Gdzie dobrze zjeść w Tajlandii?

Na pytanie gdzie dobrze zjeść w Tajlandii odpowiedź brzmi:

WSZĘDZIE!

Ale jeśli temat trochę rozwinąć, to tak nie do końca. Dlatego dam Wam kilka rad jak się kulinarnie poruszać po Tajlandii. Absolutnie jakimś wielkim ekspertem nie jestem, ale siedzę tu już drugi tydzień i zdążyłem załapać reguły. Nie zdążyłem tez załapać sraczki ani zatrucia pokarmowego, więc chyba jestem wiarygodny. Albo mam żelbetowy żołądek, co też nie jest wykluczone.

Nie znam się totalnie na zróżnicowanej kuchni regionów morskich pozostających w kontrapunkcie do surowej kuchni regionów górzystych. Ale my o jedzeniu mówimy, a nie o gastro-pierdololo w stylu kreowania smaków i besos, prawda?

 

1. Unikaj ĄĘ restauracji i żarcia hotelowego.

Jedyne jedzenie, jakie zjadłem w Tajlandii i nie było dobre (tzn. nie było niedobre, ale nie było też dobre – kumacie różnicę?), to były hotelowe śniadania. Restaurację zaliczyłem dwie: jedną z owocami morza i drugą ⇒przy okazji rewii lady-boyów. Drogie to było jak cholera. Pewnie dlatego, że zjedzone na normalnych talerzach, a nie na styropianowych tackach. Poza tym różnic brak. A jeśli tak, to po co przepłacać, jak mawia słynna polska reklama? No, chyba, że masz parcie na obrusy i srebrną zastawę, wtedy śmiało – poczujesz pełność żołądka i lekkość portfela.

tajska kolacja

Restauracyjne jedzonko, pięknie podane, ale na mieście za tyle jadłbym przez tydzień.

thai restaurant

Obrusy? Są! Prawdziwe talerze? Są! Dziura w portfelu jest? JEST!

 

2. Jedz tam, gdzie lokalsi.

Uwierz mi, nie strujesz się, nawet jeśli na widok lokalnej żarłodajni inspektor sanepidu dostałby skurczu przedsionków i tiku nerwowego małżowin usznych. A pojesz za nieduże pieniądze i do tego bardzo smacznie. Generalnie jeśli za porcję liczą więcej, niż 100-150 bahtów (10 bahtów ≈ 1 PLN), to przepłacasz i zmień lokal (chyba, ze to jakieś homary albo inne wykwintne paskudy – to kosztuje niestety wszędzie). Zresztą – w Tajlandii czy zjesz z wózka, z łódki, czy w knajpce na ulicy, to zawsze dają jeść dobrze, świeżo i ostro. A właśnie…

khao san road

Khao San Road w Bangkoku – tutaj za nieduże pieniądze się najesz, ubierzesz i jeszcze złapiesz tuktuka na jakieś laski i ping pong show.

thai food

A z udki to dobre panie? Dobre, dobre!

thai food

Kolorowy ryż? Kolorowy makaron? Czemu nie?

thai food

Smażona banana z łódki? A kto bogatemu zabroni?

thai food

Co?? Hamburgera??

 

3. Nigdy nie zamawiaj spicy!!

W Tajlandii wszystko jest spicy z definicji, ale jak sobie ekstra zażyczysz, to Ci tak dowalą z ostrością, że dzisiaj przy jedzeniu zjara Ci japę na górze, a jutro na kiblu zjara Ci rurę na dole. Teraz już wiem, dlaczego w Tajlandii kible urządzone są na sposób amerykański, czyli masz muszlę pełną wody, do której sobie radośnie plumkasz to, co wytworzył Twój układ pokarmowy. Bez tego przejarałoby glazurę.

thai spicy food

Kurwa, mnie nikt nie ostrzegł…

 

4. Nie przejmuj się, jeśli nie wiesz co zamawiasz.

Tajowie zwłaszcza deko starsi nie bardzo kumają w lengłidżu, a w kwestiach tłumaczenia tępemu białasowi zawiłości rodzinnej receptury to już w ogóle, więc zapomnij, że się dowiesz co zjesz. Najlepiej pokaż palcem. To działa zawsze. I zawsze jest dobre.

thai food

To z lewej good? Good! To biorę!

thai food

A to tutaj to mienso? Bierę!!

 

5. Koniecznie spróbuj owoców.

Podobno tutaj jest inna flora bakteryjna i nie zaleca się jeść owoców, ale ja to mam głęboko w dupie, bo są pyszne. Do tego jest ich ogromny wybór. Do tego są świeżutkie, dopiero co obierane. Do tego są takie, których w Polsce nie ma albo są pieruńsko drogie. Do tego owoce to witaminy i cukry proste, więc nie świruj, tylko wpylaj. A jak jeszcze Ci to zmiksują w pyszne smoothie, to mucha nie siada.

Aha, taki proTIP – raczej nie kupuj gotowych i spakowanych na tackach, bo podobno to są te starsze z poodkrajanymi zepsutymi kawałkami. Najlepiej wybierz sobie świeży i niech Ci obiorą.

thai fruits

Nie przejmuj się, jeśli nie do końca wiesz, co jesz – i tak będzie dobre.

thai fruits

Serio, jeśli rozpoznajesz coś poza bananami, to jestem pod wrażeniem…

 

6. (nie)koniecznie spróbuj duriana.

Czy jest ktoś, kto nie wie co to jest durian? No dobra, opuśćcie ręce. Durian to taki owoc – bardzo w Azji ceniony z uwagi na smak. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że śmierdzi on jak pała renifera. A nawet pewnie bardziej – ja osobiście opisałbym jego zapach tak:

Byłem kiedyś w Malborku, gdzie przewodniczka pokazała nam zamkowy kibelek – taka nieduża baszta z dziurą w podłodze, gdzie waliło się klocka, który następnie spadał sobie do fosy i płynął w świat nieść krzyżacką myśl techniczno-wodociągową. Ale w zimie fosa zamarzała i te wszystkie rycerskie stolce spadając na lód tworzyły malowniczą zamarzniętą piramidkę, nomen omen kupę, która czekała sobie do wiosennego słonka, żeby się rozpuścić i roztoczyć wokół woń rozpadu i zepsucia. I teraz wyobraź sobie taką gównianą kulkę wsadzoną do takiej fest starej skarpety. 

Tak mniej więcej śmierdzi durian (nic dziwnego, że nie można go przewozić samolotem, a nawet windą). Ale jak masz katar, to w smaku przypomina lekko skrzyżowanie waniliowego mydła z galaretką malinową. Można sobie darować i zamiast tego spróbować smoczego owocu albo świeżutkiego mango. Tym bardziej, że lokalsi liczą duriana kilka razy drożej, niż inne owoce.

durian

Durian – niesamowite wrażenia organoleptyczne w pakiecie.

 

7. Koniecznie spróbuj owoców morza…

nawet jak wyglądają jakby xenomorf zgwałcił predatora. Nawet jak nie wiesz, co to tak naprawdę jest. Ani jak to jeść. Na pewno będzie pyszne. I na pewno się nie strujesz.

thai-sea-food

No nie do końca to wygląda jak istota z planety Ziemia…

15302499_2011236252436580_847557588_o

…ale to wcale nie znaczy, że nie chcą być kochane.

thai-sea-food-2

Potrafisz nazwać choć trzy z tych stworzeń?

 

8. Koniecznie spróbuj tajskich słodkości.

Chociaż często są niesamowicie słodkie. Dziwne pączki wyglądające jak kulki, kokosowe pankejki wyglądające jak kulki, kokosowe lody w kulkach, owocowe szejki, naleśniki z jajkiem i bananem, banany smażone, ryżowe ciasteczka – jest tego mnóstwo, a wszystko pycha. I nie wszystko w kulkach.

thai sweets

Kokosowe gofry, dziwne naleśniki z nadzieniem bananowo-jajecznym i naleśnikowe lody ulubione przez mojego Pana Tymońskiego.

thai coconut icecream

Kokosowe lody – z orzeszkami, papają, fioletowym słodkim ryżem i czerwoną fasolką na słodko. Dziwne, nie?

thai donuts

Środkowy i prawy – kokosowe pączko-pankejki nieprzyzwoicie pyszne. A po lewe pączki nie na słodko polane ketchupem i majonezem, a po wierzchu posypane wodorostami.

thai dry

Przepyszne suszone i smażone owoce czy ciasteczka.

 

9. (nie)koniecznie spróbuj robali, skorpionów czy pająków.

Wiadomo, że w kuchni azjatyckiej żadne żyjątko nie może czuć się bezpieczne, ale tak naprawdę to atrakcja dla turystów, którzy płacą słono w bahtach za możliwość wyrzygania się po zjedzeniu skorpiona. Albo za zrobienie z nim zdjęcia i wrzucenie na fejsa. A potem oczywiście wyplucie, bo o ile szarańcza jeszcze daje radę, to skorpion jest niedobry. Pająk kosztował 500 batów – darowałem sobie.

Gdzie dobrze zjeść w Tajlandii

Dacie wiarę, że cwaniaczki za samo zrobienie zdjęcia śpiewają sobie 10 batów? Pewnie więcej trzepią na zdjęciach, niż na samych robalach.

 

10. Uważaj przy jedzeniu mięcha w kawałkach.

Tajowie nie zawracają sobie głowy tak prozaiczną czynnością, jak oddzielanie mięcha od kości – kroją tasakami wszystko i wrzucają jak leci. Więc jeśli nie chcesz potem dać zarobić dentyście na złamanym zębie, to gryź i żuj z należytą uwagą.

thai food

A potem to mięsko tym tasakiem ciach ciach i do miseczki…

 

11. KFC, Burger King czy MCDonald’s to tutaj mega wypas

Serio – jedyne żarcie droższe niż w Polsce. Ale odpowiedz sobie na jedno, zajebiście ważne pytanie – czy przyjechałeś do Tajlandii jeść w fastfoodowych sieciówkach?? Bo nawet jeśli nie wiesz, gdzie dobrze zjeść w Tajlandii, to poczytaj moje rady, a potem omijaj fast-foody szerokim łukiem.

thai_fastfood

Jak widać po cenach 2 for U za 5,50 PLN to nie jest.

 

To by było tyle z moich rad – nawet jeśli nie planujecie wyprawy do Tajlandii, to zawsze możecie popatrzeć na zdjęcia. A jeśli jednak niedługo się wybieracie, to zapamiętajcie sobie, co wujek poradził, bo może to Wam uratować gatki, a daleko od domu ciężko z praniem, prawda?


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

133 Comments on this post

  1. Dobra, najpierw ci powiem, że cholernie mnie zazdrość zżera i cię na chwilę odlubiam ;p poza tym mam cichą nadzieję, że dupa dalej cię piecze po spajsi 😀

    Do rzeczy…

    Ta woda w kibelku służy chyba także do chłodzenia szczypiącej pupy, bo kiedy chlupnie nurek to i w tyłek miło 😀

    Za te słodkości cię kiedyś wirtualnie ukatrupię, bo zaś idę do lodówki żryć.

    A te mango … mmmmm

  2. Bardzo praktyczne rady, fantastyczne zdjęcia 🙂

    Och Wychowanie / Odpowiedz
  3. Super rady! Będę pamiętać jeżeli kiedyś sie wybierzemy do Tajlandii ?

    MrsGrono.com / Odpowiedz
  4. Bardzo ciekawe rady, aż nabrałam smaku na Tajlandię 🙂

    Anna Choińska / Odpowiedz
  5. Intrygujące te lody z fasolką. 😉 W sumie właśnie mi się taka fasolka ugotowała, kokosowe produkty mam, banana też, ryż też… 😉

  6. Noooo smakowity wpis. Nie wybieram sie w najbliższym czasie, ale zdjęcia jedzenia z przyjemnością oglądałam. Oprocz tego ze skorpionami i pajakami.

    Marta Kraszewska / Odpowiedz
  7. Narobiłeś smaka – czas odkładać na wyjazd. 😉

    Wojtek| Bielecki.es / Odpowiedz
  8. Ciekawe, czy kiedyś przydadzą mi się te informacje! Zdecydowanie przydatne wiadomości. Zazdroszczę takiej podróży 🙂

  9. tak bardzo chcialabym si etam znalesc i spróbowac tego wszystkiego!

    Marta Stankiewicz / Odpowiedz
  10. Świetne porady! Jeśli ktoś się wybiera do Tajlandii, powinien się z Twoim tekstem obowiązkowo zapoznać. Ja w kuchni Tajskiej jestem zakochana. Pad thai jadłam prawie codziennie. Ze słodkości polecam ryż z mango (sticky rice with mango) – nieziemski deser!!! A ze skorpionem się zgodzę….bardzo mnie rozczarował 😉 Aneta K.

    Naturalnie_Witalni / Odpowiedz
    • Oo tak, przypomina mi się 🙂 I zaraz też przypomina mi się mango kupione w Tesco, które jadłem ostatnio i nijak nie przypominało tamtego 🙂
      A na pająka się skusiłaś?

      • Po degustacji nijakiego skorpiona, mój zapał do próbowania larw, pająków czy świerszczy zmalał 😛 Odpuściłam. A co do mango, faktycznie nie ma porównania z tym, co mamy w supermarketach. Bolesny jest też brak malutkich (baby) bananów. Aneta K.

        Naturalnie_Witalni / (in reply to Jacek eM: dizajnuch) Odpowiedz
  11. Jedz tam, gdzie lokalsi – ta zasada chyba wszędzie się sprawdza 🙂

    Baba Jedna / Odpowiedz
  12. Kolory tęczy wszędzie 😉 Ja wszystkie warzywka i owoce to chętnie bym schrupała <3

  13. Tajlandia – chciałabym zobaczyć ten kraj. Więc dobrze jest wiedzieć na co uważać jeśli chodzi o żarcie 🙂 Dobry tekst i świetne zdjęcia! 🙂

    Natalia Mizerska / Odpowiedz
  14. Zgodzę się z tym, że najlepiej jeść tam gdzie lokalsi i próbować różnorodnych potraw :), a w kuchni rajskie jest ich wiele 🙂 Spicy także, czemu nie? 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂 Aneta

    Aneta Grenda / Odpowiedz
  15. Extra!!! pamiętam jak pisałeś u mnie na blogu, że się wybierasz na urodziny 🙂 super! widać plan się ziścił, gratuluję i wszystkiego dobrego z okazji okrągłych urodzin 🙂

    Ania in progress / Odpowiedz
  16. Tak się naoglądałam, że chętnie bym pojechała w taką kulinarną podróż. Zwłaszcza dla owoców i innych pyszności. Robali nie tknęłabym nawet, gdyby mi dopłacali. P.S. Czy Twój dentysta, o którym ostatnio pisałeś na bloga ma coś wspólnego ze zjedzoną/nadgryzioną kością? 😉

    Iwona Siekierska / Odpowiedz
    • Z kością nie, z podróżą tak – w samolocie do Tajlandi ząb pękł mi na miękkiej bułeczce, sam nie wiem, jak ja to zrobiłem. A ponieważ jadłem cały czas drugą stroną, to mi się też coś porobiło i tam, a w efekcie do robienia obie strony :/

  17. Przyda się na pewno w razie wycieczki do Tajlandii 😉

    Rytmy Natury / Odpowiedz
  18. Robaków bym zdecydowanie nie spróbowała, ale wystrzeganie się jedzenia hotelowego i próbowanie specjałów „z ulicy” jest dobrym pomysłem. Ja zawsze idę tam gdzie jest dużo lokalnej społeczności, bo oni sami najlepiej wiedzą gdzie dobrze można zjeść.

    Jolanta Flower / Odpowiedz
  19. Ostatnio oglądałam program o jedzeniu w Tajlandi i tak też potwierdzili Twoje słowa.

    Kasia Lorenc / Odpowiedz
  20. Ile czasu byłeś na wakacjach życia? 🙂

    Nieidealna Anna / Odpowiedz
  21. Nom, owoców to mi najbardziej brakuje, bo teraz u nas niby banany też są, ale jakieś takie inne 🙂

    PS. Dowody troski i miłości z Twojej strony mnie wzruszyły :)))))))

    Jacek eM: dizajnuch / Odpowiedz
  22. Kawał dobrej roboty!

    Krysia / Odpowiedz
  23. Zupełnie inne klimaty, niż u nas. Fajna wycieczka, zazdroszczę. Lubię poznawać nowe miejsca 🙂

    Agnieszka / Odpowiedz
  24. Jesteś. Pół królestwa jest Twoje, drugie pół szanownej Żony 🙂

    PS. Wpis poczytam tak jakoś w weekend pewnie, chyba, że wcześniej.

    Jacek eM: dizajnuch / Odpowiedz
  25. No tak, zima, rodacy Daleki Wschód zaatakowali.
    A propos duriana. Mówienie, że śmierdzi, to powielanie obiegowych opinii. Szaty króla; skoro wszyscy mówią, że śmierdzi, powiem i ja. Owszem, durian wydziela mocno intensywną woń, która dla niektórych jest znośna dla innych może być męcząca. Ale chodzi głównie o tą intensywność. Jeśli się do tego przywyknie, sam zapach nie rusza.

    Wilk / Odpowiedz
    • Bo Bliski ostatnio oferuje tylko bombowe atrakcje, a nie każdy lubi się aż tak rozerwać.
      Opini obiegowych nie zwykłem przytaczać, zadowalam się własnymi. Fakt faktem, że duriany sprzedawane np. przy Khao San albo w nnych miejscach pod turystów chyba już się solidnie przewietrzyły, bo ledwie je było czuć. Ale kiedy w Hua Hin trafiłem na taką budę, gdzie właściwie byli sami lokalsi i gdzie uczynny Taj otworzył mi świeżego duriana, to od jego smrodu prawie zwymikitowałem. A i smak był bardziej intensywny.
      A do zapachu każdego można przywyknąć po odpowiednio długim czasie – spytaj bezdomnego, czy czuje, że śmierdzi.

      • I w Tajlandii bywa niespokojnie. Wprawdzie nie bombowo, ale równie niebezpiecznie. Może tylko przekaz medialny nie dociera w takim natężeniu do Europy. Nie wiem czy Tajlandia znajduje się w wykazie polskiego MSZ jako kraj odradzanych celów podróży, ale jednak… Mniej więcej na dwa lata przed śmiercią króla trwały zamierające i powracające ze zdwojoną siłą zamieszki o schedę. Wykorzystywano armię, policję. Były ofiary i zamknięte lotniska. To nie wyglądało i nie było przepychankami z kibicami, tylko regularną wojną. Wszędzie się można nadziać na łupnia.
        A odczucia… rzecz subiektywna. Wciąż stoję na straży swojego zdania. Durian nie tyle śmierdzi, ile wydziela bardzo intensywną woń. I to bywa męczące dla naszych zmysłów niż raczej jego nieprzyjemny zapach.
        A bezdomnego pytać nie muszę. Ludzki umysł to cwana gapa, mniej więcej 30 sekund zajmuje mu akceptacja zapachu otoczenia w jakim przebywa. Już po 30 sekundach fetor przestaje być dla naszego nosa uciążliwy. Takie mądrości dropsa gdzieś wygrzebałem.
        Co do owoców, to nie do końca się z Tobą zgodzę, bo sterujesz ludzi na minę. Widziałem wielu chojraków, którzy przyjeżdżali na dwa tygodnie i wydawało im się, że wiedzą wszystko o zabijaniu. Nie myli owoców, jedli wprost z ulicznego stendu obrane, nie używali butelkowanej wody itd. Zawsze wydaje się, że mnie to nie dotyczy, ale przypadłość żoładkowa kosi nagle i nawet się nie spodziewasz i nie zdążysz dobiec na sedes z bakelitu.
        Na czerwonym świetle także zdołasz przejechać i nikogo przy tym nie zabijesz. Następnym razem się nie uda. Po co zostawiać rzecz przypadkowi. Jak najbardziej korzystać z dobrodziejstw natury, ale z głową.
        Morskie stworzenia ze zdjęcia potrafię nazwać wszystkie bez wyjątku. Co wygrywam? A stend przed którym pozujesz gustownie, jednoznacznie sugeruje, że jest nastawiony na wyłapanie turysty nie awanturującego się.
        Mięso z kośćmi dlatego, ponieważ dla azjatów jest to tożsame ze świeżością mięsa. Jest to nawet przedmiot żartów, że my, tzw. westerni jemy mięso bez kości.
        Oferta robaczana, jak je nazwałeś, na Twoim zdjątku faktycznie wymierzona jest raczej w turystę. Ale tam gdzie jest bieda, chociaż nie tylko, jedzenie ich jest czymś naturalnym. Są bogate w dużą ilość składników odżywczych.
        Tak czy owak, wyprawa jak wskazuje humor się udała i tylko pogratulować.

        • A widzi kolega, w samym Hua Hin, w którym byłem nie tak dawno temu wybuchło kilka bomb, więc bywa i bombowo. Ale i tak IMHO bezpieczniej niż w Egipcie czy Tunezji. Z drugiej strony wróciłem też niedawno z Paryża – czy tam jest bezpiecznie, pomimo tego, że to przecież „cywilizowana” Europa? Na dobrą sprawę tak naprawdę bezpieczna to teraz jest chyba tylko Antarktyda, ale to temat wręcz na osobny wpis…
          Widzisz, z tym jedzeniem co popadnie to przyznam Ci rację – ruletka. Może nie rosyjska, bo od sraczki się przeważnie nie umiera, ale ryzyko istnieje. Może ja akurat mam żołądek z tegoż bakelitu, bo mnie żadna cholera nie brała gdziekolwiek bym nie żarł (choć wodę piję tylko butelkowaną, to już do mycia zębów używam takiej z kranu). Ale tak samo nikt z turnusu nie zaliczył długiego i namiętnego siedzenia na tronie, więc ja zaryzykuję i powiem, że jak ktoś nie ma bardzo wrażliwego żołądka, to raczej nic mu nie grozi.
          W kwestii duriana przyznam Ci rację również, niech stracę – intensywna woń czy smród, to w moim odczuciu jedno i to samo, bo nawet nadmiar Chanel nr 5 może być odebrany jako smród, czy tez jak wolisz – woń intensywna. Wiem, bo mi akurat ten numerek śmierdzi.

          Ale w kwestii morskich stworzonek zawołam „sprawdzam”. Nie mam wcale intencji puścić Cię w samych gatkach, co bardziej sam jestem ciekawy. Zwłaszcza tego aliena, co to go miły Taj trzyma tez powyżej, ale i ostatniego zdjęcia na dole, po prawej, bo choć mówili na to „shrimps”, to jednak na krewetkę to mi nie wygląda, choćby z racji rozmiarów. Jak to jest?

          • Ty mi tak z tym IMHO, a ze mnie człowiek prosty, z językami nieobyty, tyle co yes i orajt. Daj spokój. Nie prowadzę kryptoreklamy ale zerknij w wolnej chwili co napisałem http://www.jablondyn.pl/2016/12/jak-ciao-body-sie-stao.html
            I karwa jeszcze ten Paryż! No chcesz żebym Cię znienawidził? Bangkok, Paryż, Dubaj, Karol, nie ukrywam zazdrość we mnie wzbiera i już Cię nie lubię.
            W kwestii bezpieczeństwa, przyjmując tą statystyczną cegłę, która może spaść na głowę, z tego punktu widzenia niebezpiecznie jest wszędzie. Ale jechałem niedawno metrem (żadna atrakcja) do biura Żony. Tradycyjnie atak klonów w białych kołnierzykach, pozycja śledź. Przekrój społeczny – twarze z całego globu. I taka myśl błyskawicznie się pojawiła, po czym zniknęła, bo co sobie będę życie zatruwał tym na co nie mam wpływu. Skąd wiadomo, czy ktoś w tym swoim neseserku od Bossa zamiast lapka i dokumentów nie wiezie bomby. Cel jak ta lala. Efekt naszych czasów. Jeszcze niedawno nawet bym o czymś podobnym nie pomyślał.
            W sprawie wody, przykład z autopsji. W Kambodży zostałem powalony na amen. Tylko raz zapomniałem o zasadach i umyłem zęby korzystając z wody płynącej z hotelowego kranu. Żołądek mam jak głaz. Niestety nie tym razem. I to mnie, cymbała, który wszystkich przestrzega, po długim okresie mieszkania w regionie.

            Ja bym jednak rozgraniczył intensywność i odór. Porównam to do muzyki, bo lubię takie obrazowe porównania. Jeżeli muzyka jest głośna, a wysokie tony podkręcone odpowiednio mocno, to jest to uciążliwe. Wystarczy jednak zdjąć nieco potencjometrem i i staje się już znośne. Chodzi o intensywność zapachu. W tym tkwi moim zdaniem jego broń. Nawet najpiękniejszy zapach w mocnym stężeniu może być katorgą.

            Rozwiązanie konkursu pod roboczym tytułem – „co to za żyjątko”:
            Kraby (pomarańczowo-różowy to soft shell crab i można go spozywać w całości), scallops (muszle św. Jakuba czyli przegrzebki), tiger prawns (krewetki tygrysie), langusty, scampi (homarzec lub inaczej langustynki), kałamarnica, langusty, omułki i jeśli dobrze widzę to może być też homar.

            Na zdjątku wyżej pan Taj prezentuje langustę i craba (horseshoe). Polskiej nazwy kraba nie znam. Zdjątko dolna prawa to langustynka. Oczywiście wszystko na miarę tego, na co pozwala jakość zdjęć.
            Mistrzu jestem, mistrzu? Zajebisty? Powiedz, że tak, bo to podładuje mi samoocenę na resztę tygodnia. Tak zalecają samozwańczy specjaliści od samorozwoju, rozwoju i wglądu we własne „Ja”. Rodzą się jak grzyby po deszczu (fachowcy od wnętrz). Będę jednak z Tobą szczery, wsparciem służyła mi Żona, bo ja mam trudności z nazwami i zapamiętywaniem chociażby ulicy przy jakiej mieszkamy. Zadowolę się więc połową wygranej.

  26. Jaaaaaaaa, jaki post! Aż zgłodniałam 🙂 Kiedyś na pewno się do Tajlandii wybiorę, więc post zapisuję na przyszłość. Dzięki! 🙂

    Antonina | antonita.pl / Odpowiedz
  27. W Tajlandii nie byłam ale powyższe zasady stosuję podróżując właściwie po każdym obcym kraju. Jednak Tajlandia to moje marzenie, właśnie ze względu na różnorodność kulinarną

    Paulina Grochowska / Odpowiedz
  28. Punkt 9 – OMG!!!
    A tak w ogóle to niedobra pora na czytanie i oglądanie tego co tu zaserwowałeś. W dodatku to już drugi dzisiaj taki wpis. Janek ze Stay Fly poczynił podobny. Chłopaki, coś Wam powiem. Zmasakrowaliście dzisiaj wszystkie moje zmysły, bo uwielbiam tajskie jedzenie, a o Tajlandii marzę od lat i wiem, że kulinarnie tam totalnie przepadnę.

    Aleksandra Bohojło / Odpowiedz
  29. Ha ha 😉 Super wpis! Poczytałam i uśmiałam się do łez! Najlepsza jest pała renifera! 🙂 No i piękne zdjęcia żarcia na łódkach…aż ślinka cieknie! Chcę do Tajlandii!! Od dziś lubię dizajnucha!

    happyneska.pl / Odpowiedz
  30. Po Twoim wpisie mam wrazenie że oni tam mają wszystko. Dzięki za ostrzeżenie z ostrym jedzeniem bo chyba bym nie przeżyła tego… Ale słodkości i owoce kuszą 🙂

    Monika Meliani / Odpowiedz
  31. WOW WOW WOW! Bogactwo kolorów i smaków! Nie ma to jak jeść właśnie tam, gdzie lokelsi (fajnie to określiłeś) Mięcha nie jem, więc śmierć mi nie groźna 😉 Fajna podróż, a Tajlandia na mojej liście miejsc do odwiedzenia. Pozdrawiam cieplutko rodzinkę, Daria x

  32. Jedzenie na ulicy w Tajlandii jest tanie i pyszne:) Pamiętam, że za rybę płaciłam 5 zł!!!

    Anna Plociniczak / Odpowiedz
  33. uwielbiam Twoje posty….tak lekko się je czyta 🙂

    Dorota Para / Odpowiedz
  34. Trafione! Jedzenie azjatyckie śni mi się po nocach, co oznacza, że czas na powrót! Robale zdecydowanie nie były i nie będą moim przysmakiem, a przy opisie zapachu duriana prawie się popłakałam 🙂

    MisCatalina / Odpowiedz
  35. Chciałabym żeby kiedyś te informacje przydałyby się również mi ?

    Ewa Kamińska / Odpowiedz
  36. Sugestie nr 1 i 3 dotyczą chyba wszystkich krajów dalekowschodnich

    Natalia / Odpowiedz
  37. W Tajladni nie miałam okazji byc ale zapowiada sie bardzo pysznie. Nic nie robić tylko jeść 😀 Na razie moim marzeniem jest Islandia ale kto wie co się wydarzy.
    Pozdrawiam

  38. To zdjęcie z cennikiem za PadThaia, to na Khao San? Jestem na 99%, że jadłem na tym straganie. Niby wszystkie wygladają tak samo, ale ten szyld, cennik i plener dziwnie znajome. Byłem w szoku, jak tajowie potrafią skomponować sobie lody w kokosie – słodkie i słone w jednej skorupie.

    PigOut / Odpowiedz
    • Tak, to Khao San. Ja w ogóle mam wrażenie, że ten był lepszy niż ten w Hua Hin, ale co było lepsze nie wiem. To bardzo ulotne wrażenie.
      A naleśniki z bananem zmieszanym z jajkiem? Kompozycje karkołomne, ale zawsze pyszne.

  39. Aż ślinka cieknie na sam widok. Jestem ciekawa co najbardziej Ci smakowało? Jest coś, co marzy Ci się spróbować jeszcze raz?

    Martella / Odpowiedz
  40. poproszę dużą porcję lodów kokosowych! najlepiej zaserwowanych z łódki 😉 wszystko wygląda egzotycznie i smacznie.
    Fasola na słodko jest świetna, ja ją lubię jako dodatek do brownie

    Kasia Sarnia / Odpowiedz
  41. Zgadzam się całkowicie! Przed wyjazdem byłam przerażona poradami – jedz na ulicy, gdzie warunki wyglądają średnio, ale nie zawiodłam się. A jedzenie mają przepyszne… 🙂

    Ania Liść jarmużu / Odpowiedz
  42. Ale Ci zazdroszczę! Wspaniały wpis, jeden z najlepszych jakie w życiu czytałem. Każda jego literka, każdy wyraz, każde zdanie, każdy akapit wywołuje we mnie nieopanowane pragnienie rzucenia wszystkiego i przepuszczenia całego majątku na wizytę w Tajlandii! Osobiście nie doświadczyłem nigdy swobody poruszania się po lokalnych kuchniach. Niestety tam gdzie byłem ceny skutecznie mnie odstraszały. Poza kaczką po kantońsku w Londynie i fiszandczipsem na południu Anglii 🙂 Dzięki za tą wspaniałą wycieczkę po zakamarkach tajskiej kuchni. A może jakiś przepisik uda Ci się zdobyć? Na pamiątkę dla blogowego kolegi? 😀

    Artur / Odpowiedz
    • Ślicznie dziękuję 🙂
      Podejrzewam, że kosztowo byłoby podobnie, jak w Londynie, kwestia przelotu – hotele tu są tanie, pokój dwuosobowy w 3* ze śniadaniem to 500-800 batów (tak do max 100zł), podejrzewam, że hostele jeszcze tańsze. Żarcie to już w ogóle taniocha. Najwięcej kasy idzie na bilety i pamiątki 🙂
      A po przepis zajrzyj do Pigouta – gdzieś u siebie rozkminił patataja. Mam parę filmików – wrzucę w domu na swoj kanał yt 🙂

  43. Świetny wpis! Osobiście od jakiegoś czasu coraz poważniej myślę o podróży do Tajlandii, więc jeśli do tego dojdzie – na pewno powrócę do tej treści :). A pokazywanie palcami zdecydowanie najlepiej się sprawdza… w zasadzie to chyba wszędzie.

    Dyrdymala / Odpowiedz
  44. To ja sobie popatrzę na zdjęcia póki co 🙂 jak to możliwe, że żarcie robione w totalnie innych warunkach niż polskie, a do tego urągających higienie, nie powoduje rozstroju żołądka? Moja przyjaciółka też żarła tajski street food i nic jej nie było. Dla mnie to fascynujące :))

  45. Jacek, ja myślałąm że już wróciłeś! Spodobało Ci się i nie wracasz?? 😉
    ps.Nie ma problemu z netem tam?

    Blogierka / Odpowiedz
  46. Uwielbiam ostre przyprawy i zawsze mnie ciekawiło, jaką byłaby moja granica ostrości w Tajlandii. Chociaż, biorąc pod uwagę, że zjem coś, co brzydko wygląda, tylko pod warunkiem, że sama to przygotowałam albo jest to grochówka wojskowa, to jest duża szansa, że się nie przekonam.

    Animalistka / Odpowiedz
    • Możesz zjeść coś ostrego, co ładnie wygląda 🙂
      Dla mnie „not spicy” już było ostre wystarczająco, tzn. podkreślało smak, ale nie jarało. „Low spicy” już jarało rurę, ale jeszcze dało się wytrzymać. Kolega po „spicy” płakał 🙂

  47. Super zestawienie! Jestem zachwycona! Zapytam z ciekawości w jaki sposób je się tego stwora w kształcie Sokoła Milenium? 😀

    Paulina Bulek / Odpowiedz
  48. Wow,zajebiste zestawienie no może poza robakami ?bedzie więcej wpisów z Tajlandii? Ach to pewnie wakacje życia? Mój kierunek jak dzieci podrosna ?

    Nieidealna Anna / Odpowiedz
  49. Zdjęcia są po prostu mega, niesamowicie przybliżają i zachęcają do wyprawy. Tajlandia nigdy nie była na mojej liście, gdyż panicznie boje się wszelkiej maści robactwa. Ale to co widzę na zdjęciach wygląda tak zachęcająco, że kto wie, może jednak…

    Porady 40latki / Odpowiedz
  50. Fajny, przydatny wpis. Zawsze jak gdzieś wyjeżdżam to mam problem gdzue zjeść by dobrze zjeść i się nie otruć 😀

    izem87 / Odpowiedz
  51. Fantastyczne zdjęcia… wyprawa niezapomniana z pewnością! No marzy się wyprawa do Francji i zwiedzanie ich cukierni ?

    Dola / Odpowiedz
  52. Zdjęcia świetnie oddają tajski klimat. My również jedliśmy na stoiskach ulicznych i bardzo nam smakowało. Potwierdzam, że warunki zapewne przeraziłyby inspektorów sanepidu, ale my się tym zbytnio nie przejmowaliśmy. Nie cierpieliśmy na żadne dolegliwości żołądkowe itp. Owoców i świeżo zrobionych soków także sobie nie odmawialiśmy. Były przepyszne! A jedzenie w Tajlandii w KFC czy Burger Kingu uważam za ciężkie przewinienie 😉

  53. Owocom morza mówię stanowcze nie. I robalom takoż. Nawet tym martwym, na talerzu. Cała reszta – z przyjemnością (o ile nie trzeba za to dopłacać :P). No i w egzotycznych miejscach podobno złotą zasadą jest jeść tam i w taki sposób jak tubylcy. Jak odkładają na brzeg talerza tę uroczą papryczkę, nie upieraj się, żeby ją zjeść. Na stówę mają ku temu jakiś powód 😉

    Karolina Kary B / Odpowiedz
  54. Podejrzewam, że ich poziom łagodny to jest moja granica wytrzymałości 😀 Aczkolwiek chętnie bym spróbowała, mimo wszystko warto poznawać nowe smaki.

    Nihil Novi / Odpowiedz
  55. Mam nadzieję, że kiedyś mi się te rady przydadzą. Narazie niestety nie mam w planach żadnej wycieczki.

    Życie Darianki / Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*