Siergiej Łukjanienko “Nocny patrol” – recenzja książki w #6na1

 

Jak zapew­ne sza­now­ne Pań­stwo nie zauwa­ży­ło, w minio­nym mie­sią­cu pod tytu­łem grud­niu, nie poja­wił się u mnie wpis z recen­zją książ­ki w ramach akcji #6na1, gdzie sze­ściu blo­ge­rów czy­ta i recen­zu­je jed­ną i tę samą książ­kę, dając tym samym Wam, czy­tel­ni­kom, moż­li­wość spoj­rze­nia na nią z sze­ściu róż­nych punk­tów widze­nia. Nie poja­wił się on jed­na­ko­woż nie dla­te­go, że zapa­dli­śmy w sen zimo­wy, tyl­ko ja oso­bi­ście dosta­łem dys­pen­sę na ten jeden mie­siąc, gdyż zaro­bio­ny byłem bar­dzo i led­wie wyra­bia­łem się na zakrę­tach. Może to i lepiej, bo tra­fi­ła nam się książ­ka głu­pia i brzyd­ka jak kupa, spu­ść­my na nią zasło­nę mil­cze­nia, bo szko­da papie­ru. Za to dzi­siaj, oo, dzi­siaj to mamy pereł­kę, któ­rą – nie chwa­ląc się – ja zapro­po­no­wa­łem, i chwa­ląc Kosmę, bo to za jego namo­wą. Dzi­siaj Sier­giej Łukja­nien­ko i pierw­sza część jego cyklu Patro­le, czy­li “Noc­ny patrol”. 

Kto mnie pod­czy­tu­je już jakiś czas ten wie, że kocham fan­ta­sty­kę od zawsze. Na dłu­go przed tym, jak sta­ło się to mod­ne, czy­li zanim zro­bio­no grę na pod­sta­wie “Wiedź­mi­na” czy nakrę­co­no serial na pod­sta­wie “Gry o tron”. Te wszyst­kie mie­cze, cza­ry, smo­ki, lase­ry i stat­ki kosmicz­ne spra­wia­ją mi nie­sa­mo­wi­tą fraj­dę, cho­ciaż cyfer­ka w PESE­Lu wska­zy­wać powin­na jakieś rze­czy ambit­niej­sze. Ano wła­śnie – a kto powie­dział, że lite­ra­tu­ra sf i fan­ta­sy jest mało ambit­na? Dla­cze­go opo­wieść o wal­ce jakie­goś Dobra z jakimś Złem ma być z zało­że­nia opo­wiast­ką dla dzie­ci, a nie solid­nym kawał­kiem lite­ra­tu­ry na wyso­kim pozio­mie? Czy ktoś zarzu­ca Tol­kie­no­wi, że wła­ści­wie napi­sał baj­kę, i do tego zaje­bi­ście dłu­gą? 

Tyle że tego przy­kła­do­we­go Tol­kie­na każ­dy koja­rzy, a zało­żę się, że nie­wie­lu zna cokol­wiek z lite­ra­tu­ry rosyj­skiej w ogó­le, a fan­ta­sty­ki w szcze­gól­no­ści.

A szko­da.

Bo już abs­tra­hu­jąc od Toł­sto­ja czy Buł­ha­ko­wa (swo­ją dro­gą, jeśli on napi­sał “Mistrza i Mał­go­rza­tę” na trzeź­wo, to sza­cun, a jeśli nie, to chcę dostać to samo), czy­li lite­ra­tu­ry napraw­dę wyso­kich lotów, zie­mia rosyj­ska może się pochwa­lić twór­ca­mi świet­nej lite­ra­tu­ry sf i fan­ta­sy, choć na pew­no nie są oni tak zna­ni u nas, jak nie­ja­ki Geo­r­ge Ray­mond Richard Mar­tin czy John Ronald Reu­el Tol­kien. Wśród nazwisk war­tych zapa­mię­ta­nia, jak m.in. Gro­my­ko (ta od Wiedź­my), Glu­kho­vsky (ten od Metra 2033) czy abso­lut­ny kla­syk na mia­rę nasze­go Lema – Kirył Buły­czow, nie­wąt­pli­we jasnym bla­skiem świe­ci Sier­giej Łukja­nien­ko wła­śnie, a jego cykl Patro­le to chy­ba naj­bar­dziej zna­ne sze­rzej na świe­cie rosyj­skie powie­ści sf.    

Nakrę­co­no też na ich pod­sta­wie dwa fil­my, któ­re zesta­wio­ne z naj­więk­szy­mi hame­ry­kan­ski­mi block­bu­ste­ra­mi wca­le nie mają się cze­go wsty­dzić, a robio­ne były za uła­mek ich budże­tu. Poni­żej może­cie zoba­czyć tra­iler jed­ne­go z nich – pocze­kaj­cie sobie do 1:52, weź­cie pod uwa­gę, że to był 2004 rok i pozbie­raj­cie szcze­nę z pod­ło­gi, bo nikt do stwo­rze­nia tego efek­tu nawet nie włą­czył kom­pu­te­ra.

Ale wróć­my do książ­ki.

 

Co my tu mamy?

Ano mamy wła­śnie wal­kę Dobra ze Złem, ale na spo­sób rosyj­ski i zaraz wyja­śnię, co ja przez to rozu­miem. Wraz z boha­te­ra­mi znaj­du­je­my się we współ­cze­snej Moskwie, gdzie pod płasz­czy­kiem nor­mal­ne­go, zna­ne­go nam codzien­ne­go życia trwa cicha wal­ka pomię­dzy siła­mi świa­tła i ciem­no­ści. To jed­nak nie jest zna­na nam np. z Blade’a czy Aven­gers krwa­wa jat­ka peł­na demol­ki i nisz­cze­nia mie­nia publicz­ne­go oraz pry­wat­ne­go. Nie, tutaj wszyst­ko odby­wa się po cichu, dys­kret­nie oraz według ści­śle okre­ślo­nych reguł. To prze­cież Rosja – tu na wszyst­ko jest prze­pis i para­graf. Dwie wiel­kie, anta­go­ni­stycz­ne siły kie­dyś doszły wspól­nie do wnio­sku, że bez sen­su tak się napa­rzać w świe­tle dnia lub w mro­ku nocy tra­cąc cen­ne zaso­by i lepiej zawrzeć rozejm, pod­pi­sać Wiel­ki Trak­tat, spi­sać co któ­rej stro­nie wol­no, a cze­go nie i w mia­rę spo­koj­nie koeg­zy­sto­wać sobie pomię­dzy zwy­czaj­ny­mi ludź­mi.

Bo musi­cie wie­dzieć, że świat nie wyglą­da tak, jak nam się wyda­je, że wyglą­da. Na tym nor­mal­nym świe­cie, wśród nas, napraw­dę żyją wam­pi­ry, wil­ko­ła­ki, zmien­no­kształt­ni, wiedź­my i cza­ro­dzie­je. Nazy­wa się ich Inny­mi, bo poza swo­ją ludz­ką natu­rą, mają też inną, któ­ra ujaw­nia się w Zmro­ku, czy­li na innym pozio­mie naszej rze­czy­wi­sto­ści. I to wła­śnie na nim toczy się wal­ka. Ale ta wal­ka nie ma na celu zdo­by­cia wła­dzy nam świa­tem, jak w więk­szo­ści ame­ry­kań­skich komik­sów na przy­kład (swo­ją dro­gą – po co komu wła­dza nad świa­tem?).

Tutaj cho­dzi o utrzy­ma­nie tej kru­chej rów­no­wa­gi, tego sta­tus quo, dzię­ki któ­re­mu wszyst­ko pozo­sta­je takie, jakim jest, bez prze­chy­la­nia nad­mier­nie sza­li na któ­rą­kol­wiek ze stron. Wam­pi­ry nie mogą ot tak sobie latać po mie­ście i wysy­sać krwi z kogo popad­nie, a wil­ko­ła­ki wyją do księ­ży­ca zgod­nie z prze­pi­sa­mi. Oca­lo­na dusza jed­ne­go kosz­tu­je stra­co­ną duszę inne­go. Nie ma nic za dar­mo, nic się nie dzie­je bez przy­czy­ny, ale i nie bez wywo­ła­nia kon­se­kwen­cji. Praw i prze­pi­sów nale­ży bez­względ­nie prze­strze­gać.

I dla­te­go obie stro­ny tego odwiecz­ne­go kon­flik­tu utwo­rzy­ły komór­ki spe­cjal­ne dba­ją­ce o to, żeby ta dru­ga stro­na dotrzy­my­wa­ła zapi­sów Trak­ta­tu i aby żad­na z nich nie zdo­by­ła nad dru­gą prze­wa­gi. Noc­ny Patrol pil­nu­je sił ciem­no­ści i skła­da się z tych dobrych, nato­miast im samym na ręce patrzy Patrol Dzien­ny, bo z dobro­cią też moż­na prze­sa­dzić.

Innym moż­na się uro­dzić, i wte­dy nie bar­dzo mamy wpływ na to, po któ­rej stro­nie tej magicz­nej gra­ni­cy się znaj­du­je­my – dosko­na­le odda­je to cytat mówią­cy o sąsia­dach głów­ne­go boha­te­ra, Anto­na Goro­dec­kie­go:

przy­kra sytu­acja mieć za rodzi­ców wam­pi­ry”

Innym moż­na się rów­nież stać, jeśli ktoś ma do tego odpo­wied­nie pre­dys­po­zy­cje i potra­fi wejść w ten dru­gi, magicz­ny świat. Emo­cje towa­rzy­szą­ce pierw­sze­mu wej­ściu w Zmrok warun­ku­ją to, czy ktoś zde­cy­du­je się sta­nąć po Ciem­nej, czy Jasnej stro­nie. Oczy­wi­ście nic nie dzie­je się samo i bar­dzo czę­sto odpo­wied­nie siły wpły­wa­ją na to, jak deli­kwent przej­dzie swo­ją ini­cja­cję, żeby zasi­lił odpo­wied­nią stro­nę. Moż­na tez stać się Innym tro­chę z przy­mu­su, kie­dy np. ugry­zie nas wam­pir – wte­dy oczy­wi­ście nie mamy wybo­ru i zasi­la­my sze­re­gi Ciem­nych. Na szczę­ście wam­pi­ry musza prze­strze­gać prze­pi­sów i zasad, więc polo­wa­nia na ludzi są sil­nie regu­lo­wa­ne. Nie bój­cie się zatem, raczej nic Wam nie gro­zi. Raczej, bo prze­cież bez sen­su by było trzy­mać cały Noc­ny Patrol, jak­by się cza­sem nie tra­fił taki zbun­to­wa­ny wam­pir, któ­re­go trze­ba przy­wo­łać do porząd­ku, praw­da?

Z takie­go pomy­słu ame­ry­ka­nie zro­bi­li­by przy­pa­ko­wa­nych face­tów gania­ją­cych w przy­cia­snych rajt­kach z pół­na­gi­mi laska­mi nie­moż­li­wie wręcz zje­ba­ny­mi ana­to­micz­nie, bo o talii wiel­ko­ści moje­go nad­garst­ka u boku. Ale to nie Ame­ry­ka. To Rosja. I dla­te­go wspo­mnia­ny już wcze­śniej Anton Goro­dec­ki to nie super­hi­roł z nie­ogra­ni­czo­ny­mi moca­mi, tyl­ko zwy­kły taki prze­cięt­ny Jasny Inny o zwy­kłych takich prze­cięt­nych magicz­nych zdol­no­ściach odwa­la­ją­cy cięż­ką robo­tę dla Noc­ne­go Patro­lu. Tro­chę krnąbr­ny, tro­chę pyska­ty, tro­chę bun­tu­ją­cy się prze­ciw­ko zwierzch­ni­kom, tro­chę popi­ja­ją­cy ruską wód­kę, bo tro­chę lubi. Ale wplą­tu­je się w wyda­rze­nia, któ­re tro­chę mu ten poukła­da­ny świat wywra­ca­ją do góry noga­mi i tro­chę zmie­nia­ją do nie­go podej­ście. Oraz tro­chę kom­pli­ku­ją mu życie zmu­sza­jąc do rato­wa­nia tegoż świa­ta.

Noc­ny Patrol” skła­da się z trzech opo­wia­dań, w któ­rych pozna­je­my z róż­nych punk­tów widze­nia cały ten pozor­nie pro­sty, a jed­nak skom­pli­ko­wa­ny prze­pi­sa­mi i Trak­ta­tem świat Jasnych i Ciem­nych. Nie będę stresz­czał Wam fabu­ły – nie ma się tutaj za bar­dzo do cze­go przy­cze­pić i całość jest pro­wa­dzo­na bar­dzo zgrab­nie, każ­de kolej­ne opo­wia­da­nie czer­pie z poprzed­nie­go coś, co ma wpływ na losy boha­te­rów i wszyst­ko na koniec spla­ta się razem two­rząc więk­szą, wca­le nie tak oczy­wi­stą, całość. Jest jed­nak coś, co wysu­wa mi się tutaj na pierw­szy plan i tro­chę odsu­wa fabu­łę na dal­szy.

To wizja całe­go uni­wer­sum, któ­re tak napraw­dę z banal­nej i eks­plo­ato­wa­nej na wszel­kie moż­li­we spo­so­by opo­wie­ści o wal­ce Dobra ze Złem two­rzy nową jakość, któ­ra ści­śle wią­że się z tym, co napi­sa­łem na począt­ku i co pod­kre­śli­łem już kil­ka razy – TO JEST ROSJA.

Tutaj tak napraw­dę rze­czy­wi­stość jest w kolo­rach sza­ro­ści, a ten odwiecz­ny, i pozor­nie kla­row­ny podział na dwie Stro­ny kon­flik­tu jest bar­dzo roz­my­ty i nie­ja­sny. Do tego na stra­ży usta­lo­ne­go porząd­ku sto­ją prze­pi­sy, któ­re w wie­lu przy­pad­kach są rów­nie sza­re i nie­pre­cy­zyj­ne. Celo­wo przez cała recen­zję uży­wam sło­wa “prze­pi­sy”, a nie “regu­ły”, co może i bar­dziej paso­wa­ło­by do powie­ści o magii, gdy­by nie to, że w książ­ce Łukja­nien­ko wyssał z magii całą… magię. Nie ma tutaj tej baj­ko­wo­ści, jaką zna­my z ksią­żek o Har­rym Pot­te­rze, brak tego namasz­cze­nia, z jakim o niej mówi Tol­kien. Magia to magia i tyle. Siła taka, u jed­nych więk­sza, u dru­gich słab­sza, któ­rą trze­ba jakoś ure­gu­lo­wać prze­pi­sa­mi. Bo w Rosji na wszyst­ko jest prze­pis i para­graf, któ­re odpo­wied­nie służ­by i tak trak­tu­ją, jak im aku­rat wygod­niej. Napij­my się, żeby o tym nie myśleć.

Widać też bar­dzo wyraź­nie ideę sta­rą, ale cią­gle w Rosji żywą, czy­li komu­nizm. Komu­nizm, któ­ry w swo­ich fun­da­men­tach miał zało­że­nie, że to nie jed­nost­ka jest waż­na, ale ogół spo­łe­czeń­stwa, i to jemu wła­śnie, jego sze­ro­ko poj­mo­wa­ne­mu więk­sze­mu dobru ta jed­nost­ka ma słu­żyć i dla nie­go się poświę­cić. Co się oczy­wi­ście niko­mu jakoś szcze­gól­nie nie podo­ba, ale już aku­rat od tego są odpo­wied­ni ludzie. A poza tym to się nie ma podo­bać, tak ma być i już. A w ogó­le to się napij­my.

Mamy też typo­we dla Rosjan ste­reo­ty­py, jest tro­chę homo­fo­bii, jest spo­ro uprze­dzeń kla­so­wo-raso­wych.  Widzi­my spo­łe­czeń­stwo her­me­tycz­ne, nie­chęt­ne zmia­nom i mało tole­ran­cyj­ne. Napij­my się, bo nic tak nie łączy ludzi, jak solid­ny sta­kań­czyk.

Całość, ta wal­ka czło­wie­ka z sys­te­mem, jest dosko­na­le na kar­tach powie­ści widocz­na i bar­dzo dobrym języ­kiem opi­sa­na. Widocz­ne są też roz­ter­ki z tym zwią­za­ne – co jest więk­szym dobrem, a co mniej­szym złem? Czy moż­na zabić w imię tego dobra i czy wte­dy nie sta­je­my się tymi zły­mi? Kto ma rację? Cho­le­ra, cięż­ko się nad tym myśli na trzeź­wo…

 

Podsumujmy

Noc­ny Patrol” to dosko­na­ła książ­ka z nur­tu… No wła­śnie, cięż­ko to jed­no­znacz­nie okre­ślić. Mamy typo­we ele­men­ty kla­sycz­ne­go fan­ta­sy, czy­li magię, cza­ro­dzie­jów, wiedź­my czy wam­pi­ry. Ale całość roz­gry­wa się w wie­lo­mi­lio­no­wej Moskwie, więc jak­by nie było pod­cho­dzi ide­al­nie pod urban fan­ta­sy. A może wła­śnie nie powin­no jej się kla­sy­fi­ko­wać, bo wszel­kim stan­dar­dom się wymy­ka? Bo mam prze­moż­ne wra­że­nie, że wybrzmie­wa­ją w niej rów­nież echa wspo­mnia­nych na począt­ku kla­sy­ków, ten cha­rak­te­ry­stycz­ny roman­tycz­ny rys rosyj­skiej udrę­czo­nej duszy.

Myślę, że jeśli cho­dzi o dobrą lite­ra­tu­rę sf i fan­ta­sy, to cykl Patro­le jest pozy­cją obo­wiąz­ko­wą na pół­ce, czy w czyt­ni­ku. Ci szu­ka­ją­cy tyl­ko roz­ryw­ki znaj­dą wart­ką akcję, dobrze zary­so­wa­ne posta­cie i wcią­ga­ją­cą fabu­łę. Się­ga­ją­cy głę­biej odkry­ją dzie­ło zada­ją­ce pyta­nia o natu­rę Dobra i Zła, poru­sza­ją­ce kwe­stie etycz­ne i moral­ne. A wszyst­ko to w mrocz­nym kli­ma­cie jed­nej z naj­więk­szych metro­po­lii na zie­mi.

Ja pole­cam gorą­co i już sobie ostrzę ząb­ki na kolej­ne czę­ści.

 

 

A poni­żej lin­ki do pozo­sta­łych recen­zen­tów w #6na1 – może­cie sobie poczy­tać, jak im książ­ka pode­szła:

Pan Czy­ta (gło­wa i mózg pro­jek­tu)

Ruda

Tak sobie czy­tam

Bookmoment.pl

Ruda­czy­ta

 


About Jacek eM

view all posts

Mąż, ojciec i projektant wnętrz. Fotograf-amator i wannabe bloger. Właściciel niewyparzonego jęzora i poczucia humoru w stylu noir. No i na wieczystej diecie...