Jak szukać roboty, żeby jej nie znaleźć

 

Zastanawiałem się, czy ten wpis powinien się znaleźć w zakładce #klajenci, bo przecież nie o #klajentach będę pisał. Ale że osoba szukająca pracy też do mnie przychodzi, ma do mnie sprawę i o tej sprawie ze mną gada, to troszkę nagiąłem fakty. Dzisiaj moi drodzy Czytacze troszkę poopowiadam o ludziach, którzy chcieli wiązać swoją ścieżkę zawodowej kariery stolarskiej z małą firmą projektującą wnętrza i je meblującą. Nawet jeśli niekoniecznie chcecie zarabiać na chleb machając wkrętarką, to być może kilka rad Wam się przyda, jeśli zaczniecie rozsyłać CV, nie?

 

Rys sytuacyjny…

W kraju-raju nie ma wielu wysoko wykwalifikowanych pracowników fizycznych, bo wszyscy skończyli studia i z magistrem wolą pracować głową, niż łapkami. Pęd do wiedzy i podnoszenia kwalifikacji należy chwalić, ale jeśli to była Wyższa Szkoła Tańca Góralskiego, gdzie do skończenia wystarczało regularnie płacić czesne, to niestety, ale nie ma się co spodziewać, że przyszły pracodawca zrobi francuza do końca bez tylko po to, żeby taki magister u niego pracował. Nie zrobi, bo takich magistrów jest wielu. A nawet, jeśli taki magister zrobi jemu, to pracodawca sobie wybierze, który robił najlepiej. Brutalne prawa rynku.

Nie rozumiem tej naszej narodowej pogardy dla pracy fizycznej, zwłaszcza jeśli doświadczony i kumaty stolarz czy budowlaniec zarabia dobre 2-3 razy tyle, co świeżo wypuszczony magister np. politologii. Chłopaki się naprawdę serdecznie śmieją kiedy rozmawiamy o tym, jakie są płace w amazonie. Pokutuje taki mit, częściowo tylko prawdziwy, że fizol to przepity pan Henio z kiepem w nieogolonym pysku – tępa kupa mięśni łatwa do zastąpienia. Jeśli chodzi o kopanie rowów czy ganianie z pakunkami, to pewnie i tak, ale nie jeśli potrzebujemy prawdziwych fachowców. Tym bardziej, że większość z nich siedzi na Wyspach i pomimo Brexitu czy zaproszeń naszych władz kochanych nie zamierzają tutaj wracać.

My w zasadzie ciągle kogoś szukamy, bo stawiamy na ludzi naprawdę dobrych, a tacy jak tylko się podszkolą, to idą na własny garnuszek, bo zawsze to się (niby) lepiej zarabia u siebie, niż u kogoś. I pojawia się niedobór rąk do pracy. I pojawia się ogłoszenie o pracę. I tutaj od razu widać, czy kwity wysyła fachowiec na odpowiednim poziomie, czy jakiś jemioł, któremu się wydaje, że potrafi. Szukamy pracownika fizycznego, nie menadżera do pracy przy międzynarodowych projektach. Ale to wcale nie znaczy, że nie szukamy wykwalifikowanego specjalisty. Wręcz przeciwnie – ma to być ktoś z konkretnym doświadczeniem, konkretnymi umiejętnościami i wyraźnie to jest zaznaczone w ogłoszeniu.

 

I co?

I niestety gówno. Jest bardzo dużo odmian i mutacji, ale mniej więcej można je zebrać w grupy. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest zamierzone i nieprzypadkowe, uwierzcie mi, takie kwity rzeczywiście do nas wysyłano, z takimi tekstami do nas dzwoniono, takie się ludzie zachowywali podczas rozmów. Powiedzcie, bo może ja jestem dziwny i to tak naprawdę normalne jest?

 

Często ludziom się nawet nie chce napisać.

jestem stolazem i matarzysto ile pan placi

Pisownia oryginalna, takie CV przysłane SMS’em… Mam nadzieję, że nie łamię tajemnicy korespondencji. Gość sobie nawet nie zadaje trudu, żeby wysłać papiery. Ba, nawet żeby zadzwonić, chociaż jakbym miał czas wisieć na telefonie, to nie prosiłbym o przesłanie mailowo kwitów. No i wydaje mi się, że zanim pogadamy o kasie, to potencjalny pracodawca powinien wiedzieć, za jakie konkretne umiejętności płaci, prawda? O języku ojczystym będzie później.

 

Słanie kwitów hurtowo, bez czytania ogłoszenia

Ot, pojawiło się ogłoszenie, to wyślę. I potem taki ktoś opowiada dookoła bezrobotnym kolesiom, że wysłał pińcet cefałek i nikt nawet nie zadzwonił. No bo przecież ex-kierownik działu AGD w jakimś Saturnie czy innym Media Markecie doskonale odnajdzie się przy produkcji mebli. Monter pralek z taśmy w zlikwidowanym Mastercooku też będzie jak znalazł. Podobnie jak tapicer z Volvo, ochroniarz-dozorca w hotelu robotniczym, pracownik budowlany z Niemiec czy kierowca z Mebli Agata. Meble to meble, fizyczny to fizyczny. A wymagania? No bez jaj, na kelnerkę też chcą biegłego angielskiego, a wiadomo, że to jej niepotrzebne.

 

No dobra, komplet papierów jest…

…ale mam wrażenie, że napisane są w suahili albo po klingońsku. Tak, to cytat. Serio, serio. Jak ja mam się z takim kolesiem dogadać? Przez tłumacza? Skąd ja wezmę tłumacza z klingońskiego? Ze Star Treka pewnie…

pracownik meblowy pilaż wycinanie elemętów z płyty melaminowanej do dzis. Jestem osoba zdolna podejmowac samodzielne decyzjie w kwesti pracy i obowiązków, pośiadam praktykę w pracy w ruchu 4-ro brygadowym,i umiejetnosci w zakładach produkcyjnych,szybko nawiązuje znajomość z obsługa danej maszyny. Szybko nawiazuje kontakt z ludzmi,oraz w pracach zespołowych,znajomość zakładania instalacji elektrycznej,praktyka,instalacjia samochodowa-praktyka,prace budowlane,,stelarze.

 

Zdjęcie też jest.

Bodziu, nie uwierzylibyście. I nie, samojebka z gołą klatą gdzieś na plaży to wcale nie jest szczyt dziwności, uwierzcie mi. Samojebka w różowym sweterku z Hello Kitty też nie. Albo z ulubionym psem.

 

Nadszedł czas na telefon do przyjaciela…

Wreszcie nareszcie przebiłem się przez te tak zwane CV (ok, obsługa Worda przy skręcaniu szafek nie jest wymagana, więc nie bądźmy drobiazgowi), biorę telefon i dzwonię. Przedstawiam się, mówię z jakiej dzwonię firmy i w jakiej sprawie. I się zaczyna…

A czym się zajmuje pana firma bo wysłałem do tylu różnych, że już nie kojarzę?

A nie, nie mogę przyjść na rozmowę, bo jestem zagranicą i przyjadę dopiero za cztery miesiące.

A bo ja jestem z Torunia, ma pan gdzie mnie przenocować? Bo na weekendy wracałbym do domu.

A wie pan, bo to brat wysłał i tylko mój numer podał, niech pan zadzwoni w sobotę, bo brat na robocie.

Ja nie szukam etatu, tylko mam własną stolarnię i szukam zleceń.

A wie pan, mam kilka mieszkań na wynajem i szukam jakiejś pracy, bo mi się nudzi. Byle nie za ciężkiej i nie fizycznej.

Czy ja czegoś nie kumam, czy to ukryta kamera?

 

…i wreszcie spotkanie face to face.

Najlepiej przecież pogadać przy kawie. Tak gdzieś około 17:00.

Nie będzie panu przeszkadzało, że sobie przyniosłem kawę i będę pić? Bo wczoraj zachlaliśmy i muszę się otrzeźwić.

Albo na fajce…

Bo wie pan, w autobusie nie wolno, a ja się tu spieszyłem i teraz sobie dopiero mogę zapalić. Niech pan chwilkę poczeka, ja szybciutko spalę.

Albo przy otwartych drzwiach, bo od faceta wali jak z bambusowej chaty. Poważnie – śmierdział tak, że bezdomni by się krzywili.

Albo totalnie na luzie, bo jak już koleś siadł na tym obrotowym fotelu, to się trochę pokręci. Najpierw lekko, a potem o 360°. I jeszcze mówi, że mam fajny fotel i by sobie w nim chętnie posiedział.

Albo w atmosferze ciężkiej pracy, bo właśnie zaparkował pod studiem bus konkurencji, z którego wysiadł koleś w ciuchach roboczych konkurencji. Przyjechał prosto z montażu, bo blisko miał. W godzinach pracy oczywiście. Za którą mu konkurencja prawdopodobnie płaci.

Albo z fochem:

Ja jeszcze nie wiem, czy ja chce u pana pracować, a pan się już pyta, ile chcę zarabiać. Jak trochę popracuję i mi się spodoba, to pogadamy ile chcę zarabiać.

Albo i nie pogadamy, bo kandydat nie przyszedł wcale i nie odbiera telefonów.

Bo i po co?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

106 Comments on this post

  1. Świetny tekst. A jeśli chodzi o szukanie pracy w UK, to polecam krótki wpis instruktażowy, co tak naprawdę mówią angielskie oferty pracy 😉 https://www.speakingo.pl/blog/angielskie-oferty-pracy/

    Speakingo / Odpowiedz
  2. O mamo skąd ja to znam , foty w CV z plaży , w bokserkach , ogłoszenie : Blacharz- zbrojarz z doświadczeniem , a odpowiada : fotomodel z pytaniem co to jest zbrojarz bo może się nauczy , kelner , telemarketer , kasjer , kierowca ………. wśród ” miliona” CV tylko jedno było od zbrojarza po szkole samochodowej , FUCK!!!!!

    Kasia Kom / Odpowiedz
  3. O proszę Pani… 🙂

    Jacek eM: dizajnuch / Odpowiedz
  4. Raz jeden przeprowadzałam rekrutację – potwierdzam, można się w rezultacie nogą przeżegnać 😀 Ludzie nie zadawali sobie trudu, żeby nawet delikatnie sformatować plik CV (marginesy są dla ograniczonych!). Zdjęcia – przypadkowe, z fejsa, z wakacji z Ciechocinku z mamą i pieskiem. Czym się Pani interesuje? Muzyką. Jaka muzyką? No, jak w radiu leci. Dlaczego mamy zatrudnić własnie Pana? Bo jestem zajebisty. No nie jesteś 😀

    Zakazanna / Odpowiedz
    • Dzień dobry Pani bardzo – witam, rozgość się 🙂
      To przeświadczenie o własnej zajebistości jest jakieś dramatyczne – jeszcze jak szukaliśmy kogoś do pracy na stanowisku stolarza, to było to mało widoczne, ale kiedy szukaliśmy projektantów wnętrz… łomatko!! Nie mówię o tym, że ktoś na starcie chce zarabiać trójkę do łapy – to akurat nie jest jakaś wygórowana pensja dla kogoś, kto by się znał, a nawet rzekłbym, że w miarę niska, bo tyle teraz to brutto na kasie w Biedrze dają, do czego nie potrzeba jakiś specjalnych kwalifikacji. Ale podejście i mniemanie o sobie to zazwyczaj mieli wyższe, niż ja o sobie. A ja mam wysokie, jak to bląger 😉

      • Blągierzy wiedzo, wiadomo.
        Gdzieś tam w dyskusji poniżej, też się powołałam na znaną sieć sklepów, tylko na literkę L 😛
        O pieniądzach zazwyczaj rozmawia się na końcu rozmowy kwalifikacyjnej. Zanim padną sakramentalne słowa o złotówkach, można popełnić całą masę innych błędów 😉 Oj, zaczął mi kiełkować w głowie tekst na bloga, dzięki za inspirację 😀

  5. Się popłakałam 😀 Jednocześnie ze śmiechu i rozpaczy. Jeszcze jeden przykład jak (nie) szuka się pracy: Pani! Pani mi tu tom kartkę do urzędu pracy podpisze, że tu u pani pracy nie ma, bo mi zasiłek zabioro!

  6. bueheheh!! załamka ale za to jaki kontent na bloga 😀

    Blogierka / Odpowiedz
  7. Dzięki, znów się uśmiałam 🙂
    No ale jak goła klata to nie szczyt kuriozalności to w takim razie co? Co jest na tych zdjęciach? 😀

  8. Tak, z doświadczeniem szukają. A ciekawe, jak je zdobyć, kiedy wszędzie szukają z doświadczeniem – i koło się zamyka. I to z niebylejakim doświadczeniem, tylko w konkretnej dziedzinie i wieloletnim, bo inaczej podejrzane, jak było tylko zlecenie czy staż. A najlepiej w wieku lat 30 mieć już ze 20 lat doświadczenia i zaczynać jeszcze w piaskownicy. No i języki – bo przecież do maca to w ogóle trzeba być poliglotą. 😀 Żeby zapytać się w kilku językach: „A może frytki do tego?”.

    Introwertyczka / Odpowiedz
    • Jak to „jak je zdobyć”? W pracy 🙂

      • Naprawdę? W życiu bym na to nie wpadla. Problem w tym, ze bez doswiadczenia nigdzie nie chca, chyba ze mają na takiego pracownika znizke.

        • A Ty byś zapłaciła komuś, kto się na niczym nie zna i jeszcze tego kogoś za darmo uczysz, żeby w przyszłości odszedł na własny garnuszek i jeszcze Ci zajumał klientów?
          Płaciłabyś z własnej kieszeni komuś, kto naraża Cię na wymierne straty, bo niszczy materiał przeznaczony do zlecenia?

          Polecam: http://www.dizajnuch.pl/2016-07-11/co-robic-zeby-cie-wydymali/

          • Na tej zasadzie to najlepiej nie zatrudniać w ogóle nikogo. Wszak kazdy moze okazac sie nieuczciwy. Zdradze ci sekret, jak z pracownika bez doswiadczenia zyskac takiego z doswiadczeniem: wystarczy go wyszkolic i na dluzszy czas zatrudnic. W ten oto magiczny sposob zyskuje sie wykwalifikowanego pracownika z doswiadczeniem.

            • Dużo takich zatrudniłaś?

              • Nie, ale szukałam pracy kilka ładnych lat, bo wszędzie chcieli z doświadczeniem.

                • Trzeba było te lata spożytkować na zdobycie doświadczenia, zamiast na szukanie pracy.

                  • Moja sprawa, czy pożytkowałam i jak. Odniosłam się jedynie do kwestii pogardzania ludźmi, bo i z całego tego posta, jak i z twojej postawy bije ogromna pogarda dla bezrobotnych. Pogarda i chamstwo zwykłe, ciężko wobec czegoś takiego przejść obojętnie.

                    • Skoro Twoja, to nie wylewaj swoich żali tutaj, nie prowadzę terapii dla niespełnionych zawodowo.

                      To Twoje zdanie, masz prawo je mieć. A ja mam prawo prosić Cie, żebyś mnie nie obrażała, bo nie o mnie to świadczy źle, tylko o Tobie.

                    • Jaka pogarda? Jakie chamstwo? Gdzie, pokaż palcem, bo nie wierzę w to, co czytam. W Polsce obecnie bezrobocie jest najmniejsze od kilku lat. Pracy masz aż nadto. Znajoma pracująca na kasie mówiła, że teraz, w obliczu 500+, nawet na kasie w Lidlu dają 3500 brutto, co kokosami nie jest, ale podobno wcześniej było znacznie mniej. Najlepiej zdobywać doświadczenie własnie w pracy. Zaczynać od mniejszych stanowisk i powoli piąć się wyznaczoną sobie drogą, wedle uznania. To nie jest jakaś prawda objawiona, a już na pewno nie obrażanie bezrobotnych.

                    • Ja pani doswiadczen zyciowych nie kwestionuje, wiec prosze tez nie kwestionować moich.

                    • Jesteśmy w internecie, wystarczy „per Ty”, zamiast „pani”. No ale do rzeczy – gdzie kwestionuje? Przecież nic o Tobie nie wiem 😀 To znaczy, już trochę wiem, bo ja wróżę z komentarzy jak z fusów 😉 Napisałam tylko, że praca jest, czeka i krzyczy „tutaj jestem!” (przynajmniej w miastach). Napisałam, że doświadczenie zdobywa się w pracy, ergo, jednak w nie każdej pracy wymagają wcześniejszego doświadczenia. Trzeba się tylko liczyć z tym, że od czegoś trzeba zacząć, zanim się osiągnie coś przez duże „c”.

                    • Nie jestesmy na ty i nigdy nie będziemy. W sklepie z desperacji tez popracowalam, tyle ze to jest harówa ponad moje siły, do dzwigania zgrzewek, skrzynek trzeba miec naprawde konskie zdrowie. A tak naprawde z praca biurową ekspedientka w spozywczym niewiele mawspolnego, wiec na rozmowie nawet na referenta za minimalną to sie usmieją z takiego doswiadczenia, bo do pracy biurowej to nie jest ŻADNE doświadczenie do biura. Nie oszukujmy sie,ale do spozywczaków ludzie idą pracowac tylko i wyłącznie dla kasy, bo jak pozniej pojdziesz na rozmowe na referenta czy asystenta i zaczniesz opowiadac o karierze ekspedientki, to pierwsze,o co sie spytają:czyli w zasadzie doswiadczenia w pracy biurowej pani nie ma? I robi sie bledne kolo. Choc w sumie nie wiem, po co ikomu to tlumacze, przeciez w tym kraju jest tak cudownie, a pracodawcy tacy wspaniali… pozniej mogą pisac posty, jakie to jaja na rekrutacjach z tymi bezrobotnymi. Druga strona nie lepsza.

                    • Na początek cytat z bloga czasgentlemanow.pl:
                      Jeśli ktoś zwraca się do Ciebie po imieniu, nicku, albo per „Ty”, nie ma na myśli tego, że uważa Cię za kogoś bezwartościowego, czy dziecko. Z pewnością sam zwrot nie jest próbą obrazy. Dopiero treść wiadomości albo komentarza będzie sugerowała stosunek autora do adresata. Oburzanie się na taki zwrot, będzie więc wyrazem braku zrozumienia reguł panujących w internecie.

                      No ale stało się, powiało grozą. Skoro życzy sobie Pani chłodu w relacjach międzyinternetowych, proszę ubrać sweterek, bo przekręcę temperaturę o jeszcze kilka stopni w dół. Jako że z naszych wypowiedzi odejmę ten czynnik koleżeński, będzie mi też łatwiej być szczerą, aż do bólu.

                      Pobieżnie zaglądnęłam na pani blog i jesteśmy w podobnym wieku, co sprawia, że miałyśmy mniej więcej tyle samo czasu, aby zdobyć różne doświadczenia zawodowe. Pani zdanie wynika z totalnej nieznajomości rynku pracy. Dlaczego tak uważam? Już tłumaczę.
                      Nie dla każdego jest praca fizyczna, podobnie jak nie dla każdego jest praca biurowa. Ale możliwości zdobycia doświadczenia w remach danej (powiedzmy nawet spożywczej) firmy jest wiele. Można zatrudnić się w tym spożywczaku i zapytać już na rozmowie jak wygląda u państwa ścieżka kariery, innymi słowy, co trzeba zrobić żeby awansować. No i jeżeli naprawdę nam zależy, to później warto przestrzegać tych zaleceń, które nam zostały przedstawione.
                      Kolejna sprawa. Na rozmowie kwalifikacyjnej bardzo ważne są tak zwane umiejętności miękkie. Nawet bym powiedziała, że w większości stanowisk są kluczowe. W skrócie, to miks umiejętności negocjacyjnych, używania języka korzyści, autoprezentacji i odrobiny pewności siebie. Każdy pracodawca doceni jeśli będziemy dobrym rozmówcą. Tricków i technik, żeby wywrzeć pozytywne wrażenie na pracodawcy samą rozmową jest od groma i jeszcze więcej. Dlatego jeśli czujesz braki w doświadczeniu zawodowym, te umiejętności miękkie powinno się rozwijać ze szczególną starannością.
                      Tylko dopóki człowiek nie spróbuje, to nie wie, że to tak działa.

                      Nie czuję się w potrzebie z czegokolwiek spowiadać, ale żeby moje gadanie nie było odebrane jak czcze gadanie, opowiem kilka rzeczy o swoim doświadczeniu zawodowym.
                      Moja pierwsza praca? Rozdawanie ulotek. Moja druga praca? Mycie okien u ludzi przed Wielkanocą. Moja trzecia praca? Uwaga, uwaga. Bank.
                      Od tamtego czasu minęło 8 lat. Moja obecna praca? Kreatywne, w pełni samodzielne stanowisko w jednej z największych polskich firm według rankingu Forbesa. Ściślej, z pierwszej piętnastki.
                      Zonk jeden: nie mam wyższego wykształcenia. Zonk dwa: nie pochodzę z bogatej, wpływowej rodziny. Zonk trzy: przez wiele lat zmagałam się z depresją. Zonk cztery: cierpię na dwie nieuleczalne choroby. I w końcu, bo każdy złośliwy człowiek może o tym pomyśleć, zonk pięć: nie wchodziłam ani razu pod stół.

                      Także moja rada dla pani, jest tylko jedna: próbować. I znowu. I jeszcze raz. Znaczy się wszystkiego, oprócz wchodzenia pod stół.

                      Jeśli zamyka się pani na jakąkolwiek dyskusję, mówiąc, że to ostatni komentarz tutaj i że nie chce pani spotkać takich ludzi jak my (czyli jakich?), chciałabym dodać tylko jedną rzecz.
                      Sugeruję zmianę nicku z introwertyczki, na malkontentkę.

                      No cóż, czasami jedyną rzeczą, która pozostaje, jest chęć zwracania się do siebie per „pani”.

                    • Lecę po popcorn 🙂

                    • Nie bedzie potrzebny, to moj ostatni komentarz tutaj. Od takich ludzi jak panstwo najlepiej trzymac sie z daleka, żegnam. Obym nigdy nie spotkała nikogo takiego w realu.

                    • Okropnie się czuję zdruzgotany…

                    • Ty śmieszku!

            • „Z całego serca nie cierpię i nie toleruję dobrych rad. Nagle pojawia się ktoś, kto ledwo cię zna i zaczyna traktowac cie jak głupią gąskę, którą trzeba na siłe kierować.”

              To cytat. Zgadnij czyj.

  9. Przyznam szczerze, że nie mogłabym być osobą prowadzącą rekrutację, bo do większości kandydatów miałabym chęć strzelać. Czytając tekst nieźle się ubawiłam, ale jak ktoś w realu takie jazdy przeżywa, to prędzej ma ochotę jebnąć baranka ze ścianą…
    P.S. Jak jeszcze gdzieś przeczytam o Twych wątpliwościach co do prowadzenia bloga, to z pewnością prędzej czy później nadarzy się okazja, byś zarobił z liścia:D

    Monika Dudzik / Odpowiedz
  10. Rekrutacja nie tylko na fizola jest zabawna (u siebie rekrutuję do pracy biurowej – umysłowo/oralnej). 🙂 Ostatnio otrzymałem cv w postaci…zdjęcia kartki w kratkę z ręcznie wypisanym życiorysem. Pismo nawet ładne, ale pojawił się mistrz drugiego planu w tle, pomijając obruso ceratę… Niestety nie pokażę bo będzie to jednak łamanie poufności. Czasem mam bekę z cv. Czasem aż się płakać chce z poziomu intelektualnego. Najczęściej i tak nie przyjdą na umówioną rozmowę bez poinformowania chociaż smsem.
    Tekst mnie ubawił w ten dziwny i stresujący ostatni dzień miesiąca 🙂

    • CV pisane na kartce też się nam zdarzyło 🙂

      Wiesz, śmieszne jest, że zazwyczaj wszyscy psioczą, jak to pracodawcy ich sponiewierali na rozmowach, albo podchodzą do kandydatów bez szacunku, mało profesjonalnie itd. Ale powiem szczerze, że poza urzędami, które rządzą się swoimi sprawami i gdzie rekrutuje się dla ściemy, najczęściej rekrutującym naprawdę zależy na znalezieniu najlepszego kandydata, więc per saldo nie opłaca się ich tak traktować.

  11. nie jestem zdziwiony … brat prowadzi działalność, jak czytam Twoje wpisy to jakbym go słyszał.

    Mr. Kaffeino / Odpowiedz
  12. Hahaha ubawiłam się ? prowadzimy z mężem szkołę językową i miewamy takie sytuacje z potencjalnymi pracownikami. Raz szukaliśmy anglisty z min. licencjatem – pojawil sie młody człowiek o wyglądzie włóczykija, ale nie o modzie tu prawić będę. Owy młodzieniec począł udowadniać, że ma kwalifikacje niezbędne do pracy lektora, przedstawił nam bowiem, legitymację do biblioteki British Council….no i nie pogadasz bo skoro legitymacja jest to przecież język znać musi ?

    MatkaHrabiny / Odpowiedz
  13. Tekst fajny, ale jednak rzecz mi się nie podoba. Nieładnie jest używać nazwy cudzego języka narodowego, który dla kogoś pewnie jest dumą i częścią tożsamości, jako synonimu bełkotu. Jakby ktoś napisał coś takiego i zamiast suahili użył polski, zaraz byłby bulwers. Słabo tak trochę. Jednak jestem za nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

    Agnieszka Dutkiewicz / Odpowiedz
    • No cóż, ja w ogóle jestem jakoś mało poprawny politycznie, co wcale mi nie przeszkadza stosować się do ostatniego Twojego zdania. I pomimo tego ja się nie bulwersuję, kiedy Francuzi śmieją się ze mnie, że tylko syczę i szeleszczę, kiedy mówię po polsku.

  14. Soł macz tru 😉 Obserwuję z boku zmagania mojego Kierownika jak szuka nowych chłopaków do pracy. Jest dramat… nie bójmy się tego słowa! Płakaliśmy (ze śmiechu), gdy w ramach zdjęcia do CV był wklejony kwadracik z „iksem” .jpg. No coś nie pykło 😉 A w umiejętnościach ten ktoś wpisał „zaawansowana obsługa komputera”. Again – coś nie pykło! 😀

    Pani Miniaturowa / Odpowiedz
    • Dzień dobry Pani bardzo, u mnie jeszcze się chyba nie widzieliśmy? 🙂

      Kwadracik z iksem made my day :)) U nas kiedyś pracowała dziewczyna, która projektowo wymiatała, ale Word czy Excel to była czarna magia. Kiedyś, jak kolejny raz wyzerowała mi kilka arkuszy się wnerwiłem i zajrzałem do jej CV. Jak byk pisało „znajomość Excel i Word”. Śmieję się do niej, że nos będzie miała jak słoń, bo kłamie, a ona na to, że jej znajomośc ogranicza się do tego, że wie, że takie programy są. Czyli nie kłamie 🙂

  15. cv sms dobre żarty 😀 nie wiadomo czy śmiać się czy płakać 🙂

    Beautypedia patt / Odpowiedz
  16. Popłakałam się ze śmiechu, lapka oplułam, spadłam z krzesła i dalej płakałam. Jak czytałam ponownie, to nie wiem ze śmiechu czy raczej z żalu płakałam. 🙂

    Beata / Odpowiedz
  17. Uśmiałem się jak norka, a powinieniem chyba płakać jak…bóbr? 🙂

    Czarna Skrzynka / Odpowiedz
  18. Zapłakałam rzewnie oczętami mymi, czytając przytoczone wypowiedzi.
    Ja się tylko zastanawiam, jak takie osobniki w ogóle funkcjonują. Jakąś wiedzę tajemną posiąść muszę, by to ogarnąć. 😀
    A myślałam, że szczytem ludzkiego nieogarstwa było przesłane przez panienkę CV ze zdjęciem, na którym pozowała na tle baru w różowym bikini pod prześwitująca narzutką. I bynajmniej nie pracuję w firmie bieliźnianej, ani tym bardziej takiej spod znaku różowej landryny. 😀

    Karola | Życie Me / Odpowiedz
    • Ja od samego początku byłem za równouprawnieniem i żałuję, że tak mało jest kobiet w meblarstwie 🙂 Chociaż nie, na projektantów często przychodzą kwity, ale te CV choć zazwyczaj bardzo oryginalne, czasami wręcz za bardzo, to jednak nic tam nigdy nie prześwitywało, a tym bardziej na różowo :((

      Czasami przychodzą takie jemioły, że to aż przechodzi ludzkie pojęcie. Serio, serio.

  19. Dobra, dobra, ale w drugą stronę też nie jest lepiej. 😛
    Jeśli chodzi o pracę fizyczną, z tym faktycznie jest ciężko, no ale co zrobić

  20. Haha, Twoje przygody rekrutacyjne biją na głowę moje. Zdrowo się uśmiałem 🙂

    Ja w większości rozmów kwalifikacyjnych natknąłem się ,,jedynie” na kłamstwa i odwoływanie spotkań w ostatniej chwili. Chociaż nie, raz przyszedł ktoś kto od samego wejścia, chciał zostać leaderem zespołu, czyli wejść na moje miejsce. To było zabawne doświadczenie xD

  21. Cóż za piękności w pracownikach.
    Myśmy tylko kiedyś dostali CV od… krawcowej 😛 Z Ukrainy. Tak, do pracowni projektowej. Bez komentarza. I się szef jeszcze zastanawiał czy jej nie zatrudnić, bo ładne zdjęcie ma. Ale to był ten drugi szef, artysta plastyk, zatem wiesz…

    Kiedy indziej przyszła do nas wytapetowana, wymodelowana jak modelka, w szpileczkach laleczka. Się szef (inny już) zapytał czy w tych szpilkach będzie też chodzić po budowie 😛 Jak usłyszała budowa to więcej się nie pojawiła. Bo pewnie myślała, że ta praca to tylko przy biurku na kompie.

    A co do szefów, to są i tacy, którzy zrobią wszystko by pracownika nie znaleźć lub bardzo szybko odstraszyć. W głupich tekstach na dzień dobry akurat nie przebierają.

    Teresa M. Ebis / Odpowiedz
    • Znam to, nie z autopsji, ale z opowieści – zwłaszcza w urzędach ta rekrutacja wygląda zabawnie, bo nikt nikogo nie chce zatrudnić, tylko statystyki muszą się zgadzać, a kandydat już dawno jest znany i wiadomy.

      U nas na projektantów też czasem przychodziły fajne cuda. Może o tym napiszę kiedyś 🙂

  22. Co ciekawe jest to gra dwustronna. Zatrudniałem i starałem się o pracę, więc mam doświadczenie. Wiesz ilu niekompetentnych pracodawców rekrutuje? Ilu tak naprawdę płacić nie chce? Oczywiście, to wszystko co piszesz o starających się o pracę, jest absolutnie świętą prawdą. Tylko jak skontaktować rzetelnego pracodawcę z rzetelnym pracownikiem? Jak ktoś wymyśli sposób, to chyba nobla dostanie…

  23. Nie dziwi mnie to i już nie przeraża. Kiedyś robiłem nabór na staż i docelowo na sekretarkę. Za drzwiami spotkało się cała grupa studencka inżynierskich studiów marketingowych. Jedna z dorosłych przecież pań absolwentek przyszła na rozmowę z mamą. Serio. Weszły razem. Inna zaczeła rozmowę: „jak już pewno koleżanki powiedziały”. 90% miało łyse CV i brak zainteresowań. Nawet cholera „Klanu” nie wpisały, nic, amba blada, siedzi i oddycha i tak może całą szychtę.

  24. O hesus, po co ja studia skończyłam, mogłam zostać stolarzem. Albo stolarką 😀
    Pracy szukam, umiem w język polski, nie palę, nie piję (dużo) i nie śmierdzę. Nadam się? 😀

    AG Words and Crafts / Odpowiedz
  25. Jestem testerem kanap z 30-letnim stażem, to się do mebli chyba nadam nie? Dzień dobry.

    therion / Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*