Będzie do porfolio

 

Załóżmy, że zarabiacie na życie pewnego rodzaju usługami dla ludności. Na przykład projektujecie ludziom wnętrza. Załóżmy, że firmę macie już lat naście, macie wyrobioną markę i renomę, co się przekłada na ilość pracy i zleceń, choć niestety kiepsko na ilość kasy, ale taki mamy klimat. Czyli pracy macie po kokardę, a klientów w zasadzie tylko z poleceń, bo to najlepsza reklama.

Załóżmy, że wchodzi do Was koleś, trochę taki w musztardowych rurkach solidnie za krótkich z kostkami na wierzchu, w laczkach, które mu się świecą tak, że statki na Odrze się mylą, że to latarnia w Kołobrzegu, na głowie ma skrzyżowanie samuraja Jacka z neopunxem, w koszuli chyba przyszedł na świat, bo tak opięta i błyszcząca, jakby rośli razem i karmili się nawzajem żywotnymi płynami ustrojowymi, a do tego brodę taką, że pewnie nie do końca ogarnia, czy się już drapie po jajach, czy jeszcze po brodzie. Zbudowany skubaniec też jakoś instagramowo, aż się zaciągnąłem z zazdrości.

Wchodzi i od drzwi wyjeżdża z tekstem:

– Dzień dobry. Mam do zaprojektowania i urządzenia mieszkanie w prestiżowej lokalizacji. Ile dla Państwa jest warte zaprojektowanie i posiadanie w portfolio takiego wnętrza, jak moje?

Pytania nasuwają się takie:
– czy to znaczy, że my mamy zapłacić gościowi za to, że nam pozwoli zrobić dla siebie projekt? #bloger
– czy to znaczy, że klient zapłaci lajkami i zasięgiem? #instagramer
– czy to może znaczy, że koleś jest po prostu pojebany? #klajent

PS. Czy ja tym postem sram we własne, blogerskie gniazdo?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*