Nie sraj we własne gniazdo, czyli pogadajmy o Blog Conference Poznań.

 

Minął cieplutki majowy weekend, minął najazd blogerów na spokojną stolicę Pyrlandii, minął Blog Conference Poznań. Pewnie za chwilę zaroi się od przeróżnych relacji, dobrych rad, konstruktywnych wniosków, hejtów, narzekań i słów zachwytu, które cwani i świeżo wyedukowani na konferencji blogerzy ubiorą w mniej lub bardziej clickbaitowe tytuły, leady czy obrazki. Czy to źle czy dobrze? Ano jak to było na slajdach u Wojtka Wawrzaka – to zależy.

To moja druga blogerska impreza – pierwszą był rok temu WroBlog, który doczekał się entuzjastycznego zbioru równie entuzjastycznych refleksji. Ale z pierwszymi razami tak to już jest – albo jest ból i wstyd, albo jest huraoptymizm i chcę więcej. Tak czy siak ogląd całości bywa zaburzony choćby przez banalny brak odniesienia. Na BCP pojechałem też nieźle podjarany, ale zupełnie czym innym, niż samo BCP. Wrócimy do tego, nie uciekajcie.

 

Co w BCP nie zagrało tak w miarę obiektywnie?

Już na samej konferencji słyszało się głosy krytyczne, bo rzeczywiście parę rzeczy na Blog Conference Poznań zgrzytnęło. Ale mam wrażenie, że to raczej takie maluchy jak ja, ale nie tak stare i chore na mituwisizm jak ja, mają najwięcej pretensji. A do tego chorują na wcale nie tak rzadką chorobę „jestem zajebisty i wyjątkowy”.  Że fantów nie było (heloł!! to Poznań przecież!!). Że LIDL karmił tylko w niedzielę. Że w kółko to samo na prelekcjach. Że ktoś się ośmielił blogerów krytykować. I tak dalej, i tak dalej. Czytałem też już u kogoś o tych brakach (i tylko o brakach). To wszystko prawda, zgadzam się, mnie też to przeszkadzało, ale raczej mniej niż bardziej. Tak, nie podobało mi się to, ale… do tego też wrócimy, nie uciekajcie.

Fakt jest faktem – chyba impreza potknęła się o samą siebie i za bardzo spuchła. Widać to było, że sponsorzy trochę liczyli złotówki i liczba ponad 1K uczestników wielu przestraszyła. Tym bardziej moim zdaniem ukłony dla organizatorów za to, że jednak się to udało. Choć nie powiem, brak darmowej kawy (albo płatnej, ale za to dobrej i dużej) po ledwie 5 godzinach snu jest nieludzki i za to daję klapsa, choć tak półżartem, bo bez jaj – to nie jest wielki wydatek, taki jeden kubeczek i można sobie zafundować, ale nie było gdzie. Bo jednak taka z targowego bufeto-baru to nie boski napar z wysranych przez lisy ziarenek zaparzony na porannej rosie i zalany spienionym sojowym mlekiem bez glutenu, laktozy i mleka. Drugiego daję za brak jakiejś paszy na miejscu – ciekawe, czy to MTP nie zezwoliło na kilka foodtrucków, czy też nie udało się żadnych znaleźć? No co, że o żarciu tylko? Na diecie jestem, muszę jeść, nie?

A teraz poważniej.

Dawało się takie niedociągnięcia zauważyć, czasami przeszkadzały, czasami nie bardzo. Były. I będą zawsze, kiedy się urządza imprezę tej wielkości, ALE TO SZCZEGÓŁY. PIERDOŁY. Tak to już jest i tylko kiedy się widzi błędy, to można je poprawić, więc ekipo BCP – nie wrzucajcie mnie na przyszły rok na listę „tego pana nie obsługujemy”, co?

 

Co w BCP nie zagrało tak bardzo subiektywnie?

Mnie osobiście nie podobało się to, że tak bardzo blog był prawie wszędzie traktowany jako produkt i maszynka do zarabiania siana. Chyba tylko u Janiny odnalazłem ten fun, który blogowaniu towarzyszy. Przynajmniej chciałbym, żeby towarzyszył. Nie zrozumcie mnie źle – to nie jest absolutnie nic złego, kiedy ktoś na blogach zarabia, zarabia dużo i zarabia sprzedając swoje produkty. Ale kiedy jest to tak bardzo na serio, z biznesplanami i całą masą dziwnych angielskich słówek o biznesie, strategii czy marketingu, to mi tu czegoś brakuje.

Spontanu, radości, cieszenia się tym pisaniem, patrzenia na świat i, a może nawet przede wszystkim, na swojego bloga, przez różowe okulary. Po prostu. Ja piszę, bo lubię pisać i wiecie, zabrzmi to może mało skromnie, ale uwielbiam tym pisaniem sprawiać ludziom przyjemność. Ale przecież fakt, że ktoś założył bloga TYLKO I WYŁĄCZNIE po to, żeby na nim zarabiać wcale nie jest podejściem gorszym albo lepszym, prawda? Jest podejściem innym. I tyle. Jeśli ktoś nie potrafi sobie sam zorganizować kalendarza i potrzebuje kogoś, kto mu to zrobi za kasę, to dlaczego nie? Co w tym złego? Nic, ABSOLUTNIE NIC. Tylko, że dla mnie to już nie jest TO, o co chodzi w blogowaniu.

Kto wie, jak wreszcie wszyscy się poznają na tym, jaki jestem zajebisty i zarobię milijony monet, to bez planu na dwa lata do przodu nie pozwolę sobie nawet na takie szaleństwo, jak zamiana koloru skarpetek z czwartkowych na niedzielne, ale póki co zdecydowanie wolę blogowanie na luzie bez parcia na cyferki, więc dla mnie osobiście jedno wystąpienie Janiny było więcej warte, niż wszystkie inne o tworzeniu kursów, pozycjonowaniu i tak dalej (oczywiście bez umniejszania im jakiejkolwiek wartości merytorycznej, ja po prostu się nie znam na biznesowaniu w blogowaniu i nie tędy widzę swoją w nim drogę).

Plus jeszcze jedno spostrzeżenie – to, że ktoś fajnie pisze wcale nie musi znaczyć, że będzie też fajnie mówił i porwie tłumy. Niektórzy blogerzy niekoniecznie powinni wychylać się poza słowo pisane, za to niektórzy zdecydowanie tak.

 

A dlaczego minusy nie są tak istotne i co naprawdę jest ważne?

LUDZIE! (tak, to tu wróciliśmy do tego, o czym wcześniej tajemniczo przerwałem).

Nawet kiedy słucham czegoś, z czym się nie zgadzam i co mnie śmiertelnie nudzi, ale widzę w prelegencie pasję, to ją doceniam i człowieka też. Nawet kiedy słucham czegoś, z czym się w pełni zgadzam, ale forma podania tego powoduje moje wielkie zieeeew, to i tak doceniam temat i człowieka też. Bo mogą być dla mnie inspiracją i nauką – wnioski można przecież wyciągać nie tylko z pozytywów, prawda?

Jedyni ludzie, których omijam to tacy, którzy mają dupę wyżej nosa, a ten i tak bardzo zadarty, choć obiektywnych powodów zadzierania brak. Ale to blogerzy, więc mamy to w wpisane w CV jako cechy i umiejętności. Takich ludzi szanuję za to, że potrafią mieć o sobie wysokie mniemanie wbrew zdrowemu rozsądkowi i logicznym przesłankom, ale tak świat jest skonstruowany, że bez rozpychania się łokciami daleko nie zajedziesz. I nawet to może być nauką i inspiracją, bo fałszywa skromność może być tak samo zła, jak bezpodstawnie wysokie mniemanie o sobie.

To ludzie, ta cała grupa zajawionych na ten czy inny sposób tworzenia w sieci osób. Każdy, ale do dosłownie KAŻDY z tych ludzi jest w stanie coś wnieść do Twojego blogowania, a może i życia. Nawet jeśli nie otworzy Ci drzwi kariery (bo umówmy się – znajomości to podstawa, jak w każdym jednym biznesie), to coś podpowie, doradzi, czy choćby wysłucha albo razem wypije piwko. To LUDZIE tworzą i są blogosferą i to właśnie LUDZIE, a nie pieniądze są w tej blogosferze wartością. Fakt, miło jest, jak jedno i drugie sobie harmonijnie współdziała, ale warto nie tracić z oczu tego, co jest ważne.

I dlatego, jeśli ktoś mnie zapyta kiedykolwiek, czy warto jeździć na konferencje blogerów, to odpowiem bez chwili wahania: TAK, WARTO! Nawet bardziej po to, żeby poznawać nowych ludzi niż czerpać wiedzę z prelekcji czy warsztatów. Taką wiedzę znajdziecie sobie w sieci, a kontaktu z żywą osobą przy kilku łykach procentowych napojów nic Wam nie zastąpi. I takiej osobie możesz się wyżalić, że coś jest nie tak na konferencji, jak powinno, coś Cię gniecie i uwiera. Tak szczerze, od serca, bo lubisz tę osobę i masz do niej zaufanie – wiesz, że ponarzekacie razem, ale ważne jest to właśnie słowo: RAZEM!

I dlatego moim zdaniem nawet jeśli widzę w takiej imprezie sporo braków, to nie sram we własne gniazdo i nie pyszczę dookoła licząc na lajki i kliki, że było chujowo. Bo jeśli dla Ciebie było, to po prostu nie spotkałeś odpowiednich ludzi.

I tyle.

 

 

PS. KOTy – jesteście zajebiści!! Dziękuję WAM za ten weekend.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

109 Comments on this post

  1. Oby na SeeBloggers była dobra kawa 😉

    Zakazanna / Odpowiedz
  2. Super Konferencja 🙂 Dla mnie pierwszy raz no i nie ostatni 🙂
    Pozdrawiam

    Jakub Przybylski / Odpowiedz
  3. Pisanie dla radości pisania i dla przyjemności czytających to najlepsza motywacja do tworzenia. 🙂 Biznesowe blogi mnie nie kręcą. Wpadam na nie gdy czegoś potrzebuję, poczytam, skorzystam z porad i tyle mnie tam widziano. Krecą mnie takie, w których widać prawdziwego człowieka. 🙂
    Co do takich spotkań, chyba mam fobię na tłumy. 🙂

    • Wiesz Basiu, nie widzę niczego złego, kiedy za tą motywacją idą też pieniądze, bo niby dlaczego nie? Ale kiedy to pieniądze i tylko one są tą motywacją, to mi tu czegoś brakuje.
      Kiedy spotkasz na takiej imprezie kilka bratnich dusz, to niezauważasz tych tłumów w ogóle. No, chyba że w kolejce do toalety 🙂

  4. w życiu na takiej imprezie nie byłam, a nie ukrywam, bardzo bym chciała, ale… no z czym do ludzi? może za rok, albo dwa jak ludzie zechcą do mnie przyjść i zostać, a nie dlatego że się w grupach wzajemnej adoracji promuję… :/ ale ja nie o tym… nie wiem właśnie czy to ja ostatnio tylko na takie blogi trafiam czy to jakaś moda z tym doradzaniem jak zarabiać, jak pisać, jak się lansować… SEO wyskakujące po 5 razy w każdym zdaniu… kurde… i jak czytam teksty typu: zrób research, sprawdź jaką treść chcą dostać czytelnicy, jakiej treści poszukują, to myślę sobie, że powinnam dać sobie spokój… bo jeśli wszyscy na około trąbią o Magdzie Ż., a ja nie mam ochoty o tym pisać?… bo wiem, że ludzie lubią sensację, a ja nie chcę być kolejnym Super Expressem czy innym Faktem? no to po co mi to? 😐

    Mondro / Odpowiedz
    • Ludzie naprawdę mają tendencję do przeceniania siły tej mitycznej „grupy wzajemnej adoracji”. Czytelnicy to myślące stworzenia – raczej lubię myśleć, że lajkują i reagują na treści, które im się podobają, a nie te, na które ktoś im każe reagować.

      • Myślę dokłądnie tak samo i tylko to mnie trzyma przy blogowym życiu, bo za stary jestem na ogarnianie SEO i wszystkiego tego, co za blogami często stoi. Fajnie jest po prostu pisać, a fejm niech kiedyś nadejdzie sam 🙂

    • Grupy z fejsa szczerze mówiąc w tej chwili za bardzo spuchły i raczej się na nich nie wypromujesz, bo tam już tylko kom/kom i obs/obs. Szukaj mniejszych, bardziej kameralnych – tam jeszcze nie ma najazdu gimbazy kosmetyczno-modowej 🙂

  5. Bardzo ciekawe spostrzeżenia, miałam podobne, szczególnie o pasji i przyjemności z pisania 🙂 Wiem, że dla wielu ludzi blog to praca i jedyne źródło zarobków, albo chociaż perspektywa dorobienia czegoś, ale cieszę sie, że jest dużo, bardzo dużo osób pozytywnie zakręconych, którzy po prostu robią swoje i mają z tego fun. Żałuję jedynie, że nie miałam okazji poznać więcej takich osób, ale będą jeszcze okazje 🙂

  6. Jakaś tam kawa była, nie marudź! Ale powiem jedno – after był bardziej udany niż zeszłoroczny, bo było tam sporo Kotów 😉 A poza tym osobiście żałuję jednego: że nie mam tego zegarka co Hermiona z powieści Rowling, by być w dwóch miejscach na raz, bo nie mogłam być na Janinie…

  7. I ja miałem jechać. Ale tak sobie pomyślałem, że z jednym postem na miesiąc to tak trochę wstyd będzie się pokazać na salonach 😀

  8. Ludzie! <3 MNie nie było, ale dzięki tym ludziom- wiem co się działo i żałuję że mnie nie było! Ale co się odwlecze..;)
    ps. Ja się nie nadaje na zarabianie, biznesplany, itp. Stefcia i Kryśki nie da się okiełznać 😀

    Blogierka / Odpowiedz
  9. o i tym mnie ująłeś 🙂 pomału przestaję czytać blogi, które wyglądają jak słupy ogłoszeniowe. Gdzie jest ta radość z pisania, dzielenia się życiem ( w granicach rozsądku) kasa przy okazji a nie na pierwszym miejscu.

    Mr. Kaffeino / Odpowiedz
  10. Jak cycki 😀

    nieprzyzwoitka / Odpowiedz
  11. „Ja piszę, bo lubię pisać i wiecie, zabrzmi to może mało skromnie, ale uwielbiam tym pisaniem sprawiać ludziom przyjemność” <3 <3 <3.

    Goga / Odpowiedz
  12. Dzięki, Jacek! Strasznie długo myślałam nad tą prelekcją, bo chciałam by każdy mógł z niej coś wyciągnąć – nieważne jak długo bloguje, jakie ma blogowe cele i o czym piszę. Cieszę się, że w Twojej opinii to mi się udało. I zgadzam się z Tobą, że najważniejsze w takich wydarzeniach są możliwości i kontakty – ja dotychczas byłam tylko na dwóch konferencjach blogowych, ale zawsze je sobie cenię, bo to jedyna taka możliwość porozmawiać z tak wieloma ludźmi z internetu, ja się zawsze tam czuję jak labrador w fabryce kiełbasy.

    JaninaDaily / Odpowiedz
    • Jezusicku kochany teraz mogę umrzeć. No dobra, jeszcze została mi do przybicia piątka z Magdą Grzebyk i fotka z Segrittą 🙂

      Dałaś tak bardzo radę, że znowu poczułem to, czego od kilku miesięcy już nie czułem – chęć i radochę z pisania. Dodatkowo Twoja opowieść o tym, że pisałaś dwa lata, zanim to się udało to była najlepsza mowa motywacyjna, jaką słyszałem. Szczerze mówiąc dopiero na konferencji (nie powiem na czyjej prelekcji, bo się obrazi) zajrzałem do Ciebie i wsiąkłem na amen. I za to wszystko Ci dziękuję.

    • Ja to żałuję, opróćz spotkania z blogującymi znajomymi, że nie poznałam Ciebie Janina!
      Babka z jajami i dystansem do całego blogowego świata i życia! <3

  13. Jest pewnie kilka wyjść na to by wszyscy byli zadowoleni. Albo ograniczymy liczbę jak to miało miejsce we wcześniejszych edycjach i Ci którzy chcą przyjechać jedynie po darmowe prezenciki od sponsorów się nie dostaną lub wprowadzimy opłaty (konferencje marketingowe z podobnym programem to koszt 700-800 zł), wtedy będzie i jedzenie i kawa. Jak uważasz co będzie lepsze?

    By coś zrobić dla blogerów, ja dopłacam do tej imprezy, więc jeśli ktoś chce przyjechać jedynie po gifty i darmową kawę to od razy zaznaczę, to nie jest impreza dla takich ludzi. Na BCP jedzie się po wiedzę i by się integrować.

    Sorry też jeśli ktoś nie wie na co jedzie…

    „Blog Conference Poznań (#BCPoznan) to wydarzenie związane z biznesową stroną blogosfery.
    Potwierdzamy, że blogowanie to praca i jest to poważne zajęcie z bardzo dużym potencjałem reklamowym.
    Stawiamy na merytoryczne i praktyczne prelekcje, uczymy jak budować własną markę i relacje z klientem.”

    Piotr Kostecki / Odpowiedz
    • Aj widzisz, nie do końca chyba jasno napisałem, bo zarówno o fantach, jak i o kawie piszę ironicznie i tak, żeby takie chciejstwo wyśmiać. Tym bardziej, że bardzo mocno doceniam fakt, że udało się Wam konferencję tej skali zorganizować, co też napisałem i za możliwość wzięcia w niej udziału jestem wdzięczny. Więc jeśli odbierasz to jako hejt, to nie taka była moja intencja. I też uważam, że jeśli ktoś jechał po fanty i tylko po fanty, to chyba go pogrzało.

      Piszę też, że jakiekolwiek braki wydumane lub nie, nie są tak ważne, jak ta integracja właśnie i spotkanie z innymi, którzy mają taką samą zajawkę.

      Nie są też tak ważne, jak ta wiedza, o ktorej piszesz, a że to trochę inna wiedza, niż myślałem, to wcale nie oznacza, że w jakikolwiek sposób gorsza. Fakt, wiedziałem, że będzie biznesowo, ale miałem nadzieję, że nie tylko.

      Czyli raz jeszcze, otwartym tekstem – konferencja była świetna, integracja również, prelekcje pod względem merytorycznym tak samo, a że to trochę nie moja droga wcale nie oznacza, że to było złe. Przeczytałem wpis bardzo krytyczny o BCP, nie pamietam u kogo i dlatego napisałem o tym, że nie powinno się takich imprez hejtować. Czy sam to robię? Moim zdaniem nie, ale może nie dość jasno to widać.

  14. Ja zawsze czuję się ogromnie onieśmielona takimi tłumami, ale po wstępnym rozruszaniu zapominam o tym i nie mam z tym większego problemu. Dlatego dobrze jest wypatrzeć znajomą twarz na samym początku, żeby dodała otuchy 🙂
    Co do konferencji, to spełniłam wszystkie moje cele, więc jestem zadowolona. Mogłam tylko pogadać z większą ilością blogerów, ale i tak przebiłam swoje oczekiwania, więc chyba tylko szukam powodu do narzekania 🙂
    Przyznam, że brakowało mi dobrego obiadu na miejscu, bo ten, który kupiłam w tej restauracji na dole był niespecjalnie smaczny i kolejnego dnia szukałam już na mieście.
    Co do fantów, brakowało mi jakiegoś jednego, który jednoznacznie kojarzyłby się z moją obecnością tam. Ale w końcu stwierdziłam, że identyfikator też się nada na pamiątkę (ja z tych pamiątkowiczowych).
    Wróciłam z Poznania z masą motywacji, więc uważam, że tak czy inaczej, opłacało się 🙂

    Będę pewnie znów celowała we WroBloga, bo wyczerpałam cały budżet na wyjazdy w tym roku 🙂

  15. Mnie tam nie kręca takie „zloty” ale z przyjemnością poznałabym osoby, które znam tylko wirtualnie 😉 Poznań – moje rodzinne, zajebiste miasto. Zapomniałeś wspomnieć jakie jest piękne i że koziołki widziałeś (lub nie?)

    …ale, że fantów nie było hehe 😀 😀 To spora grupa osób musiała być bardzo zawiedziona 🙂

    wysmakowana_pl / Odpowiedz
  16. No i teraz wiem, dlaczego wszyscy tak tych UU pragną 🙂

  17. Zawsze czułem się wykluczony z blogosfery, ale po każdej takiej relacji z blogerskich zjazdów, uczucie jest jeszcze 10 razy silniejsze. Wszyscy wszystkich znają, zbijają piąteczki, a ja sam jak ten palec. Smuteczek. Cała nadzieja w SeeBlogers.

    PigOut / Odpowiedz
  18. W wielu punktach się z tobą zgadzam. Szczególnie z tym, że blogowanie zostaje sprowadzone wyłącznie do zarabiania pieniędzy – bloger to człowiek, który już zarabia lub niezwykle usilnie do tego dąży. Ci co piszą, bo lubią są najwyżej „blogerami”. I tak, jak nie widzę nic złego w chęci zarabiania na dobrych tekstach, pisaniu z pasją czy tworzeniu wartościowego produktu blogowego, to wkurza mnie gloryfikacja wszelkich działań promocyjno marketingowych, kosztem dobrego pisania. To jest tak jak z kawą, możesz mieć tę swoją wysraną przez lisy o poranku lub takie konferencyjne popłuczyny w plastikowym kubku.
    Oprócz dobrego tekstu w blogowaniu ważni są ludzie. Byłem na jednej konferencji, ale tam możliwość spotkania porozmawiania z innymi blogerami była niemal zerowa. Blogerzy trzymali się w małych, bardzo hermetycznych grupkach, co mnie zniechęciło do dużych eventów. Nie wiem czy w Poznaniu były jakieś wydarzenia sprzyjające wzajemnemu poznawaniu się integracji? Oczywiście, oprócz wieczornego picia?

    • Chyba trafiłeś w sedno, bo właśnie promowanie zarabiania kosztem jakości jest słabe. A gdzie wchodzi kasa, tam przestaje się liczyć człowiek.
      Nie wiem, czy jakieś działania animacyjne w ogóle miałyby sens wśród blogerów – wielu to jednak nolajfy i introwertycy 🙂 Z drugiej strony nigdy się nie spotkałem z tym, żeby ktoś mnie spuścił na drzewo, kiedy chciałem pogadać, nawet jeśli podchodziłem do tych „wielkich”.

      • „gdzie wchodzi kasa, tam przestaje się liczyć człowiek” – czyli jeśli dostaniesz kiedyś propozycję zarobienia na blogu, to z wystawieniem pierwszej faktury zaczniesz być gnojem? Czy zmieniasz się w momencie gdy idziesz do pracy? Czy gardzisz osobami, którym projektujesz wnętrza? Zastanów się czy widząc pieniądze pojawia się w tobie taka zmiana o jaką posądzasz innych. A jeśli ty się nie zmieniasz, to dlaczego uważasz, że inni się zmieniają?

        No i unikałbym podziału na wielkich i małych. Nie wiem czemu tych wielkich ludzie się boją, skoro to ci mali (posłużę się twoją nomenklaturą) zwykle strzelają z pupki 🙂

        • Czekaj, ile zadałeś pytań? NIE, TROCHĘ, NIE GARDZĘ NIKIM i STAROŚĆ I DOŚWIADCZENIE 🙂

          A tak na poważnie – ABSOLUTNIE nigdzie nie napisałem, że ktoś zarabiając pieniądze na tym, co robi i lubi jest gnojem, że to złe, niemoralne i trzeba mu zrobić bubu. Boże broń, bo to by znaczyło, że wiele osób mających to szczęście, że robią co lubią tak ma. A tak nie jest. i całe szczęście. Chodzi mi o dwie rzeczy – pierwsza to jest taka, że trochę mi smutno w powodu tego, że blogi to produkty. To nie moja droga, ale to wcale nie znaczy, że ta druga jest zła i moja jest jedynie słuszna. Może zmienię zdanie, jak zarobię pierwszy milion na blogu 🙂
          Druga to taka, że często zdarza mi się obserwować, że kiedy pojawia się kasa, to się zmienia człowiek, który ją zaczyna mieć. W życiu, w pracy, na blogach też. Nie zawsze na lepsze. Ale tym ostatnim pytaniem dałeś mi bardzo do myślenia, bo może to nie ludzie jako tacy się zmieniają, tylko moje podejście do nich? Może być, że się mylę jednak i masz 100% racji. Idę nad tym pomedytować 🙂

          Wiesz jak to jest, kiedy spotykasz swojego idola, to często sam fakt Cię paraliżuje i zapominasz o tym, że to taki sam człowiek, który co rano robi siku, a wieczorem myje zęby. Znaczy ja tak mam, choć to często zależy od idola 🙂

          • nie napisałem, że tak uważasz, tylko dodałem pytania do twojego wniosku. Bo myślę, że jeśli to jedno zdanie puści się w eter, to świadczy ono bardzo źle o wielu ludziach. Ale jeśli w konkretnej sytuacji postawi się siebie samego, to wtedy perspektywa może się zmienić.

    • zauważyłem pewną prawidłowość: o podziałach, gloryfikacji zarabiania, hermetycznych grupach, itp, piszą tylko osoby, które jeszcze nie zarabiają. Tylko takie osoby, nie wiem czemu, dzielą. Może te hermetyczne grupki istnieją, bo nie chcesz do nich podejść i pogadać, a oni czekają? Hę? A mówią o kasie, bo już przeszli inne etapy?

      Na takich konfach bywam od jakichś 5 lat, jedną dużą współorganizuje + comiesięczną małą i nigdzie nikt nie „gloryfikacja wszelkich działań promocyjno marketingowych, kosztem dobrego pisania”. Bo co to jest dobre pisanie? Czy pisanie, które pozwala zarobić na rodzinę jest złe, albo czy nie może być dobre? Czy artysta musi głodem przymierać? Czy nie można zarabiać na swojej pasji? Czy trzeba chodzić do pracy, której się nie lubi, żeby mieć kasę na realizację pasji, czy może lepiej tę pasję zmonetyzować, żeby się nie męczyć na etacie? Niesprawiedliwie uogólniasz.

      Poza tym treść sama się nie rozniesie, trzeba jej pomóc. Sposobów jest wiele. A jeśli ci nie zależy, to może lepiej zamknąć bloga i sobie pisać w zeszycie – przecież nie liczy się zasięg. Też mogę niesprawiedliwie uogólniać 🙂

      • Pytanie mam, bo coś mnie męczy.
        Czy to moje sformułowanie „nie sraj we własne gniazdo” odbierasz tak, że rozumiem przez to, że tak traktuję zarabianie na blogu? Bo mam wrażenie, że chyba muszę popracować nad czytelniejszym wyrażaniem myśli 🙂

      • Szkoda, że zareagowałeś emocjonalnie, zamiast przeczytać mój komentarz ze zrozumieniem. „Czy nie można zarabiać na swojej pasji? Czy trzeba chodzić do pracy, której się nie lubi (…)” – napisałem przecież, że „nie widzę nic złego w chęci zarabiania na dobrych tekstach, pisaniu z pasją, czy tworzeniu dobrego produktu blogowego”. I w całej mojej wypowiedzi chodziło własnie o to – stwórz dobry i wartościowy produkt, a potem na nim zarabiaj, a nie skupiaj się wyłącznie na reklamie tworząc byle jakich treści. Tak, jak chociażby zrobili Michał Szafrański, Michał Pasterski czy Konrad Kruczkowski.
        Nie wiem, jak często czytujesz blogi, zaglądasz na nowe, ale ja to robię kilka razy w tygodniu. I we wszystkich poradnikach oraz kursach dotyczących dobrego blogowania niemal wszyscy skupiają się wyłącznie na działaniach reklamowo-promocyjnych. Jedna osoba, która z tego trendu się wyłamała był Jacek Kłosiński – pytasz, co to jest dobry tekst, u niego znajdziesz kompleksową odpowiedź.
        Oczywiście, że treść sama się nie rozniesie, trzeba ją reklamować, jak każdy produkt. Od piszącego jednak zależy jak dużo czasu poświęci na tekst i jego dopracowanie, a jak dużo na autopromocję. Dokładnie tak samo, jak z produktami spożywczymi – w sklepie możesz nabyć świetnie wypromowaną kiełbasę, w której zawartość mięsa jest mniejsza niż 50% oraz gorzej wypromowaną, ale smaczną i składającą się z głównie z wysokiej jakości mięsa. Nie dziw się, że ten pierwszy produkt mi się nie podoba i uznaję, go za próbę oszustwa.
        A czy o podziałach piszą tylko ci, którzy nie zarabiają? Na pewno? Stwierdzenie, że jak nie chcesz zarabiać, to pisz to zeszytu, a nie na blogu, to nie jest podział i jakaś forma pogardy ze strony zarabiającego blogera?

        • przeczytałem, właśnie stąd emocje.

          a jakbyś napisał ze zrozumieniem, to byś wydedukował pewnie, że tworząc byle jakie treści nie zaczniesz zarabiać. Oczywiście pojęcie bylejakości jest relatywne, bo znajdziesz wielu, dla których teksty Michałów czy Konrada są beznadziejne, a za najbardziej wartościowy uznają reklamę lakieru do paznokci.

          A co do szuflady, to hiperbola pokazująca absurd podziałów. Warto czytać ze zrozumieniem, a nie dać się ponosić emocjom 😉

          To po prostu nie jest czarnobiałe.

          Dobra, wracam do roboty, cmok!

          • Jeżeli rozmawiamy hiberbolami, to cóż 🙂 Ale na kiepskiej treści można zarobić, tak samo, jak na kiepskich produktach. Czasami więcej niż na dobrych. Nie twierdzę, że świat jest czarno-biały, wybieram po prostu pewną opcję 🙂

  19. W sumie tylko z jednym się nie zgadzam: krytyką tego, że BCP skupiło się na monetyzacji bloga. Owszem, ten temat był zdecydowanie dominujący, ale miej na uwadze, że BCP to konferencja, która skupia się właśnie na biznesowej stronie blogowania. To trochę tak, jakbyś marudził, że na konferencji poświęconej temu z czego i jak robić ładne kokardki, mówiono tylko o kokardkach, a chciałeś posłuchać o tym, jak się produkuje wstążki.

    Animalistka / Odpowiedz
  20. Amen. ?

    Ula Jaworska / Odpowiedz
  21. Jak zawsze w punkt i celnie kasa kręci kasę. Żałuję cholera, że nie mogłam z Wami ponarzekać i pośmiać się. A tę Janinę to muszę oblukac konieszno.

    Zaniczka / Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*