch­ni 30 metrów kwa­dra­to­wych i nie da się jej w takiej posta­ci zmie­ścić do miesz­ka­nia w bloku.
      A milio­ny? Po co? Jaki był­by to cel w życiu, gdy­by czło­wie­ka było na wszyst­ko stać? 😉

  • Do obraz­ka pięk­nych mło­dych z $ plus zera na kon­cie dodał bym nie pasu­ją­ce do mitu począt­ki. Wszy­scy pra­wie z wymie­nio­nych i im podob­nych, z nie­licz­ny­mi wyjąt­ka­mi zaczy­na­li żywot ze spo­rym kapi­ta­łem. Liczo­nym w $ lub wie­dzy i zna­jo­mo­ściach zawr­tych przez poprzed­nie poko­le­nia. Pierw­sze i naj­trud­niej­sze eta­py docho­dze­nia do zer mie­li już odby­te w kołysce..

    • Tyl­ko napraw­dę rzad­ko kto sobie z tego zda­je spra­wę. Albo nawet jeśli zda­ją, to sami sie okła­mu­ją czy to z głu­po­ty czy z lenistwa.

  • Ej ale jak ja nie lubię luxu­ry, to mogę leżeć do góry brzu­chem? Bo jak coś, to leżę.
    Tele­por­ta­cja nie ist­nie­je, ale wca­le bym jej nie chcia­ła – a co tam na dru­gim koń­cu to niby lepiej? Jak komuś nie jest dobrze na począt­ku, to i na koń­cu nie będzie.

    • Możesz, to na ten przy­kład moje ulu­bio­ne zaję­cie 🙂 No, poza pisa­niem. I rowe­rem. I jedze­niem. I czytaniem.
      O widzisz, i tutaj masz 12345% racji – Każ­de­mu się wyda­je, że jak wygra milio­ny to nagle będzie szczę­śli­wy. Jeśli nie był do tej pory, to i póź­niej nie będzie.

  • matek­neo

    dzię­ki

  • Boże­na Danu­ta Kultys

    Myślę że naj­le­piej swój biz­nes zaczy­nać pra­cu­jąc jesz­cze na eta­cie. Zale­ty są dwie: pła­cisz dużo mniej­sze skład­ki i możesz prze­ko­nać się jak na Twój pro­dukt, czy usłu­gę zare­agu­je rynek. Jeśli inte­res się roz­krę­ci możesz zosta­wić etat i dalej roz­wi­jać swój biz­nes, jeśli nie, wte­dy zamy­kasz fir­mę i jesteś dalej na etacie 🙂

  • Boże, mam nadzie­ję, że ja nie jestem jesz­cze GÓWNIARĄ :p A tak na poważ­nie to świę­ta racja- gów­no może­my i tyle. Świat to samo ZŁO i niko­mu dobrze nie robi 😉

    • Może nie jesteś JUŻ? 😉
      To fakt – dobrze to musi­my sobie robić sami. Ech… 😉

  • Masz rację, co raz czę­ściej wma­wia się nam, że wszyst­ko może­my; na doda­tek szyb­ko i bez wysił­ku. Jed­nak wystar­czy chwi­la “pra­cy na swo­im” i moż­na się prze­ko­nać, że w kor­po to było “laj­to­wo”.

    • Na pew­no było ina­czej, wbrew pozo­rom dużo spo­koj­niej. To nawet nie nawał pra­cy, ale nawał spraw dodat­ko­wych (któ­ry­mi w kor­po zaj­mo­wał się ktoś inny – księ­go­wość, kadry, PR, rekla­ma itd.) powo­du­je, że na swo­im jest ciężej.

      • No wła­snie. Trze­ba nauczyć się dele­go­wać te dodat­ko­we spra­wy, ale ja cią­gle mam wra­że­nie, że jak sama ich nie dopil­nu­ję to nie będą dobrze zro­bio­ne… Eh, naj­trud­niej­sza jest zmia­na spo­so­bu myślenia.

        • Naj­go­rzej się robi (tak men­tal­nie, w gło­wie) kie­dy zatrud­niasz pra­cow­ni­ków i musisz część spraw oddać innym. A prze­cież nikt nie zro­bi tego tak dobrze, jak Ty 🙂

  • Nie wiem co to jest pra­ca w kor­po, od razu po stu­diach zary­zy­ko­wa­łam i zało­ży­łam swo­ją fir­mę. Rze­czy­wi­ście jest dużo pra­cy cza­sa­mi i obo­wiąz­ków, zwłasz­cza tych papier­ko­wych. Jestem zado­wo­lo­na, że pod­ję­łam taką decy­zję, nie mam jed­nak żad­ne­go porównania.

    • W tek­ście cho­dzi­ło mi o to, że jest teraz moda na bez­kry­tycz­ne rzu­ca­nie się “na swo­je” i hej­to­wa­nie pra­cy w kor­po­ra­cjach, co nie do koń­ca jest mądre IMHO.
      Powo­dze­nia na wła­snym garnuszku 🙂

  • Mamy jakiś taki dziw­ny pęd na to, żeby każ­dy był wyjąt­ko­wy i jedy­ny w swo­im rodza­ju, a że kor­po jest bez­dusz­ne i w każ­dym indy­wi­du­alizm zabi­ja, to kor­po­ra­cje są na potę­gę hej­to­wa­ne.” – o tak. Co mnie cokol­wiek bawi, bo czę­sto wycho­dzi, że pra­ca w kor­po­ra­cji rów­na się byciu nie­kre­atyw­ną maszyn­ką, a pri­mo: sama się do bycia maszyn­ką nie poczu­wam, secun­do: zna­jo­mych z pra­cy tyż tak nie postrze­gam. I już nawet nie chce mi się wzdy­chać, że nie bar­dzo widzę nie­któ­re bran­że bez kor­po­ra­cji, a zatem nie widzę tak nie­któ­rych dróg karie­ry, bo to odde­chu szko­da. Ale tak, pęd, trend, moda – jak zwał, ale jest. Bo trze­ba być wol­nym, nie­za­leż­nym… i ja tam powiem, że podzi­wiam tych co się na wła­sny biz­nes pory­wa­ją. Mi dobrze gdzie jestem, a po godzi­nach mogę roz­wi­jać się hob­by­stycz­nie 😉 Może kie­dyś do wyj­ścia na wła­sne doro­snę. Moż(rz) jest sze­ro­kie i głębokie. 🙂

    • Z per­spek­ty­wy cza­su widzę, że pra­ca w kor­po (6 lat) mia­ła mnó­stwo plu­sów w sto­sun­ku do pra­cy na wła­snym gar­nusz­ku (już 9 lat). I cho­ciaż nie­ko­niecz­nie i nie zawsze mia­łem pra­cę 9–17, to jed­nak na gło­wie nie mia­łem nawet dzie­sią­tej czę­ści tego, co mam teraz.
      Wzdy­chać na temat urlo­pów i płat­nych zwol­nień też nie będę, bo sama myśl o ZUS’ie tamu­je mi oddech 🙂

      A tak w ogó­le to cześć, roz­gość się 🙂

  • Roz­ba­wi­ła mnie ta dziew­czy­na. Cho­ciaż to moze nawet w sumie i zazdrosz­czę pew­no­ści sie­bie i podej­ścia do życia. Czło­wiek też był kie­dyś taki mło­dy, pięk­ny i naiwny..a teraz zosta­ło tylko..yy dam­mit- nic nie zostało 😛

    • Ja tam cią­gle jesz­cze bywam naiwny 😉

      Ale to chy­ba dla­te­go, że wie­rzę w dobro w ludziach i cza­sem dosta­ję po dupie. Ale mam faj­ne ćwi­cze­nia na pośla­dy, coby twar­de były do tego mięk­kie­go serca.

  • Daniel Chrzci­ciel

    Na gar­nusz­ku rodzi­ców nie żyję od dwu­dzie­ste­go pierw­sze­go roku życia. Wte­dy pier­dol­ną­łem stu­dia w kąt, bo nie mia­łem za bar­dzo za jeść, a co dopie­ro stu­dio­wać, ale myślę, że gdy­bym posie­dział tam dłu­żej to było­by mi łatwiej doro­bić się takie­go pozio­mu życia jaki mi potrzeb­ny. Niby to nie było jakoś cho­ler­nie daw­no, ale zdą­ży­łem prze­bić się przez spo­ro bran­ży, do któ­rych nie chcę wra­cać. Nadal liczę, że będę kie­dyś cały­mi dnia­mi sie­dzieć na górze pie­nię­dzy, ale póki co zapier­dzie­lam w mało stre­so­wej robo­cie za śred­nie pie­nią­dze i wła­ści­wie też jest dobrze. Dla mnie prio­ry­te­tem jest żeby posa­da była w mia­rę sta­bil­na i żeby mnie szlag w niej nie tra­fiał. Ani ze stre­su ani z prze­pra­co­wa­nia. Cóż, jestem leni­wym czło­wie­kiem nie­wiel­kich ambi­cji :/. Odpo­wia­da mi pro­ste życie i chy­ba nie muszę, a może nawet nie chcę biec na siłę do tego świa­ta z Insta­gra­ma. Nie kosz­tem szar­pa­nia sobie ner­wów i zapier­da­la­nia przez 25/24h n a dobę. Pozdrawiam! 🙂

    • A ja się jakoś tak dziw­nie wmik­so­wa­łem w coś, z pozio­mu cze­go Ci zaje­bi­ście zazdrosz­czę, bo i stre­su mam hek­ta­ry i prze­pra­co­wa­nia też. Ale mądry Polak po szkole 😉
      Ej no – “witam” i “pozdra­wiam” są na tym blo­gu zabronione 😀

  • Ja już nie ma żad­nych złu­dzeń i raczej racjo­nal­nie sta­ram się patrzeć na świat i na moją przy­szłość. Kie­dyś wie­rzy­łam, ze pod­bi­je świat, będę kimś wiel­kim i w ogó­le, że mogę wszyst­ko. Paskud­ne doświad­cze­nia i kło­dy, któ­re pada­ły wprost pod moje nogi wybi­ły mi sku­tecz­nie z łepe­ty­ny buja­nie w obłokach 😉

    • Masz 22 lata, o ile nic nie pomie­sza­łem i pamięć nie zawio­dła – jesz­cze cią­gle możesz wszystko 🙂

  • I tak i nie. Ale bar­dziej się zgadzam 😉
    Ja pew­ne­go dnia rzu­ci­łam wszyst­ko w cho­le­rę i wyje­cha­łam w men­tal­ne Bieszczady.
    Od począt­ku żyłam w prze­świad­cze­niu, że mi się pra­ca na wła­sną rękę powie­dzie. Może naiw­nie, ale za wia­rą szła cięż­ka pra­ca. Zaczy­na­łam od gro­szy, teraz nie mogą jakoś narze­kać. Ale nie o tym chcia­łam. Chcia­łam o tym, że nie ma leże­nia do góry ante­ną ( w moim przy­pad­ku do góry ante­na­mi sate­li­tar­ny­mi 😉 ) Jak trze­ba to i w nie­dzie­lę sie­dzę i roz­k­mi­niam, nie ma świąt, nie ma nic jeśli nie wyro­bię się z robo­tą. Sta­ram się wyra­biać, ale róż­nie bywa. I wku­rza mnie jak ktoś pisze do mnie- no chodź wyjdź z domu, na zaku­py pój­dzie­my, prze­cież możesz. Mogę, owszem, ale nie powin­nam jeśli sama sobie jestem sze­fem i każ­da godzi­na to dla mnie zaro­bek, albo jego brak.
    Ale i tak cie­szę się z tego gdzie jestem w tym momen­cie 🙂 I za cho­le­rę nie chcia­ła­bym wró­cić do szko­ły, chy­ba, że na histo­rię czy geo­gra­fię, albo inne inte­re­su­ją­ce mnie przedmioty 🙂

    • Bo to, jak wyglą­da życie na wła­snym gar­nusz­ku wie tyl­ko ten, kto jest na wła­snym gar­nusz­ku. Kie­dy sły­szę pier­do­ły w sty­lu “będę się reali­zo­wać, będę nie­za­leż­ny, będę robić, co kocham i kie­dy zechcę i zaro­bię kupę sia­na” to mam tu co naj­mniej o dwie rze­czy za dużo. Jak ktoś chce kupy sia­na, to nie może sobie pozwo­lić na to, żeby pra­co­wać “kie­dy chce”. No OK, szczę­śliw­com się uda­je. Tak samo jak wygrać w tot­ka. Ale chy­ba bym nie budo­wał na tym swo­je­go życia 🙂

      A ja bym wró­cił do liceum, pożył­bym za pie­nią­dze rodzi­ców chęt­nie 🙂 Tyl­ko z laska­mi był kło­pot, bo jed­nak Mała­żon­ka to Mała­Żon­ka i zawsze gdzieś­tam pod ręką, trze­ba się tro­chę mniej nabiegać 😉

      • Ja sobie robię raz na jakiś czas waka­cje i leżę, ale to wiesz nie często 😉
        Nie krad­nij anten, bo pój­dziesz sie­dzieć i będziesz na gar­nusz­ku państwa 😀

        • Albo w pysk dosta­nę z liścia za pcha­nie łap do anten i się skoń­czy dzień dziecka 😉

          No wiem. Nie­ste­ty wiem. Mam to samo. I co cie­ka­we, chy­ba wszy­scy zna­jo­mi, któ­rzy mają fir­my mają to samo – raz w roku, max dwa (waka­cje i ferie), bo nie bar­dzo się da to wszyst­ko zostawić.

    • BTW – ante­ny kradnę 🙂

  • 🙂