Zbił mi się telefon! Jak żyć bez telefonu?

 

Ostatnio natura i los przewrotny na siłę wrzucają mnie w offline. Przedłużony romantyczno-rocznicowy weekend w Grecji niby mnie całkiem od świata i e-świata nie odciął, bo w hotelu było WiFi, ale jeszcze nie zidiociałem do końca na tyle, żeby pojechać na piękną grecką wyspę Zakynthos i siedzieć całymi dniami przy basenie ze smarcikiem w garści. Albo raczej na fejsie przy basenie ze smarcikiem w garści. Czyli do cywilizacji dostęp miałem jedynie wczesnym rankiem i późnym wieczorem, kiedy byłem w hotelu, bo niestety jako bląger nie zarabiam jeszcze tyle, żeby cały dzień się bujać zagramanicą z transmisją danych w roamingu. Z tegoż powodu w moim e-życiu blągerskim nałapałem zaległości. Plusem dodatnim całej sytuacji jest to, że widziałem tak piękne widoki, sfotografowałem tak piękne fotografie i przeżyłem tak piękne przeżycia, że wystarczyło mi na kilka wpisów, które wpisałem na bloga ⇒ początek  TUTAJ

Zresztą – popaczajcie sobie poniżej. Ktoś oddałby te widoki za siedzenie nad ekranikiem?

Serio? Idź stąd!

bez telefonu

♫ Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród skał… ♫

 

Po powrocie jak zwykle zawaliła mnie cała sterta rzeczy do nadrobienia i jak zwykle przez bardzo krótki moment miałem myśli niegodne, że po kiego farfocla ja na ten urlop niespodziewany rocznicowy jechałem? Stan taki mam zawsze przez krótką chwilę, po czym organizm zwalcza szok i dostosowuje się do nowych realiów. Ale niestety znowu cierpi na tym moje e-życie, bo niestety jako bląger nie zarabiam jeszcze tyle, żeby cały dzień nadrabiać zaległości w necie kosztem zaległości w pracy, która karmi mnie i utrzymuje oraz pozwala zarobić na raty za nowe Q7. Z tegoż powodu w moim e-życiu blągerskim nałapałem zaległości.

A żeby było śmieszniej, kiedy już mnie więcej ogarnąłem pożar w burdelu zwanym pracą, to mój stary i kochany Samsung Galaxy S4 wykonał lot koszący na płytki w przedpokoju i spotkał się z nimi rogiem górnym, lewym, co zaowocowało właściwie nie wiem czym, ale wyświetlacz powiedział mi do widzenia panu bardzo i pokazał fakju. Moje rozkminy odnośnie kupna nowego smarcika albo znajdą ujście w osobnym wpisie, albo i nie, ale tymczasem…

 

…z tegoż powodu w moim e-życiu blągerskim nałapałem zaległości.

Bo od kiedy bląguję nie wyobrażam sobie życia bez smartfona. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie bez niego życia w ogóle. Dlaczego? Bo dla mnie stał się on narzędziem nie tylko w mojej netowej pisaninie, ale też w życiu codziennym i przede wszystkim w pracy. Fakt, sa plusy dodatnie, ale chyba tych ujemnych jest więcej. Etapy bycia offline się różniły, bo i różniły się warunki tego bycia offline, ale generalnie większość niedogodności się pokrywa.

 

Co jest do dupy, kiedy jesteś bez telefonu?

Nigdzie nie zadzwonisz. Niby to oczywista oczywistość, ale jakże bolesna, kiedy musisz się z kimś skontaktować. I to pilnie, a dookoła nigdzie jak na złość nie ma budki telefonicznej. Zawsze niby można poprosić przypadkowego przechodnia, żeby poratował kilkoma darmowymi minutami, ale…

Nie znasz numerów ludzi, do których chcesz zadzwonić. Z ręką na sercu – pamiętacie więcej niż jeden-dwa numery Waszych najbliższych? A czasami zadzwonić trzeba do tych trochę dalszych, prawda? Czy taka instytucja jak biuro numerów jeszcze istnieje, to ja szczerze wątpię, ale nawet jeśli, to i tak mamy ustawę o ochronie danych osobowych i raczej poza numerami do urzędów i agencji towarzyskich niczego się nie dowiemy.

Nikt nie zadzwoni do Ciebie. Czasami ktoś pilnie musi się skontaktować z Tobą i niestety się nie da się. To akurat bywa plus, choć nie do końca zdrowe jest i mądre nie mieć kontaktu ze światem, kiedy prowadzisz własną firmę. Bo na przykład klient dzwoni dopytać o nr konta do przelewu.

Nie masz też dostępu do SMS’ów. Mail od klienta „ok, to mamy dogadane, a namiar na wykonawce wyślę smsem, żeby nie trzeba było przeklepywać do telefonu” jakoś mimo dobrych chęci nie cieszy…

Nie masz dostępu do maila. A czasami klient chciałby się pilnie czegoś dowiedzieć, czasami na mailu masz potwierdzenie przelewu i kod odbioru przesyłki ze sklepu czy elektroniczny bilet w pdf’ie. A tak – dupa.

Nie możesz sprawdzić ważnych zanotowanych rzeczy. Kto z Was (poza mną) pamięta PESEL swój albo MałejŻonki? A PESELe dzieci? A numery NIP? A numery dowodów albo paszportów? Nr konta? Znam takich, co nawet PIN do karty zapisują w telefonie…

Nie masz nawigacji. Dużo jeżdżę po mieście, zwłaszcza na pomiary na nowobudujące się osiedla. A skąd ja mam do cholery jasnej wiedzieć, jaka ulica jest na takim osiedlu, gdzie jeszcze rok temu pasły się kozy?

Nie możesz robić zdjęć. Ja nawet przed erą blągowania fociłem wszystko jak gupek, a teraz to już jak gupi gupek. A tu niestety nie bardzo jest czym, bo póki co nie dorobiłem się kompakcika (i chyba się nie dorobię, bo aparat w hłałeju jest więcej, niż zacny). A nawet jeśli mam pod ręką lustrzankę, to…

Nie możesz się podzielić z resztą świata zrobionym zdjęciem. Czy patrzysz właśnie na cudowny zachód słońca, czy na spokojną morza toń, czy wciągasz żarcie życia u Amaro, czy opierdzielasz buksa w MaxDonaldzie – nikt się o tym nie dowie i nikomu się nie pochwalisz. A czasami by się chciało.

Nie możesz być na bieżąco z czytelnikami bloga. Poza kompem stacjonarnym nie masz dostępu do portali społecznościowych czy powiadomień mailowych o nowych komentarzach na blogu. Nie zareagujesz na gimbusa ani nie zbanujesz hejtera, bo jesteś odcięty.

Nie możesz pooglądać co słychać na fejsie albo na czytanych blogach, kiedy jesteś w podróży. Na szczęście ja jestem miłośnikiem książek papierowych i zawsze jakąś mam pod ręką, więc przynajmniej odpada wielka i przytłaczająca nuda. Niedługo poczytacie recenzje.

Nie wiesz, która jest godzina. Serio. Może ja już zbyt dawno temu byłem u komunii, ale nie noszę zegarka od lat i bez telefonu zupełnie nie wiem jaki mamy czas. Często też nie wiem, jaka jest data.

Nie masz budzika. Skoro zegarka nie mam, to i budzika takoż. W efekcie Tymoński dłużej pospał, a ja dostałem bęcki za przyprowadzanie dziecka do przedszkola w środku śniadania.

Nie wiesz, jaka będzie pogoda. Prognoza pogody to funkcja, z której korzystam codziennie – muszę przecież wiedzieć, jak mam ubrać Tymońskiego do pećkola. A telewizji nie mam, więc poza obserwowaniem latających jaskółek, to jedyny sposób.

Nie masz na czym słuchać muzyki. Ktoś jeszcze używa odtwarzacza mp3 w ogóle? A nawet jeśli, to nosisz go stale ze sobą, jak telefon?

 

I na koniec zostawiam najgorszy ból:

Nic nie liczy Twoich kroków!  Rozumiecie to qrwa?  NIC!!   T-R-A-G-E-D-I-A!!

Ani kilometrów przejechanych rowerem!!

 

Jak żyć bez telefonu?

 

PS. A niedługo plusy ucieczki w offline – stay tuned.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

71
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
57 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchKarolina Kary BJoanna Julia SokołowskaBasia / Pociąg do życiaAutopogoń Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Karolina Kary B
Gość

Jak żyć, drogie Bravo, jak żyć. Dokładnie taki sam los spotkał mojego S3. Nie wytrzymał lotu na beton. Gupi. Wcześniej zakupiłam co prawda opakowanie pancerne dla komandosów, ale nie mieściło się w torebce. Pewne rzeczy, które wymieniłeś ciut pamiętam, inne mam wytatuowane 😛 Ale i tak boli.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Te samsungi to w ogóle jakie aerodynamiczne bardzo, tylko z lądowaniem im nie idzie…

PS. A ja myślałem, że jeno ptaki masz wydziarane, a tu proszę… 😉

Karolina Kary B
Gość

No tej sztuki niestety do końca nie opanowały, choćby w podstawowym zakresie 😉

Ps Jak ktoś ma słabą pamięć, to się musi wspomagać 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No myśl techniczna koreańska widać nie sięga tak daleko, jak nasza swojska podłogowo-latająca 😉

Joanna Julia Sokołowska
Gość

Każdemu dobrze robi odpoczynek od telefonu, internetu, elektroniki – nie ważne, czy planowany, czy przymusowy 🙂
A Zakynthos jest przepiękny. Mam nadzieję, że kiedyś tam jeszcze wrócę. Pozdrawiam!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ano właśnie wpis o plusach dodatnich życia bez telefonu się pisze, ale jakby czasu ciągle mało 🙂
Możesz troszkę zboczyć wracając z Japonii 😉

Basia / Pociąg do życia
Gość

Ty nawet nie wiesz jak ja Cię rozumiem. 🙂 Podpisuję się pod wszystkimi punktami, jedynie ważnych numerów typu pesele, numery kont nie zapisuję w telefonie. Nie wyobrażam sobie już życia bez smartfona, a mam go dopiero 8 miesięcy. 🙂 Czekam na te plusy życia offline. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja tam mam wszystko. Nawet swoje nagie zdjęcia i kompromitujące nagrania znad talerza ośmiorniczek 😉
Soon, na razie czas mi się pokurczył za bardzo 🙂

Basia / Pociąg do życia
Gość

A to z kurczeniem czasu też rozumiem. 🙂 Ale że nagie zdjęcia? I junior się czasami bawi Twoim telefonem? Chcesz żeby niechcący udostępnił? 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja tam co najwyżej świecę łydkami, bo dla większej golizny jestem zbyt nieśmiały 😉

Basia / Pociąg do życia
Gość

Hahaha. 😀 Gołe łydki. Czuję się zawiedziona. 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Zawiedziona to byś była, gdybyś zobaczyła resztę 😉

Basia / Pociąg do życia
Gość

😀 😀 😀

Autopogoń
Gość

a ja żyję bez smartfona. od lat. i nie zamierzam tego zmieniać. chyba bym zwariowała z telefonem, który muszę codziennie ładować. a co z Internetem? na szczęście w 95% przypadków nie jest niezbędny do życia i ze sprawdzeniem czegoś w sieci mogę spokojnie poczekać do powrotu do domu 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Bez smartfona bym przepadł jak Andzia w malinach. Może jeszcze przed erą blągowania nie było tak tragicznie, ale w tej chwili nie wyobrażam sobie bez niego życia. Nawet w Grecji działał w zasadzie tylko jako nawigacja, ale jednak był. Zazdroszczę trochę 🙂

Autopogoń
Gość

da się, serio 😉 wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. ja wstrzymuję się przed zakupem smartfona, bo nie potrzebuję przedłużenia ręki ;p

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Haha, to trochę jak z nałogiem – najlepiej wcale nie zaczynać, niż potem iść na odwyk 🙂

Autopogoń
Gość

dokładnie!

Patrycja | będękimś.pl
Gość

To liczenie kroków… Największa tragedia ze wszystkich. Resztę jakoś bym przeżyła, zegarek kupiła, nawet gdzieś w domu znajdę starą działającą nokię… ale kroków to ona na pewno nie liczy 🙁

Znalazłeś już nową zabawkę w zastępstwo sgs4 czy nie? 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Znalazłem, ale się wstydzę powiedzieć co to, bo takie brzydkie słowo na „h” 🙂

Patrycja | będękimś.pl
Gość

Ja też właśnie szukam, więc może poszukam wśród brzydkich słów na h 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Takie na „aj” mam do opchnięcia w dobrej cenie, bo najpierw kupiłem, a potem pomyślałem 🙂

Basia / Pociąg do życia
Gość

Ja też mam ten na h. I zgadzam się, to jest brzydkie słowo, ale telefon jak dla mnie ok. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

I robi zajebiaszcze zdjęcia 🙂

Basia / Pociąg do życia
Gość

W nocy radzi sobie gorzej, z takimi panoramicznymi. Bo z bliska jest ok. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

W nocy jest ok, jeśli masz stabilne podparcie – popaczaj na moją burze na Insta, jaka ładna wyszła 🙂

Basia / Pociąg do życia
Gość

Bo Ty pewnie masz lepszy model. 😛 Albo większy talent. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Albo fuksa 🙂

Zaniczka
Gość

Wszystko to pikuś ale ten brak liczenia kroków może drażnić oj może. … 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

O Bodziu, i to o mnie mówią, że mam do siebie dystans 🙂
Chapeau bas Renia, chapeau bas 🙂

Blogierka
Gość

Bez telefonu nie zyjesz i juz 🙂
ps. Ty wez sobie zamontuj licznik na rower 😛
pps.Nowy smarcik juz jest?:)

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Coś właśnie takiego – #cybertrup 🙂
PS. Mam cfaniaczq, ale mój licznik nie wrzuci statusu na fejsa ;P
PPS. Przyjeżdża dzisiaj, jestem taki szczęśliwy 😀

Blogierka
Gość

Buehehe! No tak, trening bez wrzuty na fb się ni eliczy 😛
ps.Jaki?:)

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Noż przecież, XXIw. w końcu 😉
Miałem dojście do tańszych ajfonów, więc wybrałem Huaweia 🙂

Blogierka
Gość

Oo! Szpan na dzielni na Lewego będzie 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No w nogę to ja na pewno jestem lewy 😀

Blogierka
Gość

Po co Ci piłka jak masz łałeja ? 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Coby obraz był pełniejszy – lakę fajną już mam, hajłeja też, tylko piłki brak 🙂 No i tarki na brzuchu 🙂

Blogierka
Gość

comment image

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dobre. Tylko u mnie trzeba by strusich jaj użyć 😉

Blogierka
Gość

:DDD

Z filiżanką kawy
Gość

Ojej, to ja mój telefon nie wykorzystuje nawet do 1/10 tego do czego służy Twój 😛 Normalnie zgroza jaki ten mój smartofnik jest wygodny 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A jaki ból, jak gdzieś przepadnie i trzeba sobeie radzić inaczej 😀

Bambosza
Gość

Choć telefon mam cały i sprawny, zdarza mi się, że go nie biorę z sobą. Może jestem niedzisiejsza. W notesie mam zapisane ważne informacje, z internetu korzystam jak jestem w domu, z domu komunikuje się ze znajomymi, czy z rodziną, a szaleństwo, by robić wszędzie zdjęcia, przeszło mi.

Jednak, gdy wrócę do pracy, to będę pilnowała, by mieć go przy sobie zawsze, by sprawdzić, czy w domu beze mnie dają sobie radę 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja jestem zdecydowanie niedzisiejszy, ale akurat smartfona okupuję bardziej, niż mój 16-letni syn. Ale on jeszcze nie bloguje, może to dlatego 😉
A zdjęcia robię od zawsze – kiedyś lustrzankę targoliłem nawet idąc na spacer z Dzieciorkami, teraz właśnie dzięki telefonowi tylko wtedy, kiedy idę w jakieś z założenia fajne miejsce.
Hihi, to chyba akurat argument do zostawienia słuchawki w domu 🙂

Bambosza
Gość

Nawet jakby człowiek chciał uciec od tej techniki, to w dzisiejszym świecie nie da rady odciąć się od niej w stu procentach. A jak już jest się blogerem, to w ogóle marne szanse 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A nawet jeśli odetnie Cię samo, to cierpisz – blągerzy mają przewalone 😉

Przemysław "czarny" Piątek
Gość

Ja od kilku lat chodzę z dwoma smartfonami. Jeden służbowy, a drugi prywatny. I to jest ból jak jeden z nich przestaje działać. Masakra. Na szczęście nauczony życiowymi sytuacjami, wszystko zapisuję w chmurze, od kontaktów po zdjęcia. Więc nawet jak szlag trafi jeden z telefonów to nic straconego, jest drugi. Ale niestety dla mnie nie ma życia bez smartfona. Wszystko tam jest tak jak napisałeś. Łatwiej chyba by było żyć bez ręki niż bez smartfona. Choroba cywilizacyjna…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja nie miałem w chmurze notatek ważnych (wszystkie numery kont, dowodów itd.) i tylko trochę mniej ważnych (pomysły na wpisy na bloga, notatki z życia wzięte, które potem na bloga wrzucam), poza tym wszystko będzie do odzyskania (chyba, że się przesiądę z andka na ajfona, ale jakoś nie mam przekonania).
Ale teraz będę mądrzejszy, muszę tylko jakąś mądra apkę znaleźć 🙂

Przemysław "czarny" Piątek
Gość

Notatki zapisuję w google keep. Można robić listy, notatki i dodawać zdjęcia. Kiedyś używałem evernote ale przestałem. A resztę rzeczy przechowuję na dropbox. Wszystkie ważniejsze pliki i zdjęcia. Nawet w pracy korzystam z dropboxa żeby mieć wszystko zapisane i zawsze pod ręką. Chmura jest bardzo przydatna

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Bez dropboxa i dysku google to ja sobie życia nie wyobrażam, a pracy to już w ogóle – za dużo osób musi korzystać z tych samych plików, żeby tego jakoś w chmurkę nie puścić. Nawet chyba mam w wersji pro, ale to było dawno temu i nie pamiętam – teraz tylko płacę faktury i nie przejmuję się miejscem 🙂
A google keep wypróbuję, skoro polecasz, dzięki za TIP.

Basia / Pociąg do życia
Gość

Też korzystam z keep, ale ma tą wadę, że gdy coś niechcący usuniesz, to usunięte. Niestety nie bedzie pytania, czy chcesz zapisać zmiany. Ale i tak korzystam. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Oj, to słabo, bo czasami do mojego telefonu dobiera się Dżunior i potrafi namieszać 🙂

Basia / Pociąg do życia
Gość

To fakt, to jest słabe. Trzeba uważać. Ale lubię.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Sprawdzę, bo mam czasami blogowe pomysły i jak widać zapisywanie w notatkach bywa ryzykowne. Mój S4 odżyje za więcej kasy, niż kosztuje nowy. Ciekawe, ile kosztuje sentyment? 😉

Basia / Pociąg do życia
Gość

No właśnie, ciekawe. 🙂 Jak widać telefon nie jest dobrym miejscem na przechowywanie sentymentów. Przyznam, że mimo iż kocham swojego smartfona, to jednak wciąż używam kalendarza papierowego. Papier to papier. 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja mam często przebłyski geniuszu kiedy jadę samochodem i wtedy robię notatki głosowe. To kiepski czas na pisanie 🙂

Driving nuts
Gość

O losie. Myślałam, że jestem zbyt przywiązana do swojego telefonu, ale widzę, że nie jest ze mną tak źle. Odkąd wszystkie dane fruwają w chmurę, a w ładne miejsca nie ruszam się bez lustrzanki, to – oczywiście nie życzę mu źle i doceniam jego obecność – myślę, że gdyby go nagle zabrakło, miałabym frajdę z tego, że nikt nie może nic ode mnie chcieć. No ale ja nie mam firmy, a bloguję przez kompa głównie. 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Hihi, plusy życia bez telefonu niedługo tez opiszę, bo jednak są 🙂
Ja mam starą lustrzankę bez WiFi i mnie osobiście wnerwia konieczność zgrywania zdjęć z karty. No i nie wszystko jeszcze siedzi w chmurze – notatki z PESELami np. Ale (to kolejny plus) padnięty telefon to zawsze konieczność uporządkowania tego całego śmietnika, który na nim był przed przesiadką na nowy:)

Driving nuts
Gość

Nawet nie wiedziałam, że teraz na topie są lustrzanki z wifi 😉 jakoś konieczność włożenia karty do laptopa mnie jeszcze nie obezwładnia:D a pesele zapisuję sobie w poczcie elektronicznej. I w głowie:D

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nie wiem, czy na topie, ale ja bym takiego chciał 🙂
Mój PESEL i Pani Matki pamiętam, NIPy też, ale już dowód tylko swój. A Dzieciorków PESELe to już w ogóle – starość 😉

Karola | Życie Me
Gość

Oj, biedactwo. 🙁
Ostatnio mój Samsung też trenował loty, ale szczęśliwie obyło się bez ofiar. Zdążyłam podłożyć stopę w gumo-laczku o zamortyzować. Brawo mój laczek!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No ja się nie wykazałem czujnością 🙁
Ale z drugiej strony może przestanę narzekać na jakość zdjęć do wpisów – always look on the bright side of life 🙂

Iza
Gość

Ja utopiłam kiedyś swój telefon w toalecie (nie pytaj jak, wino przyćmiło wtedy nie tylko moją pamięć) ;). W dodatku toaleta była w restauracji. A restauracja w Montevideo. A ja odzyskałam zmysły dopiero na promie do Buenos Aires. Do dzisiaj mam schizy po pierwsze – czy mam telefon (co chwila macam kieszeń torby), po drugie – drugi raz bym takiej rozłąki i straty nie przeżyła, bo ja nawet danych nie mogłam po tym wszystkim odzyskać. 🙁 Nie pamiętam abym wtedy jakieś plusy bycia off zauważyła. 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No widzisz, to tym bardziej mój niezadługi wpis o plusach bycia offline będzie dla Ciebie przydatny i może takowe plusy zobaczysz w odniesieniu do siebie. W sensie na przyszłość 🙂
PS. To musiały być balety. Zazdraszam 😉

Iza
Gość

Mam nadzieję nie testować takich zdarzeń w przyszłości, 😉 ale na tekst czekam. 🙂 A co do baletów… Ja w tej restauracji byłam z mężem. Z mężem i jego 4 kolegami. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili, bo byłam jedyną kobietą uczestniczącą w tej wyprawie. No i właśnie z tego bycia miłymi mi się tak zrobiło. 😉 Wszyscy tak o mnie dbali, a dokładniej o to abym miała wino w kieliszku, że zapomniałam iż telefon mam w tylnej kieszeni spodni (nie ja go tam włożyłam) 😛 no i telefon zrobił plusk. Czego zresztą wcale nie odnotowałam. Po kilku dniach zadzwonili do nas z tej restauracji, bo sprzątaczka znalazła telefon. 🙂 Nawet go na ryżu położyła aby wysechł, tak na wszelki wypadek, gdybym jednak zapragnęła go odzyskać. Takie to były balety. Ale ja tak mam. Średnio raz na 5 lat pozwalam sobie dolewać wina. To było w maju zeszłego roku, więc jeszcze przez kilka lat zero baletów. 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Taaa, po ostatnim resecie tez powiedziałem, że przez najbliższe 10 lat nie biorę do ust alkoholu 🙂

Blogierka
Gość

Piona Iza- ja też swoj w kiblu utopiłam 😀

Kamson
Gość
Kamson

Znam ten ból! Niedawno spotkało mnie to samo – ekran zbity całkowicie. Telefon oddałem do serwisu teletorium i na szczęście jest już cały i zdrowy ;p

Jacek eM: dizajnuch
Gość

U mnie się to trochę nie opłaca (6 stów wyświetlacz, 6,5 stówy nowy). Ale może z sentymentu go po prostu naprawię 🙂

Kamson
Gość
Kamson

Uuu, u mnie to wyszło taniej. Zapytaj w tym teletorium, może coś taniej wyjdzie 🙂