Koncert życzeń w stylu ’95…

 

Zastawiałem się, czy tego typu tekst, a właściwie tekścik opublikować, bo nie bardzo lubię czytać czyjeś osobiste rankingi – jeśli dobrze nie znam tej osoby, to taki tekst mnie mało eksajtuje i niekoniecznie chce mi się czytać/słuchać/oglądać. Ale się okazało się, że na mój zjazd na XX-lecie matury mieliśmy przygotować jakieś kawałki do pobawienia się, bo impreza będzie w klimatach delikatnie retro. No to zacząłem kopać w archiwumie. Dodatkowo odgrzebałem sobie stare albumy ze zdjęciami i jakoś mnie wzięło na wspominki. Dlatego dzisiaj mój osobisty koncert życzeń – kawałki, które w jakiśtam sposób były w moim życiu ważne albo były must be na imprezach. Możesz nie czytać, ani nie słuchać. To raczej starocie, bo z tych nowszych niewiele mi wpada w ucho i zostaje na dłużej.

 

Faith No More, Epic

Na początek kawałek, który zawsze i wszędzie daje mi niezłego kopa i napełnia energią. Pierwszy raz słuchałem i przegrywałem od kolesia, który przywiózł oryginał ze Stanów na, jak to mówił, taśmach. Stare to jak pokłady węgla brunatnego, ale ten numer się nigdy nie zestarzeje. Polecam na dobrym sprzęcie i na full. Aha i jeśli już się poświęcisz, to obejrzyj klip do końca.

 

Pearl Jam, Jeremy

Kiedy pierwszy raz tego słuchałem jeszcze nie widziałem, że Eddie drze ryja o czymś, co wydarzyło się naprawdę. Tragedia, która wstrząsnęła swego czasu Ameryką. A potem przyszedł 11 września i takie rzeczy spowszedniały. Ale bywało, że w chwilach depresyjnych potrafiłem ze słuchawkami na uszach drzeć się razem z nim. No i dzięki temu kawałkowi wygrałem wejściówkę na imprezkę Radia ESKARock.

 

Metallica, The Unforgiven i Enter Sandman

Założę się, że większość ludzi, którzy w ogóle kojarzą coś takiego jak Metallica, za ich najpopularniejszy kawałek uzna Nothing Else Matters. Pewnie tak, ale ja słuchałem ballad w zasadzie jedynie na imprezach, kiedy można było się pobujać w wolniutkim z laską, bo szybkich to ja wtedy nie bardzo.

 

Dire Straits, Brothers in Arms

Jak już mowa o przytulankach, to nie było i nie ma nadal lepszego kawałka od tego. A jeśli komuś się zechce wgłębić w tekst, to odkryje, że to nie tylko durnowaty przytulaniec, ale bardzo mądra i głęboka pieśń z wątkami patriotycznymi i takie tam.

 

London Beat, I’ve been thinking about you

No, i podpierałem ściany do momentu, kiedy to jedna dziewoja nie postanowiła, że nauczy mnie tańczyć. Kawałek totalnie nie w moich klimatach, bo ja nie lubiłem i dalej niekoniecznie lubię takie sieczkobrzęki, ale do tego jednego mam niesamowity sentyment, bo to przy nim byłem katowany i edukowany. No i nie powiem – pokochałem taniec i idzie mi to naprawdę dobrze (kto widział, ten wie).


 

Dr. Alban, It’s my life, MC Hammer, U Can’t Touch This i Vanilla Ice, Ice Ice Baby

A jak już zacząłem się na imprezkach ruszać, to nagle zapragnąłem powyginać się trochę bardziej i poruszać nóżkami. W czasach, gdy internety były równie odległe jak dzisiaj teleportacja i uczciwi politycy, nagrywało się te klipy na UWAGA! kasety video, tupało się do kolegów, podglądało układy i wspólnie świrowało w dużym pokoju. Wiocha i żenua, ale po dyskotece człowiek był bardziej uchetany niż po porządnej siłce. I dziewoje sikały po nogach. No, ale jeszcze w kinach nie grali Step up, tylko Dirty dancing.

 

 Michael Jackson, Bad

W temacie tańca ten koleś pozostanie mistrzem świata wszech czasów. To, co teraz oglądamy w przeróżnych „Step up” czy innych tego typu filmach miało swój początek w tym, jak Michael się ruszał. Cokolwiek by o nim nie mówić, to był to i pozostanie na wieki King of pop. Właściwie ja łykam wszystko, ale Bad szczególnie lubi mój Tymoński.

 

Wzgórze YA-PA 3, Libacja

Na niektórych imprezkach ten kawałek był nam szczególnie bliski. Taaa, Kaliber 44, Liroy, Paktofonika – początki hip-hopu w naszym kraju raju. Dlatego bardzo, bardzo śmieszą mnie ekspierdzi, którzy wtedy jeszcze nawet nie byli w planach, a teraz znają się na bicie, floł, skreczu czy brejku. Ale to najczęściej dzieci neostrady, które znają się na wszystkim. Kuźwa, to nawet nie ma klipu, ech…

 

ZERO, Bania u Cygana

Nie mogło zabraknąć tego kawałka. NIGDY. Był i nadal jest świetny na rozkręcenie na początku, na poskakanie w środku i prawie na sam koniec, zanim poleci nieśmiertelny ostatni numer każdej potupajki, czyli…

 

Elektryczne gitary, To już jest koniec

No przecież, nie?

 

A Wy? Jakie kawałki byście mi podpowiedzieli na tego typu piernikalia?

PS. Jak ja mogłem zapomnieć o najlepsiejszych polskich kawałkach wszechczasów???


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchMr. KaffeinoBabownia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Mr. Kaffeino
Gość

stare dobre kawałki. Dire Straits to jeszcze Money for Nothing … cisza bębny … cisza i gitara a jeszcze więcej walorów smakowych daje odsłuch na SACD … sąsiady mniej zadowolone

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ojć, nie stać mnie na sprzęt to odtwarzający, u mnie pospolity Spotify 🙂

Babownia
Gość

Poszukałam po głowie, a potem po YouTube i proszę, jest mój smaczek z przeszłości 😀 Bird of Paradise i https://www.youtube.com/watch?v=RBXTNAdvGKI

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Jezuuu, ile ja się przy tym numerze imprez przebujałem z nóżki na nóżkę 🙂