Czy matura w ogóle ma sens?

 

Zastanawiałem się, czy publikować ten tekst, bo moi czytelnicy zazwyczaj maturę mają za sobą. Ja sam ją zdawałem tak dawno temu, że w MTV leciała jeszcze muzyka. Ale niektórzy z Was pewnie mają dzieci w wieku okołomaturalnym i jeśli czasem zadają Wam one tytułowe pytanie, to pokażcie im, co wujek Wam napisał, bo wujek mądry chłopak jest. Dodatkowo wujek w czasie niedawnej Wielkanocy grzebał w swoich starych rzeczach i znalazł takie fikuśne przypinki i wzięło wujka na wspominki. Oraz na przemyślenia. Bo za chwilę cały kraj, jak co roku, będzie wąchać kwitnące kasztany oraz przeżywać tematy z polskiego i trudne zadania z matmy.

 

matura

Na studniówce człowiek taki piękny, a 100 dni później na maturze jakiś taki zmarnowany…

 

Nadciąga matura.

Blągerzy jak co roku udzielą z dupy wziętych rad, żeby się nie przejmować, bo to nie najważniejszy życiowy egzamin albo wręcz przeciwnie, bo to furtka do kariery w wymarzonej korpo-fabryce i nie można sobie jej olewać.

Portale mainstreamowe na gorąco informują wszystkich o trudnościach, o odpowiedziach, o wpadkach, o maturach z ubiegłych lat i to wszystko z pięknymi infografikami czy wykresami, których nikt nie ogląda.

Nie wiem, co robi telewizja, bo nie posiadam takowej, ale na pewno też coś mądrego dziennikarze o maturach serwują i pewnie zapraszają kogoś mądrego albo i nie, zależy jaka stacja.

Nie chce mi się dyskutować, czy kiedyś było łatwiej, czy trudniej. Czy tak zwana młodzież to teraz głupsza, czy mądrzejsza niż kiedyś. Mniej czy bardziej roszczeniowa. Czy lepiej przygotowana do tak zwanego dorosłego życia, czy gorzej.

Bo to nie ma tak naprawdę znaczenia. Znaczenie ma to, czy w ogóle ją zdasz.

Ale też nie takie znowu duże. Dlaczego? Ano po kolei.

 

Sky is the limit, matura is the beginning…

Idąc do szkoły średniej jakoś sobie profilujesz to, co chcesz w życiu robić. Kończysz dajmy na to klasę o profilu matematyczno-fizycznym, bo chcesz być w przyszłości informatykiem. Jesteś dobry z matmy, bo miałeś zajebistego nauczyciela i słaby z fizyki, bo nauczycielka była taka se. Dodatkowo nie wiedzieć czemu jesteś bardzo dobry z polskiego, chociaż to mało matematyczne czy informatyczne. Z bardzo dobrymi wynikami zdajesz maturę, dostajesz się na upatrzone studia, niech to będzie np. Informatyka i Zarządzanie na wrocławskiej Polibudzie. Już w połowie pierwszego roku okazuje się, że jesteś tylko numerem w indeksie, np. 76794 i nikogo nie obchodzisz, a już w drugim semestrze okazuje się, że ta cała informatyka to nie dla Ciebie. Dodatkowo wykładowca przykładowo Logiki dla Informatyków ma problemy osobiste i uwala z jakiegoś durnego poczucia zemsty jakieś na oko 85% roku, co nawet dziekanat trochę wnerwia. A potem jest jeszcze przyjemniej. Zaciskając zęby i męcząc się strasznie kończysz studia z dobrymi wynikami i dostajesz się np. do upragnionego korpo-banku na stanowisko np. administratora systemów bankowych. Masz jakieś 25 lat i statystycznie jeszcze jakieś 50 lat życia przed sobą. I jakieś 40 do emerytury. Lata te przepracujesz robiąc coś, czego nie lubisz, bo tak zdecydowałeś mając jakieś 12 lat. No, chyba, że w pewnym momencie zostaniesz dizajnuchem, a potem blągerem.

Albo wybierasz klasę o profilu biologiczno-chemicznym, zdajesz nieźle maturę, dostajesz się na upragnioną weterynarię. Kończysz ją z dobrym wynikiem i wracasz do swojej niewielkiej rodzinnej miejscowości, gdzie okazuje się, że nie ma za bardzo co robić, bo na wsiach zwierzątek coraz mniej. Masz jakieś 24 lata i nie wiesz, co dalej, bo zapowiada się, że następne 41 lat do emerytury spędzisz jakoś tak byle jak. I podejmujesz decyzję o wyjeździe dajmy na to do Stanów, gdzie zostajesz stolarzem i robisz ludziom meble. Zakładasz tam rodzinę i stać Cię na normalne życie, bez liczenia każdej złotówki dolara do pierwszego.

Albo wybierasz klasę o profilu biologiczno-chemicznym, zdajesz słabo maturę, ale pomimo tego dostajesz się na prawo, kończysz, dostajesz się na aplikację, zakładasz kancelarię i kosisz grube siano. Bo ktoś Cię odpowiednio klepnął w plecki i szepnął słówko tu i tam.

Albo wybierasz klasę o profilu matematyczno-fizycznym, zdajesz maturę i nie dostajesz się na upragnioną Wojskową Akademię Techniczną. Rok się bujasz po studiach, przygotowujesz się do egzaminów, po roku zdajesz na WAT i możesz zostać oficerem WP, bo takie od zawsze było Twoje marzenie. Awansujesz i zostajesz niezłą mundurową szychą.

Albo robisz coś, co absolutnie nie ma związku z tym, jaki profil sobie wybrałeś w liceum albo jakie studia skończyłeś. Nie ma to też żadnego związku z tym, czy w ogóle coś skończyłeś czy nie. Ale jest Ci dobrze i żyjesz sobie całkiem przyzwoicie, a do MOPSu pukałeś tylko po becikowe.

 

No to czy warto zdać maturę?

No pewnie, że tak! Ale jeśli jej nie zdasz, to wcale nie czyni Cię to gorszym człowiekiem i nie przekreśla Twojej przyszłości. Masz dopiero 19 lat – matura z matmy jest obowiązkowa, więc sam sobie policz, ile jeszcze życia przed Tobą. Od Ciebie głównie zależy, co ze swoją przyszłością zrobisz. I czy się nie poddasz, kiedy napotkasz trudności. Poza tym mam wrażenie, że ten egzamin, nazywany szumnie egzaminem dojrzałości ostatnio jakby wcale do szczęścia, karieru, fejmu czy pieniędzy nie jest potrzebny. Wszystko zależy od tego, jaką drogę dla siebie widzisz i ile będziesz mieć siły i zaparcia, żeby nią podążać. No i oczywiście szczęścia.

I – nie obraź się proszę – w wieku 19 lat tak naprawdę gówno wiesz o życiu. Nie wiesz jakimi drogami potoczą się Twoje losy i co w życiu będzie Ci potrzebne, który papierek się kiedyś przyda. Dlatego owszem, brak matury to nie koniec świata, ale uważam, że powinieneś ją po prostu zdać, bo ona otwiera Ci dodatkowe drzwi, przez które możesz przejść. Ale wcale nie zamyka tych, które i tak by były otwarte. Jak nie zdasz teraz, to zdasz później, no problem. Ba – podobno z roku na rok jest prostsza, więc wygrasz podwójnie.

Tak naprawdę to tylko bilet do tego, żeby móc iść dalej w konkretnym kierunku – na studia i do upragnionej korpo- lub niekorpo- pracy. Ale jeśli niekoniecznie tak siebie widzisz w przyszłości, to czasami lepiej iść do pracy, a studia (albo i maturę) robić w trakcie. Bo w wieku 30 lat możesz (ale nie musisz) lepiej na tym wyjść, bo będziesz mieć zawód i doświadczenie, a to bywa dużo warte niż te kilka literek przed nazwiskiem. Dzisiaj sam mgr czy inż. przed nazwiskiem nie powoduje siku po nogach pracodawcy, poza literkami trzeba jeszcze coś umieć. Ale bez cienia wątpliwości brak tych literek ewentualny posik wstrzymuje jeszcze bardziej, często permanentnie.

A na koniec Cię pocieszę – maturę zdasz, to naprawdę nie jest trudne.

Trudne pojawia się później.

 

PS. Ja naprawdę nie wiem, dlaczego wszyscy tak się napinają na te kasztany, u mnie w czasie matur zawsze kwitły wiśnie – śliczne, nie?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

63
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
45 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchPo co Ci matura? – AG Words and CraftsAndrzej Kidaj - kidaj.ad3.euDawid Konopka || MarzeniawceleDotee - Witaj Słońce Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
trackback

[…] Więcej o maturach i co dalej przeczytacie u dizajnucha! […]

Dawid Konopka || Marzeniawcele
Gość

Jak pisałem maturę, to komplenie nie miałem pojęcia co chcę od życia i co ze sobą po niej zrobić. Na szczęście zdawałem przedmioty na rozszerzeniu (matematyka, geografia, angielski), które pozwoliły mi swobodnie wybierać spośród wielu opcji 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja zawsze powtarzam mojemu dziecku, że najważniejsze są:
– polski, bo trzeba umieć się poprawnie wysłowić w języku ojczystym;
– angielski, bo to język międzynarodowy i wszędzie się dogada;
– matma, bo w życiu musisz umieć liczyć.

Świat się zmniejszył, więc dorzucę geografię 🙂

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Ja to bym zamiast geografii dał umiejętność poruszania się w internecie, bo świat się zmniejszył, ale wirtualnie 🙂
Więcej siedzimy na dupie fizycznie, więcej podróżujemy przy pomocy komputera.
A naprawdę ręce opadają, jak niektórzy sobie nie radzą z komputerem, przeglądarką, googlami. I to wcale nie starzy, jak by się wydawało. Młodzi też. Niby pokolenie komórek i tabletów a ciut bardziej skomplikowana rzecz rozkłada ich na łopatki.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A to nie wiem, czy przypadkiem nie lenistwo – jak mamusia podsunie pod nos albo się pojawi na szczycie wyników wyszukiwania, to klikną, ale jak trzeba coś pokombinować i troszkę umysł wysilić, to się już nie chce i za ciężko.

Dotee - Witaj Słońce
Gość

Nie wspominam matury jako czegoś trudnego ani nawet szczególnie stresującego.. gorzej z tymi życiowymi wyborami, o których piszesz. Na szczęście wrodzone lenistwo powstrzymało mnie od wpakowania się do niechcianej pracy w korpo na kolejne 40 lat. Niestety niewiele dając w zamian. No, ale widać było mi dane być mądrą dopiero na starość 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Widzisz, czas założyć zdrowe i vege KFC i zawojować świat, bo pułkownik Sanders tez młodzieńcem nie był, kiedy startował z knajpką 🙂

Hipis
Gość

Heh, maturę zdawałam rok temu. Nie wiem, czy była łatwa, u mnie w szkole chyba wszyscy zdali, aczkolwiek statystyki mówiły, że jesteśmy jacyś dziwni w tym. No i fakt, nic trudnego. Aczkolwiek matura ładnie pokazuje kto umie radzić sobie ze stresem, kto jest odpowiedzialny i zaradny, kto uczy się rozsądnie a kto na ostatnią chwilę, no i kto jest na tyle zdolny żeby mieć to gdzieś i zdać bez nauki. Więc moim zdaniem egzamin ten ma zasadniczy sens.
Na swojej polonistyce spotykam ludzi po technikum informatycznym, a dawna znajoma z profilu humanistycznego jest na ekonomii. Szczerze mówiąc, wystarczy być ogarniętym albo zdolnym. Jasne, po olimpiadzie z polskiego będziesz o level wyżej od wszystkich na roku, ale sam profil w liceum tego nie zapewni.
Heh, czasami chciałabym postulować za obowiązkową maturą z historii, aczkolwiek czuję, że ten pomysł nie przejdzie 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Jezuuu, z historiiiiiii? Nieeeee 🙂

Mam całkowitą rację – matura bardziej chyba sprawdza wszystko poza wiedzą, bo tej ostatnio jakby trzeba coraz mniej. I doskonale potem to przygotowanie wyłazi na studiach – pamiętam, że podchodziłem do egzaminów przeważnie na luzaku albo odpowiednio miałem przygotowane wsparcie mojej niewiedzy 🙂 I przeważnie takie podejście skutkowało zaliczeniem, a niekoniecznie zależało mi na ocenach, bo już na pierwszym roku stwierdziłem, że to nie to, co chcę robić do końca życia, ale jak się już powiedziało A… 😉

Narwany
Gość

Tak się zastanawiam, po co system każe ludziom zdawać egzaminy w konkretnym czasie. Wiesz, największą krzywdą jest w szkole to, że przejście o level wyżej wyznacza wiek, a nie poziom, jaki uczeń reprezentuje. Bez sensu jest kazać komuś zadawać maturę w tym roku, skoro on nie jest do niej przygotowany. Tak samo nie widzę jakiegoś konkretnego celu w tym, że zdasz maturę teraz, a tak naprawdę nie wiesz, co z życiem dalej robić. Matura to nie przymus, a furtka, które czasami otwiera inne możliwiści. Warto dobrze rozeznać co nam jest w życiu potrzebne.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Bo to moim zdaniem najlepsza opcja albo najmniejsze zło – kto i na podstawie jakich kryteriów określałby, czy już jesteś gotowy do tej matury, czy nie? Zdawałbyś egzamin, żeby móc zdać maturę? Wypełniał testy?

No i co z tymi, którzy gotowi nie są? Kolejne lata liceum? Od początku? Od połowy? Do wojska? Na studia nie wezmą, więc co?

Akurat tutaj dobrego wyjścia z sytuacji nie widzę, bo jakoś trzeba te kilka lat nauki podsumować i akurat matura to dobry sprawdzian. Choć jakby jej nie było i zamiast tego np. konkurs świadectw na studia, to też byłoby to jakieś rozwiązanie, ale teraz weź pod uwagę, że w różnych szkołach średnich jest różny i poziom i czasami trója z jednego może oznaczać więcej wiadomości i wiedzy u ucznia, niż piątka w innym.

Ale z tym, że się w tym wieku nie bardzo wie, co robić z życiem, to się zgodzę w pełnej rozciągłości 🙂

Narwany
Gość

Może dobrym rozwiązaniem byłby powrót do egzaminów wstępnych na studia poza maturą? Do tego jeszcze jakiś test psychologiczny, czy na pewno się do tego zawodu nadajesz 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Test jak najbardziej, to bardzo dobry pomysł 🙂

Przemysław "czarny" Piątek
Gość

Ja z matury pamiętam tylko wyjścia na piwo po każdym egzaminie. 🙂 a mimo że mam trzy literki przed nazwiskiem, to najwięcej nauczyło mnie życie, popełnione błędy łącznie z wyborem studiów. Wybrałem i skończyłem studia, które są kompletnie niezwiązane z obecną pracą i kierunkiem w którym podążam. Ale ze wszystkich błędów trzeba wyciągać wnioski, nawet z najgorszych oraz najgłupszych decyzji.
A ciekawe jest to że w trakcie zdawania matury była to najważniejsza i najbardziej stresująca rzecz w moim życiu, a potem okazało się że jednak są trudniejsze rzeczy w egzystencji 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To jest chyba coś, co się nazywa dojrzewaniem i dorosłością – patrzysz na coś z perspektywy czasu, co było strasznie stresujące i widzisz, że to nie był koniec świata, bo potem bywało gorzej. Ale potem tez to się udało przejść i teraz coraz mniej rzeczy Cię stresuje 🙂 Tyle teoria 🙂

AG Words and Crafts
Gość

To ja dołożę swoją cegiełkę anegdoty.
Wybrałam klasę o profilu dwujęzycznym z wykładowym francuskim. Zdałam z bardzo dobrymi wynikami maturę z francuskiego na poziomie dwujęzycznym i rozszerzoną z historii sztuki. Poszłam na upragnioną historię sztuki na UWr, po 1,5 roku stwierdziłam, że jest tragedia, bo nic, co mogę robić po hszu mnie nie interesuje. Zaczęłam więc równolegle filologię francuską, bo „język obcy zawsze się przydaje” i w sumie uczyć lubiłam… Przeczołgałam się przez 5 lat studiów, w międzyczasie robiąc licencjat z hszu i pracując: kółko francuskiego w prywatnej podstawówce, szkoła językowa, typowe biurestwo i rozliczanie faktur… A teraz jestem blągerką, piszę do e-magazynu, a zarobkowo pracuję w marketingu w branży turystycznej.
Rację miała moja mama, powtarzając mi, że większość ludzi i tak nie pracuje w branży, do której się kształcili 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Widzę, że „bląger” się przyjął 😉

Mama mądra kobieta jest – mam mnóstwo znajomych, którzy tak naprawdę nie pracują w zawodzie wystudiowanym, a co dopiero mówić o profilach w liceum? I wcale przez to nie mają życia gorszego czy zarobków niższych niż ci, którzy od początku konsekwentnie w coś szli, bo tak chcieli w wieku 12 lat i tak im pozostało. Ważne jest chyba to, żeby w odpowiednim czasie się zorientować i mieć jeszcze siłę zmienić to, co nam nie pasuje.

To w ogóle jest jakoś tak nielogicznie poukładane, że o całym swoim życiu decydujesz tak naprawdę na jego początku, kiedy nie wiesz nawet o nim 1/10, nie? 🙂

Pani Miniaturowa
Gość

Ciężka rozkmina nad kasztanową napinką 😀 Dobra, a tak poważnie, to ja jestem takim dziełem przypadku. Ale nie, że moich rodziców, tylko tak….moje życiowe drogi to jakieś takie błądzenie po omacku, gdzie zawsze ostatecznie udaje mi się wykaraskać. Tak oto dziewczyna, która płakała nad zagrożeniem z matmy, skończyła polibudę i ma tytuł magistra ekonomii (o zgrozo!). Typowa humanistka później przypadkiem dowiedziała się o istnieniu OCRG, a potem przypadkiem została zaproszona na rozmowę o pracę…i tak przypadkiem nasza fujara bawi się do dziś w logistyka. LOGISTYKA, czujesz to? Ja nie potrafię poprawnie przenieść zakupów z półki do wózka sklepowego, ale nadzoruje wysyłki naszego towaru po całej PL. Cóż…widać, jak się chcę to się potrafi 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Pewnie, że tak – patrz na mnie, informatyk po polibudzie projektuje wnętrza i ściemnia w internetach 🙂

Na szczęście czasy mamy takie, że już nie idziesz do jednej pracy i nie ryrasz w niej do emerytury. Mogliby jeszcze jakieś doradztwo zawodowe wprowadzić w szkołach, żeby można było się jakoś mniej więcej chociaż sprofilować, bo potem ok – rzucasz to, czego nie lubisz i zaczynasz robić to, co lubisz, ale straconych lat już nikt Ci nie wróci, prawda? Z drugiej strony takie stracone lata to często bezcenne doświadczenie.

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Żeby nie zdać dzisiejszej matury, trzeba być naprawdę debilem nad debilami. Ja chyba miałem trudniejszy egzamin wstępny do technikum.

Co do braku celu czy wyboru kierunku, to po części jest to wina szkoły. Zamiast tylko uczyć nas jak najbardziej ogólnie (nie krytykuję tego, cieszę się, że mam dzięki temu szerokie horyzonty zamiast wąskiej specjalizacji) powinni od samego początku zachęcać do szukania własnej drogi, eksperymentowania itp.

Ja (tu chyba jestem wyjątkiem) od 3 klasy podstawówki (wtedy widziałem pierwszy komputer w życiu) wiedziałem, że chcę programować (pisałem o tym kilka razy u siebie, ale nie będę spamować linkami). Gdybym był świadom (i znał trochę przyszłość) wybrałbym liceum o profilu mat-fiz i po 4 latach mógłbym iść na studia. Za namową rodzicielki poszedłem do technikum, bo „żeby umieć programować, trzeba znać podstawy a więc elektronikę”. Głupi uwierzyłem w to, straciłem 5 lat ucząc się czegoś, co zupełnie nie jest mi potrzebne, w dodatku rok życia w plecy w stosunku do liceum.

W zasadzie dopiero po studiach wróciłem do realizacji dziecięcych marzeń, a od 7 lat robię w 100% to, co chciałem robić 30 lat temu 🙂

A co do tytułowego pytania. Matura ma sens. Co więcej, sens mają studia. Nawet jeśli nie zawsze uczą zawodu (mnie nie nauczyły), to na pewno uczą radzenia sobie w życiu, rozwiązywania problemów i szukania tych rozwiązań (o tym też pisałem u siebie). Pracowałem kiedyś z ludźmi po studiach i tych po liceum. Ci pierwsi zawsze sami sobie radzili, drudzy wołali o pomocy, siadali i czekali aż ktoś za nich to zrobi. Nawet nie zadawali sobie minimum trudu, żeby samemu próbować coś zrobić.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja na informatykę chciałem iść od czwartej klasy podstawówki, a były to lata Elwro Junior i ZX spectrum – wyprzedzałem swoje czasy 🙂 A po pierwszym roku już wiedziałem, że to nie dla mnie. Może też dlatego, że na wrocławskiej polibudzie na początku jest mało informatyki, a dużo matmy, fizyki i mnóstwa innych średnio przydatnych rzeczy? No i przemiał straszny, wszystko leci na masę i na sztukę.

W pełni zgodzę się z Tobą, że studia najbardziej uczą życia – niekoniecznie kombinowania, ale w ogromnej części zaradności i kreatywności (zaspałeś na termin poprawkowy najbardziej pojebanego przedmiotu w ciągu studiów – co zrobisz, żeby zdać? i jak to zrobiłeś, że dostałeś 3.5, gdzie 40% miało kurs poprawkowy, bo nie zdało?). Samo życie 🙂

Co do szkoły to nie wiem, czy powinni zachęcać do eksperymentowania, co bardziej pomagać dostrzec swoje mocne strony i w tym kierunku podążać. Ale w szkołach tez jest sztuka i z tego co widzę, poziom nauczania spada na łeb. Nie wiem, które podejście było lepsze, ale ja do tej pory pamiętam czym się różni układ krwionośny ptaków od ssaków, chociaż do niczego mi to nie jest potrzebne. „Inwokację” tez bym pewnie sobie przypomniał, choć to już jest totalnie bez sensu, znaczenia i pożytku jakiegoś 🙂

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Ja nie miałem szczęścia widzieć ani Elwro ani ZX – znam je tylko ze zdjęć.

Znajomy miał Atari 65XE. A żeby było śmieszniej, 10 lat później to był także mój pierwszy komputer.

A właśnie przez to, że poszedłem do technikum, to miałem mniej informatyki niż znajomi w liceum. Na polibudzie w sumie miałem niewiele więcej. A kierunki typowo informatyczne otworzono dopiero, jak skończyłem naukę. Peszek…

Tak więc programowania nauczyłem się całkiem sam, z książek. Bo internetu też wtedy nie było zbyt wiele. A w domu mam dopiero od 10 lat.

Ja przez Polibudę prześliznąłem się w zasadzie fuksem. Nawet nie musiałem kombinować. W sumie od początku studiów do dzisiaj wszystkie ważne etapy życia wygrywam dzięki szczęściu (zapraszam na mój wpis „Więcej szczęścia niż rozumu”). Szkoda, że to nie dotyczy totolotka 🙁

Ale faktem też jest, że na studiach nauczyłem się kombinować (w tym pozytywnym znaczeniu), kreatywnie myśleć, szukać rozwiązań i takie tam…

Może z tym eksperymentowaniem przesadziłem, ale chodziło mi o wspieranie indywidualności, własnych zainteresowań. W sumie eksperymentowania też. Lepiej wcześniej coś sprawdzić i przekonać się czy to jest TO, czy niekoniecznie, niż przez lata żałować. Ale tam po prostu równa się w dół. Żeby każdy zdał.

Żona uczy na UMCSie i mówi, że z roku na rok studenci przychodzą coraz głupsi. Już kilka lat temu mówiła, że połowa z nich nie powinna zdać matury, bo nie znają podstaw. Ale tacy przychodzą. A co gorsza ona musi też jakiś minimalny procent przepuścić rok wyżej, bo jak nie będzie studentów to ona nie będzie miała pracy. Proste. A studenci to wykorzystują i zamiast uczyć się dla siebie uczą się „byle zaliczyć”…

Ech, dopiero co pisałem, że studia nas uczą zaradności a teraz opisuję coś wręcz odwrotnego. Naprawdę poziom wszystkiego leci w dół i aż się dziwię, że ta cywilizacja jeszcze nie pierdyknęła.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Nie mów hop – mam wrażenie, że staczamy się po równi pochyłej i to coraz szybciej.

Ale może komuś o to chodzi? Ostatnio czytałem książkę o teoriach spiskowych i może misię rzucać na mózg 🙂

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

To żadna teoria spiskowa. Nie od dziś wiadomo, że najlepiej rządzi się ludźmi głupimi a nie wykształconymi. Aż dziw, że w ogóle cywilizacja idzie naprzód. No ale to sa ludzie, którzy się wyłamują. Zauważ, że większość (jeśli nie wszyscy) tych osób, które w życiu coś osiągnęły, w szkole była niepokorna i nie dała się stłamsić systemowi.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To jest fakt – podobno w Stanach na niektórych uczelniach nie ma ani jednego doktora/doktoranta, który by nie był obcego pochodzenia.

Nie wiem, czy coś osiągnąłem, ale jak sobie przypomnę ile razy lądowałem na dywaniku… 🙂

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Jeśli nie siedzisz na etacie bezmyślnie robiąc codziennie te same czynności, to na 100% osiągnąłeś 🙂

Ja co prawda dywaniki ominąłem, ale mogę się pochwalić ocenami niewspółmiernymi do posiadanej wiedzy. Kilka razy byłem zagrożony, bo nie myślałem (i nie mówiłem) tego co chciał nauczyciel a na polskim ZAWSZE miałem „udowodnione”, że czegoś nie czytałem, bo nie wiedziałem co autor miał na myśli 🙂
Pamiętam, że jako JEDYNY Z CAŁEJ SZKOŁY (wszystkie roczniki) miałem tróję z geografii – przedmiotu, z którego trudno było dostać mniej niż czwórkę, bo geografica była dyrektorką i przedmiot po prostu sobie olewała. Ale jak widać, można było się i z tego wyłamać 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

W taką definicję się wpisuję 🙂

Ja stopnie miałem zawsze bardzo dobre z wyjątkiem zachowania. Ale że się dobrze uczyłem, to zachowanie zawsze dawało się jakoś naciągnąć 🙂

Andrzej Kidaj - kidaj.ad3.eu
Gość

Ja wprost przeciwnie. Do wzorowego brakowało mi tylko 100% frekwencji, poza tym zawsze uchodziłem za „grzecznego chłopca”. Na wycieczkach szkolnych przemycałem alkohol, bo byłem jedyną osobą, które nikt nie sprawdzał. Niestety skończyło się, gdy wychówa zobaczyła mnie pijanego na równi z innymi 🙂
A stopnie… Lenistwo. Po pierwszy latach podstawówki okazało się, że jestem na tyle zdolny, że nie muszę się uczyć. Więc przestałem. A potem okazało się, że jednak trzeba, ale byłem już zbyt rozleniwiony. I to mi zostało do dziś. Swój CMS napisałem, żeby nie uczyć się Joomli i WordPressa 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Na szczęście byłem przewodniczącym samorządu szkolnego i moje nieobecności zawsze dawało się jakoś wytłumaczyć 😉

Paulina Bulek
Gość

Z maturą jest jak z prawem jazdy. Można ją zrobić i daje teoretycznie jakieś uprawnienia do tego by coś robić dalej, ale to i tak życie nas dopiero uczy co i jak, a nie szkoła czy kurs na prawo jazdy 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dokładnie tak – żeby dobrze jeździć, trzeba jeździć, a nie tylko zdać na prawko 🙂

Kuba Osiński
Gość

Przez ostatnie 15 lat, które mineły od mojej matury wydarzyło się tyle, że ta matura to mi potrzebna była jak… chociaż nie. Dzięki niej wiem, że nie studia a doświadczenie zrobiło ze mnie dojrzałego człowieka 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dojrzałe podejście 🙂

Patrycja | Zielona Małpa
Gość

Ja w dziewięćdziesiątym piątym dopiero dwa latka miałam 😉
A matura z perspektywy czasu z każdym rokiem wydaje się łatwiejsza (mam na myśli tę, którą ja pisałam). I coraz mniej poważna. A szło się na galowo i w ogóle. I ze stresem, że komisja wyrzuci za drzwi, bo będę podejrzanie wyglądać. Ach te problemy 😛

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A potem przyszła sesja na studiach i dopiero się okazało, jak wygląda trudny egzamin 😉

Motyw Kobiety
Gość

O to to:))

Patrycja | Zielona Małpa
Gość

Przede mną obrona magisterska, więc pewnie obawy będą podobne, jak na maturze 🙂

Motyw Kobiety
Gość

„a za moich czasów” to laski się nawet nie opalały na wiosnę, żeby nauczyciele nie powiedzieli, że się nie uczyły tylko opalały i nie usadzili.

Patrycja | Zielona Małpa
Gość

Uśmiałam się, bo to trochę absurdalne, ale po głębszym zastanowieniu… 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Teraz pewnie by to podpadało pod jakąś dyskryminację 🙂

Motyw Kobiety
Gość

Bo to było absurdalne 🙂 Ja oczywiście na odwrót; nie dość, że się opalałam, to jeszcze tuż przed maturą włosy przefarbowałam, to jeszcze maturę ku zaskoczeniu wszystkich z wyróżnieniem zdałam 😀 A te bledziuchy ledwo ledwo! Mówię, że witamina D jest potrzebna by lepiej się myślało! 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Bardzo zdrowe podejście 🙂

Mnie rodzice ganiali po wielkiej działce i sadzie, na zakuwanie było mało czasu – widać dotlenienie jest lepsze niż zakuwanie 😀

Monika | Konfabula.pl
Gość

Ja maturę i studia mam dawno za sobą, a nadal szukam celu w życiu i… nie przeszkadza mi to wcale! Matura to krok dalej, ale nie wiesz, w którą stronę idziesz. Za to – nie cofasz się chociaż

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Oo, bardzo dobrze powiedziane 🙂

Dawid Lasociński/Swiathegemona
Gość

Pewnie maturę zdać warto, szczególnie w przypadku gdy się doczłapało do tej ostatniej klasy. Coś ta matura otwiera przed człowiekiem, ale… Znam ludzi, którym dobrze się powodzi nie mając matury i takich, co po studiach biedę klepią…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Zgadza się – sam fakt zdania czy nie zdania matury jeszcze niczego definitywnie nie przesądza, choć jej zdanie kilkoro drzwi więcej otwiera w życiu. Podobnie jest ze studiami, ale tego nie napiszę na głos, bo jeszcze moje dziecko przeczyta i mi zacytuje moje własne słowa za 2 lata 🙂

Maciej Wojtas
Gość

„I – nie obraź się proszę – w wieku 19 lat tak naprawdę gówno wiesz o życiu”

Mam ponad 2 razy więcej, a poziom tej wiedzy – jak stał, tak stoi 😉

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Dasz wiarę, że ja też 🙂

Maciej Wojtas
Gość

Wierzę 🙂