„MAD MAX” – łomatko…

 

Na mojej osobistej liście filmów, które są uważane za arcydzieła, a jakoś mnie nie eksajtują był stary, dobry, poczciwy „Mad Max”, w którym zaczynał gwiazdorzyć Mel Gibson. Zarzekałem się tam, że muszę sprawdzić osobiście i na własnej skórze i własnymi oczyma …-czami te wszystkie achy i ochy i zachwytu jęki odnośnie nowego „Mad Maxa”, gdzie gwiazdorzą Tom Hardy i Charlize Theron.

I sprawdziłem.

To film niesamowity, chociaż właściwie o niczym konkretnym. To nie fabuła wgniata nas w fotel, tylko to, co na ekranie widzimy i co z ekranu słyszymy. Mnie wyrwało z butów.

 

W dobie green boxów, CGI i bla bla bla, blogowy bełkot*

 

Krótko – IŚĆ!!

 

* – Wera z bloga chodzioszczescie.pl wzruszyła mnie do łez tym tekstem i udzieliła osobistej i własnoręcznej licencji na wykorzystanie. Więc wykorzystuję. Własnoręcznie. Dzięki.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Wera Zuliwa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Wera Zuliwa
Gość

:*