Pierdolnij korpo, załóż własną firmę, zarabiaj miliony i zacznij wreszcie żyć!

 

Mam ochotę w dzisiejszym wpisie kląć. Nie ze złości jednak. Bardziej z tęsknoty za tym, co minęło i chyba trochę smutku z powodu tego, co już wiem i przeżyłem. Dlaczego tak? Bo coraz częściej dopada mnie chęć pokiwania z politowaniem głowa nad ludźmi młodszymi ode mnie o 15-20 lat, którzy wierzą, że wszystko jest możliwe i że cały świat leży u ich stóp. I którym się wydaje, że wszystko wiedzą i wszystko mogą. A tak naprawdę ja już wiem, że to, co oni wiedzą i mogą to całe gówno. Ale tego akurat nie wiedzą. I mam ochotę kląć, bo jestem pierdolonym cynikiem i niestety ja już nie wierzę. I to jest kurewsko smutne. I tak. Będę pewnie dzisiaj rzucał kurwami. I pewnie nie tylko. I pewnie będzie długo.

Smutno mi też dlatego, że dzisiaj będzie taki tekst, jakich nigdy nie lubiłem – takich pełnych dobrych rad starszego, fajnego wujka. Takich dobrych rad próbował udzielać mi mój Ojciec i przez pierwsze 25 lat życia się zastanawiałem, kiedy wreszcie skończy pierdolić, bo tego się nie da słuchać, a ja przecież wiem lepiej, bo On stary jest i nie ogarnia zawiłości współczesnego świata. Dzisiejszy wpis świadczy o tym, że wszedłem z butami w „dojrzałość i dorosłość”, gdzie nie ma już czasu i miejsca na słodką naiwność. I strasznie to jest do dupy powiem Wam. Nie tyle świadomość wieku, bo mi to jakoś nie przeszkadza szczególnie, dopóki ja bez kłopotów rano wstaję i mi bez kłopotów staje. Do dupy jest to, że na bujanie w obłokach w moim życiu już po prostu nie ma miejsca i wszystkie moje marzenia muszą przejść przez filtr z napisem realność. Na szczęście mam przyziemne marzenia. No cóż – przyziemny ze mnie człowiek.

Bezpośrednie powody do napisania tego tekstu były dwa. Wczoraj byłem na szkoleniu, gdzie sobie pogadałem z innymi ludźmi, którzy też mają firmy, projektują wnętrza, produkują meble, zatrudniają ludzi i… też mają tego mniej lub bardziej dość. Drugi powód to dyskusja, która miała miejsce na jednym z blogów, który czytam. Celowo i z premedytacją nie podaję jego nazwy i zamazałem dane osoby, z którą rozmawiałem – bardzo możliwe, że w tym wpisie będę trochę robił sobie podśmiechujki z takiej naiwności, a nie chcę, żeby ten ktoś wziął to do siebie, bo to nothing personal jak mawiał każdy capo di tutti capi na hamerykańskich filmach. Poza nickiem nie ciacham niczego.

kariera i nadzieja

Słodka naiwności… Dlaczego już jej nie mam?

Na początku się trochę wkurzyłem z powodu mentorskiego tonu i chciałem się mocno odgryźć, bo co mnie gówniara będzie pouczać (21 lat – sprawdziłem). Ale potem chwilkę się zastanowiłem, uśmiechnąłem pod wąsem i stwierdziłem, że ja kiedyś też byłem bardzo młody (teraz jestem już tylko młody) i bardzo naiwny, więc bez sensu jest taka rozmowa, bo dopóki ktoś nie dostanie po własnej dupie, to niestety, ale pewnych rzeczy nie zrozumie i szkoda tracić energię na jałowe dyskusje. Do takiego zrozumienia niestety trzeba czasu i niestety, najczęściej doświadczeń z gatunku niekoniecznie przyjemnych (bo prawdą jest, że porażki uczą nas dużo więcej, niż sukcesy). Ale wcześniej czy później każdy to pojmie i przestanie żyć złudzeniami. A to jest bolesne i trudne.

Ba, teraz to chyba nawet jest gorzej, bo i dostęp do informacji szybszy i łatwiejszy. Kiedy ja byłem na końcówce studiów, nie było wszechobecnego netu (ok, był, ale rzadko u kogo). Nie było też facebooka. Tak, kiedyś były takie czasy. A teraz jest i to powoduje m.in. dwie rzeczy. Pierwsza to jest taka, że z każdej strony, z każdego portalu i każdego ekraniku atakują nas reklamy w stylu „Schudnij bez wysiłku w 30 dni”, „Zarabiaj po 1000$ dziennie poświęcając tylko godzinę”, „Usuń zmarszczki łykając te cudowne pigułki z jąder ślimaka brzuchonoga”, „Powąchaj kwiatki zerwane o północy w krainie, gdzie nie zapada zmrok i ciesz się wieczną erekcją”.  Efekt osiągasz szybko, skutecznie i kompletnie bez wysiłku.

Z tych samych ekraników atakują nas też nazwiska Zuckenberg (ten od fejsika), Silberman (dla odmiany od Pinteresta), Systrom (od Instagrama) czy Kardashian (od wielkiej dupy). I wiecie, co mają ze sobą wspólnego? Są stosunkowo młodzi i mają na kontach bardzo dużo zer z $ na końcu i nic nie muszą. Zarobili kupę siana szybko, skutecznie i kompletnie bez wysiłku leżąc do góry anteną. No dobra, Kim Kardashian leżała na czyjejś antenie. Tak to przynajmniej wygląda.

I drugą rzeczą, którą zawdzięczamy łatwo dostępnym ekranikom jest to, że nikt nie pokazuje tego, że do milionów czy miliardów na koncie trzeba po prostu dojść. Ciężką pracą, umiejętnościami, zdolnościami, talentem, dawaniem dupy, znajomościami i przede wszystkim ciężką pracą. I jeszcze ciężką pracą. Z bardzo nielicznymi wyjątkami, nikt nie mówi o tym, że trzeba się nieziemsko naharować, żeby mieć te parę baniek zielonych i móc sobie kupić willę z basenem i garażem pełnych błyszczących furaków. Pokazują Ci legendy o tym, że oni tacy piękni, młodzi i zdolni i nagle dorobili się miliardów. Nie zapierdalasz w pocie czoła i ścisku dupy przez kilka, kilkanaście lat po to, żeby wreszcie się dorobić, tylko nagle pstryk – teleportowałeś się z życia w wersji chujnia z grzybnią do życia w klasie luxury. Bez wysiłku, bez trudu, bez poświęceń – siedziałaś sobie w swoim szarym bloku z wielkiej płyty albo wziętym na kredyt rodziców mieszkanku i pyk!, Wróżka Chrzestna machnęła różdżką i nagle ktoś na meczu zrobi Ci zdjęcie i od dzisiaj królujesz na okładkach pism z cyckami. Żyłaś swoim szarym życiem w szarym bloku, nagle wpadł Książę i okazało się, że kryształowy pantofelek idealnie pasuje.

W bonusie robisz to, co kochasz, nic nie musisz przy okazji masz kupę siana i świetne życie bez trosk, trudów i znojów tego całego plebsu, który od dzisiaj Ci zazdrości patrząc na ekranik, na który wrzuciłaś najnowszą fotkę w butach Manolo Blahnika. A oczywiście do tego nie dojdziesz siedząc w korpo i marnując nieprzebrany swój potencjał. Rozwinąć skrzydła kreatywności i przedsiębiorczości możesz przecież tylko jako frilansjer albo hipsterski CEO jakiegoś startupa względnie jako chef knajpki slow food i koniecznie vege. Przecież w korpo to wyścig szczurów i jesteś tylko trybikiem w bezdusznej machinie. Bo cytując moją rozmówczynię: „od Ciebie i Twojej kreatywności i przedsiębiorczości zależy, ile będziesz zarabiał”.

Suprajz dziewczynko – gówno prawda. To ile będziesz zarabiać zależy od tego, ile Ci ktoś zapłaci. A żeby ktoś Ci zapłacił, to musi mieć za co. Czyli musisz temu komuś zaproponować i wycenić coś, za co on wyłoży szeleszczącą mamonę bo uzna, że warto. Ale żeby dojść do tego etapu, musisz się zdrowo nazapierdalać, bo takich samych kreatywnych jest wszędzie pełno i można przebierać. Mamy jakiś taki dziwny pęd na to, żeby każdy był wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, a że korpo jest bezduszne i w każdym indywidualizm zabija, to korporacje są na potęgę hejtowane. Tylko niewiele osób potrafi zrozumieć fakt, że takich „wyjątkowych kreatywnych” jest po pierwsze mnóstwo, a po drugie jak wyjątkowy będzie każdy, to tak naprawdę nie będzie nikt. Poza tym – jeśli tylko Ty (względnie jeszcze mamusia i tatuś) jesteś przeświadczona, że jesteś zajebista, to Cię rozczaruję – najczęściej nie jesteś.

Niewielki procent z tych wszystkich kreatywnych wybije się na tyle, żeby kreatywnie zapierdalając w miarę spokojnie i dostatnio żyć. Dla pozostałych „nie żyje się za pieniądze rodziców – to spory krok w dorosłe życie” skończy się jednak życiem na garnuszku rodziców co najmniej do 30-ki, bo nawet kreatywni i wyjątkowi żreć muszą, a ciągle się na Tobie nikt nie poznał na tyle, żeby te miliony Ci oferować. Najczęściej robiąc ten krok wyjebiesz się na glebę i stłuczesz sobie dupę. Jeśli w okolicy znajdzie się mamusia, która po pupci poklepie i przyklei plasterek, to tylko lepiej dla Ciebie. I nie, to nie będzie „za pieniądze rodziców”, bo przecież pijesz za swoje, a jedzenie jest tak przyziemne, że się nie liczy. Chyba, że z foodtrucków i można się na fejsie pochwalić znajomym.

Przekonani o własnej zajebistości mają błędne mniemanie o tym, że wystarczy odrobina szczęścia, mrugnięcie okiem opatrzności i nagle z nieba spadnie OKAZJA. Ok, to nie jest niemożliwe. Ale nawet jeśli spadnie, to sama się w sukces nie przekuje. Dlaczego zdecydowana większość lotto milionerów kończy jako bankruci? Dlaczego zdecydowana większość osób, które wygrały talent show, przepadły jak trampki w szatni?

Jak duże pieniądze zmieniłyby Twoje życie? Jeśli nie jesteś w stanie mieć na tyle silnej woli, żeby zmienić swoje życie z małymi kwotami, to duże także go nie zmienią. A na pewno nie na długo. Ot, tak dopóki się nie skończą.

Niewielki promil z tych wszystkich kreatywnych rzeczywiście wiedzie życie takie jak na okładkach gazet i fotkach z Instagrama. Ale jeśli wydaje Ci się, że nadal wtedy „możesz wziąć wolne w każdym czasie” i leżeć do góry anteną i nic nie musisz, to masz rację – wydaje Ci się. Wydaje Ci się również, że sam milion dolarów wystarczy do tego, żeby bez wysiłku stworzyć coś, co oglądasz na swoim ekraniku i zaczniesz wieść fabulous life. Nie, nie wystarczy. Oni też, a nawet zwłaszcza oni, musieli długo, bardzo długo i ciężko pracować na to, co mają. I pracują ciężko dalej. Nie teleportowali się do życia w klasie luxury. Doszli do niego zapierdalając, popełniając błędy, znosząc porażki i stawiając czoło przeciwnościom.

I jeśli śpieszno Ci do dorosłości i dojrzałości, jeśli śpieszno Ci do tego, żeby rzucić stabilną posadkę w korpo, bo przecież za chwilę zaczniesz nagle żyć życiem z Instagrama, to się zastanów. OK, może się to uda – niektórym się udaje, Tobie też może. To nie jest niemożliwe.

Zastanów się jednak, czy jesteś gotowa na długi i mozolny proces, czy oczekujesz teleportacji.

 

 

PS. Coś mnie zajebiście w związku z tym wpisem męczyło i już wiem co. Porównania do teleportacji użyłem zupełnie nieświadomie mając w głowie wpis Volanta, bo tam to pierwszy raz przeczytałem i to On jest jego autorem. Tak jak dłużej na to patrzę, to cały mój dzisiejszy tekst inspirowany jest w dużej mierze tym przeczytanym na Volantification. Może nawet bardziej, niż dyskusją z małolatą, więc klik powyżej i poczytajcie człowieka, który jest w tym mistrzem.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

68
Dodaj komentarz

avatar
26 Comment threads
42 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
28 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchAmelia PieniążekMr. KaffeinoPrzemysław "czarny" Piątekyakie-fayne.pl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Amelia Pieniążek
Gość

Bardzo dobry ten wpis, ale…
Ale gdybyśmy wszyscy rodzili się i wchodzili w dorosłość z entuzjazmem siedemdziesięcioletniego pierdziela, to nie byłoby żadnych Zuckerbergów, Musków, ani nawet Kardashianów 😉
Pozwól dziewczynce na odrobinę złudzeń, jak dołoży do tego ostry zapierdol (bo wcześniej czy później jakiś odsetek takich dziewczynek i chłopców zaczyna się orientować, że jednak bez zapierdolu się nie da), to może i zmieni świat, w którym żyjemy 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

W tym co mówiła, jakoś mi tego zapierdolu brakuje 🙂

Amelia Pieniążek
Gość

Jeszcze ma czas się obudzić 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Byle tylko chciała 🙂

Mr. Kaffeino
Gość

a to ją fantazja poniosła … z drugiej strony wcale się nie dziwię, że ma taką wyobraźnie – jak piszesz – cud miód recepty – życie leży otworem oby tylko w ten właściwy weszła bo w przeciwnym przypadku dopadnie ją …

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No właśnie, jak się nie myśli, to ten otwór może się okazać nie tym, co byśmy chcieli 🙂

Przemysław "czarny" Piątek
Gość

Zgadzam się z tobą w 100% i co najmniej 3 promilach. 🙂 nikt nikomu nic nie da za darmo, za darmo to można w ryj dostać, ale aktualnie dzieciaki wierzą w bajki że każdy szybko może zarobić swój milion. I to bez wysiłku. Bajki jak z carton network. Jeśli ktoś wierzy że to tylko szczęście to nie dalej wierzy w mikołaja i wróżkę zębuszkę. Ciężka praca jest dlatego że jest ciężka i wtedy i tylko wtedy można liczyć na jakieś rezultaty. No chyba że chcesz iść na sam szczyt dając dupy, to i tak tej dupy trzeba użyć wielokrotnie, aż będzie otarta czerwona i boląca, bo nic za darmo nie przychodzi…
trochę pesymistycznie, albo raczej realistycznie.
pozdrawiam. świetny tekst.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No i taka dupa też ma okres ważności, po którym ktoś sobie znajduje mniejszą i mniej zużytą. Ciężka praca jest mało medialna i się mało lajków dostaje, dlatego rzadko ją w necie pokazują 🙂

yakie-fayne.pl
Gość

ehhhh jak się chodziło do szkoły to się chciało iść do pracy, jak się znalazło pracę to się chciało robić na swoim, jak się już robi na swoim to się chce znów pracować u kogoś i nie mieć tego stresa lub ewentualnie powrócić do szkolnej ławy i mieć wszystko w zadku :d

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Wiesz jak to jest – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma 🙂

| Z naciskiem na szczęście
Gość

Zacząć coś własnego jest bradzo trudno. Tak naprawdę to praca 24h. Jednak myślę, że warto!
Pozdrawiam

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To zależy – czasami biznes pada po kilku latach ciężkiej pracy i wyrzeczeń i wtedy dopiero czujemy, jak życie mocno kopie…

Paulina
Gość

aż mnie trzęsie takie emocje we mnie poruszyłeś. Tym stwierdzeniem wygrałeś, jesteś moim mistrzem po prostu „Najczęściej robiąc ten krok wyjebiesz się na glebę i stłuczesz sobie dupę. Jeśli w okolicy znajdzie się mamusia, która po pupci poklepie i przyklei plasterek, to tylko lepiej dla Ciebie.”

Zastanawiam się czasami czy mój akt urodzenia nie jest podrobiony, albo czy w szpitalu mnie nie podmienili z jakimś innym noworodkiem co najmniej o jedno pokolenie starszym. I nie wiem czy to dlatego że życie zdążyło mi już porządnie skopać dupę, czy po prostu inne wartości mną kierują. Serce mnie boli, że od twojej „dziewczynki” z rozmowy nie wiele starsza jestem bo o całe 3 lata aż.. i w żołądku mnie się flaki gotują jak czytam takie pierdoły.
Od 10 lat sama pracuje na swoje zachcianki i nie mogę pojąć skąd w dzisiejszej młodzieży takie przekonanie, że im się wszystko należy. Myślą, że skończą studia i będą prowadzić luxury życie, naoglądają się instagramowych księżniczek i potem siano w mózgu zamiast priorytetów. Albo co gorsza gówno z dupy żreć będą od facetów w turbanach żeby tylko być Lux. Bo to takie modne i zajebiste jest.

Gdyby to tak działało, że nagle jakiś teleport życiowy mi się trafi to już dawno pławiłabym się w luksusach.. zresztą ja nie muszę mieć willi z basenem i wozić się bugatti.. Mam pomysł na swój biznes, który będzie wymagał nie dość, że od cholery poświecenia czasu i wyrzeczeń to jeszcze od cholery tych luxury dolarów, których szczęśliwie nie posiadam, ale za to jaka satysfakcja mnie dopadnie jak będę mogła spojrzeć na swoje dzieła i powiedzieć to moja ciężka praca, droga, pot krew i łzy, mnóstwo zmarnowanego hajsu (toteż, trzeba wziąć pod uwagę porażki i nie trafione inwestycje). I tak sobie czytałam ten wpis i taka konkluzja mnie naszła, że ja to taki człowiek jestem, że nawet gdybym miała możliwość pławić się w luksusach „od tak”, to wolałabym to osiągnąć swoją ciężką pracą. Jeśli otrzymujesz coś gotowe na tacy, to ani nie jest Twoje własne, ani satysfakcji nie daje. Jedyny plus taki, że masz to od razu. Ale nie na tym rzecz przecież polega.

Trochę chaotycznie zapewne mi to wyszło, sądzę jednak, że zrozumiesz co autor miał na myśli ;), ale tak to jest jak emocje buzują i tysiąc myśli na minutę się pojawia.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Teraz jest bardzo duże parcie na szkło – kiedyś to oznaczało tylko szklany ekran telewizora, gdzie się ciężko dostać nawet dzisiaj, a teraz masz każdy ekranik jak ten telewizyjny i jest dużo łatwiej. Ale i tu i tu ludzie zrobią wszystko albo jeszcze więcej, żeby się pokazać – będą się wozić po Azji i robić z siebie debili, albo skakać do basenu i robić jeszcze większych debili. Jest natomiast różnica, którą ciężko ludziom pojąć – profity z pokazania się w tv są zdecydowanie większe i pewniejsze i czasami robienie z siebie debila na ekranie smarcika nic nie da. Poza zrobieniem z siebie debila 🙂
Nikt też nie myśli o ciemnej stronie bycia celebrytą – zero prywatności, czasu dla siebie, ciągłe parcie na wygląd, ciągłe ocenianie. Ogólnie słabo, ale wystarczy popatrzeć na dary losu i pieniądze i nagle wszyscy głupieją.
Inna rzecz to lansowanie wszędzie podejścia – jesteś kreatywny, świat stoi otworem. Może i stoi, ale dopiero po pewnym czasie człowiek się przekonuje, którym 🙂

Anka z jakzdrowojesc.pl
Gość

przecież zawsze jest lepiej tam, gdzie nas nie ma…. Kiedyś moja Mama mi powtarzała: „chciałabym być tyle lat, co ty z taką wiedzą, jak mam teraz”. Dziś mam 35 lat i mogę powtórzyć te słowa z pełnym przekonaniem. Podsumowując, trzeba żyć każdą chwilą, nie narzekać i marudzić, tylko wycisnąć z każdego momentu tyle, ile się da (czytaj, pracować, uczyć się, wyciągać wnioski) ale tak optymistycznie. Każda porażka jest szansą, że spróbować jeszcze raz, ale mądrzej. Najbardziej mnie wkurza marudzenie, narzekanie, szukanie dziury w całym i mówienie, żeby się chciało czegoś innego niż jest – ale nic nie robiąc. Najwygodniej jest zawsze zrzucić odpowiedzialność za swoje życie na kogoś innego…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Masz świętą rację i uważam, że najwięcej marudzą zawsze ci, co nic nie robią w temacie zmiany swojej sytuacji. I czekają na gwiazdkę z nieba. Bo przecież są tacy super, że powinna spaść 🙂

Natalia Jaranowska
Gość

„skończy się jednak życiem na garnuszku rodziców co najmniej do 30-ki”? Ja to jednak żyję na innej planecie 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No i takich kosmitów to ja lubię 🙂

klubautora-itkgraf
Gość

Kto nie ryzykuje ten nie ma. Prawda jest taka, że korpo to taki wampir co wysysa krew i energię z człowieka. W pewnym momencie człowiek dochodzi do wniosku, że siedzi w więzieniu praw, norm, regulaminów i innych przepisów ustalanych przez korpo co bardzo ogranicza ruchy. No ni cholery nie idzie się w pełni rozwinąć (jakieś tam stopnie rozwoju można złapać, no ale…). Oczywiście nie można mówić tego o 100% korpo bo są pewne wyjątki gdzie pracownika traktuje się jak człowieka, a nie jak robota czy element pędzącej taśmy produkcyjnej. Być może za niecały milion lat doczekamy czasów gdzie będzie można na temat korpo wypowiadać się cieplejszymi słowami. A teraz trzeba się spinać i kombinować co innego. No chyba, że ktoś nie ma pomysłu na siebie i swoją posadkę uważa za ciepłą i bezpieczną to inna bajka.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Pomysł na siebie to nie wszystko, trzeba jeszcze duużo więcej pracy, niż w korpo i nieskończonych wręcz pokładów cierpliwości i samozaparcia. Tym bardziej, że w Polsce klimat do prowadzenia firmy jakiś niesprzyjający 🙂

Nieidealna Anna
Gość

A ja powiem ci tak, dobijam 30stki mam na koncie: męża, 2 koty, córę i lada moment kolejnego noworodka, W listopadzie kończy mi się etat w korpo … mogłabym wrócić po 2 msc bycia mamą i pracować. Ha ha dobre obie. Postanowiłam iść na swoje i trudno zaryzykuje. Mam zamiar w końcu zarabiać na siebie, traktować siebie na poziomie i w razie porażki spojrzeć w lustro i powiedzieć – nawaliłaś. Zaryzykuje mimo wszystko.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

I bardzo dobrze, bo to daje nadzieję na niezłe życie. Ale nie uda się bez ciężkiej pracy i niestety musisz mieć tego świadomość. Bo ta dziewczynka z komentarza chyba niekoniecznie o tym pamiętała albo wiedziała 🙂

Asia | amelushka
Gość

Wszystko ma swoje plusy i minusy. Bycie na swoim to często ciągła praca, 24h/dobę, może za wyjątkiem przerwy na sen, która zazwyczaj nie jest zbyt długa. A żeby odnieść sukces finansowy, trzeba włożyć w to wiele wysiłku albo po prostu mieć szczęście. Ale z drugiej strony, bycie na swoim to zazwyczaj zajmowanie się czymś co lubimy, co sprawia nam przyjemność, sami jesteśmy dla sobie szefem, nikt nie kontroluje tego, co robimy. Praca w korporacji też ma swoje blaski i cienie, jednak nie każdy potrafi się w niej odnaleźć. To nie zawsze jest praca do 16, która stanowi ciepłą i dochodową posadkę.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To akurat wiem, bo zanim zacząłem pracować na swoim pracowałem w korpo, do tego na stanowisku admina, na trzy zmiany, więc doskonale znam i jedno i drugie. Ale to dziewczę jak widać nie znało 🙂

Narwany
Gość

A ja Wam powiem, choć mogę się mylić, że to zależy od tego co dla kogo znaczy szczęście. Mając własną działalność, rozrkęcając ją a nawet już po rozkręceniu – zawsze musisz z czegoś zrezygonować, żeby się utrzymać. Nawet jeśli jest to robota, która sprawia Ci frajdę. W firmie musisz mieć trochę mniejszy łeb, bo masz w końcu szefa – z pewnych rzeczy rezygnujesz, ale też za cenę pewnej wolności osobistej. Zależy co, kto lubi 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dokładnie tak. A tutaj dziewczę mnie uświadamiało, że jak się rzuci korpo to świat stoi otworem. Może i stoi, pytanie tylko którym 🙂

Narwany
Gość

😀

Ama Ndra
Gość
Ama Ndra

Bardzo dobry wpis ! 🙂 Podziwiam

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A dzięki, zapraszam po więcej 🙂

Hania | MamaFit.pl
Gość

No i dobrze. Większość z nas przechodziła jakieś etapy, Ci co wychowywali się jeszcze w latach 80-tych to chociaż nie mieli złudzeń. A do swojej wartości dochodzili powoli, ucząc się na błędach i widząc szacunek w oczach innych. Zapał i wiara ważna rzecz, ale przejście od myślenia do działania to czasami kosmos. Zazwyczaj kosmos. A kto mniej gada, a więcej robi, ten poznaje życie od kuchni. I tyle.

Mówiła matka, kobieta pracująca, co to żadnej pracy się nie boi 😉
I czy te miliony takie ważne, no weźcie.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To jest właśnie to – „za moich czasów” (kocham to powiedzonko) nikt nam nie pokazywał, że wszystko robi się samo, trzeba było do wszystkiego dojść, i każdy wiedział, że ciężką pracą. Projektuję wnętrza i mam kontakt z różnymi ludźmi, powiem Ci szczerze, że takie pokolenie Instagrama jest najgorsze – wszystko wiedzą najlepiej, ciężko im wytłumaczyć, że w folderze jest kuchnia za 50 tysięcy na powierzchni 30 metrów kwadratowych i nie da się jej w takiej postaci zmieścić do mieszkania w bloku.
A miliony? Po co? Jaki byłby to cel w życiu, gdyby człowieka było na wszystko stać? 😉

Hania | MamaFit.pl
Gość

No wyobraźni brak. Bo wszystko na tacy podane 😉

Gender Gosposia
Gość

Do obrazka pięknych młodych z $ plus zera na koncie dodał bym nie pasujące do mitu początki. Wszyscy prawie z wymienionych i im podobnych, z nielicznymi wyjątkami zaczynali żywot ze sporym kapitałem. Liczonym w $ lub wiedzy i znajomościach zawrtych przez poprzednie pokolenia. Pierwsze i najtrudniejsze etapy dochodzenia do zer mieli już odbyte w kołysce..

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tylko naprawdę rzadko kto sobie z tego zdaje sprawę. Albo nawet jeśli zdają, to sami sie okłamują czy to z głupoty czy z lenistwa.

Dotee - Witaj Słońce
Gość

Ej ale jak ja nie lubię luxury, to mogę leżeć do góry brzuchem? Bo jak coś, to leżę.
Teleportacja nie istnieje, ale wcale bym jej nie chciała – a co tam na drugim końcu to niby lepiej? Jak komuś nie jest dobrze na początku, to i na końcu nie będzie.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Możesz, to na ten przykład moje ulubione zajęcie 🙂 No, poza pisaniem. I rowerem. I jedzeniem. I czytaniem.
O widzisz, i tutaj masz 12345% racji – Każdemu się wydaje, że jak wygra miliony to nagle będzie szczęśliwy. Jeśli nie był do tej pory, to i później nie będzie.