Nasz ślub – najbardziej wzruszający moment życia

 

Wczoraj były mikołajkowe zawody w judo, w których mój Młodszy się naparzał na macie, tak jak i syn znajomych łamane na przyjaciół. Co w sumie bardzo jest logiczne, bo obaj chodzą na to samo judo. I jakoś tak wyszło, że po zawodach wylądowaliśmy u nas, przy naszym tymczasowym stole na docelowych nogach (mam nadzieję) i pod docelową lampą (mam nadzieję), wszystko tylko dwa razy wymieniane, bo się Pani Matce nie podobało. Ale do adremu.

Nie wiadomo kiedy na stole pojawiła się butelka chleba, bo przecież czwartek to prawie piątek, a jak piątek, to weekend za pasem, nie ma co walczyć z przeciwnościami losu i wielowiekową ekstradycją. Ja nie piłem, bo mi lekarz zabronił, a to chyba jedyna osoba, której słucham w życiu. No może jeszcze Bruce Dickinson i nieodżałowany Chester Bennington czasem mają u mnie posłuch, ale znowu jakoś zbaczam.

W miarę obniżania się poziomu płynów w butli rozmowy przekraczały kolejne levele i w końcu zawitaliśmy w sypialni. W sensie metaforycznym oczywiście, bo przecież nie tak dosłownie. I teraz następują dialogi_małżeńskie, bo okazuje się, że nie tylko ja z MałąŻonką potrafię gadać długo, namiętnie i bez sensu, ale za to dosyć śmiesznie.

Całość ubrałem w pewne fabularne ramy i trochę podmalowałem, ale wiecie, o co chodzi, nie? Osoby dramatu to (B)iałogłowa czyli małżonka i (M)ąż czyli wiadomo – bardzo mi to ułatwi narrację, a i Wam łatwiej będzie dokładnie śledzić mrowie wątków bez pogubienia się.

(B): Rano, koło piątej obudził mnie M, bo tak szlochał przez sen, tak się zanosił, tak straszliwie smutno łkał, że aż mnie serce rozbolało i tak mi się zrobiło go straszliwie szkoda. Ale że musiałam za chwilę wstać do pracy, to niestety pozostawiłam go w stanie takiego półsnu-półjawy, pogrążonego w tym wywołanym sennymi majakami smutku. Ale cały dzień czułam, jak w mózg i serce wbija mi się jedna igła współczucia dla ukochanego, a zaraz obok druga ciekawości, co takiego mu się śniło. Wysłałam więc sms’a – „Wiesz, że dzisiaj miałeś w nocy koszmar?”
(M): Wiem – rozmowny, jak to facet (przyp. redakcji)
(B): I pamiętasz co Ci się śniło? – zatroskana, jak to żona (przyp. redakcji)
(M): Tak.
(B): To co Ci się śniło, że tak aż łkałeś ze smutku przez sen?
(M): Nasz ślub.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...