#klajenci, którzy mniej lub bardziej działają na nerwy.

 

Wiecie, jednym z powodów, dla których wymiksowałem się z korpo-banku i zacząłem projektować ludziom wnętrza było to, że miałem już trochę dość pracy z ekranikiem zamiast z tymi ludźmi właśnie. Z niewielkimi wyjątkami wolę kontakt face to face, niż bezduszne klepanie w klawisze. Wyciskanie raportów z baz danych nie daje tego, co kontakt z drugim homo sapiens.

Dlatego przeważnie lubię swoich klientów. Przeważnie oznacza jakieś 99,9%, bo też i ludzie z natury nie chcą być pojebani, prawda? Ale jednak ten kawalątek procenta potrafi czasami tak napsuć krwi, że ręce i nogi opadają. Masz ochotę walnąć jakimś ciężkim przedmiotem w ten pusty łeb i tylko siłą woli się powstrzymujesz. Tęsknisz wtedy za tymi pięknymi czasami jakieś 25 tysięcy lat temu, kiedy w takich sytuacjach wyciągało się solidny kawał lagi i załatwiało sprawę od ręki. Najlepiej od prawej i z porządnym zamachem.

Ale wiek mamy XXI i takie metody uznaje się za delikatnie przestarzałe. Na szczęście mój wewnętrzny radar odpowiednio wcześnie włącza w głowie czerwone światełko i przeważnie się nie myli. Dlatego Ci pomogę, może rozpoznasz symptomy odpowiednio wcześnie i zaoszczędzisz sobie nerwów, a ja będę miał zasługę gdzieś tam na górze.

 

Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem

To najczęściej ktoś na wysokim stołku, który nie ma czasu na rzeczy tak prozaiczne, jak urządzanie swojego ogniska domowego czy siedziby firmy, bo jego głowę zaprzątają Sprawy Dużo Ważniejsze. I gadasz wtedy z kimś, kogo do tak przyziemnych spraw oddelegował. I taki asystent ustala z Tobą pierdylion rzeczy, które potem okazują się nie do końca po myśli szefa. W zależności od momentu, w którym wszystko wyjdzie na jaw czy od tego, jak jest skonstruowana umowa, taka sprawa załatwi się mniej lub bardziej milusio. A czasami zupełnie nie milusio.

TIP: ustal (najlepiej w sposób, który zostawia ślad, czyli np. mailowo), z kim i w jakim zakresie masz się kontaktować i kto jest w jakich kwestiach decyzyjny. To nie grzech, że ktoś ma inaczej poukładane priorytety i ważniejsze rzeczy na głowie, ale dlaczego to Ty masz ponosić tego ewentualne konsekwencje?

 

Żona swojego Męża

To trochę podgatunek tego powyższego, ale moim zdaniem dużo groźniejszy. Najczęściej Pan Mąż jest jakąś ważną szychą, właścicielem dużej firmy czy innym CEO, a urządza sobie gniazdko z kobietą, która ma dużo niższą pozycję w życiu czy w firmie. A jest z nią, bo na przykład fajniejsza była niż żona wcześniejsza. I jakkolwiek seksistowsko by to nie brzmiało, zazwyczaj niewiele więcej poza fajnością ma do zaoferowania. I dlatego nadrabia kurewską wrednością, bardzo często traktując wszystkich z góry wręcz na granicy chamstwa. Do wszystkiego się przypieprza, nic jej się nie podoba, nic nie jest wystarczająco dobre dla jej misia. Bo przecież najlepsza jest ona. I musi to stale udowadniać, żeby miś nie wymienił na lepszy model. Przynajmniej nie za prędko. Na każdym etapie współpracy jest to droga przez mąkę.

TIP: najlepiej przywalić cenę zaporową, żeby zrezygnowali. Jeśli nie zrezygnują, to przynajmniej wiesz, za co się męczysz. Albo wprost podziękować za współpracę. Nie wiedzieć czemu takie jasne postawienie sprawy jest niemile widziane, więc użyj magicznej formułki „niestety, z uwagi na wcześniej podjęte zobowiązania, nie będę w stanie poświęcić Państwu wystarczająco dużo czasu, żeby sumiennie wywiązać się z warunków współpracy”. Powinno pomóc.

 

Jestem Legendą

Znowu szycha. Czasami naprawdę, często tylko tak mu się wydaje, ale bez wyjątku dupek. Ma takie mniemanie o sobie, że jakby go cofnąć do starożytności, to Neron z wrażenia podpaliłby się sam zamiast spalić Rzym. Taki Pan i Władca często wręcz upokarza czy obraża innych – nierzadko np. żonę, z którą do nas przyszedł. Wszystko mu się należy, a sam fakt, że przyszedł skorzystać z Twoich usług powoduje, że jesteś jego własnością i służącym. Fragment maila od takiego klienta da Ci lepszy ogląd:

„Może powinien się Pan cofnąć na studia biznesowe, aby poznać techniki rozmowy z klientem ponieważ nie mówi się do klienta,aby się nie spóźnił, Pana obowiązkiem jest czekać jak pies bo taka jest Pana praca.”

TIP: jak wyżej. Choć ja uważam, że najlepiej się z tego wymiksować – szkoda życia, nerwów i zdrowia. Im wcześniej, tym lepiej.

 

Wszystko wiem najlepiej i sam mógłbym sobie to zrobić

Po co on do mnie przyszedł, to ja nie wiem. Wszystko ma już obmyślone, wszystko zaplanowane, wszystko wie najlepiej i nic, co próbujesz mu przetłumaczyć nie działa. Podważa wszystko to, co mówisz, kwestionuje Twoje doświadczenie i w zależności od nastroju – albo zaczyna być chamski, albo nagle staje się olewistyczny i denerwująco lekceważący z takim uśmieszkiem pierdol, pierdol, ja i tak wiem lepiejPan Wszystkowiedzący załapał się już kiedyś u mnie na wpis.

TIP: musisz podejść do sprawy z pełnym profesjonalizmem zmieszanym z oceanem cierpliwości i, w zależności od stopnia skażenia klienta nieomylnością, albo uzna on Twoje doświadczenie i wiedzę, albo nie. Niestety, nawet w tym pierwszym przypadku cała współpraca może iść jak po grudzie. I pewnie pójdzie.

 

Przeczytałem w internecie.

Domena informatyków – google to nowa wyrocznia, a fora internetowe to skarbnica wiedzy. To nic, że na temat projektowania mebli wypowiada się gdzieś na GoldenLine dajmy na to Business Intelligence Developer & Requirements Engineer, który niekoniecznie się na tym zna, ale się wypowie. Ktoś taki kupi elektroniczną suwmiarkę, żeby zmierzyć średnicę przewodu w ścianie, bo przeczytał w necie, że do piekarnika powinno być 3×2,5 i musi się przekonać, czy na pewno ma #truestory. Czy taki #klajent będzie dla Ciebie denerwujący, to właściwie tylko kwestia Twojego nastawienia, bo zazwyczaj oni nie robią tego ze złej woli. Ja, jako informatyk z wykształcenia rozumiem ich doskonale – program albo jest dobrze napisany i działa, albo źle i nie działa. No chyba, że to Windows.

TIP: spokój Cię uratuje. Gość nie jest upierdliwy, tylko najczęściej przejęty nową rolą i czuje się w niej lekko niepewnie, więc cierpliwie tłumacz, wyjaśniaj, prostuj kręte ścieżki i wreszcie zostań w jego oczach ekspertem. Wtedy współpraca będzie bajeczna, a Ty zdobędziesz wiernego klienta na wieki, zaufaj mi. I to nic, że wszystko co powiesz sprawdzi później w necie.

 

Pan Rabat

To wszystko wina Michała Szafrańskiego, który polskie umysły zaraził ideą mania pieniędzy i wydawania mniej. A tak już poważniej – ja wiem, rozumiem, nawet wręcz popieram oszczędzanie, więc nie obruszam się absolutnie, kiedy ktoś w trakcie współpracy o rabatach rozmawia i o rabaty pyta. Sam to robię, bo to żaden obciach. Ale obciachem już jest, kiedy takie pytanie pada bez grama choćby klasy czy wyczucia, najlepiej na pierwszym (bezpłatnym) spotkaniu, gdzie omawia się zakres i warunki współpracy. Albo wręcz staje się szantażem („albo dasz rabat, albo pójdę gdzie indziej”).

TIP: a to zależy od Ciebie, ja tam za darmo to mogę wpisy na bloga robić, ale nie pracować. Oh, wait…

– No dobrze, a co będę miał w tym projekcie gratis?
– Gratis ma Pan dzisiejszą rozmowę ze mną.

 

Yyyyyyyyyyyyyyy

– Chce Pan mieć fronty w kuchni w lakierze na wysoki połysk, czy matowe?
– Yyyyyyyyyyyyyyy

– Bardziej się Pani podobają tonacje w brązach czy w szarościach?
– Yyyyyyyyyyyyyyy

– Styl tej kuchni to taki bardziej retro/glamour, czy nowoczesny?
– Yyyyyyyyyyyyyyy

TIP:
– Doliczę 50% za niezdecydowanie, ok?
– Yyyyyyyyyyyyyyy

 

Pewnie taka lista to tylko wierzchołek góry lodowej, więc podpytam – jak to jest u Was?

Spotykacie się z takimi #klajentami np. w swojej pracy? Może z innymi?

A może sami nimi jesteście?

Hmmm?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

78
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
64 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchSonia WolaninBasiaxpilBlogierka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Sonia Wolanin
Gość
Sonia Wolanin

muszę napisać podobny o pacjentach :-))))

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Go for it! 🙂

Basia
Gość

Pracowałam w księgowości (biuro rachunkowe) i z uwagi na najkrótszy staż byłam wysyłana do najbardziej niewdzięcznej roli, czyli właśnie pierwszego kontaktu z nowymi klientami (nikt nie chciał tego robić). Nie zapomnę sytuacji, w której przyszedł taki właśnie „Jestem Legendą”, który chciał tu i teraz natychmiast podpisać umowę pomiędzy biurem a spółką z o.o. Z uwagi na nasze ścisłe procedury, nie byłam w stanie mu pomóc – mogłabym jedynie wziąć od niego wszystkie dane w postaci formularza, a następnie formularz ten przesłać elektronicznie do działu zajmującego się sporządzaniem umów (w innym oddziale biura, w innym mieście!). Nie miałabym prawa ani sporządzić umowy, ani nawet jej z nim podpisać. Gościu się wkurzył i był nieprawdopodobnie nieprzyjemny, rzucał pretensjami i już dosłownie na mnie KRZYCZAŁ co to ma w ogóle znaczyć, że on przychodzi podpisać umowę i nie może. Mało tego, w tamtym momencie nie było nikogo, kto mógłby mi jakkolwiek pomóc – szefowej nie było (to też norma, człowiek widmo, może łaskawie przyjdzie do pracy, a może nie – wcale nie z ważnych powodów), biuro zaraz było zamykane (tuż przed 16). Ostatecznie pojechał do tamtego „oddziału wyżej” i tam przekierował swoją złość. Co lepsze, te bardziej „życzliwe” koleżanki-lizydupy szefowej (koleżanki to duże nadużycie) tak rozdmuchały sytuację, oczywiście ją koloryzując, że ja takiego grubego klienta nie obsłużyłam, że wyszedł niezadowolony (ciekawe kto bardziej – ja, drobna dziewczyna, która była uprzejma, a została zjebana jak pies, czy ten palant), miałam wtedy zdrowo przejebane i cała góra mi to wypominała przez następne miesiące. Jedynie te prawdziwie życzliwe (już nie w cudzysłowie) całkowicie przyznały mi rację, że znalazłam się w sytuacji, w której nie mogłam nic zrobić, bo moje uprawnienia mnie po prostu zblokowały. Gdybym się nie zastosowała do procedur, to by było dopiero. Całe szczęście, że działasz na własną rękę i sam możesz podejmować decyzję o obsłużeniu lub kulturalnym nieobsłużeniu Klienta. No i się powtórzę – nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy wyładowują się na innych, pozytywnie nastawionych osobach. Jeszcze mi się raz trafiła niezrównoważona psychicznie osoba, która jednego dnia prosto w oczy bardzo mnie chwaliła, dziękując za pomoc i wychwalając mnie pod niebiosa jak to super, że jej tak pomogłam, a na drugi dzień zadzwoniła do szefowej z prośbą o zmianę Opiekuna Klienta. Znowu miałam przerąbane za niewinność.

xpil
Gość

Moim zdaniem zrobiłaś dokładnie to, co trzeba było zrobić. Lepiej mieć niezadowolonego klienta i małą burzę w pracy, niż przekroczyć własne kompetencje i potem mieć z tego kłopot na pół życia. Inna sprawa, że w Polsce jest mnóstwo sytuacji, kiedy to do urzędnika należy interpretacja przepisu i w takiej sytuacji klient może być praktycznie pewien tego, że przepis ów zostanie zinterpretowany w sposób możliwie najbardziej dokuczliwy i niekorzystny klientowi. Sam wiele razy byłem w takiej sytuacji (niestety, jako klient), raz nawet opisałem to na blogu (tu można poczytać: https://xpil.eu/rzepka/ – a konkretnie punkt numer 4) i wiem jakie to jest frustrujące. Twój klient albo był zbyt pewny siebie („co to nie ja!”), albo też był po prostu przekonany, że odmawiasz mu wyłącznie po to, żeby zrobić mu pod górkę. Tak czy siak, nieprzyjemna sytuacja.

Basia
Gość

No właśnie, z perspektywy czasu też myślę, że właśnie tak należało zrobić, dziękuję 🙂 Niestety masz rację z tymi przepisami prawa, ja akurat miałam na myśli wewnętrzne procedury firmowe, ale znam też temat interpretacji przepisów. Walczymy z mężem o możliwość budowy garażu na własnej działce od jesieni. Ale nie tej, co była teraz, tylko rok temu 😉 Dopiero niedawno garaż zaczął powstawać i było to spowodowane tym, że za każdym razem urzędnik mówił co innego (zależy, kto siedział za biurkiem). Co miesiąc składaliśmy nowe wnioski na podstawie wytycznych uzyskanych od urzędników i za każdym razem otrzymywaliśmy decyzję odmowną, więc przeciągało się długo. Z tym Klientem, stawiałabym na nadmierną pewność siebie, właśnie wspomniane „co to nie ja!”, taki się właśnie wydawał… Idę przeczytać Twoją sytuację 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tak też się sprawdza klasę człowieka – jak traktuje tych, którzy są od niego zależni albo akurat w jakiś sposób niżej w hierarchii. Kasa tutaj dużo rzeczywiście zmienia, ale to też w dużej mierze kwestia charakteru.

Mamy często klientów naprawdę z wierchuszki, którzy zostawiają w meblach równowartość dobrego samochodu i pamiętam jak dziś faceta, który wysiadł z Cayenki na wielgachnym podjeździe własnej rezydencji i w gajerze za równowartość auta pomógł mi, bo widział, że targolę sam zmywarkę. I jeszcze się śmiał, że wreszcie ma trochę ruchu, bo siedzi ciągle za biurkiem i że to niezdrowe.

A pamiętam też kobietę, która wieki temu kupiła kuchnię za 3,5K (najtańsza, jaką w życiu sprzedaliśmy) i gdzie była fabryczna skaza na laminacie blatu, której po prostu nikt wcześniej nie zauważył. Oczywiście powiedziałem, że blat zostanie wymieniony, ale że nie tak za godzinę, tylko w przyszłym tygodniu, bo musimy nowy zamówić, obrobić itd. Wydarła się na mnie, że „przecież ona dała aż trzy tysiące za kuchnię!!” i co to ma znaczyć i tak dalej. Powiedziałem jej, że czy wydała na kuchnię 3 koła czy 30, to tyle samo czasu to musi potrwać i kwota nie ma tu nic do rzeczy. Skłamałem jak pies, bo miałem jej ochotę powiedzieć „pani kochana, metry kwadratowe kuchni, na których stoją meble są więcej warte i my szafkę do łazienki pod umywalkę robimy za większe pieniądze, więc nie krzycz na mnie, bo sam nie wiem co wstąpiło w naszą projektantkę, że w ogóle taką umowę podpisała”. Ale nie wolno, trzeba trzymać fason.
Życie, nie poradzisz 🙂

Basia
Gość

Tak, zdecydowanie dało to niezły obraz jego osobowości 🙂 Niezła sytuacja z tą zmywarką, można odzyskać wiarę w ludzi 😉 Takie momenty zapadają w pamięć. A ta kobieta… szkoda gadać, to również o niej odpowiednio świadczy, tym bardziej, że z Waszej strony wszystko było w porządku, skoro zaproponowaliście wymianę…
No niestety 🙂

Magdalena Szczepaniak
Gość

Co prawda, w banku nie pracuję, ale często spotykam się z taką oto sytuacją:
Długa kolejka, klientów przyjmuje tylko jedna osoba, natomiast reszta pracowników, co prawda siedzi przy komputerach, ale akurat zajmuje się czymś innym. Starsze panie zaczynają narzekać. „A tamta co tam siedzi mogłaby podejść do tego okienka, byłoby szybciej!”, „No tak! We 3 są, jedna pracuje, a reszta nic nie robi, tylko kawkę popijają!”
No szlak mnie trafia.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Oj tak, banki czy urzędy świetnie testują cierpliwość 🙂

Zakazanna
Gość

Na żonę aka „wujek z szuwar”, bo to może być jakiś pracownik czy inny wkurwiający członek rodziny, jest jeszcze jeden sposób. Hardkorowy, ale czasami warto postawić wszystko na jedną kartę. Powiedzenie: „najmocniej przepraszam, ale jestem zwolennikiem rozmów symetrycznych – jeden usługodawca, jeden klient. Oczywiście cieszę się, że czują się Państwo oboje zaangażowani we współpracę, ale chciałbym uniknąć chaosu informacyjnego na czas spotkania”. Jak mi mój facet powiedział o tej metodzie, to oniemiałam, jak to ma niby działać?! No i spróbowałam. No i zadziałało :O
Oczywiście drugi z możliwych scenariuszy to foch jak cholera, ale biorąc pod uwagę, że i tak raczej w takich warunkach nie chcemy pracować… 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

O shit, chyba na trzeźwo może mi się nie udać, bo ja raczej głaszczę na śmierć, niż ustawiam do kąta. Chyba, że ktoś mi na odcisk nadepnie, wtedy nie ma przebacz 🙂

Blogierka
Gość

21:50, Wielkanoc, kawiarnia czynna jeszcze 10min,zapierdol all day, przychodzi dupek ze swoją #dupą
i zamawia- na miejscu ( trzeba odczekać aż wypije, pozmywać, oprócz oczywiście pierdyliarda inncy rzeczy)

– Czy dostaniemy jakiś rabacik?
– Za kawę, o tej godzinie w świeta?? Chyba cenę SPECJALNĄ.

😛

Ehh, praca z ludźmi 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja pierdziu, i to ja czasami narzekam…

A w ryj nie możesz takiemu dać, nie? 😉

Blogierka
Gość

no niestety..ironia jedyną bronią 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To jak znam Ciebie, tak im współczuję, bo pewnie powyżej dałaś wersję ocenzurowaną 😉

Blogierka
Gość

Nie nie, debile nawet nie kumają że ironizuje 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Aż mnie łeb rozbolał, taki jebnąłem facepalm 🙂

Blogierka
Gość

Ty szanuj czolo SŁAWY! 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ciągle się powiększa, więc jak wyklepię w jednym miejscu, to się w drugim zrobi miejsce 😉

Blogierka
Gość

hehe 😉

mgr inż. Anioł
Gość
mgr inż. Anioł

Ja mam bardzo specyficzne bo jednostronne „spotkania” z klientami. Choć na codzień dużo, a w zasadzie wciąż pracuję z ludźmi, to nie są nimi bezpośrednio klienci. Od tych jestem oddzielony grupą ludzi dedykowanych do rozmowy z nimi. Ja mogę ich tylko czytać, zostawiają np oceny, między innymi mojej pracy, w postaci gwiazdek i komentarzy w różnych AppleStorach i GooglePlayach. I powiem Ci… chwała Bogu! Co prawda czasem jak czytam to mi kiszki skręca, ale niejednokrotnie, gdybym miał możliwość odpowiedzieć to… długo bym nie popracował 🙂 więc szczerze podziwam tych, którzy cierpliwie znoszą takich typów o jakich piszesz 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Kwestia wprawy i chyba doświadczenia. No i trochę charakteru – ja zawsze miałem podejście, że klient jest w moim zyciu epizodem, czasem powracającym. I dlatego trzeba sprawę załatwić sprawnie, profesjonalnie, ale jakoś za dużo takich bliższych, osobistych emocji nie angażuję, bo te mam zarezerwowane na rzeczy i osoby, które w moim życiu są na stałe. Dlatego zawsze powtarzam, że tak naprawdę mnie wnerwić potrafi tylko Pani Matka 🙂

mgr inż. Anioł
Gość
mgr inż. Anioł

Rozumiem Cię doskonale 🙂 na dodatek Pani Matki nie da się traktować jako epizod 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No ja na razie nie planuję pomimo tego wnerwiania 🙂

Szymon | pomensku
Gość
Szymon | pomensku

Ja współpracuję głównie b2b i zawsze mam tylko jedno marzenie – aby osobą kontaktową w firmie była kobieta. Mężczyźni to niemal zawsze miękkie faje i nigdy nie wiedzą czego chcą, nie potrafią podejmować decyzji, a jednocześnie chcieliby uchodzić za poważnych panów na wysokich stanowiskach. Z kobietami nigdy nie miałem tego problemu 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A to nie zależy trochę od wieku? Bo mam wrażenie, ze tacy dwudziestokilkulatkowie w okolicach 25+ zamienili się płciami i rzeczywiście często, nie zawsze, ale widać trend, faceci to pipy, co przychodzą z mamusiami i najlepsze są teksty „nie, to ci się przecież nie podoba”. Ja rozumiem, że jak ktoś pierwszy raz projektuje wnętrze, to pewnych rzeczy może nie wiedzieć i doświadczenie rodziców wtedy jest bezcenne, ale to bardziej kwestia praktyczności czy ergonomii, ale „nie podoba ci się”??
Ja też wolę pracować z kobietami, ale najbardziej kiedy klient, bez względu na płeć, wie czego chce 🙂

Szymon | pomensku
Gość
Szymon | pomensku

Ciężko powiedzieć, bo działy marketingu z którymi mam kontakt, to zawsze zakres wiekowy w okolicy trzydziestki. Tylko kobiety bywają młodsze. Różnica bardziej wynika z podejścia do pracy. Kobiety po prostu robią swoją robotę, realizują konkretne zadania, a mężczyznom się wydaje, że właśnie pracują nad wynalezieniem koła.

Przykład z ostatniej chwili: Trzeba zrobić grafikę świąteczną na firmowy fanpage.
1. Kobiety przysłały mi grafiki z jajkami i króliczkami, które im się podobają i chcą coś w tym stylu.
2. Facet przejrzał milion fanpejdży konkurencji z zeszłego roku, sprawdził jakie są trendy na 2017, przeanalizował dotychczasowe wyniki akcji reklamowych, po czym w ostatniej chwili stwierdził, że ma w głowie kompletny mętlik i mam wymyślić coś sam.

Generalizuję, ale w większości wypadków tak to u mnie wygląda 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

U mnie i tu i tu trafiają się tacy, którzy naoglądają się zdjęć w necie i chcą potem w kuchni blokowej o powierzchni 7-8 m.kw. zmieścić to, co widzieli na ekspozycji 30-metrowej. A w ogóle to podoba im się i to, i to, i jeszcze to, i wszystko ma się w tej małej kuchni zmieścić i do siebie pasować 🙂

Szymon | pomensku
Gość
Szymon | pomensku

I pewnie jeszcze wyspa z hokerami, nie? 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Jak Ty doskonale znasz panujące trendy 😉

Narwany
Gość

Wszystkie typy tych ludzi doprowadzają mnie osobiście do szału, dlatego staram się takich delikwentów skrzętnie omijać. Póki co się udaje, ale niestety obawiam się, że jak już pójdę do pracy, to moje nerwy zostaną wystawione na niezłą próbę. Już sobie wyobrażam mieszankę wszystkich tych ludzi, których opisałeś i mnie, próbującego zachować kamienną twarz, ale za to wybuchającego od środka.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nie pocieszę Cię – pracując z ludźmi wcześniej czy później trafisz na kogoś, kto Ci nerwa zruszy. Kwestia tego, jak bardzo i czy uda Ci się zachować kamienną twarz. Niestety, ale nie da się nie spotkać na swojej drodze choćby jednego. Pocieszające jest to, że od pewnego momentu życia masz na takich wywalone, bo co oni Ci mogą?

Narwany
Gość

I właśnie w taki sposób postrzegam ludzi od jakiegoś czasu 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To chyba bardzo dobre podejście 🙂

Blogierka
Gość

A to nie bedziesz w przedszkolu or sth pracował? 😉

Narwany
Gość

Taki jest plan, ale dlatego muszę nad moją cierpliwością ciągle pracować, bo jak spotkam taką nauczycielkę, co mi powie, że ona to woli z dziećmi rysować kredkami świecowymi niż wypróbować metodę malowania dziesięcioma palcami, to no…sama chyba rozumiesz, że w takich momentach zaczynam się gotować 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To długa droga przed Tobą w opanowywaniu zdenerowania 🙂

Narwany
Gość

Jak się chce, to nie ma rzeczy niemożliwych 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Byle się chciało 😀

Blogierka
Gość

Człowieku- Twoją cierpliwość to wyćwiczą DZIECI nie dorośli!! Ja nie wiem, czy dasz rade..#niechmocbędziezTobą 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dobrze powiedziane – ja do swoich czasem nie mam cierpliwości, obce bym chyba zamknął w szafie 🙂

Blogierka
Gość

Dawid zyje chyba w bańce mydlanej, albo po prostu NADAL JEST STUDENTEM :DD
Ja uczyłam przedszkolaki angielskiego, wspólcześnie, szkoła prywatna- znaczy chuchaj i ani się waż unoś głosu; dzieci bogatych rodziców=z problemami; ahh się działo! 2 lata i NIGDY WIĘCEJ 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nie chciałem tego na głos mówić, żeby nie zabijać ideałów, ale to dzieci najbardziej dają w dupę 🙂

xpil
Gość

Nie chciałem tego na głos mówić, żeby nie wyjść na chama, ale gdyby dawać w dupę to by nie było dzieci… 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dzieci sprytne są, znalazłyby sposób 😉

xpil
Gość

Mi się w szkole parę razy oberwało linijką po łapach za gówniarza i jakoś żyję, i nie mam skrzywionej psychiki (w każdym razie nie bardziej, niż reszta…). A teraz kurna za głośno bąka puścisz przy uczniu i już lądujesz na dywaniku. W dupach się poprzewracało…

Blogierka
Gość

dokladnie!! teraz bycie nauczycielem to trochę straceńcza opcja..

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ale jak szlachetna 🙂

Blogierka
Gość

#myass 😉

Kasia Motyka Kocikowa Dolina
Gość
Kasia Motyka Kocikowa Dolina

Też pracuję z klajentami na codzień, bywają różni, niekiedy baaaardzoooo… ale mając żyłkę handlowca oraz psychologię domorosłą, stosowaną jako as w rękawie… jakoś ogarniam tematy i robię swoje. Sama będąc po drugiej stronie, zazwyczaj wiem czego oczekuję… skoro już staję się tą klajentką 🙂
Pozdro Jacek 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Haha, wiesz, klient a klajent to wielka różnica 🙂 Ja bardzo lubię klientów wymagających, którzy wiedzą czego chcą, a nawet jeśli nie wiedzą, to potrafią mi np. powiedzieć – to mi się podoba, a to nie, tego zdecydowanie nie chcę, a tamto jest super. Bardzo często jest tak, że klajenci sami ze sobą (albo z bliskimi) mają problemy i ja tylko dostaję tak jakby przypadkiem. Na szczęście przydaje się ta psychologia, o której mówisz. No i trochę tumiwisizm, bo w sumie dlaczego mam tracić nerwy przez kogoś, kto będzie w moim życiu w sumie epizodem? 🙂

Mondro
Gość
Mondro

ooo takie mendy to się w każdej robocie trafiają… jeśli masz nad sobą jakiegoś pracodawcę to jest jeszcze typ, który informuje, że zna Twojego szefa i oczywiście oczekuje, że się zesrasz i natychmiast zaczniesz wokół niego skakać jak durny kundelek 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A to ja Ci powiem, że jeśli rzeczywiście znajomość z szefem miałaby powodować takie skakanie, to szef sam jest do bani i czas się gdzieś wyautować 🙂

Mondro
Gość
Mondro

noo o szefach mendach też by można było niezły tekst napisać 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja na szczęście na takich nie trafiałem 🙂

Karolina Kary B
Gość

Tak się zastanawiam, do jakiego gatunku klientów byś mnie zaliczył 😛

xpil
Gość

Ej, Jacek to porządny chłop, nie będzie zaliczał obcych bab, skoro ma swoją. (Nie na publicznym forum w każdym razie :D)

Karolina Kary B
Gość

Hahahaha, wiedziałam! 😛 Na forum było by mu trochę trudno 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Zależy na którym 🙂

Karolina Kary B
Gość

Intermentowym 😛 (chociaż podobno cybersex się sprzedaje całkiem nieźle 😉 )

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A to nie wiem, nie próbowałem 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

O paczaj, dobrze gadasz 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Zdecydowanie do uroczych 🙂

Karolina Kary B
Gość

Nie mów hop 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Hop 🙂

Monika Loryńska
Gość

Haha, uśmiałam się 🙂 No niestety czasem trafiają się niezłe oryginały. Ja już się nauczyłam potencjalnych klientów przepuszczać przez filtr, a jak już ktoś przejdzie do II etapu to dobra umowa i potem jakoś leci 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To jest własnie to – jak już wszystko na kwicie stoi, to potem nie ma za dużo sapania. Ale i tak się zdarza – z mądrzejszymi się dogadasz, głupszym czasami musi do rozumu przemówić sąd (niestety się zdarzało). Życie 🙂

Marek Te | Popolskiemu.pl
Gość

Klajent z dnia wczorajszego:

„Posiadam gotową pracę licencjacka napisaną na 60 stron, lecz nie mogę
oddać jej w wersji 1:1.
Dlatego zwracam się z zapytaniem czy istnieje możliwość zamówienia
przeredagowania tego tekstu?
Temat: Budowanie marki osobistej w oparciu o marketing internetowy”

!!!

Animalistka
Gość

Przepisywanie czyjejś pracy w kontekście tematu tej pracy to całkiem ciekawy heheszek.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Może to jakiś wydział komediowy szkoły aktorskiej? Kierunek STAND-UP 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Niech Pan wyrzuci co drugie słowo, będzie 1:2 🙂

xpil
Gość

„niestety, z uwagi na wcześniej podjęte zobowiązania, nie będę w stanie poświęcić Państwu wystarczająco dużo czasu, żeby sumiennie wywiązać się z warunków współpracy”

Moc 😉

Jak to było? Dyplomata to ktoś, kto potrafi powiedzieć „spierdalaj” w taki sposób, że poczujesz dreszczyk podniecenia na myśl o czekającej Cię podróży…

Pozdrawiam zza blogowej miedzy.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A mówili mi – idź na prezydenta, nadasz się. Co ja poradzę, że za uczciwy jestem na polityka? 🙂

Paweł |Bookworm on the Run
Gość

… no powtarzam i powtarzam, a Ty nic! Mogę być Twoim wiernym przybocznym, od noszenia teczki z guzikami i kodami do rakiet (choćby i śnieżnych), albo z kanapkami i soczkiem. Howgh!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Będziesz moim ghostwriterem, bo kodów do rakiet nie ma co nosić – każdy zapamięta IDDQD, nie? 🙂

Paweł |Bookworm on the Run
Gość

Tak, to będzie dla mnie zaszczyt, choć Ciebie się nie da podrobić, to wykryje każdy czytelnik z IQ>100 a innych przecież tu nie ma 🙂 IDKFA też „robi robotę”, ale to też każdy pamięta 😉

xpil
Gość

z IDKFA trzeba uważać, wchodzi w krew i potem człowiek ma niespodziankę w kolejnej wersji…

Paweł |Bookworm on the Run
Gość

A to fakt 🙂