Moja randka z gwiazdą porno: część 2…

 

Miałem wrzucić część drugą mojej polewki z bohaterów angolskiego dokumentu “Date my porn star”, czyli trzech panów staje oko w oko i sutka w sutkę ze swoją wymarzoną i wyśnioną gwiazdą porno. Ale kiedy oglądałem to cudo po raz drugi, żeby wyłowić teksty do komentarzy, jak to było w przypadku reality show „Adam szuka Ewy”, przestało mnie to bawić. Wcześniej chciałem sobie przesłanie filmu olać i skupić się na ewidentnych głupotach, ale jednak potem to przesłanie mną lekko tąpnęło.

To film nagrany w ramach kampanii „The Campaign for Real Sex”, która ma pokazać, że to, co widzimy na ekranach niewiele ma wspólnego z prawdziwym seksem. Wiele osób, zwłaszcza bardzo młodych o tym zapomina (chociaż w filmie mamy i 40-latka). Czyli okazało się, że nie jestem aż tak cyniczny, jak mi się wydawało i niestety, ale druga część relacji z oglądania tego filmu będzie raczej na poważnie. Bartek, obiecuję obejrzeć to „Warsaw Shore”. Ale nie obiecuję kiedy.

OK, w poprzednim wpisie zostawiliśmy naszych kandydatów z pytaniami i wątpliwościami, bo przecież spotkanie ze swoim gołym idolem to nie tako i można dać plamę, nawet dosłownie. Ekipanci kręcący film wymyślili podobnie i skierowali naszą trójkę na plan filmu dla dorosłych, gdzie mogli się zmierzyć face to ass ze swoimi ograniczeniami i tak zwaną wrażliwością na bodźce. Być może dostali nawet chusteczki, ale tego nie było widać.

W pierwszej kręconej scenie dwie panie obsługiwały pana, a w drugiej innego pana obsługiwał jeszcze inny pan. Jak się nietrudno domyślić, pierwsza scena wzruszyła serca i inne żywotne organy panów hetero, druga bardziej przypadła do gustu panu homo. Wszyscy byli zachwyceni i żaden nie dostrzegł tej mało seksualnej otoczki oraz tekstów w stylu:

od razu jak w nią wejdziesz to kończ, bo mamy studio tylko na godzinę.

 

Podjarani wsiedli w samolot i polecieli do Los Angeles…

…krainy cudów oraz sztucznie pompowanych ust, cycków i fujar. LA jest podobno great i zajebioza, więc nasza trójka przeżywa jak stonka wykopki. Tym bardziej, że ich rozdzielili i za chwilę przywiozą ich na pierwsze spotkanie ze swoimi idolami, którzy właśnie ciężko pracują.

Cody Cummings w krótkich spodenkach ćwiczy biceps waląc gruchę w loftowych klimatach. Kamerzysta wygląda tak, że naprawdę podziwiam faceta, że w ogóle mu stanął. Przy okazji dowiadujemy się, że facet wcale nie jest homo – ma dziewczynę i córkę i tylko tak sobie gra w filmach z panami, bo stawki lepsze (a do scen z panami przygotowuje się oglądając sceny z paniami). W sumie to nie wiem, dlaczego mnie to dziwi – Robert Downey Jr. też na codzień nie biega w blaszanym wdzianku jako Iron-Man, a Anthony Hopkins na co dzień też ma bardziej zróżnicowaną dietę niż potrawka z ludzkiej grasicy, nie?

Jes­sica Jay­mes w skórzanych albo lateksowych ciuchach rodem z najgłębszej męskiej fantazji pląsa radośnie i wije się w zadymionym pomieszczeniu a’la jakaś piwnica, a potem na wielkim łożu pozuje do zdjęć ze swoim kolegą z pracy robiąc tak podniecające i podniecone miny, że łojej. A potem zaczyna się akszyn. Oczywiście wcześniej wciska w nią tubkę nawilżacza, bo na sucho to sobie można strugać drewienka na ognisko albo Pinokia. Co chwilę też mamy przerwy – a to za sucho, a to za mokro, a to reżyser się wpieprza i pokazuje, że nie tak, a to na zewnątrz jakiś debil klaksonem napierdziela. Ciężka robota, serio, podziwiam. Ale Kevin się nakręcił jak sprężyna w Big Benie.

Tanya Tate ma za to do zagrania rolę surowej matki, która puka się z własną córką w domowym zaciszu. Jakby to nie było dość popierdolone, to jeszcze w międzyczasie mamuśka narzeka na swojego męża, że nie robi jej tak dobrze jak córuś. Oczywiście to wszystko ściema, o czym Tanya nie waha się poinformować. „Gdybyśmy były naprawdę rodziną, to było nielegalne”. Powaga?!?! Tak, „this is not real”. Uf, ulżyło mi… Jonathanowi nie ulżyło, wręcz przeciwnie – dostał ślinotoku i ma kłopoty z oddychaniem. Na pocieszenie dostał od Tanyi niebieskie stringi i buziaka. Ja bym je zdecydowanie wcześniej przeprał. I wygotował.

 

W międzyczasie odwiedzili amatorskie studio z seksem przed kamerkami internetowymi.

Nasza szczęśliwa trójka załapała się na casting prowadzony przez samego bossa tego nomen omen interesu, zwanego Porno Dan. Laski wchodzą, rozbierają się do naga, odpowiadają na kilka pytań i voilà – mają tę robotę. Trzeba na nowo napisać podręczniki „Jak się zaprezentować na rozmowie kwalifikacyjnej”. Na początku wszystko fajnie, bo na casting wchodzą podręcznikowe wręcz lachociągi.

Ale w pewnym momencie mamy mały zgrzyt, a właściwie dwa – jeden mój osobisty, drugi ogólny. Osobisty jest wtedy, kiedy na casting wjeżdża Jabba. Dosłownie. To niby tam jakiś reżyser tak upasiony, że nie chodzi tylko jeździ takim czymś z memów o Walmarcie. To jest mój osobisty szczyt oblechu. A drugi jest wtedy, kiedy o posadę stara się matka trójki dzieci, która dodatkowo niedługo broni doktorat z fizyki kwantowej. Serio. Upada mit o tym, że w Stanach jak masz łeb, to nie pracujesz dupą. A może ona to po prostu lubi?

Ale na koniec wchodzi 19-letnia dziewczynka, która też chce pracować w biznesie. Miała do tej pory trzech partnerów w długich związkach (w długich??? 19 lat???). Nasi szczęściarze jakoś tak podpytują dziewczynę, żeby zrozumiała głupia, że to niekoniecznie tędy droga. Porno Dan czuje, że kasa ucieka i lekko wkurwiony kończy casting. Chwilę się zastanawia nad niesamowicie trudnym wyborem, po czym zatrudnia tę dziewczynę, która mu się najbardziej spodobała. I która chwilę później ląduje na facecie i jego pytongu nagrywana przez Jabbę na wózku i transmitowana w świat. To tyle jeśli chodzi o okres próbny i przeszkolenie BHP.

Całość zasiała w naszych wybrankach trochę wątpliwości, bo od drugiej, znanej im wcześniej strony ekranu wygląda to trochę inaczej. Jakoś tak mniej mechanicznie i bezosobowo. Ba, może nawet romantycznie.

 

Siedzieliście kiedyś na showup.tv?

Ja kiedyś zajrzałem, bo przeczytałem artykuł w wybiórczej i byłem ciekawy. I jakoś mnie nie ciągnie do zaglądania po raz drugi. Info dla tych nie w temacie – to portal z kamerkami, gdzie jedni do kamerki kręcą dupą, czy co tam akurat mają pod ręką, a drudzy tej ręki używają do kręcenia sobie własnoręcznie tym czymś, co tam akurat mają. Czyli mówiąc wprost – jedni przed kamerami podniecają tych drugich, za co ci drudzy płacą tym pierwszym. Płaci się jakimiś żetonami czy kredytami, które trzeba sobie wcześniej doładować. 1 kredyt to chyba 10gr dla „artysty”. I pojawiają się ogłoszenia np. „po osiągnięciu celu strzał na twarz”, a ten cel to 500 żetonów, czyli 50zł. Jak to mówią – na bogato.

Bo to jest tak naprawdę niesamowicie dla mnie niepojęte, że ktoś to ogląda. I to w czasach, gdzie nawet jeśli nie chcesz się bawić w kwiatki i czekoladki, to znalezienie kogoś tylko do seksu jest dziecinnie proste i nie rozumiem po co hodować sobie włosy między palcami? Poziom tych, nazwijmy to, produkcji telewizyjnych przypomina stare niemieckie pornole oglądane na zajechanych kasetach VHS. Czyli wiecie, 3xB: bobry, brzuchy i bazarowa bielizna na tle ściany z wiszącym dywanem. Bo że ktoś występuje, to akurat potrafię zrozumieć – jeśli jest popyt, to i podaż jest, to naturalne. Ciężko mi natomiast ogarnąć, że za tak psie pieniądze. Nie wiem, może ja mam to nieszczęście, że moje życie erotyczne jest od wielu lat niesamowicie udane, dodatkowo na brak kasy też nie narzekam i dlatego, pech chce, że nie potrafię tych ludzi zrozumieć.

 

Tyle, że w naszym swojskim showup to amatorzy.

Tam, w Stanach, to jest przemysł, który jak się za chwilę okaże, nie zna litości i wcale nie jest taki fajny, jak się wydaje. Panowie mianowicie z bardzo bliska oglądają transmitowany na żywo w necie program „Fuck a fan”, czyli 3 gwiazdy porno jadą panów-amatorów, którzy się gdzieśtam zgłosili. Cały dzień. Ale zanim the games begin, Porno Dan zaprasza przed kamerki swoich brytyjskich gości i ci pozują sobie z dziewczątkami, potem siadają na kanapie dla VIPów i oglądają. Zaczyna się jazda. Po kilku godzinach jedna z dziewczyn jest wykończona, ale to show na żywo, nie można go przerwać – chwilę sobie popłacze na zapleczu, a potem wraca do roboty. Oczywiście na sam koniec na dziewczynkach poużywa sobie ekipa i Porno Dan we własnej osobie.

Tutaj już się naszej trójce zaczynają otwierać oczy, że to wcale nie jest takie fajne, jak wygląda. Czas na dłuższe tête-à-tête ze swoimi idolami. Nie wiem, jakie oczekiwania mieli panowie, ale to wcale nie były rozbierane randki z hiszpanem na koniec. Rzekłbym nawet, że to były dosyć poważne rozmowy, po których nastąpiła jeszcze jedna niespodzianka, mianowicie spotkanie z ex-gwiazdką porno Vanessą Belmond zwaną szerzej jako Alexa Cruz. Która to Vanessa poopowiadała im o obowiązkowych, comiesięcznych badaniach, które niczego tak naprawdę nie badają, bo w poniedziałek robisz badania i jesteś czysty, a we wtorek już coś możesz złapać i przez następny miesiąc zarazić mnóstwo osób. O chlamydii i innych przyjemnych chorobach przenoszonych drogą płciową. O otarciach, rozdarciach, krwawieniu z gardła i nie tylko. Oraz o prochach, które trzeba brać, żeby to wszystko jakoś wytrzymać. Także psychicznie.

Po tym wszystkim panowie wracają do Londynu i zmieniają swoje życie.

Koniec.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o