Czy facetowi jednak bardziej pasuje pies, czy kot?

 

Mój znajomy się niedawno rozwiódł. Zdarza się, prawda?

Utrzymywaliśmy z nimi jakie takie kontakty, znamy się jeszcze ze studiów, nie że się przyjaźniliśmy jakoś bardzo, ale spotykaliśmy się co jakiś czas a to na grillu, a to na wódce, a to wyskoczyliśmy razem w góry na weekend, czyli to też nie tak, że wpadliśmy na siebie po dwudziestu latach i „stary, co u ciebie?”.
No więc wpadliśmy na siebie gdzieś po prawie roku i u niego był rozwód.

Zdziwiło mnie to, bo choć potrafili się mocno pożreć, to jeszcze mocniej się godzili. Ot, takie dwie temperamentne osoby z charakterem. A tu nagle sru, i nie ma „my”, a jest dwa razy „ja”.

Przysiedliśmy na kawie, bo na piwie w środku dnia to trochę nie halo i pytam, co się stało.

W zasadzie to nic się nie stało – ot, doszli do wniosku, że do siebie nie pasują, że się ze sobą męczą, i choć na pewno coś do siebie czują, to jednak nie chcą się wspólnie zestarzeć. Decyzję podjęli razem, zgodnie, dzieci nie mieli, więc dogadali się co do majątku, rozprawa poszła sprawnie, bo nie mieli orzekania o winie, i pewnego dnia on zabrał walizki, buzi na drogę dostał od teraz już ex-żony i wyprowadził się do ich drugiego mieszkania, które już też było ex-ich. W tej chwili starają się o rozwód kościelny, bo nie mają dzieci i to może być podstawą, a zawsze zniknie przeszkoda formalna, jakby sobie chcieli ułożyć życie od nowa.

Nie żebym planował, ale dopytuję kolesia, jak mu się żyje po tym rozwodzie, bo choć nie widzę po nim nieprzespanych nocy i wypłakanych łez, to jednak jakiegoś wielkiego szczęścia też nie.

– Żyje mi się dużo spokojniej, bez tego całego emocjonalnego rolerkostera, bez tych babskich napadów, fochów i nerwów. Mam dużo więcej czasu dla siebie, nikt mi nic nie planuje, nie wymusza, nie trajkocze nad uchem. Jest świetnie.
– A pierdolisz. Wcale nie sprawiasz wrażenia, jakbyś skakał że szczęścia.
– Bo nie skaczę. Bo jest coś, czego mi brakuje potwornie i nawet sobie nie zdawałem z tego sprawy.
– Seksu? To podobno teraz żaden problem.
– Nie, nie seksu. To rzeczywiście żaden problem.
– Obiadków? Uprasowanych koszul?
– W życiu, pokochałem gotowanie, jem co chcę i kiedy chcę, a i tak biegam zawsze w t-shirtach.
– No to czego?
– Brakuje mi dotyku. Ale nie takiego w seksie – cycki, dupa, wymiana płynów. Brakuje mi kogoś, kogo mogę przytulić rano, brakuje mi tego, że mogę kogoś objąć od tyłu, poklepać po tyłku, położyć głowę na kolanach. I teraz się zastanawiam, czy kupić kota, czy facetowi jednak bardziej pasuje pies?

I tak sobie dzisiaj wczesnym rankiem przypomniałem tę rozmowę. Bo właśnie patrzę, jak MałaŻonka sobie smacznie śpi odwrócona do mnie bardzo apetycznym tyłem.

Chyba się do niej przytulę, nie?

I ciekawe, czy mi sieknie z łokcia za to, że ją budzę?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*