Dlaczego się rozstajemy?

 

Wpis to szczególny, bo chyba po raz pierwszy uchylam nieco rąbka zasłoniętej tajemnicy albo tajemniczej zasłony, którą odgradzam moje życie prywatne od tego, co ujawniam na blogu czy fanypejczu. Dzisiaj trochę więcej niż zwykle poopowiadam Wam o sobie i o mojej MałejŻonce. A właściwie to o tym, dlaczego się rozstajemy. O tym, jak te wszystkie lata razem łączą, by w efekcie podzielić. I jak jedynym możliwym sposobem na to, żeby zachować jako tako zdrowie psychiczne i nie dostawać na widok drugiej osoby skrzywienia mordy, jest się rozstać.

I nie, wcale nie potrzeba jakiegoś strasznego wydarzenia, czasami po prostu wystarczy usiąść i się chwilę spokojnie zastanowić nad wspólnym życiem, przeszłością i przyszłością. I wtedy rozstanie pozostaje jedynym sensownym wyjściem, nie tylko dla nas samych. Ważne jest, żeby do tego podejść z głową, bo inaczej będzie to proces bolesny. W sumie bezbolesny nie jest nigdy, pytanie tylko jak bardzo zaboli.

 

Brzmi strasznie, prawda?

Jeśli mnie trochę znasz z bloga czy poza nim, i trochę lubisz, to pewnie w tym momencie się zastanawiasz, jak to dalej będzie, co z dziećmi, z firmą i cała resztą rzeczy, które to w związku są wspólne, a po rozstaniu już nie.

Jeśli mnie trochę znasz z bloga czy poza nim, i nie lubisz, to pewnie w tym momencie nazywasz mnie zakłamanym kutafonem, który obiecywał na blogu nie kłamać, a przecież słowa tu nie ma na temat jakiegokolwiek rozstania i wszystko wygląda cukierkowo.

A jeśli mnie nie znasz i jesteś tu pierwszy raz, to Ci to wisi. I poniekąd słusznie, bo każdy ma dosyć swoich problemów, żeby jeszcze się cudzymi przejmować.

Ale nic nie zmieni faktu, że się rozstaliśmy.

 

Co potem?

No niby życie się toczy się dalej, ale nic już nie jest takie samo i niektóre, a może raczej wszystkie sprawy trzeba jakoś poukładać na nowo.

Trzeba jakoś rozwiązać kwestię opieki nad Dzieciorkami, prawda? Bo nagle pozostają pod opieką tylko jednej osoby, a tu starszy do liceum, młodszy do szkoły w zupełnie inne miejsce. Do tego o różnych godzinach zaczynają i o różnych kończą. Ten ma dodatkowo angielski, tamten judo. A basen co tydzień, na który chodzą obaj, zresztą do spółki ze mną? Co z weekendami, kiedy jeden chce do kina, a drugi z kolegami pograć na Xboxie, a przecież obaj są nieletni i w teorii nawet mojego 16,5-latka nie powinienem zostawiać bez opieki dorosłego? Posiłkować się znajomymi? Wiadomo jak to z nimi jest, niby chcieliby pomóc, ale jakoś nie chcą się angażować, bo przecież mają swoje własne sprawy, własne życie. I trudno ich winić, trudno mieć za złe.

Nawet głupia sprawa – kto będzie w domu gotować? Na szczęście ja nie mam tego problemu, bo lubię i podobno umiem, ale robienie zakupów już zaczyna być kłopotem. Tym bardziej, że znowu – jeden lubi to, a drugi tamto i chyba tylko parówki albo płatki z mlekiem wciągają zgodnie. Ciężko to nazwać zbilansowaną dietą, prawda?

Rozliczenia, opłaty, rachunki itd. pominę milczeniem, bo dżentelmen nie rozmawia o tak błahych rzeczach. Co nie znaczy, że nie stają się kłopotem, bo dbanie o finanse we dwoje jest dużo prostsze, zgodzicie się ze mną?

 

Dlaczego?

Jeżeli przebywasz z kimś 24 godziny na dobę, to w pewnym momencie niby nic się strasznego nie dzieje, ale nagle zaczynasz się z tym kimś męczyć. Drażni Cię, wnerwia, irytuje samą obecnością i nie możesz tego uczucia w sobie zwalczyć, chociaż jak to się poetycko mówi – inne uczucia nie wygasły. Dorzućcie do tego nawał obowiązków związanych z prowadzeniem własnej firmy, nasze charaktery, czy raczej charakterki i macie bardzo wybuchowy koktajl, który ciężko przechodzi przez gardło. I w końcu się nim udławisz.

Pamiętacie, co mówił Osioł ze Shreka?

Wiesz, co jeszcze wszyscy lubią? Kremówki. Znasz kogoś, co jak mu powiesz: „Ej, chodźmy na kremówki”, to mówi „Nie, stary, nie lubię kremówek”. Kremówki są pycha!

Tylko zacznij te kremówki jeść na śniadanie, obiad i kolację. Codziennie, w niedzielę i święta, trzy razy dziennie albo pięć, jak żyjesz zdrowo i słuchasz dietetyków. Możesz kochać kremówki, ale mając je ciągle i bez przerwy w takiej ilości, w końcu je znienawidzisz i na samą myśl o kremowym przysmaku będzie Ci niedobrze.

Od ponad 20 lat się znamy (choć podobno poznaliśmy się wcześniej na olimpiadzie z fizyki, no comments), od ponad 19 mieszkamy ze sobą (z przerwami na wakacje w czasie studiów, bo wiecie, przed ślubem nie wolno podobno), od ponad 17 jesteśmy małżeństwem, a od prawie 10 wspólnie walczymy na polu kapitalistycznego krwiożerczego wyzysku mas pracujących. Ciągle wspólnie, ciągle razem, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 12 miesięcy w roku. Bez przerwy, non stop. Nie przejadłoby się Wam? Nie mielibyście dość? My właściwie mieliśmy…

 

I dlatego się rozstaliśmy.

Czytasz to, co powyżej i wygląda to jak scenariusz do remake’u „Sprawy Kramerów”. Ale MałaŻonka jest ładniejsza od Meryl Streep a ja wyższy od Dustina Hoffmana, więc spokojnie – tu chodzi „tylko” o to, że wyjechaliśmy osobno na urlopy. Dwa tygodnie spędziłem zagramanicą ja, dwa razy po tygodniu MałaŻonka, a w tym czasie to drugie dzielnie ogarniało codzienną szarą rzeczywistość.

I wiesz, pierwszą reakcją wszystkich znajomych było wielkie zdziwienie i zawsze komentarz w stylu „zupełnie nie było widać, że się między wami nie układa”, „nic nie mówiliście, że macie jakieś problemy”. Nie mamy. Na pewno nie jakieś większe, niż przeciętna rodzina, w której o 6:30 dzwoni budzik goniąc wszystkich do szkoły i wyrywając ze słodkich objęć Morfeliny, patronki sennych polucji.

Urlop z dziećmi i ze współmałżonkiem, chociaż niewątpliwie ma cała kupę plusów dodatnich ma też kilka ujemnych – między innymi to, że nie możesz się tak do końca oderwać od tego, co jest Twoją codziennością. Zostawiasz niby za sobą pracę, niby zmieniasz otoczenie, ale jednak nie do końca.

Bo ciągle musisz uważać na małoletnich, żeby toto nie wpadło pod samochód, nie utopiło się albo nie nawywijało pod wpływem i nie zostało przedwcześnie rodzicem. Idziesz coś zjeść i chociaż masz ochotę na owoce morza, to jednak idziesz do pizzerii, bo smarkateria nie je robali. Planujesz zobaczyć wschód słońca nad morzem, to jednego dnia zanim wszyscy się zbiorą zastaje Cię południe, a drugiego, kiedy wykazując się mądrością idziesz bez członków rodziny, przeżywasz solarne uniesienia o 3:30 nad ranem i wracasz do łóżka, żeby to odespać, to o 6:30 Cię budzą, bo akurat wolne, a przecież w wolne trzeba wcześniej wstać, żeby było dłużej wolne, nie?

Bo masz ochotę słodko nicnierobić, albo czytać książkę, albo po prostu posiedzieć nad browarkiem czy lampką wina i pobyć sam na sam ze swoimi myślami, a tutaj Połówce Twojej, bez względu na płeć lepszej zbiera się na amory. Albo na gadanie o życiu, Które to gadanie o życiu często kończy się mniejszą lub większa awanturą. Albo nawet jak się nie kończy, to nie masz kompletnie ochoty na ciężkie tematy, bo właśnie patrzysz jak morskie fale rozbijają się o molo albo jak fajnie układa się bikini na tamtej blondynce. Ot, masz nastrój na wrażenia estetyczne, a nie na pierdololo o trudach żywota.

I wcale nie chodzi o to, że masz ochotę przetestować, jak szybko ta blondynka z tego bikini wyskoczy. Masz ochotę pobyć we własnym towarzystwie. Tylko własnym. I tyle. Bez podtekstów, bez drugiego dna. To oczywiście tez jest kwestia zaufania, ale o zaufaniu może napiszę kiedy indziej, co?

 

Odpoczywasz…

Od Dzieciorków, które kochasz nad życie, ale „mamoooooo” czy „tatooooo” słyszane po sto pięćdziesiąt sześć razy dziennie powoduje u Ciebie wysypkę.

Od Połówki, którą kochasz nad życie, ale akurat teraz masz ochotę poleżeć do góry kołami, a nie iść gdzieś wspólnie romantycznie połazić, bo ile można tak leżeć, poleżeć to sobie możesz w domu, a nie na wakacjach, za które płacisz kupę kasy?

 

Odpoczywasz od… wszystkiego. I zaczynasz tęsknić… I jak się cieszysz, kiedy wrócisz do domowej codzienności i tych, których kochasz, hoho… Ja się na ten przykład na nowo zakochuję. Pięknie, nie?

Polecam. Bardzo polecam!!

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

97 Comments on this post

  1. No, no…to był naprawdę kawałek dobrej roboty nad związkiem 🙂 Od pierwszych wersów już wiedziałam, że coś kręcisz z tym rozstaniem … A taka mnie osobista refleksja naszła…., że też by mi się przydały samotne wakacje, ale tylko od dzieci, z którymi (całą czwórką) jestem non stop sama, bez wytchnienia, ogarniając te wszystkie szkoły, przedszkola z różnymi godzinami, angielskie, pianina i takie tam…Mąż pracuje w delegacji, więc rozstanie mamy wpisane w umowę (jego, o pracę:-) ) …ale tak też sobie myślę, że mój, obecnie 16,5 letni syn już wkrótce chyba nie będzie chciał z nami jeździć na wakacje, więc na razie jeździmy wspólnie.

    Monika (mama na całego) / Odpowiedz
    • My jesteśmy ze sobą praktycznie 24/7, więc od siebie tez dobrze czasami odpocząć, bo to podobno niezdrowo nie zmieniać środowiska 🙂
      A dzieci? No podziwiam, bardzo podziwiam – ja mam dwójkę i czasami nie daję rady. Na szczęście są tak kochane, że rozumieją i czasami tatusiowi odpuszczą 😀

  2. Trochę zostałam wkręcona, a trochę nie, bo co to za rozstanie jak razem byliście na BCP :p Wyjazdy bez drugiej połowy pomagają utrzymać delikatną psychikę w równowadze :p , widzę to po wszystkich razem pracujących parach jakie znam, sztuk dwie, teraz trzy, a ja niestety o tym nie wiedziałam, dobrze chociaż że teraz już się dowiedziałam 🙂

  3. Od pierwszych liter wiedziałam jaki będzie finał wpisu… jakoś tak potrafię czytać między wierszami, trchę wyczucia a przy tym podobieństwo mentalne zadziałało. Też miewam podobnie i w dokładnie taki sam sposób ładuję akumulatory.
    Tym razem ładowaliśmy je w tym samym miejscu… BCP 🙂
    Pisałam też o czymś podobnym u siebie na blogu 🙂
    http://kocikowadolina.blogspot.com/2017/02/reset-i-troche-morskich-klimatow-na.html
    Z pozdrowieniami…

    Kasia Motyka Kocikowa Dolina / Odpowiedz
  4. Zazdroszczę ? wiedziałam, że coś kręcisz z tym rozstaniem.

    Z miłości do... / Odpowiedz
  5. Jacek, mimo, że „znam Cię” od bardzo bardzo niedawna to jednak przeczytałam trochę Twojej radosnej tffurczości i powiem Ci, że od pierwszego zdania wiedziałam, że robisz nas w bambuko. A potem triumfalnie wzniosłam kieliszek dobrej wody prosto z kranu za Twoje zdrowie bo wyszło na moje. Koncept z wakacjami super! W ogólnym rozrachunku zbliża jeszcze bardziej 🙂

    nieprzyzwoitka / Odpowiedz
  6. Trochę za długo Cię czytam żeby uwierzyć w to co chciałeś żebym uwierzyła. 😛 🙂
    Znów mądrze prawisz panie Jacku. Patrz jak Ci z wiekiem przybywa mądrości. Ach strach pomyśleć co będzie na starość. 🙂 Masz całkowitą rację, od czasu do czasu trzeba odpocząć od ludzi, rzeczy i zjawisk, które się kocha. Mnie też się ostatnio wydaje, że powinnam odpocząć od….kebabów. 🙂 Spowszedniały mi.

  7. I właśnie dlatego, żeby się nie zadławić, uskuteczniam od czasu do czasu krótkie wyjazdy bez męża i córki. Od najbliższych osób też trzeba odpocząć.

    Monika Dudzik / Odpowiedz
  8. Natrafiłam całkiem przypadkiem na ten wpis, ale chyba zacznę śledzić Twojego bloga 🙂 Rewelacyjnie , czyta się jedym tchem! Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w przeżywaniu 24/7 🙂

    Eew Hrydzieshko / Odpowiedz
  9. Podoba mi się ten styl pisania, a zwodzić umiesz zawodowo 😉 Co do tematu – dobrze czasem od siebie odpocząć – to zdrowe dla każdego związku, taka chwila tylko dla siebie, kiedy nie obchodzi Cię nikt i nic poza własnymi potrzebami 😉

    Healthy Style / Odpowiedz
  10. To mój ulubiony cytat ze Shreka ;D i uwielbiam kremówki… ale ja też cię podziwiam, miłość to nie uwiązanie 24/7. Zwariowałabym gdybym tak musiała. Zdecydowanie czas dla siebie, dzień lub weekend, z koleżankami czy bez, z kumplami jak to faceci lubią na obżarstwie pizzą i browarach bez spojrzeń, że przytyjesz i bez wyrzutów sumienia że 5 piw to już przesada. Raz na jakiś czas nie zaszkodzi, każdy się musi zresetować from time to time… to w tych czasach nie jest norma?

    follow creativity now / Odpowiedz
    • To chyba nie kwestia czasów, co bardziej możliwości – kiedy masz dwójkę dzieci, a babcie obie 600km od siebie, to tak trochę sumienie męczy, kiedy zostawiasz drugą osobę samą z tym bałaganem. Na szczęście już to mamy przepracowane 🙂

  11. odpoczynek nawet i co weekend 😉 Polecam

    Babski Blues / Odpowiedz
  12. 20 lat przez 24/7 to ja Was zdecydowanie podziwiam. Nigdy nie chciałabym tyle spędzać z moim mężem, bo wiem, że to nie zdrowe dla związku i w końcu można się „przejeść.” Każdy potrzebuje swojego czasu, nawet w pracy. Ale jest to bardzo potrzebne. W sumie nie ważne czy jest się małżeństwem czy przyjaciółmi, znajomymi. Mieszkając z kimś, pracując, bawiąc się. Spędzając tyle czasu razem – mała przerwa jest potrzebna.

    Make Happy Life / Odpowiedz
  13. Bosz, umiesz pisać to wiesz, ale że tak wpuszczać w maliny ludzi?? 😛
    I tak- 24h/dobę od 20 lat to strasznie dużo! Podziwiam- ja bym współwhatever zabiła już chyba 😀
    Tripy róbcie czesciej osobno żeby nie zwariowaći docenić co macie 🙂

    Blogierka / Odpowiedz
  14. Wiesz co? Przeżyłam jedno małżeństwo zakończone po blisko 20 latach bycia razem-osobno. Przeżywam drugie, znacznie mądrzejsze. Czasami trzeba odpocząć od siebie dla zwyczajnej higieny emocjonalno-psychicznej. W przeciwnym razie może polać się krew i włosy ;))))
    Masz bardzo zdrowe podejście do życia, to zauważyłam już dawno. Trzymam kciuki, aby równowaga Was nie opuszczała 🙂

    Daylicooking / Odpowiedz
  15. Karol, wiesz, że Cię nie lubię jak mało kogo. Skory do pochwał nie jestem, ale niestety, co przychodzi mi z dużym trudem i poprzez zaciśnięte zęby, Karol to bodaj najlepszy tekst jaki u Ciebie przeczytałem. Świetny. Jak nie silisz się na naciągany dowcip, to wychodzi Ci rewelacyjnie. Naprawdę bardzo fajny i przewrotny. Jest w nim ikra.
    Co do samego tematu rozstań i powrotów, to jako eks-marynarz mógłbym długo i z werwą rozprawiać. Między mity i opowieści z mchu i paproci wsadziłbym opowieści jakoby miały cementować związki.
    Kiedy przenieśliśmy się do Singapuru, pierwsze pół roku było fatalne. W miesiącu widywaliśmy się kilka dni. Żona kursowała do Szanghaju, ja do Australii. Ale taka była umowa. Po mniej więcej 6 miesiącach powiedzieliśmy – dość! Dłużej tak nie wytrzymamy.
    Ale prawda, w ubiegłym roku, część wakacji spędziliśmy oddzielnie. Żona poszybowała do Singu na spotkania z dawno nie widzianymi koleżankami. Ja zaś wybrałem ciszę i samotność. Wziąłem od kolegi, przedstawiciela trustów, karteli oraz wyzyskiwaczy społecznych, klucze od domu położonego tuż przy plaży i tam spędziłem blisko dwa tygodnie sam. Goliłem się patrząc na wyłaniające z morza słońca, żegnałem je kiedy w nim znikało, przy butelce wina, z książką i dobrym jedzeniem.
    Po dwóch tygodniach, stęskniony odebrałem Żonę z niewielkiego lotniska w Lamezii i jeszcze dwa tygodnie włóczyliśmy się razem po Sycylii. To były piękne wakacje. I te razem, i te osobno, a chwila oddechu bardzo nam się przydała.
    Regularnie przechodzimy proces krótkotrwałych separacji. Podczas gdy ja udaje się w samczym gronie na weekendowe wypady, najczęściej by obejrzeć jakiś interesujący mecz na żywo. Bywają również męskie wyjazdy na narty, z różnicą, że pierwsze są bardziej rozrywkowe. Żona zaś, raz na kwartał spotyka się w różnych miejscach kontynentu, choć nie tylko, na damskich spotkaniach. Faktycznie, dobrze nam to robi.

    Wilk / Odpowiedz
  16. Dzień dobry, ja tu pierwszy raz, więc tak mniej więcej w połowie zorientowałam się, co się święci. Prawdopodobnie, jeśli czas pozwoli, pobędę troszkę, to się lepiej zapoznam ze stylem. I może trochę lepiej się zorientuję, co też po głowie mojemu ukochanemu małżonkowi chodzi, bo przyznam, że czasami całkiem nie wiem. Gratuluję talentu i nie tylko Jacku

    Magdalena Forst / Odpowiedz
    • W takim razie witaj i rozgość się u mnie.
      I wiesz, co do tej głowy szanownego Małżonka – uważaj z tłumaczeniem pewnych rzeczy na zawartość jego głowy z mojej, bo jestem trochę nienormalny i mogą wyjść przekłamania 🙂

  17. Dobrze napisane 🙂 Dałam się nabrać na początku, a potem nagłe olśnienie.
    Uwielbiam takie rozstania, krótsze i dłuższe. Zdecydowanie przynajmniej kilka razy w roku.
    Co więcej, uważam, że właśnie rozstania pokazują czy w związku nadal wszystko działa, czy nie.
    (A dzieciom to się funduje wakacje „obóz-babcia-obóz-babcia…” – jak się człowiek za nim i stęskni…)

    Amelia Pieniążek / Odpowiedz
    • Myślę, że masz rację co do tego, że takie rozstanie jest świetnym termometrem mierzącym temperaturę związku. A najbardziej to widać PO takim rozstaniu 🙂
      Babcie mamy niestety daleko, prawie 600km od Wrocławia, więc to nie jest takie proste u nas, ale nie znaczy, że niemożliwe 🙂

  18. Oj Ty to masz dar pisania Jacku 🙂 chyba jednak zdążyłam trochę poznać Twój styl. Czytając tekst zastanawiałam się „co ten dizajnuch wykombinował?” i jak gąbka chłonełam treść, głodna zakończenia. Jak zawsze na początek dnia: kawka z rana i wypociny dizajnucha. Miłego dzionka 😉

    Paulina / Odpowiedz
  19. Ja polecam częściej niż wakacje raz w roku 🙂 Weekend raz w miesiącu – bardzo zdrowo 😉

    MisCatalina / Odpowiedz
  20. refleksyjnie się zrobiło

    Mr. Kaffeino / Odpowiedz
  21. Dobry tekst. Ja też ładuję akumulatory, kiedy wyjeżdżam służbowo, oddycham i odpoczywam od codziennej rutyny… Niestety przeżyłam rozstanie na zawsze, takie na amen. A nie tak miało być

    Gosia Dom Relacji / Odpowiedz
  22. Oh, takie chwilowe rozstanie byłoby mi potrzebne:) zwłaszcza od ciągłego mamoooooo!

    Katarzyna Wójcik Respendowicz / Odpowiedz
  23. Dawno nic nie komentowałem… Także to będzie swoiste rozdziewiczenie. Tak się zastanawiam, co by było gdyby zakończenia nie było 🙂 lecz powstał drugi tekst zwany ciągiem dalszym opublikowany za jakieś siedem dni… Współczucie, zła kobieta to była i zdjęcia gołych piersi zalewające twoją skrzynkę mailową? – Kantowe piersi byłyby pierwsze. Poleciało udostępnienie.

    Kant / Odpowiedz
  24. Czekałam na jakiegoś twista 🙂 i się nie zawiodłam

    Jestem z moją połówka za krótko, żeby chcieć tęsknić. Poza tym jeszcze razem nie mieszkamy (jeszcze kilka miesięcy), więc tym bardziej nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia. Poza tym, że dobrze czasem odpocząć nawet od tego, co się ubóstwia. Nawet, jeśli to czekolada.

    • Kurczę, jaki się zrobiłem przewidywalny 🙂

      Początki są fajne, ale po jakimś czasie rzeczywiście – też jest fajnie, ale lekko zaczynasz się męczyć. No, może nie męczyć, ale powoduje to dyskomfort. Czasem dobrze pójść niestereotypowo 🙂

  25. Jestem w związku małżeńskim prawie dwanaście lat i chyba nie miałam takiej potrzeby żeby odpocząć, może dlatego że nie spędzamy ze sobą 24 h na dobę. Mąż pracuje całymi dniami i w sumie to tylko wieczory mamy dla siebie, no i wekendy, kiedy i tak każdy robi swoje,bo w domu zawsze jest jakaś robota. Jeśli chodzi zaś o dzieci, to przeważnie ja spędzam z nimi całe dnie i mam czasem ochotę od nich odpocząć i zatęsknić.

    CzarnaSowa / Odpowiedz
  26. Tak się zastanawiałam, w którym momencie nastąpi komingałt 🙂 Bo ciut już Ciebie poznałam i nie uwierzyłabym w ani jedno słowo, gdybyś napisał, że to koniec 😉

    Ad rem – zgadzam się co do meritum: człowiek potrzebuje czasem pobyć sam ze sobą. Tylko dlaczego do cholery w moim związku tym człowiekiem jest li i jedynie mąż? Co ja komu złego zrobiłam, że los się uparł nadzorować mnie non stop? 😉

    Karolina Kary B / Odpowiedz
  27. To jest bardzo dobre podejście do związku. 🙂

    Avatea / Odpowiedz
  28. Albo Cię za dobrze znam, albo umiem lepiej czytać między wierszami niż mi się wydaje, ale nie zadrżała mi broda jak przeczytałam, że się rozstaliście.
    Moim zdaniem to normalne. Z całym szacunkiem, ale bycie 24 na dobę ze sobą nie jest zdrowe dla związku, bo żeby kochać z taką samą intensywnością, albo mocniej, trzeba czasami za tą druga połową
    ZATĘSKNIĆ 🙂
    pozdrowienia dla MŻ 😀

    Zaniczka / Odpowiedz
  29. Zgadzam się! Chociaż razem, to jednak warto zrobić sobie „przerwę”, dla siebie i dla tej drugiej osoby.

    La Blonde Vita / Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*