OGRÓD BOTANICZNY we Wrocławiu i Dzień Pszczoły

 

We Wro­cła­wiu gorunc kur­na taki, że kto żyw zała­pał się na all inc­lu­si­ve w Egip­cie, bo tam jest bli­żej do morza, poda­dzą żreć pod nos, posprzą­ta­ją pokój, zro­bią z ręcz­ni­ków zwie­rząt­ka i jesz­cze zro­bią zaje­bi­sty zmy­wal­ny tatu­aż far­ba­mi nie­aler­gicz­ny­mi i w pro­mo­cji. No i tam jest pew­nie chłod­niej. A jak ktoś nie ma u sie­bie na kwa­dra­cie w domu kli­my, to jedy­nym ratun­kiem jest cało­dnio­wy szo­ping i ogłu­ping w któ­rejś z kli­ma­ty­zo­wa­nych gale­rii, albo wypad gdzieś tam gdzie łąka, tam gdzie las, gdzie nie było jesz­cze nas.

Padło więc na Ogród Bota­nicz­ny Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go, bo ostat­nim raz byłem tam w liceum, a łącz­ki mają i lasek też się tro­chę zoba­czy (byle dys­kret­nie, bo Mała­Żon­ka w ryj dać może dać). Dodat­ko­wo w ten week­end był Dzień Psz­czo­ły, a czy jest na sali ktoś, kto nie lubi sobie pobzy­kać? Czy Tymoń­ski lubi bzy­kać jesz­cze nie wiem, ale mio­dek lubi bar­dzo, więc na Dzień Pćo­ły zacią­gnąć się dał cał­kiem chęt­nie, cho­ciaż zazwy­czaj kwiat­ków to on nie bar­dzo, bo to dla dziew­cyn.

11825681_1628082574076036_6252524005381487240_1230

Upał i waka­cje mają jeden plus – mia­sto pusto­sze­je i nie ma dzi­kich tłu­mów, więc zapar­ko­wać łatwo i zaczę­ła mnie kusić kuszą­ca per­spek­ty­wa bzy­ka­nia w pięk­nych oko­licz­no­ściach przy­ro­dy. A po wspól­nie spę­dzo­nym dniu nie tyl­ko przy­ro­dy łono może się przy­da­rzyć. Same plu­sy dodat­nie. I to w cenie 15 PLN za doro­słe­go, a peć­ko­la­ki za gra­tis. Tym razem Dzie­cio­rek jeden, bo star­szy na żaglach balu­je.

Psz­cze­le atrak­cje oka­za­ły się nad wyraz skrom­ne – ot, kil­ka stra­ga­nów z mio­dem, pył­kiem, świecz­ka­mi wosko­wy­mi i ręcz­nie robio­nym ory­gi­nal­nym eko­lo­lo-badzie­wiem. Do tego kil­ka tablic infor­ma­cyj­nych i obraz­ków o pćo­łach, ul i prze­pysz­ne natu­ral­ne soki tło­czo­ne ze śli­ma­ka.

DSC_1347_1230

DSC_1086_1230

DSC_1087_1230

 

Psz­cze­la bida nas nie odstra­szy­ła i potup­ta­li­śmy poob­co­wać z natu­rą bota­nicz­ną. Na począt­ku było zio­ło­wo-wod­no-zie­lo­no. I bar­dzo poucza­ją­co. Wie­dzie­li­ście, że wer­be­na pięk­nie pach­nie? I że przy­no­si kasę i odstra­sza wiedź­mi­nów.

DSC_1091_1230

DSC_1101_1230

DSC_1156_1230

DSC_1494_1230

DSC_1146_1230

 

Potem zro­bi­ło się kolo­ro­wo.

DSC_1138_1230 DSC_1275_1230

DSC_1229_1230

DSC_1280_1230

 

A na koniec zro­bi­ło się dra­pież­nie – mucho­żer­na rosicz­ka zdo­by­ła ser­ce moje­go Tymoń­skie­go dużo bar­dziej, niż nie mniej żar­łocz­ne dzba­necz­ni­ki.

DSC_1288_1230

DSC_1285_1230

ogród botaniczny

 

Ten wpis, jak się łatwo zorien­to­wać, publi­ku­ję z ogrom­nym pośli­zgiem, ale wyba­czy­cie mi – waka­cje, prze­pro­wadz­ka, lato w peł­ni (podob­no). Tak czy siak, zde­cy­do­wa­łem się na jego publi­ka­cję, bo do Wro­cław­skie­go Ogro­du Bota­nicz­ne­go war­to pójść nawet, jak nie ma tam świę­ta pćo­ły.

Po pierw­sze, w cen­trum duże­go mia­sta może­my sobie pospa­ce­ro­wać wśród dobrze utrzy­ma­nej zie­le­ni. Po dru­gie, ta zie­leń jest bar­dzo poucza­ją­ca, bo wszę­dzie znaj­dzie­my tablicz­ki z nazwa­mi i cza­sa­mi tro­chę cie­ka­wo­stek, a do tego oglą­da­my nie tyl­ko sło­necz­ni­ki i sur­fi­nie, ale też krza­czor­ki, któ­rych na co dzień nie oglą­da­my (jak na przy­kład rosicz­ki-gło­do­mo­ry).

Na pew­no wybio­rę się tam jesz­cze na wio­snę i jesie­nią – w lecie jest zie­lo­no i świet­nie to rese­tu­je po całym tygo­dniu w wiel­ko­miej­skich beto­nach, ale ja i mój apa­rat aż wewnętrz­nie pło­nie­my na te feerie barw.

Też cze­ka­cie na te pięk­ne, kolo­ro­we zdję­cia, praw­da?

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...