Oda do hejtera

 

Bardzo długo zastanawiałem się, czy w ogóle ten wpis ma ujrzeć światło dzienne i jeśli już, to jak powinien wyglądać, jak się zaczynać, a jak kończyć. I im dłużej się zastanawiałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że powinien wyglądać tak, jak wygląda. Zacznijmy więc od początku, bo zaczynanie od końca rzadko fajnie wychodzi.

 

Hejterze! Pierdol się!

12 kwietnia, czyli niecały miesiąc temu, Andrzej Tucholski opublikował wyniki czegoś, co się nazywa Share Week. Tym z Was, którzy nie siedzą w blogach i nie bardzo kumają, o co tutaj kaman przypomnę pokrótce. To taka akcja, w której blogerzy polecają trzech swoich ulubionych kolegów po fachu po to, żeby ich czytelnicy też mogli do dobrych i wartościowych twórców internetowych dotrzeć. To taki konkurs Miss Polonia dla małych blogerów. Po podliczeniu wszystkich zgłoszeń, okazało się, że udało mi się załapać na srebrną szarfę wicemiss, co mnie naprawdę bardzo zaskoczyło. I wcale tutaj się nie kryguję – czuję się trochę jak Janusz w pierwszym Big Brother (dwuznaczne imię, nie?), który pokonał wielu młodszych, ładniejszych i bardziej medialnych ludków zamkniętych razem z nim w domu Wielkiego Brata. No i wygrał chyba pół bańki, co nawet po tych kilkunastu latach jest porządnym kawałem grosiwa.

 

Co wygrałem ja?

Ano to zależy, co dla kogo jest nagrodą. Dla mnie sam taki wynik nią był i bardzo dziękuję wszystkim, dzięki którym to się udało. Świadomość tego, że moja pisanina się komuś podoba i z paru milionów czynnych blogów w Polsce wsadził mnie do swojej trójki, dał mi niezłego motywacyjnego kopa. I to akurat w przedłużającym się okresie braku weny i wiary w to, czy jest sens w ogóle się na tym blogu produkować. Poczułem, że sens jest i chociaż świata nie zbawiam, to zapewniam niektórym trochę rozrywki i powodów do uśmiechu.

Ale mnóstwo ludzi poczuło w związku z tym coś innego. Żeby dać Wam lepszy ogląd zajrzyjmy sobie razem w cyferki, co?

Rekordowego dnia, kiedy Andrzej ogłosił wyniki, zajrzało do mnie 5 razy tyle ludzi, ile wynosi moja dzienna średnia. Po kilku dniach sytuacja wróciła do normy, choć liczba dziennych czytaczy skoczyła o ok. 5%. Dla mnie to bardzo dużo.

W ciągu mniej więcej tygodnia od tego dniu na fejsie przybyło mi ok. 100 fanów i przekroczyłem kolejną magiczną barierę 2 tysięcy, potem sytuacja wróciła do normy. Czyli przybyło mi fejsbukowych fanów na oko 6-7%. Dla mnie to bardzo dużo.

Przed tym dniem dostałem od czytelników dwa maile (i coś chyba tyle samo z propozycją współpracy) – pisałem Wam kiedyś o tym, jak dostałem maila ze zdjęciem pary damskich piersi, to był jeden z nich. Po tym dniu aż do dzisiaj, przyszło do mnie 36 maili od czytelników (i trzy propozycje współpracy) . To wzrost o 1800%, jeśli dobrze liczę.

 

Każdy z nich mniej lub bardziej mnie obrażał

„tym wpisem o hujowej książce sam pokazałeś że jesteś sprzedajnym hujem”

„wywiady kurwa i laski podjarane zaraz bedziesz gwiazdą jak jebany Popek”

„Jakim cudem takie zero komukolwiek się podoba?”

„Blog faceta? Takiej pizdy haha”

„fajnie to tak dupe wozić po legolandach, spróbowalbyś przeżyć za najniższą krajowa do pierszego”

„nazekasz na pracowników a sam się bujasz po Tajlandi jakbyś im kurwa płacil to do dupy byś pojechał”

Pisownia oryginalna, bo jeszcze tego brakowało, żebym idiotom za korektora robił. Miłe to nie jest, prawda? Do tego doszło kilka wiadomości na fejsbukowym messengerze, jedna groźbę pobicia i jedna zapowiedź pozwu do sądu. Na szczęście te dwie ostatnie sprawy zostały obgadane i załatwione, bo to akurat inny kaliber niż obrzucanie się trollowym gównem przez niedouczonych gimbusów. Było też kilka komentarzy, które wywaliłem, ale brzmiały podobnie. No i jakoś tak mi się na pewien czas odechciało, co widać po przeciągach na blogu ostatnimi czasy. Straciłem serce.

A więc jeszcze raz:

 

Hejterze! Pierdol się!

Czasami komuś nie chodzi o to, żeby się w necie poprztyczkować w nos, tylko żeby w ten nos przyjebać. Najlepiej rozpędzonym osiemnastokołowcem marki Scania. No sorry, ale ja się nie chcę bawić w to, kto kogo bardziej rozjedzie, bo to, co potem zostaje na asfalcie chujowo wygląda i patolog ma za dużo roboty ze sprawdzeniem, gdzie był ten nos, a gdzie dupa. Wszystkie powyższe komentarze i im podobne mają na celu… właściwie nie wiem co, bo nie rozumiem takiego podejścia.

Jeśli widzę na fejsowej tablicy u znajomego coś, z czym się nie zgadzam lub jest dla mnie nieciekawe, to nie muszę od razu mu pisać „ale jesteś chujowy”. Ba, nawet nie powinienem – obracam dalej kółeczko na myszce, aż trafię na coś, co mi się podoba. Proste?

Jeśli czytam u obserwowanego blogera coś, z czym się nie zgadzam lub jest dla mnie nieciekawe, to albo nie komentuję w ogóle, albo piszę, że się nie zgadzam z tym, tym i tamtym nie najeżdżając personalnie na autora. Nie piszę „ale jesteś chujowy”. Proste?

Jeśli coś takiego powtarza się kilka-kilkanaście razy z rzędu, to przestaję tego kogoś obserwować, bo zaczęliśmy iść różnymi ścieżkami. Nie krzyczę głośno „ale jesteś chujowy” i nie zabieram ostentacyjnie zabawek do innej piaskownicy. Proste?

Może nawet za proste, bo czasami proste rzeczy są najtrudniejsze do pojęcia, zwłaszcza przez umysły, nazwijmy to, nie najwyższych lotów. A kiedy popatrzycie na przesłane do mnie maile (przypominam, pisownia oryginalna) to od razu widać, że te osoby mają IQ mniej więcej w okolicy swojego wieku. Nie ma sensu nawet rozpoczynać z nimi dyskusji, bo nie o dyskusję im chodzi. Może to jakaś koprolalia, ale w internetowej odmianie? Zespół Tourette’a, albo e-zespół raczej. Tacy ludzie zazwyczaj kompletnie nie łapią tego, co piszę – sarkazm czy ironia mogłyby podejść i ugryźć ich w dupę, a i tak by nie wiedzieli, czy to aby nie zamojska surykatka.

Głupi są też, bo wydaje im się, że internet zapewnia anonimowość. No nie, nie zapewnia. I nawet jeśli nie wysyłasz takiego hejterskiego maila z adresu imię.nazwisko@gmail.com (serio serio, sam byłem porażony głębią intelektu takiej osoby) tylko z innego, to i tak można Cię namierzyć. Zostawiasz w internecie miliony śladów, po których można Cię znaleźć, jeśli ktoś tylko wie jak. A ja wiem – kiedyś na tym polegała moja praca, żeby wyciągać różne informacje z różnych źródeł i składać je do kupy. A już hejt na messengerze z własnego konta, na którym ktoś ma (nawet nie ukryte przed nieznajomymi) zdjęcia całej rodziny i słodkich bobasków pod choinką ciężko mi w ogóle pojąć moim starczym rozumem. Co komuś takiemu siedzi w głowie? Pewnie niewiele – sznureczek, który spina uszy, żeby nie odpadły.

 

Jesteś u mnie

Do tej pory nie miałem na blogu czy z powodu bloga do czynienia z hejtem. To, że Kolega Wilq czasem się nudzi i przypierdoli mocniejszym czy krytycznym komentarzem trochę od czapy, bo akurat siedzi na hali odlotów i się nudzi biorę na klatę, bo to facet inteligentny i z wielu rzeczy doskonale sobie zdaje sprawę. Także, a może nawet zwłaszcza z tego, co wypada, a co nie bardzo. Nawet jak pisze, że mój komentarz jest prostacki i chamski to też biorę na klatę, choć tym razem nie dyskutuję, bo nie chcę, żeby mnie kolejny raz delikatnie przepraszał, że się zagalopował.

To nie hejt, to krytyka! Ma rację, nie ma racji – to nieważne i nie ma znaczenia, dopóki nie przekracza pewnych barier, to możemy się internetowo poprzepychać. Nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce, nawet jak mnie czasami delikatnie podkurwi – c’est la vie. Zrobiłem błąd ortograficzny? Spoko, zwróć mi uwagę – nie jestem nieomylny. #klajenci mnie uodpornili dostatecznie, żeby pewnych rzeczy nie brać do siebie i mieć po prostu wyjebane. A czasami wziąć głęboki oddech i dalej być kwiatem lotosu na tej jebanej, gładkiej tafli jeziora, bo złość piękności szkodzi.

Wiecie, bardzo długo było tak, że kiedy czytałem u większych blogerów wpisy o banowaniu czy moderowaniu komentarzy to zastanawiałem się, z czego oni robią problem i że to kolejny temat z dupy, bo nie mają o czym pisać. Duży nie jestem absolutnie, a już, w niecały miesiąc, wylało się na mnie wiadro gówna, więc nawet sobie wolę nie wyobrażać, co się dzieje na blogach odwiedzanych przez kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy ludzi miesięcznie. A ja raczej jestem higienista i esteta, więc raczej niekoniecznie widziałbym u siebie gówno za paznokciami.

To mój kawałek internetu – ja go umeblowałem, wstawiłem doniczki z kwiatkami i ekspres do kawy. Do lodówki na własny koszt napakowałem piwa i mleka do latte. Jeśli wpierdolisz mi się do środka z zabłoconymi butami, to Cię ładnie poproszę, żebyś je wytarł przed wejściem i następnym razem tak nie robił. Ale jak jeszcze dodatkowo zaczniesz szczać po kątach, pluć mi do filiżanki i walić konia do mleka, to Cię wyjebię za drzwi. A jeśli do tego jeszcze będziesz obrażać innych, to Cię wyjebię przez balkon, żebyś długo szybował w dół i więcej tu nie wrócił. Często zdarza Ci się obrażać gospodarzy, którzy Cię do siebie zaprosili w gości? Co wtedy robi mamusia? Czerwieni się czy prosi tatusia, żeby Ci przypierdolił klapsa?

Albo zastanów się nad tym – zapraszasz kogoś do domu i ten nagle zaczyna najeżdżać, że masz chujowe panele, meble w kuchni to PRL, a zasłony to pewnie zajebałeś z pomocy dla powodzian. Czy teraz zaczniesz przemeblowanie i kupisz nowe zasłony tylko dlatego, że jakiś przypadkowy ziomek powiedział, że mu się nie podobają? No właśnie.

Styl w jakim piszę nie każdemu się musi podobać. Podobnie tematyka czy poczucie humoru. To wolny kraj, nikt Cię nie zmusza do tego, żebyś tu siedział i się katował czymś, co Ci nie podchodzi i z czym się tak bardzo męczysz. Pokochaj siebie i wynieś się gdzieś, gdzie Ci dobrze. Na Syberię na przykład.

Nie myl natomiast tej wolności, a co za tym idzie i wolności słowa z tym, że możesz bezkarnie kogoś obrażać. Nie możesz. Bo to pierwsze chamskie i prostackie, a po drugie prawnie karalne. Naprawdę chciałbyś ciągać mamusię po sądach tylko dlatego, że jesteś głupi albo niedojrzały? Prawnik kosztuje sporo pieniędzy. Masz tyle? A mamusi nie szkoda? Pamiętaj, że wyrok sądu może kosztować dużo więcej, niż tylko pieniądze, bo może Ci poważnie spierdolić przyszłość.

Dlatego następnym razem HEJTERZE po prostu się zastanów. Czy przekraczasz granice i przede wszystkim czy jest sens je przekraczać. Bo może to być bardzo nieopłacalne.

A poza tym jesteś niemiły i niedobry. Wstydź się.

Aha, i jeszcze jedno:

 

Hejterze! Pierdol się!

 

 

Fot: fotolia, autor: master1305


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

152
Dodaj komentarz

avatar
38 Comment threads
114 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
38 Comment authors
Jacek eMGosiaJacek eM: dizajnuchCzytaj na walizkachPaulina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Gosia
Gość
Gosia

I brawo!!!! Zdrówka życzę 😁

trackback

[…] się. Jechanie po mnie i owszem (nawet napisałem o tym cudowny tekst „Oda do hejtera”, polecam przeczytać ? ), ale moim bliskim się upiekło. Gdyby ktoś próbował […]

Czytaj na walizkach
Gość

Fantastyczny tekst, nie wiem dlaczego dopiero teraz do niego dotarłam 🙂 Jacku pisz jak piszesz, jest świetnie, a ile ludzi tyle gustów, a jak się ktoś nie umie zachować to wiemy co robić 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dziękuję ślicznie, ja i mój ban 😉

Paulina
Gość

Nie wiem Jacku, co mam napisać, bo normalnie szczena mi opadła, że tak ludziom żal dupę ściska. Mogłeś jeszcze w prezencie dorzucić maść na ból dupy z linkiem afilacyjnym (bo przecież się sprzedajesz). 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Buhaha, świetne!!! 😀

SzydelkoweCUDAsie
Gość

Po przeczytaniu Twojego tekstu dowiedziałam się czegoś o sobie, że mimo tego, że jestem blogerką „młodą stażem”, to jednak myśleniem gonię tych, którzy już mają całkiem pokaźne osiągnięcia w tej sferze 🙂 Dziękuję!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A bo widzisz, jak ktoś się bez sensu do Ciebie dowala, to nie ma znaczenia staż – krew nie woda i czasem się zagotujesz 🙂

Pierdoła saska (Marša)
Gość

Mnie kuźwa fascynuje po ka cholerę oni to piszą. Jakaś manifestacja własnej odwagi na poziomie przedszkola… choć nie, w przedszkolu to jednak dzieciaki sobie to w twarz mówią i przy wszystkich, a nie mailem puszczają, jak jakiegoś cichacza. >.>

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Może chcą dookoła poszpanować, jacy to nie są twardzi? A może po prostu są głupi? 🙂

Pierdoła saska (Marša)
Gość

Gdyby pisali to w komentarzach, publicznie, ze swoją mordą na widoku, to bym też o szpanie myślała. Ale mailem, jak cichacza w gacie…? Raczej przychodzi mi do głowy jakaś kompensacja czy coś >.>

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No dobra, ale jak to laski? 😉

Mateusz Maludziński
Gość

Nieźle, nie sądziłem, że w Polsce 5 minut sławy (nawet tej najmniejszej sławy) kosztuje tyle nienawiści. Wiem, że u nas lepiej się nie wyróżniać, a każdy kto coś tam osiągnie od razu jest mieszany z błotem, ale tego się nie spodziewałem.
Trzymaj się, dobrze piszesz. Dopiero trafiłem na Twojego bloga, ale zostanę na dłużej 😉

Pozdrawiam,
Mateusz.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nie traktuję tego jako sławy, więc może dlatego tak mnie to zapiekło, bo do tej pory tu jednorożce rzygały tęczą i wszyscy kochali Hallo Kitty oraz mnie. Na szczęście mam wielkie pokłady tumiwisizmu i dystans zarówno do siebie, jak i do tego, co ludzie piszą. Trochę taka praca, trochę taki ja, trochę taki wiek 🙂

Zapraszam, czuj się jak u siebie 🙂

Mateusz Maludziński
Gość

Dobrze jest mieć dystans do siebie, wtedy nawet większa sława nie zrobi człowiekowi wody z mózgu :p A fajnie jest mieć swój kawałek internetu 😉
Pozdrawiam.

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Jest taka, prawda, że każdy kto się czymś wyróżnia, ma swoje grono hejterów. Może dlatego, że nie mają własnego zycia, albo jest strasznie chujowe, więc żyją życiem innych. Ja sam, chociaż nie udzielam się w żadnych rankingach, mam swoje wierne grono. Kiedyś mocno się udzielali w komentarzach, ale kiedy przeszedłem na disqusa, poblokowałem co bardziej chamskich. Co nie znaczy, że przestali mnie czytać 🙂
Sam popełniłem kilka wpisów o hejterach – nie będę spamował linkami, jak ktoś chce to sobie wyszuka po tagach lub w archiwum.

Myślę, że świetnie po podsumowałem niżej Bartek memem z House’a. Dlatego obecność hejterów mnie motywuje, bo to znaczy, że idę w dobrą stronę 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Tak na to jeszcze nie patrzyłem, ale podejście bardzo dobre 🙂

Bartek z rodzinawpraktyce.pl
Gość

Mam do powiedzenia tylko jedno:comment image

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Boskie 🙂

Marcin
Gość
Marcin

Jacku, nie denerwuj się…
Taka kolej rzeczy, że Twój blog rośnie i z małego przytulnego mieszkania, zmienia się w publiczny ośrodek, na którym wisi lista zażaleń, gdzie każdy może poskarżyć się na właściciela.
A tak apropos tych maili – ciekawe ile osób podpisało się w nich swoim nazwiskiem.
A tak w ogóle jestem zdania, że na wszystkich serwisach login powinien zostać zastąpiony nazwiskiem i zdjęciem z dowodu :). Odezwałaby się głosy o łamaniu wolności słowa, ale problem hejtu znacząco by się zmniejszył.
A tak, jest nasza ukochana wolność słowa i w każdej chwili „Hejter1234xD” ma prawo Cię zmieszać z błotem.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nie denerwuję się – mnie zdenerwować potrafi tylko moja Małażonka 🙂

Dwie osoby – inna sprawa, czy te dane były prawdziwe, bo co prawda nie był to jaś.kowalski@gmail.com tylko jakby mnie oklepane, ale czy nie fejkowe, tego nie wiem. Ale jednego kolesia miałem na messengerze, który ma na profilu zdjęcia z rodziną, więc pewnie prawdziwe 🙂

Marcin
Gość
Marcin

Janusze internetów…

Magda Hurko | ekopozytywna
Gość

Świetnie powiedziane! Ja jestem całkowicie malusieńka, więc tego typu hejtów nie doświadczam, ale nie zmienia to faktu, że mam na ten temat zdanie. Niestety wśród moich znajomych na Facebooku są ludzie, którzy na niektóre rzeczy, które wrzucam na prywatną ścianę, muszą, NO MUSZĄ, zareagować. A że wrzucam często jakieś feministyczne linki, to obrywa mi się tym bardziej. Dwoje takich „znajomych” bez ceregieli wywaliłam i miałam gdzieś, czy ich widuję na żywo czy nie. Jeśli ktoś przekracza granice krytyki, to powinien się z czymś takim liczyć. To samo robiłabym na blogu. Całkowicie więc popieram wszystko, co napisaleś

xpil
Gość

Ja jakiś czas temu wywaliłem wszystkich znajomych FB. Co do jednego. Z prawie trzystu osób tylko jeden zaprzyjaźniony bloger zauważył, że mu zniknąłem z listy kontaktów. Ot, takie to właśnie są te facebookowe „przyjaźnie”

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ech, a kto ma czas na przeglądanie listy kontaktów? 🙂

A tak BTW – jakby fejsik informował, że ktoś odlubił, już bez znaczenia, czy fanypejcz czy prywatny profil, to czy w ogóle ktoś by to robił?

xpil
Gość

Ja bym nie miał oporów…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A potem byś się nie opędził od: „dla czego jush mnie nie kohash?” 🙂

xpil
Gość

Na takie sytuacje mam zawsze pod ręką nabitą plonkownicę.

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Ja czasami usuwam, z różnych przyczyn. Czasami się poprztykamy, czasami gość zaczyna świrować. Mnie pewnie też usuwają na masę za epatowanie ateizmem (dzisiaj pewnie poleciałem ze znajomych co najmniej kilkunastu osób).
Ja na razie u mnie też zaledwie kilka osób zauważyło (po dłuuuugim czasie), że już nie jesteśmy znajomymi. Wysłały mi nawet zaproszenie, ale zignorowałem. Własne zdrowie psychiczne ważniejsze 🙂

Maciej Wojtas
Gość

Analiza grafologiczna wykazuje, że wszystkie hejty pisała jedna osoba 😉

A serio – masakra, nie spodziewałem się tego tu przeczytać.
Może chociaż te propozycje współpracy wypaliły?

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Może rzeczywiście ktoś, kto mnie nie lubi miał za dużo czasu i pozakładał fejkowych kont? 😉

Jestem w trakcie omawiania warunków 🙂

Zakazanna
Gość

TAK!!! ZA BRAMĘ Z NIMI! 😀 Kasować, nie odpowiadać, blokować, w dupie mieć! 😀 Ten tekst powinno się wklejać każdemu debilowi, co się bierze za hejtowanie, na każdym portalu. Ale wiesz co? W sumie to mimo wszystko serce roście – pomyśl, że ci frustraci mają życie nudne jak pierogi ruskie bez farszu. Pomyśl, jak tam się skręcają z zazdrości. Jak dniami rozpamiętują!
Też się zastanawiam jak na przykład wygląda skrzynka i moderacja komentarzy u takiej Maffashion – współczuje lasce. Chociaż pewnie i tak ma od tego kogoś, kto to wszystko ogarnia. Co do SW, to mi też troszkę statsy i lajki skoczyły, ale bardziej niż dzięki Andrzejowi – dzięki PigOutowi 😀 Skupiając się na samych lajkach, od Andrzeja przyszło mi jakieś 30, od Piotrka ponad 120. Wiadomo – to kolejny herszt śmieszków i bezczelnych sarkastycznych dupków 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

IMHO powinien w SW wykopać mnie z tego miejsca srebrnego. Serio mówię. Ale za rok widzę pigouta w złocie 🙂

Ty mnie niedobijaj – już teraz ogarnianie komentarzy zajmuje mi hektar czasu, a co potem? Strach się bać. Może od pewnej ilości UU handluje się listami kont i IP trolli do banowania? 🙂

xpil
Gość

Ej, plączesz się w zeznaniach. Najpierw piszesz, żeby hejterów blokować i im nie odpowiadać, a zaraz potem, żeby im coś wklejać. To jak w końcu jest? Pytam, bo sam miałem przez prawie sześć lat tylko jednego trolla, który uciekł tego samego dnia, kiedy się pojawił, więc nie mam za bardzo doświadczenia z tym gatunkiem 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To elementarne drogi Watsonie – jedną ręką przyklepujesz kartkę na plecy „TY HEJTERZE NIEDOBRY” a drugą nogą kopiesz w dupę. Dwa w jednym 🙂

xpil
Gość

A, no chyba że tak. Ja bym to w takim razie lekko zmodyfikował: zamiast przyklepywania użyłbym zardzewiałego gwoździa 🙂 A w dupę zamiast kopa – pręt, wiadomo jaki.

Zakazanna
Gość

Słuszna uwaga 😀 Kobieta zmienną jest – nawet w jednym komentarzu 😉 Tak poważnie, myślę, że jednak wszystko zależy od sytuacji. Odpisałam trollohejterom tylko kilka razy. Ostatnio jest większy spokój niż kiedyś u mnie, ale zasadniczo myślę, że lepiej nie reagować, bo wtedy mają ze swoich wyczynów większą satysfakcję 😉

xpil
Gość

Miałem kiedyś {nie}przyjemność administrować dwiema dużymi (łącznie prawie 50K osób) grupami na FB. Jedna polskojęzyczna, jedna angielsko. I tu i tam zauważyłem, że trolle dzielą się na dwie grupy: jedni chcą heheszków i niczego więcej, z takimi da się żyć (choć bywają upierdliwi). Drudzy zaś chcą dopieprzyć za wszelką cenę. Będą wywlekać jakieś osobiste brudy, rzucać mięchem i generalnie robić rozpierduchę. Takich trzeba za mordę i krótko, najlepiej kop przy pierwszym przewinieniu i ban przy drugim. Przez jakiś czas próbowałem naiwnie z nimi dyskutować, znaleźć jakiś rozsądek po drugiej stronie barykady, ale nie da się. Taki typ jest jak byk szarżujący na czerwoną płachtę.

Zakazanna
Gość

Wiem o czym mówisz. Ja administruje kilkoma firmowymi, dużymi fanpejdżami 😛

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Podoba mi się czasami tok rozumowania hejtera. Będzie szukał na siłę aż znajdzie literówkę czy inny błąd gramatyczny. Uczepi się tego i wyolbrzymi tak, że „skoro piszesz z błędami, to na niczym się nie znasz i w ogóle jesteś do dupy”.

xpil
Gość

Nie wiesz, baranie jeden, że trzeba postawić przecinek przed „aż”? Piszesz z takimi błędami, że pewnie ostatni test na IQ wyszedł ci ujemny. I w ogóle to jesteś do dupy.

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

hyba tfoja stara 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A „ci” nie powinno być wielką literą? Heloł, kurtury trochę!!

Patrycja | Zielona Małpa
Gość

W sumie to jakby nie patrzeć, mam nadzieję, że przyjdzie czas na własnych hejterów u mnie 🙂 w końcu to jakiś wyznacznik popularności xD

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Jak to mówi starożytne przysłowie pszczół – uważaj, czego sobie życzysz 🙂

Monika | Konfabula.pl
Gość

Chujowy jesteś! Tak jak ja! Za to Cię lubię! Piona!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Cmok 😉