Teraz to same efekty specjalne w filmach i zero klimatu…

Co jakiś czas robię sobie seksualno-filmowy wieczór czy weekend. I nie, nie polega to na buszowaniu po redtube. Po prostu włączam sobie ciurkiem 5 sezonów „Supernatural” albo oglądam jakieś lekko już zardzewiałe hity i wszystko inne pieprzę. I ostatnio wrzuciłem na tapetę m.in. „Pamięć absolutną”, ale nie tą z Arnoldu Szwarcenegeru tylko tą z Colinu Farelu.

Potem z ciekawości poczytałem recenzje, oceny i trochę się zdziwiłem. Film jest głupi jak lato z radiem i nielogiczny jak składki na ZUS, ale w miarę się go przyjemnie ogląda, kobiełki cud malina (Kate Beckingsale kocham prawie jak Lisę Ann, tylko jakby bardziej platonicznie), efekty trzymają klasę. Miasto moim zdaniem jest pokazane w kapitalnie cyberpunkowym klimacie. Ot, taki odmóżdżacz na popołudnie. Ale został tak wszędzie straszliwie zjebany, a najczęstsze argumenty to: „teraz to same efekty specjalne w filmach i nie ma klimatu”, „w porównaniu do oryginału syf”, „Colinu jest drewniany” czy „po co robili remake, jak nie ma klimatu”. No bo przecież Arnoldu to aktor na  miarę Oscara, nie?

I tak sobie myślę – nastała moda na krytykowanie filmów, które właśnie się pojawiają na ekranach i nawiązują jakoś (prequel, sequel, remake, reboot itd.) do tych, które już kiedyś były. Do tego były świetne i zapadły w pamięć jako dobre czy wręcz kultowe. Bo najczęściej pojawiającym się argumentem jest właśnie „nadmiar efektów specjalnych i zero klimatu”. Tylko że moim zdaniem to nie sam film tworzy klimat, to tylko składowa, jakiś procent ogólnego wrażenia. Pozostała część zależy nie od samego filmu, ale od nas, widzów, od długości reklam, wreszcie nawet od tego, gdzie, kiedy i z kim się go ogląda. „Klimat filmu” to wypadkowa bardzo wielu rzeczy, nie samego filmu (no fakt, to pewnie jego największa, ale przecież nie jedyna cząstka).

Pamiętam, że kiedyś wyjście do kina np. na Gwiezdne Wojny czy Indianę Jonesa to było wydarzenie. Nikt nie śmiał siorbać coli i ciamkać popcornem (inna rzecz, że wtedy nie było multipleksów, a do kina się chodziło oglądać film, a nie jak do paśnika). Nie było dostępu do filmów tak, jak teraz, gdzie wystarczy smartfon i fajny abonament, żeby sobie oglądać filmy nawet siedząc w kiblu i waląc kloca.

Niech no mi ktoś wyjaśni, skąd u nas taka moda, żeby na siłę być mega-znawcą i mega krytykiem, zjechać każdy film, który nie jest psychodelą czy psychodramą mówiąca o ciężkim życiu, najlepiej nakręconą starą komórką i najlepiej czarno-biały? Albo jeszcze lepiej niech to będzie film bez sensu, ale potem możemy poszpanować, jacy my jesteśmy off i jak nas mainstream nudzi i drażni, a kino niezależne i artystyczne to nasza druga miłość po redtube i paczce chusteczek.

Kiedyś, na studiach jeszcze, byłem w klubie fotograficznym i kiedyś wybraliśmy się na jakiś pokaz filmów studentów z filmówki. Film wyglądał tak: gość (niewidoczny, widać tylko tors i ręce) wbija do wielkiego gara jajko za jajkiem, które to jajka bierze z wielkiej kupy jajek, a skorupki wyrzuca na drugą kupę. Szczerze mówiąc poza kupą i jajkami niczego innego w tym filmie nie było. Ale ponieważ zaproszeni byliśmy, to dzielnie przesiedzieliśmy prawie pół godziny i obejrzeliśmy do końca jak ktoś te jajka wybił do zera. I co było potem? TRZY godziny roztrząsania sensu życia według faceta wbijającego jajka do gara. Poważnie – posiedziałbym jeszcze z pół godziny i wyszedłbym z gotowym przepisem na życie wśród kupy i jaj. Nooo, ale klimat był, obowiązkowo.

Swego czasu miałem podobne podejście – kiedyś to było kino, a teraz to jest straszna lipa i tylko efekty specjalne w filmach zamiast… no właśnie. Czego? To fakt niezaprzeczalny, że opinia jest jak dupa i każdy ma swoją, więc oceniamy filmy pod kątem naszych własnych odczuć czy doznań estetycznych. Z tym się polemizować nie da. Jeden woli panienki, inny jak mu nogi śmierdzą i bardzo dobrze, bo nie jest nudno. Dlatego jak najbardziej rozumiem oceny filmów przez własny pryzmat – inaczej się nie da, bo ludzi w pełni obiektywnych nie ma. Tylko niech w tej ocenie będzie też trochę merytoryki, zarzutów nieco bardziej konkretnych, niż „brak klimatu”. No i do tego niech będą fajnie podane, żeby się to chciało czytać, nie? Dlatego tak bardzo lubię czytać pigouta czy zwierza – piszą obydwoje z jajem (chociaż to zupełnie różne jaja, pewnie jedno z lewym, drugie z prawym), nie boją się wyrazić swojej opinii, ale to nie jest suche „nie podoba mi się”, mamy argumenty mniej lub bardziej konkretne.

Filmem, który już jakiś czas temu przełamał u mnie to nastawienie był „Avatar”. I też – poszedłem do kina z synem dla towarzystwa, z przymusu prawie, dodatkowo na 3D (czego nie znoszę, bo noszę okulary i jak mam na nosie dwie pary pingli to tylko czekam, kiedy mi chrząstka pęknie) i byłem oczarowany światem, który zobaczyłem. Naprawdę, zapadłem w świat Pandory i tak mi już zostało. Nagle efekty specjalne w filmach zaczęły mieć dla mnie ogromne znaczenie, a ich brak zaczął mi przeszkadzać. Stały się dla mnie równorzędnym graczem w filmie, bez którego najlepsze nawet aktorstwo czy reżyseria nie pomoże. Oczywiście mówimy o pewnego rodzaju filmach, ale ja wielokrotnie podkreślam, że kocham szeroko rozumianą fantastykę, a do kina chodzę dla rozrywki, a nie żeby sobie psychologicznie pogrzebać palcem w dupie. Ale z drugiej strony – czy jest w tej chwili film kręcony bez grama efektów wizualnych czy specjalnych? Przecież nawet Hanka wjebała się w kartonowe pudła, a nie w prawdziwą ścianę, nie?

W ramach przypomnienia wrzuciłem sobie też ostatnio na tapetę stare Bondy, jeszcze te z Seanem Connerym – sceny bijatyk jeszcze jakoś przeżyłem, chociaż paździerz potworny, ale scen pościgu nie zniese. Wyłączyłem film i stwierdziłem, że daję sobie spokój, bo zabijam sobie w głowie wspomnienia o filmach właśnie klimatycznych, które kiedyś przeżywałem, którymi jarałem się jeszcze długo, długo po tym, jak wyszedłem z kina.

I dlatego, moim zdaniem, określenie „film ma klimat” jest tak bardzo subiektywne, że traci dla mnie na wartości jako argument merytoryczny.

Ale za to jak hipstersko brzmi…

 

 

Fot: fotolia, autor: vladimirkolens


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

48
Dodaj komentarz

avatar
16 Comment threads
32 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
Motyw KobietyJacek eM: dizajnuchPierdoła saska (Marša)Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.euKasia Motyka Kocikowa Dolina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Pierdoła saska (Marša)
Gość

„ma klimat” to coś co piszę, co prawda głównie odnośnie opowiadań na forum, gdy podobało mi się, ale nie umiem rozebrać tego podobania się na części pierwsze xD Hasło wytrych trochę wg mnie, z czego zdaję sobie sprawę, ale ciiii. W dodatku mONdrze brzmi 😉
Brak klimatu zarzucam rzadko, bo jak coś nie gra to zwykle jakoś łatwiej daje się zidentyfikować xD

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tylko wiesz, ten klimat to się często lubi rozklimacić i wtedy oglądasz coś, czym się jarałaś dajmy na to 5 lat temu i zamiast wielkiego jebnięcia jest jakieś takie prrr 🙂

Pierdoła saska (Marša)
Gość

Dokładnie. Dlatego to takie ładne puste określenie na teraz. A potem jest potem 😉 Ale jeśli chce się napisać coś, co przetrwa próbę czasu, to… cóż xD

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A potem i tak nikt nie czyta starych recenzji 😀

Pierdoła saska (Marša)
Gość

Nailed it! XD

A już zwłaszcza ich autor – w teorii

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Też lubisz sobie poczytać swoje stare wpisy? 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Oj tak. Cisza jest bardzo niedoceniana.

Kasia Motyka Kocikowa Dolina
Gość
Kasia Motyka Kocikowa Dolina

Szalony…ale goła prawda wywalona 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Już tak mam, nie poradzę 🙂

Mr. Kaffeino
Gość

Pisałem kiedyś o efektach czy bardziej efekciarstwie – efekt jako dopełnienie filmu, główna fabuła, aktor doklejany na siłę. Lubię efekty specjalne jednakże oglądając film, w którym jest tylko ta jedna część mocno eksponowana mnie nudzi. Kino ma teraz ogromne możliwości (specjaliści od f/x) i odnoszę wrażenie, że jest jak z muzyką disco pol- najpier melodia a potem słowa.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Bo idealnie jest, kiedy jedno z drugim współgra. Według mnie „Łotr 1” wypełnił to zadanie rewelacyjnie. Ale ten akurat film miał i łatwiej i trudniej jednocześnie – trudniej, bo wiadomo, trzeba zmierzyć się z legendą. A łatwiej, bo wystarczyło, że Vader pojawił się na chwilę na ekranie i wszyscy się posikali (inna spraw, że wejście miał konkretne).

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Ja jednak wolę „Pamięć” z Arnoldem. Co prawa scenografia papierowa, ale jakoś klimat był głębszy. W nowej wersji są IMO faktycznie tylko efekty. Gdyby tak się dało połączyć efekty ze starym klimatem to byłby hicior. Przynajmniej dla starszego (mojego) pokolenia. Bo młode woli efekty. Zresztą to podstawowe prawo marketingu. Jest popyt, jest podaż. Skoro filmy z samymi efektami (bez konieczności głębszego myślenia) się sprzedają to znaczy, że ludzie chcą takie oglądać.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A oglądałeś może „Pamięć” jakoś tak niedawno? Kiedy już byłem dużym chłopcem i trochę inaczej patrzysz na filmy? Ja ostatnio oglądałem „Łowce androidów” – film kultowy i niesamowity… do kiedyś. Po obejrzeniu po raz kolejny zastanawiam się, o co takie halo? To straszne jest, ale chyba nie ma co wracać do starszych dobrych albo bardzo dobrych filmów, bo jest duże niebezpieczeństwo, że staną się średnie albo takie se.

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Nową pamięć oglądałem jakoś tak niedługo po jej zrobieniu.
Starą odpalam sobie średnio raz w roku, żeby poczuć ten klimat, mimo iż widać na nim znak czasu 🙂
Łowcę widziałem chyba z rok temu. To jednak trochę nie mój klimat, film jakoś nigdy do mnie nie trafiał. Zbyt… hmm… psychologiczny, a ja w fantastyce wolę jednak trochę więcej akcji. Niemniej i tak rok temu o wiele bardziej mi się podobał niż kilkanaście lat temu. Może więcej zrozumiałem 🙂
Jednak mimo wielu braków technicznych wciąż i tak uważam je za lepsze od współczesnych. Do nich chce się wracać, bo współczesnych niekoniecznie.
Nawet taki Bourne dla przykładu. Co jakiś czas robimy sobie z żoną maraton 3 pierwszych części. Ostatnią obejrzałem raz i… chyba wystarczy 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Cholera, zazdroszczę Ci. Bo ja co nie odpalę jakiegoś starocia, to mam poczucie, że coś we mnie umarło albo ja się zestarzałem – jedynie Gwiezdne Wojny się uchowały, Obcy i Indiana Jones. No i nie wiedzieć czemu „Ja, robot” – uwielbiam ten film i mogę oglądać i oglądać.

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Obcego też jakoś nigdy nie do końca lubiłem. Fajny, ale nie mój klimat. Z SW trochę przesadziłem (ale to przez córkę, która miała fazę, że przez kilka miesięcy oglądała je dzień w dzień, chociaż miała wtedy jakieś 3 lata i niewiele rozumiała) i teraz niekoniecznie mi leżą. Nawet Rogue One jeszcze nie widziałem. IJ na szczęście wciąż oglądam z przyjemnością, chociaż… tylko 3 pierwsze części. Z ostatniej fajne są niektóre fragmenty, ale jako całość – słabo.
Ja, Robot fajny, ale… tu dla mnie leży wykonanie. Jest zbyt sterylny (zwłaszcza te roboty). Lubię, kiedy w SF czuć „ciężar” obiektów, tak jak w starych SW. W Episodach I-III to wszystko było nowe, czyste, sterylne i takie… nieprawdziwe.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

„Ósmy pasażer Nostromo” mi nigdy nie leżał, ale „Decydujące starcie” to dla mnie poezja. W sumie to jedyny Alien, którego kocham, resztę tylko mniej lub bardziej lubię.
A „Lotra 1” polecam z czystym sumieniem – jest klimat starych dobrych Gwiezdnych Wojen, ale jest tez duzo tego „brudu” o jakim mówisz i to nie tylko w warstwie wizualnej, w fabularnej tez – nie jest to wszystko takie czarno-białe, jakby się mogło wydawać.

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

W kinach już chyba nie ma, czekam więc na możliwość obejrzenia w domu 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Daj znać, jak wrażenia 🙂

Monika | Konfabula.pl
Gość

Dla mnie są filmy dla efektów (i tu akcja może być nawet debilna, byle aktorzy dawali radę, a nie grali jak drewno) i są filmy z przesłaniem – jeśli znalazłabym przesłanie w obrazie wbijania jajek to pewnie bym taki obejrzała. Przykładowo takie „12 gniewnych ludzi” czy nowsza „Rzeź” – filmy zrobione w jednym pomieszczeniu, tylko z rozmową gromadki ludzi, a jakie wciągające! Nie poszłabym na nie do kina – bo właśnie w kinie lubię oglądać efekty, ale na bank bym je obejrzała.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Mam to samo z nastawieniem do chodzenia do kina – lubię tam pójść i obejrzeć film, który te metry kwadratowe i waty w głośnikach wykorzysta dając mi niczym nieskrępowaną radochę.
A ten film o jajkach nie wiem, jakie miał przesłanie. Może ktoś chciał upiec ogromny biszkopt albo zrobić największy omlet w tej części Europy?

Wilk
Gość

Kino lubię, bywam często, zmęczyłem „Karateków z kanionu żółtej rzeczki” (poważnie), zatem uzurpuje sobie prawo do wypowiedzenia się.
Nie zgodzę się z Tobą jakoby jakość/poziom filmu były determinowane przez okoliczności i czynniki zewnętrze, inne niż sam film. Nie namawiam Cię do zmiany zdania, ale w moim przekonaniu o tym czy film jest kaszaniasty czy nie, decyduje sam film.
Agent Jej Królewskiej Mości? Mam podobnie. Jestem Bondo filem i każdego nowego muszę obejrzeć najszybciej jak się tylko da, ale pierwszych odcinków z S. Connerym nie daję rady. Był czas, że cmokałem i w towarzystwie nazywałem je kultowymi. Znalazłem więc kiedyś pod choinką całą serię tych kultowych Bondów. No i … odpuściłem po kilkunastu minutach. To faktycznie zabijanie wspomnień. To nie jest żadna klasyka, czy sztuka. To filmy tworzone jako zwykła rozrywka, a nasze gusta oraz możliwości techniczne wytwórni filmowych mocno się pod tym kątem zmieniły i obecnie egzystują na innym pułapie. Nie ma co się oszukiwać, że chamska imitacja naparzanki rodem z amerykańskich zapasów może być ekscytująca.
A co do opinii, niby każdy może ją wyrażać. Zabronić nie możemy. Ja tą bezwzględną krytykę, o której wspominasz rozciągnąłbym w sumie na wszystkie dziedziny życia. W zasadzie to nie jest krytyka, bo za krytyką podążają argumenty, z którymi się można zgadzać lub nie, ale jednak są. Natomiast to o czym mówisz nazwałbym deprecjacją. A deprecjacja to najprostsza i najłatwiejsza droga by się ustawiać w pozycji eksperta. Obniżyć rangę czemuś, komuś, znaczy się znać na rzeczy. Pozerwstwo maluczkich.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Coś w tym jest. Każdy może dzisiaj być krytykiem wszystkiego, zwłaszcza blogerzy się w to bardzo mocno bawią, ale nie tylko. Poczytaj sobie dyskusje na filmwebie na przykład – jadu jak na cobra show.

Wilk
Gość

Masz rację, takie „eksperckie” zachowania stały się niestety również blogerską przypadłością. Ale co się dziwić. Większość blogerów to wyjadacze dawnych forów różnego rodzaju, gdzie takie coś kwitło. Obecnie to blogi i komentarze niejako przejęły taką rolę. Sam często łapie się na tym, że przybieram jakiś idiotyczny mentorski ton wypowiedzi. Pal sześć jeśli mam coś do zakomunikowania, ale czasem gówno wiem w temacie, a mędrkuje. Broni mnie tylko to, że mam świadomość swojego ułomnego zachowania. A zdiagnozowany i rozpoznany problem, to połowa sukcesu.
Filmweb omijam, bądź korzystam sporadycznie. Chyba tylko w przypadkach gdy chcę poznać polski tytuł danego filmu/serialu. Zazwyczaj z tego co można tam wyczytać wynika, że rzadko który film jest wart obejrzenia. Czasem szukam przyjemnego filmu na wieczór, który będzie stanowił dobrą rozrywkę, a jednocześnie nie będzie ani kaszaną, ani Bergmanem i okazuje się, że taki nie istnieje. Wszystko musi być sztuką lub kultowe.

Teresa M. Ebis
Gość

Aż chce się powiedzieć „sorry, taki mamy klimat.” 😉

Ale wróćmy do oceniania kinematografii, tej na wyższym i niższym poziomie.
Owego czasu znany był film Atlas chmur rodzeństwa Wachowskich, ekranizacji powieści zresztą. Większość film oceniła źle, żeby nie rzec, że wrypała w świeże łajno w oborze. A ja? A ja się zakochałam w filmie, przeczytałam z apetytem powieść a oceny innych wsadziłam między lewy a prawy mój pośladek, seksowny z resztą.
Podobnie z ocenami Avatara. Uwielbiam! Chyba taka już jestem, jak ktoś coś źle ocenia to muszę sama sprawdzić dlaczego. To w pewnym sensie mnie motywuje do sprawdzenia co jest takie złe 😀
Z jednym się tylko muszę zgodzić – Hobbita spieprzyli. Ale ten film akurat oceniam nie tylko z perspektywy widza, ale i (a może przede wszystkim) miłośniczki twórczości Tolkiena.
Rany, jak większość zjechała Jacksona tak na 80%, to u mnie by dostał 150% dodatkowe dwie obory. Z łajnem 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja akurat Tolkiena nie bardzo trawię, ale filmy naprawdę wymiatają. Choć przyznam się, że Hobbita jeszcze nie widziałem i nie tęsknię. Nie, że mam coś bardzo anty, po prostu nie jest jakoś wysoko na mojej liście.
Ja może mam za niskie wymagania co do filmów? A może rozdzielam filmy, w których o coś chodzi, od tych, które po prostu są rozrywką? Widzę ich mankamenty (jak np. w Batmanie v Superman), ale jakoś nie psuje mi to radochy jakoś mocno. Może to starość i stateczność? 😉

Teresa M. Ebis
Gość

Tak, to starość i umiejętność podziału filmów na lekko strawne po robotniczym odmóżdżaniu i na takie, które pozwalając się zamóżdżyć i pomyśleć 🙂 Przy tych ostatnich przydaje się mózg, przy tych pierwszych mózg został w pracy 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dobre, zapamiętam i kto wie, czy nie skradnę 😀

Zaniczka
Gość

No cóż pragnę dodać że to zachowanie od wieki wieków w nas jest, Rozkmina dziury w dziurze, ile Ulissesa jest w Ulissesie i o co kaman z mandarynkami u Prousta. Zachwycamy się sztuką przez wielkie SZ puszką po zupie czy też malowaniem fajfusem. Musimy szukać drugiego dna nawet tam gdzie go nie ma. Po co? Nie mam za cholerę pojęcia. Co prawda przechodziłam ten sam etap co Ty u mnie to się nazywało DKF i też cholera wie co oglądaliśmy. Na szczęście obecnie jestem na etapie „nic nie muszę” i rozrywka ma spełniać swoje zadanie, czyli mnie rozrywać. Uwielbiam fantasy, filmy katastroficzne i inne proste kino. Nie ma to jak włączyć sobie slashera i zapić polską wódką (nie żadne JD) z tonikiem.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Mówisz, że taki hipsterstwo to trochę kwestia wieku?

Autopogoń
Gość

a mnie to jednak denerwuje. to, że tworząc film, nie staramy się stworzyć oryginalnej fabuły, czegoś ciekawego, tylko idziemy tylko w efekty, tworząc puste produkcje, które są tylko wyścigiem technologii. nie wiem, może mówię tak, bo osobiście nie potrafię się zachwycać taką rozrywką 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Czy ta rozrywka ma zachwycać? Chyba nie takie założenie mają twórcy – ma zapewnić rozrywkę i tyle. A, i kasę dać zarobić 🙂

Autopogoń
Gość

no jasne 🙂 ja tylko mówię, że do mnie to nie trafia.

Asia | Less Fear
Gość

To się bierze chyba z tej tendencji do przeceniania starych dobrych czasów – wcześniejsze było lepsze bo… byliśmy wtedy młodsi, bardziej pełni entuzjazmu, może mniej krytyczni. A wydaje mi się, że gdybyśmy taką pierwszą część z serii obejrzeli po raz pierwszy właśnie teraz, wcale nie bylibyśmy tak oczarowani.

Ostatnio byłam na drugiej części Trainspotting. I wrażenie zrobił na mnie chyba jeszcze większe, niż pierwsza.
Pada tam akurat dobry cytat „To nostalgia. Jesteś turystą we własnej młodości”.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To zdanie dobre, bardzo dobre. Coraz częściej się przyłapuję na tym, że „za moich czasów…” 🙂
I masz rację – stare, dobre filmy, obejrzane przeze mnie raz jeszcze zazwyczaj mocno rozczarowują. Dlatego tak nie lubię najeżdżania na nowe produkcje, ot tak, dla samego najeżdżania.

Patrycja | Zielona Małpa
Gość

A ja tam Bondy lubię. I właśnie przypomniałam sobie, że w zeszłym roku miałam wszystkie obejrzeć i zrecenzować, ale na 15. (?) się zatrzymałam i ani rusz dalej. A miało być tak pięknie.
W filmach można doceniać różne elementy, ja na przykład doceniam, kiedy albo pojawia się małpa, albo jest wspomniana (tak samo w książkach). Dlatego w ostatnim czasie prowadzę mały notatnik, w którym te małpy odznaczam. W Bondach niestety małp ze świecą szukać.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No mnie wnerwia ta sztucznizna – biją się szyucznie, całują się sztucznie, giną sztucznie, w ogóle mam czasem wrażenie jakbym szkolne przedstawienie oglądał.
A „Planetę małp” widziałaś? Tę w oryginale?

Patrycja | Zielona Małpa
Gość

Wydaje mi się, że widziałam gdzieś na etapie 10 lat. Ale szczerze nic z tego nie pamiętam. Domyślam się tylko, że małpoludów tam sporo i efekty, jak na te lata przystało 🙂

Motyw Kobiety
Gość

Uśmiałam się 😀 Jakiś czas temu w mojej głowie pojawiła się podobna myśl – trudno ją nazwać od razu rozkminą, ale pamiętam, że skończyło się na tym, że jak ktoś chce to znajdzie coś dla siebie. Można iść na festiwal filmów alternatywnych i ciurkiem oglądać pakistańsko-gruzińskie produkcje ; nawet bez lektora, albo potrzebować odmóżdżenia, ujścia emocji jakiegoś takiego resetu i wybrać się na coś efekciarskiego.
Mogłabym jeszcze dodać, że lubię filmy z przekazem, po których coś tam myślisz głębiej, ale skoro obejrzałam „Maczetę” (nie chciałam, mąż oglądał, przysiadłam się na chwilę) i zdanie, które zapadło mi w mózg i serce brzmiało ; „Jest prawo i jest sprawiedliwość” i na tych kilku słowach uświadomiłam sobie tę jednocześnie okrutną jak i uwalniającą prawdę, to znaczy, że tak naprawdę każdy film może mieć sens.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tym ostatnim zdaniem mnie dobiłaś. Nawet Grey?? 😉

Motyw Kobiety
Gość

Tak. Grey na przykład może uświadomić, że każda minuta życia jest darem, a 2h spędzone na oglądania Greya można wykorzystać np.wsłuchując się w zbawienną ciszę.

Maciej Wojtas
Gość

„Co jakiś czas robię sobie seksualno-filmowy wieczór czy weekend. I nie, nie polega to na buszowaniu po redtube. Po prostu włączam sobie ciurkiem 5 sezonów „Supernatural” albo oglądam jakieś lekko już zardzewiałe hity i wszystko inne pieprzę. ”

Zaskoczyłeś mnie i to nieźle 🙂 Sądziłem, że to zdanie zakończy się w łóżku, a tu taka niespodzianka 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Haha, w łóżku się zazwyczaj kończy, ale to nie to, co myślisz 🙂

Maciej Wojtas
Gość

:)))

Renia Hannolainen ↟ Ronja
Gość

Omg, wbijanie jajek do garnka – fantastyczny pomysł na wiekopomne dzieło 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Na trzeźwo się tego nie da ogarnąć 🙂