Bo remont to szkoła życia lepsza jest niż wojsko, cz.3: a słowo gównem się stało

 

Wiecie, dlaczego słowa „front” i „remont” się rymują? Bo trzeba cały czas mieć oczy dookoła głowy, jako że nigdy nie wiesz, z której strony dostaniesz strzała. Musisz na wszystko uważać, inaczej skończysz pokiereszowany, z nieodwracalnie poranioną psychiką czy zespołem stresu pourazowego.

Tak szczerze mówiąc, nawet jeśli ani na chwilę nie stracisz czujności, to i tak wcale nie oznacza, że dobry los oszczędzi Ci stresu, który poryje w głowie bruzdy głębokie jak Rów Mariański, odbierze chęć do życia i radość ze współżycia. Zresztą, jakiego współżycia?? „Stres”, „kobieta” i „współżycie” w jednym zdaniu to mieszanka… niemożliwa.

 

Ale najpierw było słowo…

⇒Poprzedni odcinek opowieści spod znaku zmagań z kaflem, panelem i płytą regip­so­wą pozostawił mnie w Wielką Sobotę, jakoś tak popołudniu, zjebanego jak koń po westernie demolką i sprzątaniem po niej. Chociaż bądźmy precyzyjni – samo rozwalanie ścian wcale nie jest szczególnie męczące, zwłaszcza przy użyciu młota pewnej znanej marki, ale nie powiem której, bo mi nie płacą (jeszcze) za reklamę. Pot, krew i łzy zaczynają się, kiedy cały ten rozpierdolnik trzeba wywieźć 6 pięter w dół, do kontenera.

Nie chce mi się przeliczać tego na kilogramy czy tony, ale plecy mi powiedziały, żebym następnym razem poszedł eksperymentować na kimś innym i jebnął się w głowę przy okazji, bo jak jeszcze raz wyskoczę z takim pomysłem, to się skończy nasza przyjaźń i przypomną mi termin nie do końca medyczny „rwa kulszowa”. Na nic zdało się moje tłumaczenie, że to nie mój był pomysł, tylko MałejŻonki – z plecami nie pogadasz, prawda? Z MałąŻonką też nie pogadasz. I bądź tu mądry…

Ale o co chodzi z tym słowem?

Otóż przypomnę:

Eki­pant (na potrze­by nar­ra­cji ponownie nazwij­my go Pan­kra­cy), dał nam słowo, że wejdzie uskuteczniać remont po Wielkanocy. Stąd MałaŻonka miotana typowym dla kobiecego gatunku ściskiem dupy zmieszanym z permanentnym brakiem cierpliwości (a może to nie kobiety per se, tylko kobiety-żony tak mają?) pogoniła mnie do noszenia na kwadrat zakupów zakupionych w pewnym markecie budowlanym oraz wyburzania ścian.

Wszystko po to, żeby ekipant Pankracy miał mniej do robienia, jako że zasygnalizował nam, że jego słowo nie do końca jest jako ta stal niezłomna i może się o te dwa tygodnie obsunąć, bo mu na inwestycji naszych klientów nie idzie jakoś (to na tej ładnej, ⇒co wrzuciłem na Instagram). A jak po obsunięciu się będzie miał mniej do robienia, to jego spóźnienie nie będzie miało wielkiego wpływu na termin ostateczny zakończenia prac. Logiczne to, więc choć plecy napierdalały mnie tak mocno, jak i wszystko inne, to mocno nie protestowałem, tylko zacisnąłem kły i zasuwałem z kaflami pod górę, a z gruzem w dół.

 

…gówno warte!

Pankracy dał więc nam już drugie słowo, że jednak wejdzie te dwa tygodnie później. W połowie dwóch tygodni później przywiózł na kwadrat jakieś swoje graty, więc zaczęło to wyglądać cokolwiek obiecująco, bo jak przecież na miejscówkę graty przywiezione, to nie sobie o tako, tylko leżą i miejsce trzymają, co nie? 

I tak owe graty sobie leżały, leżały, leżały, aż zaczął kończyć się kwiecień, a tu z ich leżenia nic nie wynikało. W międzyczasie klienci zaczęli do mnie dzwonić, gdzie się ekipant Pankracy podziewa, bo jakoś robota nie idzie, a miała się do Wielkanocy skończyć. Zdziwiony takim obrotem sprawy odpaliłem w moim bajeranckim smartfonie prymitywną funkcję zadzwoń do i zadzwoniłem do. Niestety, ekipant Pankracy nie odebrał raz, drugi, trzeci i kilkanaście razów następnych przez kilkanaście następnych dni. Gdzieś tam po drodze upolowała go telefonicznie MałaŻonka, której powiedział, że jeszcze trochę się opóźni, ale w długi majowy weekend wejdzie i nadrobi zaległości.   

I tu proszę ja Was pojawiła się istotna różnica zdań pomiędzy mną, a Panią Matką. Otóż Ona miała już serdecznie dość ściemniania przez cały miesiąc, nieodbierania telefonów i całej tej sytuacji, że chuj wie, co się dzieje, bo się nie dodzwonisz. Ja natomiast stałem twardo na stanowisku, że Pankracy dobry jest fachowiec, ino mu coś nie idzie ostatnimi czasy z terminami, więc poczekajmy, aż przylezie i zrobi. Bo dużo bardziej wolimy mieć zrobione dobrze, niż terminowo, skoro już musimy wybierać. Miesiąc obsuwy na budowie – co to jest? Sagrada Família się buduje od 1882r. i jeszcze nie jest skończona. O autostradzie z Wrocławia do Hrubieszowa nie wspomnę.

Długi majowy weekend spędziłem na walce z meblami jakoś tak, jak poniżej (bo pracownicy mają wolne, czego nie można powiedzieć o małżonku szanownej Pani Prezes, a terminy cisną):

Majówka krwiożerczego kapitalisty…"Panie Jacku, już można montować, przyjeżdżajcie, bo jesteśmy miesiąc po terminie"No miesiąc, miesiąc, ale może by #klajent szanowny remont skończył…

Gepostet von Dizajnuch am Sonntag, 29. April 2018

Co ciekawe, później się dowiedziałem, że „wejście” na długi majowy weekend i nadrobienie zaległości Pankracy obiecał tym klientom z powyższego obrazka. Jakoś się nie spotkaliśmy, co mnie jakoś strasznie nie zdziwiło. Ale za to spowodowało, że straciłem resztki cierpliwości, bo ja rozumiem, że niektórzy rzeczy niemożliwe to załatwiają od ręki, ale jakim kurwa cudem Pankracy miałby być w dwóch miejscach jednocześnie? Poza tym po powyższym pojebowisku widać, że nie zostało mu roboty na dzień, tylko na jakieś 2 tygodnie. Z czego wniosek prosty – u nas się zjawi najwcześniej w połowie maja.

Powyższe spowodowało, że nasze do tej pory różne poglądy na temat postępu prac zmieniły się na poglądy wspólne i takie same – obydwoje wkurwiliśmy się potężnie na Pankracego i korzystając z okazji, że wiemy, gdzie mieszka (bo robiliśmy mu kurwa za friko projekt chaty – przecież znajomkom trzeba kurwa pomagać, durne, naiwne łosie), złożyliśmy mu wizytę. Tak po prawdzie wizytę złożyła mu MałaŻonka, bo ja spędzałem czas gdzieś na tych obrazkach powyżej. I zastała środek imprezy, co to przecież nie ma się co dziwić, bo jak inaczej długi majowy weekend spędzać? W robocie?

Wkurwieni mocarnie zaczęliśmy szukać ekipantów, którzy mogli by nam remont zrobić. Robimy w tej branży tyle lat, więc znamy tych ekip tyle, a do tego dobrych, że co to będzie za problem. No więc co to był za problem będzie wiedział tylko ten, kto w maju szuka dobrej, powtarzam, DOBREJ ekipy na już. Buhaha. Najwcześniej koniec września moi drodzy, może Was wcisnę.

 

Był to nie powiem, moment mojego załamania się.

Nie chciało mi się wierzyć, że koleś, który dostaje od nas od jakiś 7, może 8 lat robotę, i to z gatunku takiej tłuściutkiej typu cały dom, całe mieszkanie, nie jakieś tak popierdółki w stylu „pogładź pan ściany, a pomaluję se sam, bo taniej”. Koleś, który właściwie nie musi się od lat troszczyć o pozyskiwanie klientów (teraz budowlańcom klienci z ręki jedzą, ale te parę lat temu nie było im tak słodko). I to takich, którzy mu zapłacą bez wielkiego krzywienia się 15K PLN za remont łazienki, wróć, za ROBOCIZNĘ podczas remontu łazienki. Bo z polecenia od pani architekt. A że pani architekt jest najlepszym projektantem wnętrz, jakiego znam, co widzą i klienci, to pewnie i ekipantów ma najlepszych. Ergo – warto płacić, bo będzie picuś glancuś i mucha nie siada, bo się boi.

Nie chciało mi się wierzyć, że taki koleś najnormalniej w świecie nas dyma w dupę, bo to nie kwestia tego, że tak zarobiony, tylko ma tak wyjebane.

Odbyła się wtedy poważna rozmowa. Nie wiem, czy to kwestia stężenia kurew, gróźb czy próśb, względnie uroku osobistego MałęjŻonki, ale Pankracy znowu dał słowo, że za chwilę przyśle nam kogoś na budowę, żeby jakoś ten remont ruszył do przodu.

I tym razem, dla odmiany, słowa dotrzymał i przysłał nam elektryka, gościa od regipsów, od kafli i hydraulika.

Pełni nadziei wreszcie spojrzeliśmy w przyszłość, bo skoro już na obiekcie pojawili się jacyś fachowcy, to już usza­mi duszy sły­sze­li­śmy ten sze­lest i ten brzęk mamony z wynajmu.

Co się mogło nie udać?

 

O kur­wa, a od cze­go by tu zacząć…

 

 

PS. Gdyby naszła Cię ochota na poczytanie poprzednich części opo­wie­ści spod zna­ku zma­gań z kaflem, pane­lem i pły­tą regip­so­wą, to podrzucam linki:
⇒część pierwsza o kupnie mieszkania;
⇒część druga o pracach przedremontowych, czyli o burzeniu ścian.

 

Fot: depositphotos, autor: coolfonk

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

12
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchKasia Motyka Kocikowa DolinaPaweł |Bookworm on the RunKarola | Życie MeAsia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Magdalena B-P
Gość

Mnie wystarczy, że czasem obserwuję z poziomu sprzątaczki, jak pracują niektóre Pankracowe firmy i za ciula nie mogę pojąć dlaczego w miarę zamożny Belg zatrudnia ciągle tę samą firmę Pankracego do wszelakich remontów, bo ja bym ich wypieprzyła na zbity pysk już za pierwszym razem i zatrudniła kogoś normalnego, co nie tylko zrobi co ma zrobić, ale zrobi to sprawnie i szybko nie rozjebując niczego przy tym… Tyle że gostek sam nie zna się na tego typu robocie i pewnie nawet nie wie, jak trzyma się młotek czy pędzel to pewnikiem myśli, że tak ma być i wszycho jest oki i że to np normalne jest że folię zabezpieczającą podłogę przykleja się srebrną taśmą albo że okna maluje się przy rozwiniętych roletach 🤦🏼‍♀️. A Pankracym w to graj… Tylko mnie wkurw bierze, jak patrzę teraz na tę drewniana podłogę w paski i te rolety ujebane zieloną olejną farbą – nie moje, ale wiem kto za tym stoi i mnie to wnerwia, bo takie kutafony robią nam Polakom złą opinię na obczyźnie. Tyle tylko że Janusze z Pankracym wrócą do Polszy i będą się smiać jak to wyciulali Belga, a ja tu będę mieszkać i wstydzić się za ” naszych” 🤬. Jak ja nienawidzę roboty naodpierdol!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Wiesz, to w ogóle jest szersze pojęcie, a widzę to u niektórych stolarzy, którzy pracowali u nas. Robię swoje i mam wyjebane – uwalę ścianę? Trudno. Porysuję podłogę? Co z tego? Zero takiego myślenia, że chcemy, żeby ten klient miał po prostu zrobione dobrze i nic nie popsute poza tym.
Fakt faktem, że sa różni klienci, do tego stopnia, że mieliśmy kiedyś gościa, który suwmiarką elektroniczną mierzył szczeliny pomiędzy frontami i kłócił się, że są o pół, słownie PÓŁ milimetra różne. Dopiero jak mu wyskoczyłem z normami, to się odwalił. Ech, ludzie są różni i z tej, i z drugiej strony 🙂

Dawid Lasociński/Swiathegemona
Gość

Teraz wiem czemu nie robię remontu mieszkania od jakiś 10 lat i widzę, że prędko nie zrobię. A Pankracy mi mojego ulubionego stolarza przypomina, co to przez pół roku nie mógł dotrzeć. Trochę narzędzi po ekipach, co to nie przyszły też mama w piwnicy – tanio odstąpię 🙂
A na takich fachowców Stanisław Barańczak napisał limeryk:
„Gdy znów wziął zaliczkę zdun z Niedzicy
I znikł, wersja „Porwali mnie dzicy
Zielonkawi Cyganie z Saturna”
Za szesnastym razem troszkę durna
Zdała się wszystkim bez różnicy”.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Wiesz, tylko Pankracy był wielokrotnie sprawdzony. Widać zawsze musi być ten pierwszy raz :/

A wierszyk genialny 😀

Asia
Gość

To ja jestem jednak szczęściarą, bo trafiła mi się ekipa kompletna, słowna i w 3 miesiące się wyrobili.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Władca ekipy pod tytułem Pankracy robił dla nas bez przesady dziesiątki inwestycji i nigdy nie było problemów tego typu. Wiadomo, jak to na budowach, coś wyskakiwało, ale wszystko było ok. A tu nagle taka wtopa. Dramat

Karola | Życie Me
Gość

Ło mateczko! Aż się boję tego, o czym napiszesz w kolejnej części. :O

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No to już możesz poczytać 🙂

Paweł |Bookworm on the Run
Gość

Dlaczego to wszędzie musi wyglądać tak samo? 🙁
Numer z pozostawieniem narzędzi to bardzo popularny numer, zawsze to podnosi pewność zlecającego, że robota będzie wkrótce wykonana (bo pan fachura przecież zostawił narzędzia,drabinę). Nic bardziej mylnego – dobry fachura to ma i z pięć kompletów „rekwizytów”, które pełnią funkcję zaklepywacza roboty…
„Pojebowisko” – bosz, jakie to prawdziwe…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tak bardzo masz rację – w następnym wpisie się okaże, że to rzeczywiście jakaś atrapa była, pewnie taka funkcyjna, jak mówisz, do zaklepywania robót 😀

Kasia Motyka Kocikowa Dolina
Gość
Kasia Motyka Kocikowa Dolina

Mam jednego, solidnego Pankracego, Heniem zwnego w mojej opowieści… oczekuję na niego od lutego bo wiem, że jak wejdzie, to wyjdzie wtedy, kiedy się zobliguje wyjść… a narzędzia są mu potrzebne jednak, bo u mnie żadne się nie walają 😉 Pozdro Jacek . Masz chociaż temat na kilka dobrych postów 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Przez te wszystkie 7-8 lat, kiedy z Pankracym współpracowaliśmy zawsze uważałem, że warto czekać. Dlatego tyle czasu to trwało, zanim ich wywaliliśmy. Bo dopiero jak się okazało, że to nie ekipanci Pankracego robią, tylko jacyś z łapanki, to ich wywaliliśmy.

Poczytasz o tym w następnym odcinku 🙂