Alfabet studenta we Wrocławiu – jak żyć, żeby nie zginąć?

 

Niedługo startuje rok akademicki. Dla wielu oznacza to zmianę porównywalną do tej, którą przeszedł tata Kim Kardashian zanim stał się jej mamą. Ale są też tacy, dla których to zmiana podwójna – mowa o studentach przyjezdnych. Tak, wiem, nie czyta mnie wielu studentów, o czym powiedziała mi ⇒moja ankieta, ale część z Was, dokładniej przejęci rodzice pierwszoroczniaków, pewnie zechcecie uchronić swoje dzieci przed złem tego świata, alkoholem bez akcyzy i niechcianą ciążą?

Bo przyjeżdżasz jako student z niewielkiej miejscowości do wielkiego świata, wysiadasz na Dworcu Głównym, otacza Cię ludzi mrowie biegnących w amoku z lewa na prawo, a Twoją jedyną myślą jest chcę do mamy.

Ja sam pilnowałem się bardziej niż Kwaśniewski na imprezie, żeby przypadkiem nie nosić koszulki z Metallicą, bo przecież dorwą i każą wyrecytować całą dyskografię, a tu ze stresu można zapomnieć o jakiejś EP’ce. A jak nie umiesz, to skroją koszulkę, portfel i jeszcze w ryj dać mogą dać.

Ja to przeżyłem. Znaczy i lęk, i zagubienie, i strzały na ryj też.

alfabet studenta

O panie, a jak ja tu przejeżdżałem pierwszy raz, to nie było takie pikne…

Alfabet studenta wrocławskiego Wam pomoże nie zginąć marnie

Jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko najbliższe pięć lat (albo więcej) przetrwało we względnym zdrowiu, bez blizn na ciele i umyśle, to przeczytaj co ja tu piszę i przekaż potomkowi.

A jeśli jesteś studentem/studentką weź sobie do serca moje starcze rady, bo ja dobry człowiek jestem i chcę Ci pomóc. Stąd ten mój alfabet studenta – taki poradnik dla przyjeżdżających.

Poniżej alfabetycznie wszystko to, na co warto zwracać uwagę i co warto wiedzieć, żeby za te kilka lat mieć te literek przed nazwiskiem. Piszę z lekkim nakierowaniem na wrocławską Polibudę, bo ją akurat kończyłem. Niektóre rzeczy pewnie się zmieniły, niektóre uaktualniłem sam, niektóre dotyczą tylko Polibudy, niektóre ogólnie studiowania i życia we Wrocku, ale pewne jest jedno – to bardzo ważne pięć lat Twojego życia i od Ciebie zależy, co z nimi zrobisz i jak je będziesz wspominać.

Ja wspominam dobrze, choć u mnie to było siedem lat – musiałem dokładnie zapoznać się z wiedzą.

A ona ze mną.

 

A jak Analiza matematyczna i Algebra

Na jakimkolwiek wydziale PWr byś nie studiował, czeka Cię bliskie spotkanie z funkcjami, całkami, różniczkami, wielomianami, macierzami, geometrią analityczną, indukcją matematyczną, liczbami zespolonymi, rachunkiem prawdopodobieństwa, krzywą Beziera, kwantyfikatorami, implikacjami, granicą właściwą lub niewłaściwą funkcji, częścią urojoną liczby, wektorami, wyznacznikami, wzorami Cramera, metodą eliminacji Gaussa, rodzajami nieciągłości funkcji w punkcie, pochodnymi… już masz dość?

A to dopiero początek.

Dobra rada – są wydziały, gdzie przyjmują takich głąbów, że poziom matmy leży gdzieś na podłodze. Domyśl się, co zrobić z tą wiedzą, bo za moich czasów można się było przy odrobinie kombinacji zapisywać na różnych wydziałach, nie tylko na swoim.

 

B jak Biblioteka

Niby wszystko można znaleźć w necie, ale jednak nie do końca (no i drukowanie czasami podręcznika ściągniętego z netu pochłonie cenny Hajs). Poza tym w bibliotece można spotkać pomocną dłoń albo miłość swego życia.

Dobra rada – warto tam pogonić od razu po pierwszych wykładach i wypożyczyć książki zadane przez prowadzących, bo potem będziecie musieli kupować, a wiadomo jak jest na studiach z Hajsem.

 

C jak Czytelnia

A właściwie spotkać możesz w czytelni, bo to tam się kładzie milion książek na stole, z mądrą miną przewraca kartki i udaje, że robi notatki. I obczaja laski. Zawsze to facet mądrzej wygląda z „Mechaniką kwantową” pod pachą niż „Z pedałem przez świat„, prawda?

 

D jak Dziekanat

Przerażające miejsce, do którego jednak każdy student raz na jakiś czas musi się udać i zostać rozjechany walcem przez tzw. baby w dziekanacie przed wizytą u Dziekana. Najlepiej tak jak ja, spotykać się z dziekanem co semestr z powodów, o których może ⇒kiedy indziej. Wtedy baby w dziekanacie już Cię znają i nie musisz się tak bardzo produkować przy podaniu o przedłużenie sesji.

Anegdotka – stoimy kiedyś pod dziekanatem, ścisk jak w Lidlu ya torebkami Wittchena, tylko atmosfera luźniejsza, jak to wśród studentów, wchodzi jakiś pierwszaczek i tak od progu z przerażeniem na twarzy: „Wy wszyscy po przedłużenie?!?!?!”. Oczywiście ja, bo jakżeby inaczej: „Nie, ja jeszcze chciałbym sobie pogrubić”.

 

E jak Egzaminy

To be kurwa, or not to be na studiach. Sąd Ostateczny i Armagedon w jednym. Chwila prawdy i światło w tunelu, do którego nie każdy dotrze.

Dobra rada – warto podpytać starsze roczniki jak wygląda konkretny egzamin i który jest szczególnie upierdliwy do przejścia. Warto też podpytać o to, czy da się jakoś egzamin ominąć (za obecności, aktywność na zajęciach, ładnie prowadzony zeszyt, siedzenie w pierwszej ławce, przepisanie oceny z ćwiczeń czy kupno odpowiedniej książki), czy jest ustny, czy pisemny, czy mini i cycki na wierzchu pomagają, czy wręcz przeciwnie.

Bo jeśli wydaje Ci się, że wystarczy dobrze wszystko umieć, żeby dobrze zdać, to masz rację.

Wydaje Ci się.

 

F jak frekwencja

Na niektóre zajęcia, głównie wykłady, nie ma obowiązku chodzić. Na niektóre dodatkowo nie ma sensu, bo wykładowca pierdoli jak potłuczony. Ale zanim się zorientujesz które są które, to przynajmniej przez pierwsze 2 miesiące, a już zwłaszcza na pierwszym roku, pilnie biegaj na wszystkie.

Dobra rada – dogadaj się z innymi, żeby chodzić rotacyjnie i żeby Cię wpisywali na listę, a potem Ty ich. Czasami można zaliczyć przedmiot za same obecności. A często można za nieobecności wtopić. A można tez chodzić na wszystko jak jakieś kujonisko przykładny student.

 

G jak Grunwald, czyli Plac Grunwaldzki

Serce wszechświata i miejsce Twojej udręki lub ekstazy przez najbliższe lata, bo przy nim się mieści m.in. Polibuda. A oprócz tego punkt przesiadkowy, pętla autobusowa, galeria handlowa, kino oraz sporo knajpek i barów z tanim studenckim żarciem.

Ale o Żarciu potem, choć żarcie to podstawa. I Picie to tez podstawa.

Ale o Piciu też potem.

 

H jak Hajs

Coś, czego studenci nigdy nie mają. Student i brak pieniędzy są ze sobą nierozerwalne jak bląger i brak pieniędzy jego wielkie ego. Jak typowy ⇒polski Janusz i reklamówka z Biedronki.

Dlatego warto jeszcze na studiach zatroszczyć się o jakieś przynoszące pieniążki (i doświadczenie) zajęcie, żeby potem nie być ambitnym, młodym, zdolnym byłym studentem bez doświadczenia na darmowym stażu lub umowie śmieciowej.

 

I jak Indeks

Taka książeczka, o której przez kilka lat licealnych marzysz bardziej niż o upojnej nocy z Lisą Ann. I do której zbierasz co semestr autografy od prowadzących zajęcia. Albo nie zbierasz i wtedy patrz ⇒Dziekanat.

Nie zapomnij o zagięciu ostatniej strony. Dopytaj starszych kolegów po co.

 

J jak Juwenalia

Taki moment w życiu studenta, kiedy może mieć legalnie na wszystko wyjebane i w spokoju się nażłopać, a do tego posłuchać dobrej muzy i poimprezować, bo w te dni całe miasto należy do pijanych studentów.

Nawet prezydent oddaje im wtedy klucze i ewakuuje się na te kilka dni na wieś.

 

K jak Komunikacja miejska

Zanim ogarniesz co, gdzie, jak i z iloma przesiadkami minie trochę czasu. Ale warto, bo bez tego możesz się spóźnić na bardzo ważny Egzamin i niekoniecznie dasz radę przekonać prowadzącego do tego, żeby jednak dał Ci szansę. Albo pociąg do domciu odjedzie w siną dal bez Ciebie i zostaniesz sam jeden na Wigilię. Poza tym w autobusach można usłyszeć mnóstwo historii na bloga czy spotkać niezłych czubów. Albo smacznie przespać po imprezie kilka kółek w nocnym, kiedy na dworze pizga złem.

 

L jak Legitymacja studencka

Takie coś, dzięki czemu będziesz sobie taniej jeździć pociągiem czy Komunikacją miejską (EDIT: we Wrocławiu od 01/09/2018 jeździsz za darmo). Możesz też taniej zwiedzać muzea (bo są zniżki studenckie) i Palkohol (bo są zniżki studenckie). Czasy odbijania orzełka z pięciozłotówki na legitce już niestety minęły, bo teraz są znaczki z hologramami. Dlatego dbaj o nią, bo jak zgubisz, to walnie Cię to po kieszeni (patrz ⇒Hajs), a wyrobienie nowej to trochę pierdologii i ponownie Dziekanat.

 

M jak Miś, bar Miś

Najsłynniejszy bar mleczny Wrocławia znajdujący się na ulicy Kuźniczej na Rynku. Żarcie jest tanie jak barszcz (bo to kwoty w stylu 3,16 za porcję pierogów ruskich), a przy tym zadziwiająco dobre (jak za te pieniądze). Tłumy są tu zawsze, a w kolejce spotkasz pewnie nobliwego profesora, staruszkę w woalce i bezdomnego, co czasami może lekko obrzydzić posiłek. Ale studiować we Wrocławiu i nie zjeść w Misiu to ⇒jak spędzić noc z piękną, nagą kobietą na graniu w szachy. A jeśli masz trochę więcej Hajsu i nie wiesz gdzie pójść, to poczytaj moje knajpiane recenzje.

 

N jak Nauka

Sens życia studenta.

 

O jak Obrona pracy dyplomowej

Sztuka i formalność. Przeważnie. Bo cały ból jest przy pisaniu. Zwłaszcza jak źle dobierzesz promotora i/albo recenzenta.

I dobra rada doświadczonego wujka – jeśli nie jesteś naprawdę dobry, to nie bądź przesadnie ambitny przy wyborze promotora i tematu pracy. W końcu chcesz tego mgr przed nazwiskiem czy nie?

 

P jak Picie

Sens życia studenta. Poza Nauką znaczy się.

 

R jak Rynek Wrocławski

Nie ma nigdzie na planecie takiego zagęszczenia klubów na metrkwadrat jak na Rynku – pewnie 95% wrocławskich lokali tam się znajduje. Są miejsca dla ludzi z wielkim portfelem i tych trochę mniej kasiastych. Miejsca żeby coś zjeść i żeby się nażłopać do niebytu. Miejsca żeby posłuchać fajnej muzy i żeby tylko wyrwać jakąś blacharę pod pretekstem fajnej muzy. Każdy znajdzie coś dla siebie. Można się bawić do rana, a potem zdrzemnąć w tramwaju przez zajęciami na 7:30.

Tak naprawdę Rynek zasypia właśnie gdzieś nad ranem, jak zaczyna się robić jasno.

Nie pytajcie, skąd wiem.

 

S jak Sesja

Czas Nauki i Picia. Na zmianę.

Jedno i drugie jest niedobre dla zdrowia na dłuższą metę.

 

T jak Trójkąt Bermudzki

Złowrogie miejsce pomiędzy ulicami Pułaskiego, Kościuszki i Traugutta. Po z mroku nie łazi tamtędy nawet Chuck Norris, a Cthulu ogląda się przez ramię z lękiem. Jeśli kojarzysz kto to jest Lech Janerka, to właśnie o Trójkącie śpiewał „Strzeż się tych miejsc”.

W tej chwili już nie jest tak niebezpiecznie, jak za moich czasów studenckich, ale i tak lepiej tam nie łazić w pojedynkę po zmierzchu.

U jak Urban Card

Takie coś, dzięki czemu masz zniżki na różne fajne rzeczy. Wyrób sobie osobną albo zakoduj na legitymacji. Warto.

 

W jak Wittigowo

Czyli osiedle akademików Politechniki Wrocławskiej. Ostoja Pijaństwa i rozpusty.

To było kilka pięknych lat mojego życia.

A potem zostałem ojcem i się przeniosłem gdzie indziej.

 

X jak Xero

Maszyna ratująca życie, zwłaszcza w sesji. W punktach Xero często można znaleźć notatki czy ściągi wcześniejszych roczników, warto popytać.

 

Y jak Yyyyyyyy

Najczęściej padająca studencka odpowiedź na jakimkolwiek egzaminie. Suchar:

– Co mają wspólnego student i pies?
– Jak mu się zada jakieś pytanie, to tak mądrze patrzy…

 

Z jak Zoo i Zabytki

Nie samym Piciem, Nauką i Sesją żyje student, czasem trzeba się odchamić i pozwiedzać coś wartościowego. A jeśli mieszkasz na Wittgowie, będziesz chciał na własne oczy zbadać skąd leci ten smród, który latem dociera do Twoich okien. W obu przypadkach Wrocławskie ZOO to dobry pomysł. A jeśli chcesz zobaczyć coś jeszcze, to Wrocław jest tak sprytnie zrobiony, że większość Zabytków mieści się w okolicach Rynku.

Gdzie, jak już wiesz, można iść do baru Miś albo się naPić.

 

Ż jak Żarcie

Podobnie jak Hajs – nigdy nie jest wystarczająco dużo. Ale nie przejmuj się – we Wrocławiu nikt jakoś nie tępi słoików tak, jak w stolycy.

A jak już Ci się skończą gołąbki i bigos to zawsze możesz jeść chleb z dżemem.

Albo z keczupem.

Albo pójść do Misia.

Albo schudnąć.

 

Ź jak Ździwko

Wszystko na ten temat napisał Bartek w komentarzu poniżej. Polecam tego allegrowicza.

 

No to tyle moich rad – pewnie znalazłoby się jeszcze kilka punktów, ale skończył mi się alfabet. A jeśli masz jakieś inne propozycje czy dobre rady dla młodych żaków to się nie krępuj i wpisuj w komentarzach.

Może zrobimy wspólnie cześć drugą?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

8
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Jacek eM: dizajnuchKasia Motyka Kocikowa DolinaPaweł |Bookworm on the RunMatka PuchatkaBartosz Mikołajczyk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Kasia Motyka Kocikowa Dolina
Gość
Kasia Motyka Kocikowa Dolina

Przy ,,H” i ,,Ż” poczułam współczucie dla dzieci swych… co prawda krakowskich studentów onegdaj… mimo to niemal cały alfabet na Kraków można przenieść 🙂

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Pewnie jak i na inne miasta 🙂

Choć nie powiem, baru Miś nie ma nigdzie indziej 😀

Paweł |Bookworm on the Run
Gość

Taramtamtam, studia, no tak, się rozmarzyłem…. Trochę masz tytuł nieteges bo tekst jest uniwersalny i tylko częściowo zawężony do Wrocka 🙂
Bym jeszcze dodał:
U jak Upór. Gdy wywalą drzwiami, wracać oknem. Jakiś projekt z grafiki inżynierskiej poprawiłem przed drzwiami wykładowcy – dzięki radzie anonimowego kolegi starczego roku. Wróciłem po 5 minutach do pana dr inż., któren to akurat kawkę sobie zrobił. „Pan zawsze taki uparty?” „a co, gorzej jest?” „Nie, ale lepiej też nie, – dobry – może być?”

G jak Geometria Wykreślna zwana „kreskami”. Inżynierowie wiedzą o co cho. Mi zasady wytłumaczył ojciec. Tak, ja mojemu synowi też jakby co dam radę. Nawet w stanie upojenia, obudzony o 0:00.

S jak Skrypty. Musisz korzystać z tych, które wykładowca napisał. Choćby stało w nich jak byk, że ziemia jest płaska i spoczywa na skorupach świętych żółwi. To jest wiedza obowiązująca.

P jak petycja. Taki folklor uczelniany, ponoć każdy rocznik musi choć raz coś takiego napisać. Żeby było mniej matematyki. Nie było materiałoznawstwa. Egzaminu z mechaniki. Nie wiem czemu cały ciąg przyczynowo-skutkowy zawsze kończy się na K jak kosz. Ten w dziekanacie rzecz jasna.

T jak tytułomania. Byli u mnie tacy, którzy do pana dr hab.inż. nie zwrócili się „panie profesorze”. Lądowali przed drzwiami gabinetu w celach reedukacyjnych. Na długie tygodnie.

E jak egzamin – kolega został gremialnie wyśmiany a pod koniec semestru znielubiany do cna – gdy się okazało, że jako jedyny wyczaił, że pewien prof Temu Jedynemu Co Nosi Projektor Profesora daje 5 na egzaminie. Czy muszę dodać, że to była jedyna piątka na roku?

K jak komputerowa metoda sprawdzania kolokwiów egzaminów. Dość popularna. Asystent rzuca kartki pod sufit – które spadną na komputer, dostają „dobry”. Reszta przychodzi na kolejny termin. Czasem te po które nie trzeba się schylać – biurko – mają „dosta”.
Rany, ależ to jest temat rzeka…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

O Panie Kochany, toż to się na drugą część nadawa, taką jakby uniwersalną i ogólnopolską 🙂

Matka Puchatka
Gość

Trójkąt poznałam dopiero po studiach – miałam okazję trochę tam pomieszkać i popracować w pobliskiej szkole. Podobno kiedyś było to złowrogie miejsce…

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Miejscami dalej jest. Ale jak sobie przypomnę niektóre akcje z czasów studiów, to teraz jest luzik 🙂

Bartosz Mikołajczyk
Gość
Bartosz Mikołajczyk

Ź jak „Ździwko”.
To ta chwalebna chwila, gdy zaliczysz egzamin (choćby na 3… a zresztą: AŻ NA 3!) ZA PIERWSZYM RAZEM.
Moment porównywalny do orgazmu. Moment porównywalny do zapachu Twojego pierwszego nowego auta z salonu.
Moment porównywalny do uczucia, gdy skończysz przeprowadzkę swojego salonu 😀
Niestety chwilę później czeka Cię kolejne „ździwko”, gdy dostaniesz następne wyniki egzaminów. Tutaj zwykle pozostaje powrót do D- Dziekanat i X- Xero.

Jacek eM: dizajnuch
Gość

Boskie 🙂
Aż mi się przypomniała 5 z egzaminu z Rachunku Prawdopodobieństwa.
I 3 u kolesia, od którego słowo w słowo wszystko zerżnąłem.
Taak, to było Ździwko 🙂