Nigdy nie jest za późno na dobrą zmianę

 

Wyobraź sobie, że dostajesz maszynkę do podróży w czasie. Jest mały haczyk – skoczyć możesz tylko w przeszłość i tylko raz, bo feng shui wszechświata więcej nie zniesie i Ponury Kosiarz zrobi Ci z dupy jesień średniowiecza. Co zrobisz? Co zechcesz zmienić w swoim życiu? Czy mając tę wiedzę, którą teraz masz, będąc dokładnie w tym miejscu, w którym jesteś, cofniesz się po to, żeby od podstaw zmienić swoje życie? Zastanawiam się jak wiele osób w tym momencie odpowie TAK? Jak wiele osób stwierdzi, że ich życie miało wyglądać zupełnie inaczej?

Że miało być pełne pasji czy ciekawych doznań, a tymczasem jakoś tak utknęło w ciemnej dupie i jest totalnie nijakie. Że miało być pełne inspirujących ludzi, a nie wirtualnych znajomych na fejsie. Że praca miała być przyjemnością i tylko okazji przynosić kupę siana, a tymczasem co rano z trudem zwlekasz się z wyra i jedziesz do niej jak na ścięcie. I to za najniższa krajową na umowę-zlecenie. Że studia miały do tej pracy doprowadzić, być okazją do rozwoju i nauki, a nie przykrym obowiązkiem w drodze do upragnionych literek przed nazwiskiem. I tak dalej, i tak dalej…

Jak daleko musisz sięgnąć w przeszłość, żeby naprawić to, co poszło nie tak i zmienić swoje życie tak, żeby było ciekawe i pełne pasji? Chcesz wiedzieć?

 

WCALE!

Jeśli nie masz terminalnego stadium raka,

nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.

To proste jak fajka. Nie wierzysz? To posłuchaj. Albo poczytaj. Może być trochę nudno, bo poopowiadam o sobie, ale zrób to dla mnie i przemęcz się trochę, dobrze?

Mam 4 dychy i możesz mi nie wierzyć, ale kiedyś na świecie nie było komórek i nie każdy miał kompa. A w MTV leciała muzyka. W tamtych mrocznych czasach, mniej więcej w piątej klasie podstawówki Rodzice zapisali mnie na kółko komputerowe. Zakochałem się w tych maszynkach tak bardzo, że postanowiłem zostać informatykiem, chociaż Tato widział mnie na medycynie. Skończyłem liceum i poszedłem na studia, które skończyłem z wielkimi oporami. W międzyczasie poznałem fajną dziewoję na architekturze, która z czasem została moją MałąŻonką, a chwilę potem matką moich Dzieciorków. Znaczy na studiach dokładniej to jednego, drugi pojawił się później. Już wtedy zaczynałem podejrzewać, że to nie dla mnie. To znaczy komputery, nie bycie mężem i tatusiem, żeby nie było nieporozumień. Pod koniec studiów poszedłem do pracy do korpo-banku siedzieć przy kompach i pilnować systemy bankowe.

Kiedy ja kisłem w serwerowniach, Pani Matka popracowała trochę u innych i potem założyła firmę zajmującą się projektowaniem wnętrz. Nie wiem, czy wiecie jak to jest w małżeństwie, ale chcąc – nie chcąc sprawami firmowymi się też zajmowałem. Tak prawdę mówiąc w projektowanie wsiąkałem już na studiach. Wiem, że nikt mi nie uwierzy, bo uczeń przerósł mistrza po wielokroć, ale to ja uczyłem MałąŻonkę AutoCADA i używania komputerów do pracy projektowej. Jako pierwsza na roku miała plotowane projekty i do nich wizualizacje. Podobało mi się to. Tym bardziej, że od zawsze miałem zapędy graficzne.

W pewnym momencie firma urosła na tyle, że ktoś musiał zając się jej prowadzeniem, bo zajmowało to więcej czasu niż samo projektowanie. Z wrodzoną sobie dyplomacją (albo się zwalniasz z banku i mi pomagasz, albo się z tobą rozwodzę) Pani Matka zaproponowała mi wspólne pchanie tego wózka. Z wrodzonym sobie pragmatyzmem (ja pierdolę, ale dałaś mi wybór…) się zgodziłem. Ale na początku ciągle nie miało to nic wspólnego z projektowaniem, a bardziej z nikt się nie chce zająć tym gównem, więc ty musisz. Po drodze zaczęliśmy zatrudniać ludzi i wystartowaliśmy z własnym zakładem produkującym meble. Aż w pewnym momencie coś dupnęło.

Bardzo zaufana dziewczyna, która u nas pracowała wywinęła nam bardzo brzydki numer i w efekcie popłynęliśmy na bardzo duże pieniądze. Kiedyś może do mnie zajrzysz i o tym poczytasz, ale póki co ważne jest co innego – stwierdziliśmy, że tak naprawdę każdy projektant, którego zatrudnialiśmy po pewnym czasie odchodził „na swoje”. Dopóki odbywało się to za obopólnym porozumieniem, to było OK – to taka branża, nie ma się co czarować. Jak ktoś jest dobry, to zechce próbować swoich sił solo i trzeba z tym żyć (tak tez przecież i nasza firma powstała). Ale zdarzyła nam się niemiła niespodzianka i w efekcie stwierdziliśmy, że zatrudnianie kogokolwiek mija się z celem. Z w efekcie tego efektu ja zostałem projektantem wnętrz. Tak, ja. Koleś po informatyce. Nie, nie po architekturze. Dodatkowo w wieku 37 lat.

ŁOJEZUSICKU, NIE DAM RADY, NIE UMIEM, NIE PORADZĘ SOBIE!!! RATUNKU!!!

 

Dlaczego Ci o tym opowiadam?

Po pierwsze – nigdy, dopóki jesteś w pełni sił i w dobrym zdrowiu, nigdy nie jest za późno, żeby zacząć robić coś, co kochasz, co lubisz, co Cię pasjonuje. Nie musisz się cofać w czasie, żeby zacząć w młodszym wieku, bo tak naprawdę zacząć możesz w każdym. Tu i teraz! Może nie do końca prawdą jest, że wystarczy tylko chcieć, ale bez tego chcenia nie uda Ci się na pewno. Na spokojnie usiądź sobie i przyjrzyj się temu, czy wszystkie te trudności, które nie pozwalają Ci na zmianę nie są tylko wymówkami. Nawet jeśli przez jakiś czas Twoja sytuacja może się pogorszyć, to przecież wprowadzasz zmiany po to, żeby ostatecznie było Ci lepiej, prawda? Nie bój się – zazwyczaj nie ma czego. Zazwyczaj boisz się samej zmiany, a nie jej konsekwencji, które wydają Ci się negatywne. A zazwyczaj nie są.

Po drugie – w większości przypadków nie musisz mieć kierunkowego wykształcenia, żeby robić to, co sprawia Ci radość. Znam mnóstwo świetnych architektów wnętrz, którzy z tych czy innych przyczyn nie skończyli studiów, albo wręcz nigdy nie mieli do czynienia z czymkolwiek z „projektowaniem” w nazwie. Zupełnie nie przeszkadza im to być świetnymi fachowcami i projektantami z bardzo bogatym portfolio i pokaźną grupą zadowolonych klientów. Znasz jakiegoś blogera, który kończył „Prowadzenie bloga” na jakiejkolwiek uczelni? To, co tak naprawdę jest potrzebne do osiągnięcia sukcesu to motywacja, ciężka praca i dyscyplina, a nie te kilka literek przed nazwiskiem.

Niestety, wehikuł czasu raczej nigdy nie powstanie i prawie na pewno nie dane ci będzie z niego skorzystać. Dlatego zamiast się zastanawiać, co w Twoim życiu poszło nie tak i co by było, gdyby można to było zmienić zastanów się, co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.

A wiesz co jest najśmieszniejsze? Że coraz bardziej podejrzewam, że projektowanie chyba też nie jest dla mnie, bo czuję coraz większą zajawkę na pisanie.

I tym razem wcale nie boję się tej zmiany.

Ty też się nie bój swojej.

 

PS. Wpis brzmi jak urodzinowe pocieszanie się, że jakoś to będzie, chociaż jestem starszy, ale tak naprawdę to jest wpis imieninowy – kwiatki i czekoladki mile widziane. Byle z ciemnej czekolady 🙂

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

27
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
18 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchAnia Boczar | lifebranding.plKlaudia KałążnaNieidealna Annapowerpumpingdad Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ania Boczar | lifebranding.pl
Gość

Wspominałeś u mnie: „Ech, a co zrobić, kiedy mając czterdzieści lat na zegarku dalej nie do końca wiem, co chcę w życiu robić? :)”, a tu widzę, że jednak jakiś punkt zaczepienia jest 😉 Co więcej, to pisanie idzie Ci całkiem dobrze więc wierzę, że niedługo uda Ci się odnaleźć to co lubisz w życiu robić! Tak imieninowo życzę Ci wytrwałości w dążeniu do celu i przede wszystkim siły i otwartej głowy w układaniu tych celów 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Wiesz jak to jest, tak totalnie nie wiedzieć, czego się w życiu czepić już w wieku czrerdziestu lat nie wypada 🙂
Dziękuję ślicznie 🙂

Nieidealna Anna
Gość

Kwiatki i czekoladki, jak się w końcu spotkamy (mam nadzieję, że Mała Żonka tego nie widzi :P). Bardzo fajnie, że wrzuciłeś tutaj, bo faktycznie na FB mi umknęło. Zgadzam się, że nigdy nie jest za późno na zmiany, na walkę o siebie i marzenia. Oczywiście, oby tylko zdrowie było, jak mawia babcia mego męża 🙂 lubię ten sposób narracji,kiedy motywujesz w pozytywny i zarazem naturalny sposób, dziękuję 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nie wiedziałem, że mam takie kołczanowe zdolności 🙂 Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że tak naprawdę w niewielu przypadkach nic się już nie da zrobić, żeby sobie coś polepszyć. Fakt faktem, zazwyczaj nie będzie to bezbolesne czy niekomfortowe, ale jeśli się nie spróbuje, to nie uda się na pewno 🙂
Dzięki za dobre słowo 🙂

Klaudia Kałążna
Gość
Klaudia Kałążna

Czyta się Twoje kołczanowo – motywacyjne przemyślenia świetnie:) Cały czas się „kielczę” do monitora, a teraz też Ciebie:) Podobne ćwiczenie z wsiadaniem do wehikułu czasu stosuję na co dzień z klientami i na warsztatach i działa świetnie. Zamiast wylewać żale, trzeba się zastanowić, co z tymi żalami zrobić i skupić się na rozwiązaniu. Dobry tekst! Dziękuję:)

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To ja dziękuję – takie słowa „z ust” bądź co bądź fachowca, to wielki komplement 🙂

Klaudia Kałążna
Gość
Klaudia Kałążna

Oj tam, oj tam zaraz fachowca 🙂 Człowieka, któremu się naprawdę podoba!!!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To dziękuję tym bardziej 🙂

powerpumpingdad
Gość

o kurde! Masz cztery dychy? Szacun! U mnie jeden złoty przecinek sześćdziesiąt cztery grosze w portfelu zostały, a do 10 daleko, ale cóż.. rzycie.. : ) to co napisałeś jest takie fajne. Takie prawdziwe. Dało mi wiele do myślenia i teraz już wiem! Wiem co lubię robić! Zaczynam to wdrażać od dzisiaj! Zostanę jedi! Miecz świetlny już mam, bo dziecko się bawić nie chciało. Szlafrok z kapturem też mam, bo babci mi w lumpie kiedyś kupiła! i to z kieszonką na dodatek. Żegnaj korporacjo! Żegnajcie kible! (produkuje je:P) Witaj przeznaczenie! Giń gwiazdo śmierci! Nadchodzę!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A bo ja wiem, czy to taki wielki wynik? Medycyna poszła do przodu bardzo, zdarzają się ludzie, którzy dożywają czterdziestki, nie przesadzajmy 🙂

Ja Cię nie chcę straszyć, ale właśnie przed chwilą wpadłem na genialną odpowiedź na pytanie, dlaczego w „Grze o Tron” za murem ganiają z gołą głową, chociaż dookoła trochę zimno jakby – armia zombiaków zabiła tylko tych, którzy mieli kaptury, więc ja bym uważał. To nic, że inna bajka zupełnie, ale świecące miecze tutaj też były, więc jak coś będziesz czynił, to bez kaptura, nie? Bo to ściąga kłopoty.

PS. Vader też miał niezły garnek na głowie i jak skończył? Ha!

powerpumpingdad
Gość

Grę o tron to ja tylko przeczytałem, a serial skończyłem oglądać o ile pamiętam na 4 sezonie. Daenerys cycków już nie pokazywała i miałem dość.. 🙂 Co do świecących mieczy, to i Frodo miał taki, co od wujka Bilba dostał. Żądło się zwał dokładnie. w sumie fakt! teraz dopiero przemyślałem swój błąd. Nie wpadłem na to, jakie zagrożenia niesie ze sobą kaptur.. Przekonała się o tym nawet mała dziewczynka, co to ją wilk zjadł. A gdyby myśliwego nie było? biedne dziecko.. muszę w takim razie zmienić całkowicie swoją drogę ku wielkiej sławie i bogactwie. Myślałem jeszcze nad napisaniem książki, ale zdaje sobie sprawę z tego, że tacy genialni bajarze jak ja, to dopiero po śmierci są doceniani.. chyba jednak zostanę jeszcze trochę przy swoich kiblach… chcesz kupić>?

wczerni
Gość

Gdyby to tylko o pracę chodziło 😉 Są decyzje, których nie cofniesz, no niestety 🙂 Ale do wehikułu i tak bym nie wsiadła, co najwyżej wysłała sobie ostrzegawczego SMSa 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ano bywa, praca to tylko jedna z części, czasami się spitoli coś, co jest od pracy ważniejsze i nie ma przebacz.
Ja bym śmignął w przyszłość sprawdzić numery w Eurolotto, czy jak to się ma nazywać, co niedługo startuje. 🙂

Zakazanna
Gość

That’s the spirit! Amen. Gdzie podpisać? 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tu, na czeku 😉

Blogierka
Gość

Jakoś mi się wydaje, że czytałam ten tekst na Twoim fb dzisiaj 😛 😀
Powtórze się- pisz ! 😀
ps.Fota główna miszcz!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Okazał się tak dobry, że żal go wrzucać tylko i wyłącznie w żarłoczną paszczę Cukierberga 🙂

Blogierka
Gość

I słusznie 🙂

Kasia Motyka Kocikowa Dolina
Gość
Kasia Motyka Kocikowa Dolina

Na facebooku już komentowałam, teraz jeszcze tutaj klepnę 🙂
Róbmy swoje… pozwólmy sobie na siebie… 🙂

Karola | Życie Me
Gość

„Pozwólmy sobie na siebie” – bardzo mi się podoba takie podejście 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dokładnie tak – świetne motto 🙂

Basia / Pociąg do życia
Gość

Ale się wstrzelileś z tym wpisem. Bo właśnie rozkminiam pewien szalony pomysł i już mam minimum 5 wymówek: za stara, za głupia, za leniwa, nie mam czasu, nie mam kasy, nie mam siły, to jest bez sensu, za dużo problemów.
I tak siedzę sobie i myślę. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

I co wymyśliłaś? 🙂

Basia / Pociąg do życia
Gość

Że jak nie spróbuję to się nie dowiem czy to dla mnie. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Doskonałe wnioski 🙂

Blogierka
Gość

aa!! działaj!! 😀