PKP – Ponury Koszmar Pasażera

 

Gdy­by­ście nie zauwa­ży­li – są waka­cje. Czas słoń­ca, zaba­wy, bez­tro­ski, impre­zo­wa­nia i nie­chcia­nych ciąż. Oraz podró­ży bliż­szych i dal­szych w celu wypo­czę­cia po tru­dach i zno­jach roku na przy­kład szkol­ne­go. Tak też mój Misio­rek (15 litrów) w tym roku po raz pierw­szy w życiu się goni na obóz żeglar­ski. Bez mamu­si. Bez tatu­sia. Bez bra­cisz­ka młod­sze­go. Odpo­cząć tro­chę jedzie i posma­ko­wać tego wszyst­kie­go, o czym powy­żej napi­sa­łem z bez­względ­nym zaka­zem opcji ostat­niej i umiar­ko­wa­nym przed­ostat­niej. Żeglo­wać jedzie ze swo­im for­mal­nie wuj­kiem, któ­ry jest od Miś­ka star­szy o jakieś 2 lata chy­ba i cho­dzi do liceum, więc pew­nie razem będą balo­wać. I niech im będzie na zdro­wie, byle pamię­ta­li o zaka­zie bez­względ­nym i tym umiar­ko­wa­nym też.

Ale, ale. Obóz jest na Kaszu­bach. Wyjazd jest z Gdy­ni. My miesz­ka­my we Wro­cła­wiu. Jakoś się trze­ba do tej Gdy­ni dota­ra­ba­nić, nie? Żeby nie było za łatwo Misiek ma zabrać rower, bo na tych Kaszu­bach jezio­ra są małe i nie wle­zie tyle łódek, żeby cały obóz mógł pły­wać naraz, więc ci na brze­gu będą peda­ło… na rowe­rach jeź­dzić. Nie jestem już nie­ste­ty szczę­śli­wym posia­da­czem duże­go, więc nad morze trze­ba się dostać jakimś środ­kiem trans­por­to­wym maso­we­go raże­nia. Maso­we­go, bo poza Miś­kiem w pakie­cie podróż­nym jest jesz­cze Jego 2 lata star­szy wujek-lice­ali­sta i wuj­ka mama zwa­na cio­cią, któ­ra ma się nim opie­ko­wać i za to jedzie bile­tem rodzin­nym tro­chę taniej.

From Wroc­lo­ve nach Gdańsk Ryana­ir lata za rów­no­war­tość keba­ba jeśli lecą czło­wie­ki, ale wysła­nie lata­ją­ce­go rowe­ra to już obiad u Ama­ro. Pol­ski gim­Bus wozi rowe­ry za fri­ko, ale trze­ba je za to roz­krę­cić, na czę­ści pierw­sze naj­le­piej. Padło więc na PKP, bo pier­do­li­no, Inter­Ci­ty, WiFi dar­mo­we dla każ­de­go, kawę w War­sie i zama­wia­nie przez inter­ne­ty a nawet wypa­sio­ną apli­ka­cję IC Mobi­le Navi­ga­tor mamy gra­tis w pakie­cie.

Gdyż ponie­waż jakaś pro­mo­cja jest, że im suner tym beter, to na 30 dni przed wyjaz­dem (wcze­śniej się nie da) odpa­lam gumow­ce i zaglą­dam na stron­kę, bo wypa­sio­na apli­ka­cja IC Mobi­le Navi­ga­tor na moim wypa­sio­nym tele­fo­nie zwy­czaj­nie nie chce dzia­łać. Wyszu­ki­wa­nie połą­czeń, skąd-dokąd, data, godzi­na, tra­la­la wszyst­ko hula jak zło­to i pro­ste jak faj­ka. Do cza­su.

Dobrze, że zaczą­łem od dupy stro­ny, bo od bile­tu rodzin­ne­go. Na takiej faj­nej liście roz­wi­jal­nej ze zniż­ka­mi szu­kam cze­goś, co przy­po­mi­na “opie­ka nad nie­let­nim” albo jakoś tak. I nie ma. Przewodnik/Opiekun? Coś zniż­ka za duża, bo aż 95%. Rodzic – Kar­ta Dużej Rodzi­ny? No bez jaj, to dwój­ka chło­pa­ków rap­tem. Kar­ta Pola­ka? Awa­tar z Pol­ską Wal­czą­cą na fej­si­ku wystar­czy? Bilet dla Senio­ra? Ciot­ka mi z dupy nogi powy­ry­wa, jak dosta­nie taki kwit na prze­jazd, bo wyglą­da dziew­czy­na tak, że pew­nie pyta­ją o dowód, kie­dy kupu­je piwo. No nic to – dzwo­ni­my na info­li­nię:

 

Tu super eks­tra zaje­bi­ście wypa­sio­na info­li­nia auto­ma­tycz­na Pol­skich Kur­wa Pocią­gów. Jeśli cze­kasz mniej niż 15 minut na połą­cze­nie z kon­sul­tan­tem, to pocze­kaj jesz­cze, żebyś się nie przy­zwy­cza­jał. Hажмите три для русского языка. 语言中国Połą­cze­nie z kon­sul­tan­tem zawsze po naci­śnię­ciu czer­wo­nej słu­chaw­ki.

 

Twar­dy jestem jak dupa Cho­da­kow­skiej – pocze­ka­łem, aż miło brzmią­cy pan się zgło­sił i zapy­tał w czym może mi pomóc.

- Bo wie pan, to tro­chę skom­pli­ko­wa­ne jest. Jedzie jeden 15-latek z rowe­rem, do tego jedzie doro­sła oso­ba, któ­ra nie jest jego mat­ką i lice­ali­sta, któ­ry jest jej synem. I chcia­łem kupić bilet rodzin­ny dla tej doro­słej, żeby się mogła opie­ko­wać tym 15-lat­kiem, bo wte­dy jest taniej, a tu na stron­ce u Was nie ma takiej zniż­ki.

- No, nie ma.

- Eeeeeee… I?

- Musi pan kupić bilet oso­bi­ście w kasie na dwor­cu.

- Eeeeeee… Poważ­nie?

- Tak. Nie ma w naszym sys­te­mie inter­ne­to­wym takie­go bile­tu. Musi pan kupić bilet oso­bi­ście w kasie na dwor­cu.

- Eeeeeee… Do widze­nia i dzię­ku­ję za pomoc.

- Pro­szę bar­dzo, życzę miłe­go dnia i do usły­sze­nia.

 

Jasne qrwa, “do usły­sze­nia”, bo ja mam pięt­na­ście lat i krę­co­ne wło­sy i nie mam co robić tyl­ko na słu­chaw­ce wisieć. Cho­ciaż bilet na rower kupię Miś­ko­wi, bo to podob­no limi­ted edi­tion jest i nie wszyst­kie rowe­ry się na wyciecz­kę pocią­giem zała­pu­ją. Gdzie to może być na tej stro­nie upier­dli­wej? Zgad­nij­cie…

 

Tu super eks­tra zaje­bi­ście wypa­sio­na info­li­nia auto­ma­tycz­na Pol­skich Kur­wa Pocią­gów. Jeśli cze­kasz mniej niż 15 minut na połą­cze­nie z kon­sul­tan­tem, to pocze­kaj jesz­cze, żebyś się nie przy­zwy­cza­jał. Hажмите три для русского языка. 语言中国八. Połą­cze­nie z kon­sul­tan­tem zawsze po naci­śnię­ciu czer­wo­nej słu­chaw­ki.

 

Twar­dy jestem jak Ron Jere­my przed kame­ra­mi – pocze­ka­łem, aż miło brzmią­ca pani się zgło­si­ła i zapy­ta­ła w czym może mi pomóc.

- Bo wie pani, to tro­chę skom­pli­ko­wa­ne jest. Jedzie jeden 15-latek z rowe­rem, do tego jedzie doro­sła oso­ba, któ­ra nie jest jego mat­ką i lice­ali­sta, któ­ry jest jej synem. I chcia­łem kupić bilet na rower dla tego 15-lat­ka, żeby się mógł opie­ko­wać tym swo­im rowe­rem, bo wte­dy jest bez­piecz­niej, a tu na stron­ce u Was nie ma takiej zniż­ki.

- No, nie ma.

- Eeeeeee… I?

- Musi pan kupić bilet oso­bi­ście w kasie na dwor­cu.

- Eeeeeee… Poważ­nie?

- Tak. Nie ma w naszym sys­te­mie inter­ne­to­wym takie­go bile­tu. Musi pan kupić bilet oso­bi­ście w kasie na dwor­cu.

- Eeeeeee… Do widze­nia i dzię­ku­ję za pomoc.

- Pro­szę bar­dzo, życzę miłe­go dnia i do usły­sze­nia.

Wal się ze swo­im “do usły­sze­nia”!! Jadę na dwo­rzec.

 

Nasz wro­cław­ski dwo­rzec został pięk­nie wyre­mon­to­wa­ny ostat­nie sekun­dy przed Euro 2012. Pięk­ny jest podob­no jak sny o Cin­dy Craw­ford. Cie­ka­wy byłem, bo jed­nak tyle lat nie być na dwor­cu Wro­cław Głów­ny to może nie grzech, ale wstyd. No i czy dalej dają kny­sze?

Z zewnątrz rze­czy­wi­ście pięk­ny – tra­dy­cyj­nie wybe­to­no­wa­li każ­dy skra­wek zie­le­ni, zamon­to­wa­li dwie fon­tan­ny, posta­wi­li Sto­ja­ki na Dre­blin­ki i zamon­to­wa­li par­king pod­ziem­ny. Do któ­re­go wjazd zagra­dza postój tak­só­wek. Któ­ry trze­ba spryt­nie omi­nąć. Pierw­sze pół godzi­ny gra­tis – w sam raz, żeby kupić bilet, no bo to nie te cza­sy, kie­dy kolej­ki sta­ły kilo­me­tro­we, praw­da?

Nie, nie­praw­da. W ogó­le z tymi kolej­ka­mi to dziw­na jest spra­wa – ta do okie­nek Inter­Ci­ty taka ślicz­na, upo­rząd­ko­wa­na, ozna­czo­na i wydzie­lo­na jak do odpra­wy na lot­ni­sku, a gada­ją­cy auto­mat woła do wol­ne­go okien­ka. W kolej­ce mod­ni pano­wie w tramp­kach, z rzad­ką, ale za to dłu­gą bro­dą i koniecz­nie pożycz­ką na gło­wie pomi­mo ewi­dent­ne­go bra­ku łysi­ny oraz nie­śmier­tel­nym smart­fo­nem w wypie­lę­gno­wa­nej łapie. Kor­po-bicze, któ­re jesz­cze nie zdą­ży­ły się wydo­stać z bia­łej bluz­ki, ołów­ko­wej spód­ni­cy i w piz­du nie­wy­god­nych butów a’la punkt pierw­szy w kor­po dress code czy­li “czó­łen­ka, nie­wy­so­ki obcas, nie wyż­szy niż 8 cm, w kolo­rze czar­nym lub ciem­nym, dopa­so­wa­nym do kostiu­mu lub spód­ni­cy. Latem dopusz­cza się nosze­nie obu­wia z paskiem z tyłu i zakry­ty­mi pal­ca­mi”. No po pro­stu Hame­ry­ka i Euro­pa w jed­nym.

A obok sto­ją kolej­ki nie­chluj­ne, jakieś takie chło­po­ro­bot­ni­cze umę­czo­ne twa­rze w nie­mod­nych dżin­sach, jakieś kobie­ty z wóz­kiem czy łomat­ko w nie­mod­nych butach. Od razu widać kto poje­dzie pier­do­li­no, a kto prze­wo­za­mi regio­nal­ny­mi.

Po zale­d­wie 10 minu­tach cze­ka­nia w ogon­ku pod­cho­dzę do okien­ka nr 2.

- Bo wie pani, to tro­chę skom­pli­ko­wa­ne jest. Jedzie jeden 15-latek z rowe­rem, do tego jedzie doro­sła oso­ba, któ­ra nie jest jego mat­ką i lice­ali­sta, któ­ry jest jej synem. I chcia­łem kupić bilet na rower dla tego 15-lat­ka, żeby się mógł opie­ko­wać tym swo­im rowe­rem, bo wte­dy jest bez­piecz­niej, bilet rodzin­ny dla tej doro­słej, żeby się mogła opie­ko­wać tym 15-lat­kiem, bo wte­dy jest taniej.

- A to nie ma zna­cze­nia jakie są zniż­ki, bo jest pro­mo­cja i wszy­scy mają takie same ulgi.

- @#$%^&*()! mać, nie było tego w sys­te­mie w necie, bo bym sobie po pro­stu takie zamó­wił i nie musiał się tu tara­ba­nić. To pani takie daje, byle obok sie­bie, bo podróż do Gdy­ni dłu­ga, to sobie poga­da­ją.

- A nie moż­na, bo wagon do prze­wo­zu rowe­rów to jest inny wagon, niż wagon nie do prze­wo­zu rowe­rów. I w tym wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów mogą jechać tyl­ko ci, któ­rzy wyku­pi­li bilet na prze­wóz rowe­ru w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów.

- @#$%^&*()! mać, prze­cież Mło­dy nie będzie jechał całą dro­gę do Gdy­ni sam. Dro­gi ten bilet na prze­wóz rowe­ru w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów?

- 9,10 PLN (słow­nie: dzie­więć zł dzie­sięć gr).

- To pani da trzy takie bile­ty, to sobie razem poja­dą w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów, bo będą wszy­scy mie­li bile­ty na prze­wóz rowe­ru w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów.

- Czy­li będą mie­li trzy rowe­ry w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów?

- Nie, rower będzie tyl­ko jeden, ale żeby sobie jecha­li razem, każ­dy z nich będzie miał bilet na prze­wóz rowe­ru w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów, ale nie będą mie­li rowe­rów.

- Jak nie będą mie­li rowe­rów to nie mogą jechać w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów.

- @#$%^&*()! mać, ale bilet będą mie­li! Taki na prze­wóz rowe­ru w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów! Rowe­ru nie muszą mieć!

- Muszą. Prze­pi­sy mówią, że w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów mogą jechać tyl­ko wła­ści­cie­le rowe­rów z wyku­pio­nym bile­tem na prze­wóz rowe­ru w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów.

- @#$%^&*()! mać, a jak nie to co?

- To pod­czas kon­tro­li dosta­ną man­dat za prze­jazd bez rowe­rów w wago­nie do prze­wo­zu rowe­rów.

- @#$%^&*()! mać, a kon­duk­tor to wywró­ży z fusów czy z wnętrz­no­ści kur­cza­ka z War­sa? Skąd będzie wie­dział, że oni nie mają rowe­rów?

- No to prze­cież będzie widać. Bie­rze pan czy nie, bo kolej­ka stoi!

-@#$%^&*()! mać, bio­rę, co mam zro­bić, prze­cież nie tele­por­tu­ję tego rowe­ra zasra­ne­go do Gdy­ni.

- 135,1 PLN. Oooo, kar­tą? Nie­ste­ty, ale płat­ność tyl­ko gotów­ką.

- @#$%^&*()! mać, prze­cież ma pani ter­mi­nal i naklep­ki na szy­bie są, że i wiza i maestro i nigdzie gra­ma infor­ma­cji o tym, że goto­wi­zną tyl­ko pła­ci­my. Wypła­cił­bym ze ścia­ny, a teraz będę musiał te mękę raz jesz­cze prze­cho­dzić, bo mnie nikt do tej ład­nej kolej­ki nie wpu­ści bez kolej­ki.

- A cze­go pan się spo­dzie­wał? To prze­cież KOLEJ jest.

 

@#$%^&*()!  MAĆ!!

PS. Powsta­ła część dru­ga – ZAPRASZAM!!

PS.2. Żeby nie było, że tyl­ko ja taki dziw­ny jestem – Paweł miał podob­ne przy­go­dy. I spo­strze­że­nia.


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...