Profesjonalna obsługa #klajenta: część 2

Myśla­łem, że cykl o pro­fe­sjo­nal­nej obsłu­dze #kla­jen­ta umrze śmier­cią natu­ral­ną po naszej prze­pro­wadz­ce do małe­go, nie­po­zor­ne­go, scho­wa­ne­go i taj­niac­kie­go biu­ra, gdzie wła­ści­wie sku­pia­my się tyl­ko i wyłącz­nie na pro­fe­sjo­nal­nej obsłu­dze klien­tów, któ­rzy tra­fia­ją do nas albo z pole­ce­nia, albo z inter­ne­tów. Gdzie może­my się sku­pić na pro­fe­sjo­nal­nej obsłu­dze tych, któ­rzy rze­czy­wi­ście chcą u nas zro­bić pro­jekt albo zamó­wić meble, a nie szu­ka­ją wisie­nek i zwie­dza­ją wro­cław­skie fir­my wnę­trzar­skie. Ale oka­zu­je się, że się nie da się i co jakiś czas zno­wu mam mate­riał na blo­ga i nasza pro­fe­sjo­nal­na obsłu­ga jest… za mało pro­fe­sjo­nal­na.

Kil­ko­ro z Was, moi uko­cha­ni Czy­tel­ni­cy było lub jest (a może i będzie) moimi Klien­ta­mi i spo­tka­li­śmy się face to face. Z prze­świad­cze­niem gra­ni­czą­cym z pew­no­ścią mogę stwier­dzić, że jestem raczej nor­mal­ny, kon­tak­to­wy, spo­koj­ny, choć bywam lek­ko roz­trze­pa­ny – o czym mie­li­ście się oka­zję prze­ko­nać. Pozo­sta­li muszą mi wie­rzyć na sło­wo. Jestem też oazą spo­ko­ju – zaje­bi­ście wylu­zo­wa­nym kwia­tem loto­su na tafli jezio­ra. I napraw­dę trze­ba solid­nie pier­dol­nąć, żeby mi się ta tafla zbu­rzy­ła, wie­cie?

A jak nie wie­cie, to popa­czaj­cie. I bła­gam, nie rób­cie tak – bądź­cie nor­mal­ni.

 

1. Negocjator

Klient do nas zadzwo­nił, poga­da­li­śmy, wytłu­ma­czy­łem, jak wyglą­da współ­pra­ca z nami, umó­wi­li­śmy się, wszedł do stu­dia, usiadł. Już mia­łem kawę zapro­po­no­wać, ale był szyb­szy:

- Dzień dobry, ile dosta­nę raba­tu, jeśli pole­cę Was dalej?

 

2. Rachuj, nie rachuj i tak wszystko na chuj

Tra­fi­ła do nas klient­ka, któ­ra naj­pierw odwie­dzi­ła stu­dio pew­nej reno­mo­wa­nej z obca brzmią­cej fir­my (nie powiem jakiej, żeby im rekla­my nie robić, ale zawsze mnie śmie­szy, kie­dy ktoś mówi, że był w tych nie­miec­kich kuch­niach XXXX – takie one nie­miec­kie, jak ja RUSki), a potem zbłą­dzi­ła pod strze­chy, czy­li do nas. Tak jej się spodo­ba­ło, że u nas zło­ży­ła zamó­wie­nie, cho­ciaż nasza met­ka nawet w 110 nie jest taka eks­klu­zyw­na i szpa­ner­ska. Pod­pi­su­je­my umo­wę, kuch­nia napraw­dę na wypa­sie:

- OK, wyszło 36 tysię­cy ze sprzę­tem.
- A ile dosta­nę raba­tu?
- Nie­wie­le. Nie robi­my tak, że poda­je­my naj­pierw cenę sztucz­nie zawy­żo­ną, żeby potem scho­dzić. 
- Bo jak nie dosta­nę duże­go raba­tu, to zamó­wię te meble w XXXX.
- Ale tam wyce­ni­li je Pani na 105 tysię­cy, a u nas jest 36. 
- No i co z tego? Ale dali mi 28 tysię­cy raba­tu!

 

3. Ojtam, ojtam

- Dzień dobry, per­fum­ki mam, ory­gi­nal­ne i tanio.
- Panie, nie potrze­bu­ję, mam natu­ral­ny męski zapach.
- To może dla żon­ki? Jedy­nie 120 za fla­ko­nik. 
- Dobra, niech Pan poka­że, co Pan tam ma.
- BOOS? Dan­ce & Gabriel? To mają być ory­gi­na­ły? Skąd Pan to ma? Uchodź­com Pan zaje­bał? 
- No dobra, pusz­czę po dwie dysz­ki.

 

4. Z plebsem nie gadam

To może nie ostat­nio, ale przy oka­zji mi się przy­po­mnia­ło. Zanim zasia­dłem za pre­ze­sow­skim biur­kiem, to musia­łem tro­chę pobie­gać z wkrę­tar­ką – po pierw­sze żeby poznać ten cały bur­del­nik od środ­ka, a po dru­gie nie miał kto dla nas mon­to­wać mebli, bo my zamiast wsta­wić szaf­ki i przy­kryć bla­tem, to wymy­śla­my cuda na kiju. A cuda na kiju się mon­tu­je dłu­żej, niż zwy­kłe szaf­ki, a pła­ci się tak samo, więc mon­ta­ży­ści zakrę­ci­li nosem i się zawi­nę­li do kon­ku­ren­cji.

No i wylą­do­wa­łem ja u pew­nej asy­stent­ki zarzą­du albo innej kor­po-biczy, któ­ra wła­ści­wie w kor­po może wie­le (bo to ona usta­la audien­cje u Pre­ze­sa), ale w prak­ty­ce gów­no z tego ma (bo jed­nak w kwi­tach “tyl­ko” sekre­tar­ka, nie?). Oka­za­ło się, że remont robił jej jakiś cio­tecz­ny wujek bra­tan­ka jego sio­strze­ni­cy ze stro­ny stry­ja, któ­ry m.in. poło­żył kafle w taki spo­sób, że na pra­wie 4,5-metrowej ścia­nie scho­dzi­ły od pozio­mu o 3 (słow­nie: trzy) cen­ty­me­try. Nie wspo­mnę o źle zro­bio­nych gniazd­kach czy ścian­ce regip­so­wej z 1,5-centymetrowym odchy­łem od pio­nu na wyso­ko­ści kon­dy­gna­cji, czy­li 2,7m. Nie, wiem może koleś miał błęd­nik w uchu zje­ba­ny i mu się pio­ny z pozio­ma­mi odchy­la­ły samo­ist­nie albo był w poprzed­nim życiu mary­na­rzem i mu się cią­gle buja.

Ale ok, my zawsze fron­tem do klien­ta, tłu­ma­czę kobie­cie, że dobra, prze­ro­bi­my coś­tam, dotnie­my coś­tam, ale pew­ne rze­czy będzie musia­ła domó­wić, bo roz­cią­gnąć ele­men­tu się nie da, co wyge­ne­ru­je dodat­ko­we kosz­ty (w sumie wyszło coś koło 300zł – nie poli­czy­łem naszej pra­cy, a jedy­nie mate­riał). I tak dobrą godzi­nę gada­li­śmy, choć mam wra­że­nie, że gada­łem do ścia­ny.

- Ale prze­cież meble mia­ły być na wymiar wg pro­jek­tu!
- No i są na wymiar wg pro­jek­tu, ale pomiesz­cze­nie ma Pani wyre­mon­to­wa­ne nie wg pro­jek­tu. Dodat­ko­wo ktoś, kto go robił chy­ba oszczę­dzał na pozio­mi­cy, bo pro­szę popa­trzeć, co tutaj się dzie­je. Albo mon­tu­je­my tak, jak jest i będzie Pani mia­ła wiel­kie japy, albo musi­my ele­men­ty poprze­ra­biać, żeby je dosto­so­wać do krzy­wizn, a koszt takich prze­ró­bek, któ­re wyni­ka­ją z winy Zama­wia­ją­ce­go, zgod­nie z umo­wą obcią­ża jego wła­śnie. 
- Ale to prze­cież nie moja wina! 
- No fakt, to wina wyko­naw­cy. Rysun­ki tech­nicz­ne były czy­tel­ne i bar­dzo dokład­ne, a jest zro­bio­ne nie­zgod­nie z wytycz­ny­mi i w dodat­ku krzy­wo. Pro­szę go obcią­żyć kosz­ta­mi prze­ró­bek, albo mon­tu­je­my tak, jak jest i będzie Pani mia­ła dziu­ry wyni­ka­ją­ce ze źle prze­pro­wa­dzo­nych prac.

Stu­diu­je­my rysun­ki. 40 minut póź­niej oka­zu­je się, że jed­nak mam rację i fahof­f­ca to mia­ła jak ja od GEBERITU

- Ale ja nie chcę mieć dziur ani pła­cić za prze­rób­ki! 
- OK, to uma­wia­my się za dwa tygo­dnie i przez ten czas ktoś Pani ten remont popra­wi tak, żeby pion był w pio­nie, a poziom w pozio­mie. Inne­go wyj­ścia nie widzę.
- Ja nie będę w takim razie z Panem dys­ku­to­wać! Pro­szę mi podać nr tele­fo­nu do kogoś kom­pe­tent­ne­go i decy­zyj­ne­go w tej kwe­stii.
- OK, pro­szę bar­dzo – 6xx xxx xx7.

Kobie­ta odcho­dzi trzy kro­ki dalej, osten­ta­cyj­nie odwra­ca się i wybie­ra numer. Mój tele­fon też dzwo­ni.

- To Pan?!?!?!?!

Tada­aaaa!

 

5. Męki wyboru

- Mam wyce­nić te meble z fron­ta­mi w poły­sku, czy mato­we?
- Tak.

 

6. Kochaś

- Pano­wie, ale weź­cie zmon­tuj­cie te szaf­ki z bla­ta­mi tak solid­nie, bo jak będę żonę posu­wał, żeby jej się pod dupą nie roz­je­ba­ły.

 

7. Mój osobisty faworyt – odbiera meble bez najmniejszych zastrzeżeń i bardzo mu się podobają.

- Panie Jac­ku, nie mogę się z Panem roz­li­czyć, bo wła­śnie mi zro­bi­li dooko­ła domu kost­kę bru­ko­wą i musia­łem im zapła­cić 7K. A to jest więk­sza fir­ma i pew­nie mają lep­szych praw­ni­ków od win­dy­ko­wa­nia, hehe.
- A to się Pan zdzi­wi, hehe.

 

8. A taniej się nie da?

- 12 tysię­cy za kuch­nię? Strasz­nie dro­go.
- No tak to wycho­dzi.
- A trzy lata temu w takiej jed­nej fir­mie robi­łem tąką kuch­nię za 6,5 tysią­ca. 
- No dobra, to niech Pan idzie do tej jed­nej fir­my, bo nie ma opcji, żeby­śmy ją za tyle zro­bi­li.
- A nie, już nie da rady, splaj­to­wa­li. 
- …taaa…

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...