7 nieoczywistych rzeczy o byciu milionerem, których nauczy Cię „Ciemniejsza Strona Greya”

 

Wiecie, w kwestii filmów jestem zajebiście tolerancyjny. Wystarczy, że się trochę postrzelają, pokażą dupę albo cycki czy kilka fajnych widoczków i ja jestem szczęśliwy. Do tego stopnia, że nawet kiedy powstała moja recenzja „Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości”, to starałem się wyszukać w tej kupie kilka plusów dodatnich. Ciężko było, ale się udało. A krytyka „Pięćdziesięciu twarzy Greya” była chyba najłagodniejsza w całych internetach. Ale minęło kilka strzałów znikąd i na ekrany weszła druga część przygód Szarego i Anal pod pięknym tytułem „Ciemniejsza Strona Greya”. I choć miałem już nie pisać recenzji filmowych, bo czytałem je sam jeden, to nie zdzierżyłem.

Tytułem wstępu – ja należę do tego gatunku drących łacha z Greya, którzy przeczytali książkę. To znaczy, że chyba jestem w mniejszości. Była słaba jak sik pająka, ale na swój głupawy sposób sympatyczna i nieszkodliwa – ot, taki nowoczesny Kopciuszek, tylko zamiast pantofelka są kulki gejszy, a zamiast balu w pałacu księcia, czerwony pokój pełen kajdanek i pejczyków. Czytało się to szybko, w sam raz na 600 km drogi do domu. Nie zapewniała rozrywki wysokich lotów, ale jednak jakąś zapewniała – czas szybciej mijał. Podobnie było z pierwszym Greyem – głupie toto było straszliwie, ale można się było pośmiać. Miejscami było też ładne, bo co jak co, ale chatę urządzili Szaremu rewelacyjnie. No i sam Jamie Dornan zbudowany jest jak trza oraz piękny jak pan ratownik, choć według mnie wyglądał w pierwszej części kapkę zbyt lalusiowato. Ot, obejrzeć, napisać recenzję i jakoś mocno nie rozpamiętywać.

I po tym, jak kolejna część zawitała na duży ekran kusiło mnie straszliwie, żeby się naocznie przekonać, czy to rzeczywiście taka kupa, jak wszyscy mówią. Nawet Pani Matka wolała pójść na Wisłocką (i słusznie). Z tegoż właśnie powodu nie mogę na nikogo zwalić winy za to, co zobaczyły moje oczy, a umysł do tej pory stara się pojąć. I dlatego, żeby to sobie poukładać oraz odczarować, dzisiejsza recenzja zostanie utrzymana w duchu edukacyjnym, żeby jednak okazało się, że „Ciemniejsza Strona Greya” niesie za sobą jakąś naukę na przyszłość.

 

1. Bycie milionerem jest przereklamowane

Jeśli obserwujesz profil Instagramowy Dana Blizeriana, albo zazdrościsz życia Hugh Hefnerowi i w pocie czoła zarabiasz piniońdz, żeby za czas jakiś zostać milionerem-playboyem, wozić się po świecie wypasionymi samolotami, jachtami i furakami razem z tłumem cycatych panienek w skąpej odzieży wierzchniej, to Cię rozczaruję. Mega-bryki prawdziwych milionerów to tak naprawdę Audi, więc niby fajnie, niby komfortowo, ale kiedy sobie pooglądasz „Szybkich i Wściekłych”, to jakoś tak dupy nie urywa. Zamiast samolotu jest helikopter i dodatkowo trzeba sobie nim samemu sterować, bo na pilota nie wystarcza. Podobnie jest z jachtem, który się okazuje żaglowcem i wszystkie linki trzeba wiązać samemu. A co do półnagich niewiast…

 

2. Nie ma nic za darmo

Masz już niby te miliony i wydaje Ci się, że te wszystkie niegrzeczne laski robią Ci te wszystkie niegrzeczne rzeczy tylko za możliwość przejechania się żaglówką gdzieś po lazurowych wodach dajmy na to Karaibów? Że wystarczy wsadzić kilkanaście kociaków na pokład prywatnego odrzutowca Gulfstream III, wywieźć je na przykład do Vegas, zafundować epicka imprezkę z basenem i free alkoholem na dachu wieżowca i one wyskoczą z ciuchów przetestować z Tobą kilka pozycji z Kamasutry? Zapomnij bracie, nie tak ten świat działa. Bez gadżetów z jabłuszkiem, kluczyków do auta czy całej szafy nowych kiecek nie ma zabawy. O 24 tysiach zielonych za noc nie wspomnę. Mało tego…

 

3. To nie one robią dobrze Tobie…

To Ty robisz dobrze im. One tylko leżą na łóżku. Względnie dają się łaskawie obracać z pleców na brzuch i odwrotnie. Równie dobrze możesz się już teraz ożenić i mieć dożywotnio pozycję „na kłodę” w pakiecie matrymonialnym. Wyjdzie pewnie dużo taniej. Wrażenia estetyczno-erotyczne też będą podobne, bo…

 

4. …i do tego wcale nie przypominają tych z Instagrama!

Serio, serio. Młodym i, co by nie mówić, atrakcyjnym milionerom trafiają się laski nijakie jak Anal, wiecznie wzdychające do nie wiadomo czego, nadużywające źle dobranej szminki i podobne zupełnie do nikogo, a nudne jak „Smoleńsk”. Każda jedna. Do tego jak nie wzdychają, to akurat ganiają z giwerami, włamują się do cudzych mieszkań albo podcinają sobie żyły. Nawet jak już je ubierzesz w te drogie ciuchy, na które w pocie czoła pracowałeś, to i tak jakoś efekt finalny nie powoduje kisielu w majtkach. Namiotu też nie bardzo. Nie wiem, może Hefner dopiero na starość dorwał te wszystkie towary, a wcześniej seksił się np. z kurczakami, jak jego kolega po fachu Larry Flint, wydawca „Hustlera”? Tylko teraz czasy inne i za spenetrowanie takiej gdakającej nioski obrońcy zwierząt Cię dopadną szybciej, niż Ty dopadniesz tych hipotetycznych cycatek. No i na Insta jakby słabiej wygląda kura niż np. Gia Marie Macool.

 

5. Niby seks jest codziennie, ale…

…milionerzy nie idą do łóżka ze swoją (aktualną) kobietą ot tak, bo lubią czy mają właśnie ochotę. Nie-e – najpierw muszą się z tą kobietą pokłócić. Albo zmoknąć w deszczu. Albo uchetać na siłowni. Albo coś ugotować. Albo mieć urodziny. Albo wreszcie rozpierdolić się helikopterem, przeżyć najbardziej wiszącą mi kalafiorem katastrofę powietrzną w dziejach kinematografii, przebić się przez dziką i górzystą puszczę, dotrzeć do rogatek miasta, wsiąść na pętli w 409 i dojechać do chaty. Do tego muszą jeszcze:

a) uważać na kanarów, bo w katastrofie zgubili wszystko, włącznie z telefonem komórkowym i portfelem, więc nie kupili biletu. A nie, wróć – nie zgubili pudełeczka-prezentu z najbardziej paździerzowym breloczkiem ever, ale tego chyba za przejazdówkę nie wymienią.

b) uważać na to, żeby nikt ich nie rozpoznał, bo przecież nikt ich nie kojarzy z gazet, telewizji albo internetu, a porozbijany i sponiewierany w katastrofie milioner jadący tramwajem to widok normalny i nikogo nie dziwi. Kto bogatemu zabroni?

Jak słowo daję, przeciętny Janusz musi się mniej nabiegać dla seksu ze swoją Grażyną. Wystarczy, że zęby czasem umyje…

 

6. Bo rozbierać się już nie trzeba…

Autentycznie. W całym filmie Krystian tylko raz był goły. A poza tym jechał Anal w spodniach, czasami je tylko wstydliwie zsuwając do połowy dupy. Albo nie zsuwając, tylko rozpinając rozporek. Widać nigdy sobie nie przyciął suwakiem. Ja sobie przyciąłem. Dziękuję bardzo za takie BDSM.

 

7. Kim Basinger ciągle żyje

Mając w pamięci „Ucieczkę gangstera”, „9 i ½ tygodnia” czy „Tajemnice Los Angeles” mówię to z ciężkim sercem, ale niestety wywołuje namiot w takim samym stopniu, co nijaka Dakota Johnson. Przez moment myślałem, że to Michael Jackson zmartwychwstał i dla niepoznaki przefarbował włosy na blond. Nie powinno się tak niszczyć młodzieńczych ideałów…

 

Podsumowując – nie jest to najgorszy film, jaki widziałem, choć jest wystarczająco zły, żeby szkoda było kasy na bilet. Pierwszy raz od dawien dawna żałowałem, że nie mam na telefonie żadnej gry.

Choćby węża.

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...

81 Comments on this post

  1. Trzeci i szósty podpunkt mnie rozwalily na lopatki. Jezu, ciekawa jestem tych wszystkich kobiet, które są fankami Krystiana, jak zareagowałyby na te posty. Pewnie wziełyby na poważnie 😀 A może nie?

    Świetny tekst. Pełno śmiechu przy nim. You made my day.

    • No i mam jakąś zasługę tam na górze, że komuś poprawiłem nastrój 🙂

      To są jakieś fanki Szarego? Serio? Ciekawe, czy po ekhem, przeleceniu biczem po plecach też by był takimi miłośniczkami? 😉

  2. Noo, nawet całkiem nie najgorszy tekst. I tak btw. nie jesteś w mniejszości drąc łacha z czytających Greya 😉

    Przemek Kowalski / Odpowiedz
  3. Nawet nie ma sensu strzępić języka. Ludzie i tak chodzą na to do kina, twórcy zarabiają krocie, a propozycje godne uwagi często nawet nie trafiają do szerokiej dystrybucji… Świat oszalał.

    Filmowe Migawki / Odpowiedz
  4. Świetna recenzja i dowód na to, że w każdym filmie i w każdej książce można znaleźć coś wartościowego 🙂 osobiście nie oglądałam filmów i raczej na pewno tego nie zrobię, dlatego dzięki za te 7 punktów. Chociaż z tej recenzji i tak zapamiętam głównie to, że przyciąłeś sobie suwakiem 😀

    Daria Serafin / Odpowiedz
  5. Nie czytałam, nie oglądałam i chyba czuję się z tym szczęśliwsza 🙂

    Marysia / Odpowiedz
  6. „Milionerzy nie idą do łóżka ze swoją (aktualną) kobietą ot tak, bo lubią czy mają właśnie ochotę. Niee – najpierw muszą się z tą kobietą pokłócić. Albo zmoknąć w deszczu. Albo uchetać na siłowni. Albo coś ugotować. Albo mieć urodziny. Albo wreszcie rozpierdolić się helikopterem, przeżyć najbardziej wiszącą mi kalafiorem katastrofę w dziejach kinematografii, przebić się przez dziką i górzystą puszczę, dotrzeć do rogatek miasta, wsiąść na pętli w 409 i dojechać do chaty”
    Dzień jak co dzień 😀

    A tak serio – podziwiam. Są paździerze, których zdzierżyć nie mogę i do kina na to za nic w świecie. Ostatnią moją traumą był „Resident Evil”, którzy przebił wszystko pod kątem braku logiki i był tak bezdennie głupi, że przez pierwsze pół godziny myślałam, że to żart. Nawet wspomniane wyżej problemy milionera przy tym to pikuś.
    Nie pytaj mnie tylko, która to była część. Próbuję o tym filmie zapomnieć, a jakbym teraz miała jeszcze tego szukać, to jeszcze wspomnienia odżyją. Gdyby nie wielkie opakowanie skittlesów, które znajomi wcisnęli mi przed wejściem na sale, nie przeżyłabym. Inna sprawa, że po całym tym opakowaniu było mi niedobrze jeszcze przez dwa dni 😀

    Sztuka Retuszu / Odpowiedz
    • Hihi, a ja na Milę mogę patrzeć godzinami, nawet jak głupie to straszliwie 🙂 Może Ci zabrakło męskiego obiektu westchnień po prostu?

      PS. Tyyy, jakie Ty masz fajne rzeczy u siebie!! LUBIĘ TO!!

      • Niestety, ja już u mężczyzny tylko inteligencji i logiki upatruję – i to nawet u tego pana na ekranie. A tu nic. Ani ani. Ładny uśmiech nie ukryje faktu, że głupie to-to jak but – strach dać gwoździa, bo jeszcze sobie, cielak, krzywdę zrobi 😀 Więc tu nawet męska obsada nie mogła uratować tego filmu. Był zbyt głupi, by ktokolwiek z inteligencją powyżej poziomu stołu mógł przyjąć tę rolę. 😀
        …no chyba że w akcie desperacji, to jasne, rozumiem. Niektórzy muszą stale uzupełniać zapasy kokainy, wiadomo, a jeszcze nie odkryto, jak ją szybko rozmnażać bez utraty jej jakości.

        PS: Aaa, dzięki, miło mi strasznie 😀

        EDIT: Nie strasznie, tylko bardzo. Straszny to ten film był. 😉

  7. Grey nauczył mnie tylko jednego: jak omijać go szerokim łukiem 🙂 Ale czapki z głów przed Tobą, że chciało Ci się go tak dogłębnie analizować. 🙂

  8. OMG – odjęło mi mowę…
    Nie czytałam, nie widziałam i chyba dobrze. Po „120 dniach Sodomy i Gomory” w ramach literaturoznawstwa jakoś nie mam ochoty na taką lekturę, szczególnie po Twojej recenzji. A już się zastanawiałam, czy faktycznie warto. Widać, że temat płytki, składnia zapewne nie powala na kolana, a środki stylistyczne nie są chyba zbyt szeroko rozbudowane. Nie widzę powodu, by sięgnąć po tę książkę. Dziękuję Ci, że mnie uratowałeś. 🙂

  9. Nie widziałam filmu, książki też nie czytałam. Widzialam za to parodię, parodia też była słaba. Twoja recenzja o wiele ciekawsza.

    MatkaHrabiny / Odpowiedz
  10. Ani książki ani filmu nie widziałam na oczy, ale recenzja fajna 🙂 pozdro

    Dorota / Odpowiedz
  11. Artykuł na poprawę humoru 🙂 Książki nie czytałam i na film też się nie wybieram. Jakoś nie moja bajka. I nawet nie chciałabym mieć milionów, chciałabym tylko godnie żyć 🙂

    Doti Melodia / Odpowiedz
  12. Byłem w kinie, gdy premierę miała pierwsza część, z tym że na seans wybrałem Pingwiny z Madagaskaru, a nie tego tego gniota. Najbardziej współczułem tym panienkom, co przyszły na seans – w ponad 90% samotne dziewczyny. Tym razem nie miałem nawet ochoty weryfikować tego zjawiska.

  13. „Nowoczesny Kopciuszek, tylko zamiast pantofelka są kulki gejszy.”
    „Dziękuję bardzo za takie BDSM.”
    „Przez moment myślałem, że to Michael Jackson zmartwychwstał.”
    Naprawdę, w smutne dni będę tu wchodzić bo działa 😀

  14. Chyba wystarczył mi trailer 🙂
    Nie przepadam zresztą za romansami. A ten film to TYLKO zwykły romans. Niezależnie od tego, że niektórzy chcieliby, by był czymś więcej.

    gajanna / Odpowiedz
  15. Książki nie czytałam, filmu obejrzałam kawałek i miałam totalnie dość. Miałam ochote się zaje*ać na początku. Pierwsza część kompletnie mnie dobiła. Dakota grała niczym Kristen Stewart w Zmierzchu. Totalny przymuł, który udaje trochę niedostępną, a jednak od razu by pociągnęła swojemu idealnemu mężczyźnie XD

    jo-jo-a / Odpowiedz
  16. […] o fizjologii po rozkoszne rozważania niejakiego Kristiana Szarego (kto nie wie, o co kaman, niech zagląda do Dizajnucha – wytłumaczył, jak chłop krowie na rowie). Ja natomiast chciałabym wspomnieć o tym, co my […]

  17. No, Jacuś is back. Szczególnie, jak się czyta punkt 5. Konsumpcja śniadania wtedy niewskazana, bo grozi ofaflunieniem wszystkiego wokół. 😀
    Że Tyś się tak poświęcił?! Toż gawiedź Ci to musi wynagrodzić. 😉

    Karola | Życie Me / Odpowiedz
  18. Buehehhe!! Coś jak syndrom wyparcia albo wręcz syndrom sztokholmski :DD
    ps.Ja się pytam JAKIM CUDEM DAŁEŚ RADE CZYTAĆ TE CHŁAMY I OGLĄDAĆ?!! 😛

    Blogierka / Odpowiedz
  19. Ja jeszcze nie widziałam…i jakoś nie spieszy mi się do tego 🙂

    Macierzynstwo-raz! / Odpowiedz
  20. Filmu nie widziałem i nie zobaczę, podobnie jak pierwszej części. Nie mam ochoty, został już mi tak obrzydzony, że wołami mnie na niego nie zaciągną.

    Mr. Kaffeino / Odpowiedz
  21. Cóż za poświęcenie! Powinni Ci za bilet dopłacić. Albo chociaż popcorn dać w gratisie 😀 Też czytałam. Wróć, doczytałam do 100 strony. I sama siebie za to podziwiam 😉

    Karolina Kary B / Odpowiedz
  22. Jacku, docieniam Twoje poświęcenie. Doceniam Twoje męczeństwo. Jesteś Winkelriedem. Zapisałeś się w mej duszy i sercu i po wsze czasy i będę kultywować pamięć o Tobie. Choć liczę na to, że ten film Cię nie zmieni i nie będziesz do nas pisał w kaftanie. Póki co, widzę, że trzymasz się nieźle. Dlatego, mam ochotę pocisnąć Cię mocniej i polecam Ci film „The room” (nie mylić z „room”) by Tommy Wiseau. Tak wiem, rude jest wredne.

    nieprzyzwoitka / Odpowiedz
  23. nie czytałam, nie widziałam i sądząc z Twojego wpisu nie mam czego żałować 🙂

    Ania Abakercja / Odpowiedz
  24. Podoba mi się Twój humor 🙂 Jeżeli chodzi o Greya to od początku czułam, że to nie dla mnie i nie czytałam książki. Filmu tym bardziej nie oglądałam. Wiem, że nie powinnam oceniać więc nie oceniam, ale mimo wszystko jestem pewna, że to nie dla mnie.

    Melduję Gotowość / Odpowiedz
  25. Ojej uważaj z rozporkiem. Uśmiałam się i chociazby dlatego warto było wydac tę kasę. Rozśmieszysz tym postem masę ludzi, a jak Greja nie oglądałam tak oglądac nie będe… Pisac tak pięknie nie umiem, i czasu trochę szkoda 😉

    Zaniczka / Odpowiedz
  26. … to co Ty za telefon masz, że gry nie masz 😛 Łapanie takich przykładowo pokemonów na sali kinowej by było bardzo absorbującym zajęciem 😉
    Dzięki za reckę. Kolejny film, którego (dzięki Tobie) NIE będę oglądał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*