Czego nie oglądać w Tajlandii?

 

Ostatnio Tajlandia to modny temat wśród blągerów – siedzą tam ci duzi i takie maluchy jak ja (moja waga własnie dostała czkawki ze śmiechu, bo pamięta ile wyskoczyło, kiedy ostatni raz się spotkaliśmy i maluch nijak nie pasuje). Może to nowy Egipt będzie? Bo póki co nie ganiają tam w takiej ilości brodaci miłośnicy kóz preferujący wybuchowe rozrywki. I ponieważ ci duzi już Wam opowiedzieli o tym, że na ulicach dyndają kable i że wszyscy kochają króla, to ja nie będę się po nich powtarzał, coby Was nie zanudzić.

Ja Wam dzisiaj opowiem o tym, czego NIE oglądać w Tajlandii. Tak dla odmiany.

czego nie oglądać w Tajlandii

Los kabellos de la słupos

 

Tajlandia to kraj kontrastów. Z jednej strony mamy wszechobecną biedę i lepianki zbite z blachy falistej, a z drugiej przepych królewskich pałaców i nowoczesne centra handlowe, gdzie na wejściu salutuje nam odźwierny w wyprasowanym mundurku. Jest to też kraj, gdzie każdy turysta znajdzie coś dla siebie. Szukasz wyciszenia i kontaktu z mniej lub bardziej dziką przyrodą? Możesz poganiać po dżungli i przez chwilę zobaczyć na własne oczy jak to jest, kiedy silniejszy pożera słabszego. I nagle znaki o tym, że słoń może podeptać Twój samochód wcale tak bardzo nie śmieszą.

czego nie oglądać w Tajlandii

Pająkjebiedronkę. Albo jaszczurka żre robala.

 

Napaleńcy, którzy naoglądali się „Kac Vegas w Bangkoku” i szukają tutaj taniej i nie do końca grzecznej rozrywki też będą zadowoleni, by nie rzec zaspokojeni tym, co oferuje im nocny Bangkok. Miłośnicy kuchni poczują się tutaj jak w niebie (pisałem niedawno o tajskiej kuchni), podobnie jak i amatorzy wodnych i podwodnych szaleństw. Warto tu przyjechać, żeby jak najwięcej przeżyć i zobaczyć, ale są „atrakcje”, których nie polecam oglądać w Tajlandii. Czego? Dlaczego? Poczytajcie.

czego nie oglądać w Tajlandii

♫ One night in Bangkok make’s a hard man humble ♫

 

Przejażdżka na słoniu czy zdjęcie z tygrysem…

Azjatycki egzotyczny kraj, więc wszystko dookoła jest inne. Kwiatki, drzewka i zwierzątka. I bardzo kusi, żeby zobaczyć jak najwięcej z rzeczy niedostępnych u nas. A co jest bardziej niedostępne, niż potężne i niebezpieczne zwierzęta – tygrysy, słonie, jadowite węże czy krokodyle? Nawet na mojej liście marzeń taka przejażdżka na trąbalskim była zaraz obok jazdy na wielbłądzie.

I o ile na garbatym się przejechałem kiedyś w Egipcie, to słonia odpuściłem pomimo tego, że miałem jak najbardziej okazję, bo wybraliśmy się do Hua Hin Safari, czyli farmy-hodowli dzikich zwierząt. Po pierwsze cena – 2800 batów za półgodzinną przejażdżkę to jak na Tajlandię bardzo dużo, ale taki drobiazg nie powstrzymałby mnie przed spełnieniem marzenia. Powstrzymał mnie za to długi drąg z hakiem na końcu, którym kornak tego biednego słonia dźgał, co zauważyłem, kiedy kilka z nich szło niedaleko, żeby zabrać turystów na grzbiet. Obok, w boksach stało kilka następnym na bardzo krótkich łańcuchach i nie wyglądało jakoś szczególnie radośnie.

czego nie oglądać w Tajlandii

Nie byłoby w takim obrazku nic złego gdyby nie to, że dosłownie pól minuty wcześniej słoń był dźgany wielkim kijem z hakiem na końcu…

czego nie oglądać w Tajlandii

Słabe takie bransoletki. Poza tym takie piękne zwierze nie potrzebuje biżuterii…

 

Ale największe wrażenie zrobiła na mnie kolejna „atrakcja” – zdjęcie z tygrysem, a nawet z dwoma. Debilni turyści kładli się na nich, siadali, robili różne durne miny w stylu we are the champions i I’m a king of the world. Tygrysy były tak naćpane jakimiś prochami usypiająco-uspokajającymi, że nawet oko ledwie otwierały. Myślę, że można by im przeprowadzić operację na otwartym sercu i tak by nie zareagowały. Strasznie smutny to widok, kiedy tak dumne stworzenia sprowadza się do roli dywanika czy maskotki. 

czego nie oglądać w Tajlandii

Czyż to nie rozdzierający serce widok? I jeszcze ten łańcuch…

czego nie oglądać w Tajlandii

Widzicie te kable pod napięciem? Ciekawe, czy zamroczony prochami tygrys często się od nich odbija?

 

Ale skoro jest popyt, to jest i podaż, więc moi drodzy – jeśli kiedykolwiek będziecie w Tajlandii, albo innych krajach, gdzie na turystów czeka taka „atrakcja”, to nie przykładajcie swojej ręki do cierpienia tych zwierząt. Ja wiem, że one nie płacą podatków, a my ludzie jesteśmy panami stworzenia, ale nie bądźmy panami-idiotami bez serca, ok? Jak już musicie, to sobie zróbcie zdjęcie z takim słonikiem, o!

czego nie oglądać w Tajlandii

Taki słonik chyba nie cierpi, prawda?

 

PING PONG SHOW…

Oo moi drodzy, ciężki temat. Ciężki z dwóch powodów, a może nawet trzech.

Po pierwsze ciężki dlatego, że sam ping pong show nie widziałem. Ale wiedziałem co to jest, w przeciwieństwie do dwóch facetów z mojego turnusu, którzy przyjechali się zabawić, nie wiedzieli co to takiego i dali się naciągnąć. I nie było takiej siły, która by mnie zaciągnęła. Więc to będzie relacja z drugiej ręki.

Po drugie ciężki dlatego, że owi panowie zobaczyli coś, co spowodowało u nich ogromną traumę, bo za każdym razem kiedy ich o ping pong show pytaliśmy, to dziwnie łapali powietrze, mieli rozbiegane oczka, ręką bezwiednie szukali szklanki wódki i za każdym razem mówili coś innego, a w rzeczach, które już słyszeliśmy zmieniały się szczegóły. Czyli bardzo, ale to bardzo chcieli wyrzucić to dramatyczne wspomnienie z pamięci i zepchnąć je w odmęty podświadomości i niebytu. W portfelu też im ubyło chyba bardzo, bo biegali cały ranek w poszukiwaniu kantoru.

Po trzecie ciężki dlatego, że pod karą spuszczenia tęgiego wpierdolu i zabrania wszystkiego włącznie ze złotymi zębami i platynowymi wstawkami w kościach nie wolno podczas ping pong show robić zdjęć czy nagrywać video. A to oznacza, że musicie sobie sami uruchomić wyobraźnię i niech dobry Bodziu w niebiesiech ma w opiece tych, którzy mają ją bardzo plastyczną. Ja niestety kurwa mam.

Tajlandia to kraj, gdzie wielu facetów (czytaj starych bogatych pierdzieli na viagrze) jedzie sobie mówiąc kolokwialnie zaruchać. Jest podobno tanio, Tajki są podobno niezłe w te klocki i jest to podobno przyjemne. Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem, ale tych dwóch powyższych panów za to jak najbardziej przyjechało spróbować. Do tego stopnia, że jak poszliśmy wieczorem na Khao San, to goście zniknęli i pojawili się nad ranem w hotelu w stanie zaawansowanego upodlenia i zmęczenia życiem. Opowiadali ciekawe rzeczy, włącznie z nacięciem się na ladyboya, ale widać było im mało wrażeń, bo w drugą noc postanowili zajrzeć na jeszcze bardziej ciemną stronę Bangkoku. A wiecie co się dzieje, kiedy patrzycie w ciemność? Ciemność spogląda na Was…

Tutaj zaczyna się opowieść z drugiej ręki. Panowie pogadali z kierowcą tuk-tuka, który obiecując bum-bum i niezapomniane wrażenia zawiózł ich na Patpong, czyli taką ichnią dzielnicę czerwonych latarni, siedlisko grzechu, rozpusty i chorób wenerycznych. Tam sobie weszli do niewielkiego lokalu z niewielką scenką i rurkami, gdzie zaraz przysiadło się kilka Tajek, które zamówiły chłopakom i sobie drinki. Tricky part – do takich lokali wjazd jest za friko, ale pierwszy drink kosztuje koło stówy. Jakbyś nie wiedział, płacisz też za drinki tych wszystkich miłych pań, które Cię obsiadły. Na szczęście już trochę mniej. Ale kto bogatemu zabroni?

Tutaj zaczyna się moja rekonstrukcja wydarzeń, bo od tego miejsca chłopaki strasznie się motali w zeznaniach i wykazywali oznaki Zespołu Stresu Pourazowego. Na scenę wlazła prawie naga Tajka, która delikatnie mówiąc czasy świetności ma już dawno za sobą i zaczęła się gibać. W pewnym momencie się gibania wyciągnęła z siebie sznurek – tu zeznania się różnią, bo jeden mówił, że 20 metrów, drugi, że 25, ale ja i tak uważam to za równie imponujące, co obrzydliwe. Skąd dokładnie go wyciągnęła, to sobie dośpiewajcie. Prania bym potem na tym nie powiesił.

Potem zachciało jej się palić i tutaj znowu zeznania się lekko rozjeżdżają – o ile obaj tak samo wskazali miejsce, w które nasza magiczka od sznurka wsadziła sobie papierosa, to już różnią się odnośnie tego, kogo poprosiła o ogień. W każdym bądź razie jeden z nich na drugi dzień palił mniej, niż wcześniej – może to jest metoda, żeby rzucić? Po walnięciu kilku maszków kobiecie zachciało się pić, więc opróżniła puszkę coli czule obłapiając je wargami. Nie ustami. Wargami. Na szczęście jej się nie odbiło.

No i crème de la crème, czyli piłeczki pingpongowe w akcji. Nasza magiczka najpierw je sobie zassała ze szklanki, a potem po zrobieniu kilku kółek po scenie je do tej szklanki zwróciła – tu znowu mam niespójność, bo według jednego z colą, a według drugiego bez. Ale najlepsze przyszło potem – kobieta wzięła sobie rurkę, wsadziła tam, skąd wyciągnęła sznurek i zaczęła strzelać piłeczkami do celu. A celem były baloniki. Które ktoś trzymał. I sądząc po reakcjach obronnych organizmu kolesi z turnusu podczas opowiadania, te baloniki trzymali oni. Podobno kobieta miała skuteczność jak Chris Kyle, ale może któryś niechcący dostał w głowę albo w zęby i stąd ta trauma? Tak czy siak wiecie jak to jest – człowiek strzela, a Pan Bóg piłeczki nosi…

Po tych wszystkich sztuczkach chyba poczuła się jak gwiazda, bo wsadziła sobie długopis i dała kilka autografów, a nawet narysowała laurkę z napisem „Welcome to Bangkok”. Trochę podobno koślawe stawiała litery, ale to się nie ma co dziwić – pewnie bardzo się skupiała na tym, żeby nie zalać colą kartek. Niestety, ani jednemu, ani drugiemu się taka karteczka cenna nie trafiła. Ale jak trzeba było wypełnić druczki meldunkowe w hotelu, to bardzo podejrzliwie patrzyli na długopis z obwąchiwaniem włącznie.

Podobno być w Tajlandii i nie zobaczyć ping pong show, to jak być w Londynie i nie zobaczyć Wieży Eiffla. Ja jednakowoż spasowałem i nie mam poczucia straty. O ile zwierzęta w klatkach wpływu na swój los nie mają, to wydaje mi się, że laski od ping pong show i numerków za kilkaset bahtów mniej więcej same o swoim losie decydują. A od Ciebie, drogi turysto zależy, które z tych wątpliwych atrakcji wspomożesz brzęczącym grosiwem. Jest popyt, jest i podaż. Takie są prawa rynku.

Ale ja osobiście z egzotycznych rozrywek wolałem odwiedzić CALYPSO i zobaczyć LADY BOY SHOW. Tym bardziej, że występuje tam na żywo Beyonce i Elvis.

Nie wierzycie? To popatrzcie.

 

 PS. Zdjęcie robala w paszczy zła zrobiła Dominika vel „koleżanka Małgosia”, z którą wspólnie zdobywaliśmy dżunglę. Dzięki Miśka.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

112
Dodaj komentarz

avatar
37 Comment threads
75 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
34 Comment authors
WilkAmelia PieniążekNieidealna AnnaAleksandra /Thief of the worldJacek eM: dizajnuch Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Amelia Pieniążek
Gość

A ja się przyznam… do przejażdżki na słoniu. Czy mi było słonia żal? Nie bardzo. Mimo tego nie polecam tej atrakcji. Dlaczego?
A: Słoń to jest naprawdę duże bydlę: siedzisz cholernie wysoko i na tej cholernej wysokości gibiesz się na wszystkie strony przy każdym ruchu łopatek słonia, między którymi usadowiona jest twoja dupa.
B: Ten drąg z kolcem stanowiący podstawowe wyposażenie „opiekuna” słonia, ta „biżuteria” na nogach zwierzęcia – te akcesoria są wykorzystywane nie bez przyczyny – słoń to bardzo niebezpieczne zwierzę, a wkurzony słoń to zwierzę niebezpieczne śmiertelnie.
Żeby usatysfakcjonować wasze wrażliwe serduszka, dodam, że miałam dość po pierwszych 30 sekundach.

Nieidealna Anna
Gość

Co się zobaczyło to się nie odzobaczy, fuck, za wrażliwa jestem

Travel monologues..
Gość

Szczerze mówiąc ostatnio dużo czytam o Tajlandii i jeszcze ani razu nie czytałam o niej z takiej perspektywy. A ciekawa to perspektywa muszę przyznać. Tajki, jak z bajki, raczej nigdy nie były na mojej liście „do zrobienia” przed śmiercią, a raczej właśnie postawiłabym je koło tych biednych słoni i tygrysów na liście „nie tykać”. Niestety, im więcej turystów, tym więcej „atrakcji”. Ale czy to tylko tam?

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No właśnie chyba nie tylko – jakiś czas temu pierwszy raz zaliczyłem Paryż i totalnie mnie od niego odrzuciło. Te tłumy, tylu naciągaczy i nagabywaczy (co ciekawe, w Tajlandii nie byli tak natarczywi), straszna drożyzna i wszechobecny brud i smród. Co prawda w Bangkoku śmierdzi nie mniej, jeśli nie bardziej, ale przynajmniej jest tanio. No i nie wiedzieć czemu, ale w Tajlandii czułem się bezpieczniej, niż we Francji, chociaż i tu i tu były zamachy bombowe.

Marysia | On the Island
Gość

Nigdy nie zrozumiem jakiego typu jest to atrakcja dla ludzi, którzy tam
świadomie wchodzą i nie rozumiem, jak można kupić bilet do tego typu
miejsc świadomie i chętnie (?) Naprawdę nie wiem co, mają w głowach
ludzie wchodzący do tych klatek. Tajlandia raczej nie jest na mojej
liście wymarzonych miejsc właśnie ze względu na torturowanie zwierząt.
Nie wiem, co musiałoby się stać, abym zmieniła zdanie o tym kraju.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Wystarczy, że zobaczyłabyś cała resztę, bo to piękny kraj 🙂

Aleksandra /Thief of the world
Gość

Ja byłam, zobaczyłam tylko część (na szczęście z boku) i niestety więcej nie mam ochoty wracać do tego kraju. Nawet pomimo niektórych pięknych widoków, zasłoniętych z resztą przez tłumy turystów. Tajlandia jest zbyt „zrobiona” dla turystów.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A gdzie byłaś? Bo jestem ciekawy, czy widzieliśmy to samo. Z drugiej strony ja mam podobne odczucia po wizycie w Paryżu 🙂

Aleksandra /Thief of the world
Gość

Głównie wizytówki Tajlandii, zdaję sobie sprawę, że bardzo turystyczne, ale tak nam doradzili Ci, którzy w Tajlandii bywają często. Niestety nie zobaczyłam kilku wartościowych miejsc (Chiang Mai), ale jednak Krabi, Railay, Koh Lanta, Phuket, Phi Phi (choć tą wyspę o dziwo uwielbiam) i Bangkok, to topy. Wystarczyły, żeby się zniechęcić. Szczególnie Phuket i Bangkok.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Mnie Bangkok zachwycił. A może to tylko tajskie żarcie?? To też jest możliwe 🙂

Aleksandra /Thief of the world
Gość

W Bangkoku zachwyciły mnie świątynie – jedne z najcudowniejszych miejsc, jakie odwiedziłam. Jednak klimat, nagabywanie, ciągłe zachęcanie by pójść na „Ping Pong Show”, czy inny równie obleśne show, ulice pełne pań do towarzystwa, czy też tony podróbek na każdym kroku – okropność. Jeśli ominiemy te „atrakcje”, to rzeczywiście Bangkok potrafi czarować. Szczególnie lokalne jedzenie na Czakaczuku – do tej pory śnię o tych smakach.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ech, a mnie żadne dziewki wszeteczne nie zaczepiały 🙁

Aleksandra /Thief of the world
Gość

Miałeś farta, bo nawet mnie chcieli do takiego „klubu” zaciągnąć. A mężczyzna reklamujący SM (Sado Maso) Show „auuu” do tej pory śni mi się po nocach.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ale po Patongu się włóczyłaś, czy to było jakoś gdzieś indziej w bardziej cywilizowanych rejonach? 🙂

Aleksandra /Thief of the world
Gość

Właśnie się okazało, że ja niedaleko miałam hotel i dlatego co wieczór miałam taką rozrywkę. O ja nierozgarnięta! A tak się cieszyłam, że tą dzielnicę ominęłam. 😉

Madame Bonheur
Gość

Dużo słyszałam o Tajlandii, w tym o traktowaniu słoni i tygrysów… Bardzo mnie to odpycha, a szkoda, bo kraj wydaje się bardzo ciekawy. Ubawiła mnie też Twoja opowieść o ping pong show 🙂 A powiedz, uważasz że można ten kraj odwiedzić w pojedynkę (chodzi mi o bezpieczeństwo, możliwość komunikacji w jęz. angielskim i poruszanie się bez większych obaw o siebie i swój i bagaż) czy lepiej korzystać z wycieczek zorganizowanych?

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Jako facet nie bałbym się wcale – bezpieczniej czułem się na ulicach Bangkoku, niż Paryża. Ale czy mógłbym to samo polecić kobiecie, tego niestety nie wiem. Po angielsku się mniej lub bardziej dogadasz, ludzie też są bardzo życzliwi, chociaż oczywiście często na biednym turyście chcą zarobić, ale tak to już jest wszędzie 🙂 Bagaży pilnować trzeba, ale chyba nie bardziej niż wszędzie indziej.
Myślę, że na pierwszy raz polecałbym Ci wycieczkę zorganizowaną, albo taką jak moja – tydzień zwiedzania i potem tydzień odpoczynku na własną rękę. Zorganizowałem sobie sam (i współziomkom) wycieczki do farmy słoni (stąd wiem, jak to tak naprawdę wygląda), do dżungli i wodospadów Pala-U czy do jaskini Phraya Nakhon, o szwendoleniu się po Night Markecie czy bardziej lokalnym miejscówkach nie wspomnę. Ale ja jestem sporawym facetem. Nawet bardzo sporawym 🙂

Joanna Julia Sokołowska
Gość

Bardzo dobrze, że poruszasz ten temat. Ostatnio była straszna afera, że jedna z tych tajskich agencyjek turystycznych podaje narkotyki zwierzakom, by były potulne jak trusie i chwilowo ludzie się oburzali. Ale obawiam się, że gdy sprawa przyschnie, kolejne tysiące turystów będą nakręcać ten biznes. A jak jest popyt, to jest i podaż. Zatem dzięki za to, że tak prosto z mostu o tym piszesz.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No niestety – dopóki znajdą się ludzie do płacenia za takie „atrakcje”, dopóty one nie znikną. Wiem, że świata nie zmienię, ale może ktoś mnie kiedyś przeczyta i o jeden zastrzyk mniej taki tygrys dostanie?

Dziękuję za życzenia i życzę rewelacyjnego 2017 roku 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Na szczęście masz mnie – doradzę, ostrzegę 🙂

Nieidealna Anna
Gość

Uff, już po fakcie, mało nie zemdlałam 😛

Justyna Rolka
Gość

Jakbym dostała taką piłką w czoło, to miałabym traumę do końca życia…Z tymi zwierzętami to przerażające, jak dobrze, że jesteś gość i nie byłeś w stanie wykorzystać tych biednych zwierząt 🙁

Jacek eM: dizajnuch
Gość

MałąŻonkę mam do wykorzystywania, może dlatego 😉

Dola
Gość

Nie moje klimaty, ale racja jest jakiś taki blogowy szał na Tajlandię

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Bo w Egipcie strzelają, wybuchają i biorą w niewolę 🙂

Kasia | KasiaGosposia
Gość

Jestem ciekawa jak długo będzie trwał szał na Tajlandię i co będzie następne. Egipt i ogólnie Afryka północna tak prawie 10 lat była na topie ;).

A jest coś co byś polecił do zobaczenia w Tajlandii?

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Świat się tak szybko zmniejsza i zmienia, że naprawdę ciężko jest prorokować. Ja obstawiam coś, co teraz dopiero zaczyna być turystyczne – Gruzja, Armenia, Albania, takie klimaty.

Poza tym powyżej właściwie wszystko 🙂

Karolina Kary B
Gość

Eh, nie tylko tam zwierzęta są otumaniane, by człowiek mógł na nich zarobić. Starczy popatrzeć na niektóre osoby żebrzące z psami…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

A wiesz, że w Tajlandii nie widziałem w ogóle żebraków? Każdy jakoś dorabia…

eV
Gość

Z tymi zwierzętami to bardzo smutna sprawa. Słyszałam nie raz, jak w Azji, w ramach atrakcji turystycznej, wykańcza się nawet zagrożone gatunki. Dobrze, że o tym napisałeś. Nie każdy pewnie ten hak zauważył.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Wiesz, nie jestem przeciwny temu, że egzotyczne zwierzęta były atrakcją turystyczną. Ale temu, żeby je dla rozrywki męczyć już tak.

eV
Gość

Mam wrażenie, że pierwsze bardzo szybko przekształca się w drugie, kiedy tylko pojawia się perspektywa większego zysku…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

To niestety częste 🙁

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No, jakbyś nie miała dość, to byłbym zły 😉

Ja z kolei na wielbłądzie miałem wrażenie, że zaraz zlecę na pysk, zwłaszcza, jak siadał czy wstawał. Ekstremalne przeżycie.

Paulina Chmielewska
Gość

„Podobno być w Tajlandii i nie zobaczyć ping pong show, to jak być w Londynie i nie zobaczyć Wieży Eiffla.” – You made my day!
Rewelacyjny tekst – po południu poleci u mnie na fanpage, bo fantastycznie mi się czytało! 🙂
A o Tajlandii marzę i to nie przez wszystkich blągierów a od kiedy skumałam, że jest to świetna okolica na backpacking – poszłabym sobie na taką wycieczkę, oj poszłabym 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ja pojechałem z touroperatorem, trochę z wygody, trochę chyba ze strachu, bo to nie Europa, gdzie wszystko jest właściwie takie samo, jak u nas. Ale teraz już bym gonił spokojnie – jest tanio, w miarę bezpiecznie i na pewno bardzo ciekawie i pouczająco. No i mają sporty ekstremalne, jak ten pingpong 🙂

PS. Dziękuję bardzo, polecam się na przyszłość 🙂

Blogierka
Gość

Jacek, jak mi się przyśni pingpong szoł- i gonna kill U 😛
ps. <3 za post o oszczędzaniu biednych zwierzaków
pps. tak kręcą tłkami na szpilach faceci?? 😀

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Ojtam ojtam, piłeczek małych się boisz? 🙂

Też nie wierzyłem – popaczaj na to:
comment image

Blogierka
Gość

Ale że to te szoł girls?

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Taaa, sami faceci na zdjęciu 🙂

Blogierka
Gość

whhhat?? to są faceci?? ja wyglądam bardziej męsko niż ONI?NE?!!

Jacek eM: dizajnuch
Gość

No widzisz 🙂 Nie ma dziwne, że wolałem to, niż pingpong show 🙂

Blogierka
Gość

no raczej!