Syndrom Paryski, czyli dlaczego Paryż nie zachwyca?

 

„Pojechać z MałąŻonką na romantyczny wypad do Paryża”. Moja lista marzeń i rzeczy do zrobienia zawiera taki punkt.

Odwiedzić z ukochaną kobietą mojego życia miasto przesycone wręcz atmosferą miłości na poły namiętnej, na poły romantycznej. Miasto czułych spojrzeń w oczy przy lampce dobrego wina w klimatycznych knajpkach nad Sekwaną. Miasto pełne malowniczych i tajemniczych zaułków, klimatycznych malutkich knajpek z doskonałym jedzeniem, bo przecież Paryż jest nie tylko światową stolicą sztuki, ale też kolebką najlepszej kuchni świata. Miasto, gdzie króluje moda, a kobiety stawiane są za wzór urody, dobrego smaku i kobiecego sex appealu. Miasto słynące z natchnionych artystów pozujących na kloszardów, bo oddali się sztuce, uszczęśliwiają nią innych i nie przywiązują uwagi do dóbr doczesnych. Miasto, gdzie nawet nawet ci kloszardzi noszą beret i pasiasty szalik, a wszystko to doskonale wpisuje się w nastrój metropolii tętniącej dekadencją i zmysłowością.

Czyż to nie jest cudowne miejsce na to, żeby spędzić z Ukochaną romantyczny weekend? W dodatku w 17 rocznicę ślubu? No ba!

 

Paryż nie zachwyca

Paryż, Sekwana i kłódki będące symbolem miłości aż po grób…

Paryż nie zachwyca

Klimatyczne kamieniczki, romantyczne zaułki, czego chcieć więcej na weekend z Ukochaną?

Paryż nie zachwyca

Czyż może być coś bardziej romantycznego od kolacji zjedzonej w przytulnej knajpce w stolicy Francji?

Paryż nie zachwyca

Cudowna zbieranina indywiduów bluesująco-jazzująco-jazgocząca tworzy odpowiedni klimat…

 

No raczej kurwa nie!

Pewnie wiesz, kto to taki Woody Allen? No wstyd nie wiedzieć. Jego „O północy w Paryżu” czy „Wszyscy mówią: kocham cię” kojarzysz? Załóżmy, że tak.

A „Amelię” z młodziutką i słodziutką jak cukierek Audrey Tautou? A „Moulin Rouge!” z Nicole Kidman jeszcze zanim pokochała zastrzyki z botoksu? A „Zakochany Paryż” pełen tylu znanych nazwisk, że mam za mało miejsca w tym wpisie, żeby wszystkie wymienić?

Nawet u Disneya jest kilka filmów animowanych z Paryżem w roli co najmniej drugoplanowej – „Ratatuj” chociażby.

Paryż nie zachwyca

Wąskich uliczek ci tu dostatek.

Wiecie co łączy te wszystkie filmy? Dokładnie to, co napisałem powyżej – romantyczna miłość, namiętne uniesienia, ciasne zaułki z klimatycznymi knajpkami pachnącymi świeżo zmieloną kawą i place pełne artystów w szalikach.

Czy ja byłem w innym mieście??

 

Bonjour Paris

Co się na dzień dobry rzuca w oczy, to wszechobecny syf. Paryż jest po prostu brudny – wszędzie walają się śmieci, odpadki wylewają się ze śmietników, a opakowania po żarciu i piciu leżą nie tylko w tych romantycznych wąskich uliczkach, ale zaśmiecają też główne ulice, zwłaszcza te przy atrakcjach turystycznych. I tak, mwiem, że to w przeważającej części „zasługa” tych wszystkich turystów, którzy tłumnie przyjechali zachwycać się stolicą Francji, ale jednak nie zmienia to faktu, że jest brudno. Lokalsi też dokładają swoje i to tak, że o ja pierdolę – nie zrobiłem zdjęć, ale przypadków lania na zaparkowane samochody czy walenia klocka na trawnik widziałem kilka. Centralnie w środku dnia.

Następne, co nie rzuca się w oczy, tylko atakuje nos, to smród i smog. Co prawda do smrodu Bangkoku mu daleko i jest taki jakby bardziej europejski, ale i tak po pewnym czasie męczy. Te wszystkie śmieci i odpadki bezzapachowe nie są. Podobnie jak ludzie w metrze. I nawet jeśli nie trafi Wam się bezdomny na siedzonku obok, to i tak koktajl perfum, chemii z płynów do płukania ubrań czy lakierów do włosów, jedzenia, fajek i alkoholu na dłuższa metę powoduje mdłości. Albo ból głowy.

Paryż nie zachwyca

Nigdy i nigdzie wcześniej nie widziałem bezdomnych śpiących centralnie na chodniku przy prawie głównej ulicy.
A ten koleś na dole po lewej przykrywający kartonami i szmatami dziecko (był koniec października) wrył mi się w głowę chyba do końca życia…

 

Potem porywa Cię nieprzebrany tłum. Wspólne to dla wszystkich słynnych miast na całym świecie, bo przecież jeśli jakieś jest atrakcją turystyczną, to nie ma dziwne, że pełno w nim turystów. To samo widziałem w Mediolanie, Pradze czy Bangkoku i zawsze mi to przeszkadza. Ponieważ oznacza kilometrowe kolejki, ścisk w metrze i na ulicy czy choćby głupią niemożność zrobienia fajnego zdjęcia, bo wyłapanie kadru bez czyjejś ręki albo głowy graniczy z cudem.

Jeśli spodziewasz się tam szyku, klasy i elegancji, wymuskanych modeli z pierwszych stron ilustrowanych pism, to się srogo rozczarujesz. Wszędzie pełno jest ludzi ubranych dokładnie tak samo, jak wszędzie indziej (choć chyba wszyscy w szalikach), o wszelkich możliwych kolorach skóry i włosów, ale wszyscy mają zmęczone spojrzenie. Jedynie turyści miewają jeszcze błysk w oku, ale z czasem coraz słabszy.

Paryż nie zachwyca

Wieża Eiffla – nie ma wielkich tłumów, bo było święto. Czujecie? Nie ma wielkich tłumów…

Paryż nie zachwyca

Idąc sobie do Luwru szeroką alejką nie wierzyłem, że „dzisiaj nie ma tłumów, bo święto”.
Dopiero kiedy ujrzałem puste barierki kierujące kolejką to uwierzyłem.

 

A na koniec wykańczają Cię ceny. Jest nieprzyzwoicie wręcz drogo. Bilet bez żadnych zniżek na metro albo RER (taka kolejka podmiejska) kosztuje 1,80€, pakiet 10 sztuk 14,10€, co na nasze wschodnioeuropejskie warunki jest zdzierstwem. Drogie są też noclegi i jedzenie, jeśli zależy Wam na tym, żeby były w miarę porządne.

Natomiast ceny atrakcji to już kwestia punktu widzenia (np. wjazd na Wieżę Eiffla 17€, bilet do Luwru 15€), bo tutaj akurat moim zdaniem wielkiej krzywdy nie ma, a w pakiecie dolicz sobie przynajmniej 45 minut stania w kolejce gratis, jeśli masz szczęście i jest akurat mała. Zjeść romantycznie nad Sekwaną możesz tylko na barkach-restauracjach, gdzie obowiązuje godzinna rezerwacja, a zestaw dla dzieci, czyli nugettsy z kurczaka i frytki z colą kosztują 35€.

Paryż nie zachwyca

Romantyczne i klimatyczne barki-restauracje za miliony monet…

 

Syndrom Paryski

Wiecie, co to takiego? Wikipedia mówi:

dolegliwość występująca u turystów, najczęściej japońskich, którzy odwiedzając Paryż odkrywają, że miasto nie spełnia ich oczekiwań, a ich wymarzony czy znany z mediów obraz Paryża różni się w znaczący sposób od rzeczywistości.

Podobno kontrast między wyimaginowaną stolicą Francji, jaką znają i pamiętają z romantycznych filmów czy ilustrowanych pism a tym, jak to wygląda naprawdę, budzi w nich tak głęboką frustrację, że wywołuje ona wręcz fizyczne objawy chorobowe – duszności, zawroty głowy czy przyspieszone bicie serca. Objawów u siebie nie odnotowałem, ale cała reszta się zgadza.

Paryż nie zachwyca

Wieża Eiffla robi piorunujące wrażenie, ale podświetlona Wieża Eiffla to doznanie magiczne…

Paryż nie zachwyca

Idealnie symetryczne nie jest, ale już blisko…

 

I żeby nie było – zachwyciłem się Wieżą Eiffla, zrobiła na mnie kolosalne (to bardzo dobre słowo) wrażenie. Doceniłem to, jak bardzo paryskie metro jest sprawne i wygodne. Nowoczesne konstrukcje w La Défense niesamowicie uradowały moje dizajnuchowe oko, podobnie jak Luwr, który przecież nowoczesny nie jest (tylko ja uważam, że ta piramida szklana szpeci całość?). Na temat Moulin Rouge się nie wypowiem, bo obraz mówi więcej, niż tysiąc słów – za to podobno show wszystko rekompensuje. Nie wiem, nie byłem.

Paryż nie zachwyca

Ktoś tu poszalał z wiertarką…

Paryż nie zachwyca

Nowoczesna wersja Łuku Triumfalnego na La Défense

Paryż nie zachwyca

Luwr jest piękny…

Paryż jest przereklamowany

…nawet pomimo tej szklanej paskudy.

Paryż nie zachwyca

Moulin Rouge – jakoś z zewnątrz nie wygląda na te wszystkie burleskowe bezeceństwa, jakie mają miejsce wewnątrz, prawda?

 

Zabytki (tak nazwijmy to umownie) rzeczywiście nie pozostawiają obojętnym, zachwycają czy to rozmachem, czy kunsztem, czy artyzmem, ale gdzie ta romantyczność i namiętność?? Gdzie wśród obsranych i oszczanych ulic pełnych śmieci ci wszyscy niezależni artyści (czytaj: niekomercyjni, nie sprzedający nachalnie chińskiego badziewia turystom) i malownicze zaułki Montmartre?? Jak docenić tę teoretycznie dobrą kuchnię siedząc na malutkim krzesełku przy malutkim stoliczku na chodniku o szerokości pół metra, po którym ciągle łażą ludzie i trącają Cię, kiedy jesz (na szczęście znajomy zaprowadził nas do takiej, gdzie dało się smacznie i w miarę wygodnie pojeść – dzięki Daniel)?? Jak spędzić romantyczny wieczór nad Sekwaną przy lampce wina, kiedy nad Sekwaną właściwie nie ma żadnych knajpek (#trueinfo: nadsekwańskie kawiarenki widziane w filmach to fake – są rozkładane na czas kręcenia filmów i potem demontowane, jak to filmowe dekoracje)??

Paryż nie zachwyca

W centrum… sam nie wiem czego

 

To nie tak, że mnie Paryż nie zachwyca, bo nie i już. Po prostu Paryż nie zachwyca tak, jak obiecuje, zanim się go odwiedzi. Paryż dla mnie to takie jajko Fabergé – wydmuszka piękna z zewnątrz i nieprzyzwoicie wręcz droga. Może to właśnie kwestia kasy, której trzeba mieć po prostu bardzo, bardzo dużo, żeby móc sobie pozwolić na spokojne i komfortowe podziwianie jego piękna? Bo można sobie pozwolić na to, żeby nie widzieć jego brzydoty i pustki? A może po prostu jadąc tam trzeba odrzucić całe to romantycznie pierdololo i skupić się na tym, co Paryż oferuje bez dośpiewywania sobie czegoś, czego nie ma?

 

Na razie Paryż mam odhaczony i mi to wystarczy na dłuższy czas. Jedna rzecz mnie martwi:

Pora na Nowy Jork??

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

52 Comments on this post

  1. Dzisiaj wróciłam z Paryża. Jestem rozczarowana, wszedzie syf bo inaczej tego nie mozna nazwać. Po trawniku koło Luwr biegały szczury, a obok bawily sie dzieci. Pełno bezdomnych śpiących na chodnikach. Też miałam takie przeswiadczenie ze zobacze artystów,piękne paryzanki … Niestety tego nie ma. Wieża Eiffla robi naprawdę wrażenie, ale natomiast Mona Lisa zupełnie nie zrobila na mnie wrazenia. Obok wiszą dużo piękniejsze obrazy. Ale to moje zdanie.

    Barbara / Odpowiedz
  2. Najwspanialszy jest Rzym. A NY bys polubil.

    Kolysanka / Odpowiedz
  3. Mój Boże. Paryż, to pociecha dla zmysłów. Już tęsknię do przechadzek bulwarami nad Sekwaną, kawą wypitą z przyjaciółką. Czekam wiosny jak zbawienia. Do zobaczenia w Paryżu 🙂

    Paryskie klimaty / Odpowiedz
  4. Tak jak zawsze staram się szukać we wszystkim stron pozytywnych tak odnośnie Paryża miasto przereklamowane, jak na mnie wrażenia nie robi. Fajnie jaj by było czyściej! Ale jak to w zachodnich stolicach – szału nie ma 😉 ;P Ale warto doświadczyć. Aczkolwiek, sa pewnie tacy ktorzy sa zafasynowami – kazdy zawsze znajdzie cos dla siebie.Pozdrawiam, Daria xxx

  5. Mam podobne odczucia odnośnie Londynu, też syf, śmierdzi i tłumy ludzi. Metro kosztuje 5 funtów za jedną przejażdżkę, a jednal odległości są dość spore. Westminster wiadomo robi wrażenie, ale otoczka jednak za bardzo przytłacza. 🙂

    Wulkanolog w podróży / Odpowiedz
  6. W świetle ostatnich wydarzeń „romantyczność” i czar Paryża prysło niczym bańka, podobnie jak marzenie o ciepłym croasncie – żegnaj glutenie.

    Nieidealna Anna / Odpowiedz
  7. Syndrom paryski jest mi obcy, miasto mnie zachwyciło. A o rozbitym na chodniku klozecie ujrzanym podczas nocnego spaceru staram się nie pamiętać… 😉

    Sylwia / Dom Na Ciepło / Odpowiedz
  8. Ja muszę przyznać, że we Francji byłam dwa razy – raz jako dziecko i raz kilka lat temu (Lazurowe Wybrzeże), ale jakoś do Paryża specjalnie mnie nie ciągnie. No nie powiem, że bym nie chciała, bo to byłoby kłamstwo, ale nie jest też tak, że jest on na mojej liście „do odwiedzenia”. Z pewnością kiedyś tam zawitam, bo to chyba jednak dla każdej osoby kochającej podróże tzw. `must see` 🙂

    Dyrdymala / Odpowiedz
  9. Chciałabym kiedyś zobaczyć Paryż, jednak podchodzę do niego z rezerwą. Szału nie ma, choć ponoć raz w życiu warto tam być.

    Marta Bridges / Odpowiedz
  10. Syf faktycznie wszędzie. Ale ogólnie mam pozytywne wspomnienia z Paryża 🙂

    Piotr Nosal / Odpowiedz
    • Ja tak widzę, jak się drugi raz zastanowię, że byłem za krótko i tylko na pierwszym wrażeniu polegam. Co prawda nie da się zrobić pierwszego wrażenia drugi raz, ale można je trochę przykryć dobrymi wspomnieniami 🙂

  11. Życzę Tobie i sobie 😉 aby pewnego dnia Paryż powalił nas na kolana… jak w filmach 🙂

    Pamar Travel / Odpowiedz
  12. Właśnie ostatnio czytałam o tym syfie paryskim. Nie wiem, dlaczego wciąż pokazuje się Paryż jako to piękne i romantyczne miasto. Jest tyle miast, które bardziej zasługują na to miano, a Paryż trzyma je w swoich szponach.
    Chyba warto szerzyć świadomość 🙂

  13. W takim razie ja na romantyczną podróż we dwoje wybiorę się do Wrocławia. 🙂
    I to wcale nie jest żart. 🙂

  14. W Paryżu byłem raz przez 10 dni. Nie lubię miast, nie znoszę tłumów, ale raz na jakiś czas daję się przekonać do zwiedzania jakiejś stolicy. I muszę przyznać, że Paryż mi się podobał, ba pojechałbym tam jeszcze raz. Nie wiem co sprawiło, że stolicę Francji odebrałem tak dobrze? Oczywiście było kilka miejsc z których uciekłem z krzykiem: Moulin Rouge czy Pola Elizejskie. Ale reszta? Super. Urzekł mnie Montrmartre, d’Orsay czy muzeum Rodina (a szczególnie park). Podobała mi się atmosfera wokół Wieży Eiffela w pobliżu której na rozległych trawnikach leżeli ludzie na kocach i bez pośpiechu pili wino ( u nas natychmiast zgarnęłaby ich straż miejska). Najlepiej czułem się na Marais – niemal centrum, a świetna atmosfera, mało ludzi i klimatyczne knajpki. I ludzie – nie było ich tak dużo. Dlatego, że byłem w czerwcu? W metrze chyba nie jechałem nigdy w ścisku, kolejki były średnie, podobało mi się, że w każdej chwili można było uciec z wielkomiejskiego gwaru w jakiś pusty zakątek. I nie odczułem wcale tej gonitwy, jaką gołym okiem widać w Londynie czy Warszawie. Paryż żyje na znacznym większym luzie. Czy było brudno? Oczywiście brudniej niż w Kopenhadze czy w Mińsku na Białorusi, ale przyzwyczajony do polskiego syfu, Paryż specjalnie mnie nie przeraził. Bezdomni mieszkający w kartonach prawie wszędzie za to zadziwili.
    Nie wiem czy mój ogląd Paryża wynika z nastawienia (nie nastawiałem się na żaden romantyzm) czy po prostu z tego, że miałem szczęście? Nie wiem, ale odniosłem zupełnie inne wrażenie 🙂

  15. no właśnie miałam spuentować- co Ty przeżyjesz w Nju Jorku zatem? 😛 😀

    Blogierka / Odpowiedz
  16. W Paryżu bylam dawno temu z 8-9lat. Sluzbowo dwa dni. Plus byl taki, ze cały jeden moglam przeznaczyć na zwiedzania. Odczucia mam podobne. Zaskoczyl mnie brud i slaba znajomość angielskiego. Zachwyciły zabytki.

    Marta Kraszewska / Odpowiedz
    • Z angielskim jest różnie, ale mam wrażenie, że Paryżanom się nie chce za bardzo wysilać, bo rozumieć rozumieją, ale często i tak odpowiadali po francusku. I fakt – architektura zachwyca, ludzie jakoś nie bardzo 🙂

  17. Do Paryża jeszcze niestety nie dotarłam, ale zapewne kiedyś tam pojadę. Jestem ciekawa jakie będą nasze wrażenia z Paryża. Pewnie trzeba się odpowiednio nastawić na to miasto, aby się zbytnio nie rozczarować. Dzięki Tobie przynajmniej wiem co mnie czeka 🙂

    • Wiesz, na romantyczne uniesienia się nie nastawiałem, ale i tak miasto mnie rozczarowało. A właściwie to, co ludzie z tym miastem robią – bo najbardziej przeszkadzał mi brud i smród. Tłumy też, ale to akurat normalne dla wszystkich miast turystycznych – można tego nie lubić, ale można i przywyknąć.

  18. Moja znajoma miała podobną przygodę w .. Częstochowie. Aleje prowadzące na Jasną Górę wydawały jej się takie śliczne i jasne. Słońce cudnie przeświecało wśród koron równiutko przystrzyżonych drzewek. Poszła jeszcze sobie zobaczyć Beksińskiego w BWA, potem jeszcze coś i jeszcze i niebacznie skręciła w uliczkę prostopadłą do Alei. Tak, tam kartonów nie było na ulicy, były w oknach.

  19. Tak czytam to co tu piszesz o tym romantycznym Paryżu i dochodzę do wniosku, że mój mąż wcale mnie nie zniechęca bo nie chce kasy wydawać ;p Mój B na każdą próbę wyciągnięcia go do Paryża mówi: przereklamowany, obskurny, brudny, drogi… Teraz ma poparcie w Twoim poście 🙂 Skreślam Paryż z listy miejsc do zobaczenia. Wiem, że wróciłabym wściekła 😀 Taka jestem wybredna, że nie czuję się dobrze w takich miejscach.

    Marta Wilk / Odpowiedz
  20. Poniedziałek, Święta na widnokręgu, w nowy tydzień z optymizmem, nadziejami i pieśnią na ustach. Lecz nie u Ciebie Karolu. Jak narzekałeś, tak narzekasz. Będzie może ciut ostro i znowu się poboksujemy. Bo chociaż fajny chłop z Ciebie, ale wciąż słyszę czterdziestoletniego tetryka. Karol! Qrwa! Do piczy, obudź się!
    Wszelkie opinie, poglądy, wrażenia sytuacji zastanych są rzeczą indywidualną i dowolną. Rozumiem. Niemniej, jest to tekst pisany z perspektywy osoby, która spędziła w Paryżu 3, 4, 5 dni. Średnio obiektywny. Wybierasz się do Paryża, który:
    Po pierwsze primo) Zatłoczony jest zawsze (w sierpniu nieco mniej) i jest to jego cecha od chwili powstania
    Po drugie primo) Powyższe nie jest tajemnicą raczej dla nikogo
    Po trzecie primo) Ceny oferowanych atrakcji są wysokie, ale nie wyższe niż w innych miastach, w podobny sposób oblężonych przez najeźdźcę turystycznego

    Jak napisałeś, miał to być wypad naznaczony romantyzmem i miłosnym uniesieniem. Z postawą wiecznego malkontenta i osoby nieustannie narzekającej, z założenia nie mógł się powieść.
    Ja bym próbował porzucić postawę roszczeniową i zmienić nastawienie, aby mimo wszystko dostrzec tą pełną połowę szklanki, nie pustą. Co zrobiłeś Karolu by było po parysku i romantycznie? Czy usiadłeś z Żoną w parku na ławce? Wyciągnąłeś z torby kozik, pokroiłeś ser, bagietkę, nalałeś wina? Tak spożyty posiłek smakuje dużo lepiej i na dłużej pozostaje w pamięci niż realizacja z góry założonych planów. Nic o tym nie piszesz.
    Zamiast skupić się na atmosferze paryskich knajpek, gdzie mogliście napić się wina, calvadosu, poczuć jak bohaterowie książki Remarqua, skupiłeś się na bezdomnych. Wprawdzie nie znam równie zapuszczonych lotnisk jak oba paryskie, ale Paryż to wielomilionowa metropolia i niczym szczególnym się nie wyróżnia na polu zachowania czystości. Zapewniam Cię, w Londynie i NY ujrzysz identyczne obrazki.
    Podążasz ślepo za tłumem szukając oczywistych atrakcji, współtworzysz go (już o tym pisałem). Psioczysz jednocześnie, że istnieje. Że nie usłuchał i nie zniknął wraz z Twoim przybyciem, bo przecież nie powinno go być w chwili kiedy przyjeżdżasz.
    Odrzuciłbym również imperatyw „muszę”. Gościsz w Paryżu kilka dni, ale uparcie przesz w największy tłum. Nikt poza samym sobą Ci tego nie nakazuje. Bo fotki na Insta trzeba?
    Może lepiej wyrzucić przewodnik do kosza i spróbować odnaleźć swój Paryż. Tym bardziej, że to nie jest trudne. Paryż kilogramami rozdziela urocze miejsca, w które turysta nie zagląda bądź robi to rzadko. Tylko trzeba odrobinę zmienić nastawienie.

    Wilk / Odpowiedz
    • I jak tu nie wierzyć, że człowiek człowiekowi Wilkiem? 😉

      Sam nie wiem, czy się punktować, czy lecieć na żywioł, a wypunktuje się samo, więc chyba wybiorę bramkę nr 2. Co do cen atrakcji jako takich pisze wyraźnie: „Natomiast ceny atrakcji to już kwestia punktu widzenia (np. wjazd na Wieżę Eiffla 17€, bilet do Luwru 15€), bo tutaj akurat moim zdaniem wielkiej krzywdy nie ma”. Wiem, wytykanie tego, że ktoś nie umie czytać ze zrozumieniem jest równie burackie, co wytykanie błędów ortograficznych, ale jednakowoż na tym się całość zasadza. Podobnie jak założenie, że wszystko co piszę piszę ze śmiertelną powagą – emotek w tekstach nie używam, pozwalam sobie na takie ekstrawagancje jedynie w komentarzach.

      Po drugie, nie mam zielonego pojęcia, skąd u Kolegi obraz mnie wiecznie narzekającego. Może to kwestia tego niezrozumienia? I zaufaj mi – szklanka u mnie zawsze pełna albo za chwilę się napełni.

      Po trzecie – wybacz, ale ani dla mnie, ani dla Pani Matki jedzenie na ławce wśród tłumów romantyczne nie jest. Jedzenie może być owszem, przyjemnością wielką, ale romantyczne nie jest za grosz. No i znowu cytuję sam siebie, co może mało jest eleganckie, ale chyba się nie obejdzie: „na szczęście znajomy zaprowadził nas do takiej (restauracji – przyp. autora), gdzie dało się smacznie i w miarę wygodnie pojeść”. Koledze przy skanowaniu nagłówków musiało umknąć. Nie piliśmy też ani wina, ani calvadosu, bo wybacz, ale francuskich trunków nie cierpimy, za to mieli naprawdę przyzwoite piwo, którego spróbowaliśmy kilkukrotnie, także w jedynej chyba knajpce nad Sekwaną, lekko jakby studenckiej, gdzie spędziliśmy fajny wieczór i sporą cześć nocy na plotkowaniu i pochłanianiu procentów wraz ze znajomymi. Nie piszę o tym, bo cokolwiek by o blogu nie pisać, to jednak nie pamiętniczek i nie muszę się całym moim życiem publicznie dzielić.

      Po czwarte – tak, podążam za tłumem, bo chcę pewne rzeczy zobaczyć. I to wcale nie dlatego, jak Kolega próbuje mi tu imputować, żeby się na Insta lansować, tylko żeby je po prostu zobaczyć. I tak, zaliczam atrakcje pobieżnie nie wgłębiając się, bo nie miałem na to czasu. Może kiedyś, w przyszłości, kto wie, ale na razie chciałem zobaczyć coś, czego nigdy moje oczy nie widziały. I jakby kolega uważniej czytał, to by zobaczył, że się paryskimi budowlami zachwycam. Tłumami natomiast nie. I tak jest wszędzie, czy to Paryż, czy Praga, czy Mediolan. I ot, paradoks – wcale to, że jestem częścią tego tłumu nie przeszkadza mi tego tłumu nie cierpieć.

      Po piąte – w Paryżu gościłem dnia półtora. Sam przyznasz, że to za mało czasu, żeby poszukać „swojego Paryża”, ale wystarczająco dużo, żeby dojrzeć jego brzydotę.

      No, to by było na tyle i życzę Koledze w nowym roku 2017 wszystkiego, co najlepsze 🙂 Seriosero 🙂

      • Dzień Dobry Panie Dzieju. Przyszło nam postrzelać do siebie jeszcze w starym roku. Jakże miło.
        Widzę Karolu, że odpoczynku zażyłeś, sił nabrałeś i czasem dysponujesz, nieodzownymi atrybutami do wykonania szarży ostatecznej, mającej odrzucić wroga od granic. Przyznam, puściłem już dawno w zapomnienie mój komentarz, bo to i gorączkowe przygotowania świąteczne mną zawładnęły, wizyta Mikołaja, nostalgia wynikająca końcem roku, a Ty salwę odpalasz, jakby nieco poniewczasie. Eh, Karol.

        – „…Wiem, wytykanie tego, że ktoś nie umie czytać ze zrozumieniem jest równie burackie, co wytykanie błędów ortograficznych, ale jednakowoż na tym się całość zasadza…” – Zabij mnie Karol, za cholerę nie wiem o co chodzi w tym zdaniu. Że co, że niby czytam tekst bez zrozumienia jego treści? Dramatu bym powiedział nie ma. Wpisuję się w ogromną część społeczeństwa, której to dotyczy. Chyba nawet ponad 60% jego części. Sporo. Bierz to więc pod uwagę Karolu prowadząc ze mną polemikę i konstruuj zdania prostsze w formie eliminując ozdobniki. Ja ze swej strony obiecuję, że ze swą ułomnością będę walczył z równą zażartością jak Kmicic vel. Babinicz ze Szwedem.

        – „…Po drugie, nie mam zielonego pojęcia, skąd u Kolegi obraz mnie wiecznie narzekającego. Może to kwestia tego niezrozumienia…” – I znowu to niezrozumienie. Karol, bo zacznę Cię podejrzewać o obsesję. Skąd obraz Karola, Króla narzekania? Proste pytanie, jeszcze prostsza odpowiedź. Bo narzekasz. Narzekasz więcej niż przewiduje unijny promil narzekania wyrażony na jednego człowieka. Odrzucony projekt ustawy zakładał więzienie dla takiego poziomu. Sarkazm i drwina, ulubiona broń tetryków, dopełnia obrazu.

        – „…Po trzecie – wybacz, ale ani dla mnie, ani dla Pani Matki jedzenie na ławce wśród tłumów romantyczne nie jest..” – Karolu, owa ławka to jedynie przykład. Przykład mający pobudzić wyobraźnię. Znów widzisz tylko tą zatłoczoną ławkę. A ja idę o zakład i byłbym gotów Ci wskazać wiele zacisznie położonych ławek, kilkanaście uroczych skwerków, na których turysta jest ewenementem. Wystarczy spojrzeć mniej szablonowo.
        W dalszym ciągu Karolu nie rozumiem zaś oburzenia na tłum, cokolwiek on znaczy. To trochę, jakbyś w wyścigu F1 wystartował Fiatem 126p i narzekał, że przegrałeś. Nie chcesz tłumów. Nie jedziesz do Paryża. Tłum się przed Tobą nie rozstąpi. To nie morze Czerwone, podobnie jak Ty nie jesteś Mojżeszem. Chyba, że się ukrywasz.

        – „…na szczęście znajomy zaprowadził nas do takiej (restauracji – przyp. autora), gdzie dało się smacznie i w miarę wygodnie pojeść…” – to uradowałeś moje serce. Nic gorszego, niż przechadzać się po Paryżu głodnym. Przypuszczam jednak, że Paryż to nie Sahara i strzelam w ciemno, ale funkcjonuje w nim więcej niż jedna knajpka, gdzie da się smacznie i w miarę wygodnie zjeść. Bo wygoda to podstawa.

        – „…Koledze przy skanowaniu nagłówków musiało umknąć…” – to akurat było mało wyszukane. Usadowiłeś to zdanie na pograniczu prostactwa Karolu. Udam, że nie zauważyłem.

        – „…Nie piliśmy też ani wina, ani calvadosu, bo wybacz, ale francuskich trunków nie cierpimy, za to mieli naprawdę przyzwoite piwo, którego spróbowaliśmy kilkukrotnie, także w jedynej chyba knajpce nad Sekwaną, lekko jakby studenckiej, gdzie spędziliśmy fajny wieczór i sporą cześć nocy na plotkowaniu i pochłanianiu procentów wraz ze znajomymi. Nie piszę o tym, bo cokolwiek by o blogu nie pisać, to jednak nie pamiętniczek i nie muszę się całym moim życiem publicznie dzielić…” – Rozumiem, a jakże Karolu, to nie pamiętnik, ale cieszy mnie, że jakby nie było źle w tym Paryżu, uszczknąłeś nieco życia towarzyskiego. A wstręt do francuskich trunków oczywiście Ci wybaczam.

        – „…I jakby kolega uważniej czytał, to by zobaczył, że się paryskimi budowlami zachwycam…” – Karolu dostrzegam. Na kilometry ciągnie z Twojego tekstu wrażliwą duszą estety.

        – „…Po piąte – w Paryżu gościłem dnia półtora. Sam przyznasz, że to z a mało czasu, żeby poszukać „swojego Paryża”, ale wystarczająco dużo, żeby dojrzeć jego brzydotę…” – Karolu, stykamy się właśnie z modelowym przykładem narzekania i złego nastawienia. Wcale nie za mało czasu. Powiedziałbym, wystarczająco na złapanie przyczółków. Dostrzegłeś brzydotę, bo chciałeś ją dostrzec. A chodzi o to, nie używając parafrazy ze znanego filmu, by przy wszystkich mankamentach dostrzec piękny charakter Paryża. Pomalować go sobie bardziej radosnymi barwami. Bo Paryż jest piękny i uroczy. Nie wchodzić w buty smerfowego marudy, który w pierwszym odruchu dostrzega to co złe.

        Wybacz moją może nieco obcesową odpowiedź, ale czas nagli. Wybieramy się by nóżką potupać w rytmie disco, a tu po mieszkaniu hula banda upierdliwych bachorów niczym na dragach. Koszule muszę wyprasować, czego nie cierpię. Na ulubionej marynarce, w której liczę, że wyglądam bosko, i w której zamierzałem podbić parkiet, plama. Zaniosłem wczoraj do pralni, ale nadziei mi nie robili. Za chwilę muszę iść sprawdzić, czy sobie poradzili. Wcześniej za prasowanie nie ma co się zabierać, bo wiadomo jaka koszula, jeśli marynarkę inną będę musiał przywdziać? I takie kłopoty pierwszego świata.
        Karol, uwierz mi na słowo. Jam Ci przyjaciel, nie wróg. Wyczułem lekkie wzburzenie w Twojej odpowiedzi. Nikt nie lubi być krytykowanym. Fakt. Mocna zadra musiała w Tobie siedzieć, skoro po kilkunastu dniach nie zapomniałeś i zdobyłeś się na kontrę. Dobrze tylko, jeśli taka odpowiedź nie jest nacechowana niskich lotów docinkami.

        Za życzenia dziękuję. Ja natomiast życzę Ci, w zasadzie całej Waszej dizajnerskiej familii, by w Nowym Roku 2017 było jak najmniej wzburzenia. By plany same się realizowały, a marzenia spełniały. By za rok o tej samej porze, rok 2017 był wspominany przez Ciebie jako rok sukcesu. By cele zdobyte przygniatały te, których osiągnąć się nie udało.
        Kontynuacji naszych słownych potyczek i obustronnie wymierzanych fang, a także miłej atmosfery i dobrej zabawy dzisiejszego wieczora i nocy.

  21. Choć Paryż chcielibyśmy bardzo zobaczyć, tak nie robimy z niego priorytetu właśnie ze względu na takie jego opisy. To już nie pierwszy raz kiedy słyszę, że romantyczny Paryż to jest na filmach a w realiach brud i smród ? tak czy siak kiedyś tam Paryż odwiedzimy ?

    simplyhappy / Odpowiedz
  22. Wiadomo jak to jest – pełno turystów i niestety wszystko, co się z nimi wiąże (i dobrego i złego).

    PS. Właśnie czytam o Twoim Dubaju i chociaż to już drugi raz, to znowu aż zgłodniałem 🙂

    Jacek eM: dizajnuch / Odpowiedz
    • Niom jakos ludzie w tych zachodnich stolicach czasami zatracja niestety podstawowe wartosci swojej egzytencji takie jak czystość – zbyt duzo wygody 😉 Dubaj powiadasz … takie one off thing chyba jak dla mnie… chyba, ze przejazdem w inne kierunki 😉 Ale nigdy nie mowie nigdy! Pozdrawiam, Daria xxx

  23. Mi się wydaje że nie ma miejsc idealnych, zawsze będą plusy i minusy każdego, naważniejsze to dobra nastawienie i cieszenie się czasem spędzonym z bliską osobą. I przyjnajmniej już wiesz jak jest tam na prawdę 🙂

    Fistaszkowe Love / Odpowiedz
  24. Paryż to tylko miasto. Miałam przyjaciela w Paryżu. Opowiadał o śmieciach na ulicach itp. Ale romantycy i tak poczują magię 😉

    Dola / Odpowiedz
    • Bo romantyzm jest w kimś, nie gdzieś. Tak mi się wydaje. Ja się uromantyczniłem z Panią Matką na francuskim wybrzeżu Atlantyku, może już nie wystarczyło na stolicę? 🙂

      • Miałam podobne wrażenia – magia jest raczej w nas niż w tym mieście 🙂 Na pewno jest inaczej, wizualnie ładniej i spójniej, przynajmniej jeśli chodzi o architekturę. Co do jedzenia i cen, tez miałam wrażenie, że jest troche za drogo – muzea za to – warte każdej ceny!

        • Ano właśnie – sama architektura, budynki, nazwijmy to atrakcje, świetne. Ale te wszystkie tłumy powodują, że mocno tracimy przyjemność z oglądania. Z drugiej strony – sami ten tłum tworzymy, sami jesteśmy jego częścią, więc troszkę trąci hipokryzją narzekanie na niego. Ale co ja poradzę na to, że mi przeszkadza? 🙂

  25. Byłam w Paryżu trzykrotnie. Raz przejazdem podczas wymiany w liceum – zaliczyliśmy wtedy wszystkie obowiązkowe atrakcje w miarę sprawnie i mam z głowy. Drugi raz na tygodniowym wyjeździe z koleżankami ze studiów – 7 dni, 7 bab i spokojne zwiedzanie miasta głównie na piechotę (no, poza Wersalem i LaDefence, gdzie jednak dojechałyśmy kolejką); bez przymusu obejrzenia wszystkiego, za to z odkrywaniem pozamainstreamowych miejsc. No i ostatni raz – pokazywałam miasto mojej mamie, łącząc zalety obu poprzednich wyjazdów 😉
    Co do brudu na ulicach… to niestety chyba specyfika większości francuskich miast. Przykro mi potwierdzać stereotyp, ale byłam w kilku miastach we Francji, mniejszych i większych, i wszędzie był z tym problem. Tłumów też nie lubię, ale co zrobić? Najsłynniejsze miasto na świecie, trudno oczekiwać, że będzie pusto i nastrojowo jak w romantycznych filmach. Jeśli chodzi o kolejki do zabytków – warto zaopatrzyć się w kartę Paris Museum Pass: daje wstęp do 60 obiektów w Paryżu i okolicach na 2, 4 lub 6 dni, pozwala ominąć kolejki (są osobne wejścia dla osób z kartą) i zaoszczędzić trochę euro 🙂
    A jedzenie? Nie wiem, może pomogła mi znajomość języka tubylców, ale całkiem spokojniutko i bardzo przyzwoicie jadałam za około 10-15 euro za obiad/os. (śniadania i kolacje raczej we własnym zakresie = zakupki w spożywczaku i pyszne wina za półdarmo ^^).
    Tłumy i brud na pewno odbierają miastu sporo uroku, ale i tak uwielbiam Paryż i chętnie do niego wracam. Biorę go, jaki jest, bez oczekiwań nie wiadomo jak podniosłych, artystycznych i romantycznych. Podziwiam konsekwentną i spójną architekturę najzwyklejszych kamienic i układ urbanistyczny (wielka przebudowa Paryża autorstwa Haussmanna mnie fascynuje… ile trzeba odwagi, żeby zburzyć pół miasta i rozplanować je na nowo!). Filtruję turystów, sprzedawców wież eiffla we wszystkich rozmiarach i kolorach, automat z pamiątkowymi monetami w przedsionku Notre Dame i sklepiki z tandetą na Montmartre. I Paryż jest dla mnie imponujący, fascynujący i jakiś… mój.

    AG Words and Crafts / Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*