Jak to jest na diecie #1: Wstęp – nie bądź na diecie…

 

Z krótkimi przerwami, od mniej więcej 10 roku życia mam mniejszą lub większa nadwagę. Te krótkie przerwy to mniej więcej kilka lat czasów liceum, kiedy wydawało mi się, że mam nadwagę, a ja po prostu nie byłem szczupły, bo mam taką, a nie inną budowę. To kilka miesięcy w okolicach mojego ślubu, kiedy to musiałem jakoś wyglądać w gajerze i na zdjęciach, bo to przecież pamiątka wiekuista jest i Dzieciorkom będę pokazywać po wiek wieków, jaki to tatuś piękny był i młody. To coś koło 1,5 roku po moim odejściu z korpo-banku, kiedy to oddałem się w ręce specjalistki i dodatkowo kiedy praca zmieniła mi się nagle i niespodziewanie z pierdząco-stołkowej na fizolską, do tego ciężką. Poza tymi okresami miałem zawsze od kilku do kilkudziesięciu kilo za dużo.  I wtedy zawsze byłem na diecie. Albo tak mówiłem. Teraz też jestem. Czyli jakby nie było – ja wiem, jak to jest być na diecie. Chcesz też się dowiedzieć? Może będzie Ci raźniej.

Będzie z tego seria, bo jest kilka kwestii, które chcę poruszyć, a długie wpisy mają to do siebie, że są długie. Dawkowanie w porcjach na jeden gryz jest chyba lepsze. Zwłaszcza w kontekście bycia na diecie, nie? Dlatego dzisiaj taka trochę zajawka całego cyklu i słowo wstępu. Od razu mówię, że wszystko to, co tutaj napiszę będzie pokazywać moje opinie i stan wiedzy oraz moje doświadczenia i przeżycia. Jeśli są różne od Twoich, to nawet lepiej, bo w komętkach możesz dać innym pełniejszy ogląd całego tematu i punkt widzenia różny od mojego. Nie jestem specjalistą ani od żywienia, ani od psychologii, ani od bycia fit – chętnie poznam zdanie i z rozkoszą przyjmę dobre rady od tych, którzy tematem zajmują się zawodowo.

 

Jesteś „na diecie” zawsze…

No właśnie – pierwszą rzeczą, jaką musisz zmienić, to skojarzenia, z jakimi wiąże się w Twojej głowie słowo dieta. Bo dieta to sposób odżywiania się. KONIEC. Czyli jeśli cokolwiek jesz, to jesteś na diecie. Nawet jak wpieprzasz podwójnego burgera z frytkami i smażonym snickersem w środku, a to wszystko zapijasz litrem coli, to tak – jesteś na diecie. Jak pochłaniasz energię wszechświata na śniadanie, na obiad zapijasz to łykiem zgryzot i znojów, to też jesteś na diecie. Kiedy na śniadanie odmierzasz 12,5 grama eko-płatków z pączków dzikiego rdestu pokropionego poranną rosą rwanego koniecznie o brzasku i zalewasz to w talerzu mlekiem o temperaturze 38,94°C, koniecznie od kozy zielononóżki wypasanej po słonecznej stronie wzgórza, to też jesteś na diecie.  Czyli słowo „dieta” nie jest takie straszne, bo „na diecie” jesteś całe życie, bez względu na to, co, jak i w jakich ilościach jesz. Jeśli nic nie jesz, to też jesteś na diecie, tylko Twój sposób odżywiania jest delikatnie mówiąc chujowy i ekstremalnie niezdrowy. I to trzeba leczyć, ale niestety, ja nie umiem. Ale wiem, że się da.

 

…ale nie zawsze na zdrowej.

OK, nie boimy się już „diety”? Tak? No to teraz dorzućmy magiczne słowo – „odchudzająca” albo „redukcyjna”. Czyli taka, która pozwoli Ci zrzucić te wszystkie nadprogramowe kilogramy. I tutaj zaczyna się już strach w oczach i panika grubymi nićmi szyta, bo przecież żeby schudnąć, to trzeba nic nie jeść.

Ano nie. Kiedy jesteś na diecie, to nie możesz nic nie jeść, bo od tego się nie chudnie zdrowo. Nie wierzysz? To obejrzyj sobie zdjęcia z obozów koncentracyjnych – nic tu nie ma do śmiechu i naprawdę trzeba to leczyć. Pamiętaj – głodzenie się nie doprowadzi do niczego dobrego. A myślę, że bliskie spotkanie z anoreksją, anemią, awitaminozą i paroma innymi terminami medycznymi nie jest Ci potrzebne do szczęścia.

W ogóle traktowanie diety odchudzającej w kategoriach „od dzisiaj będę sobie wszystkiego odmawiać” jest niestety prostą drogą do tego, żeby Ci nie wyszło. My nie lubimy sobie niczego odmawiać, zwłaszcza przyjemności i na dłuższa metę robienie sobie pod górkę jest równie niezdrowe, co głodzenie się. A jedzenie jest przyjemnością i stąd Twój wewnętrzny bunt w głowie, bo przecież robisz coś wbrew sobie. Odmawiasz sobie, zabierasz sobie, ograniczasz sobie. W swoim własnym odbiorze pogarszasz sobie życie. Jak żyć? Ano normalnie –

 

Nie bądź „na diecie”!

Durne, nie? Jak to „nie bądź na diecie”? Przed chwilą koleś pisał, że na diecie jestem zawsze, a teraz mam na niej nie być?

Tak, masz na niej nie być w głowie. Masz na nią nie zwracać jakiejś szczególnej uwagi. Zdrowe i prawidłowe odżywianie ma Ci wejść w krew i być dla Ciebie naturalna. Skoro na diecie jesteś zawsze, to przestań się nią jakoś szczególnie przejmować i zacznij traktowac jak coś najnaturalniejszego pod słońcem. Oddychasz? No pewnie, że tak. A jakoś szczególnie się zwilżasz myśleniem o oddychaniu? Jeśli nie masz terminalnego stadium raka płuc albo zaawansowanej gruźlicy, to pewnie się nad tym w ogóle nie zastanawiasz. Wdech – wydech. Wdech – wydech. I dawaj od nowa. Jak nie ćwiczysz skupiania się na własnym pępku i innych medytacyjnych hokus pokus, to nie kombinujesz, jak tu lepiej oddychać. Po prostu oddychasz. Z żarciem jest tak samo. No prawie.

Tak jak powietrze jest Ci niezbędne do życia, tak samo niezbędne jest jedzenie. Jeśli mieszkasz w Krakowie albo Pekinie i oddychasz tym czymś, co tam fruwa dookoła Ciebie, to raczej na zdrowie Ci to nie wychodzi. Podtruwasz się powoli i Twój organizm jest w coraz gorszej kondycji. Podobnie jest z gównianym jedzeniem. Tu jest o tyle prościej, że gołym okiem widać efekty tego trucia, czyli kilka kilogramów za dużo. I prostsze jest też to, że łatwiej zmienić gówniane jedzenie, niż gówniane powietrze. No ok, możesz wyjechać w Bieszczady, ale może najpierw przeczytaj TO TUTAJ.

 

Dlaczego masz nie być „na diecie”?

Bo samo to słowo budzi negatywne skojarzenia. Masz od razu w głowie obraz talerza, na którym trzy źdźbła trawy biją się o Twoją uwagę z przezroczystym plasterkiem chudej piersi z indyka. Zapijasz to wszystko źródlaną wodą, a raz na kwartał możesz popatrzeć na czekoladę i nasycić się jej widokiem. Raz na pół roku możesz dodatkowo powąchać. Pomyśl, jak długo będziesz w stanie pogodzić taki apokaliptyczny obraz odchudzania ze stwierdzeniem, że jednak to dla Twojego dobra? Jak długo podejście „odmawiam sobie przyjemności w życiu” będziesz w stanie tłumaczyć tym, że to gdzieśtam w przyszłości zaprocentuje? No chyba niedługo, co? To kolejne skojarzenie – dieta to jakiś okres w Twoim życiu (oby jak najkrótszy, nie?). Który to okres się kończy i wtedy znowu będzie można bez wyrzutów sumienia i konsekwencji opierdolić dużą milkę z oreo, bo przecież wcześniej to był grzech i przez nasze łakomstwo w odległym zakątku ziemi ktoś skrzywdził małą pandę. No nie da się tak na dłuższa metę.

Dlatego zamiast myśleć o tym, że czeka Cię dieta pomyśl o tym, że zmieniasz swoje życie na lepsze zaczynając akurat od odżywiania. Po prostu. Uruchamiasz proces, który Cię uzdrowi, ulepszy, poprawi niektóre aspekty Twojego życia. I który to proces niedługo stanie się dla Ciebie naturalny, jak oddychanie. I wtedy nawet jak wciągniesz całą duża milkę z oreo, to najpierw się porzygasz, a potem zrozumiesz, że choć na chwilę sprawiła Ci ona przyjemność, to jednak potem przez kilkanaście godzin czujesz się do dupy i lepiej Ci było, zanim całą wielka tabliczka zniknęła w Twoich ustach.

I następnym razem zjesz tylko kilka kostek. Bo naturalnym dla Ciebie będzie dbać o siebie, żeby było Ci lepiej, nie gorzej. Bo po prostu zdrowe jedzenie wejdzie Ci w nawyk. Na całe życie. Bo to życie zmieniło się na lepsze, bo nie odmawiasz sobie niczego, ale też dbasz o siebie. Dbasz o to, żeby się dobrze czuć, zdrowo odżywiać, mieć siłę i energię, o jędrnym tyłku i kaloryferze nie wspomnę.

Bo o to chodzi w byciu na diecie – to proces, który raz uruchomiony, trwa całe życie.

Życie lepsze, niż wcześniej.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

46
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
37 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchAleksandra /Thief of the worldBlogierkaHappy Green LifeMagda Załuskowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Magda Załuskowska
Gość
Magda Załuskowska

Nigdy nie byłam na diecie lecz staram się zdrowo odżywiać. Czekoladę jednak uwielbiam i od czasu do czasu się skuszę:)

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Zazdroszczę – ja się dietowałem pewnie jeszcze w łonie matki 🙂

Dotee - Witaj Słońce
Gość

Dobrze prawi, polać mu… wody mineralnej niegazowanej 🙂 Tak na serio to od tego zdrowia już mi się powaliło i nie lubię Milki. Za słodkie to, za tłuste, takie nijakie, lepiej jakąś czarną jak smoła czekoladę rozpuścić i ciastka owsiane udekorować albo coś 😀 I rzeczywiście od tego mózg lepiej chodzi i ciało też 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Fakt, teraz też mam wrażenie, że milka dla mnie jest za słodka. Ale ja już nawet jogurt naturalny odbieram jako lekko słodkawy. I chleb razowy też 🙂
A z tą wodą tez łatwo nie było, bo ile bym nie wypił, to nie potrafiła ugasić mi pragnienia. Musiało toto mieć jakiś smak. Ale też się przestawiłem – człowiek nie sznurek, wszystko wytrzyma 🙂

Dotee - Witaj Słońce
Gość

Zawsze można cytrynę albo miętę wrzucić, ale tak serio, to czysta mineralka jak się jest spragnionym ma CUDOWNY smak 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja wrzucam jedno i drugie, zalewam wrzątkiem na noc i piję rano 🙂 Kiedyś piłem cały dzień, ale od kiedy mi się smak przestawił, to osuszam 1,5 litra jeszcze przed pójściem do pracy na 10 i w pracy już tylko żabianka i kawa 🙂

Aleksandra /Thief of the world
Gość

Popieram i sama uważam, że we wszystkim potrzebny jest umiar. Prawda jest taka, że kostka czekolady zjedzona podczas złego dnia nas od razu nie utuczy, ani schabowy zjedzony u babci na święta. Trzeba tylko znać umiar i starać się jednak jeść zdrowo każdego dnia. Dla mnie zawsze najgorsze w dietach odchudzających było to, że trzeba jeść coś, na co akurat może nie ma się ochoty, albo co specjalnie nie smakuje lub co gorsza, coś co jest monotonne, nudne i bez polotu. Kocham gotować, więc każde przygotowywanie nudnych, prostych sałatek było dla mnie katorgą. Do czasu, aż postanowiłam, że sama będę tworzyć dania oparte na zdrowych produktach – głównie warzywach.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

I jak efekty? Bo skoro przechodziłaś przez diety odchudzające, to zrzucanie kilogramów miałaś na celu. Udaje Ci się na własnej kuchni?

Aleksandra /Thief of the world
Gość

Bywa różnie, ale napewno jestem zdrowsza i chociaż mnie nie przybywa przy odpowiedniej ilości ruchu.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Trzymam kciuki 🙂

Happy Green Life
Gość

Jestem zdania, że trzeba jeść wszystko tylko dużo się ruszać żeby zawsze była zachowana równowaga. Wiadomo, że nie należy opychać się słodyczami czy frytkami non-stop. Ale jeżeli co jakiś czas wrzucimy na talerz coś mniej zdrowego, to zupełnie nic się nie stanie 🙂 Głodzenie się czy trzymanie się sztywno ustalonego jadłospisu w którym przeważają rzeczy na które tak naprawdę nie mamy ochoty to totalny bezsens. Prędzej czy później każdemu taka twarda żywieniowa dyscyplina się znudzi i będzie lipa 🙂 ps. Kocham Milkę z ciasteczkami oreo! Chyba lepszej czekolady nie jadłam 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No właśnie – cały sens polega na tym, żeby sobie nie odmawiać, ale panować nad jedzeniem tego, co jest niezdrowe czy tuczące. I dlatego taka wielka tabliczka czekolady z oreo to mój must have pod choinkę 😉

Happy Green Life
Gość

Wcześniej myślałam, że najlepsza czekolada na świecie to Milka karmelowa. Ale ta z oreo jest przepyszna 😀 Tabliczka czekolady z oreo pod choinką to dobry pomysł, ale mam też coś na lato 😉 Jadłeś lody śmietankowe z Oreo? Nie ma lepszych!!! 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Wczoraj akurat jadłem tajskie (takie siekane na Twoich oczach i zwijane w ruloniki) o smaku oreo z truskawkami. Przepadłem. Moja dieta trochę też 😉

Happy Green Life
Gość

Tego jeszcze nie próbowałam, ale brzmi dobrze!! 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Jeśli znajdziesz chwilkę, to podejrzyj na Insta – tam wrzuciłem jak wyglądają 🙂

Grzegorz Deuter
Gość

Karmelowa? Paskudztwo – zwłaszcza dla tych, którzy już przestawili się na zdrowsze odżywianie z pominięciem cukru rafinowanego – po krótkim czasie smak się zmienia, co nie znaczy, że nie da się jadać słodyczy – ale muszą być już mniej słodkie, np. w czekoladzie deserowej, a nie mlecznej 🙂

Happy Green Life
Gość

To prawda, gdy je się mniej słodkich rzeczy wtedy smak się zmienia 🙂 Ale czasem są dni kiedy chce się czegoś bardzo słodkiego i nie ma zmiłuj, wtedy każdy smakołyk jest idealny 😉 W szczególności kobiety to rozumieją 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja mam w 60% kobiecy mózg, rozumiem to doskonale ;))

Happy Green Life
Gość

Haha! Od razu mi raźniej 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja mam awaryjnie krem czekoladowy z daktyli, mleka i kakao – słodki jest wystarczająco, a i czekoladowy głód zaspokaja 🙂

jogosfera
Gość

Nigdy nie byłam na diecie jakiejś szczególnej, bo po prostu lubię jeść to na co mam ochotę, a nie to co mi ktoś rozpisał. Prawda jest taka, że te powszechne zasady typu największe śniadanie i jedzenie co 3 godziny w moim przypadku mozna między bajki włożyć, bo mam zupełnie odwrotnie 😉 Pozdrawiam!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To też kwestia metabolizmu – u mnie dziwne jest to, że im mniej jem, albo jem nieregularnie, tym jestem większy 🙂 Przez kilka pierwszych dni na diecie ułożonej przez dietetyka miałem wrażenie, że chodzę ciągle przejedzony. A waga spadała 🙂

Joanna Brzezińska
Gość

Używanie słowa „dieta” w kontekście zmiany nawyków czy odchudzania ma jeszcze jeden minus – „dieta” jest tymczasowa, a to znaczy, że stosuje się ją do jakiejś daty, wagi ciała, a potem wielki powrót do „normalnego jedzenia”. Pracuję jako psycholog w projekcie profilaktyki otyłości i cukrzycy wśród gimnazjalistów i sami nie używamy, a naszych pacjentów próbujemy oduczać używania słów „jestem na diecie”

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Czyli nie kłamię, bo piszę dokładnie to samo 🙂
Podświadomie tak właśnie czułem i czuję nadal – do słowa „dieta” przylgnęło coś, co nie kojarzy się zbyt dobrze. Dlatego „zmiana życia na lepsze” jest jakby milsza w odbiorze. I w wytrzymaniu.

Pierwszy raz u mnie? Rozgość się 🙂

Blogierka
Gość

Nie znam kobiety która nie byłaby/ nie jest na diecie. Ale facet? Przyznaję że to rzadkość. Głownie dlatego że jakoś tak kulturowo się przyjęło ze facet z brzuszkiem piwnym to coś normalnego,ale kobieta z boczkami albo cellulitem? FUJ! W przypadku panów to często stan zdrowotny zmusza do przejścia na „dietę” czyli mądrego odżywiania.
Bardzo zacny początek serii.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Widzisz, ja mam w 60% mózg kobiecy podobno – nawet depilator laserowy właśnie testuję na… sobie 😉
A tak na poważnie – dbanie o swój wygląd jest trochę traktowane jako niemęskie, więc dopóki lekarz nie nakazał, to się sprawę olewało. Poza tym faceci są z natury leniwi i przekonani o swojej zajebistości, a jak coś jest doskonałe, to po co to poprawiać? Na tym polu też mam kobiecy mózg, bo ja nigdy tak nie miałem i nie mam nadal.
Fajnie i dzięki wielkie, że to czytasz, bo mam rzut okiem fachowca – jak będę bredzić, to zjeb mnie jak szeregowca i naprostuj 🙂

Blogierka
Gość

Ewidentnie masz kobiecy mózg ;). Ale powiedz-nie wkurza Cię czasem że inne samce mają wyjebane i dobrze im ze sobą a Ty jak i reszta kobiet ( no i może jeszcze garstka facetów) tak się miota dieta-nie dieta, jakieś kompleksy, itp..Przejebane mamy..;)
ps. Zaden ze mnie ekspert! Ale chętnie czytam 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Jakbym był całkiem kobietą, to pewnie przeszkadzało by mi bardziej, bo jednak 40% męskiej wyjebki mi pozostało 🙂 A tak na poważniej – to tez często kwestia tego, że są z kobietą, która niczego od nich nie wymaga. Mam taką osobistą teorię, że może to i faceci zmieniają świat, ale robią to dla kobiet. Kobiety zresztą też robią to dla kobiet – chyba mi się temat na tekst właśnie rodzi 😉
PS. Dobra, dobra – Instagrama mam i swoje widzę i wiem 😉

Blogierka
Gość

Hehe- no to widzę pośrednio zainspirowałam do wpisu ;). Czekam zatem!
ps.Widzisz co ja chce żebyś widział 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

OK, będzie z dedykacją 🙂
PS. A to akurat wiem, jak działa ;))

Blogierka
Gość

WPis z dedykacja? Kent wejt! 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No i popadli my w kałabanie… 😉

Blogierka
Gość

😀

Dotee - Witaj Słońce
Gość

To już znasz, ja nigdy nie byłam na diecie 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Łeee, nie gadam z ta panią 🙂

Blogierka
Gość

#zazdro500 figury! 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Aż idę pooglądać 🙂

kawa z Bogiem
Gość

Oho… no i trafiłam na pole minowe, bo temat odchudzania krąży po moim domu odkąd zaczęłam się odchudzać, a raczej odkąd drastycznie schudłam. To tak jakbyś od kilku lat, codziennie słuchał tej samej piosenki albo dostawał każdego dnia na śniadanie jajecznicę, czyli do obrzydzenia 😀
100% zgadzam się z tym, żeby traktować bycie na diecie, jak nie bycie na niej, bo to potrafi naprawdę odmóżdżyć. Pamiętam, gdy podczas którejś tam diety ustaliłam sobie liczbę kalorii, której nie mogłam przekroczyć (a była naprawdę niska) i strasznie się wtedy męczyłam, bo już w nocy obmyślałam moje menu na kolejny dzień, zapisując w zeszycie każdą spożytą kalorię. Niewiele brakowało, żeby moja głupota skończyła się pobytem w szpitalu, bo żołądek odmówił posłuszeństwa :/ Teraz po prostu dostosowałam się do jedzenia (bez obsesyjnego wyliczania kalorii) porcji dwóch pięści i jest naprawdę okej. Słodyczy też sobie nie odmawiam 🙂 I przynajmniej raz w miesiącu robię sobie kilkudniową leczniczą głodówkę, po której czuję się naprawdę świetnie 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja głodówki robić nie mogę, bo wtedy metabolizm mi wariuje – kilka razy wykazałem się mega mądrością i przetestowałem bez pomyślunku 🙂 A jeśli chodzi o wielkość porcji, to na początku wydawało mi się, że się wręcz przejadam. Ale zaufałem dietetyczce 🙂
Dla mnie najtrudniejsze to częste jedzenie małych porcji – mam taką pracę, że trudno się pilnować.
No i niejedzenie słodyczy – Młody dostał taką milkę na urodziny. Śniła mi się po nocach. 🙂

kawa z Bogiem
Gość

Grunt to wytrwałość 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Hihi, to akurat jest chyba najtrudniejsze w tym całym dietowaniu 😉

kawa z Bogiem
Gość

Oj tak 🙂

Daniel Chrzciciel
Gość
Daniel Chrzciciel

„Życie lepsze, niż wcześniej.”

Odgrywasz się za te pączki w tłusty czwartek, nie ;)?

Ja jestem na zdrowej diecie głównie dlatego, że mój facet jest na gównianej (tydzień głodówki – tydzień wpierdzielania masła orzechowego z Nutellą i popijania colą (autentyk) – tydzień spokoju – tydzień głodówki…), a chcę żeby jakoś się trzymał, więc pilnuję, żeby w domu było zdrowe żarcie. Na szczęście jestem zbyt leniwy żeby gotować dwa różne posiłki, a też szkoda, żebym ja wpieprzał podwójnego burgera z frytkami, a on nie. Na początku trochę marudziłem, że jak to nie zjem całej dużej czekolady naraz, ale teraz jakoś mi to nie robi różnicy. Mój organizm chyba przywykł, bo jak przypadkiem zjem górę plastiku smażonego w wannie oleju to czuję się jak góra lodowa. Więc to chyba trochę uzależnia. To nie jest wprawdzie dieta odchudzająca, bo niekoniecznie mam co odchudzać, ale raczej tucząca też nie :D.

I naprawdę się cieszę, bo prawdopodobnie sam z siebie odstawiłbym fast-foody dopiero, kiedy ludzie zaczęliby się pytać czy jestem w ciąży.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja pierdolę, jak ja Ci tego zazdroszczę. A ja tydzień urlopu na nartach, gdzie ruchu dużo, ale żarcia jeszcze więcej – a górale to potrafią nakarmić i to wcale nie jest #dietycne. No, może poza knajpą Gesslerowej.
Potem ciąg imprez z prezentami i słodkościami i cztery kilo do przodu na wadze w trzy tygodnie.

Może trzeba było się nażreć tych pączków, to bym się teraz nie rzucał na słodycze, jak szczerbaty na suchary 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A tak BTW – nie jestem fit świrem, ale rzeczywiście kiedy żarłem zdrowo i tak, jak w książce napisane, to się czułem o niebo lepiej. Teraz jakaś chujnia z grzybnią mnie dopadła i czarnowidztwo 🙁