Niezgoda rujnuje, naleśniki budują!

 

Wychodzę ja niedawno ze szkoły, Dżunior młodszy dzielnie dźwiga swój plecak na plecach, więc dla mnie pozostaje pojemnik z obiadem na wynos pod tytułem naleśniki z serem, bo piątek, zrobiony z jakiegoś marnego styropianoduroczegośtam, bo się wygina jak facetowi po 60-ce, a w drugiej klucze do auta, telefon, próbuję się pozapinać, bo zaczyna padać śnieg, gdyż ponieważ to przed weekendem było i lekko mi niewygodnie, bo mi się ręce kończą, a tu robota czeka. Trochę ciężko mi idzie, bo jeszcze telefon zaczyna piłować, jakiś #klajent wybrał sobie akurat ten moment, żeby zadzwonić, dlaczego w sumie nie, przecież każdy moment jest dobry, żeby dopytać, czy lepiej wybrać kolor szary czy popielaty i czy ta szafka to się powinna na lewo czy na prawo otwierać.

No więc wychodzę ze szkoły, tu mi dzwoni, tam mi wylata ergo się wygina i patrzę, a w padającym świeżo śniegu łebki się leją centralnie na boisku pod szkołą, w świetle że tak powiem monitoringu, choć dzień był jasny i nic nie świeciło jeszcze, ale oko kamery powinno czuwać. I tak patrzę, bo jeden większy najpierw mniejszego solidnie strzelił w pysk, wywalił na glebę i zaczął butować, ale to trochę jakbym „Szybkich i Wściekłych” oglądał, gdzie wiadomo, że to nie ma mientkiej gry i jak już Dom Toretto się z kimś napirza, to idzie na ostro. Jednym okiem zerkam na Młodego, drugim okiem gadam przez telefon, a trzecim obserwuję to MMA dla nieletnich.

I widzę, że idzie jedna mamusia w tym kierunku, więc w cichości serca odetchnąłem, że mogę się skupić na niezwykle ważnej szafce do przechowywania chujwieczego, a nie muszę życia młodemu ratować.

Ale mamusia cały ten nadziemny krąg ominęła i sobie poszła patrząc bardzo mocno pod nogi, bo przecież śnieg pada i szkoda butów, co się będzie przejmować rozlewem krwi. #Klajent przeskoczył tymczasem na temat wyższości szkła lakierowanego ⇒ponad blatem nad szkłem z nadrukiem ponad blatem, a ja delikatnie obieram azymut na ring, bo trochę mnie boli, jak się na świecie dzieje krzywda i niesprawiedliwość.

Lecz tymczasem w stronę ubitej ziemi żwawym i energicznym krokiem zmierza kolejna mamusia, więc na chwilę wstrzymałem dryf, wziąłem poprawkę na wiatr i skierowałem się do bramki wyjściowej. A tu mamusia tylko wzięła za szmaty swoje potomstwo sztuk jedna i nie reagując na dziejąca się przemoc, nieco pospiesznym krokiem ewakuowała się ze strefy działań dzierżąc pod swoimi skrzydłami nieletniego.

Chcąc nie chcąc, powiedziałem #klajentowi, że sorki, nie mogę kłapać i niech oddzwoni, jak już się zdecyduje, czy chce mieć w szafce dwie półki czy pięć i potuptałem w sam środek walki z tymi naleśnikami w garści.

Młody butujący na mój widok zaczął delikatnie spierdalać, ale widać głos mam mocny albo oblicze prawe, bo jak mu powiedziałem „Nie spierdalaj młody, tylko chodź tutaj”, to posłuchał, nie spierdalał i przyszedł tutaj.

Położyłem mu profilaktycznie ciężką rękę na ramieniu, coby jednak nie myślał o ewakuacji, wykazując się głęboką znajomością psychologii dałem mu do potrzymania naleśniki, bo jednak wydaje mi się, że we własnej głowie czyniąc gwałt nożny na swoim możekoledze mniej się narażał na grzech i potępienie, niż jako złodziej spierdalający z moimi naleśnikami. W końcu stoi szóste nie kradnij, a podpunktu nie ciągnij z laczka bliźniego swego nie ma. Powiedziałem, żeby tu stał i mi ich nie opędzlował, a tymczasem zacząłem podnosić młodego zbutowanego, pytam, czy wszystko w porządku i czy nie ma uszkodzonego czegoś żywotnego. Nie miał. Buźka młoda też cała, a wszystkie zęby poza efektownymi dziurami po mleczakach na miejscu.

Pytam więc tego większego:

– Co ci zrobił taki łepek mniejszy o głowę, że go napierdalasz butami na glebie, zwłaszcza, że śnieg pada, błoto jest i chujnia ogólna? Stań koło mnie – jestem wyższy od ciebie o dwie głowy z kawałkiem – chciałbyś, żebym ciebie też jebnął na glebę, a potem zbutował?
– No nie.
– Chcesz iść do dyrektora? 
– No nie.

Mniejszy na to z przerażeniem w oczach też mówi, że nie chce. Yyyy?

WTF?

– To co on ci takiego zrobił, że dostał taki łomot?
– To nie on, to jego kolega. 
– Że kurwa jak?

A no ten butowany:

– Tak, to moja wina.

 

Coś mam wrażenie, że się trochę wjebałem między wódkę a zakąskę i że trochę nie rozumiem…

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchMistrzyni Domu Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Mistrzyni Domu
Gość

A bo widzisz, w naziemnym kręgu też mają honor! Młody kozak za kolegę w bitkę pójdzie, a większy karę wymierzyć musi! To piękna historia, brawo! A naleśniki były chociaż dobre?

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Takie stołówkowe – szału nie ma, ale zjeść się dają. Dziecię było szczęśliwe 🙂