NFZ chyba strasznie słabo płaci.

 

Wiecie, moje ćmoje-boje z naszą narodową służbą zdrowia to chyba zasługują na osobną kategorię na blogu. Bo bez względu na to, czy pobierali mi  wymaz na chlamydię, czy  operowali zerwane ścięgno czy też po prostu składali do kupy mój pysk rozwalony deską, to zawsze było śmiesznie. Zastanawiam się, jak ją nazwać, bo NFZ brzmi jakoś tak zbyt formalnie. Może jakby rozwinąć ten skrót jakoś twórczo, to wyglądałoby lepiej?

Może zorganizujemy mini konkursik na najbardziej kreatywne wyjaśnienie tych tajemniczych literek, hmm? Coś w stylu Nie Fundujemy Zabiegów, Nowy Frajer Zajechał… Nad nagrodą pomyślę, ale będzie równie kreatywna. Chętni?

Ale wracając… Od kilku już lat mam problem z nosem. To znaczy nie, że jakiś taki szczególnie brzydki czy niekształtny, chociaż z wyglądu przypomina solidnego kartofla. Nie – po prostu coś mam napitolone w środku i z tego właśnie powodu ciągle mi się przytyka, co powoduje różne rzeczy. Jedną z nich jest to, że kiedy się położę inaczej niż na prawym boku, to momentalnie się duszę i muszę oddychać ustami.

A to z kolei powoduje, że spanie ze mną w jednym łóżku przypomina spanie ze słabo naoliwioną machiną zagłady z piekielnych czeluści, w której coś dyszy, sapie, charczy, piszczy, świszcze i puszcza gazy (choć to akurat chyba niekoniecznie związane jest z nosem). Jeśli kiedyś oglądaliście Miecia albo „Hydrozagadkę” i zastanawiacie się co kryje się za słowami niech ryczy z bólu ranny łoś”, to wystarczy mnie posłuchać kiedy śpię i wszystko jest jasne. Moje chrapanie straszy nietoperze w Jaskini Niedźwiedziej i przeszkadza w zderzaniu hadronów, oraz czasami budzi nawet mnie samego. O duszeniu się nie wspomnę…

Żeby oszczędzić sobie, MałejŻonce, sąsiadom oraz hadronom męki, zapuszczam krople do nosa, które to krople zajebiście uzależniają, rozpierdzielają śluzówkę i w ogóle ich skutki uboczne przypominają wybuch bomby atomowej. No ale co z tego, skoro to jedyny sposób na to, żebym mógł normalnie przespać noc i chrapać dopiero gdzieś od jej połowy? Dlatego próbuję coś z tym zrobić, przy pomocy fachowej pomocy lekarskiej, ale u nas nie ma kurwa tak, że jak mi coś się pojebało w nosie, to idę do laryngologa jako do specjalisty od tychże właśnie rejonów, bo laryngolog jest od tego(za ciocią Wikipedią):

Otorynolaryngologia – dziedzina medycyny zajmująca się rozpoznawaniem i leczeniem chorób ucha (oros, otos), nosa (rhinos, rynos), krtani (laryngos), gardła (pharyngos) oraz innych narządów głowy i szyi. Jej nazwa potoczna to otolaryngologia lub najczęściej używana – laryngologia. (…) Lekarz zajmujący się otolaryngologią to otolaryngolog (w skrócie laryngolog).

W moim prostackim i naiwnym mniemaniu sprawa wygląda tak, że tenże laryngolog zagląda mi do nosa albo w okolice, po czym bogaty w wiedzę oraz doświadczenie podejmuje tak zwane kroki w postaci recept tudzież skierowań, mówi mi co robić dalej i wszyscy są szczęśliwi, a szczególnie MałaŻonka, która nie musiałaby się co noc męczyć się ze zdychającym obok niej w męczarniach dzikim włochatym zwierzem wydającym agonalne dźwięki.

 

Nie ma tak prosto.

Dostęp do laryngologa jest niestety limitowany i na jego straży stoi tak zwany lekarz rodzinny. Przecież niedorzecznym jest zakładać, że dorosły człowiek sam wie, co go boli albo co mu dolega i sam sobie wybierze właściwego specjalistę. Poniekąd słuszne to i sprawiedliwe, bo przecież nie zawsze jak boli ręka to boli ręka. Czasami to oznacza problem z nogą na przykład. Tak czy siak, został u mnie stwierdzony przerost małżowin nosowych, cokolwiek to znaczy i dostałem skierowanie na zabieg ich wyrżnięcia w pień. Znaczy wróć – najpierw dostałem skierowanie do laryngologa, żeby potwierdził to, co pani doktor rodzinna mi w nosie wykryła. Ale widać nie była za bardzo pewna, bo napisała „podejrzenie”. Dodatkowo jako pamiątkę z Grecji po nurkowaniu na 7m w poszukiwaniu zgubionych okularów przywiozłem dziwne zachowanie się prawego ucha, czyli jest ono permanentnie zatkane. Tutaj pani doktor rodzinna niczego nie podejrzewała, ale wypisała drugie skierowanie do laryngologa. To się w sumie chwali – porządek w papierach musi być i nie mieszajmy nosa z uchem. Welcome to NFZ.

Jakoś tak nie bardzo mi się paliło do laryngologa iść, bo ja wiecznie nie mam czasu, ale akurat przypadkiem byliśmy obydwoje w okolicy nowiuśkiego szpitala, a dodatkowo Pani Matka stwierdziła (nie bez racji), że jak tam mają przychodnię i szpital w jednym budynku, to bardzo prawdopodobne jest, że ten sam laryngolog, który mnie przebada będzie mi potem grzebał jakimś ustrojstwem w nosie i będzie jakby bardziej w temacie. Mądrego to i przyjemnie posłuchać, więc pobrałem zautomatyzowany numerek i rozpoczął się długi proces czekania do rejestracji.

NFZ

Właśnie wywołali R130 – dobrze, że mam komórkę naładowaną…

 

Po mniej więcej kilku recenzjach Ichaboda dopchałem się do rejestracji – ponieważ miałem DWA skierowania, więc pani mnie zapisała na DWIE wizyty w DWÓCH zupełnie różnych terminach. Przyzwyczajony do niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej, gdzie czas to pieniądz i gdzie jak mam wizytę na 10:00, to wejdę nie później niż 10:15 zdziwiłem się niepomiernie, kiedy pani wyznaczyła termin wizyty między 10:00 a 11:00. Welcome to NFZ. Nic to, stawiłem się dzielnie wyznaczonego dnia o 9:55 pod drzwiami gabinetu, gdzie zobaczyłem na drzwiach taki obrazek:

NFZ

Kiedyś w „Kajku i Kokoszu” przed inwazją Zbójcerzy chronił bramy magiczny napis – tutaj widać zerżnęli pomysł…

 

No dobra, nie będę się z koniem kopał, chociaż Oddział Ratunkowy blisko. Podchodzę na twardziela do okienka i wiecie co mi kobitka mówi? Że mam iść, pobrać numerek i poczekać na swoją kolej. Mówię, że mam termin wizyty zaraz, a ta na to, że „trzeba było przyjść wcześniej”Welcome to NFZ. 

Stałem krócej, niż poprzednio, bo tylko pół godziny, dopchałem się do kobiety w okienku, która łaskawie potwierdziła, że rzeczywiście nie wciskam jej ciemnoty i rzeczywiście mam za chwilę wizytę, po czym wyciągnęła jakiś druczek, wypełniła go i wsadziła w kopertę, na której wielkim pisakiem nasmarowała LARYNGOLOG i mój PESEL. Szczena mi opadła w okolice jajec oraz załzawiło mi oczy, bo jako żywo przypomniały mi się czasy jakieś 30 lat temu. Komputery komputerami, ale co na papierze, to na papierze, nie? Welcome to NFZ. 

Dostałem kopertę w garść i potuptałem pod gabinet, po którym nikt nie czekał, co nie powiem, trochę mnie ucieszyło. Poczekałem kilka minut, zanim zapukałem i złapałem za klamkę, bo może ktoś się w środku bada (chociaż na bajeranckim wyświetlaczu nad drzwiami nic się nie wyświetlało). Badanie własnoręczne wykazało niestety, że drzwi są zamknięte, co nie powiem, trochę mnie zaniepokoiło. Dla uspokojenia niepokoju sprawdziłem jeszcze, czy aby na pewno pan doktor nauk laryngologicznych dzisiaj ma otwarte dla prostego ludu, ale owszem, według rozpiski miał. Co nie powiem, trochę mnie uspokoiło.

NFZ

Druty, zasieki oraz ściśle limitowany dostęp do tajemnej wiedzy laryngologicznej…

 

Ponieważ przez kolejnych kilkanaście minut tajemne drzwi pozostawały w stanie nietkniętym i nikt przez nie nie wchodził w którąkolwiek stronę, to po raz kolejny złapałem za klamkę. Cud się nie wydarzył i drzwi pozostały zamknięte, co nie powiem, trochę mnie wkurwiło. Poczekałem jeszcze kilka minut, zanim potuptałem z powrotem do kobiety w okienku. Próbowała znowu zażartować, żebym wziął numerek, ale nie powiem, trochę już byłem wkurwiony, więc ja też zażartowałem, że niech nawet nie żartuje i nie wkurwia mnie bardziej tylko mi mówi, co z moją wizytą, bo w gabinecie nie ma żywej duszy od 20 minut. Kobieta podzwoniła i z pełnym politowania uśmiechem powiedziała mi, że:

-Dzisiaj doktora nie ma.

– Jak to (kurwa – przyp. autora) nie ma?? Przecież na drzwiach gabinetu są godziny wizyt! Dochodzi 11:00, więc powinien być! 

– No nie ma, co ja panu poradzę?

– Ale wyszedł gdzieś i wróci?

– Nie, od rana nie było.

– To po jaką cholerę kazała mi pani stać w kolejce do rejestracji do lekarza, którego dzisiaj nie ma?!?!

– A skąd miałam wiedzieć, że go nie ma?

I chuj. Zamiotła mnie siłą argumentu oraz rozjebała na atomy, aż osłabłem i oparłem się ręką o blat. Nie była to słabość jednak, a walka z samym sobą, żeby jej tego tlenionego blond łba nie rozpierdolić o tenże blat, o który się oparłem. Na szczęście miałem termin drugiej wizyty wyznaczony na pojutrze, więc upewniłem się, że jest aktualny i doktor-magik laryngolog nie spierdolił aby na Seszele. Niby tak i niby nie. Jedyne co, to już nie musiałem stać po raz drugi do rejestracji, bo miałem już wypisaną tajemniczą kopertę i tylko miałem do niej podejść i się zameldować bez pobierania numerka (jaki kurwa drugi raz kobieto??). Welcome to NFZ. 

Z niepokojem w sercu stawiłem się pojutrze w nowiuśkiej placówce NFZ, w pogardzie mając tnące szpony mrozu i słońce pustyni, wdarłem się do najwyższej komnaty w tej waszej przeklętej wieży, czyli do rejestracji, gdzie kobieta chyba już mnie kojarzyła, bo cośtam od ręki sprawdziła, powiedziała, że doktor jest i że mogę iść na audiencje. Znaczy wizytę. Zameldowałem się pod znanym z poprzednich obrazków pokojem 213 gdzie zgadnijcie co zastałem? Brawo, zgadliście – znowu kurwa żywego ducha i zamknięte drzwi. Wkurwiony jak Hulk poleciałem do rejestracji i wbijam do tlenionej blondyny. Trochę sobie pogadałem, użyłem kilku słów uznawanych za wulgarne oraz trochę kreatywnych porównań i nagle się okazało, że ona zadzwoni i że doktor zaraz przyjdzie, bo gdzieś wyskoczył. Zaraz ja wyskoczę z siebie. Welcome to NFZ. 

Ok, wyzewnętrzniłem się trochę, wróciłem pod gabinet, usiadłem i rozpoczął się długi proces oczekiwawczy. Siedzę i siedzę, aż nagle podchodzi jakiś na oko 60-letni siwiejący facet, w aliganckiej koszuli i dżinsach i pyta, czy czekam do laryngologa. Mówię, że i owszem, chociaż tracę już nadzieję. A koleś wyciąga klucze, otwiera drzwi i mówi żebym właził do środka. To chyba taka nowoczesna medycyna bliżej ludzi, coby nie stwarzać niepotrzebnego dystansu i rozluźniać pacjentów, bo ani fartucha nie miał, coby nie stwarzać niepotrzebnego dystansu i rozluźniać pacjentów, ani drzwi do gabinetu nie zamknął, coby nie stwarzać niepotrzebnego dystansu i rozluźniać pacjentów. Dodatkowo popatrzcie sobie, co miał w lodówce obok fiolek z adrenaliną, pewnie coby nie stwarzać niepotrzebnego dystansu i rozluźniać pacjentów…

NFZ

PIWO – nie ma lepszego specyfiku, coby nie stwarzać niepotrzebnego dystansu i rozluźniać pacjentów… Pełna kultura – schłodzone jak trzeba…

 

– Szybko, niech pan siada. Co panu dolega?

– Mam skierowanie z podejrzeniem przerośnięcia małżowin nosowych i zakwalifikowania do zabiegu udrożnienia nosa. A że tutaj szpital, to sobie wymyśliłem, że lepiej przyjść tutaj do przychodni, bo pewnie jak pan mnie bada to i pan mi będzie grzebał w nosie.

– Ale co panu dolega? 

Cierpliwość mi się kończy ty kutasi łbie!!

– Mam zatkany nos, odtyka się tylko kiedy leżę na prawym boku, blebleble… Krople do nosa blebleble… Do tego ucho blebleble…

– Dobra, zajrzymy…

Ja pierdolę, do nalewania benzyny z kanistra mam mniejszy lejek niż to coś, co mi wsadził do nosa i do ucha. Pozaglądał, poświecił, powiercił, przyłożył mi jakieś pikające gówno do policzków, po czym stwierdził:

– Ale pan ma tutaj jakiś obrzęk, a małżowiny nosowe powiększone, ale ja bym ich jeszcze nie ruszał.

– Jak nie ruszał, jak ja się duszę?

– Długo tak pan ma?

– Długo, kilka lat już.

– No to jeszcze pan trochę wytrzyma, przepiszę panu takie robione krople z antybiotykiem. Jak nie zejdzie obrzęk i nie udrożni się nos, to niech pan do mnie przyjdzie i wtedy zobaczymy, co dalej. Powinno pomóc.

KURWA COOO?!?! POWINNO?!?!

– A jak nie pomoże?

– To wtedy niech pan do mnie przyjdzie i skierujemy na zabieg, pan młody jeszcze jest, to szkoda tak od razu, lepiej spróbować to lekami naprawić. Poza tym w tym szpitalu nie ma oddziału laryngologicznego i tak będzie musiał pan jechać gdzie indziej na zabieg.

Chyba tym młodym mnie tak zamotał, że aż języka w gębie zapomniałem z wrażenia po usłyszeniu tej rewelacyjnej wiadomości, bo dziwię się sam, że mu nie przyjebałem.

A w tym czasie pan doktor laryngologii stosowanej pisze receptę. Taką kumacie, wypisywaną ręcznie. Wieki takiej nie widziałem. Kobieta w aptece kilka dni później też nie, mam nadzieję, że mi nie dodała do środka czegoś trującego…

NFZ

Przy tym KOD LEONARDA DA VINCI to pikuś…

 

Ale, ale – pewnie zastanawialiście się, co to za tajemnicza buteleczka widnieje na obrazku-zajawce? Doktor sobie pisze i nagle pyta:

– Ma pan może 4zł?

– A odda pan?

– Niech pan sobie nie żartuje. Tutaj ma pan buteleczkę, do tego pan przeleje krople te z recepty i będzie panu łatwiej je zakraplać, bo to rozpyla.

– No fajnie, a w aptece nie mogą mi od razu w takiej zrobić?

– Bierze pan czy nie? Bo jak nie, to sprzedam komu innemu.

No i teraz wszystko jasne. Też by mi się nie chciało pracować, jakbym zarabiał takie grosze, że musiałbym sobie do marnej pensji dorabiać na sprzedawaniu buteleczek za 4zł.

 

Jaka płaca, taka praca…

 

 

PS. Najgorsze kurwa jest to, że krople mi nie pomogły i cały ten cyrk muszę przejść od nowa…

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

71
Dodaj komentarz

avatar
26 Comment threads
45 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
28 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchMagdaJacek eM: dizajnuchdopieszczamy.plZakazanna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Ale się uśmiałam przed snem!!
I jak wyglada teraz sytuacja? Miałeś zabieg?
U mnie to samo, ale boje się narkozy i odwlekam zapisanie się na zabieg. 🙁

dopieszczamy.pl
Gość

Dałeś czadu tym wpisem – straszno i śmieszno. Przynajmniej dowiedziałam się, co to jest ta otorynolaryngologia 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No widzisz? Bawiąc uczę 😀

Zakazanna
Gość

Pozwól, że rozsiądę się wygodniej i uśmiechnę od ucha do ucha.
Z tej strony specjalistka od wiecznie zatkanego nosa, spowodowanego zrostami, alergią na roztocza i nadużywaniem kropli z pseudoeferdyną (brałeś z pseudoefedryną czy xylometazolinem? :D)

Ile ja się nabiegałam, ile naprosiłam, ile naawanturowałam, ile skarg na placówki napisałam (to ostatnie lubię najbardziej), Ile łbów tępych miałam ochoty bliżej zapoznać z blatami. Jeśli kiedykolwiek napiszę swoją biografię, jeden jej rozdział zostanie poświęcony przegrodom nosowym. A może by z tego zrobić osobą serię? Przegrody Nosowe i Głupia Ci*a z placówki na ulicy *******. Kurczę, to kusi i to nęci.

Któregoś dnia zrezygnowana i ledwie oddychająca przez nos, poniechałam kontaktów z Niech (się) Fakają (i) Znikną i zapisałam się na pakiet medyczny w LuxMedzie. Nagle okazuje się, że można chodzić do wszystkich lekarzy jakich dusza zapragnie bez skierowania, ile się chce i mieć za darmo badania. Za darmo, czytaj wszystko za 79 zł miesięcznie. Często chodzę do lekarza, bardzo mi się to opłaca.

Jak się skończyło? Tak, że i tak ciężko mi rzucić narkotykowe krople zagłady, więc gdy jest bardzo źle, to nimi psikam, a potem daję steryd donosowo i mam spokój na jakieś 2-3 dni. Dużo nawilżam (krople z olejkami, aloesem, panthenolem, sól morska) i mój komfort życia nieco się polepszył. Widzę, że Twój wpis jest trochę stary, jak tam więc Twój nos? 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Mój nos dopóki nie zatka mi też dziury do picia piwa chyba w takim stanie pozostanie.

A tak na poważniej – jak spotykam takich konowałów, to mam z mety strach przed tym, że jak trafię na pseudolekarza co na studiach chlał zamiast wkuwać anatomię, to zamiast naprawić mi coś w nosie, spitolą mi coś np. z prostatą i będę miał większy problem. Przymierzam się od jakiegoś czasu do wizyty w takiej jednej bardzo dobrej klinice laryngologicznej we Wrocławiu, ale tam niestety nie ma opcji NFZ, wszystko leci z ciężkiej krwawicy. A wiesz jak to jest – niby kropelki pomagają, więc na razie te trzy kółka są na inne wydatki. Durne to, wiem, ale czy ktoś powiedział, że ja jestem mądry? 🙂

Xylometazolin – Otrivin w sprayu i jechane. Kiedyś nawet odstawiłem krople na dobre pół roku chyba, śluzówka mi się pewnie i odbudowała, ale co z tego, jak znowu przy spaniu inaczej niż na prawym boku miałem zatkany nos i się dusiłem? O charczeniu (bo to już nawet nie chrapanie) nie wspomnę.

A cykl o przygodach z NFZ to ja chętnie pośledzę – mój pierwszy wpis na blogu był o pobieraniu wymazu na chlamydię 🙂 Potem też kilka się pojawiło i są w czołówce jeśli chodzi o zasięgi. Dawaj!! 🙂

Zakazanna
Gość

Ok, przemyślę sprawę! (i poczytam o chlamydii :D)

No to wszystkiego dobrego nosowego życzę!

Babownia
Gość

Przepraszam Jacku Em, ale przyznaję się 😀 😀 😀 wciąż się haham 😀 ale to może ta empatia taka nerwowa ze śmiechem psychola, bo ja do ortopedy chodziłam ostatnio 😀 też na O. Tylko nie w lipcu, więc nic nie było schłodzone, ale były za to 3 kolejki po 3 różne usługi w ramach zdjęcia gipsu 😀 ale się cieszę jak głupi do sera, bo nie ma gipsu. Jest Twój opis rzeczywistości WELCOME TO NFZ ( czy była kiedyś taka piosenka WELCOME TO THE UNIVERSE?) A ja mam piwo w szklance 🙂 Coż więcej mi trzeba. (aaa i mąż dzisiaj nie chrapie) Pozdrawiam!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Była „Welcome to the jungle”, tez by pasowała 🙂
A co w gipsie wylądowało i czy wszystko już ok?

PS. Zazdroszczę niechrapiącego męża – moja Pani Matka to cud, że jeszcze się nie rozwiodła. Albo mnie kocha albo mam jakieś ukryte zalety, o których nie wiem 🙂

Babownia
Gość

Zapewne masz wielkie zalety, jakkolwiek to nie zabrzmiało właśnie 😀 a mój Małżon? Nie chrapał wczoraj 😀 Wyjątkowo …

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja za to wyjątkowo chrapałem. Może to jest moja zaleta? Odstraszam dzikie zwierzęta? 😉

Babownia
Gość

😀

Nihil Novi
Gość

Tak to jest, że jak nie wystoisz, nie wyszarpiesz, nie wymodlisz do Jasnej Panny Rejestratorki, to nie będziesz mieć….

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A i wtedy nie wiadomo 🙂

porcelaindoll.pl
Gość

Polska służba zdrowia, ja mam coś z uszami, od dziecka miałam problemy ale w ostatnich latach się nasiliły i chyba nie prędko zbadam przyczynę takiego stanu rzeczy, bo moja uczelnia zawala mnie zajęciami od 8-17 średnio i projektami po godzinach, więc nie mam czasu zwyczajnie, a dwa że jak mam się użerać z lekarzami to zjadę sobie chyba dogodny termin i w końcu pójdę prywatnie

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nom, i chyba lepiej na tym wyjdzie Twoje zdrowie 🙂

Magdalena Wojdała
Gość
Magdalena Wojdała

Cuudownie napisane.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dziękuję 🙂

Dotee - Witaj Słońce
Gość

Śmiechłam z powodu buteleczek i z powodu bezczelnej fotografii browarów w lodówce 🙂 ale widać, że na NFZ dawno nie byłeś. Tam, gdzie ja chodzę poza tymi buteleczkami różnego rodzaju jest dokładnie tak samo 🙂 A niektórzy lekarze wyglądają jak nawiedzeni przez duchy 🙂 Następnym razem radzę zapisać się do innego laryngologa w tym miejscu, może pracuje więcej niż jeden? Ten drugi na pewno będzie miał inne ciekawe pomysły. I jak coś, to nie potrzebujesz już nowego skierowania do tego samego miejsca.
A jak bardzo musisz natychmiast, to jest taki trik, że się jedzie po 22 na pogotowie i tam od ręki przyjmują bez skierowania, ale tam to dopiero pracują typy spod ciemnej gwiazdy 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No własnie podobno w tym miejscu jest tylko jeden. Poza tym już chyba podziękuję za publiczne ZOZy i przerzucę się na niepubliczne – przynajmniej jakoś to wszystko poukładane, na czas i bez tego dziwnego focha i maniery publicznych lekarzy. Nawet pomimo tego, że do nowego miejsca muszę mieć drugie skierowanie 🙂

PS. O tym, co się działo na ostrym dyżurze możesz poczytać w innych wpisach, jeśli znajdziesz chwilę:
http://www.dizajnuch.pl/2014-11-03/romantic-nurse-and-doctor-play/
http://www.dizajnuch.pl/2014-11-25/palec-grzebalec-sie-popsul/
http://www.dizajnuch.pl/2014-09-19/seksowna-chlamydia/

Dotee - Witaj Słońce
Gość

„Romantic nurse and doctor play” roboty googli jęczą z wrażenia 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Do „randki z gwiazdą porno” się nie umywają 😉

Animalistka
Gość

Spoko, moja mama, jak idzie na konsultację do swojego Bardzo Ważnego Lekarza z NFZ, to tak jest rejestrowana, że ma wyznaczoną godzinę między 11:00 a 15:00, więc wcale nie miałeś tak najgorzej z kolejką, nie narzekaj. 😉

Który to szpital? Prawie Mąż mógłby coś zrobić z krzywą przegrodą nosową, najlepiej jeszcze przed ślubem. Chcę wiedzieć, dokąd zabronić mu iść, bo by wrócił pewnie, wzruszył ramionami i powiedział: „no co? Próbowałem przecież”.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Marciniaka na Fieldorfa. Jeśli Prawie Mąż chce poważnie zrobić taką operację, to lepiej potuptać na Sienkiewicza do medicusa i zrobić ją prywatnie. Ja się przymierzam, ale nie chcę nic sobie robić przed wyjazdem do Tajlandii, żeby się nie okazało, że coś mi się na miejscu dzieje i albo płacisz grube siano, albo my kopytki nie psiedajemy 🙂

MisCatalina
Gość

Uśmiałam się! I tak wygląda darmowa służba zdrowia, z naciskiem na służba 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Niech oni może już lepiej niczego nie naciskają 😉

Avatea
Gość

😉 Nieźle się bawiłeś! Taka impreza, medykamenty tanie, sado… A mnie tam nie było! 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Następnym razem dam cynk – potrzymasz mnie za rączkę 🙂

Avatea
Gość

Ja myślę… 😉

Justyna www.zdrowonajedzeni.pl
Gość

Też mam skecz rodem z NFZ – śmieszno-straszny… jak to w NFZ bywa…
Idę sobie do przychodni, na której funkcjonowanie płacę co miesiąc całkiem
pokaźną część moich marnych zysków pochodzących z prowadzonej od 10 lat
jednoosobowej działalności gospodarczej. Ze
skierowaniem (żeby nie było, że chcę na krzywy ryj coś załatwić).
– Dzień dobry, chciałam się zapisać na zabieg x.
– Ale zdaje sobie Pani sprawę, że jak się pani zapisze i przyjdzie tu w czerwcu, to tu nikogo może nie być?
– Yyy ale co ma Pani na myśli?
– No jak to co? Wystarczy się rozejrzeć, chyba widać że planujemy remont??? [mina pod tytułem „no heloł, ślepa jesteś?”]
Rozglądam się.

– Tak. Faktycznie, ale tak sobie pomyślałam, że może dałoby się zapisać
mnie już po remoncie? Np. w lipcu? Ewentualnie może jeszcze przed
remontem. [w domyśle – wszystkie jedno kiedy, ale żeby ktoś tu jednak
był w wyznaczonym przez przychodnię terminie]
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo terminy są na czerwiec.
– No ale w czerwcu planują też państwo remont.
– Dlatego ostrzegam, że jak pani przyjdzie, to może nikogo nie być.
Nie pogadasz…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Śmiechłem 🙂 Czasami mam wrażenie, że gadam do jakiegoś zepsutego automatu w tych tajnych służbach zdrowotnych 🙂

Małgosia | dobrezielsko.pl
Gość

Masakra… I jeszcze tyle kasy się traci na te czynności „okołolecznicze”, ehhh!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Które nie leczą 🙂

Cooking Monster
Gość

Szczerze współczuję… taka niestety jest nasza polska służba zdrowia. Przyznam też, że w większości przypadków te śmieszne akcje, które się przytrafiają wcale nie wynikają z ludzkiej złośliwości. Ci ludzie walczą z debilnym systemem i sami są na niego wkurwieni. Wiem, bo moja mama jest położną, a teściowa pielęgniarką i krew je zalewa na to, co się dzieje…
A z przygód z NFZ też mam sporo do powiedzenia 😀 u mnie była operacja kolana… po jakichś 2 latach oczekiwania 😀 raz trafiłam nawet na SOR, bo nie mogłam chodzić, ale pan doktór mądry stwierdził „że ja młoda, że dam radę” i wyznaczył operację na… 9 miesięcy później! TADAM – welcome to polska służba zdrowia. 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja zazwyczaj chodzę do NZOZ’u, gdzie jest normalnie – ok, czekasz do specjalisty, wiadomo, ale jak masz być o jakiejś godzinie i masz wyznaczony termin, to tak jest. A publiczne to publiczne – wszyscy mają wywalone, leż i umieraj 🙂

Kasia Wawrzycka
Gość

Chyba bym straciła cierpliwość dużo wcześniej niż ty 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Mnie to nieźle bawi zazwyczaj, bo ja w ogóle luźny jestem 🙂